Aaren Wayford - 2017-05-21, 22:59 Na trening z Luczkiem umówiła się właściwie w ostatniej chwili, ogromną zaletą tej sytuacji było to, że Luke sam startował na Otello, znał konia i od niedawna był też trenerem, dzięki czemu wiedział, jakich wskazówek powinien udzielić pracującej parze. Zdenerwowanie Otello nie robiło na Aaren już żadnego wrażenia, starała się to ignorować i jednocześnie cała sobą pokazać mu, że nie ma, czego się bać.
Gdy rozbrzmiał głos mężczyzny Aaren lekko drygnęła w siodle, ale nie zatrzymała konia wręcz przeciwnie, pozwalała mu stępować jednocześnie mocniej dociążając jego zad i nie pozwalając mu tak drobić
- No cześć.- odwróciła się w stronę kumpla posyłając mu delikatny uśmiech i zerkając na Otello. Gdy rozbrzmiały pierwsze słowa trenera skupiła się na nich w pełni, od razu wyraźniej prostując sylwetkę, wydłużając nie tylko łydkę, ale również całą nogę. Przenosząc ciężar na tył mocniej domknęła pomocami konia, jednocześnie lekko zbierając wodze i zapraszając subtelnie gniadosza na kontakt.
Płynnym ruchem bioder starała się wpływać na obszerność kroku konia, nie pozwalając mu drobić ani przyśpieszać. Kierując się instrukcjami Pana Cukra, zaczęła powoli wplatać wolty, zmiany kierunków oraz zatrzymania. Cały czas oferując gniademu miękką i elastyczną rękę, nieograniczającą w żaden sposób, ale za to będącą wskazówką do ruchu naprzód w odpowiednim kierunku.
Zatrzymując Otella tuż przy trenerze posłała mężczyźnie przekorne spojrzenie. - Już myślałam, że się nie doczekam normalnej rozmowy.- zaśmiała się jednocześnie gładząc konia po szyi, jeśli tylko stał spokojnie i nie próbował cudaczyć.Otello - 2017-05-21, 23:12 Dość szybko zorientował się o obecności Luczka, która jednak nie wywołała w nim większego niepokoju niż otwarta przestrzeń i trenujące na niej konie. Zerkając w kierunku mężczyzny, jednocześnie wykazał się szybką reakcją na działania podjęte przez Aaren - gdy domknęła go pomocami, dość nerwowo odpowiedział na jej łydkę, wyczuwalnie wychodząc mocniej do przodu przy jednoczesnym podkuleniu zadu. Sygnał nie był mocny, Otello po prostu wyolbrzymiał, sekundę później już względnie normalniejąc. W dalszym ciągu maszerował przed siebie żywo, na wskutek ograniczeń mniej chaotycznie niż na początku i szukał sobie miejsca. Szukał kontaktu, który choć był stały, to z jakiegoś powodu nie odpowiadał ogierowi - może dlatego, że był zbyt rozproszony i pobudzony. Dużo się działo, nie tylko wokół, ale również w jego głowie i ciele, przez co nie mógł się uspokoić. Z tego względu jego kroki nie zawsze były tej samej długości, czasami je skracał, by zaraz znowu iść obszernie. Niechętnie dał się zatrzymać obok trenera, o ile nie przeszkadzała mu jego obecność, to już łącznik płotków w narożniku, na którym stał kubek, jak najbardziej. Łypiąc okiem w kierunku wspomnianego przedmiotu niespokojnie kołysał ogonem i co rusz podnosił lewy przód w górę, jakby wyczekując okazji, kiedy będzie mógł zrobić krok do przodu.Luke - 2017-05-21, 23:32 Jak to jest, że już nawet sama czyjaś obecność może wpłynąć na to, że człowiek zaczyna bardziej myśleć o kontroli nad własnym ciałem. Oczywiście dotyczy to w większej mierze jeźdźców już bardziej zaawansowanych i przede wszystkim mających jakieś ambicje. Starczyła wówczas świadomość, że jest się obserwowanym, a mózg nagle jakoś lepiej radził sobie z koordynacją ciała i pamiętaniem, o czym należy pamiętać.
- Zgaduję, że Synek poznaje właśnie nową miejscówkę? - Powoli podszedł do ogiera by lekko pogładzić go po łopatce i kilkakrotnie wymruczeć coś, co zwykle mruczy się uspakajając czy wręcz zatrzymując konia, ale userka nienawidzi tego pisać. - Zanim w ogóle się zacznie, powiedz mi, czy on zna cofanie? - Chciał wiedzieć orientacyjnie, czy będzie mógł używać tego elementu już jako pewnik służący do innych celów czy może jednak trzeba by ten element dopiero wprowadzić. Zaraz też cofnął się na odległość kilku kroków od ogiera i zmierzył bystrym wzrokiem jej sylwetkę.
