Christian Levrull - 2013-01-24, 20:28 Wlazł z Papilotem, wcześniej dając sygnał przebywającej tu dziewczynie o jego nadejściu. Machnął w jej stronę ręką, jako gest "że tą połowę biorę ja", nie wiedział jak ogier zachowuje się pod siodłem stąd musiał się zabezpieczyć, bądź co bądź miał chwilę przerwy, ale tego się nie zapomni przez tydzień. Zaprowadził ogiera w kąt do podestu, ściągnął derkę, którą położył na ławce, następnie podciągnął popręg, trzymając jedną ręką wodzę. Najpierw przeszedł w ogierem w ręku parę kół po swojej połówce. Domyślał się, że ogier pierwszy raz jest w tym miejscu, więc będzie ciekaw tego i owego oraz koleżanki obok.
{przepraszam, że krótko i tak długo, ale robiłam przymiarki. ;c}Encore Papillon - 2013-01-24, 20:34 Gdy wszedł na halę, jego oczyska zrobiły się niemal dwa razy wieksze a uszy wręcz stwardniały i zesztywniały od tak mocnego nastawienia ich na sztorc. (Mrrr..) Kolega, widząc rudą klacz momentalnie zadarł ryja do góry, mało przyjemnie dla trzymającej za wodze ręki Chrisa. Zarżał basiorem tak głębokim, że aż mu boki zadrżały. Nastepnie zrobił w miejscu jedno fule galopu, na koniec podbijając błyszczącą dupką. Przez to wszystko nawet nie zauważył, jak chlopak dociąga mu popręg czy zdejmuje derkę.
Czując impuls na wodzy, ruszył stepem, niemal machinalnie, bo wciąż nie odrywał wzroku od klaczyska. Szedł dośc elektrycznie, nadymając nozdrza buńczucznie <3. Gdy szli po stronie koła bliższej jeżdżącej obok parze, ogier ciągnął nieco w tamtym kierunku, starając się powiększać średnice kół :dChristian Levrull - 2013-01-24, 20:43 Jako, że jego wcześniejsza reakcja na nowe miejsce/seksowny zadek z boku go nieznacznie zaskoczyła, teraz prowadząc go ciągle przy boku gadał coś uspakajającego trzy po trzy, choć wiedział, że z klaczą u boku nie wygra, trudno. W każdym bądź razie, gdy tylko ciągnął go w stronę kobyły on przyzywał go do porządku lekkim pociągnięciem wodzy w swoją stronę. Stępował z nim tak przez może 5 minut, starając się nie kręcić w kółko, a chodzić z nim na wyznaczonej połówce w różne kierunki. Kiedy uznał, że nieco się uspokoił ruszył stronę schodków, trzymając znów wodze wdrapał się po podeście, włożył stopę do strzemienia, po czym wsiadł w siodło. Uznawszy, że wszystko jest wyregulowane pod niego, nie licząc zostawionych do podpięcia dwóch może jeden dziurki w popręgu zebrał wodze na lżejszy kontakt, tak by nie było od razu spiny, ale też mając możliwość zareagowania , jeśli coś mu odbije. Zamknął go w łydkach i dosiadzie, prowadząc po kole na wyznaczonej połówce hali, w dość żwawszym tempie i na razie więcej od niego nie wymagając, niech się chłopak rozgrzeje i uspokoi. Krzyżyk na drogę.Anonymous - 2013-01-24, 20:45 Omomomom pozwolę sobie dodać do poprzedniego postu kilka linijek, skoro taka ponętna dupa tutaj kroczy <3
Hm... gwałtownie zatrzymała się, słysząc, a także dostrzegając i konia na polu widzenia. Rwąc pysk do góry, mocno zaryła przodami o podłoże, napinając wszystkie mięśnie, niemal nie uginając się w stawach skokowych.
Elektryczny charakter podczas takich sytuacji, nabijał jej puls do 300, podkręcając adrenalinę.
Łułuhuhu, zafalowała chrapskami w odpowiedzi do gniadosza, zaraz to porywając uszy ku tyłowi, do kobiety, która mimo wszystko wciąż na niej siedziała.Encore Papillon - 2013-01-24, 21:03 Widzac zainteresowanie ze strony klaczy, przeganaszował się napinając męśnie szyjska oraz zadu i szastając na boki ogonem. Podcaplował chwilkę z wyraźną fazą zawieszenia, patrząc z ukosa na zgrabną drobinkę <3 Popis musi być i prezencja!
