Otello - 2018-12-10, 21:15 Budowa Otella sprzyjała ujeżdżeniowemu treningowi. Był długi (choć nieprzesadnie) co sprawiało, że miał swego rodzaju łatwość w wykonywaniu chodów bocznych. Na pewno większą niż konie, na których grzbiecie ciężko było nawet wygospodarować miejsce na siodło. Z natury miał też sporą swobodę i mobilność łopatek, widoczne już podczas nauki ustępowań i zwiększające się wraz z rozwojem i postępami w treningu.
Stąd też zaproponowane przez Sugarmana ćwiczenia "na rozgrzewkę" nie sprawiły ogierowi najmniejszego kłopotu i pozwoliły mu przejść do kolejnego ćwiczenia, już w kłusie. Energicznie, ale bez nerwów przeszedł do wyższego chodu, znowu przez chwilę "grając" brzuchem w charakterystyczny sposób. Wyraźnie nie brakowało mu dzisiaj energii, co dobrze wróżyło, bo dawało szansę na to, że uda się ją przerobić w coś korzystnego i efektywnego. Zaproponowane przez Luczka ćwiczenie zupełnie nie zdziwiło gniadego - zachowując spokojną głowę, szedł tak, jak prowadził go jeździec, nie zastanawiając się nad słusznością i celem tego zadania. Takiego rodzaju ustępowanie od łydki, w którym zad zdecydowanie wyprzedzała łopatka - czyli zupełnie nie tak, jak było to mile widziane na czworoboku - pozwoliło Otellowi na jeszcze głębsze rozluźnienie pleców, które z kolei sprawiło, że zyskał możliwość "machnięcia" ciałem i faktycznego poszerzenia kroku, zamiast przyspieszenia go. Właściwie wychodziło to samo z siebie, choć niewykluczone, że Otello musiał jeszcze w pełni zrozumieć ten mechanizm, by później móc wykorzystywać nową umiejętność w ich zwykłej pracy.
Praca w wysokim ustawieniu nie była mu obca. Na samym początku, gdy dopiero stawiał pierwsze kroki pod siodłem, sam oferował jeźdźcowi takie ustawienie i wiele wody upłynęło w rzece zanim nauczył się obniżać i wyciągać szyję. Teraz, niejako wracając do korzeni, miał swego rodzaju łatwość niesienia szyi wysoko, z zaokrągloną, rozluźnioną potylicą w jej najwyższym punkcie. Pozostając przyjemnie lekkim i miękkim w pysku, chętnie pracował z Sugarmanem nad rozwijaniem kadencji, do czego właśnie prowadziło owo ćwiczenie. Starał się nie zmieniać tempa, czasem tylko, gdy się gubił, przyspieszał zamiast poszerzyć wykrok, ale ta pewność miała mu przyjść z czasem, w miarę powtórzeń.
Generalnie szło mu dobrze - miał dobrą bazę, a także był całkiem jezdny, nie licząc tych krótkich momentów, kiedy to... No właśnie.
Niby był skupiony na pracy, ale gdy kątem oka dostrzegł w oddali pędzącego galopem konia, jego koncentracja prysła jak bańka mydlana. Momentalnie zadarł łeb do góry, spiął się i błysnął nerwowo białkiem oka, wyraźnie denerwując się z powodu biegającego luzem konia, który ewidentnie zmierzał w ich kierunku. Gdy zyskał pewność, że klacz idzie prosto na nich, nie wytrzymał już tej presji i spłoszył się, uskakując w bok. Zaraz potem spróbował się zabrać galopem, ale Luke z całą pewnością nie pozwolił mu się wywieźć, więc tylko przysiadał co chwilę na zadzie, nie ustając w próbach ucieczki z tego miejsca. Dopiero gdy klacz się zatrzymała, pozwolił zapanować nad sobą, choć w dalszym ciągu był wyraźnie zestresowany - nie mógł ustać w miejscu, zlał się potem i wyżywał się na wędzidle, zwyczajnie nie radząc sobie z emocjami. A to, że sprawczyni zamieszania była grzejącą się klaczą... Naprawdę nie miało dla Otella najmniejszego znaczenia. Nie był kryjącym ogierem, więc dopóki nie podchodziła mu pod nos, miał to gdzieś. Bardziej przeszkadzało mu to, że kręciła się tu bez kontroli i zapewne ludzie próbujący ją złapać, robili równie dużo zamieszania, a to było już dla niego nadmiernie stresujące.Luke - 2018-12-15, 20:07 dzięki MG <3
Odnotował sobie w główce, że to ćwiczenie przynosi jednak lepsze efekty niż jego poprzednie pół-przejścia, bo zwyczajnie nie stresuje tak konia czymś, czego nie rozumie. Możliwe, że tamta droga dojścia do celu po prostu nie była pisana Otellowi, choć kto wie, czy ten tutaj sposób wplątywany regularnie w treningi pomoże w osiągnięciu sukcesu w dziedzinie rozwoju kadencji.