- Pamiętaj tylko, co by się nie działo, zawsze działasz do ręki, wszystko wysyła go w przód od zadu, jednak jeśli jest zbyt wyrywny, niestały, rozchwiany, chce drobić, rób zatrzymanie, powiedz coś do niego, poślij go do stępa. Ważne, żeby zatrzymanie naprawdę zaczęło się od dosiadu, w innym razie nie osiągniemy żadnego efektu, a chcemy, żeby Otello zaczął bardziej myśleć o Tobie i Twoich pomocach. Nie każ mu też stać zbyt długo, żeby się nie denerwował niepotrzebnie. Starczy chwila i idziecie dalej, ale też trzymaj go lekko w pomocach w trakcie stania, coby się nie wyrywał przed Twój sygnał. Chociaż wydaje się pełen energii, to myślę, że to głównie "zasługa" zdenerwowania, dobrze będzie moim zdaniem pokręcić się dłużej w stępie, za kilka minut możesz spróbować nieco skrócić wodze żeby zaprosić go do fajniejszego zaokrąglenia i wtedy też pobaw się ustawieniem na prostej i na kole, raz do wewnątrz, raz na zewnątrz. Niech najpierw się tu nachodzi i na spokojnie wszystko poogląda, jednocześnie odpowiadając oczywiście na Twoje pomoce. - Wziął głęboki oddech żeby zaraz kontynuować. - Za jakieś osiem minut tak na moje oko możesz do mnie podejść jeśli chcesz, żebym Ci pomógł podciągnąć popręg a potem ruszamy z kłusem. - Chyba się Luczek spełni w nowej pracy, widocznie lubił mówić co i jak ma wyglądać i naprawdę czuł się teraz jak ryba w wodzie.
- A, no i możesz też myśleć o tym, żeby Twoja łydka nie ściskała go tylko równolegle do podłoża, postaraj się ją na tyle wydłużyć i rozluźnić, żeby mogła działać niejako od spodu, już co nieco robiąc w stronę właśnie zaokrąglenia jego sylwetki. - No i wziął swoją kawę do ręki żeby popić ten potok słów. Aaren Wayford - 2017-05-22, 01:06 - Czy już wszyscy wiedzą, że na drugie ma "Synek"?- zaśmiała się spoglądając po koniu, który zaczynał się już trochę niecierpliwić. Sama Aaren była nie tylko zmęczona pracą ale też przytłoczona lekko tym, co działo się w niej dzisiejszego dnia. Widząc to zdenerwowanie Otello zaczęła się zastanawiać czy ten trening dzisiaj to na pewno dobry pomysł.
- Zna, powinieneś wiedzieć skoro sam na nim jeździsz.- posłała mu lekko rozbawiony uśmiech chcąc przykryć nim swoje dzisiejsze przygnębienie. Doskonale je maskowała jednocześnie marszcząc brwi i spoglądając na Luczka. - Mam nadzieję, że nie patrzysz na mój tyłek.- zaśmiała się jednocześnie poprawiając swoją sylwetkę w siodle.
Czasami miała wrażenie, że mówi do niej jak do kompletnie zielonej osoby, lecz z drugiej strony takie przypominanie często niosło ze sobą korzyści. Z uwagą wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, każde z nich analizując i próbując przełożyć na prawidłowe działanie nie tylko dosiadu, ale też łydek i rąk.
Zapraszając konia do stępa użyła do tego dosiadu jednocześnie łydkami lekko podbierając wierzchowca do góry, wymagała zaangażowania w stępie jednocześnie dbając o to, aby ogier nie kombinował i cały czas szedł od zadu do ręki. Jeśli tylko Otello nie kombinował i nie zmuszał Aaren do wykonywania zatrzymań, które brunetka wprowadzała za każdym razem, gdy zaczynał się nadmiernie denerwować lub drobić. Cały czas podpierała go łydkami, lekko skracając wodze i zaczynając zabawę ze zmianą ustawienia, raz do wewnątrz, a następnie do zewnątrz. Wykonywała to ćwiczenie zarówno poruszając się po liniach prostych jak i po kołach lub ósemkach.
Cały czas pilnowała aktywności, zaokrąglenia szyi, w którym wymagała jednak bardziej jej swobodnego ułożenia niż podnoszenia konia. Sam z siebie miał tendencję do podnoszenia głowy, stąd też subtelnie prosiła go o dążenie nosem do dołu przy jednoczesnym rozluźnianiu się i podążaniu za wędzidłem.
Po wykonaniu ćwiczeń, które zaproponował jej pan trener podjechała do niego z powrotem, zatrzymując konia od dosiadu i zamykając w łydkach podczas pozycji stój.
- Pomożesz mi z popręgiem?- poprosiła czekając aż Sugarman się zbliży i jej pomoże.
- Jak to wyglądało teraz? Wiesz dawno nie jeździłam z trenerem, w dodatku sama widzę, że ta przerwa mocno się odbiła na moim jeździectwie. Czasami czuję się jak kaleka za tym koniu.- wyjaśniła z lekką nostalgią w głosie, żałowała tego, że zostawiła jeździectwo. Ale nie miała wyjścia, ukończenie studiów i szeregu ciężkich szkoleń było priorytetem.
//wybaczcie za błędy i za to, że to takie mdłe, ale spać :cOtello - 2017-05-22, 08:43 Zapomniał o chęci postawienia kroku w przód wraz z dostrzeżeniem wystawionej ku niemu ręki. Pozwolił się pogłaskać, znał przecież Sugarmana, ale nie wyglądał na szczególnie pocieszonego tym gestem.
