To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Biegalnia - Biegalnia

Heatseeker - 2013-02-06, 21:50

Przez większość czasu galopował przed siebie nie sprawiając większych problemów, chociaż, jak wiadomo, koniem klasy Grand Prix nie był. Starał się zgrać z pomocami jeźdźca, ale wraz z czasem udawało mu się to coraz mniej, więc z ulgą przyjął do wiadomości to, że zmieniają kierunek. Ta figura w niejaki sposób przypomniała mu o tym, że ma pracować, a nie odpoczywać, więc przyjął odpowiednie ustawienie i ładnie wyginał się na wyżej wspomnianym kole, do tego angażował zad, o czym najzwyczajniej w świecie uprzednio zapomniał.
Wjechał na środek ujeżdżalni, wedle woli Taylor. Z galopu do stój? Owszem, wykonał polecenie, chociaż nie do końca tak, jak sobie tego życzyła. To było dla niego trudną rzeczą i rzadko to robił. Z początku od razu przeszedł w stęp i przez chwilkę niby rwał do przodu, by w końcu wykonać zatrzymanie poprzedzone kilkoma sztywnymi krokami.
Dużo, a nawet bardzo dużo razu powtarzali to samo. Za drugim i trzecim razem wyszło niemalże tak samo, jak na początku. Heat nie chciał tego robić, po prostu. Zresztą, rzadko galopował na jazdach, więc od dopiero mówić o takich ćwiczeniach. W końcu jednak pomyślał sobie, że jeżeli zrobi zadanie dobrze to jeździec odpuści. Za którymś tam razem starał się jak mógł i pomimo tego, że nie wyszło jakoś idealnie, to wystarczalnie, a sam Tinker się spocił i to porządnie.
Przy oprowadzance obok przeszkód cały czas chciał przez jakąś przejść, stępem, oczywiście. Obwąchiwał każdą przyglądając się jej rozmaitym kolorom. Poszło gładko, aczkolwiek przy nakierowaniu na ślad strasznie się ociągał, bo wyczuł, że to koniec przerwy, którą potraktował jako nagrodę za poprawnie wykonane zatrzymanie.
Zgrabnie przeskoczył przez pierwszą przeszkodą, nie zahaczając o nią kopytami. Zresztą, gdyby musiał wybierać jakąś dyscyplinę to wybrałby skoki, bo na ujeżdżeniu by jeszcze gdzie usunął na samym środku czworoboku, musząc wykonywać jakąś nudną figurę. No, ale wracając do treningu: szukał kontaktu z ręką jeźdźca, przy pierwszych dwóch przeszkodach ładnie i lekko lądując. Na trzeciej jednakże zabrakło mu chęci, czego skutkiem było to, że źle postawił kopyta (no cóż, nie wiem jak to opisać) i upadł na swoje przednie nogi, dość mocno szarpiąc w przód. Na szczęście nie było to ni groźne, ni poważne i od razu podniósł się i stanął w miejscu, potulnie czekając na polecenia Taylor. Biedna Tay też nie znała jego możliwości. <3

