Lorien Wayford - 2017-11-19, 22:30 - Wolałabyś moje życie czy staruszka?- Zażartowała już po chwili milknąc i nie chcąc wzbudzać niczyich podejrzeń swoimi rozmowami. Posłała ciepły uśmiech w kierunku rodziców Jonaha jednocześnie swoją obecnością tutaj poświadczając to, co obiecała im dawno temu. Miała go pilnować, gdyby próbował zrobić jakieś głupstwo i wspierać w dążeniu do marzeń.
Spoglądając dostrzegła nerwową zabawę rąk Liama, albo wynikającą tylko i wyłącznie z nudy. Bez względu na to, jaka była prawda, chwyciła jego dłoń zaciskając na niej swoje drobne palce. Potrzebne było jej wsparcie w tej chwili, w której z całych sił próbowała zachować powagę i nie rozkleić się w tym momencie.
Po zakończonej ceremonii ślubnej u boku Liama opuściła kościół podążając za parą młodą. Wiedziała, że będzie miała jeszcze okazję osobiście pogratulować Jonahowi i odbić go na parkiecie po pierwszym wspólnym tańcu pary młodej. Cieszyła się szczęściem przyjaciela i zamierzała wielokrotnie tej nocy wznosić toast za zdrowie państwa Wrens.
/ztAnthony Wayford - 2018-08-24, 01:19
Ceremonia ślubna Anthonego oraz Aaren odbywa się na świeżym powietrzu, na samym skraju klifu, skąd rozpościera się widok na morze.
Akcja dzieje się w piątek, o godzinie 17, ale na pisanie przewidujemy trzy dni. Później, jeżeli będziecie mieli ochotę, możemy jeszcze pisać wesele, a tymczasem zapraszamy do wspólnej fabuły. <3
Anthony Wayford - 2018-08-24, 10:55 Wreszcie nadszedł ten wielki dzień, będący finałem kilkutygodniowych, a nawet kilkumiesięcznych przygotowań. Jednocześnie miał być on początkiem czegoś zupełnie nowego - kolejnego rozdziału, w którym Tony i Aaren figurowali już jako państwo Wayford, a nie jako dwie, odrębne jednostki, choć od dawna związane więzami miłości.
Co do samego ślubu Tony miał mieszane uczucia... Cała ta otoczka i religijność po prostu do niego nie pasowały. Ale gdy wybiła godzina zero, czuł się zaskakująco pewnie i dobrze, a takie nastawienie pozwalało mu wejść w ten rozdział z rozmachem. Decyzja o wzięciu ślubu na zewnątrz, nad samym morzem, zdecydowanie należała do dobrych. Było ciepło, słońce już powoli chyliło się ku zachodowi, ciepłym, pomarańczowym światłem oświetlając miejsce ceremonii. Tony prędko docenił bliskość morza, zwyczajnie czując się swobodniej na otwartej przestrzeni niż w kościele, w którym ostatnio postawił nogę prawię dekadę temu. Całą resztę był w stanie przełknąć, zresztą nie miało to dla niego większego znaczenia. Dzisiaj interesowała go tylko Aaren, i jeśli z tego tytułu musiał odłożyć swoje przekonania na bok, niechaj tak będzie.
Na miejsce przybył oczywiście przed Aaren. Ceremonia odbywała się przy hotelu, w którym zresztą miało się odbyć później wesele.
Tony spokojnym krokiem skierował się w stronę "ołtarza", zmierzając tam razem ze swoim przyjacielem, Harleyem, którego poprosił o zostanie świadkiem. Z jakiegoś powodu wydawał mu się idealnym kandydatem do tej roli - bo nawet jeśli odrobinę przytłoczył go nadmiar odpowiedzialności, to wciąż był tym samym, otwartym facetem, duszą towarzystwa, jak przynajmniej postrzegał go Tony. Prawdę mówiąc, liczył dziś na jego poczucie humoru. Póki co miał jednak znacznie ważniejsze zadanie. Musiał nie tylko zadbać o to, żeby wszystko wypadło perfekcyjnie, ale również przejąć obrączki, które przekazał mu Wayford.
