Anonymous - 2017-01-09, 12:59 Refleks Tonego niestety również cierpiał na upływającym czasie, więc gdzieś w połowie czwartej rundy jeden z ciosów przeciwnika skończył się dla niego mało szczęśliwie. Uderzony w twarz wręcz wpadł na liny, ale nie upadł na kolana, dając radę osłonić się przed kolejnymi ciosami, a nawet odeprzeć atak na swoją korzyść. Uderzenie jednak było na tyle silne, że skóra na policzku pod okiem dosłownie się przecięła, w dość szybkim tempie nabiegając krwią. To jednak zadziałało na Wayforda motywująco, bo tuż po kolejnej przerwie, w trakcie której starto mu krew z twarzy, stał się jeszcze bardziej agresywny względem drugiego boksera, już chyba nawet nie myśląc o tym jak o sporcie. Tym samym jego ataki stały się nieco bardziej chaotyczne, ale siła uderzenia sprawiała, że przeciwnik zmęczony utrzymywaniem dystansu coraz gorzej na tym wychodził. Piąta runda zatem skończyła się interwencją sędziego, ale jako że tamten nie zamierzał się poddać, jakoby sądząc, że jeszcze nie wszystko stracone, wreszcie doszło do rozegrania szóstej - i ostatniej, jak miało się okazać - rundy. Rywal Wayforda rzeczywiście jakby bardziej się zmobilizował, ale w momencie w którym wyszedł z prostym wymierzonym w twarz Tonego, ten zdążył się uchylić na ugiętych kolanach i niemal w tej samej sekundzie zrewanżować się ciosem z dołu w szczękę, który niezablokowany w żaden sposób zwyczajnie położył go na łopatki. Tym samym walka dobiegła końca i choć Tonego sporo wysiłku kosztowało przerwanie jej, to zapanował nad sobą i odsunął się, czekając aż tamtego pozbierają i nadejdzie oficjalny koniec walki.
Po wyłonieniu zwycięzców i honorowym podziękowaniu za walkę, Wayford opuścił ring, nie napotykając przy tym żadnych trudności. Wydarzeniem zainteresowała się co najwyżej jedna czy dwie lokalne telewizje, więc rzucenie jakiegoś słowa do wywiadu nie zajęło mu długo, tym bardziej że nie był sam. Przeszedł do szatni, gdzie jednak nie mógł jeszcze do końca odetchnąć, bo konieczne okazało się wnikliwsze obejrzenie wciąż sączącej się rany na twarzy.Aaren Wayford - 2017-01-09, 13:06 Spojrzała na dłoń Gerarda ściskając ją mocno, ten gest choć znaczył tak naprawdę niewiele, zadziałał pokrzepiająco na Aaren. Wypuszczając głośno powietrze przez usta przymknęła powieki na dłuższą chwilę starając się opanować swoje emocje. - Mhmm.- mruknęła krótko, kiwając głową i odsłaniając niebieskie i wciąż zmartwione oczy.
- Obiecaj, że zaprowadzisz mnie do niego do szatni, jak już będzie po wszystkim.- poprosiła sama nie będąc pewna tego czy będzie w stanie dotrzeć tam samodzielnie. Dzisiaj było jej ciężej niż kiedykolwiek kontrolować emocje i zachować względny spokój. Nie chciała opuszczać widowni dopóki trwała walka, dlatego twardo czekała na sam koniec tego przedstawienia jednocześnie wciąż trzymając dłoń Gerarda swoimi drobnymi palcami.
Ścisnęła ją mocniej, jak tylko Tony wpadł na liny cała drgnęła zaciskając mocno zęby, dostrzegła krew jeszcze mocniej cała spinając się przez to. Do końca walki trwała w tym stanie, niemal maltretując dłoń starszego Wayforda. Dopiero, gdy ogłoszono zwycięzcę brunetka odetchnęła z ulgą choć nadal martwił ją stan bruneta.
Dopiero po tym jak oboje mężczyzn wyprowadzono z ringu, ciemnowłosa spojrzała na rękę Gerarda. - Przepraszam.- uniosła kąciki ust w delikatnie zawstydzonym uśmiechu, podnosząc się z krzesła wzrokiem próbowała namierzyć młodszego Wayforda lecz bezskutecznie.