Chętnie przyjął propozycję ruszenia stępem, ale wciąż był obojętny na działania Aaren - w dalszym ciągu kroczył nierówno, denerwując się i zachowując co najmniej tak, jakby miał lada moment wybuchnąć. Skutek zaczęły odnosić dopiero zasugerowane przez Luke'a zatrzymania, których początkowa mnogość sprawiła, że Otello zwyczajnie zmęczył się zachowaniem, które do nich doprowadzało. Był całkiem bystry - wbrew temu, że napisałam wcześniej, że głupi xD - dlatego szybko spostrzegł tę zależność. Dlatego też odetchnął krótko i uspokoił się na tyle, by przynajmniej przestać drobić w stępie. Nie zabrakło mu jednak energii i elektryczności, wciąż był czujny i uważnie lustrował otoczenie spod grzywki, gotów zareagować gdyby coś szczególnie mu się nie spodobało. Co prawda działania Aaren trochę mu to utrudniały, bo chcąc nie chcąc zajmowała mu tym głowę, co częściowo odwracało jego uwagę. Stępując po woltach i ósemkach miarowo zaczął się rozluźniać, ale wciąż brakowało mu przede wszystkim wewnętrznego luzu, przez co nie godził się na niesienie głowy nisko. Opuszczał ją, bo do tego prowokowały go pomoce używane przez Aaren, ale było to sztuczne ustawienie - jego pysk był przy tym "martwy", a plecy wcale nie pracowały tak, jakby mogły. Zwyczajnie potrzebował dłuuugiego rozprężenia, o czym Luke zapewne wiedział, jako że sam z nim pracował. Na jego rozprężeniu można było spędzić i godzinę, co nieco kłóciło się z tym, że w tym wieku powinien mieć krótsze sesje - dlatego też część szkoleniowa trwała zaledwie parę minut i polegała na przepracowaniu najważniejszego.
Ponownie zatrzymał się przy Luczku i momentalnie uniósł łeb do góry. Skierował ucho w kierunku mężczyzny, tym razem nie próbując samodzielnie ruszyć do przodu. Przez swój charakter niestety nie był najprzyjemniejszym koniem do pracy, a dodatkową trudność sprawiało to, że trudno było stwierdzić, kiedy rzeczywiście się bał, a kiedy wykorzystywał to przeciw jeźdźcowi.Luke - 2017-05-22, 13:31 - Przyznam szczerze że chyba nie pamiętam. - Zaśmiał się nad swoim lekkim roztrzepaniem i skupił bardziej, próbując w pamięci odszukać jakichś szczegółów. Zaświtało mu, że jakoś to cofanie funkcjonuje, ale nie na tyle, żeby służyło rozluźnieniu samo w sobie, najpierw musieli gniadego trochę bardziej rozruszać i uplastycznić żeby to ćwiczenie mogło dać pożądany efekt. - Oczywiście, że patrzyłem na tyłek. - Puścił jej oczko co nadało jego wypowiedzi bardzo żartobliwego tonu, jednakże jak było naprawdę, brunetka nigdy się nie dowie! Zaraz jednak spoważniał i wrócił do skupionego obserwowania pary. Otello miał wielki potencjał ale trzeba było naprawdę umieć go odpowiednio pokierować, żeby kiedyś błyszczał na czworobokach i prezentował się w pełnej krasie. Wiedział, że Aaren miała przerwę i teraz wraca do formy w siodle i właśnie dlatego decydował się na mówienie o wszystkim jak najbardziej szczegółowo i wręcz od podstaw, ponieważ zdawał sobie sprawę, że ciało potrzebuje przypomnienia i wdrożenia na dobre tory a do tego potrzebna jest ciągła praktyka z dobrym podłożem teoretycznym.
- Chodź no tu. - Uśmiechnął się i przydreptał do nich żeby niegwałtwonym ruchem podciągnąć najpierw jedną, później drugą przystułę popręgu na tyle, aby siodło już dobrze leżało, w tym czasie dalej mówiąc. - Wiesz jaki jest Synuś, u niego trzeba dużo mądrze rozplanowanej pracy, wszystko przyjdzie z czasem i na to się trzeba nastawić. Musisz dawać mu bardzo mądre oparcie na pomocach, konkretne i precyzyjne ale nie przytłaczające. Jak pewnie wiesz w jeździectwie najważniejsze jest wyczucie. No i cierpliwość. Nie przejmowałbym się na razie tym, że stęp jest nie do końca taki, w końcu to najtrudniejszy chód do wypracowania i długo się rozwija, że tak powiem. Do żucia musi ciągle zachęcać łydka z dosiadem, oczywiście nie jednostajnie, to na pewno wiesz. Przy tym ręka rozluźniona w nadgarstkach i delilatna praca palcami może go do tego skłonić, ale o to postaramy się już w kłusie, tam koń jest bardziej plastyczny, to chód najłatwiejszy do modyfikacji i pomaga w kształtowaniu pozostałych dwóch. - Przerwa na oddech i lecim dalej. - Teraz zakłusuj i w tych zakłusowaniach dbaj o harmonię, jeśli wyrwie do przodu wracamy do stępa i powtórka. Postaraj się go zaokrąglić w wymiarze całej sylwetki, osiągniesz to półparadami w których nie może zabraknąć wysłania do przodu, ale jednak też kolana i ręki kontrolujących tempo. Najpierw zadbaj o dobre zakłusowanie i popróbuj go podebrać na kołach, serpentynach i wężach, na razie ustawienie tylko do wewnątrz ale za.to częste zmiany kierunku. Później wplatamy przejścia, nie bój się sytuacji, w której przejście w dół potrwa dłużej, ważne, żeby młody je dobrze zrozumiał. - To się nagadał. Aaren Wayford - 2017-05-22, 14:51 Starała się działać pomocami nie tylko delikatnie, ale również precyzyjnie, dzięki czemu udawało jej się uniknąć nieporozumień z wierzchowcem. Widząc, że zatrzymania powoli przynoszą zamierzony efekt, odetchnęła z ulgą. Chciała dla konia jak najlepiej, będąc świadoma tego, że to w jej jeździe leży problem. Nie obwiniała Otella o tą nadmierną płochliwość, ale nie pozwalała mu też udawać, na czym często łapała się już po fakcie.
