Nemesis - 2014-11-22, 16:50 Przydreptała za Mefjem, dziś olewając jego kudełki i koszulę. Ogólnie jakaś taka spokojna była. Zmulona, możnaby rzec nawet. Wparowała na teren areny i poczekała, aż Mefjowaty sobie popoprawia, co ma popoprawiać i zasiądzie na miękuchnym grzbiecie (kluska, haha). Ruszyła, zakrzywiając swój tor człapania i zaczynając kreślić spore koło. Szła ładnie, żwawo kierując radary w stronę jeźdźca, a drugą parę olewając totalnie. Nie istnieli i koniec, Nem była tiu i teraz. Zmiana kierunku i dalej sobie człapała. Dobrze, że smolista ma dziś dobry dzień... chyba Vandura - 2014-11-22, 17:07 Zapewne też za długo by nie przetrwało, a na potrzeby zeżarcia go, Vandzia nauczyłaby się uprawiać jogę
No niestety za pierwszym razem nie załapała, toteż Harłak musiał pomoce powtórzyć. Jak powtórzył, to Vandzia pięknie wystrzeliła do ruchawego galopu. Znów mógł być nieco Davidson niezadowolony, lecz lope pominęli to i szybko zasuwać trochę musieli, fuuuu. No a jak ją przypauzował człek, to nawet chętnie zwolniła, po chwili deptając już stępem.
W sumie to nawet nie wiedziała co chciała, przecież dopiero zaczynała, a znając jej ogarnięcie, to była szczęśliwa jeśli zrobiła choć w 10% to, czego człowieki chcieli. Starała się nawet, nawet, chcąc jakoś współpracować. Ale co zrobi, jak nie ogarnia
Zatrzymała się w końcu, no i stała. Coś tam jednak człowiek zaczął komunikować i postawiła sobie jedną nogę w tył, potem drugą, czecią i tak dalej. Jakoś w ślimaczym tempie zaczęła się posuwać w kierunku normalnym dla francuskiego czołgu. Tyle, że dziwnomaścista nie miała siedmiu biegów wstecznych. Matthew - 2014-11-23, 19:02 Och, jakże intrygujący dzień to był, że Nemesis taka wyciszona i grzeczna... Aż się Matt zaczął w pewnej chwili zastanawiać, czy kobyłka nie złapała jakiejś depresji wskutek burzy ciążowej burzy hormonalnej, ale właściwie to co było złego w takim zachowaniu? Co się, kudłaty, przejmujesz! Wykorzystuj sytuację, póki karusia taranem nie biega.
Po przejechaniu tejże wielkiej wolty, zaczął Matt kreślić koło raz jeszcze. Tym razem zanim dobili półwoltę nastąpiła półparada i odjazd w przeciwnym kierunku, po łagodnym łuku. W ten sposób zmienili stronę, dojechali na ślad. Następnie w miejscu gdzie wcześniej jechał woltę, znów zaczęli ją kreślić. Po przejechaniu całej - ósemka przez plac, a następnie wjazd na środkową linię i zatrzymanie. Tam kilka chwil w stójce, pochwała kobyliska i wejście do kłusa. Z miejsca najlepiej, o co Matt zadbał, dając fryzyjce bajeczną półparadę i nie pozwalając jej ruszyć do przodu, póki jej mózg nie skojarzy informacji. Spięcie w łydkach lekkie, skupienie, ciężar ciała karej powinien się lekko przemieścić do tyłu. Prawie jak do cofania, ale tutaj chodziło tylko o zgromadzenie napięcia, które można by przekształcić w siłę do wyruszenia od razu w kłus. A jak już im się to udało osiągnąć, to odjechali przed siebie, wprost na ścianę. Tam skręt na prawo, a narożniku półparada i znaczne wydłużenie kroku. Potem przed narożnikiem wyraźne zwolnienie, a po wyprostowaniu się na śladzie miel już iść sepem. Następnie w połowie długości ściany znów przyśpieszenie do kłusa, powolnego i zaangażowanego. A po narożniku znowu wyraźne wydłużenie. Dalej zwolnienie i w wolniutkim kłusie wjazd na przekątną, co poskutkowało zmianą kierunku. A w drugą stronę powtórka z rozrywki - przyśpieszenie na jednej ścianie, potem od narożnika stępem, w połowie kłus i znów dodanie.