- Gerard, gdzie on jest?- strach ponownie ją obleciał, malując na twarzy brunetki niemal takie samo przerażenie jak wtedy w parku, gdy miała atak paniki.Gerard Wayford - 2017-01-09, 13:37 - Daję słowo - obiecał, rozumiejąc jej potrzebę jak najszybszego upewnienia się, że Tonemu nic nie będzie. Gerard co prawda był w stanie to stwierdzić na odległość, ale widział, że Aaren tak prosto tego nie przetłumaczy...
Jednak nie tylko brunetka zaczęła się emocjonować w momencie, w którym akcja nabrała prędkości. Starszy Wayford aż pochylił się do przodu, w skupieniu oglądając wymianę ciosów i mimowolnie spinając się gdy ich zagęszczenie stawało się niebezpieczne. Było to dla niego po prostu bardzo emocjonujące, stąd nawet nie zwracał aż takiej uwagi na to, co Aaren robiła z jego dłonią. Był zresztą przyzwyczajony, w końcu podczas obu porodów żony przeżywał podobne atrakcje .
Jednak zgodnie z jego przypuszczeniami walka dobiegła końca, swoim wynikiem dając Gerardowi niemały powód do dumy, czego nawet nie zamierzał ukrywać; uśmiechnął się z zadowoleniem, niemal od razu zrzucając całe napięcie, czego nie można było powiedzieć o Aaren. - Znajdziemy go, nie martw się - odpowiedział, wstając z miejsca by zaprowadzić brunetkę do szatni. Najchętniej uczyniłby to przynajmniej dziesięć minut później, gdy już część ludzi odejdzie, ale widząc w jakim stanie była Aaren, nie mógł już dłużej czekać. Dlatego zaprowadził ją do Tonego i chociaż na początku nikt nie był szczególnie chętny by ich wpuścić, to po paru słowach od czterdziestolatka zmieniono zdanie. Nie żeby komuś groził, po prostu uprzejmie przedstawił sytuację.Aaren Wayford - 2017-01-09, 13:49 Swoimi słowami mężczyzna uspokoił ją na tyle, że był w stanie wytrwać do końca walki choć kosztowało ją to naprawdę wiele wysiłku.
Tłum ludzi powoli opuszczał trybuny przez co ciężko było się przebić ale Aaren nie mogła już dłużej czekać. Cieszyła się gdzieś w głębi wygraną Tonego i podobnie jak Gerard była z niego dumna, ale to wciąż strach i niepewność dominowały wszystkie inne odczucia.
Podążając za mężczyzną aż do szatni, sama gotowa była wszcząć awanturę po tym jak nikt nie chciał ich wpuścić do środka, na szczęście starszy Wayford panując nad sytuacją poradził sobie także z tym problemem.
Wchodząc do szatni minęła paru ludzi z ochrony z daleka dostrzegając lekarza, który po opatrzeniu rany właśnie pakował swoje rzeczy i udzielał brunetowi ostatnich wskazówek.
- Tony?- drżącym głosem wypowiedziała jego imię na głos, nie będąc pewna czy może się do niego zbliżyć, nie chciała go w żaden sposób uszkodzić, a jednocześnie czuła ogromną potrzebę przytulenia się.Anonymous - 2017-01-09, 14:01 Dzięki wysokiemu poziomowi adrenaliny, który wciąż utrzymywał się we krwi, nawet nie czuł bólu towarzyszącemu opatrywaniu rany. Było mu zresztą wszystko jedno, jako że chwilowo odczuwał wyłącznie ogromne zmęczenie i nie marzył o niczym innym niż o powrocie do domu.