Pomiędzy którymś już wykonanym krótkim dodaniem takim "z machnięciem przodami" a następnym planowanym przez chwilę zastanawiał się, czym będzie chciał zająć gniadosza jako następnym aż tu... No właśnie.
W takich momentach pierwszą rzeczą, jaką musiał zrobić każdy jeździec, było zatrzymanie własnego konia. Spóźnił się jednak z reakcją i nie zdążył go zamknąć w pomocach skoro tylko ten zadarł łeb by z przerażeniem zmierzyć galopującego konia a to spóźnienie kosztowało go gwałtowny uskok ogiera do boku, który nieźle nim gibnął. Na całe szczęście wcześniej pracował z nim już w kłusie ćwiczebnym, więc był po prostu głęboko osadzony w siodle i mimowolnie z gniadoszem zabrał go jego własny ciężar ulokowany w siedzisku. Trzeba jednak przyznać, że nie było to żadne slow motion więc trochę go też odgięło do tyłu i w tym momencie z całym tułowiem cofnęły się również dłonie, co w efekcie w nieprzyjemny sposób powstrzymało Rohana przed puszczeniem się w galopie. Luke szybko wrócił do pionu i starał się doprowadzić do zatrzymania ogiera, niestety jego próby kończyły się fiaskiem bo zafiksowany Otello najwyraźniej ani myślał znieruchomieć, tylko zaczął pod nim tańcować i przysiadać na zadzie nieważne co. Dopiero zatrzymanie się sprawcy całego zdarzenia pozwoliło na moment zatrzymać ogiera i w tym momencie brunet w okamgnieniu wypuścił z nóg strzemiona by jednym sprawnym ruchem zeskoczyć na ziemię. Wodze zdjął mu z szyi by móc je złapać w dwóch miejscach i najpierw zrobił z gniadym jedną mini rundkę niemalże wokół własnej osi, jak trzeba, to może ze dwie-trzy rundki, a przez cały ten czas przemawiał do niego spokojnie, tak, by jego głos miał szansę zadziałać nań kojąco. Za chwilę jednak trzeba było się zbliżyć do czatującej pod czworobokiem klaczy - był to dla niego nieznajomy koń, wobec czego nie wiedział też, jakiej jest płci i nie zważał na to, bo póki ludzie jej szukający byli jeszcze w oddali, należało spróbować ją złapać i przytrzymać - by nie narobiła więcej szkód. Wyglądał i brzmiał pewno jak głupek, kiedy cały czas "prowadził dialog" z Otellem i powoli, pomalutku, kroczek po kroczku zbliżał się z nim w stronę ogrodzenia, po drodze przekładając wodze tylko do jednej ręki a drugą ostrożnie wyciągając przed siebie, tak, by ewentualnie złapać klacz, kiedy zbliżyłby się już do niej wystarczająco. Oczywiście mimo wszystko w pierwszej kolejności patrzył na "swojego" konia i gdyby przyszło mu wybierać, to wolałby się jednak wycofać z aktualnego zamiaru niż razem z nim coraz bardziej zdenerwowanym zbliżać się do klaczy. Jeśli zaszła taka potrzeba po prostu zatrzymał się z ogierem w bezpiecznej odległości i znów skupił się na uspakajaniu go, mając jednocześnie oko na klacz. Tak czy siak, zakładamy, że już niebawem nadciągnęły osoby odpowiedzialne za pojawienie się tu konia bez jeźdźca i prędzej czy później udało im się złapać zgubę, jeśli oczywiście dla Luke'a nie było to możliwe ze względu na Otella.
Kiedy zostali w końcu sami, brunet dopiero poczuł, jak bardzo spięła go cała ta sytuacja - musiał wziąć naprawdę głęboki oddech i skupić się na rozluźnieniu, zanim jakoś doszedł do siebie. No i z nim też sprawa była prosta, nie to co z gniadoszem. Nadal musiał do niego mówić i skoro tylko kobyła została pochwycona, zaczął z nim najpierw iść w ręku wzdłuż czworoboku, chcąc dać mu kilka rund bez jeźdźca na ochłonięcie. Jasne, gdyby coś podobnego zdarzyło im się na zawodach, pewnie nie miałby możliwości, by dać im obu ten komfort uspokojenia się tylko trzeba by było dalej się rozgrzewać i walczyć ze spięciami po prostu próbami skupienia na pracy. Jeżeli było to możliwe, to teraz przystanął z ogierem by zarzucić mu na grzbiet i zad derkę, którą przyniósł ze sobą na po treningu - nie chciał, żeby mu się teraz nie jego dziecko przeziębiło.Otello - 2018-12-15, 21:58 Zaskoczyła go ewakuacja Luke'a z siodła. Był przyzwyczajony raczej do tego, że nawet w kryzysowych sytuacjach Aaren zostawała na jego grzbiecie, więc teraz poczuł się odrobinę nieswojo. Ani lepiej, ani gorzej. Prowadzony przez Luke'a po ciasnym kółku zupełnie ignorował jego głos, cały czas szedł szybkim, spiętym krokiem, stawiając małe kroczki i łypiąc okiem na klacz kręcącą się przy ogrodzeniu. Pomysł podejścia do niej zupełnie mu się nie spodobał. Zachowywał się trochę tak, jakby miał do czynienia nie z drugim koniem, ale ze smokiem albo ufo. Gdy tylko zrozumiał, że idą w jej stronę, gwałtownie wyhamował, jakby wrósł w ziemię i zadarł łeb, po sekundzie próbując wrzucić wsteczny. Nie zamierzał podejść do płotu i wszelkie próby mające na celu nakłonienie go do tego, spełzły na niczym, bo prędzej był skłonny wspiąć się lub spłoszyć, jeśli Luke dalej by na niego naciskał. Ostatecznie złapaniem konia musiał zająć się tym kto inny, bo Otello był tym wydarzeniem tak głęboko wstrząśnięty, że nawet do niego nie dotarło, że ma w zasadzie pod nosem grzejącą się klacz. Może to i lepiej...
