To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Caroline Hathaway - 2016-05-07, 17:27

Kobieta dziś, miała wziąć udział w rajdzie terenowym - konnym. Jako, że nie wiedziała co ją czeka, postanowiła postawić na pewniejszego konia, ze swojej stawki. Perfect miała okazję, poznać nowe tereny oraz sama się, z socjalizować z ludźmi oraz końmi. Tego dnia, pojawiła się stajni Orcha i od razu ruszyła pod boks rudej, po krótkim przywitaniu się, wyprowadziła ją z boksu. Na myjce oporządziła i osiodłała rudą, po czym ruszyła na miejsce zbiórki. Wcześniej sprawdziła grupę, w której będzie jechać, część z nich znała, część nie. Jednak postawiła rudą w okolicy grupy, po poprawieniu sprzętu ją dosiadła. Trzymając w stępie i na kontakcie, lekko wypchnęła ją, w kierunku Bastiana i Elki.
-Cześć. - rzekła do nich, z uśmiechem. W końcu czas kogoś poznawać nie?

Carthago Z - 2016-05-07, 17:55

To chyba dobrze nie? Siwy cieszył się z kolejnej możliwości wyjścia z boksu, zaczął też pomału ogarniać, że zyskał właściciela. Od rana w stajni panował totalny chaos, ludzie wchodzili i wychodzili, a on stał w boksie i obserwował. Po krótkim powitaniu, ruszył za kobietą na myjkę, tam czekał, aż kobieta go wyczyści i osiodła. Wół tragażowy :lol2: Dobrze, że miał sporo mięśni, to nie załamie się pod nim. Jemu nie przeszkadzały ani konie, ani ludzie, więc chyba wszak mu jedno, z kim w niej będzie. Dotarli na miejsce zbiórki, siwus ciekawsko się rozglądał wokoło, nie dostrzegając jednak nic specjalnego. Stępował luźno, ale nie obijając się, ani szalejąc. Był spokojnym koniem, chyba, że coś nagle, by się wydarzyło na jego drodze, to równie mogłoby być. Kiedy podjechała do nich inna kobieta z klaczą, uniósł nieco pysk, lustrując rudą wzrokiem, by na koniec przemielić powietrze w pysku. Parsknął do niej tylko krótko, w końcu nie był typem, rzucającym się na wszystko co się rusza :lol2:
Chaos Amir - 2016-05-07, 18:02

Zamieszanie panujące w stajni od rana bynajmniej nie wpływało dobrze na Chaosa. Z irytacją łypał ze swojego boksu na kręcące mu się pod nosem konie. Nie wiedział co prawda z jakiego powodu nagle na korytarzu zrobił się taki ruch, ale sam fakt, że on nadal siedział w boksie drażnił go niemiłosiernie. Ku jego zbawieniu wkrótce pojawił się również Bastian, który postanowił ulżyć mu cierpień i wypuścić go z klatki. Nie zmieniło to jednak w znaczącym stopniu nastawienia ogiera, który i tak chodził rozdrażniony, rzucając mało przyjacielskie spojrzenia pozostałym kopytnym. Uspokoił się nieznacznie podczas czyszczenia, ale w dalszym ciągu obserwował otoczenie, co tylko potęgowało jego rozgoryczenie. Zdecydowanie nie był to jego dzień i z pewnością rajd dla Sebastiana nie będzie tak przyjemny i relaksujący jakby mógł się spodziewać. Na pewno zdawał sobie sprawę z jakim ryzykiem wiąże się wyciąganie Achała na takowy event, ale to najwyraźniej wystarczająco go nie zraziło. No cóż, miał chłopak pecha.
Gdy obydwoje byli przygotowani do drogi i wyszli przed stajnie, Amir napuszył się nieco, zaczął caplować i rżeć gardłowo do innych ogierów. Nerwowym spojrzeniem wodził po całym placu, wyłapując co rusz nowych przedstawicieli swojego gatunku, których z każdą minutą tylko przybywało. Chwała Bogu, że jechali podzieleni na grupy, a nie w jednym wielkim korowodzie. Kontrola nad nim z pewnością będzie łatwiejsza przy małym natężeniu nieznanych koni, chociaż i tak nikt nie mógł zagwarantować jego zachowania na trasie.
Już podczas wsiadania postanowił nie czekać na swojego właściciela i ruszył gdy tylko poczuł, że ten oderwał się od podłoża. Zahamowanie jego szalonych zapędów z pewnością nie było łatwe. Na mocną reakcję na pysku odpowiadał próbą wyszarpania wodzy z rąk. Parł przed siebie dość mocno, kuląc uszy gdy tylko któryś z nieparzystokopytnych znalazł się za blisko.