Rany, weno, wróć. ;-;Harley Davidson - 2014-11-23, 22:03 -Siems, Matt!
Uśmiechnął się szeroko. On też nie wiedział co tu robi na westernowym koniu. Chyba chciał się przypasować do tej areny po prostu.
OMG, ona rozumie! Trochę mu się ślepka rozszerzyły, z ust wydobyło się przeciągłe 'woow' i szatyn poklepał sowicie bok jej szyi.
-Dobry koń!
Dobra. To umieją się cofać. I jako tako jechać naprzód. To dobry początek. Z zainteresowaniem spojrzał na Mefju z Nemesis. On na sobie nie ma kowbojskiego kapelusza to na pewno nie jeździ westernu. A szkoda. Harley, jak to Harley, zaczął myśleć, że e tam, ogarnia całą sytuację. I zaraz dał swojemu karmelowemu mc flare'owi łydkę i poinstruował ją, że już stęp. No i próbował ją prowadzać po jakiś łukach, działając łydkami, żeby się może zginała czy cuś. Ale nie wiedział czy skuma. Jak nie to trudno. To po prostu porobią dla zabawy zygzaki na placu. A jak tak, to ją rozciągnie. I tak będzie dobrze.
I nagle zobaczył furtkę. Po co na środku placu furtka i kawałek płotka? Jego szare komórki zaczęły intensywnie pracować i podsunęły mu jakieś foty z neta, po co to w westernie. Chyba to do trailu, trialu, taralialalu czy do czegoś. To jak do tego podejdą, to Vładzia na pewno będzie wiedziała co robić! Więc ją w tamtą stronę wykręcił. I z bananem na mordce pilnował tylko, żeby szła naprzód.Nemesis - 2014-12-25, 12:23 Wybaczcie mordki nieobecność moją. Możecie mnie sponiewierać do woli </3
Zaczęła kreślić to wielgaste koło i w pewnym momencie odbiła, kierując się zgodnie z oczekiwaniami Mefjowatego, zakrzywiając lekko tor ruchu. Dobili do śladu, gdzie to kara na niego wbiła, ogólnie ósemeczkę mięciutko wykreśliła, po czym na środku zatrzymała się, zgodnie z wolą człeka. Postała chwilkę i kłusem już zaczęła człapać, w nieco leniwym wydaniu.
Popruli na ścianę, a przy samej przeszkodzie, fryza odbiła w prawo, kierując się w stronę rogu areny. Skupiła się przy półparadzie i niebawem zaczęła wyciągać kopytka, majtając uroczo szczotami. Już prawie dobijali do narożnika, acz fryza dostała informację, że ze zbyt dużą ilością węzłów się porusza ten statek, to i zwolniła, w narożniku odbiła o 90 stopni i przeszła do stępa. Przecz łąpała tak pół długości ścianny i znów do kłusa. Przyspieszyła, choć niezbyt chętnie wykonała to polecenie. Średnio zainteresowana też była tym, jak człapie, toteż Mefjowaty musiał się nieco postarać, by szła jak trzeba. Wbiła na przekątną ślamazarnym chodem, przedostając się na drugą stronę areny. Zerknęła w trakcie na drugą parę, majtając nieco łbem. Powtórzyła ćwiczenie i czekała na dalsze polecenia.Vandura - 2014-12-25, 12:39 Ruszyła co prawda stępem, ale dało się wyczuć, że Vandzię ciągnęło do szybszego chodu. Poruszała się energicznie, wręcz zaczynało jej brakować nóg do stawiania. Pstrokatoruda kreśliła prześliczne łuki, nawet cielsko swoje dopasowując do wielkości łuku. Coś tam jednak pamiętała i dało się ogarnąć nawet wypadnięte zadziszcze, które na początku protestowało, co do zgadania się z resztą ciała. Odbiła w końcu w stronę bramki, olewając jej obecność na samym początku. Dolazła do niej, aż prawie ryjcem macając materiał przeszkody, który chłodem potraktował rude chrapy. Vandzia parsknęła, składając na chwilkę radary, by ponownie ustawić je w poprzedniej pozycji. Na razie człowiekowi ciężko byłoby otworzyć ustrojstwo, gdyż Harłak powinien nieco przeparkować klacz. Jak na razie stała prostopadle do bramki, z luźno wyciągniętym ryjcem, więc człowiek musiałby mieć nieco dłuższe ręce raczej, by spokojnie macnąć otwarcie. McFlare pogrzebał sobie kopytem w piachu, rozpoczynając przekop na drugą stronę kuli ziemskiej Harley Davidson - 2014-12-27, 12:14 Nagrodził ją sowicie za ładne rozciąganie się - zarówno głosem, jak i głaskaniem jej szyi. Z szerokim uśmiechem spojrzał na bramkę.