Taylor - 2013-02-09, 14:05

Kończymy bo muszę zrobić trening ze Stolen ;3

Zareagowała miarowo szybko i dała mu polecenie do dalszego galopu, oczywiście uprzednio sprawdzając czy koń jeszcze w jakiś sposób 'żyje'. Ponieważ wstał, to pozwalam sobie założyć że nie złamał sobie nic. W każdym bądź razie wypchnęła go, jak już wcześniej napisałam, do dalszego galopu, kierując na pojedyńczy mur ze wskazówką o wysokości 80 centymetrów. Przed skokiem wspomniała go półparadą i w locie dołożyła łydek, coby konikowi przez przypadek nie zasnąć jak na poprzedniej przeszkodzie. O ile nie zdążył już usnąć :lol: to naprowadziła go na niskie, bo 75 centymetrowe tripplebarre. Przeszkoda była wyjątkowo mało-szeroka, o ile rozumiesz o co mi chodzi (taka nieregularna szerokość była). Cmokając przed nią nieco wspomogła go, ostrzegając go nieco wodzami i łydkami, a w miejscu odskoku dała mu impuls do wybicia. Przed lądowaniem odchyliła się nieco bardziej niż przy pozostałych skokach, nie wiedzieć to zbytnio czemu. Zakręcili i jechali prosto na dwie ostatnie przeszkody, rozstawione pod rząd jednak nie będące szeregiem: okser 80 i stacjonata 90 cm, obie przeszkody ze wskazówkami. Chcąc uniknąć wyłamania używała jak najwięcej pomocy i podczas lotu nad pierwszą, niższą przeszkodą oddała więcej wodzy, to samo robiąc na drugiej. Mając nadzieję, że koń zrobi to dobrze, pozwoliła mu stacjonatę skoczyć bardziej 'na swój sposób', czyli wyciągnąć szyję na odpowiednią dla siebie długość i wylądować wedle uznania, byle nie w drągach. Po wykonanych ćwiczeniach zwolniła do kłusa, potem do stępa, w którym poluzowała popręg. Narzuciła derkę na zad konia i włożyła ją pod swoje nogi by nie zsuwała się. Rozstępowała konia a następnie zatrzymała na środku ujeżdżalni i zsiadła. Podciągnęła strzemiona, przesunęła derkę by kryła całe ciało i wyprowadziła Heata z biegalni.
[zt]

Heatseeker - 2013-02-09, 14:51

W ogóle teraz nie mam weny na napisanie cokolwiek sensownego, więc... :lol2: Wybacz za doskonałą jakość posta.

Skakał przez wszystkie przeszkody, przez które miał przeskoczyć, a co ciekawego, tym razem obyło się bez jakiejkolwiek zrzutki czy też nieposłuszeństwa. Galop był dobry, z ładnym ruchem. Potem, wedle woli Taylor, przeszedł do kłusa, a następnie do stępa. Był bardzo zmęczony, toteż nie wyrywał się ani nie protestował, gdy go rozstępowała. Posłusznie wyszedł wraz z nią z biegalni aż do stajni, nieco zasmucony, że (jak na razie) nie dostał smakołyka. No, ale jeszcze jest nadzieja! /zt

Narcyza - 2013-02-09, 18:20

Przyprowadziła zebrę tutaj, przypominając sobie, jaka była pogoda. Kiedy zamknęła drzwi, spuściła Niemą z uwiązu i póki co postanowiła, że najpierw klacz się wybiega, a później się nią "bardziej" zajmie. Obserwowała, czy klacz nie robi nic niegrzecznego.
Anonymous - 2013-02-09, 18:52

Weszła tutaj i od razu rozejrzał się dookoła. Kiedy zauważyła brak oporu na uwiązie od razu wyrzuciła z zadu i ruszyła galopem z opuszczoną głową obwąchując podłoże. Zrobiła parę dobrych okrążeń powolnym galopem. Po chwili uniosła łeb i wyciągnęła się. Zaczęła popierniczać po całej biegalni tak szybko jak tylko było to możliwe w takich warunkach brykając przy tym sporo. Potem zaczęła wbiegać do środka i odwalać w wnętrzu obiektu nieraz niebezpiecznie zbliżając się do dziewczyny. Uważała jednak aby na nią nie wbiec. Kiedy już wyżyła zbytni nadmiar energii przeszła do kłusa znowu zniżając głowę. Wybiegła mniej więcej na środek gdzie znalazła odpowiednie miejsce na tarzanie. Przysuwając przednie nogi do zadnich walnęła swoje pasiaste cielsko na plamę błota na podłożu po czym zaczęła przewracać się z boku na bok brudząc się niemiłosiernie przy tym. Kiedy już była wystarczająco brudna podbiegła do dziewczyny i zaczęła się do niej łasić. Zaczęła wycierać się o nią i prosić o głaskanie. Miała głęboko gdzieś jak będzie wyglądać potem Narcyza. Liczyła na to, że dostanie marchewkę, a może dziewczyna na nią wsiądzie.

/Musimy mrozić, bo nie mogę już pisać.