Leon - 2016-05-07, 18:13

Miał ogólnie nie startować w rajdzie, ale huj wie co go do tego pokusiło. Ostatecznie zapisał się do niego z WM, koniem na którego liczył, że może go kupi kiedyś, w przyszłości. Wpierw zjawił się w stajni, biorąc po krótkim przywitaniu siwka z boksu, zaprowadził go na myjkę. Tam dokładnie wypucował jego sierść, kopyta, rozczesał włosie. Następnie koń został osiodłany, kiedy byli już gotowi, ruszył z nim w kierunku, gdzie miała być zbiórka. Wcześniej sprawdził grupę, w której był, zauważyła na razie jedną osobę z niej Alexa. Dosiadł siwka, po czym poprosił go o stęp, trzymając na pewnym kontakcie, zbliżył się do pana Sahajeva
-Cześć, chyba jesteśmy w jednej grupie, Leon. - odparł w kierunku mężczyzny, czekał na jakąś reakcję.

Bastian Collins - 2016-05-07, 18:28

Przywitał się zarówno z Elizabeth, na której widok ucieszył się niezmiernie, jak i Caroline, którą widział pierwszy raz na oczy. Zadowolony, że dziewczyna bez oporów podeszła do swojej grupy postanowił odezwać się do niej, realizując w ten sposób założenie poznania nowych osób.
- Cześć, Basti… – zaczął się przedstawiać, swoje słowa kierując także do dwóch pozostałych uczestniczek grupy drugiej i mógł mieć jedynie nadzieję, że resztę jego imienia zdradzi dziewczynom Elka. On tymczasem.. zdany był na humorki swego podopiecznego, który chyba nadmiernie ostatnio pokazał swoją anielską stronę podczas zawodów, w których brali udział i teraz musiał dać upust swym prawdziwym emocjom. Jako że Chaos postanowił odwieźć swego Pana od grupy, w której dotychczas przebywał, mężczyzna chwilowo nie był w stanie kontynuować rozmowy, zbyt zajęty próbami zapanowania nad gniadą bestią. Od momentu czyszczenia zauważył, że w Tekinie wszystko dziś buzowało i sam zastanawiał się jaki był powód podjęcia decyzji by właśnie jego wziąć ze sobą na rajd. Collins najwyraźniej lubił wyzwania, a wybranie się na tego typu imprezę z Chaosem gwarantowało masę wrażeń. Niekoniecznie tych pozytywnych.
Bastian już jakiś czas temu nauczył się, że stosowanie ciągnięcia za pysk w przypadku gniadego nie jest ani niczym przyjemnym ani pożytecznym toteż działanie rękoma starał się ograniczyć do minimum. Mocno przysiadł w siodło by wstrzymująco zadziałać na ogiera dosiadem a swoje starania wspomógł głosowymi komendami mającymi, choć w niewielkim stopniu, wpłynąć na zachowanie przez niego względnego spokoju. Wziąwszy głęboki oddech starał się nie denerwować – to mogło doprowadzić jedynie do większej ilości nieporozumień i kłopotów, jakich dostarczał mu gniady, choć muszę przyznać, że utrzymanie nerwów na wodzy nie było dla niego łatwym zadaniem.
W międzyczasie mógł rzucać jedynie przepraszające spojrzenia w stronę ludzi, których konie zachowywały się przyzwoicie, jak na rajd przystało. On jednak musiał być wyjątkiem i w tej chwili można było posądzić go o swoisty egocentryzm – może decyzja wzięcia Chaosa była jednak celowa i przemyślana?
Jeżeli w jakiś sposób udało mu się zapanować nad ogierem, to właśnie wracał do swojej grupy, od której zdążył już kawałek odjechać. Jeśli natomiast Chaos nie miał zamiaru się ogarnąć.. cóż. Będą nad jeziorem jako jedna z pierwszych par.