Widząc, że nakłanianie go do zejścia z głową w dół nie przynosi zamierzonego efektu, koń nie rozciąga się ani nie dąży do ręki, delikatnie odpuściła nie próbując na siłę ściągać go na dół. Wróciła do niego wyższego ustawienia, ruchem nadgarstka i palców zaczynając zachęcać gniadego do żucia wędzidła.
- Problemy z pamięcią? Starzejesz się...- odpowiedziała mu uśmiechem i rozbawionym głosem, jednocześnie oglądając się za siebie na swoje pośladki.
- Na Twoim miejscu nie przyznawałabym się do tego.- czasem ściany mają uszy, w tym wypadku to krzaki mogły je mieć. Nie miała pojęcia, że akurat w tym czasie Tony przebywa w stajni, ale tak na wszelki wypadek wolała ostudzić zapędy pana trenera.
Po podciągnięciu popręgu poprawiła się w siodle, z uwagę słuchając Luke'a , który ponownie zaczął udzielać jej wykładu. Stosując delikatną półparadę uprzedziła ogiera o przejściu do stępa, którym poruszała się jeszcze przez chwilę biorąc do siebie uwagi mężczyzny. Siedząc prosto w siodle zachęcała do łydkami i dosiadem do ruchu naprzód jednocześnie elastyczną i spokojną ręką zapraszając do żucia wędzidła poprzez subtelne przebieranie palcami. Sama dbała o swoje rozluźnienie, które mogło przełożyć się na konia, którego cały czas miała na uwadze.
Słysząc prośbę o kłus, subtelnie zastosowała półparadę jednocześnie starając się wykonać przejście do kłusa w równowadze i harmonii. Nie wymagała zbyt wiele ze względu na wiek konia, ale też nie pozwalała mu całkowicie się obijać czy oszukiwać. Kłusując anglezowała chcąc odciążyć grzbiet wierzchowca i dać mu większą swobodę. Wciąż był młodym koniem i dopiero nabudowywał mięśnie, jazda w pełnym siadzie była wskazana, lecz nie mogła pozwalać sobie na to zbyt często.
Zwracała uwagę na to czy ogier nie próbuje sam z siebie przyśpieszać i pędzić, na co reagowała przejściami do stępa. Dając mu swobodę ruchu miękko wracała w siodło, cały czas oferując stabilny kontakt i dbając o zaangażowanie zadu.
Stosując półparady uprzedzała gniadego o zmianach kierunku i wszelkich woltach lub serpentynach, jednocześnie dbając o to, aby ustawienie cały czas było do wewnątrz. Ograniczała go zewnętrzną łydką, tą wewnętrzną nadając zgięcie w kłodzie. Dbała o to, aby nie wpadał do środka łopatka lub zadem, podobnie kontrolując sytuację z wypadaniem na zewnątrz. W przejściach w dół cały czas miała miękką rękę, lekko przesuwając ją do przodu w przejściu, aby przypadkiem koń nie nadział się na wędzidło. Cierpliwie czekała w siodle, aż wierzchowiec zechce przejść do stępa, jednocześnie nie pozostając bierną, domykała go pomocami działając również dociążająco dosiadem.
Za każdym razem chwaliła konia, jeśli tylko udało jej się uzyskać poprawną reakcję.Otello - 2017-05-22, 22:40 Podczas podciągania popręgu stał spokojnie, ani myśląc się ruszyć. Uczynił to dopiero, gdy został o to poproszony - a więc otrzymał łydkę, która nakłoniła go do ruszenia w przód. Czuł, że Aaren wręcz zaprasza go dosiadem i łydkami do ręki, ale w dalszym ciągu był oporny na owe zachęty. Niechętnie od czasu do czasu przeżuwał wędzidło, jakby dla uzyskania świętego spokoju, jako że wciąż wszystko inne bardziej go oferowało niż praca. Z całą pewnością nie powstały od tego nawet śladowe ilości piany, bo żucie było wywoływane mechanicznie, a nie z własnej, nieprzymuszonej woli. Taki już chyba był urok "Rohanów", Otello podobnie jak ojciec raczej nie czerpał przyjemności z pracy, zwykle była dla niego ona stresująca, choć bywały złote momenty. W zasadzie było ich coraz więcej, wraz z rosnącym wyszkoleniem konia i mądrością życiową.