Gdy w końcu zostali sami, Otello odrobinę spuścił z tonu, ale dalej był wyraźnie nieswój, zaniepokojony i rozbity. Ciężko mu było zapanować nad emocjami, zwłaszcza po takim emocjonującym zdarzeniu, podczas którego nerwy dosięgły także Sugarmana. Czuł jego spięcie, na szczęście nie tak mocno, jak czułby je pod siodłem, ale to wcale nie pomogło mu w jakiś znaczący sposób. Podczas stępa wokół czworoboku niby szedł spokojnie, ale w momencie, w którym Luke postanowił mu zarzucić derkę na zad, Otello znowu uroił sobie coś w głowie i ni stąd, ni zowąd, przestraszył się derki i uciekł w popłochu zadem, uciekając od Luczka i maksymalnie naprężając wodze, za które był trzymany. Chcąc nie chcąc pewnie dostał wędzidłem po zębach, co wywołało kolejny atak mini-paniki, ale raczej wewnętrzny. Akurat teraz potrzebował chyba tego, by ktoś nim potrząsnął, a nie głaskał po główce, bo się zafiksował i nie mógł z tego wyjść. Wielce prawdopodobne, że był teraz w takim stanie, że nawet nie ustałby podczas ewentualnego wsiadania i próbowałby uciekać, odsuwając się w panice niewiadomego pochodzenia. Być może właśnie z tego powodu Aaren nigdy nie zsiadała. Bo potem ciężko wsiąść. Luke - 2018-12-15, 22:48 On do wielu rzeczy miał cierpliwość, ale miarka się przebrała, kiedy zaczął uciekać przed derką. Wtedy nie dość, że dostał po zębach sam przez siebie, to zirytowany brunet na moment poluźnił powstały nacisk by samemu także lekko ale jednoznacznie "szarpnąć" za wodze. No dobra, szarpnąć to takie mocne słowo, nie zrobił tego, by zadzwonić wędzidłem o zęby Otella, tylko żeby go upomnieć.
- Nie przesadzaj już. - W jego głosie na próżno teraz było szukać pobłażliwości, bo nie podobało mu się już takie urojenie sobie strachu względem czegoś, co przecież bardzo dobrze znał. Luczek też człowiek i i tak należał do naprawdę wyrozumiałych jeźdźców, ale czasami po prostu nie mógł dłużej usprawiedliwiać konia i to był właśnie taki moment. Musiał dopiąć swego i derkę takim czy innym sposobem i tak mu zarzucił, bo tak się spocił, że teraz stępując chwilę dłużej powinien zwyczajnie powinien ją mieć na sobie. Niemniej Sugarman nie planował teraz też przez pół godziny z nim spacerować w ręku i po rundzie czy maksymalnie dwóch podjął próbę ponownego znalezienia się na grzbiecie. Cóż, zsiadł bo w pierwszym odruchu chciał złapać konia, który komuś uciekł i nie wiadomo było, jak dalej się zachowa. W tamtym momencie nie myślał o tym, że może mieć problem z ponownym wejściem na grzbiet kopytnego, bo też chyba nigdy dotąd nie znaleźli się w podobnej sytuacji, by mógł tak przypuszczać. Kiedy więc zatrzymał go, odłożył z powrotem derkę i zaczął się przymierzać do włożenia nogi w strzemię, a ogier odmawiał współpracy, najpierw ponownie stanął równo na ziemi by wyraźniej go przytrzymać.
- Otello. - Upomniał go najpierw takim trochę ostrzegającym głosem a gdyby ten się wtedy zatrzymał, został poklpany i pochwalony. Natomiast jeśli Rohan naprawdę uniemożliwiał mu wejście na grzbiet, brunet zmuszony był ponownie wyraźniej pociągnąć za jedną z wodzy w ramach reprymendy, w końcu gniady musiał wiedzieć, że takie zachowanie nie jest dobre i jak za inne z kategorii "złe" zasługuje na karę. Oczywiście brunet nie szukał sobie pretekstu do szarpania się z ogierem bo nie o to mu chodziło, chciał po prostu dokończyć trening a przy okazji nie tolerował tak złego zachowania jak wyrywanie się podczas wsiadania. Jeśli ten tylko się kręcił i brunet był mimo to w stanie wsiąść - wszystko w porządku.