Gdy poczuł szarpnięcie przyzywające go do porządku, zaskoczony zagarnął gwałtownie przednią nogą, po czym przystanął, zerkajac na chłopczynę. No co? Dziwisz mi się? :d
Zaprowadzony pod podest stał spokojnie. Do czasu. Gdy tylko chłopak usiadł w siodle, ogier mimo lekkiego konatku, uciekł od niego, rollując się a następnie z miejsca ruszając skróconym, caplującym kłusem i bez ceregieli ruszając w stronę zgrabno-zadnej <3 Podpowiedź: ogr twardy w pysku Jesli trzeba, zdzielić batem.Christian Levrull - 2013-01-24, 21:12 A chciał zrobić takie ładne rozprężenie, no cóż, bywają i takie trudności. Dlatego kiedy tylko poczuł wychodzącego z pomocy ogiera automatycznie zablokował miednicę odchylając lekko w tył swoje ciało, łydka przesuwająca, wraz ze skróconą bardziej wodzą, która tak czy inaczej zmuszała go do tego by wejść na koło lub przynajmniej w łuk, łydki zresztą też zadziałały, blokując go w jedną stronę. Zadziałał półparadami, nie będzie się z synkiem cackać. Jeżeli zaś ogier zignorował łydkę, zadziałał krzyżem dodając do tego bacik, ku gwoli przypomnienia, że to jednak on teraz tu rządzi. Jeśli zaś ogier oddał na bata, nie wiele myśląc wysiedział go, mocniej działając na strzemiona, ale od razu znów wprowadzając go na na koło, na pomocach. Działał już na jednoznacznych sygnałach, zostawiając go na ósemce/wolcie lub innym manewrze tak, by jego uwaga była skupiona na tym co on chciał. Zaczął się styl akcji-reakcji, a miało być tak miło! Pff! Nie będzie kiślu. Encore Papillon - 2013-01-24, 21:48 Oj no <3
Zgiął ciało jak do skrętu, jednak jeszcze te parę kroków po swoim starym torze ruchu zrobił, idąc bokiem jak przy ciągu :d Szastnął równo przyciętym ogonem zamaszyście na bok, a czując półparadę najpierw spróbowal szarpnięciem wyciągnąc wodzę z rąk Chrisa, lecz gdy to się nie udało a chłopina znów zadziałał połóweczką oraz trzasnął go batem, ogier gwałtownie wszedł na kontakt, nieco opierając pysk na wędzidle i w końcu skręcając ostro w stronę która narzucił mu chłopak, nie zapominajac takż eo buńczucznym podbiciu zadem. On chce do koleżanki <3
Nie uprzedzaj faktów! jak sie skupi to bedzie i kisiel! :>Anonymous - 2013-01-25, 18:39 Kiwnęła głową w geście przywitania do chłopaka który właśnie przybył na halę. Od razu wiedziała, że Coco zacznie odwalać maniery więc momentalnie złapała wodzę na większy kontakt. Gdy klacz zatrzymała się Aliss momentalnie dała jej dość mocną łydkę by ruszyła kłusem. Zaczęła robić dość charakterystyczne pół parady, a nie takie lekkie jak poprzednio. Co krok dawała jej delikatną łydeczkę do aktywnego kłusa. W pewnym momencie dała jej łydkę na tył by zachęcić ją do mocniejszej pracy zadu. Następnie uczyniła z nią parę wolt gdzie dokładnie pilnowała wygięcia się do wewnątrz poprzez napięcie zewnętrznej wodzy i delikatne wewnętrzne pół parady. Łydkami starała się upilnować kasztanki by nie wypadała ani zadem, ani łopatką. Po ukończeniu wolt poczęła robić z nią ósemkę jak najdokładniej się da, gdy najeżdżały na przekątne wysiadywała dwa razy w celu zmienienia nogi. Kończąc owe ćwiczenie zmieniła stronę z prawej na lewą poprzez przekątną. Zaczęła od paru kółek spokojnego kłusa o równym tempie w dalszym ciągu pilnując ustawienia w taki sposób co wcześniej. Co chwilę mówiła do Coco w celu uspokojenia jej.Anonymous - 2013-01-25, 18:57 Coco po odczuciu gwałtownej łydki, zagotowała się. Nie ruszając się z miejsca, uderzyła w rękę.
Odbijając się od niej, znalazła się na dwóch kończynach, zaraz to wyrzucając z zadu, zaczynając galopować.
Nie pozwalała na dotknięcie pyska, a czując przepuszczalność, znajdowała się na na tyłach, wyskakując z nich i odbijając się. Wkrótce przeszła do galopu, wciąż nie dając dotknąć się za mordę, odchylając uszy ku tyłowi, rozwierając maksymalnie chrapy.