W pewnym momencie wypatrzył w wejściu do szatni Aaren w towarzystwie Gerarda, na których to skupił swoją uwagę. Gdy wreszcie udało się im przedrzeć do środka, Tony myślał już tylko o Aaren, głównie dlatego, że wyglądała na całkiem rozbitą. Poczekał tylko aż lekarz odejdzie, po czym gestem zachęcił brunetkę by do niego podeszła. Siedząc na jakimś stole jako pierwszy objął ją ramieniem, by do siebie przyciągnąć i posadzić na kolanie. Najwyraźniej nic nie stało na przeszkodzie by się przytulić. - Strasznie wyglądasz - mruknął przy jej uchu, zanim dał jej krótkiego buziaka. Sam co prawda nie wyglądał rewelacyjnie, ale przecież nie byłby sobą gdyby jej nie dopiekł xD.Aaren Wayford - 2017-01-09, 14:11 Wszystko przestało mieć znaczenie, gdy niczym małe dziecko wtuliła się w szeroką klatkę piersiową mężczyzny, obejmując go z wyczuciem w pasie. Siedząc na kolanie dłonią subtelnie powiodła po jego żebrach, dopiero po chwili podnosząc lekko rozedrgane spojrzenie. - Ja strasznie wyglądam? Spójrz na siebie.- uśmiechnęła się po raz pierwszy w tym miejscu.
- Nic Ci jest jest?- opuszkami palców powiodła w okolicy rozciętej skóry nieopodal oka, zimną dłoń przykładając do opuchniętej części twarzy. Wyraźnie się rozchmurzyła i uspokoiła mając Tonego blisko siebie. Spojrzeniem zahaczyła o osobę Gerarda, teraz wyglądała znacznie lepiej, zupełnie inaczej niż parę minut wstecz, gdy wyglądała na przerażoną i zagubioną. Posłała mu krótki uśmiech i skinęła głową w ramach podziękowania, za wszystko co dzisiaj dla niej zrobił.
- Jestem z Ciebie dumna.- szepnęła brunetowi nad uchem, zaraz muskając krótko jego usta. Palcami delikatnie odsunęła wilgotne kosmyki włosów, które opadały mu na policzek.Anonymous - 2017-01-09, 14:54 Odwzajemnił dziewczynie uśmiech. Osiągnął swój cel, nie chodziło mu o nic więcej. - Trochę zaczyna boleć, ale będę żyć - odpowiedział, lekko mrużąc oczy pod wpływem delikatnego dotyku na policzku. Prawdopodobnie dopiero za parę godzin miał poczuć prawdziwy ból związany z odniesionymi obrażeniami. - Mhm. Podobało Ci się? - Mruknął tuż po tym, jak odwzajemnił pocałunek. Co prawda spodziewał się przeczącej odpowiedzi, bo stan Aaren mówił sam za siebie, ale może skoro już zdążyła częściowo ochłonąć to doceni trud włożony w osiągnięcie takiego wyniku. - Nie muszę tu dłużej siedzieć, możemy wracać - zwrócił uwagę na ten dość znaczący szczegół, swoje słowa kierując nie tylko do Aaren, ale również Gerarda, który - załóżmy - przywiózł ich tutaj i miał też odwieźć.Gerard Wayford - 2017-01-09, 15:05 Zanim podszedł do syna, dał mu i Aaren chwilę dla siebie wiedząc, że było im to w tym momencie bardziej potrzebne niż jego obecność. Dopiero gdy brunetka posłała mu uśmiech w ramach podziękowania, podszedł do ich dwójki i stanął po drugiej stronie Tonego, by krótko poklepać go po ramieniu. - Dobrze Ci poszło - odezwał się, a słysząc wzmiankę o powrocie, skinął jedynie głową. Specjalnie dziś nawet nie wypił, a wczoraj się oszczędzał by móc ich bezpiecznie zawieźć, jako że najlepiej nadawał się w tym momencie na kierowcę - trudno by prowadził pobity Tony czy rozkojarzona minionym stresem Aaren. - To poczekam na was przy aucie, muszę zapalić - poinformował ich, po czym opuścił pomieszczenie i udał się do swojego auta, o które się oparł i rzeczywiście zapalił, bo przecież tyle czasu bez fajki to nie może być.Aaren Wayford - 2017-01-09, 15:08 Teraz, gdy już miała go obok siebie całego i z lekkim uszczerbkiem na zdrowiu mogła w końcu odetchnąć z ulgą. - Dostałeś jakieś przeciwbólowe do domu?- nie wątpiła w zapasy swojej domowej apteczki, jednakże lekarz mógł mu coś przepisać co było bardziej odpowiednie i adekwatne do odniesionych obrażeń.
