Zamyślił się na krótką chwilę, zatapiając wargi w ostygłej już znacząco czarnej cieczy. Przyglądał się smolistej toni, odnajdując powoli w swojej głowie odpowiednie słowa, na nowo wygrzebując swój słownik z przepastnej czeluści umysłu. Cóż, czasami litery wysypują się i trzeba je na nowo składać.
- Generalnie to do lasu poszedłem tak naprawdę poszukać miejsca, żeby zakopał zwłoki takiego typa co mnie od kilka dni porządnie denerwował... Znasz to pewnie, ciągłe wiercenie, haje w domu i tak dalej... - rzucił poważnym tonem, przyglądając się jej nieco nieobecnym wzrokiem, odstawiając przed siebie filiżankę, do połowy już opróżnioną. Pił spokojnie, jak zawsze miał bardzo dużo czasu; momentami, nie wiedział jak go zagospodarować poza pracą, żeby się nie nudzić, zamiast odpocząć jak normalny człowiek.Rooney - 2014-05-29, 19:09 / wybacz ale nie miałam kompletnie czasu ...
Brunetka przyglądała się brunetowi uważnym spojrzeniem, poważniejąc po jego wypowiedzi.
- Yhm - mruknęła potwierdzająco, przytakując. Otarła dwoma palcami, wskazującym i środkowym swoje czoło, zaraz kładąc łokcie na stoliku, układając dłonie jedną na drugą tym samym złączając je w pięść.
- Zabawne, bo to właśnie ja miałam Cię dziś zabić, podano mi informacje, że często późną porą wybierasz się do lasu pobiegać. - wypowiedziała opanowanym tonem, wręcz aktorskim, zachowując kamienny wyraz twarzy. Zaraz jednak uśmiechnęła się na moment, lekko, prawie niezauważalnie.Randolph Varmus - 2014-05-29, 22:02
(Spoko, żaden problem ;))
Przybrał kamienny wyraz twarzy, ścinając wargi. Jego szczęka na chwilę nieco mocniej się zakleszczyła, a on sam, wychylił się poufale w stronę dziewczyny, zapierając jeden z łokci na stole, zwracając się plecami do wnętrza sali.
- Rozumiem, że mój niesamowity urok przeszkodził Ci w wykonaniu wyroku... - stwierdził spokojnym tonem głosu, ujmując jej piąstkę obiema swoimi dłońmi, niczym dobra starsza pani, która pragnie komuś rzucić jakąś skromną poradą. Coby życie ludzkie było lepsze. -... Ale naprawdę, nie masz się czego wstydzić. To się zdarza. Możemy o tym porozmawiać, jeżeli czujesz taką potrzebę. - spojrzał na nią, otwierając szerzej bursztynowe, błyszczące ślepia, zwijając usta w niewielki dziób, mrugając z większą szybkością niźli zazwyczaj, machając teatralnie wachlarzem czarnych rzęs. Taki to był uroczy, ten nasz Varmus.Rooney - 2014-06-08, 23:50 / dopiero teraz mam wolną chwilę... :(
Obserwowałam uważnie poczynania bruneta, uważnie śledząc jego ruchy niebieskimi oczyma. Nie odezwałam się, skupiając swoją uwagę na dłoniach bruneta oplatających moje, przekrzywiając nieco głowę. Z zabójczą powagą zmierzyłam, niebezpiecznym wręcz spojrzeniem twarz mężczyzny, finalnie lokując go w bursztynowych ślepiach Rana.
Uniosłam delikatnie kąciki ust, doprawdy subtelnie, łagodniejąc. Następnie pochyliwszy się powiększyłam uśmiech.
- Dobrze, porozmawiajmy - ozwałam się lekko, dublując teatralne trzepotanie rzęsami.Randolph Varmus - 2014-06-23, 12:28 Pokiwał ze zrozumieniem brunatnym czerepem, przyglądając się uważnie dziewczynie. Wyprostował się, splótł palce swoich dłoni razem, ustawiając je przed sobą. Varmus zaparł łokcie na stoliku, i zmrużywszy oczy, parodiował wyraz twarzy, całą mimikę i gestykulację, renomowanego psychiatry-terapeuty.