Tony jednak zmierzał do tego, żeby ślub odbył się bez zbędnego nadęcia, więc podczas rozmowy z przyjacielem wyglądał na raczej odprężonego, jak też było w rzeczywistości. Wygląd dodawał mu nieziemskiej pewności siebie, a chyba nie trzeba wspominać, że dziś zadbał o każdy szczegół.Isabelle - 2018-08-24, 18:33 Co jak co ale tego to akurat się nie spodziewała. Pomimo tego że kochała Tonego - w końcu był jej bratem, to jednak nie umiała do końca wyobrazić go sobie w robi męża. A może po prostu nie potrafiła pogodzić się z faktem, że są już dorośli. Oczywiście, że w głębi serca się cieszyła! Traktowała Aaren jak starszą siostrę, i wiadomość że za chwilę ma pełnoprawnie stać się częścią jej rodziny to była jedna z lepszych, które dotarły do niej ostatnimi czasy. Mimo wszystko była osobą, która ciężko znosi jakiekolwiek zmiany, i świadomość że ta decyzja może mieć w przyszłości nieprzewidziane skutki nieco ją przerażała. Jednakże chciała odrzucić na bok swoje wątpliwości i cieszyć się szczęściem swoich bliskich.
Odetchnęła z ulgą, gdy dowiedziała się, że ceremonia ma odbyć się na świeżym powietrzu. Wizja kościoła chyba nieco ją przytłaczała, i czułaby się tam obco. Dlatego też zjawiła się na miejscu pozytywnie naładowana, w kreacji na której poszukiwania spędziła o wiele za dużo. Oczywiście miała na uwadze, żeby nie przyćmić suknią panny młodej
Zbliżyła się nieco nieśmiało ku miejscu, gdzie znajdował się ołtarz, wbijając w niego wzrok. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać czy i ona kiedyś dostąpi tego zaszczytu by pod nim stanąć z ukochaną osobą. Przez chwilę poczuła lekkie ukłucie zazdrości, jednak szybko je stłumiła. Teraz miała ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż dobijanie się i miała zamiar je wykorzystać!Aaren Wayford - 2018-08-24, 20:23 Nigdy nie sądziła, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie, a tym bardziej, że mężczyzna, którego poznała przypadkowo w pubie za parę lat będzie czekał na nią właśnie dzisiaj przed ołtarzem. Mężczyzna, który na samym początku rozkochał ją w sobie nie dając szans innym rywalom i już na zawsze zdobył jej serce. To co się działo, w oczach Aaren wyglądało jak bajka, nierealny sen w którym wraz z Tonym grają główne role, Ale działo się i to naprawdę, tu i teraz.
Podobnie jak brunet nie chciała, aby sam ślub był mocno religijny i sztywny, to miał być ich dzień i dlatego zdecydowali się na to, aby ceremonia odbyła się na świeżym powietrzu w otoczeniu najbliższych młodej parze osób. Bliskość morza, drzew oraz ogromu zieleni działała kojąco, a świeże powietrze skutecznie trzymało podminowaną Aaren na nogach, które momentami wydawały się być zrobione z waty. Wsparcie Jess, będącej jednym z dwóch świadków było nieocenione w tym najważniejszym momencie Aaren mogła się przekonać, co do tego, że brunetka potrafi mieć głowę na karku, a nie tylko się wygłupiać. Będąc cały czas blisko kontrolowała każdy jeden szczegół pomagając Aaren i nie pozwalając na to, aby panna młoda stresowała się z byle powodu. Swoim poczuciem humoru podnosiła brunetkę na duchu cały czas uświadamiając, że powinna cieszyć się tą chwilą, a nie denerwować.
Świadoma tego, że wszyscy goście są już na miejscu łącznie z jej przyszłym mężem wzięła głęboki oddech przeglądając się po raz ostatni w lustrze. Długa biała suknia ozdobiona licznymi ręcznie robionym eleganckimi i i zarazem subtelnymi koronkami znakomicie podkreślała urodę panny Vaugier. Wyglądała zupełnie inaczej niż na co dzień. Delikatnie i niewinnie, wręcz skromnie, ale przy tym bardzo kobieco i po prostu pięknie jak na pannę młodą przystało.
Gdy wszyscy goście byli już na miejscu, a ceremonia miała się zacząć w towarzystwie ojca udała się w kierunku ołtarza. Prowadzona pod ramię podążała spokojnym krokiem przy akompaniamencie klasycznej muzyki, nadającej rytm jej krokom. Czuła jak wszystkie oczy skierowane są na nią, co w pewnym sensie było odrobinę onieśmielające, ale starając się o tym nie myśleć uśmiechnęła się delikatnie. Jej spojrzenie padło w końcu na tą jedną osobę, która w dniu dzisiejszym była dla niej najważniejsza.