-No dalej, wiem, że dasz radę i wiesz co zrobić.
Jak na złość te obrazki z neta mu już z myśli wywiało i za nic nie chciały wrócić... Ogólnie problem był takiej natury, że on był głęboko przekonany, że Vandzia, wie co robić i dlaczego. Ale ona chyba już zrobiła co do niej należy. Wyciągnął się więc mocno do przodu, kładąc się prawie na jej szyi i... Nie, nie dosięgnął. Shit. Spojrzał tylko ciekawsko, co ona porabia... To trzeba się może przekopać pod furtką, a nie przez nią przejść? Matko! To długie muszą być te zawody tego dziwnego sportu na t. Tak kopać, aż się zmieści koń z jeźdźcem! A taki tunel trzeba jeszcze umocnić. Harley rozejrzał się i zobaczył drągi. Dobra, to jakby co to nimi! I zeskoczył na ziemię, stając obok przednich nóg rudaski i twardą podeszwą buta zaczął powiększać zrobiony przez nią otwór w ziemi. Dla bezpieczeństwa jedną ręką trzymał jej wodze, co by mu nie zwiała.
-Ale jesteś pewna, że to trzeba tak?
Z niepewnością spojrzał w jej ciemne ślepia.Matthew - 2014-12-28, 13:56
//Wszyscy pousypialiśmy w tym temacie...
Jak karusia wykonywała płynnie wszelkie ćwiczenia, to chwalił ją głosem. Przy każdej poprawnej reakcji głęboko oddychał, zawsze sprawdzał, czy można coś poluzować. Coby się fryzyjka stale rozluźniała i kojarzyła wszystko jak najmilej. Zaś zauważył kudłaty, że w pewnym moemencie chęci kobyłę troszkę opuściły i mało żwawo wyciągnęła nogi przy którejś powtórce tegoż ćwiczenia. Matt poluzował swój dosiad nieznacznie, pięty umacniając w niszowej pozycji i nimi pobudzając klacz do bardziej energicznej reakcji na bodźce. Aby ją rozochocić, sprobował też lekko wydłużyć jej wodze. O ile zaangażowała się mocniej, to z entuzjazmem jeździec ją pochwalił, ale i pilnował, by nie zaczęła zapieprzać zbyt mocno przed siebie - chodziło tylko o znaczniejszy wykrok.
Jak już się ogarnęli i dokończyli co tam było spisane, to weszli do stępa. Matt poluzował do koca wodzę kobyle i spojrzał w kierunku Harleya. Ten akurat zeskoczył z siodła na ziemię. Kudłatego to zaintrygowała, tak więc skręcił kobyłą w kierunku drugiej pary. Może coś się stało, że Davidson zszedł? Ktoś umiera? :o
Jak jednak zbliżył się do nich, to zauważył, co to takiego Harley wyczynia. Matt wydał usta i policzki, ogarniając sytuację. Przekrzywił ryj, próbując domyślić się, jak mógłby pomóc przyjacielowi.
- Czy mógłbym ci jakoś doradzić...? - spytał z pewną dozą niepewności, odnajdując spojrzenie Harleya.Harley Davidson - 2014-12-28, 15:31 /Ja myślę, że to był sen jesienny XD
Ziemia ciężko się rozgrzebywała, bo zdążyła już przymarznąć, a chłód raczej nie zmiękczał... No i twarda to była nawierzchnia, więc noga Harłaka trochę się już zmęczyła, a efekty były marne. Więc przestał na chwilę i akurat dojrzał nad sobą Mefju.
-Tak. - ochoczo pokiwał głową.
Miał wrażenie, że się z Vandzią całkiem dogadał, ale chyba nie do końca. Albo ona oczekiwała jego większego wstawiennictwa.