Francesca - 2016-05-07, 18:32

Kiedy postanowiła się zapisać na rajd, pomyślała wpierw, że to głupi pomysł, wręcz idiotyczny. Praktycznie nie znała tutejszych miejsc, ani konia którego jej zasugerowano w stajni. Jak miała tego dokonać? Nie wiem. Pojawiła się w stajni, po czym skierowała pod boks Seconda. Gniadosz podobno nadawał się dla takich jak ona, a ona miała szczerą nadzieję, że to prawda. Przywitała się z nim, bo w końcu by wypadało nie? Potem zabrała wierzchowca na myjkę, tam go dokładnie wyczyściła i osiodłała, a kiedy byli gotowi ruszyła z nim na miejsce zbiórki. Tam rozejrzała się w około za swoją grupą, choć prawie nikogo z niej nie znała, o matko. Poprawiła sprzęt gniadosza, by zaraz pogłaskać go po szyi. Nie wiadomo czy dodawała otuchy sobie, czy jemu. Sprawnym ruchem dosiadła Seconda, biorąc wodze, w dwie ręce. Starała się zachowywać spokój, ale gdzieś, w głębi nieco się stresowała, tym wszystkim. Zauważyła jedną postać z jej grupy, kobietę dosiadającą sporego anglika. Skierowała się stępem wraz z ogierem, w jej kierunku.
-Dzień dobry. - rzekła nieco nie śmiało w jej kierunku, miała nadzieje, że Delp będzie miła :lol2: Trzymała odległość od niej, co by nie stresować koni, ale nie krzyczeć też do niej.

Winning Mood - 2016-05-07, 18:40

Grupa Trzecia


Kiedy w stajni pojawiało się milion osób na raz i każda biegała we wszystkie strony to.. wiedz, że coś się dzieje. Atmosfera panująca w budynku i liczba ludzi, która go odwiedzała zdecydowanie zaintrygowała także siwka, który stając przy wejściu do swego boksu strzygł uszami na prawo i lewo, nerwowo rozglądając się po korytarzu. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie było dzisiaj żadnych zawodów i powoli zaczynał żałować, że nie weźmie w nich udziału – a przynajmniej właśnie tak zakładał. Smętnie grzebał kopytem w słomie, co jakiś czas wyrzucając ją w kierunku swych tylnych kończyn i zarżał donośnie, licząc na to że ktoś jednak zauważy jego obecność i wyciągnie siwe cielsko z boksu.
Jakże duże było jego zaskoczenie gdy w polu widzenia pojawiła się znana mu już doskonale osoba. Prychnąwszy głośno powitał mężczyznę obsmarkaniem jego twarzy, aby w chwilę później zrobić mu miejsce w boksie i trącić radośnie w bok , okazując swe zadowolenie z racji zainteresowania się jego skromną osobą. Potulnie wyszedł za człowiekiem na myjkę, gdzie bez problemu dał mu się wyczyścić, choć jego czujne radary strzygły na wszystkie strony, dokładnie śledząc wszystko, co miało miejsce wokół. Nieco podenerwowany dał się osiodłać i dokładnie w takim samym stanie wyszedł ze stajni, łypiąc na wszystkie konie, które stały na zewnątrz. Nie miał pojęcia co tu się działo, ale wyraźnie podobała mu się tłoczna atmosfera. Wesoło szastał ogonem kiedy Leon zajmował miejsce na jego grzbiecie (możliwe nawet, że mężczyzna kilkukrotnie oberwał przecinającym powietrze włosiem) i ruszył spokojnym stępem kiedy dwudziestolatek o to poprosił. Nie był rozluźniony, a wręcz gołym okiem można było zauważyć emanującą z niego ekscytację, choć nic nie sprawiało wrażenia jakoby zaraz miał zacząć świrować.

Diego Montana - 2016-05-07, 18:46

Gr. 7


W dzień rajdu, po prostu pojawił się w stajni, zabrał ze sobą ogiera jako towarzysza. Wyczyścił gniadego oraz osiodłał, na myjce, po czym po prostu wyszli z budynku, kierując się na miejsce zbiórki. Znał kilka osób ze swojej grupy, przynajmniej z widzenia, więc w odpowiednim miejscu, poprawił sprzęt konia i go dosiadł. Trzymając go na kontakcie i nie pozwalając na szaleństwa, skierował go, w kierunku gr.7.
-Cześć. - rzucił do obecnych tutaj osób. Na razie byli tu tylko Viv i Aaron.

