To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Windsor - 2015-08-31, 15:53

Te kilka minut, podczas których anglezowała, zdecydowanie przysłużyło się wałachowi. Jego grzbiet rozgrzał się wystarczająco aby następnie móc swobodnie nieść ciężar Mii, bez odczuwania dyskomfortu. Windsor przyzwyczaił się już do sposobu jazdy swojej właścicielki - i nawet jeśli czyimś zdaniem nie jeździła najlepiej, czy też miała problemy z innymi końmi, to siwek rozumiał się z nią bez słów. Nauczył się odczytywać jej intencje i sygnały, a co najważniejsze bardzo dobrze na nie reagował, czego nikt nie mógł im odmówić.
Po wspomnianym czasie ponownie 'wyżuł' wodze z rąk dziewczyny, nurkując nosem w dół, rozciągając górą linię. Jego grzbiet był elastyczny, odpowiadał za niezakłócony przepływ energii i wręcz wynosił Mię ku górze, sprawiając że wysiedzenie kłusa nawet w siodle skokowym było możliwe i komfortowe.
Dalej podniósł się, cicho parskając i dalej kroczył przed siebie aktywnym kłusem, aż na hali pojawiła się nowa osoba. Od razu skierował na Dylana jedno ucho, krótko omiótł go wzrokiem dopóki miał go w zasięgu. Jego obecność nie miała większego wpływu na pracę wałacha. Nie stresował się ani nie dekoncentrował się jego osobą, po prostu go zignorował, będąc przyzwyczajonym do publiki. Zainteresował się Dylanem dopiero, gdy Mia poświęciła mu więcej uwagi i zaczęła się denerwować. Chcąc nie chcąc wyczuwał takie niuanse w zachowaniu, ale póki co jedynie wzmógł swoją czujność. Wchodząc na woltę, miał podzielną uwagę pomiędzy Mią i Dylanem; mimo to wpisał się w łuk, kreśląc całkiem przyjemny rysunek. Po chwili stracił zainteresowanie mężczyzną i w momencie powrotu na ścianę był już całkowicie oddany Mii. Do galopu przeszedł płynnie, od razu wbijając się w równe tempo, nie wypadając z rytmu ani ustawienia.

Dylan - 2015-09-01, 19:59

Brał pod uwagę, że Mia mogła byc niezadowolona z tego jego nagłego wyjścia, a także z tego, że nigdzie w domu nie schował żadnego orginalnego i nietuzinkowego prezentu. Sorry, bro :lol2: Pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego, jak trudno było mu udawac, że o niczym nie pamięta i że tak istotna data mu umknęła. Na całe szczęście powoli zbliżał się do tego momentu, gdzie już nie musiał niczego kryc. Powoli, ale zawsze coś.
- Tak sobie siedzę. - odparł spokojnie, mając też na uwadze wierzchowca, którego za żadne skarby nie chciał spłoszyc. Może i nie wiedział zbyt wiele, ale wystarczyło kilka opowieści Mii o przestraszonych koniach, żeby utwierdzic go w przekonaniu, że powinien zachowywac się w miarę normalnie w obecności tych zwierząt.
W planach miał siedziec tu i patrzec na trening ciemnowłosej do czasu, aż skończy, a potem... no, się zobaczy. Ale niezależnie od tego, jak bardzo miała go dosyc, póki co nie zamierzał stąd wychodzic :lol:

Popiszcie sobie trochę beze mnie, bo ja i tak nic nie wnoszę, będę się odzywac we właściwych momentach, o.