- W takim razie, w czym dokładniej leży problem? - rozpoczął poważnym, bardzo głębokim głosem, zniżając jego modulację do barytonu. - Postaram Ci się pomóc, aczkolwiek nie obiecuję. Przewiduję, że Twój przypadek jest naprawdę bardzo ciężki. - po czym westchnął delikatnie, rozluźniając barki, przybierając bardziej dla siebie naturalną pozycję.
- A tak serio... - przerwał krótkie milczenie - Przyjechałaś tutaj, czy jesteś tutejsza? - trzydziestolatek rozpoczął orientację w terenie.Anonymous - 2014-07-14, 00:17 Dzisiejszy dzień był nieco ponury...szare chmury pokrywały całe niebo. Taka pogoda znacząco wpływała na humor Rosie. Jednak z racji, że znajduje się w nowym miejscu, wśród zupełnie nieznanych jej ludzi postanowiła, że pokręci się trochę po mieście. Ubrała się w szare potargane szorty z wysokim stanem i czarny luźny crop top. Na nogi założyła krótkie białej trampki, a tuż przed wyjściem narzuciła na siebie jeszcze luźny sweter. Mimo szarego nieba, na zewnętrza było w miarę ciepło.
Wszystko było dla niej takie nowe, rzadko kiedy zapędzała się w nieznane jej strony. Krążyła po mieście coby lepiej zapoznać się z miejscem gdzie ma zamiar spędzić dłuższy czas. Po jakimś czasie natknęła się na małą przytulną kawiarenkę...bez wahania zajęła miejsce w środku i zamówiła espresso.Jo - 2014-07-14, 09:36 Ciężko było spotkać Jo trzeźwego i nie odurzonego jakimkolwiek narkotykiem. Czy tego dnia alkohol, wraz z innymi używkami zadudniły mu w głowie ?
Poruszał się bardzo lekkim krokiem. Przyciągał uwagę przechodniów - na prawym barku trzymał przenośne radio, z którego toczyło się ruskie techno. Sam nie wiedział skąd je wziął. Możliwe że okradł jakieś murzyńskie dziecko, bo chciał się poczuć jak ono.
W pewnej chwili szatyn odczuł głód. To uczucie rzadko kiedy go nawiedzało. Rozejrzał się po ulicy, odkładając grające pudło na ziemię. Z jego gardła wydobył się głośny śmiech. Dostrzegł bowiem jedną z miejscowych kawiarni. Sam nie wiedział dlaczego go to rozbawiło.
Wszedł do Plain Cafe. Tuż po jego wejściu goście mogli odczuć gryzący zapach alkoholu. Jo się ty jednak nie przejmował.
Od razu dostrzegł postać drobnej blondynki, zasiadającej przy stoliku na środku lokalu. Podbiegł do niej radośnie, zasiadając na krześle obok. Wlepił w nią maślane oczy, odzywając się rozmarzonym głosem. Siostrzyczko, gdzie się podziewałaś tyle czasu! Wyjął kwiaty z wazoniku, postawionego przed nimi. Jesteś zbyt cudowna żeby tu siedzieć, wspaniały aniele! I wręczył jej niewielki bukiecik, narzucając jeden ze swoich czarujących uśmieszków.Anonymous - 2014-07-14, 16:47 Siedząc tak zaczęła obserwować ludzi przechodzących obok kawiarni. Niebawem i pojawiła się sympatyczne kobieta z kawą dla niej. Posiorbała troszkę kawy i wyciągnęła z torby gazetę. Nieco odłączyła się od świata, do czasu kiedy doszedł do niej ostry zapach...zapach alkoholu. Nie zdążyła podnieść głowy i rozejrzeć się skąd dochodzi owa woń, a tuż przed nią zasiadł sprawca. Spojrzała na niego nieco zdziwiona, jednak zaraz zdziwienie przeobraziło się w delikatny uśmiech. Bacznie obserwowała jego poczynienia. Słucham Cię mój drogi? Czego ci potrzeba?- zapytała zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Zaraz jednak wybuchnęła śmiechem, kiedy wręczył jej kwiaty...cóż za gest. -Dżentelmen, nie ma co!- dodała. Delikatnym ruchem odsunęła gazetę i kawę na bok, a następnie z powrotem włożyła kwiaty do wazoniku.- A cóż we mnie takiego wspaniałego?- nieco przedłużyła na końcu wypowiedź: chciała powiedzieć jego imię...problem w tym, nie znała go.Jo - 2014-07-14, 20:28 Wlepił rozbawione spojrzenie w Rosie, delikatnie ściskając swoją łapą jej rączkę. Potrzebuję tylko ciebie, mój aniele. W bardzo uroczysty sposób podniósł się z krzesła i całując dłoń przedstawił się. Mam na imię Jo. Wykonał majestatyczny obrót, w rytm muzyki która leciała w kawiarni i usiadł na krześle. Może nie robiłby tego, ale czuł wewnętrzną, pilną potrzebę ruchu.