Wyglądał świetnie jak zawsze, ale w dniu dzisiejszym był jeszcze bardziej szarmancki i jeszcze bardziej przystojny niż zwykle. Patrząc na Tonego i obserwując mimikę jego twarzy próbowała odgadnąć emocje, jakie mu towarzyszyły. Nigdy do tej pory nie widział jej w takim wydaniu i mogła mieć tylko nadzieję, że jako przyszła żona spodoba się mężowi. Podprowadzona do ołtarza i przekazana przez ojca Tonemu stanęła tuż obok zerkając na niego z pewną dozą nieśmiałości.Gerard Wayford - 2018-08-24, 21:43 Obecność Gerarda na ślubie niezaprzeczalnie była obowiązkowa, ale też kłopotliwa z wielu powodów. Do ostatniej chwili zastanawiał się, czy naprawdę powinien to robić... ale podkulanie pod siebie ogona nigdy nie było w jego stylu. Zawsze szedł po bandzie i decydując się na taki styl życia, musiał brać tego konsekwencje na klatę.
Towarzyszyła mu Lorien, z którą związku nie zamierzał przed nikim ukrywać. Na ceremonii pojawili się wspólnie, z pewnością wzbudzając zainteresowanie, ale na pewno nie odwracając uwagi od młodej pary. Zanim ceremonia uległa rozpoczęciu, Wayford zdążył się przywitać z Danielle, która pomimo całej tej niezręczności, przyjęła to ze spokojem. Wbrew wszystkiemu, co się wydarzyło, ta dwójka dalej się ze sobą przyjaźniła i z pewnością było to widoczne podczas ciepłego, ale krótkiego przywitania, podczas którego Wayford nie omieszkał przedstawić Lorien. Danielle o niej wiedziała, ale dopiero pierwszy raz spotkały się w cztery oczy...
Przywitał się też z córką, Isabelle, jej jednak dając więcej "przestrzeni". Miała prawo zareagować równie nerwowo jak Tony, a nie było na to teraz miejsca. Jeśli natomiast chodzi o resztę członków rodziny... Z nimi też się przywitał, jeżeli była ku temu okazja, ale nie czuł się w obowiązku niczego im tłumaczyć.
Wreszcie zajął miejsce w drugim rzędzie, siadając obok Lorien. Co prawda pierwsze miejsca były wyznaczone dla najbliższych, ale choćby ze względu na komfort partnerki, nie chciał być pod ostrzałem spojrzeń i niepotrzebnie zagęszczać atmosfery. Kiedy wreszcie nadeszła chwila, w której Aaren pojawiła się na miejscu, Wayford obejrzał się wraz ze wszystkimi i mimowolnie uśmiechnął, bo mimo ostatniego spięcia, dalej ciepło myślał o Aaren i w zupełności traktował ją jak członka rodziny.Ciocia Laura - 2018-08-24, 21:48 Ten ślub przeżywała bardziej, niż ktokolwiek mógłby to sobie wyobrazić. Poruszona do granic, pół nocy nie mogła zasnąć, by teraz ubrać się w nową, bardzo elegancką garsonkę i zająć miejsce w pierwszym rzędzie. Załzawiony wzrok mimowolnie spoczął na Tonym, ślizgając się gdzieś pomiędzy eleganckim ubiorem, a pełnymi stresu i miłości oczyma. Wzruszona niemal od razu przetarła chusteczką pomarszczone policzki, póki co rozglądając się po gościach. Isabelle... westchnęła cicho, nie dostrzegając obok kawalera. Powinna była już kogoś znaleźć, lata mijały nieubłaganie i perspektywa samotności wydała się Laurze tak straszna, że na chwilę zamarła. Na to nie godziła się stanowczo, próbując jeszcze walczyć z zalewającymi jej głowę zmartwieniami, dopóki w oczy nie rzucił jej się świadek Pana Młodego... Owszem, był troszkę starszy, ale może dzięki temu miał coś oleju w głowie. No i przecież był przystojny, uśmiechnięty, a Isabelle zdecydowanie potrzebowała kogoś tego pokroju! Nim jednak zdążyła całkowicie popłynąć z planami godnymi najlepszej swatki, w jej uszy dotarł dźwięk nastrojowej muzyki, a Aaren lekko ruszyła w stronę ołtarza. Laura zamarła w bezruchu, zalewając się kolejną falą łez wzruszenia. Za chwilę jej mały chłopczyk założy własną rodzinę.Lorien Wayford - 2018-08-24, 22:02 Bardzo długo rozważała czy powinna pojawić się u boku Gerarda na ślubie jego syna. Jako jego partnerka wiedziała, że powinna go wspierać i być przy nim w tak ważnym momencie w życiu, w którym jego syn brał ślub z wybranką swojego serca. Po ostatnim burzliwym spotkaniu miała wiele wątpliwości i przede wszystkim bała się tego jak zareagują wszyscy najbliżsi Gerarda. Jednak podobnie jak Wayford podchodziła do tego z założeniem, że oboje powinni zmierzyć się z rzeczywistością i na przekór wszystkim po prostu być ze sobą, a przede wszystkim nie ukrywać tego, co ich łączyło. Może różnica wieku była zauważalna, ale nie był to rażący powód dla którego ta dwójka nie powinna być razem. Owszem byłą spięta i zdenerwowana, ale starała się robić dobrą minę do złej gry, głównie po to, aby nie przysparzać Gerardowi dodatkowych zmartwień.