Hmm... zły dzień klaczy, będącej klaczą będącej Coco przynosił, co przynosił. Od czasu do czasu łypała kontem bystrych ślepi na ogiera, nie raz o mało co się na niego nie wpakowując w swych buntach.Anonymous - 2013-01-25, 19:07 -Cudowna popisówa Coco- pomyślała. Momentalnie usiadła mocniej w siodle ściągając wodze do siebie i lekko je przerabiając by zwolnić tego wariata. Widocznie odwala jej na widok innych koni, bo przecież trzeba się popisać. Jakże inaczej mogło by się bez tego obejść. Trzeba pokazać na co ją stać i udowodnić, że umie być taka zbuntowana. By mocniej jej nie pobudzać lekko odpuszczała wodzę i najechała z nią w tym galopie na woltę, potem mniejszą, a potem jeszcze mniejszą mając na celu maksymalne zwolnienie kobyły i nie wjechanie na innych osobników. Co chwile dopowiadała -Spokojnie, spokojnie. Prrr. Jeżeli klacz zwalniała Aliss popuszczała wodzę, jednakże w przeciwnym wypadku ponawiała poprzednie patenty mianowicie: lekkie przerabianie, ściąganie i popuszczanie wodzy. Miała nadzieje, że chociaż to poskutkuje w jej wypadku.Anonymous - 2013-01-26, 11:49 Z uwagi na swą płeć, Coco miewała różne nastroje, a nie do końca poukładana łepetyna doprawiała. Bardzo szybko gotowała się, robiąc ' gorącą ', co zazwyczaj przynosiło marne skutki.
Uderzyła z zadu, podrywając pyskiem w górę, chcąc wyciągnąć Aliss z siodła.
Z przymusu wjechała na woltę, podbijając tyłami, szarpiąc pyskiem do dołu i na boki. W końcu zwężanie się okręgu, oraz spokojne reakcje poskutkowały uspokojeniem się kasztanki.
Na zgiętej potylicy, równo oparła się na dwóch wodzach, krnąbrnie przegryzając wędzidło ze zgrzytem. Weszła zadem pod kłodę, powracając do wcześniejszego stanu.
Lekko unosiła nogi, odrywając je od podłoża, poczynając od coraz luźniejszej łopatki, ciągnąc po mocną pracę nadgarstków, na zginanych pęcinach. Rozluźniała plecy, dając kobiecie nieco lepszy komfort jazdy.Anonymous - 2013-01-26, 13:12 -Taak dobry koń.- odparła gdy klacz się uspokoiła. Momentalnie popuściła wodzę, jednakże dalej był na kontakcie. Co chwile mówiła coś do niej, a także działała pół paradami. Zrobiła z nią parę kółek takiego kłusa o równym tempie, a następnie najechała na ósemkę dokładnie pilnując prawidłowego ustawienia łydkami i delikatnie wodzami. Na przekątnej w ósemce wysiadywała dwa razy w celu zmienienia nogi. Po ukończeniu ćwiczenia najechała na prostą usiadła mocniej w siodle, zamknęła łydki i odchyliła się do tyłu delikatnie pociągając za wodzę, jednakże nie szarpiąc konia i w ten oto sposób przechodząc do stępa. Zrobiła z nią parę kółek stępa o równym tempie i ustawieniu. W pewnym momencie zmieniła stronę z prawej na lewą, dała jej wewnętrzną łydkę lekko wypychając z bioder do kłusa. Miała nadzieje, że lewa to jej lepsza strona tak jak u większości koni. Na razie skupiała się na równym tempie dając co chwilę delikatną wewnętrzną łydkę, a także robiąc pół parady w celu dobrego ustawienia. Na zakrętach pilnowała by nie uciekała ani zadem, ani łopatką i szła wygięta do wewnątrz.Anonymous - 2013-01-26, 15:28 Położyła uszy wzdłuż potylicy, słysząc słowa kierowane w jej stronę. Wciąż nie zmieniając ustawienia, średniego, na zgiętej potylicy, coraz to bardziej odpuszczonej, nerwowo przegryzała wędzidło, szastając ogonem. Trzeszcząc zębami ocieranymi o metal, parskała głośno, mając maksymalnie rozwarte chrapy. Ciało poczęło delikatnie pokrywać się potem, z powodu nie o tyle co braku kondycji, a nerwów.
Przejeżdżając pewną odległość, równo wjechała na ósemkę, odpowiednio wyginając się ciałem, zmieniając zgięcia w odpowiednich momentach, podchodząc mocniej zadem pod kłodę. Rozluźniła partię mięśni grzbietu oraz szyi, czyniąc kłąb ruchomym. Nie blokowała łopatki, elastycznie poruszając się do przodu. Łypała bystrym ślipiem na boki, wyłapując okazji do zrobienia dymu.
Wkrótce stopniowo przeszła do stępa, nie wyskakując z ustawienia. Podczas przerwy złapała chwilę oddechu.