Zakładam, że jednak kiedyś mu się musiało udać, pytanie tylko, jak teraz byli do siebie nastawieni - czy Luke wywalczył sobie ponowne zagoszczenie w siodle, czy Otello trochę znormalniał i zasługiwał na to, by zostać poklepanym po szyi? Tak czy siak w końcu znów siedząc na jego grzbiecie nabrał od razu wodze na kontakt i od razu zarządził kłus, w któym anglezował i od początku kazał mu się sporo wyginać i przeginać po łukach, robić tu trzy kroki ustępowania, tam cztery łopatki, wiedząc, że najlepszym lekarstwem jest po prostu praca. Na początku nie przejmował się ewentualnym spięciem i gorszą jakością, bo po to robili to wszystko, by znowu mogło nastąpić skupienie i rozluźnienie, natomiast ze swojej strony dokładał wszelkich starań, żeby korygować tempo i poszczególne elementy.Otello - 2018-12-16, 09:58 Karne pociągnięcie za wodze teoretycznie do niego dotarło, ale nie przyniosło wielce rewelacyjnego skutku. Rozdziawił tylko mordę i wykręcił łeb, cały czas błyskając białkami i przenosząc ciężar ciała na zad. Na szczęście dalej był jednak na granicy swojej wytrzymałości i nie próbował się rzucić w tył, choć kiedyś był to jego stały numer - ilekroć był uwiązany lub trzymany, a coś mu się nie podobało, to momentalnie próbował się odsadzić. Spokój był dobry, ale Otella warto było czasem "przekrzyczeć", choć nie leżało to w naturze wszystkich i trudnemu się temu dziwić, bo przecież każdy jest inny i ma swoje własne metody. Ogier potrafił zrobić z niczego wielkie zamieszanie i dosłownie godzinami coś przeżywać, więc każdy, kto choć trochę go znał od tej strony, nie powinien być teraz zdziwiony jego zachowaniem, które sięgnęło granic absurdu. Przegrana walka o założenie derki nie wpłynęła na jego myślenie, bo mimo tego opierał się jeszcze przed wpuszczeniem Luke'a na swój grzbiet i był w tym bardzo konsekwentny. Słysząc swoje imię wypowiedziane ostrym tonem znieruchomiał tylko na chwilę, a gdy tylko noga jeźdźca spoczęła w strzemieniu, od razu próbował pójść w tył, w przód lub ewentualnie ustąpić zadem, nieświadomie coraz bardziej wytrącając Sugarmana z równowagi. Niewiele też robił sobie z pociągnięć za wodze, zwyczajnie nie potrafiąc wyjść z tego amoku - zachowywał się jak koń, na którego nikt nigdy nie wsiadał, albo taki porządnie znarowiony, choć na szczęście obyło się bez fatalnych w skutkach akcji po tym, jak Luke już usiadł w siodle, choć zapewne "w locie". To odróżniało Otella od całkowitego dzikusa, że nie rzucił się w popłochu na plecy ani nie zerwał się galopem, tylko stał w miarę w jednym miejscu. To znowu z nieruchomością miał ogromny problem - z ziemi działało to tak samo jak z siodła, w stresowych sytuacjach bardzo źle czuł się w "stój", nawet gdy miało to być kilka sekund. Potrzebował wtedy ruchu, jakiegokolwiek, byle szybciej od stępa, choć oczywiście tę funkcję spełniał najlepiej galop, na który z oczywistych względów nie mogli sobie pozwolić nie mając do dyspozycji lonży ani niczego takiego.