Mia - 2015-09-05, 15:57

....Zmarszczyła brwi, bo Dylan był ostatnią osobą, której spodziewałaby się na terenie Orchardu. Zawsze mówił, że od koni trzyma się z daleka, więc co teraz on tutaj robił oprócz siedzenia? Dziewczyna zaczęła mieć podejrzenia, które na chwilę zajęły jej myśli. Na szczęście póki co prowadziła Winda tylko pod ścianą, więc nie groziło jej nic oprócz jakichś wymysłów podopiecznego. Niemniej ufała mu na tyle, że mogła na coś takiego sobie pozwolić.
....Szybko wróciła na ziemię, a raczej do siwka. Miała już chęć skakać, ale pierw jeszcze odpowiednio rozgrzała konia, podobnie jak poprzednio - żucie z ręki, kilka figur ujeżdżeniowych. O ironio, gdy tutaj przyjeżdżała nawet nie tykała się sprzętu skokowego, a tu już ją ciągnęło to fruwania ze swoim miszczem! Tym bardziej, że jej miszcz zaczął zdobywać dobre osiągnięcia, za co była bardzo dumna, nawet jeśli niekoniecznie był wtedy pod panną Alight. Przeprowadzając się oczywiście była świadoma o tutejszej stajni, ale nie marzyła o tym, żeby startować w jakichkolwiek zawodach, a tu proszę, taka niespodzianka! :hahaha:
....Wracając, po ostatniej wolcie zjechała na przekątną oraz zmianę kierunku, na środku jeszcze sygnalizując lotną, ale na kontrgalopy jeszcze przyjdzie pora! Będąc ponownie na pierwszym śladzie poprosiła grzecznie stajennego o ułożenie przeszkód, chociaż miała dużą chęć zmusić do tego Dylana, ale on zapewne nie poradziłby sobie z takim wyzwaniem :lol: Na razie pojawiły się tylko drągi, do których Mia zwolniła siwego do kłusa. Wiedziała, że jej misiek poradzi sobie z wyzwaniem stawionym przed nim, ale za pierwszym razem odległości były wystarczająco duże, aby swobodnie przeszedł przez nie. Dopiero przy trzeciej próbie poprosiła o lekkie przesunięcie do siebie drągów leżących na ziemi, przez co bardziej skupiła się na tym, aby pomóc wałachowi. Podpowiadała mu łydką, kiedy powinien podnieść nogę, bo panna troskliwa znowu obawiała się o jego kończynę.
....Jeśli wszystko szło po jej myśli wróciła w galop, przy okazji starając się o płynne przejście. Utrzymując stałe, aktywne tempo chodu znowu wróciła na drągi, które już były ustawione odpowiednio do chodu. Powtórzyła to jakieś 3-4 razy, po czym poprosiła o ułożenie cavaetti, które przejechała tradycyjnie w kłusie. Wykazała się dużą cierpliwością, ale w końcu przyszła pora na upragnione przeszkody! Podczas gdy stajenny rozkładał przeszkoda ona wróciła do kilku wolt i półwolt.


Z góry przepraszam za bzdury, ale mam takie bezwenie, że nie wiem co piszę

Windsor - 2015-09-05, 21:07

Galop siwka był stosunkowo dobry, chociaż można było w nim zmienić jeszcze kilka rzeczy. Z pewnością przydałaby mu się praca na drągach, szczególnie po minionej przerwie - jego mięśnie lekko oklapły, poza tym... rozleniwił się. Mimo to wrodzona uprzejmość nie pozwalała mu się obijać.
Podczas żucia z ręki nurkował nosem do dołu na tyle, na ile pozwalały mu mięśnie grzbietu. Nie tracił przy tym równowagi, dzięki czemu pozostawał lekki przodem, co jednak kosztowało go sporo wysiłku. Dlatego też chętnie wracał do poprzedniego ustawienia, z pozostałymi ćwiczeniami nie mając problemów.
Kończąc ostatnią woltę, wszedł na przekątną, w której połowie wykonał elegancką, 'gładką' lotną zmianę nogi. Po chwili galopu po ścianie przeszedł do kłusa, bardziej energicznego aniżeli przed zagalopowaniem; ot, najzwyczajniej w świecie "rozbujał" się tymi galopami, teraz mając więcej ochoty na pracę.
Jeżeli chodzi o drągi to podszedł do nich dość lekceważąco, za pierwszym razem nawet puknął jednego z nich, nie przesuwając jednak. Nie tracił energii - po prostu nie chciało mu się podnosić nóg, gdy drągi leżały płasko na ziemi. Niemniej jeśli został choć raz upomniany mocniejszą łydką, kolejnym razem był odrobinę bardziej zaangażowany, bez problemu mieszcząc się w wyznaczonych odległościach. Nawet po zmniejszeniu ich sobie poradził, chociaż wymagało to od niego ciut więcej uwagi.
Dalej przeszedł do galopu, na drągach zachowując się zdecydowanie lepiej właśnie w tym chodzie. Przede wszystkim zwracał na nie uwagę - nawet ciągnął łeb do dołu w trakcie ich pokonywania, wyraźnie zaokrąglając foule galopu w trakcie pokonywania drągów.
Następnie powrócił do kłusa aby zmierzyć się z ustawionymi cavaletti. Te wymusiły na nim znaczne zaangażowanie, wszakże nie chciał się potknąć; równym, dynamicznym, a mimo wszystko rozważnym krokiem ruszył na drągi, od początku wysoko unosząc nogi. Jednocześnie wyciągnął daleko szyję oraz opuścił ją, w ten sposób chwytając równowagę i prowokując grzbiet do uniesienia się i lepszej pracy.
Później pozostał w kłusie, od czasu do czasu wchodząc na woltę czy półwoltę.