Poproszony o ruszenie kłusem uczynił to dość gwałtownie, od urodzenia borykając się z ekspresywnym chodem, który ujawnił się także teraz. Jeszcze trzymająca go sztywność wcale nie przeszkadzała mu w machaniu łapami, przez co nie był łatwy do wysiedzenia, choć dopóki Aaren anglezowała, nie powinna mieć takiego problemu. Jemu trzeba było pozwolić iść do przodu, płynąć za jego ruchem - na przytrzymywanie reagował źle, ale też chyba nie było ono konieczne, bo poza nieco zbyt energicznym startem, dalej nie próbował nabierać prędkości. Choć może na tym etapie taka energia nie była wskazana, bowiem trudno było wyegzekwować od niego cokolwiek innego. Po przejściu do stępa, które prawdopodobnie nastąpiło i to z lekkim oporem ze strony Otella, stępował chyba jeszcze gorzej niż przedtem, do kompletu zaczynając szastać ogonem. Jednakże tak jak w przypadku przejść stęp-stój mających wcześniej na celu uspokojenie go w stępie, tak przejścia kłus-stęp zaczęły przy którymś powtórzeniu odnosić oczekiwany skutek. Toteż kłusując wciąż energicznie, ale już nie tak wściekle, zaczął nieco ustępować reszcie pomocy, tj. wyginać się od łydek i lekko zaokrąglać, co też poskutkowało zaokrągleniem chodu. W zasadzie miał teraz tylko jeden problem, mianowicie narożnik, w którym wcześniej stał kubek z kawą - z jakiegoś powodu ogier upatrzył go sobie i w jego pobliżu za nic nie chciał się prawidłowo wygiąć, momentalnie przyspieszał i sztywniał.Luke - 2017-05-23, 00:52 - Dobrze! Pamiętaj, żeby zawsze posyłać go do przodu, tylko wtedy będziesz mogła w pełni na niego oddziaływać z pożądanym efektem. Oczywiście kiedyś, ale ważne, żeby starać się dobrze dogadywać z tym jego mocno otwartym kłusem, to wzmocni jego pewność siebie pod siodłem a także powinno wpłynąć na lepszą akceptację Twoich sygnałów, bo skoro nie robią mu nic nieprzyjemnego, to są dla niego dobre i on to rozgryzie. - Na razie Otello musiał się pogodzić z "koniecznością" okrągłego wpisywania się w ramy jeśli jeździec zapraszał go do tego łydką i adekwatnie do zamiarów działał pozostałymi pomocami. - Należy też mieć na uwadze, że rozluźnienie jako takie to długotrwały proces trwający znacznie więcej niż jeden trening. Myślałaś o częstszych wypadach na przykład na niewielką rundkę do lasu samym stępem? Albo może raz na jakiś czas lonża zamiast treningu. Albo dwadzieścia minut stępa w karuzeli, najlepiej codziennie. Każda z tych opcji jest dla konia bardzo korzystna w szukaniu rozluźnienia na jeździe. - Po swoich uwagach na dłuższą chwilę się zamknął, po prostu obserwując, jak para się zgrywa. Nie umknęły jego wzrokowi wyraźne opory gniadosza przed wejściem w narożnik, który wujek Luczek upatrzył sobie początkowo jako stolik do kawy.
- Co do tego narożnika, na razie korzystniej będzie skracać sobie ścianę i nie wpychać go tam na siłę, niech się opatrzy z nim z odległości, na którą czuje się bezpieczniej, bo póki co jest za mało skupiony na Tobie i nie odniesiemy w ten sposób żadnego efektu. W trakcie pracy staraj się krok po kroku zmniejszać dystans od niego pulsacyjnie dojeżdżając go wewnętrzną łydką, możesz też wyraźniej zapracować wewnętrznym kolanem jeśli będzie się już trochę złośliwie opierał. Włącz też ustawienie do zewnątrz, podobnie jak w stępie przestawiaj go zarówno na łukach jak i prostych, dążymy do tego, żeby kiedyś był elastyczny jak guma. Fajnie jest spróbować wjechać w taki straszny narożnik w zewnętrznym ustawieniu, koń musi się postarać bardziej nad utrzymaniem równowagi a jednocześnie wszystko dobrze widząc może poczuć się pewniej. Jeśli jednak dalej będzie się tu denerwować, spróbuj kilka razy podjechać bliżej w stępie, zatrzymać się, pochwalić go. Poza tym nad przejściami cały czas się skupiamy, jeśli to możliwe to postaraj się nakłaniać go do zejścia do stępa w trochę krótszym czasie, jeśli będzie szło nieźle porób też zatrzymania, byle na prostych liniach. - No i wrócił do judge'owania. Aaren Wayford - 2017-05-23, 17:03 Nie wymagała od gniadego tego, aby rozluźnił się na już, musiał powoli sam do tego dojść, a ona mogła mu tylko w tym pomóc. Zachęcała do żucia, ale nie nalegała na nie, dając ogierowi swobodę w pysku. Jedynie od czasu do czasu sprawdzała czy uda jej się zachęcić go do wyraźniejszego żucia, czy jednak potrzebuje jeszcze na to czasu. Zdając sobie sprawę z tego, że Otello jest koniem patrzącym zgodnie z radami Luke'a próbowała cały czas go czymś zajmować i odciągnąć jego myśli od stresującego otoczenia. Nie przytrzymywała go nadmiernie, doskonale znając swojego konia i wiedząc, że ekspresyjny ruch był dla niego czymś naturalnym. Tak jak powiedział pan trener, motywowała konia cały czas do ruchu naprzód, dbając o aktywny i otwarty kłus do przodu.