W każdym razie pod siodłem miało być już lepiej. Odesłany do kłusa ruszył nim dość nerwowo i niestety stracił wszystko co dotąd sobie wypracowali, bo szedł wyraźnie zablokowany i spięty. Niby wykonywał poszczególne elementy, ale przez wspomniane spięcie było im daleko do ideału, a Otello był bardzo zaparty w tym swoim zacięciu i nie robił większych postępów, będąc sztywnym jak kłoda i martwym w pysku.Luke - 2018-12-16, 14:16 Dziwiło go, że teraz, kiedy "zagrożenie" zniknęło a on wziął ogiera porządnie w obroty, ten mimo wszystko pozostawał jakby głuchy na wykonywaną pracę i w ogóle nie odpuszczał. Oznaczało to, że brunet robił coś niepoprawnie, albo za mało wymagająco, albo zbyt... spokojnie? Zwiększenie stopnia trudności ćwiczeń, jakimi próbował go zająć, niestety nie wchodziło dla niego w grę, gniadosz i tak był już mocno spocony od stresu i najważniejsze było teraz, aby nie kończyć jazdy w takim złym momencie, tylko poszukać poprawy i na niej postawić kropkę. Trudniejsze rzeczy mogły tylko spowodować wzrost frustracji w Rohanie a nie do tego przecież chciał doprowadzić. W każdym razie tych kilka minut mimo wszystko nie było takich bezcelowych, bo chociaż koń jeszcze nie taki jak trzeba, to już sam Sugarman zdążył dojść do siebie i zapomnieć o negatywnych emocjach, które się w nim uzbierały przez całą tę sytuację. Skupienie na ćwiczeniach pozwoliło mu oczyścić umysł ze spięcia i kiedy w jego głowie nie siedziała już irytacja ani żadne podobne jej uczucia, rozluźnienie mogło ponownie zagościć przynajmniej w jego ciele. Czując się w siodle już "jak zwykle dobrze i spokojnie" zaczął z większą swobodą posyłać Otellowi sygnały, nie uciskał go już łydkami ani nie blokował nadgarstków, zaczynając po prostu myśleć znów tak, jak należy. A myślał teraz do przodu i standarowymi impulsami motywował zad kopytnego do działania, jednocześnie zabierając go na standardowych rozmiarów koło, tak, jakby właśnie zaczynali rozgrzewkę, tyle tylko, że chciał nakłonić ogiera do spuszczenia z siebie powietrza poprzez oparcie się na pomocach nie dzięki po prostu wygięciu go, ale zabawie w przeginanie się do wewnątrz, prostowanie i wyginanie do zewnątrz, które chyba jeszcze nigdy go nie zawiodło. Przy tym wszystkim jego impulsy wcale nie były mocniejsze, niż te od razu po zakłusowaniu. Wręcz przeciwnie, dzięki odzyskanemu rozluźnieniu Luke mógł posyłać sygnały lżejsze a mimo to bardziej precyzyjne. Jeśli takie były ignorowane przez ogiera, zupełnie niewzruszenie zaznaczał prośbę łydki wzmocnieniem w postaci ostrogi.
Po wyrobieniu kilku takich prawie pijanych kół zarówno na jedną, jak i drugą stronę, jak gdyby nic na jakimś łuku siadł w siodło i wypchnął go do galopu, w zależności od aktualnego stanu Otella planując go drugi raz dzisiaj rozgalopować krócej lub dłużej. Przez cały ten czas, zarówno galopu na obie nogi (z kołami mniejszymi i większymi i ze zmianą kierunku przez dużą półwoltę, rundą kontrgalopu i prostą zmianą nogi) jak i wcześniej kłusa, dbał o aktywność zadu a jednocześnie równe, niespieszące choć żywe tempo, a dzięki stałemu wysyłaniu go do przodu tak naprawdę mówił mu przy okazji "chodź do ręki". Ręka bowiem już na powrót stała się miękka i była "postawiona" przed siodłem, czekając na dojście do kontaktu i wówczas robiąca miejsce, nie ograniczająca. Oferowała gniademu oparcie od zewnętrznej strony i standardowo zachęcała do okrągłego niesienia szyi w dole.Otello - 2018-12-17, 18:19 Nie lubił tego, ale czasem potrzebował by nim porządnie "potrząsnąć", jako że jego zachowanie coraz częściej nie wynikało z młodości i jej praw, ale ze świadomego działania. Dawno temu nauczył się, że panikując może wiele osiągnąć, więc czasami robił to bez większego powodu lub przesadnie. Był inteligentny, wiedział, że jeżeli rozegra to wystarczająco dobrze, to nie będzie musiał robić tego, czego nie chce albo przynajmniej dostanie coś w zamian. Oczywiście tym razem jego stres nie był udawany, ale każdy normalny koń już dawno przestałby to analizować, a Otello dalej uparcie drążył, stawiając jeźdźcowi opór. Najlepszy efekt odniosło chyba wspomniane wyginanie go, to do środka, to do zewnątrz, wręcz przesadzone, bo subtelne sygnały zwyczajnie zignorował. Użycie ostrogi coś zmieniło w jego podejściu do współpracy, choć z początku spiął się i nafukał jeszcze bardziej, czując narastającą frustrację. Kręcąc ogonem młynki, kłusował we wskazywanych przez Sugarmana kierunkach, powoli odpuszczając i zaczynając reagować na obecność wędzidła w pysku, które dotąd było mu obojętne.