-Nie wiem co zrobić żeby przekopać się na drugą stronę - tu wskazał furtkę - bo ziemia tu strasznie twarda.
Dodawanie, że nie zna się w ogóle na trailu, westernie i takich tam chyba nie było konieczne. Odsunął się trochę, żeby Matt lepiej widział dziurę i może coś w związku z tym wymyślił. Każdy specjalista potrzebuje pełnego oglądu na sytuację! A może akurat on jest specjalistą...Matthew - 2014-12-29, 15:30 Przekrzywił ryja jeszcze bardzie, gdy Harley pokazał mu efekty ich pracy. Powoli wypuścił powietrze z ust i byłby się chyba zaraz roześmiał, ale jego przyjaciel miał tak niewinną i nierozgarniętą minę, że postanowił solidarnie zachować powagę.
- Wiesz stary, mało ekonomiczne jest robienie podkopu na nowym maneżu, już nie mówiąc o tym, że trudne. Świeża ziemia słabo się rusza - zaczął opowiadać Matt z miną fachowca - a i po co psuć, jak nowe i ładnie wygląda.
Wzruszył lekko ramionami i skrzyżował ręce na piersi. Teraz to musiał wyglądać! Na wielkim, karym koniu z puszczoną wodzą i z taką luzacką postawą. Hej, gdzie jego kowbojski kapelusz!?
- Radziłbym spróbować innej metody, a uprzednio wyrównać tą dziurę, żeby kopyto twojej kobyłce tam nie wpadło. Wtedy to jak by się przestraszyła i bryknęła, to sam byś pokonał tę furtkę. Torem powietrznym - objaśnił rzeczowo i poczekał, czy Harley się zajmie faktycznie zakopywaniem dziury. Potem kudłaty nakazał mu powrócić w siodło.
- Musisz przy tym zaparkować bardziej równolegle, żeby sięgnąć do otwarcia - odrzekł, odsuwając się z Nemesis, aby zrobić więcej miejsca Vandurze. - Koń powinien umieć przestawić zad od łydki - dodał.Harley Davidson - 2014-12-29, 17:19 -Że trudne to zauważyłem.
Podrapał się tak z lekkim zakłopotaniem po głowie i zgarnął piach z powrotem do dołu, udeptał trochę, wyrównał i prawie jakby nikt tu nie kopał! Za zabawne można uznać, że kopał taki dołek kilka minut a zakopywał kilka sekund... Cóż za niesprawiedliwość! Harłak uniósł wzrok i spojrzał na Matta. Kurcze! I jeszcze te tło - beczki, furtki, drążki, ogrodzenie, stajnia. Wowowo! Szkoda, że sam nie miał kapelusza, bo by mu dał, żeby dopełnić ten obraz! Wspiął się zwinnie na grzbiet swojego mc flare'a i czekał na dalsze instrukcje. Na razie klacz była ustawiona prostopadle do ogrodzenia - tak nie dosiągnie na pewno, Matthew musi się na tym znać, bo mu dobrze mówi! Swoim zwyczajem nabrał trochę wodzy, wchodząc na pewniejszy kontakt i zaraz cofnął zewnętrzną łydkę i przystawił ją do boku klaczy, by mu się dostawiła bardziej do płotka.
-To się po prostu tak normalnie otwiera?
Był szczerze zawiedziony, to powinno być coś ciekawszego! Trudnego! Jak przekopanie się pod płotkiem. Ale to chyba było by za drogie dla stajni. O matuchno, ile by mu z pensji zabrali, gdyby ten dół dokończył! Miał of course nadzieję, że ruda zrozumie "po angielsku".
-Danke, Matthew!
Zrobi mu jakiś medal za bohaterskie pomaganie innym albo coś. Albo dyplom mu narysuje!
/jest coś taakiego w graniu debilami, że świat od razu staje się piękniejszy Matthew - 2014-12-29, 20:38 Poobserwował więc jeszcze Harleya, jak tam dostawia kobyłce zad pod furtkę. Coś mu jeszcze w tej kwestii doradził, gdyby zaszła potrzeba. Uśmiechnął się na uwagę przyjaciela.