- Jeżdżę w tereny, chociaż teraz robię to niestety rzadziej, lonżę też staram się mu zapewniać, gdy mam mniej czasu na pobyt w stajni. A karuzelę ma codziennie, po prostu ma to po ojcu, który podobno mądrzeje wraz z wiekiem.- posłała panu Cukrowi lekki uśmiech, dbała o Synka i chciała dla niego jak najlepiej.
W miarę jak przejścia zaczęły przynosić oczekiwany rezultat Aaren zaczęła sama rozluźniać się jeszcze bardziej. Obecność Luke'a obok dodawała jej nieco otuchy, o ile w wojsku i na poligonie nic nie mogło jej złamać lub przybić tak w pracy z koniem stawała się bardziej wrażliwa niż można by przypuszczać.
Stresujący narożnik starała się ignorować, ale też nie próbowała pchać konia w tamtą stronę na siłę. Zgodnie ze wskazówkami trenera, zaczęła skracać ścianę, dużo wcześniej wyjeżdżając tym razem wyimaginowany narożnik. Z każdym kolejnym zbliżaniem się w jego okolice, starała się lekko spychać Otella w stronę jego strachu, malutkimi kroczkami i niewinnie, tak, aby sam nie mógł zarejestrować różnicy. Podczas zmian ustawienia dbała o to, aby Synek nie rozsypał się w tym wszystkim, podtrzymywała go łydkami i oferowała miękką rękę. Próbowała również wyjechania narożnika w zewnętrznym ustawieniu i jeśli Otello nadal próbował uciekać i spinał się cały, zastosowała inną taktykę.
Przeszła do stępa, podjeżdżając jednocześnie w stronę strasznego narożnika, gdzie zatrzymała gniadosza i pozwoliła mu dokładnie obejrzeć narożnik. Chwaliła go, jeśli tylko reagował pozytywnie i pokazywał po sobie spokój.
Stosując przejścia, starała się sie uzyskać nieco szybszą reakcję od Otella, chcąc jednocześnie, aby samo przejście do stępa przebiegało krócej, ale równie spokojnie.Otello - 2017-05-24, 15:49 Wraz z narastającym rozluźnieniem Aaren i Otello stawał się bardziej przepuszczalny, chłonąc emocje brunetki jak gąbka. Mogła próbować ukrywać przed nim, co czuje, ale konia nie sposób oszukać - doskonale zdawał sobie sprawę z jej nie najlepszego humoru i dyskretnej niepewności, która lubiła się zakradać podczas treningów. Stąd też szybciej dochodził do porozumienia chodząc pod Luczkiem, bo nie łączyła ich żadna emocjonalna więź, co wpływało na przebieg wykonywanej pracy. Wydaje mi się, że w takim układzie Luke był mniej zrażony wszelkimi niepowodzeniami, mniej mu zależało i umiał się bardziej zdystansować. Jednakże po to właśnie były treningi, nie tylko po to, aby doskonalić swoje jeździeckie umiejętności, ale też po to, by odkryć drogę do porozumienia z własnym wierzchowcem i nabrać pewności siebie.
Ulżyło mu, kiedy nie musiał wchodzić w narożnik - ścinając go nie wyginał ciała w drugą stronę, ale wciąż badawczo łypał ślepiem w jego kierunku, mając się na baczności. Z czasem jednak przestawało to być takie ważne, Otello zwyczajnie opatrzył się z tym punktem i sukcesywnie zbliżał się do niego coraz bardziej, wreszcie przestając zwracać nań uwagę. Obyło się zatem bez podjeżdżania stępem, może to i lepiej, bo w jego przypadku mogło to mieć skutek odwrotny do założonego. Najlepszym sposobem na niego było przejechanie problemu, ale na spokojnie, bez przemocy, bo ona sprawiała, że zamykał się na współpracę jeszcze bardziej, otwarcie i mocno się buntując. Pokazywanie choć było raczej łagodną formą perswazji, też do niego nie przemawiało, bo zwyczajnie nakręcał się jeszcze bardziej.