Nie minęło dziesięć sekund, a Jo już znajdował się w drodze do kelnerki. Oparł się słodko o blat i poprosił o coś do picia, oraz kawałek ładnie wyglądającego ciasta. Wrócił do swojego aniołka i bez namysłu odpowiedział na jej pytanie. Mój najsłodszy aniołku, przecież jesteś boska, powinnaś czytać mi w myślach. Zapatrzony w oblicze dziewczyny, rzucił się na ciasto, które przyniosła mu kelnerka. Kiedy kulturalnie zakończył posiłek, wyjął z tylnej kieszeni spodni piersiówkę z ruską, 70% wódką. Wodę ze szklanki wypił jednym haustem, w zamian napełniając naczynie alkoholem. Czy zechciałabyś umówić się ze mną na romantyczny piknik? W brązowych oczach chłopaka pojawiły się dwa świetliki. Uważał ten moment za historyczny, ponieważ po raz pierwszy udało mu się spotkać ładną dziewczynę, kiedy był kompletnie ubrany. Ogólnie rzecz biorąc uznawał tylko kolorowe bokserki i buty, nic innego ze środków garderoby nie było mu potrzebne.Anonymous - 2014-07-15, 18:55 Rosie była bardzo rozbawiona zachowaniem chłopaka. Niemal co chwile wybuchała śmiechem. Kiedy chwycił jej dłoń, nie protestowała. Ha! Do odważnych świat należy. Nieco zdziwił ją gest który wykonał, całus w rękę?! Pieprzony romantyk- pomyślała i w głębi duszy wybuchnęła głośnym śmiechem. -Miło mi Cię poznać Jo! Ja nazywam się Rosie.- odparła, pochylając delikatnie głowę niczym dama. Chłopak był strasznie rwący, skoczny...cokolwiek. Bacznie śledziła jego ruchy będąc w pełni rozbawiona. -Przykro mi mój książę, nie posiadam takiej zdolności.- na koniec wypowiedzi zrobiła grymas smutnej dziewczynki. Zaraz jednak posłała mu buziaka z odległości...ah ta kusicielka Rosie. Rozejrzała się po pomieszczeniu i spostrzegła, że oczy wszystkich ludzi są skierowane na nich. -Widzisz jaką furorę robimy mój książę?- wyszczerzyła słodko swoje zębiska. Skierowała twarz wprost na chłopaka i niewinnie zatrzepotała rzęsami.- Ja z Tobą? Zawsze i wszędzie, ale pod warunkiem, że będziesz trzeźwy...bo wiesz, dla księcia tak nie wypada...- rzekła, a następnie podniosła swoje espresso jednym susłem wypijając je do końca.Jo - 2014-07-15, 21:32 Po zapoznaniu się z imieniem dziewczyny, Jo wybałuszył nań oczy, w zdziwieniu, nieświadomie otwierając buzię. Nigdy nie znałem piękniejszej dziewczyny, z piękniejszym imieniem niż twoje, mój Aniołku. Na jego mordce pojawił się szeroki uśmiech. Kąciki ust chłopaka opadły z powrotem, kiedy ujrzał minę swojej nowej ukochanej. Posiadasz każdą zdolność. Musisz być wspaniałą wróżką, nigdy nie czułem się tak oczarowany, cudowna Rosie Szatyn był już przyzwyczajony do tego, że ludzie się na niego patrzyli. Już sam fakt biegania po mieście w bokserkach, zdawał się przyciągać ich uwagę. Było to jednak przyzwyczajenie z dalekiego dzieciństwa, w którym to Jo, biegał po Las Vegas w pieluszce, po różnych klubach z tańcem erotycznym, w których pracowała jego mama.