Wreszcie zagalopował z towarzyszącym temu stłumionym kwikiem i nerwowym szastnięciem ogona. Kuląc uszy, galopował równo wzdłuż ścian czy po kołach, nie próbując iść szybciej niż chciałby tego Luke. Wiele czasu zajęło mu wyzbycie się tej złości, która wreszcie ustąpiła, gdy musiał zacząć trochę myśleć, jednocześnie mogąc się ruszać w szybszym chodzie. Nie wrócił jednak do takiego stanu, w jakim był przed tym "wypadkiem" sprzed kilku, może już nawet kilkunastu minut i prawdopodobnie nie miał już odzyskać tego spokoju i wewnętrznej równowagi. Najtrudniej przychodziło mu teraz opuszczenie zaokrąglonej szyi, wolał galopować w wyższym ustawieniu, a gdy już próbował zejść do niższego, zwykle rozmijał się trochę z oparciem na zewnętrznej wodzy, widocznie to z kontaktem mając największe problemy w tych nerwach. Powoli jednak zmierzał ku lepszemu i prawdopodobnie z czasem wreszcie wszedł na kontakt, a także galopował na względnym luzie, choć zdecydowanie nie prezentował swojej top formy.Luke - 2018-12-19, 10:38 Zapewne lepiej było w tamtym momencie nie rozstawać się z grzbietem konia, ale skąd Luke mógł w takiej sytuacji wydedukować, że to spowoduje tylko więcej problemów? Chciał dobrze ale nie wyszło, może czas oduczyć się chęci pomocy by następnym razem zignorować wolno biegającego konia? Przeszło mu coś takiego przez myśl ale ostatecznie Otello był już dużym pięciolatkiem, technicznie umiejącym naprawdę bardzo dużo jak na swój wiek i trzeba było już obchodzić się z nim jak z normalnym koniem. Tak, wiadomo, że do każdego kopytnego trzeba mieć indywidualne podejście ale w pewnym momencie chciałoby się też zacząć móc trochę na tym kopytnym polegać. Może w plan treningowy trzeba było wpisać wyjazdy w teren, pracę z ziemi ze straszakami i jakieś inne dziwadła zamiast połowy treningów ujeżdżeniowych? To jest myśl.
Cierpliwie prosił go o szukanie siebie w dole, nawet jeśli takie próby wiązały się z zagubieniem i powtórką z rozrywki. Mimo wszystko ogier naprawdę w tym momencie był ciężki do ogarnięcia i brunet czuł potrzebę zrobienia jeszcze czegoś w stronę rozluźnienia. Skoro gniadosz tak bardzo wolał się nieść wysoko, brunet po prostu przestał w pewnym momencie prosić go o schodzenie w dół i tylko niósł rękę swobodną przed siodłem, czekającą, natomiast całą robotę zbierającą, bo nad tym teraz miał zamiar przez chwilę popracować, wykonywał dosiadem, bo w ostateczności o to też w tym wszystkim chodziło, by dosiad miał największy wpływ na ruch konia. I poprowadził go na koło, którego średnicę rozkładem ciężaru i ograniczeniem od zewnątrz konsekwentnie zmniejszał a im mniejsze było to koło, tym prosił go o więcej zebrania, cały ruch wynosząc swoim ruchem do góry, tak, aby będąc już na ośmiometrowej wolcie podtrzymać impuls do ruchu naprzód wewnętrzną łydką, ale całą resztą zagarniając go do boku - jak do piruetu. Stawiał jednak na dwie, maksymalnie trzy foule po takiej mini średnicy kółka po czym zapraszał go na wprost i powtarzał schemat - mimo wszystko Otello nadal był tylko pięciolatkiem i można było to nazwać co najwyżej podchodami do piruetu w galopie, prawdziwa siła żeby porządnie i dobrze jakościowo dźwignąć ten element (jak zresztą inne, które wykonywali, ale brakowało im właśnie tej siły do osiągnięcia naprawdę dobrej jakości) miała przyjść z czaasem ale brunet uznał, że raczkując już w tę stronę właśnie teraz pomoże ogierowi w jeszcze większym uspokojeniu spowodowanym podniesieniem skupienia i koniecznością zaangażowania się, jednocześnie z niejakim luzem w podejściu do całości. Nie wiem, czy to w ogóle jest jasne ale nie umiem tego lepiej ubrać w słowa.
Nie oczekiwał wiele, zaproponował gniadoszowi po dwa, maksymalnie trzy podejścia na każdą stronę i po zakończeniu ostatniego poprosił go o przejście do kłusa w którym od razu zaczął miękko anglezować i w razie konieczności zapraszać do obniżenia się, jeśli dla Rohana nadal nie było to w szufladce "oczywista oczywistość". Rozkłusował go na obie strony możliwie na długiej szyi, nie przesadzając jednak z długością, tak aby jednak było to rozluźnienie i roztruchtanie na koniec a nie kolejny wysiłek. Kiedy finalnie zwolnił go do stępa, miał szczęście że pojawił się ktoś w pobliżu, kogo teraz mógł poprosić o podanie derki bo wcześniej w pośpiechu i lekkim stresie rzucił ją na ziemię i teraz z konika nie dosięgał a do końca tej jazdy był uprzedzony co do zsiadania i ponownego wsiadania. No więc rozstępował go z narzuconą derką odprowadzającą pot by ostatecznie zsiąść i w ręku poprowadzić kopytnego do stajni.