- Poza tym, że prawie dostałam zawału, to ...- urwała na chwilę, aby nawiązać z nim kontakt wzrokowy. - Tak, podobało mi się. - zeszła z jego kolan, jak tylko oświadczył, że mogą się już stąd zbierać.
Odprowadzając wzorkiem Gerarda, trąciła dłoń Tonego swoją własną. - On też jest z Ciebie dumny.- może mężczyźni nie potrafili mówić wprost o uczuciach ale słów Gerarda nie dało się zinterpretować inaczej. Podkreślając je, Aaren chciała jeszcze mocniej podbudować bruneta, z pewnością potrzebował tego po wyczerpującej walce, oby tylko nie osiadł na laurach.
- Jedziemy do mnie, czy do Ciebie?- wolała się upewnić, chociaż ostatnio oboje pomieszkiwali w jej mieszkaniu, w żaden sposób nie przeszkadzało to Aaren, która przebywając niemal non stop w towarzystwie Tonego, dawno nie czuła się tak dobrze we własnym mieszkaniu.
- Muszę jeszcze wstąpić do szatni po kurtkę.- mruknęła oglądając się na bruneta i jednocześnie sama kierując się w stronę drzwi.Anonymous - 2017-01-09, 15:24 Skinął twierdząco głową. Nie mogło być inaczej, w końcu miał się szybko pozbierać do kupy. Nie groziło mu też spoczęcie na laurach, jako że dzisiejsza wygrana oznaczała dla niego swego rodzaju awans i przygotowania do dalszych walkach. Małymi krokami wyrabiał sobie nazwisko i renomę. - To się cieszę - odpowiedział mrukliwie, na chwilę skupiając się na Gerardzie, na którego słowa zareagował lekkim uśmiechem. - Zaraz przyjdziemy - zapewnił go nieco zachrypniętym głosem, który zmusił go do odchrząknięcia i napicia się wody. - Do Ciebie, chyba nie mam siły na Octavię - odpowiedział i wstał ze stołu, by zabrać swoje rzeczy, a następnie wyjść z Aaren pierw do szatni, a następnie z całego budynku, spod którego wsiedli do auta Gerarda i zostali odwiezieni do mieszkania brunetki. /ztAaren Wayford - 2017-01-09, 15:28 - U mnie zawsze jesteś mile widziany, właściwie to czuję się tak jakbyśmy mieszkali tam razem.- przyznała, jej słowa wcale nie były tak dalekie od prawdy, bo w zasadzie od jakiegoś czasu mieszkali ze sobą choć nikt nie wspominał o żadnej przeprowadzce.
Odebrawszy kurtkę z szatni razem z Tonym opuściła obiekt wsiadając do samochodu, gdzie czekał na nich Gerard.
/ztAlexis - 2017-04-12, 18:32 Zaparkował forda w pierwszej lepszej, napotkanej luce miedzy innymi pojazdami, parking niby pokaźny aczkolwiek znaleźć tu wolne miejsce o tej porze to jak wyrwać dziewicę na imprezie klubowej. Evilin mogła się domyślić, że ten wieczór będzie jajcarski. I brunet dostarczy jej kolejnych powodów do narzekania. A w tym jak wiadomo ma mistrzostwo globu.
Wychodząc spiesznie z auta od razu musiał ją pogonić:
- No, no ruchy piękna, bo chce widzieć początek. - oznajmił z tajemniczym uśmiechem nie spuszczając z niej tego swojego bystrego spojrzenia.
Zanim zdążyła o cokolwiek go zapytać złapał ją pod rękę prowadząc dynamicznie wzdłuż zaparkowanych aut, skracając oczywiście drogę na każdy możliwy sposób. Musiał trzymać Evilin bo jeszcze by biedaczkę coś rozjechało. A tak ma przynajmniej energiczny slalom z przystojnym mężczyzna przy bok, choć częściej idzie przed nią iż przy niej.