Mia - 2015-09-06, 18:53

....Jej uwadze nie umknęło bagatelizowanie drągów przez belgijczyka, przez co przy następnym dała trochę więcej łydki, aby przekazac mu, że wymaga od niej bezbłędnego przejazdu. Oczywiście rozumiała, że nie zawsze musi mu się udać, ale tym razem wyczuła jego olewające podejście do sprawy. Nie zabrakło również pochwał za każde dobrze wykonane ćwiczenie, coby Windsor miał pewność, że zrobił je dobrze.
....Ale przejdźmy do sedna. Już po chwili na środku hali pojawiło się kilka smukłych, chociaż niskich przeszkód. Nie one miało być tymi całymi konkretami, a rozgrzewką przed nimi, ale w każdym razie coś, żeby w końcu móc poskakać :lol: Kiedy stajenny odsunął się już na bok, sygnalizując, że wszystko jest gotowe, Mia na narożniku przeszła ponownie w galop, kierując się na środek pierwszej koperty, aż za niskiej biorąc pod uwagę klasę wałacha, ale też przerwę od treningów. Miała niecałe pół metra, więc dla nich to było tyle co nic, ale i tak dwudziestolatka nie lekceważyła tego i ładnie poprosiła o skok w odpowiednim miejscu. Przeszła w półsiad, nadgarstki przesuwając w stronę grzywy, a lądując obciążyła mocniej prawe strzemiono, żeby najechać prosto na stacjonatę tej samej wysokości. Wszystko wyglądało tak samo, kobieta odliczyła do trzech przygotowując się do skoku, po czym posłała kolejną łydkę i już podniosła cztery litery, chociaż wysokość przeszkody raczej nie wymagała takich wysiłków. Po kilkunastu metrach w linii prostej skróciła prawą wodzę, przecinając poprzednią linię. Tym razem czekał szereg z dwóch członów na dwie foulee. Utrzymując siwka w równym tempie najechała na pierwszą stacjonatę, o 15 centymetrów wyższą od poprzedniej. Odliczając 3 kroki w galopie kolejny raz po wybiciu Windsora pochyliła się nad nim, oddając wodzę. Zbliżając się do ziemi wysunęła nogi, amortyzując swoje lądowanie, aby nie klapnąć na biedny grzbiet piętnastolatka. Następnie czekało nic innego jak tradycyjny okser o wysokości podobnej do poprzednika. Tutaj już Alight mogła spotkać się z większym trudem, co nie skłoniło jej do poddania się. Z równą zawziętością pokonała przeszkodę, a bez względu czy jej podopieczny strącił drąg czy nie poklepała go po szyi, jednocześnie wracając na ślad i blokując miednicę do kłusa.
....Teraz trudności mogły się pojawić, gdy dziewczyna poprosiła o ułożenie szeregu gimnastycznego. Zdążyła już całkowicie zapomnieć o Dylanie, więc podczas gdy stajenny męczył się z odmierzaniem odległości między przeszkodami, ona wróciła całym swoim skupieniem do Windsora.