[ zt ]Otello - 2018-12-24, 20:32 Jeszcze wiele wody upłynie w rzece nim będzie można powiedzieć, że na Otello można jakkolwiek polegać... Miał talent, ogromny, ale nie był łatwym koniem i nie miało się to zmienić. Prawdopodobnie nigdy. Może taka była cena za jego umiejętności i możliwości?
Możliwość pozostania w wysokim ustawieniu przypadła mu do gustu. W tym sensie, że tym sposobem łatwiej było mu się skupić i wreszcie nieśmiało przyjść do oczekującej na niego ręki, choć głównie stał za tym dosiad jeźdźca, który dodatkowo nakłonił go do zebrania się. W dalszym ciągu nie był w pełni rozluźniony, od czasu do czasu nerwowo szastał ogonem, ale galopował już w wyraźnym skróceniu. Gdy zjechali na woltę, której średnicę zmniejszali z każdym okrążeniem, automatycznie zaczął mocniej wchodzić zadem pod kłodę i tym samym dźwigać na nim większy ciężar, co ostatecznie pozwoliło mu zrobić te 2-3 skoki galopu po bardzo małej średnicy koła. Był to dopiero wstęp do piruetu, Otello trochę się w niego "rzucał", ale poprawność zapewne miała nadejść w miarę wykonywanych powtórzeń. Z pewnością zajęło go to na tyle, że gdy już przeszli do końcowego kłusa, to wreszcie odpuścił na tyle by wyciągnąć nos do przodu i obniżyć, a także rozprostować szyję. Po rozkłusowaniu zwolnił do stępa, tym razem bez oporów pozwalając zarzucić na siebie derkę (jedynie skulił uszy i nerwowo przesunął zad o parę centymetrów, spinając się). Po występowaniu wrócił do stajni. ztShamrock - 2019-02-19, 22:58
Elizabeth White napisał/a:
[...]
Trudno było nieco nad nim zapanować, ponieważ był podekscytowany wyjściem z boksu i ruszeniem się w końcu na poważnie. Dopiero po chwili ogierowi udało się odpowiednio ogarnąć, by ta jakoś galopu była znacznie lepsza. Zmienili za moment stronę i przegalopowali podobną ilość okrążeń na drugą stronę. Kolejne w repertuarze były przejścia, które powinni mieć do cna dopracowane. Wraz z pierwszymi sygnałami przeszedł wpierw do kłusa, a potem kolejno do stępa. Niechętnie zwalniał szczególnie że energia go roznosiła, ale podporządkowywał się pod jej komendy. Do zatrzymania również dość gładko przeszło, by po kilku sekundach powrócić od razu do galopu. Ponownie co nieco się jeszcze spieszył, ale szybko to za pewne wyrównali. Przegalopował całą długość dłuższej ściany, by po dojechaniu do C zatrzymać się. Wyszło mu nieco nie równo, ale przynajmniej w punkt. Powtórzyli kilkukrotnie wszystkie ćwiczenia, by po przejściu do stępa się rozstępować i wtedy wrócili do stajni.
z.tJennifer Frost - 2019-04-03, 23:15 Przyszła z Shamrokiem właśnie tutaj, jako że obiekt był idealnie pusty, co naprawdę odpowiadało aspołecznej Jenny. Zatrzymała go gdzieś na uboczu, podciągając popręg i odwijając strzemiona, które z pewnością były za długie. Oczywiście zamierzała posilić się schodkami, ale nawet z ich pomocą wskoczenie w siodło wcale nie było łatwe. Gdy jednak już to zrobiła, w pierwszym momencie zmieniła piosenkę na playliście, jako że słuchawki nadal tkwiły w jej uszach. Następnie dostosowała pod siebie strzemiona i dopiero wtedy przyłożyła łydki do boków olbrzyma, prosząc o stęp. Od pierwszej chwili wymagała aktywnego tempa i nie bała się pogonić Shamrocka, jeśli ten chciał się leniwić. Na pewno nie zamierzała dziubać go łydkami, a od pierwszych chwil starała się uzyskać dobrą reakcję na pomoce, zwiększając ich intensywność i w razie potrzeby nie bojąc się smyrnąć karego batem po dupce. Na sam początek zaserwowała mu dwa, kompletnie luźne okrążenia stępa, po jednym na stronę. Dopiero wtedy zaczęła prace na łukach, początkowo bardzo delikatnych z równie delikatnym kontaktem. Dopiero wraz z upływającym czasem zebrała mocniej wodze i zaczęła prowadzać ogiera po mniejszych i większych kołach, półwoltach czy serpentynach. Pilnowała go przy tym zarówno wodzami jak i łydkami, by prawidłowo się w nie wpisywał, bo na tym etapie wyszkolenia na pewno nie miał problemów z równowagą.Jessie - 2019-04-05, 12:52 Jennifer niedługo cieszyła się samotnością, bo parę minut po tym, jak rozpoczęła swoją jazdę, w okolice czworoboku przyjechała również Jessie. Siedząc na grzbiecie Admirala, prowadziła go aktywnym stępem w kierunku czworoboku, a widząc na nim drugą parę, upewniła się tylko, że nie będą przeszkadzać - poczekała więc aż niebieskowłosa zdejmie na chwilę słuchawki, a wtedy zapytała się, czy będą jeździć jakiś program. Jeśli nie, to raczej nie stało nic na przeszkodzie, by obie pojeździły w tym samym miejscu.