- To przeszkoda z repertuaru tych, które sprawdzają użytkowość konia w codziennym terenie. W trailu nie znajdziesz bardziej wyczynowych zadań - wytłumaczył pokrótce. - Ale pamiętaj, że zawsze możesz wymyślić swoje własne konkurencje i wprowadzić jej w życie. O ile zadbasz o bezpieczeństwo konia, to możesz wprowadzać w życie co tyko chcesz! - odparł z większym entuzjazmem, pragnąć otworzyć przed Davidsonem wielkie drzwi możliwości. :D Niech pamięta chłopak, że wszystko jest możliwe! <3
(Ja taka uhahana jestem i pełna nadziei, bo obejrzałam prześliczne anime). xd'
Tymczasem kudłaty powrócił na ślad ze swoją kobyłką. Ruszył ją do pośredniego, zaangażowanego kłusa i poprowadził po serpentynie przez całą szerokość maneżu, a jak im to zgrabnie wyszło, to zwolnił do stępa i skierował się do wyjścia.
- Bywaj, Harley. Rozgrzaliśmy się, idziemy biegać! - zawołał do przyjaciela i zasalutował mu raźno. Następnie opuścił to miejsce, kierując się na tor.
zt.
//Oj jest. I uwierz, że kocham postać Harleya za to! <3
Vandura - 2014-12-30, 18:45 Dziwnomaścista usunęła dupeczkę, tuląc się nią do bramy, niczym mały bachor do pluszowego prezentu. To była miłość! Ba, to jest miłość! W każdym bądź razie, Vandzia wykonała polecenie, umożliwiając Harłaczkowi wykonanie swojej części zadania. Jak ją dobrze pokierował, to i przez bramkę ładnie przeszła, nie wyrywając łapki Harłakowi, o ile trzymał bramę.Nemesis - 2014-12-30, 19:27 Zbliżyli się do drugiej pary i fryza zatrzymała się, podrzucając kilka razy łbem. Chwilę potem przyjęła maksymalnie rozluźnioną postawę - w sumie to cały czas była tak wyluzowana, że jeszcze chwila i się rozpłynęłaby. Stała sobie więc z opuszczonym ryjcem, dopełniając majestatyczny westernowy obrazek. Mefjowi nie wolno kapeluszy, bo kudełki będą mniej dostępne ;-; No i w sumie to sobie stała grzecznie, obserwując człeka i dziwnomaściste konisko.
A potem okrążyła pięknym kłusikiem arenę i poczłapała z Mefjem, tam gdzie chciał.
z/tHarley Davidson - 2014-12-30, 22:30 -Szkoda. To chyba ją nauczę skakać...
Tak bez wyczynów, bez adrenaliny! Dlatego Ci westernowcy tacy wyluzowani - bo ich zdrowiu nic nie grozi. I dlatego mają kapelusze zamiast toczków! Chyba, że toczki są w te kapelusze wbudowane... Harłak zaczął więc myśleć, że będzie musiał jakieś własne konkurencje wymyślić - jak może! Jakoś je wypromuje i wszystko będzie cacy - będą odpowiednio bezpieczne dla konia i odpowiednio niebezpieczne dla człowieka! I to musi być coś oryginalnego. To wszystko sobie rozpisze w domu i może nawet pokaże to potem Mattowi? Jak się akurat gdzieś spikną. Pomachał kumplowi i skupił się ponownie na rudej.
-Bardzo ładnie, skarbie. <3
Poklepał jej szyję, pogłaskał i trzymając furtkę poprowadził ją na drugą stronę dosiadem i jedną ręką. Za nią poprosił znów o ustawienie się trochę bardziej równolegle i zamknął furtkę. Nagrodził Vadzię jeszcze raz i zaczął rozglądać się dalej po arenie. Użytkowe przeszkody, ta? Dostrzegł kilka podniesionych nieco drągów, ustylizowanych kolorem na kłody. No to wio! Poprowadził na nie najpierw Vandurę w stępie. Ogólnie były od siebie oddalone o tyle, że można to było na razie uznać za level beginner. Bo chyba po nikim w Orchardzie nie spodziewano się wybitnego poziomu w jeździe western... Ogólnie przed każdym drążkiem, na nim jeździec przykładał do końskiego boku łydkę. I nie oszukujmy się - było widać, że nie do końca wie co i czy dobrze robi.