Alexander Sahajev - 2016-05-07, 18:59

Był całkowicie spokojny. W końcu wyjeżdżają na bardzo długi rajd, a bycie poza stajnią choć na jeden dzień zdecydowanie odpręża, a co dopiero na taką trasę. Bądź co bądź miał nadzieję, że wszystko przebiegnie spokojnie, on nie był osobą która należała do imprezowych... później pewnie siądzie sobie gdzieś z boku i będzie rozmawiał z równie spokojnymi ludźmi.
Trzymał pewnie Daiquiriego, pilnując coby mu do głowy nic nie strzeliło w kontakcie z taką grupą. Był jeszcze młodziutki, to nie był dorosły ogier, tylko w porównaniu do innych - nastolatek. Poza tym wyścigowy nastolatek, co jeszcze potęgowało jego przyzwyczajenie do wyładowania energii. Nie musiał czekać długo, aby dołączył ktoś do jego grupy. Przedstawił się jako Leon i był chyba nieco mlodszy od niego.
- Alexander. - powiedział, dając komendę ogierowi aby wyrównał z koniem Vardasa, po czym podał chłopakowi rękę.

G-Dragon - 2016-05-07, 19:03

Grupa 7



W stajni panował spory ruch, więc tylko stał przy drzwiczkach boksu czekając na swojego właściciela. W międzyczasie oczywiście zaczepiał każdego kto przeszedł blisko jego boksu. Zastrzygł uchem, kiedy Diego wreszcie pojawił się w stajni i zarżał do niego krótko na powitanie. Posłusznie wyszedł z boksu i dał się ogarnąć na myjce. Był podekscytowany bo nie wiedział o co tyle zamieszania i chciał się tego w końcu dowiedzieć. Wyszli razem na zewnątrz, gdzie mężczyzna go dosiadł i ruszył tam gdzie stała dwójka osób z ich grupy. Na widok innych koni oczywiście jeszcze bardziej się ożywił i wydał z siebie basowe rżenie, ale na tym się skończyło. Z ustawioną wysoko szyją i postawionymi na sztorc uszami zerkał na boki. Inne grupy już gdzieś szły, on też chciał, więc kręcił się w miejscu jakby miał ADHD.

Strawberry Wine - 2016-05-07, 19:04

Grupa 1
Jessie napisał/a:
[...]

Jak zwykle w takich chwilach Truskawka była niespokojna, nie przejadając za tłumem ludzi w stajni. Czyszczenie więc mogło okazać się problematyczne, ale Jess już miała pewnego rodzaju wprawę. Niemniej, teren od początku nie miał być przyjemny. Kucyk wprawdzie wyszedł ze stajni, pozwalając się wcześniej dosiąść w miarę spokojnie, jednakże podekscytowanie szybko wzięło górę a klacz zaczęła coraz mocniej się denerwować. Szła spięta niczym struna, bezustannie furkocząc chrapami i łypiąc ślepiami po bokach. Takie zachowanie już na tym etapie nie wróżyło nic dobrego i każdy rozsądny człowiek, zawróciłby, ale nie oszukujmy się, nie Jessie. Początek jednak był w miarę miły. Kobyła szła przed siebie pewnie, acz mocno położone uszy ani na moment nie wychylały się zza długiej, bujnej, rudej grzywki.

Capri - 2016-05-07, 19:18

Grupa 1
Mia napisał/a:
[...]


Nie reagowała na ruch w stajni, choć naturalnie w boksie nie była miła. Początkowo próbowała przestraszyć mającą dosiąść jej grzbietu Mię, toteż dopóki ta nie wzięła jej na kantar i nie wyprowadziła z boksu, Czekoladowa odwracała się zadem, kuliła uszy, tupała i na wszelkie możliwe sposoby starała się utrudnić zadanie Mii. Na szczęście było to wyłącznie straszenie bez grama prawdziwej agresji, dlatego ostatecznie dziewczynie udało się dosiąść jej grzbietu bez zbędnych walk. Capri wszak nie zwracała uwagi na inne konie. Posłusznie, wręcz leniwie wyszła przed stajnię i bez żadnej ekscytacji ustawiła się na swoim m miejscu. Lubiła tereny, ale nie można powiedzieć by jakkolwiek spieszyła się do wyjścia. Zdawać by się mogło, że wręcz przeciwnie. Była niczym osiołek. Posłusznie mogłaby iść na długiej wodzy z nosem przy ziemi i mieć dosłownie wszystko w szlachetnym poważaniu.