Na czas samego stępa zdecydowała się pojeździć jednak poza czworobokiem, więc nie wjechała na niego, tylko pozostała poza szrankami i jeździła wokół nich, na początek chcąc dobrze rozstępować Wara. Także dobre 10 minut spędzili tutaj jeszcze na stępie, podczas którego Jess pilnowała aktywności i zaczęła wyginać siwego na różnych kołach i woltach.War Admiral - 2019-04-05, 20:29 Całą drogę do czworoboku siwy lustrował uważnie, co było widać po jego uszach, które próbowały nadążyć za każdym dźwiękiem wiosny. Zauważając drugą parę, zamachnął się ogonem i parsknął głośno skupiając wzrok na obecnym koniu. Dopiero gdy Jessie się odezwała, jedno z uszu skierował w jej stronę zachowując się dojrzale jak na siebie. Mimo rozproszenia i ekscytacji z powodu pory roku i obcego konia słuchał się swojej właścicielki. Ruszając stępem poruszał się tak samo aktywnie jak od momentu, gdy Jessie dosiadła go przed stajnią. Wyjątkowo lekko giął się od łydek zawodniczki, uważnie śledząc zadem tor przednich kończyn nawet na ciaśniejszych woltach. Wszystko było efektem treningu pod dobrym jeźdźcem, u którego był w treningu. Ten zadbał o jego formę i powrót do czworoboków stawiając na solidne rozluźnienie War Admirala.Jessie - 2019-04-05, 21:11 Dysponując takimi warunkami mogła się spodziewać, że dzisiejszy trening będzie należał do udanych. Na szczególną uwagę zasługiwało jednak zachowanie i skupienie Wara, który niemal nie zwracał uwagi na drugiego konia, którego obecność swoją drogą była czymś dobrym - trening w rozproszeniu miał swoje plusy.
Podczas początkowego stępa pozwoliła Warowi nieść szyję w pozycji, jaką uważał za wygodną, utrzymując przy tym kontakt z jego pyskiem. Zaprosiła go do oparcia się na zewnętrznej wodzy, tą munsztukową zostawiając jeszcze w spokoju. Gdy upłynął czas przeznaczony na "snucie" się wokół czworoboku, skróciła trochę wodze i wjechała na czworobok, kierując się na pierwszy ślad. Przed kolejnym etapem rozgrzewki chciała jeszcze zyskać stuprocentową pewność co do tego, że War jest równie elastyczny na obie strony, więc zrobiła parę ustępowań od łydki na lewo i prawo, w różnych miejscach czworoboku.
Jeśli nic się nie zmieniło to pamiętała, że zwykle dobrze reagował na galop po początkowym stępie, zamiast kłusa, więc zamknąwszy temat stępa poprosiła siwka właśnie o galop, zaczynając na lewo.War Admiral - 2019-04-05, 21:25 Wyciągając swoją szedł z luźno, ale z szyją ulokowaną na wysokości pomiędzy niskim, a normalnym ustawieniem szyi mając chwilę na luźne obserwowanie tego co się dzieje. Mimo tego starał się wykonywać zadania, przejawiając też chęci do zejścia głową niemalże do samych nadgarstków rozciągając przy tym całe plecy. Podnosząc się jeszcze nie do wysokiego ujeżdżeniowego zebrania wkroczył na czworobok rzucając okiem na szrankę, do której miał bliżej podczas wejścia. Parsknął głośno i potrząsnął całą szyją jakby zrzucając z siebie lekkie napięcie, a następnie oblizał pysk w miarę możliwości. Czując zewnętrzną wodzę niemalże instynktownie przesunął zad do wewnątrz chociaż to była reakcja na łydkę zawodniczki. Wymagał lekkiej korekty w postaci przesunięcia wędzidła i zniknął ponownie lekki opór na wędzidle, zaś koń zachował ramy lekko zgiętej szyi podczas gdy zad był na drugim śladzie. W drugą stronę już nie potrzebował przypomnienia, gdyż był na tyle rozluźniony, iż przychodziło mu to bez problemu. Odchylił uszy w stronę zawodniczki kiedy ta zrobiła półparadę i mocno wkraczając zadem pod kłodę mógł ją zaskoczyć miłym zagalopowaniem. Bowiem uniósł wysoko przód, a następnie zaczął pierwszą okrągłą, równą foule galopu. Kolejne były równie płynne i sprężyste pokrywając przy tym dużą ilość terenu. Sam siwek parskał co krok, rozstawiając uszy na boki co zdradzało jego komfort fizyczny jak i psychiczny.