Po odpoczynku, znów płynnie znalazła się w wyższym, akcentując uderzeniem z gęstego włosia ogona. Usadowiła się jak poprzednio, równo, nie szarpiąc się, pozostając luźną.Riley - 2013-01-26, 21:55 Wszedł z Bad na hale, gładząc ją czule po szyi. Nowe miejsce a więc i nowe zapachy i kolory, które mogły ją przestraszyć i wprowadzić w pewien rodzaj psychicznego dyskomfortu. Zamknął za nimi drzwi, po czym podprowadził klacz pod schodki, wpierw ściągając z jej grzbietu narzuconą derkę, którą położył na barierce, następnie zabrał się za podciąganie popręgu. Po wykonaniu tej czynności zrzucił strzemiona, poprawiając sprawdzając jeszcze kilka drobiazgów. Nie chciał się denerwować podczas treningu, że przez swoją sklerotyczną naturę o czymś zapomniał i coś się odepnie i spowoduje COŚ. Pewnie jakieś przerażające coś, które mogło spowodować jakiś szczęśliwy wypadeczek w ramach ochrzczenia nowego miejsca. Dopiął gorset na lędźwiach, który usztywniał go w tym miejscu, amortyzując jakieś mocniejsze szarpnięcia itp. Teraz dopiero inteligent zwrócił uwagę, że nie byli sami. Miał jednak nadzieję, że klacz zajęta treningiem nie zacznie stroić się w piórka, pusząc się przy tym. Mężczyzna skinął na konserwatora, który akurat gdzieś tam się przesmradzał. Poprosił go aby przygotował kilka przeszkód, koziołki, cavaletki i tym podobne.
Wskoczył na schodki, następnie miękko wsunąwszy się w siodło, mocno w nim usadawiając swoje dupsko, oznajmiając klaczy ,,już jestem, wsłuchaj się w komendy”. Przez mocniejszy siad, nie tylko przypomniał jej, że za chwilę zacznie się trening; a tym samym skupiając jej uwagę pilniej na sobie i pomocach, które wysyłał; ale również przytrzymując ją w stój. Wszelkie wiercenie się w ramach rozłożenia ciężaru jeźdźca akceptował, ale nie ruszenie do przodu. Zebrał delikatnie wodze, jeszcze troszkę poprawiając się w siodle, dla własnego tym razem komfortu – wypchnięcie z biodra, lekka łydka i przejście w stęp. Nie ułożył jeszcze nóg w strzemiona, pozwalając im znajdować się po bokach I So Bad. Nie tylko klacz musiała rozprostować zastane gnaty, ale również i on. Kilka wymachów, najpierw lewą potem prawą nogą do tyłu i przodu, wykonując ruch przypominający bujające się wahadło. Skręty tułowia, bez szarpania jej za pysk; wiadomo, uważał niezwykle, aby przypadkiem przez niespodziewane dygnięcie nie spłoszyć swojego wierzchowca.
Pokierował Gadzinkę na prosty, pierwszy ślad, pozwalając jej się troszkę rozchodzić, rozprostować itd. Dwa okrążenia na prawo, dla na lewo. Skierował ja na ósemkę, na której zaczął delikatne zbieranie, wchodząc z nią w głębszy kontakt, zmieniając go z luźnego w bardziej elastyczny. Kiedy dokonał tego, rozłożył ręce szeroko na boki, rozkładając w jej pysku wędzidło.I So Bad - 2013-01-26, 22:11 Jej śliczne naoliwione kopytka znalazły się na czyściutkim piasku kwarcowym, czarne radary od razu powędrowały ku przodowi obserwując ogromną halę na której to będzie dane jej dzisiaj poćwiczyć.
Podchodząc do schodków bez najmniejszego oporu, pozwoliła stojąc spokojnie na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik i umoszczeniu się jeźdźca w siodle na jej grzbiecie, nie wierciła się ani nie kręciła, jedynie jej uwagę przykuł drugi koń, którego po kilku minutach wnikliwej obserwacji kompletnie zignorowała. Czując delikatny sygnał idący od dosiadu i łydek, ruszyła spokojnym stępem, wiedząc, że od chwili gdy Riley wsiadł w siodło musi na niego uważać jak na porcelanową figurkę. Po kilku kółkach swobodnego stępa przyszedł moment na pracę, paskuda od razu chętnie przyjęła wędziło zaczynając je mielić w pysku, potylica delikatnie powędrowała ku górze ustawiając się prostopadle do linii ciała.
Gęsty ogon zamiótł w powietrzu a kara od razu energicznie ruszyła przed siebie, wkraczając aktywnie zadem pod kłodę.