Hayley - 2016-05-07, 19:30

Grupa 1
Pojawiła się w stajni dużo wcześniej niż reszta uczestników rajdu, zestresowana nieco, choć szczęśliwa jak nigdy. Wcześniej wszak nie miała okazji brać udziału w takim przedsięwzięciu, jednak wierzyła, że sobie poradzi, tym bardziej że w grupie miała chyba wszystkie osoby, które dobrze zna. Licząc więc na kilka dobrych rad w razie ewentualnych wypadków, pozwoliła sobie nieco zaszaleć i od razu ruszyła w stronę boksu ślicznego siwego wałaszka. Zacmokała cicho żeby zwrócić jego uwagę, weszła do środka, założyła kantar, wyprowadziła do myjki i zabrała się za czyszczenie. Poświęciła na to dużo czasu nie tylko przez wzgląd na siwą maść konia, ale przede wszystkim swój brak doświadczenia, a co za tym idzie dużo wolniejsze ruchy. Na szczęście umiała już wykonać wszystkie podstawowe czynności przy koniu, dlatego po jakichś dwudziestu, może trzydziestu minutach Windsor gotowy był do jazdy. Upewniła się, że wzięła ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy użytku codziennego, umieszczone w dwóch dużych sakwach przy siodle, założyła kask, dosiadła grzbietu konia i ruszyła przed stajnię w towarzystwie Jessie i Mii.

Aaron - 2016-05-07, 19:44

    Grupa siódma

Na zniecierpliwienie Mind reagował śmiechem. Klaczka spodziewała się chyba czegoś zupełnie innego niż wielogodzinny rajd. Miał szczerą nadzieję, że się nie zawiedzie. Póki co umilał jej czas rozmową i smakołykami, którymi wypchał wszystkie kieszenie. Przy okazji przeglądnął bagaże, upewniając się, że wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy leżą na swoim miejscu. Zebrała się już spora grupa osób, oczywiście nikogo nie kojarzył, więc stał na uboczu. W końcu podeszła do niego jakaś kobieta, na oko niewiele starsza.
- Cześć. Aaron - odpowiedział z uśmiechem - Szykuje się niezła zabawa.
Wprawdzie imprezowanie było dopiero drugim punktem na jego liście, zaraz po lepszym poznaniu swojego wierzchowca. Podjął już decyzję o nawiązaniu współpracy, rozmawiał nawet na ten temat z właścicielką stajni. Zgodziła się wypożyczyć mu konia na treningi, a potem... może nawet uzbierałby na kupno? Kto wie, jak się życie potoczy.
Idąc w ślady Viv sprawnym ruchem wskoczył na grzbiet Mind. Wyglądali dość ciekawie. On, ponad metr osiemdziesiąt i drobna klaczka <3 Przynajmniej nie była koścista, co znacznie ułatwia sprawę. Jeszcze przeklnie nie raz te swoje decyzje :lol:
- Aaron - odpowiedział przybyłemu mężczyźnie - Jedziesz z nami?
Ta dwójka wyglądała na sympatycznych, a teraz bardzo zależało mu na nawiązaniu znajomości. Jego ukochana siostrzyczka nie wybierała się na rajd, więc chwilowo cierpiał samotność.
Monroe - 2016-05-07, 19:56

Grupa 6
W stajni pojawiła się jakąś godzinę przed rozpoczęciem rajdu. Jak zwykle nie znała konia, którego miała dosiąść, ale nie bała się. Czuła jedynie podekscytowanie i ciekawość, w jakimś sensie nie mogąc doczekać się ciągu dalszego. Niemniej, w obawie przed brakiem czasu, szybkim krokiem skierowała się w stronę boksu Scandic i uprzednio zakładając jej kantar, wyprowadziła kobyłę na myjkę. Tam dokonała wszystkich niezbędnych czynności pielęgnacyjnych, zakładając kobyłce również ochraniacze na przody i tyły oraz ogłowie z wytokiem. Dopiero kiedy koń był gotowy zajęła się też sobą, ubierając kask i ostrogi, tak na wszelki wypadek. Następnie upewniła się, że wszystko ze sobą wzięła i wyjechała przed stajnię, gdzie miało odbyć się miejsce „zbiórki”. Czekając na prowadzącego ich krótki zastęp, w najśmielszych snach nie spodziewałaby się spotkać tam Christiana, dlatego na pełnym luzie rozstępowywała kobyłkę, by rozgrzać ją odrobinę i sprawdzić mniej więcej jaki koń ma temperament.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group