Poznając Danielle kulturalnie jej się przedstawiła i przywitała nie wychodząc jednak przed szereg, odzywała się tylko wtedy, kiedy było to koniecznie i starała się trzymać raczej na uboczu. Nie była jednak w stanie ukryć się przed masą ciekawskich spojrzeń oraz wyłączyć się na nieprzychylne oraz ciekawskie komentarze padające w jej i Gerarda kierunku.
Ubrana w luźną i zwiewną sukienkę zdołała ukryć swój nieznacznie zaokrąglony brzuszek, który nie powinien rzucać się nikomu w oczy. Przywitała się również z Isabelle lecz podobnie jak w przypadku Danielle nie próbowała nawiązywać rozmowy ani rozwijać tematu.
To państwo młodzi byli gwiazdami wieczoru i pragnęła, aby tak pozostało, dlatego siedząc w drugim rzędzie starała się nie rzucać w oczy i po prostu obserwowała to jak Aaren w towarzystwie ojca zmierza w kierunku ołtarza, aby tam stanąć u boku Tonego.Jessie - 2018-08-24, 22:17 Jess, jaka by nie była, naprawdę dobrze wywiązała się ze swojej roli. Znając to wszystko od podszewki, potrafiła pomóc Aaren w przygotowaniach i dopilnować, żeby wszystko przebiegło według planu. Była zresztą w swoim żywiole - nie tylko udzielała pannie młodej wsparcia, ale również witała gości i pilnowała najrozmaitszych szczegółów, w czym nawet nie przeszkadzał jej JJ, którego wzięła ze sobą. Zaangażowała synka w najprostsze zadania, przy tym pozwalając mu po prostu być dzieckiem - i jeśli podczas ceremonii miał ochotę bawić się na boku, byle z daleka od krawędzi klifu, to naprawdę nie miała nic przeciw. Po prostu cały czas miała na niego oko, a jeżeli chciał do niej przyjść na ręce czy kolana, to oczywiście służyła pomocą swojemu małemu elegancikowi, który również był elegancko ubrany i uczesany. <3
Wreszcie nadeszła ta wielka chwila, na którą wszyscy czekali. Jess zajęła miejsce z boku, pośród rodziny Tonego i Aaren, trzymając się też blisko wspólnej przyjaciółki - Hayley, którą powitała w pierwszej chwili nad wyraz radośnie, ciesząc się, że jej tu nie zabrakło. Z uśmiechem obserwowała jak Aaren podchodzi do ołtarza, wyglądając doprawdy zachwycająco. Jess nawet im trochę zazdrościła tego momentu, dobrze pamiętając, jak cudowne było to uczucie. Przede wszystkim cieszyła się jednak szczęściem swojej nowej przyjaciółki.Ilian - 2018-08-24, 23:18 Przyszedł zgodnie z opisem w zaproszeniu. Do końca nie był przekonany czy postępuje właściwie ale z drugiej strony nie zamierzał przegapić tak ważnego wydarzenia dla Aaren.