Narcyza - 2013-02-09, 19:02

Spoko, spoko. :)

Śmiała się z klaczy, gdy tamta brykała i tarzała się. Cały czas stała w jednym miejscu, jedynie obserwując klacz. Gdy tamta do niej podbiegła, zaczęła drapać ją po pysku. Nie zwracając uwagi na to, że jej kurtka nie była zbyt czysta, pozwoliła jej się ocierać, jedynie lewą nogę odsuwając lekko w tył. Dała jej kawałek marchewki i zasunęła kieszeń ze smakołykami. Po chwili myślenia, delikatnie "uszczypnęła" klacz w szyję i zaczęła biec lekkim truchtem po przekątnej biegalni. Chciała pobawić się z klaczą "po końsku", aczkolwiek nie wiedziała zbytnio, jak to zrobić.

Anonymous - 2013-02-09, 19:03

O dziwo, na zewnątrz padał deszcz. Tym też sposobem przepędzony z zimna doberman zawędrował aż tutaj, na nieznany mu teren biegalni. Kusił go zapach zebry, choć nie bardzo odróżniał go od końskiej woni. Drzwi były przymknięte, lecz zapewne jego kroki usłyszano już z paru metrów. Coby nie było, iż się czai, począł kręcić się przed wejściem, szczekając przy tym donośnie. Mokry był, co się dziwić, schronieniem nie pogardzi. Dziś miał wybitnie dobry humor, jednak to nie znaczyło, iż nie pokusi się o zatopienie ząbków w czyimś ciałku. Mam na myśli zwierzęta, rzecz jasna, bowiem choć samiec zgrywał wielce odważnego, agresywnego brutala, to człowieka skrzywdził tylko raz w życiu i nie zamierzał tego ponawiać.

/sorry za błędy, nie ten laptop, nie ogarniam. :f

Narcyza - 2013-02-09, 19:18

Słysząc szczekanie, przystanęła. Rzuciła klaczy smakołyk, aby podejść do głównych drzwi i otworzyć górną ich część. Przyjrzała się psu, po czym jęknęła cicho, wręcz z zażenowaniem.
- Nie mógłbyś iść do stajni? Wyglądasz przyjaźnie, ale nie na tyle, żebym wpuściła Cię do zebry.
Stała tak, opierając się dłońmi i krawędź drzwi. Wahała się i to niestety było widać. Gdyby go nie wpuściła, miałaby na sumieniu to, że nie zapewniła mu schronienia, zaś gdyby go wpuściła, miałaby na sumieniu zebrę, którą zdążyła w miarę polubić. Stała tak, zastanawiając się i rozważając możliwości.

Anonymous - 2013-02-09, 19:34

Faktycznie zbyt bliski kontakt z zebrą mógłby skończyć się źle dla obydwu, choć wiadome jest, że ona ucierpiałaby bardziej. Jego ciało zaczęło lekko drgać pod wpływem zimna, jednak nie można wykluczyć opcji, iż robił to dla popisu. Naprawdę umiał zgrywać bezbronnego powsinogę, nie miał z tym najmniejszego problemu. Słysząc ciche skrzypienie drzwiczek swój wzrok skierował ku górze, czujnym wzrokiem mierząc dziewczynę. Podobnie jak przy ich pierwszym wspólnym spotkaniu uniósł obie wargi ku górze, niby w krzywym uśmiechu, a jednak drapieżne szczerząc kły, czemu towarzyszyło warczenie. Szczerze mówiąc nie miał złych zamiarów, no ale... :lol2:
Narcyza - 2013-02-09, 19:48

Widząc i słysząc jak warczy, sama również odsłoniła zęby i z jej gardziela wyleciało coś, co przypominało warknięcie. Zamknęła górną połowę drzwiczek, aczkolwiek jedną z części niestaranne, więc lekko odchyliła się. Znaczy drzwiczki, nie dziewczyna. Tamta odeszła do schowka, aby wziąć bacik bez żadnych sznureczków, piłkę dla konia i dwie cavaletti.
Anonymous - 2013-02-09, 20:04

No nie i ja co mam powiedzieć, to jest nie sprawiedliwe, zła karma do Ciebie wróci :lol:

Widząc jak ta odchodzi przymykając górną klapę drzwi, ułożył się pod wejściem, cicho skomląc i głośniej popiskując. Nie uda się jej go ignorować, biedak przecież tu moknie... *bierze Cyziaka na litość* :lol2:

Narcyza - 2013-02-09, 20:09

Westchnęła, słysząc skomlenie. Podeszła do drzwi ponownie i otworzyła górną część. Wzięła lonżę leżącą nieopodal.
- Ok, ale jeden warunek - chodzisz z lonżą na szyi.
Popatrzyła na niego, unosząc lekko jedną z brwi.