W każdym razie udało im się wspólnymi siłami dojść do momentu, w którym Otello bez żadnego "ale" chodził wzdłuż czworoboku, wciąż aktywnym kłusem, ale mniej dynamicznym niż miał ochotę iść na początku. Opuścił nawet trochę głowę, opierając się lekko na zewnętrznej wodzy. Poniosło to ze sobą konsekwencje w postaci lekkiego zaokrąglenia szyi i podniesienia grzbietu, co w połączeniu z aktywnie pchającym się zadem dało więcej swobody łopatkom. Dwa czy trzy razy nawet parsknął przeciągle, uszy mając skierowane raz w kierunku Aaren, a raz do przodu. Wciąż nie był to szczyt jego możliwości, nie poruszał się teraz tak bajecznie, jak potrafił, ale nie można mieć wszystkiego naraz. Jeżeli natomiast chodzi o przejścia to z chwilą, w której się tak wyciszył, nie były one już trudne do zrealizowania, bo nie opierał się pomocom Aaren i idąc stępem nie drobił już tak jak przedtem.Luke - 2017-05-24, 19:09 Z nieukrywanym zadowoleniem obserwował postępy w przebiegu treningu, nieświadomy nawet, że emocje Aaren aż tak oddziałują na konia i że dopiero ich częściowy "zanik" (tych negatywów) pozwolił im na bardziej harmonijną współpracę. Dla niego jazda byłą codziennością i chociaż nie znaczyło to, że popadał w rutynę czy nudę, to jednak rzeczywiście tak duże obycie przekładało się na naprawdę stoicki spokój, opanowanie i rozluźnienie kiedy siedział w siodle. Jasne, zdarzały mu się i gorsze dni, aczkolwiek zwykle już w stępie na tyle skupiał się na pracy, że potrafił bez problemów na czas jazdy zapomnieć o wszystkim, co złe. Userka kocha to uczucie. <3
- Doobrze, naprawdę bardzo dobrze! - Pochwalił ich radosnym głosem, w końcu zarówno koń, jak i amazonka nie byli mu obojętni a zatem tym bardziej cieszył się ich dogadaniem. - Proponuję przerwę na stęp na dłuższym kontakcie, już się trochę rozluźnił ale wolimy nie ryzykować, bo pełny luz może mu dać znów powody do patrzenia. - Po skończeniu wypowiedzi dopił swej kawy jednak kubek zachował w ręku nie chcąc, aby Aaren znów musiała się zmagać z tak bardzo realnym strachem Synka.
Jakoś tak nagle naszło go wspomnienie o dniu, w którym na wyjazdowej klinice zabrał jej konia. Teraz sytuacja po trosze się powtarzała, w końcu także jeździł na Otello i zabierał go na zawody, no ale przynajmniej na legalu i wszystko było dogadane.
- Co Cię skłoniło do powrotu do jeździectwa? - Zagadnął kiedy stępowali, a żeby nie przedłużać niepotrzebnie, napiszę od razu, co się działo dalej, po przerwie.
- Okej, to teraz postaraj się go znów ułożyć do tego, co osiągnęłaś przed przerwą, zupełnie na spokojnie popracuj w kłusie i sprawdź go na kołach, jak reaguje na łydkę, to znaczy czy jesteś w stanie zmniejszyć i zwiększyć średnicę posługując się głównie łydkami i rozkładem ciężaru ciała. Ważne, żebyś miała odczucie, że cały czas dajesz mu oparcie na zewnętrznej wodzy, ale ona jest tylko dopełnieniem, nie bazą. Kiedy wysyłasz go na zewnątrz, to znaczy zwiększasz koło, musisz czuć jak on szuka w Twoich pomocach, na ile ma wyjść i jak jego sylwetka ma wtedy wyglądać, powinnaś mieć wrażenie, że jest go więcej na zewnątrz chociaż ciągle jest wygięty. Za to kiedy zmniejszacie koło, nie powinno Ci się wydawać, że opada do wewnątrz, tam musi ciągle działać wewnętrzna łydka żeby jednak wpisał się w wyraźniejszą krzywiznę ale nie opierał się na wewnętrznej wodzy. Kiedy będziesz zmieniać kierunek zrób po jedno-dwa przejścia zanim rozpoczniesz ćwiczenie na drugą stronę. Potem chcemy go trochę rozgalopować na obie strony żeby łatwiej było mu rozluźnić lepiej mięśnie, postaraj się mieć go choć trochę zaokrąglonego ale daj mu iść do przodu aktywnie, o ile tylko nie będzie przesadnie pędzić. Dopiero po tym rozruszaniu w galopie będziemy mogli cośtam więcej wypracować, niż do tej pory. - Kończąc mówić sprawdził orientacyjnie godzinę coby wiedzieć, ile około mają jeszcze czasu i jak najmądrzej rozłożyć pracę, żeby się gniadosz nie zaczął przesadnie męczyć, bo wówczas efekty są zwykle przeciwne do zamierzonych.Aaren Wayford - 2017-05-24, 23:27 Szybko dostrzegła to, że jej zachowanie przenosi się bezpośrednio na konia. Odrzucając negatywne myśli całkowicie skupiła się na swoim wierzchowcu czerpiąc przyjemność z jazdy oraz z współpracy z gniadym. Najwyraźniej byli ze sobą związani bardziej niż mogła podejrzewać. Starała się spędzać z Otellem jak najwięcej czasu, budować jego zaufanie i oswajać go z tymi mniej lub bardziej strasznymi rzeczami.
Z początku straszny narożnik finalnie przestał być tak niebezpieczny, co jeszcze bardziej wpłynęło na komfort nie tylko samego Otella, ale również Aaren, która przestała przejmować się zdenerwowaniem konia. Jadąc cały czas kłusem prowadziła go z użyciem naprawdę subtelnych pomocy, cały czas zachęcała do otworzenia się przodem w kłusie, wyraźniejszego osadzenia na zadzie i przeniesienia ciężaru właśnie w jego kierunku. Wszystko to było robione z umiarem i nie na siłę.