Widział część zebranych, próbował rozpoznać jakąś znajomą twarz. Po części mu się udało. Odczytał wiadomość, że "partnerka" się spóźni. Zatem szukał wymówki w głowie i oczywiście ją zaraz odnalazł. Póki co nie przejmował się tym zbytnio. Wzrokiem odszukał Aaren. Przyglądał się jej. Wyglądała promiennie, doprawdy można było Wayfordowi pozazdrościć tak pięknej panny młodej. Mało, że piękna to jeszcze potwornie utalentowana. A no właśnie. Wayford.
Blondyn dyskretnie zlustrował mężczyznę wzrokiem rzekomo kogoś poszukując. A więc tak wygląda ten badboy czarnowłosej. No cóż, dzięki niemu porzuciła mafię. Cholera, będzie go musiał polubić.
Nie wyglądał tak źle jak sobie go wyobrażał. Więc można przymknąć oko na wszelakie wcześniejsze niedogodności.
Goodferd pilnował się co by właściwą przyjąć manierę, w końcu co jakiś czas ręce się pchały do kieszeni, a nie wypadało. Niby często przebywał w garniturze ale jednak nie było to zbyt swobodne, z czego zdawał sobie sprawę każdy mężczyzna.
Poza Aaren i Wayfordem byli inni. Isabelle, o której istnieniu nie wiedział. Jess, która świetnie radziła sobie w tak istotnej roli no i którą kojarzył. Nieco przez mgłę, ale jednak.
Starszej Pani nie pamiętał ale obstawił, że to rodzina. A starszego faceta z młodą dziewczyną może minął kiedyś na ulicy.
Sunął palcami wzdłuż swojej brody i westchnął skupiając swoje zagadkowe spojrzenie na pannie młodej i jej świadkowej.
Miejsce było przepiękne, malownicze. Mieli oboje fantazję.Harley Davidson - 2018-08-24, 23:31 Jeśli kiedykolwiek Harley miałby obstawiać, kto pierwszy się hajtnie z ich towarzystwa to stawiałby na siebie. Nie dlatego, że uważał Tony'ego za mniej przystojnego, ale przez dłuższy czas wątpił raczej w jego zamiłowanie do długotrwałych relacji albo raczej chęć przypieczętowywania takowych jakimiś tradycyjnymi obrządkami - jak ślub chociażby. Chociaż przegrał (a może wygrał?) w wyścigu do ślubnego kobierca, to nie zamierzał zostawić przyjaciela samego w ten wyjątkowy dzień i z chęcią przystał na propozycję zostania świadkiem.
Nie odnajdywał się może idealnie w zadaniach wymagających perfekcyjnego opanowania i organizacji, ale nadrabiał to swoim zabawowym podejściem i talentem do przełamywania lodów na wszelakich imprezach. Tyle tylko, że nim rozpocznie się wesele, trzeba jeszcze dopilnować, czy wszystko jest na miejscu i czy ślub przebiega według planu. W ramach przygotowania oglądał przez ostatnie kilka tygodni przeróżne komedie z elementami planowania ślubów i kilka filmików instruktażowych na youtube. Dlatego ze sporą dozą pewności siebie zapewnił Tony'ego, że wszystko będzie idealnie - bo będzie! O dziwo, z tego pogodnego researchu nie wyciągnął samych bzdurnych informacji, bo zadzwonił do hotelu, by potwierdzić, czy wszystko jest w porządku i czy sala jest w pełni przystrojona, czy nagłośnienie działa, w międzyczasie skontaktował się też z księdzem, bo co to za ślub bez księdza, halo! Był chyba niezłym kontrastem wobec odprężonego Tony'ego - w jego oczach pełgały wesołe ogniki i wydawało się, że aż go roznosi ekscytacja. Przez chwilę przyglądał się, jak słońce rozjaśnia klif. No, ciężko będzie zapomnieć im tę chwilę i takie widoki!