Windsor - 2015-09-06, 20:56

Ponownie przeszedł do galopu, od razu zmierzając w stronę pierwszej z przeszkód. Takie wysokości były dla wałacha błahostką i chociaż w galopie nie zakładał nóg za uszy (jak niektóre sportowe konie) to bez większego problemu był w stanie dosłownie... przegalopować nad tą przeszkodą. Co prawda musiał się do tego odpowiednio przygotować; na chwilę przed odbiciem mocniej wszedł zadem pod kłodę, by kolejny "skok" galopu wykonać już nad przeszkodą. Nie ukrywajmy, że nie postarał się pokonując tę przeszkodę - ledwo podciągnął nogi do góry, lecz mimo wszystko pokonał stacjonatę na czysto. Taka wysokość po prostu nie była dla niego dostatecznym wyzwaniem. Wylądował na prawej nodze i skierował się w stronę następnej przeszkody, którą pokonał bardzo podobnie - wkładając w to minimum wysiłku.
Dalej pogalopował na wprost, po jakimś czasie skręcając w prawo na szereg złożony z dwóch przeszkód. Tym razem przeszkody były nieco wyższe, co odrobinę zmobilizowało wałacha do pracy i wzmogło jego zaangażowanie. Stawiając uszy do pionu, z daleka przyjrzał się pierwszej przeszkodzie. Równym galopem najechał na wprost stacjonaty i we wskazanym miejscu odbił się, tym razem wyraźniej podciągając przody i wyciągając szyję. Zachęcony widokiem następującej po stacjonacie przeszkody, w dwóch obszernych foule dopadł oksera i nie czekając na sygnał Mii (tudzież radząc sobie nawet bez niego), odbił się i pokonał przeszkodę z niewielkim zapasem, będąc dalekim od choćby muśnięcia drągów. Skok nad okserem był zdecydowanie dalszy i bardziej płaski, zakończony dalekim lądowaniem. Poklepany po szyi automatycznie parsknął i pociągnął łeb do dołu, po paru krokach galopu przechodząc do kłusa w oczekiwaniu na kolejne zadania. Kłusując we wskazanym przez Mię kierunku pozostawał energiczny i skupiony, nieustannie bawił się wędzidłem i od czasu do czasu strzygł uszami, kontrolując sytuację panującą na hali. Jego oddech był przyspieszony, ale wciąż równy.

Mia - 2015-09-06, 21:30

....Zjechała na jeszcze jedną woltę, tym razem wyraźnie ciaśniejszą od poprzednich, bo Mia zauważyła, że Windsor zaczyna nudzić się tymi łatwiejszymi. Tak więc uważnie pilnując, żeby ładnie owinął się wokół jej wewnętrznej łydki, regulowała wodzą średnicę figury. Od razu po wolcie zjechała na ustawiony już szereg składający się z członów średnio niskiej wysokości ( klik ). Były ustawione na tyle daleko, żeby dziewczyna mogła swobodnie wyprostować ich dwojga. Wykonała to tak dokładnie jak tylko mogła, bo prawdę mówiąc było to chyba jej pierwszy szereg gimnastyczny, więc chciała, żeby wyszedł jak najlepiej. Poza tym przypomniała sobie o widowni, co naturalnie zwiększyło to odczucie.
....W każdym razie dojeżdżając do trzech drągów z doświadczenia sprzed kilku minut dała trochę mocniejsze łydki, skoro jej misiek się rozleniwił. Przy kopercie nie wymagała żadnych metrowych skoków, a jedynie tego, żeby do siwej główki nie przyszła myśl wyłamania. Naturalnie zareagowała jak przy każdym innym skoku, ale bardziej skupiając się przy kolejnej przeszkodzie. Na jej czole pojawiła się kropla potu, gdy sprawnie przechodziła w półsiad i podążała za ruchem konia. Nie było to łatwe zadanie, pewnie z boku nie wyglądało też zbyt profesjonalnie, ale znając życie i Windsora jakoś to przeboleli. Bez względu czy było jakieś strącenie czy też nie dziewiętnastolatka nagrodziła siwego, a zamiast tradycyjnie wrócić na ścianę i czekać na zmianę toru, najechała ponownie na ten sam od tej samej strony, mając w zamiarze ćwiczyć to tak długo aż wyjdzie im to idealnie. Ewentualnie oboje padną, co też było prawdopodobne :lol:


Ktoś mi ukradł wenę, trzeba listy gończe wywiesić :c A może widziałaś gdzieś ją?

Windsor - 2015-09-08, 17:44

/404 not found :lol: .

Poruszając się po wolcie, wypuścił nieco łeb do dołu, pozostawiając go jednak w pożądanym przez Mię ustawieniu. Nieustannie mogła obserwować jego oko po wewnętrznej stronie, co świadczyło o idealnie zachowanym kącie, pod którym miał wygiętą szyję.
Wychodząc z wolty, uniósł łeb nieznacznie ku górze, aby móc przyjrzeć się przeszkodom, w których stronę zmierzali energicznym kłusem. W odpowiedzi na łydkę, którą dostał przed drągami, automatycznie zaczął wyżej i z większym zaangażowaniem podnosić nogi. Tuż po nich swobodnie odbił się przed kopertą, którą podobnie jak wcześniejsze kilka przeszkód, pokonał z minimalnym nakładem sił. W tym momencie miało to jednak swoje plusy - Mii zdecydowanie będzie prościej wysiedzieć takie niskie "podskoki" niż gdyby miała się zmierzyć ze skokami w wykonaniu konia, który lubił skakać z zapasem. Nie wysadzał jej z siodła - wręcz przeciwnie, umożliwił swobodne przechodzenie w półsiad i spokojne powroty w siodło.
Mimo wszystko zachował odpowiednią dynamikę oraz energię, do czego prowokowały go następujące po sobie przeszkody. Pokonywał je z lekkością, nie widząc żadnych trudności w ćwiczeniu na skok-wyskok, nawet gdy były to cztery przeszkody pod rząd, a czwarta wymagała nieco większego zaangażowania. Był idealnym koniem do tego typu ćwiczeń; można było pokonać na nim szereg z rzuconymi wodzami i zamkniętymi oczami, a wałach i tak pokonałby go bez zastanowienia.
Miał też cierpliwość do poprawek - bo o ile on raczej nie miał zbyt dużego pola manewru jeżeli chodzi o popełnianie błędów, to Mia mogła się bawić w szlifowanie swojej postawy. Pewnych błędów zapewne nie zdoła wyłapać, ale mogła chociażby powtarzać szereg do czasu, aż poczuje się w stu procentach pewnie podczas wykonywania tego ćwiczenia.
Po szeregu zawrócił, w połowie nawrotu zapewne przechodząc do kłusa, w którym ponownie wszedł w szereg. Tym razem nieco bardziej energicznie i chętnie niż za pierwszym razem, ale wciąż równo (co było najważniejsze - wszakże była to podstawa do zachowania równowagi Mii).