Ciągnął ją wprost do budynku z którego dobiegały gromkie brawa a spiker zaczynał przedstawiać kolejno składy drużyn.Eviline - 2017-04-12, 18:44 Wychodzi na to, że dojechali na miejsce. Pomińmy te kilka chwil, w których nawet ona kurwiła w myślach na brak miejsc parkingowych. Tak, była dość niecierpliwa w takich sytuacjach, bo w większości nie miała problemu w zaparkowaniu gdziekolwiek motocyklem. Nie zwróciła jeszcze uwagi na miejsce w którym się znalazła, jednak zdążyła wyczłapać się z samochodu i rozejrzeć dookoła.
- Aleee... - Chyba nie miała wiele do gadania, skoro Ax zaraz złapał ją za rękę i tym samym skierował w stronę hali. Czuła się co najmniej zaciągana w miejsce zbrodni, które pewnie jej się nie spodoba, wyczuwała tam dość sporą liczbę ludzi. Zdecydowanie zbyt dużą, jak na jedno miejsce.
- Coś ty znowu wymyślił? - Rzuciła jedynie ze zbolałą miną i pozwoliła się ciągnąć pomiędzy samochodami, aż do budynku, który znajdował się przed nimi. Czy to dziwne, że już jej się nie podobało? W sumie Ax zawsze dostarczał jej nowe powody do narzekania, do tej pory zdążyła złapać ich już kilka i zapewne na tym się dzisiaj nie skończy.Alexis - 2017-04-12, 18:56 Odwrócił się tak by stać przodem do dziewczyny tym samym zastawiając jej drogę.
- Masz dwie opcje.- rzucił cwanie wpatrując się w nią jak w obrazek.
- Albo idziesz ze mną na ten dwugodzinny meczyk kosza, albo oddaję Ci klucze odwozisz się sama i wracasz tu po mnie za dwie godzinki.- szczerząc się do niej poprawił dyskretnie niesforną czuprynę. Dobrze wiedział co wybierze, nie ma wyjścia, sam wyjazd z tego zastawionego parkingu zająłby jej pół życia. Chciał pozwolić blondynce coś z siebie wykrztusić, lecz ostatecznie nie dopuścił ją do sowa bo przecież się spóźnią!
Znów po przyjacielsku (i męsku, bez protestu) pociągnął przyjaciółkę w swoją stronę idąc tym razem wprost na trybuny ogromnej hali. Wejściówki dostał od kumpla, który jest czołowym zawodnikiem drużyny w której sektorze zaraz zajmą miejsce jeśli tylko Evil prędzej go nie zabije.
- Będziesz się dobrze bawić, gwarantuje ci to!- zapewnił choć nie musiał bo to oczywiste. Nie może być inaczej. Nawet manewrowanie jego fordem nie będzie tak ekscytujące jak ten mecz! dlaczego kobiety nigdy tego nie pojmą? Eviline - 2017-04-12, 19:06 Uniosła do góry jedną brew, bo szczerze wątpiła, by dał jej kluczyki do tego nieszczęsnego samochodu. Oczywiście chciała zobaczyć jego minę, gdyby wybrała drugą opcję, jednak postanowiła przecierpieć dzisiejsze wydarzenie i obejrzeć ten mecz. Ruszyła szybkim krokiem za mężczyzną, by ten nie narzekał na jej powolność, ale ona tu miała dużo krótsze nogi i nie trzeba było jej tak stresować, kiedyś w końcu dotrze na miejsce
- Mój zawał, to od teraz twój problem. Zobaczysz, że przyciągam same nieszczęścia. Piłki też. - Pokręciła głową ze śmiechem. Nie odpuści mu tego, to już mogła obiecać. Nie miała nic do sportów, nawet lubiła je oglądać. W telewizji. W swoim domu. Tam nie musiała się obawiać, że dostanie czymś w łeb, lub ktoś obleje ją jakimś piwem, a tutaj to co innego. Cóż, dreptała za mężczyzną z miną zbitego psa.
- Uznajmy, że wierzę. - Obecnie jednak wolała patrzeć pod nogi, oglądanie otoczenia pozostawi sobie na później. Widocznie przyjaźń wystawiała ją na próbę, tylko czemu od razu na tak głęboką wodę, co? Ona mała jest, nie można było zastosować jakiejś metody małych kroczków specjalnie dla karłów takich jak ona?