Gdy miał już za sobą check out czy wszystko czeka w gotowości, udał się na miejsce ceremonii. Właściwie starał się kręcić niedaleko Tony'ego, by w razie czego wesprzeć go dobrym słowem albo najlepiej głupiutkim żartem... Postarał się zagadać albo chociażby uśmiechnąć, czy skinąć głową do większości gości. Nie byłby sobą, jakby przy tym nie sprawdził, czy Tony nie ukrywał przed nim jakiś ładnych kuzynek. Gdy nadszedł ten ważny moment i ceremonia miała się właściwie zacząć, zajął odpowiednie miejsce z przodu, tuż obok cioci Laury - załzawione oczy starszej pani były dla niego jasnym sygnałem, że ta pani tutaj z pewnością będzie potrzebować jego wsparcia. Gdy łzy wzruszenia napłynęły do jej oczu, podsunął jej paczkę chusteczek. Przyglądał się ze szczerą radością, jak Aaren elegancko podchodzi do młodego Wayforda.Anthony Wayford - 2018-08-25, 00:51 Zdawał sobie sprawę z tego, że wiele osób zaskoczył swoją decyzją. Tak dorosłą i niepodobną do niego. Kiedyś sam by się o to nie podejrzewał, ale teraz był pewien swego jak nigdy. Wiedział też, że nie wszystkich zebranych to cieszyło. Były to jednak nieliczne jednostki, przyćmione zresztą przez tych wszystkich ludzi, którzy cieszyli się teraz jego i Aaren szczęściem. Czekając na nią, miał chwilę na to, żeby spokojnie spojrzeć po gościach. Widok rodziny w komplecie - nieważne, że rozbitej - cieszył go, tym bardziej, że czuł od nich w tej chwili wsparcie, którego chcąc nie chcąc, bardzo potrzebował. Nie tylko dziś. Nie było mu jednak dane dłużej się nad tym zastanawiać, bo wkrótce ujrzał Aaren nadchodzącą w towarzystwie jej ojca. Podniósł na nią wzrok i z nieodgadnionym wyrazem twarzy intensywnie, wręcz onieśmielająco się jej przyglądał, czując powagę sytuacji. Gdy uśmiechnęła się w jego stronę, odwzajemnił ten gest, wreszcie wyciągając w jej stronę dłoń, kiedy już podeszła z Aronem wystarczająco blisko. Uścisnął ją i gestem zaprosił na miejsce obok siebie, chwilowo nie zwracając uwagi na nikogo innego.
- Wyglądasz niesamowicie - wymruczał cicho, pragnąc, żeby zostało to między nimi. Ostatni raz zlustrował ją wzrokiem, uśmiechając się przy tym. Chyba nie potrafił się wzruszać, więc nic takiego się nie wydarzyło, ale serce na pewno biło mu teraz szybciej. Przeżywał to po swojemu, ale kto inny, jak nie Aaren, wiedział o tym najlepiej?
Chwilę później ceremonia rozpoczęła się na dobre. Tony i Aaren mieli fantazję nie tylko względem lokalizacji, ale też samego przebiegu ślubu. Z pewnością nie był on standardowy; ksiądz, który prowadził ceremonię, na prośbę młodej pary zadbał o to, żeby całość nie trwała długo. Poza tym, co konieczne i zmienione być nie mogło, mówił od serca, często wchodząc w interakcję z zebranymi. Dzięki temu wszyscy mogli poczuć się dobrze i wysłuchać słów duchownego z zainteresowaniem, niezależnie od wiary i przekonań.
Pośród czytań nie zabrakło też jednego, specjalnie przygotowanego przez parę, które miało nadać ceremonii wyjątkowego charakteru. Pozwolić wszystkim na to, żeby poczuli to samo co Tony i Aaren. Spojrzeli w głąb siebie, na ludzi wokół i zastanowili się nad tym, co jest naprawdę ważne. Docenili to, co mają...
Czasami spotykasz kogoś, i to oczywiste, że oboje w jakiś sposób jesteście sobie pisani. Jako kochankowie, jako przyjaciele, jako rodzina lub jako ktoś zupełnie inny. Po prostu pasujecie do siebie, czy to rozumiejąc się nawzajem, czy to kochając się. Spotykasz tych ludzi w ciągu swojego życia, pojawiają się zupełnie znikąd, w najdziwniejszych okolicznościach, a potem pomagają ci poczuć, że żyjesz. Nie wiem, czy to sprawia, że wierzę w przypadek lub przeznaczenie, albo łut szczęścia, ale zdecydowanie sprawia, że w coś wierzę...
Ponieważ czasem spotykasz kogoś i nie wiesz jak i dlaczego, ani co sprawiło, że wasze drogi się spotkały. Ale nagle nie możesz sobie wyobrazić życia bez tej osoby. I wszystko wydaje się być lepsze i bardziej radosne, kiedy jesteście razem. Zapominasz, kim byłeś zanim poznałeś tę osobę, ponieważ nigdy wcześniej nie czułeś się sobą bardziej niż teraz, obok niej. I to jest właśnie miłość.