Mia - 2015-09-08, 18:21

....To może by tak kiedyś porwać jakiegoś trenera na trening, żeby oboje mogli być jeszcze lepsi? :lol: Podszkoliliby się trochę, więc może jednak kiedyś coś? Nigdy nie zaszkodzi, a może pomóc. Dwudziestolatce już drugi raz w ciągu tego dnia przeszło to przez myśl, szkoda tylko, że nie kojarzyła chyba żadnej takiej osoby ze stajni. W każdym razie zauważyła, że Windsor świetnie się odnalazł w tejże sytuacji, lecz w tym momencie ona była "tą do tyłu", bo skakała zdecydowanie krócej od niego. Pewnie dlatego też pomimo jego starań czasami nie nadążała z przechodzeniem w półsiad, ale przy drugiej próbie wyszło jej to widocznie lepiej. Przede wszystkim nie chciała ciągnąć podopiecznego niepotrzebnie za pysk i obciążać jego grzbiet, co było skuteczną motywacją do poprawienia się.
....Po może trzech przejazdach jednego toru (w sumie) wróciła na ścianę i zwolniła ponownie do stępa i oddała miśkowi prawie całkiem luźną wodzę. Wiedziała, że mógł być już trochę zmęczony, ale póki sam się nie zatrzymywał ani nie zwalniał nie chciała jeszcze kończyć. W zależności od jego wykończenia albo poprosiła o usunięciu kilku przeszkód albo o złożenie całego toru. Jeżeli jego siły umożliwiło jej to, na hali została druga i trzecia przeszkoda, natomiast drągi, koperta oraz stacjonata zostały sprzątnięte, natomiast pozostałe dwie podwyższono do 100 i 120 cm. Kiedy wszystko było gotowe wypchnęła Windsora w kłus, a potem galop, uznawszy, że zdążył już trochę odetchnąć. Naprostowała ich na środek stworzonego szeregu, tym razem czując się zdecydowanie pewniej. Mocną łydką poprosiła o odbicie, przechodząc w głęboki półsiad i przesuwając nadgarstki z wodzą na kontakcie. Przechodząc do lądowania zamortyzowała się na własnych nogach, już, już gotując się do oksera znacznie wyższego od poprzedniej stacjonaty. Dziewczyna była gotowa na zrzutkę, która choć niepożądana naturalnie mogła się zdarzyć. Wszystko wyglądało tak jak poprzednio, czego już mi się nie chce opisywać. Userka od Dylana i tak wróci dopiero w piątek wieczorem, więc już się spieszyć nie musisz :lol2:

Julia - 2015-09-09, 19:34

Julia wprowadziła Imagine na dużą halę, aby dla odmiany poćwiczyć na obiekcie nieco większym niż poprzednio. Objęła wzorkiem pomieszczenie i przyjrzała się już pracującym parom... Nikogo nie kojarzyła, a jeśli już, to tylko z widzenia w stajni. Poklepała ogiera po szyi i skierowała go pod ścianę, żeby w spokoju wykonać z nim dwa okrążenia dookoła hali, aby mógł w spokoju zapoznać się z każdym jej elementem i później w pełni skupić się na treningu. Pilnowała, aby nie przeszkadzali innym akurat ćwiczącym osobom i koniom oraz aby Imagine nie rozpraszał się.
Zatrzymała konia przy schodkach, gdzie podciagnęła popręg, założyła toczek i wsiadła na grzbiet fryzyjczyka, korzystając oczywiście ze stopni. Usadowiła się wygodnie w siodle i przyjąwszy właściwą postawę, posłała Diablo sygnał do stępa, posyłając go na ścianę.

Imagine - 2015-09-09, 19:41

Wszedł na halę wraz z Julią i zlustrował pomieszczenie wzrokiem. Zadarł łeb wysoko, oglądając obiekt z góry i wciągnął sporą dawkę powietrza przez nozdrza, analizując skład chemiczny zapachu, jaki się unosił w powietrzu. Tupnął nogą, machnął łbem, ażeby w końcu strzelić jeszcze z ogona i ruszyć za amazonką wzdłuż ściany, na wstępne rozeznanie terenu.
Po drodze nie zauważył wiele zbyt ciekawych rzeczy, ale podążał spojrzeniem za końmi za każdym razem, gdy inna para ich mijała. Jedyne co zainteresowało Imagine bardziej niż zazwyczaj, była jedna z desek w ścianie, choć w rzeczywistości nie wyróżniała się ona niczym szczególnym. Po prostu z niewyjaśnionych powodów zainteresowała ogiera.
Po dwóch okrążeniach zatrzymał się w wyznaczonym miejscu i poczekał, aż Julia usadowi się na jego grzbiecie, po czym, po otrzymaniu stosownego sygnału, ruszył stępem pod ścianą.