Po jej wypowiedzi, po raz kolejny tego dnia podniósł się z krzesła i po raz kolejny przed nią uklęknął. Och moja najwspanialsza Rosie! Błagam, wyjdź za mnie ! Zrobię wszystko !Anonymous - 2014-07-16, 00:43 Dziewczyna z trudem powstrzymywała się od ataku śmiechu.- Ah...ty podrywaczu!- powiedziała rozbawiona, a następnie wstała zmierzając ku barze przy którym zamówiła karmelowe frappe. -Już idę mój Księciu!- wykrzykiwała w drodze powrotnej. Szybko zajęła wcześniejsze miejsce i ponownie zaczęła kusić Jo tymi niewinnymi gestami. Delikatnie odgarnęła puszyste blond włosy do tyłu, następnie przystępując do picia swojego frappe. -Ślub?! Już tak od razu?! Bez przedstawienia rodzicom...oj nie wiem mój drogi. No chyba, że pójdziemy się gdzieś napić? Poprawka: Ja będę piła, a ty możesz popatrzeć bo Tobie już chyba starczy...No wiesz, martwię się o Ciebie!- zaoferowała, wdychając głęboko powietrze do płuc.
__________________________
wena mnie opuściła :-(Jo - 2014-07-16, 09:08 Moja najcudowniejsza Rosie! Podniósł się z ziemi, teatralnie łapiąc drobną dłoń. Dla mnie nigdy nie jest dość. Przypomniał sobie jednocześnie o swoim trunku w szklance, którą po chwili opróżnił. Na jego twarzy nie pojawił się żaden grymas, z powodu smaku napoju. Jestem zaawansowanym koneserem alkoholi, nie musisz się o mnie martwić. Cicho się zaśmiał, zmieniając absolutnie ton mowy, na oficjalny. Twoi rodzice na pewno zrozumieją! To miłość od pierwszego wejrzenia!
Pierwsze oznaki upojenia alkoholowego zaczęły atakować szatyna. Nie chciał jednak stracić nawet minuty, w towarzystwie swojego Aniołka, więc bez jakichkolwiek, zbędnych uprzedzeń, uniósł blondynkę na swoich, jakże nienapakowanych ramionach. Dał jej krótkiego buziaka i wyszedł z lokalu, porywając ze sobą Rosie.Anonymous - 2014-07-17, 00:07 Wciąż się śmiała. Podziwiała chłopaka za to co wygadywał. W pewnej chwili ruszył się i ją podniósł. Na początku była nieco zdezorientowana.- Jo! Co ty wyprawiasz?! Postaw mnie na ziemi! Raz, raz!- zaczęła się wbić jak jakieś dzikie zwierze. Oczywiście wszystko wypowiadała będąc w pełni rozbawiona. No i co dalej? No wyniósł ją! I chuuu.... wie gdzie się kierował.Harley Davidson - 2014-10-22, 21:55 Jesień dobitnie dokuczała pewnemu mężczyźnie... Ów mężczyzna był szatynem, który swe potargane, ciemne włosy skrył pod czapką i trząsł się z lekka, bo kurtka przeciwdeszczowa, którą narzucił okazała się zbyt cienka - niewystarczająco na taką pogodę. Ze wzrokiem wbitym w telefon szedł naprzód.
Do momentu, w którym nie poczuł kawy. Przypomniał mu się wtedy Jimmy i centrum handlowe. Zatrzymał się więc, rozejrzał i brązowe ślepia wlepił w piękną scenerię za szybą. Wnętrze kawiarni. Bez wahania wkroczył do środka, zamówił sobie herbatę, ciasto i usiadł gdzieś blisko drzwi. Chwila na ugrzanie się i zaplanowanie działań! Wyjął z kieszeni kartkę i zaczął coś mazać, co chwilę podjadając maleńki kawałek ciasta.