Kończąc te słowa, ksiądz przeniósł wzrok na Tonego i Aaren, to do nich chcąc skierować resztę "kazania".
Każdemu z was nie będzie dłużej doskwierać samotność, bo od teraz macie siebie. Od teraz jesteście dwiema osobami z tylko jednym życiem przed sobą. Niech piękno i pokój otaczają was w nadchodzącej podróży i przez wszystkie lata przed wami. Niech szczęście wam towarzyszy, a wasze dni będą dobre. Traktujcie się z szacunkiem i często przypominajcie sobie, co was połączyło. Dawajcie najwyższy priorytet czułości, opiekuńczości i dobroci, na które zasługujecie. Kiedy frustracja, trudności i strach was otoczą - co grozi wszystkim związkom, prędzej czy później - pamiętajcie o tym, żeby skupić się na tym, co jest między wami dobre, nie tylko na tym, co złe. Tym sposobem przepędzicie wszystkie chmury i wyjdziecie z każdej burzy. I jeśli każde z was weźmie odpowiedzialność za jakość waszego wspólnego życia, zostanie wam to wynagrodzone.
Aaren Wayford - 2018-08-25, 01:38 Znała go lepiej niż jakakolwiek z zebranych tu osób, a mimo to wciąż nie mogła uwierzyć, że oboje właśnie zawierają związek małżeński w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Czekała na ten dzień i była pewna, że właśnie tego chce. Żadna nuta wątpliwości, ani moment zachwiania nie wkradły się pośród ogrom uczuć i emocji, jakich właśnie doświadczała. Co więcej wiedziała, że Tony również tego pragnie i decydując się na taki krok w przód jest tego pewien, choć mogło się wydawać, że to do niego zupełnie niepodobne.
Widząc te wszystkie znajome twarze cieszyła się, że to właśnie ci ludzie towarzyszą im w tak ważnym momencie w ich życiu. Nie było tu miejsca na wszelkie zawiłości w relacjach między członkami rodziny, na kłótnie i niezgodę. Nikt nie chciał tego zepsuć, nie w momencie, w którym tych dwoje miało już na zawsze związać się ze sobą.
Przekazana w ręce przyszłego męża podała mu drobną dłoń i stając tuż obok odetchnęła z ulgą czując jak ogarnia ją spokój. Przy nim wszystko inne przestawało mieć znaczenie, zupełnie jakby cały świat wokół się rozmył pozostawiając tylko ich dwoje.
- Dziękuję. - Szepnęła podnosząc kąciki ust w subtelnym uśmiechu kierowanym tylko do niego.
- Ale wciąż to ty jesteś przystojniejszy.- Dodała po chwili nie mogąc oprzeć się przed niewinną zaczepką. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła i doskonale oboje zdawali sobie z tego sprawę. Czując jednak powagę sytuacji spojrzeniem wróciła do księdza co jakiś czas zerkając na Wayforda, który chyba po raz pierwszy w życiu wyglądał na odrobinę przejętego, a przynajmniej ona była w stanie to dostrzec. Jej serce również kołatało się niespokojnie w klatce piersiowej by w pewnym momencie jeszcze mocniej przyśpieszyć wraz z początkiem ceremonii.
Układając czytanie Tony i Aaren zadbali o to, aby każdy z zebranych tu gości mógł zinterpretować je samodzielnie i poczuć to, co czuła względem siebie ta dwójka. Dzięki temu całą ceremonię byli w stanie przeżywać wspólnie z parą młodą utożsamiając się z treścią słów, które padały. Były one obrazem tego jak wyglądała relacja Tonego i Aaren, świadectwem tego, co czuli wobec siebie i jak wiele zdołali się nauczyć na wspólnej drodze życia.
Słuchając czytania oraz kazania, skierowanego bezpośrednio do nich, Aaren nieustannie patrzyła w kierunku bruneta, nie potrafiąc skupić się na niczym innym. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek mogła dać wyraz temu, co czuła i jak wielkim uczuciem darzyła osobę stojącą tuż obok. Pragnęła być przy nim, trwać nieustannie u jego boku i spełniać wszystkie z małżeńskich obowiązków, o których wspomniał ksiądz głosząc kolejne i ostanie słowa kazania.