Anonymous - 2013-02-10, 11:24

Usłyszała jakieś dźwięki dochodzące zza drzwi biegalni. Zrobiła parę kroków w tamtą stronę po czym stanęła w bezpiecznej odległości i z zainteresowaniem wpatrywała się w źródło dźwięków. Patrzyła na dziewczynę. Słyszała jak ta mówi coś do trzęsących się drzwi. Podeszła tam i majstrowała coś przy zamknięciu. Zebra nie wiedziała o co chodzi i co tak na prawdę dzieje się na zewnątrz. Cały czas stała ze wzrokiem wlepionym w tamtą stronę, a jej uszy nie zmieniały kierunku. Nasłuchiwały dziwnych szelestów, skrzypienia i innych dziwnych odgłosów. Po jakimś czasie usłyszała też skomlenie. Nie wątpliwie należało ono do psa, a pies nie był jej obcym stworzeniem. W poprzednich stajniach, w których mieszkała również były takie istoty i mieszkały razem z nią pod jednym dachem. Była do nich przyzwyczajona, były jej obojętne. Nigdy nie zdarzyło jej się zrobić krzywdy niczemu, a co dopiero pieskowi, których znała od groma. Kiedy już wiedziała co jest przyczyną tych wszystkich odgłosów i całego zamieszania przestał się już tym ciekawić. Poczęła chodzić po całej biegalni obwąchując wszystko co napotkała na swej drodze. Co chwila jednak podchodziła do dziewczyny okazując jej nudę poprzez szturchanie i delikatne podgryzanie.
Narcyza - 2013-02-10, 13:47

Dajmy na to, że pozostawiła lonżę przewieszoną przez drzwiczki i przymknęła część, którą otworzyła. Gdy zebra podeszła do niej po raz kolejny, poklepała ją po szyi i pokazała smakołyka, którego zamknęła w pięści. Zaczęła biec lekkim truchtem wzdłuż ściany pomieszczenia, co jakiś czas odwracając się do zebry. Biegłą tak, wokół ściany, aż w końcu podbiegła do drzwi składzika, gdzie się zatrzymała. Nagrodziła klacz smakołykiem, jeśli tamta szła za nią i przeturlała piłkę parę matów dalej. Przeniosła również cavaletti bardziej na środek i wzięła bacik do ręki, nie robiąc jeszcze z nim nic.
Anonymous - 2013-02-10, 14:13

Kiedy poczuła przepyszny zapach smakołyka dla koni zaczęła patrzeć na dziewczynę po czym nie spiesząc się stępikiem, powoli i dosyć ociężale ruszyła za nią. W momencie kiedy dziewczyna zatrzymała się Niema podeszła do niej i zaczęła wąchać ją i szarpać zębami za ubranie w poszukiwaniu owego smakołyka. Wyśliniła ją całą i wybrudziła dokładnie, a poszukiwań nie zaprzestała dopóki nie otrzymała tego czego chciała. Była bardzo uparta i rozpieszczona, kiedy czegoś chciała nie potrafiła ustąpić. Jeżeli chodzi o turlanie piłki to nawet jej nie dotknęła. Nie wiedziała o co chodzi i po prostu zawsze usiłowała ją ominąć. Jeżeli już piłka się poruszyła delikatnie szturchnięta nogą zaraz odchodziła w bok i starała się więcej się do niej nie dotknąć. Nie bała się, bo ona nie boi się niczego ale nie widziała żadnej przyjemności ani jakiegokolwiek sensu w turlaniu piłki więc była święcie przekonana, że ona jest tu tylko po to żeby jej przeszkadzać. Jeżeli chodzi o bat również miał go głęboko gdzieś. Nie bała się po prostu niczego, a podniesienie przedmiotu z ziemi nie zrobiła na niej nawet najmniejszego wrażenia. Po prostu dalej stałą i przyglądała się dziewczynie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group