Julia - 2015-09-09, 19:47

Pokierowała Imgaine po okręgu dookoła hali, pozostawiając mu stosunkowo luźną wodzę. Pilnowała jedynie, aby szedł energicznie, ale nie za szybko, oraz aby nie skręcał nadmiernie na boki. Dopiero po kilku minutach stępa zaczęła powoli skracać wodzę, stopniowo prosząc fryzyjczyka o kontakt. Dbała, aby był on miękki, bez szarpania ogiera za pysk. Robiła to stopniowo i powoli, dążąc do tego, ażeby ogier rozluźnił grzbiet i ładnie zaokrąglił szyję. Dopiero po uzyskaniu zadowalającego efektu, zaczęła powoli wykręcać z koniem różnego rodzaju figury, poczynając najpierw od ukosów, przez wężyki i serpentyny, na kołach o dużym promieniu kończąc. Starała się uzyskać stosunkowo ładne wygięcie, ale z racji tego, że był to dopiero początek rozgrzewki, nie oczekiwała od ogiera zbyt wiele.
Imagine - 2015-09-09, 19:52

Ogier sam z siebie poruszał się chodem dość ładnym, pełnym gracji, niewymuszonym. Nie szedł zbyt szybko, ale i nie obijał się. Kiedy wodza powoli zaczęła się skracać, stopniowo zaczął zaokrąglać szyję i schodzić na kontakt. Stopniowo rozluźnił również grzbiet, a idąc, delikatnie machał ogonem na boki. Oddychał spokojnie, miarowo, skupiając się tylko i wyłącznie na Julii i jej poleceniach. Cały świat dookoła dlań zniknął.
Kiedy dziewczyna poprosiła go o zakręty, zareagował praktycznie od razu, ale nie gwałtownie. Zakręcił w odpowiedni sposób, wjeżdżając prosto na przekątne, a dalej na wężyki. Już na samym początku rozgrzewki wygięcie wychodziło nawet zadowalająco, ponieważ koń był w dobrej formie.

Julia - 2015-09-09, 19:55

Stopniowo idealizując wygięcie na coraz mniejszych łukach, Julia zauważała, że koń wyraźnie ma talent ujeżdżeniowy... No cóż, pomijając, że to naturalne, genetyczne predyspozycje, Imagine miał w sobie właśnie to coś, tę lekkość i grację w ruchu, pomimo wagi zdawało się, że nie stąpa po ziemi, tylko szybuje kilka centymetrów powyżej poziomu piasku. Dziewczyna poklepała konia po szyi i poprosiła o wyższy chód.
W kłusie, podobnie jak dnia poprzedniego, wykonali wpierw dwa okrążenia dookoła hali. Julia starała się wyjechać narożniki dokładnie tak, jak gdyby byli na konkursie. Pierwsze z okrążeń wysiedziała, drugie natomiast przeminęło w rytmicznym anglezowaniu zgodnie z krokami wierzchowca. I w tym chodzie dziewczyna pilnowała właściwego tempa.

Imagine - 2015-09-09, 20:00

A tak, nie sposób zaprzeczyć, że Diablo był wyjątkowy i - nawet jak na konia rasy fryzyjskiej - poruszał się z wyjątkową gracją i płynnością w ruchu, było widać, że był to koń, który po prostu lubił ładnie wyglądać, lubił się pokazać i lubił oczarowywać samym sobą wszystkich dookoła - to wszystko było prawdą. Prawdą było też, że potrafił we właściwy sposób wykorzystać swój dar wrodzonego piękna, niejednokrotnie owijając sobie ludzi wokół palca i zapewniając tym samym stały dostęp do przysmaków. Nie bez powodu nazwano go przecież Przebiegłym Diabłem.
Wraz ze zmniejszajacymi się średnicami łuków, wygięcie stawało się wyraźniejsze, a zatem i trudniejsze do uzyskania, ale z właściwą pomocą dziewczyny, para dała radę uzyskać ładne rezultaty. Narożniki były wyjeżdżane właściwie, bez ścinania zakrętów.
Po otrzymaniu sygnału do kłusa, Imagine przeszedł do wyższego chodu, w którym od razu wykonali dwa okrążenia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group