Po nich przyszła pora na najważniejszą część ceremonii, którą stanowiły przysięgi małżeńskie. Osobiście przygotowane przez parę młodą i będące po raz kolejny fantazją tej dwójki, która zadbała o to, aby ten ślub był wyjątkowy. Podchodząc bliżej ksiądz przewiązał obie dłonie stułą i zabrał głos kontynuując przebieg sakramentu.
A teraz złóżcie sobie słowa przysięgi, które przygotowaliście.
Ciocia Laura - 2018-08-25, 11:45 Gest Harleya wzbudził w Laurze tak silne uczucia, że niemal od razu nabrała szczerej pewności, że nie będzie już lepszego kandydata na męża dla Isabelle. Na pierwszy rzut oka był empatyczny, miły i uczynny, dokładnie tak samo jak niegdyś Henry. Och, spędziła z tym człowiekiem wiele lat wspaniałego życia i gdyby tylko mogła wrócić do tamtych czasów, nie zawahałaby się. Niestety jej związek nigdy nie doczekał się dzieci, a co za tym szło to Toneo i Isabelle traktowała jak swoje malutkie oczka w głowie.
- Dziękuję kochanie - szepnęła starając się nie zakłócać ceremonii i Bóg mi świadkiem już ciągnęłaby go za rękaw do Isabelle, gdyby nie trwająca przy ołtarzu msza. Otarła po raz kolejny oczy, mimowolnie namierzając wzrokiem jego przyszłą żonę. Niestety zamiast dziewczyny dostrzegła Gerarda z młodą kobietą. Sposępniała, na chwilę przykładając pomarszczoną dłoń do policzka w geście zmartwienia. To nie przystoi...
Na szczęście jako zagorzała katoliczka przywołała się do porządku w jednym momencie, odmawiając słowa modlitwy nawet podczas trwania przysięgi. Jej usta poruszały się niezauważalnie, jakby miało to pomóc młodym zachować miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Przerwała jednak na chwilkę, kiedy przyszła kolej na Tonego, najzwyczajniej w świecie zbyt poruszona, by skupić się na czymkolwiek poza młodymi.Harley Davidson - 2018-08-25, 17:07 Cóż, szatyn w ogóle nie był świadom tego, co planuje siedząca obok starsza pani. Własną rodzinę odwiedzał niesamowicie rzadko, jej seniorów jeszcze rzadziej, to i nie wiedział, czego się spodziewać. No, może prócz jakiś bardziej religijnych poglądów, jak mu podpowiadały stereotypy... Zajął wolne miejsce obok, bo spodziewał się, że może będzie trzeba starszej pani pomóc wstać, czy może właśnie chusteczki podać, bo od początku wydawała się jakaś poruszona tą ceremonią.
Reszta gości (jeszcze) nie była mu szczególnie bliska - kojarzył dość dobrze starszego Wayforda, szczególnie, że dość długo był w dość zażyłej relacji z jego własną przyjaciółką, Vivianne. Fakt, że na ślub syna przyszedł z kimś innym, nie wzbudził w Davidsonie zachwytu. Był to jednocześnie znak, że powinien nadrobić zaległości z życia przyjaciółki. Był to jednak przede wszystkim ślub Tony'ego i Aaren, więc nie zaprzątał sobie długo głowy ojcem pana młodego i przyglądał się, jak dołącza do niego przyszła żona. Lekki uśmiech przyozdabiał jego usta a w oczach aż błyszczało, do momentu aż rozpoczęło się kazanie. Wtedy też wyraźnie spoważniał, bo nie mógł w takiej chwili wręcz nie pomyśleć o Sarze. Między nimi nie było najlepiej i nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie jeszcze jakiekolwiek "między nimi". Natchniony słowami kazania poczuł, że mógłby chociaż spróbować poczynić krok w kierunku rozjaśnienia i najlepiej naprawienia całej tej sytuacji, ale wiedział, że nawet jeśli zrobi to z najlepszymi intencjami to wcale nie powiedziane, że sytuacja ulegnie poprawie. Miał tylko nadzieję, że Tony będzie wytrwały w walce o wspólne szczęście z Aaren i że nie przerwie łączących ich więzów tak łatwo... A nawet jeśli poczuje taką pokusę to zawsze w chwili słabości będzie na niego czekać miejsce na kanapie i piwko w lodówce Harłaka (znając życie także całusy od Joy).
Owładnięty cały tym uroczystym klimatem uroczystości czekał w napięciu, aż młodzi złożą sobie przysięgi.