Zależało jej na zaokrągleniu przy jednoczesnym aktywnym kłusie naprzód, widząc jak szuka oparcia na wędzidle umożliwiła mu to, oferując przyjemną i miękką rękę, zapraszającą delikatnie do żucia. Podpierała go łydkami chcąc utrzymać podniesione i pracujące plecy, które starała się jak najmniej obciążać podczas anglezowania.
Dla niej na tym etapie już teraz nastąpił ogromny progres, udało jej się przy pomocy trenera skupić konia na sobie i uzyskać spokojny zrównoważony kłus prowadzący do rozluźnienia i uzyskania przepuszczalności. Sam Otello chciał współpracować i starał się, co jeszcze bardziej motywowało Aaren.
Pochwała Luke'a wywołała na jej twarzy subtelny uśmiech, z którym przeszła do stępa, oddając Otello wodze i prowadząc go na nieco dłuższym kontakcie. Zanim jednak podjęła rozmowę z mężczyzną napisała krótkiego sms'a do Tonego. Podnosząc głowę znad telefonu spojrzała na pana Cukra.
- Powinieneś zapytać raczej kto.- zaśmiała się mając na myśli oczywiście tą jedną osobę, która powoli wywróciła jej życie do góry nogami. Zawdzięczała mu wiele, zyskując, co raz większą pewność, że warto było na niego czekać tak długo. Wszelkie niepowodzenia i cierpienie z ubiegłych lat przestawały mieć znaczenie w momentach, gdy był obok.
Wracając do treningu...
Słuchając trenera powoli zaczynała wdrażać kłus wracając do tego, na czym ostatnio skończyli. Mając konia pod sobą, powoli zaczęła zwiększać nacisk łydek, a także przesuwać ciężar ciała odpowiednio na zewnętrzną lub wewnętrzną kość kulszową w celu zmian średnicy koła, po którym się poruszali. Nieco wyraźniej prosiła o zaangażowanie zadu, który miał pomóc Otello w utrzymaniu równowagi, jednocześnie sprawdzała jego reakcje na łydki i oferowała stabilne operacie na zewnętrznej wodzy, jeśli tego potrzebował. Zamykając go w pomocach pilnowała, aby nie wpadał do środka koła, ani też z niego nie wypadał. Tak jak powiedział Luke, starała się po prostu zwiększać lub zmniejszać jego wygięcie w kłodzie.
Po wykonaniu kilku przejść do stępa, a nawet jednego zatrzymania, po którym zaproponowała ogierowi przejście w stęp, a następnie w kłus. Powtórzyła ćwiczenia na drugą stronie, adekwatnie działając pomocami.
Dopiero po skończonej pracy na kole, poklepała gniadego po szyi, znów dając mu chwilę stępa na dłuższym kontakcie. Znów powracając do kłusa, zadbała o poprawne prowadzenie Otella, swoje rozluźnienie i przede wszystkim skupienie. Rozpoczynając od galopu na prawą stronę, subtelnie przytulia łydki do boków konia, ruchem bioder prosząc o wejście w galop. W tym chodzie pilnowała aktywności kroku, jednocześnie nie ograniczając konia zbyt mocno, pozwalała mu otwarcie i obszernie galopować o ile nie próbował wyrywać przesadnie do przodu.Anna Ross - 2017-05-26, 22:02 Zakładam że nie ma tu dzikich tłumów.
Kobieta przyszła z ogierem na duży czworobok. Dziś planowała faktycznie zrobić jakieś ujeżdżenie, bo chciała sprawdzić ogiera na tej konkretnej płaszczyźnie. Po przyprowadzeniu go do miejsca docelowego, oprowadziła go wokół obiektu w celu zapoznania go z nim. Wtedy zatrzymała go koło schodków, by poprawić ostatecznie sprzęt i zaraz go dosiąść z ziemi. O ile nie odwalił nic po drodze, to z góry ostatni raz z kontrolowała sprzęt i odesłała go łydką do stępa. Dała mu luźną wodzę, utrzymując go jednak na lekkim kontakcie w ramach minimalnej dosłownie kontroli. Wymagała od niego aktywnego, jednak nie przesadzonego tempa. W razie co jednak go korygowała, ale dajmy czas na wszystko.Unannounced Pleasure - 2017-05-27, 18:30 Krążył z kobieta wokół obiektu rozglądając się po chodzących bliżej i dalej parach a także co raz zaczepiając Annę i próbując wyłudzić jakiś smakołyk. Niestety, takowego zapewne nie otrzymał dlatego po krótkim monologu z prychnięć i głośnych oddechów skierował się za kobietą do schodków. Cierpliwie czekał na to, aż kobieta wsiądzie na jego grzbiety i tym samym dość sprawnie zabrali się za stępowanie po czworoboku. Nie chciało mu się nazbyt szaleć dlatego dopasował się do narzuconego przez właścicielkę tempa - aktywnego, nie przesadnego. Olał lekko pracę zadu tym samym szedł w niezbyt wzorowym ustawieniu dopóty kobieta nie wpłynęła na to kilkoma pomocami.