Luke - 2015-07-01, 23:53 Koło śmierdzącego dupska!
Co się będziemy rozpisywać, teraz już mógł sowicie go na grodzić klepaniem po umięśnionej szyi, co oczywiście chętnie uczynił. Następnie używając głosu jako dodatkowej pomocy zwalniającej, nabrał z powrotem wodze, chociaż też bez przesady. Półparady dwie, siad w siodło, blok mięśni i w razie potrzeby 'wykończenia' pomocy zwalniającej do stępa, również delikatna ręka. W tym chodzie dał mu już zupełny luz ze strony ręki, zwinnie schylił się by poluźnić szybko popręg, a po powrocie do pionu jego bioderka aktywnie pracowały, nie pozwalając Whiskaczowi się od razu obijać. Po hali kręcili się co najmniej minut pięć, po czym wyjechali by pokręcić się po najbliższym terenie, generalnie zbliżając się stopniowo do stajni. :3
zt.Friskey Whiskey - 2015-07-02, 21:09 Ej no nie obrażaj jego szanownych i zgrabnych, a przy tym umięśnionych czterech liter .
Parsknął głośno aprobując klepanko, bo się należało. Nie zabił go na pierwszej lepszej ścianie więc jak najbardziej sobie chłopak zasłużył .
W czasie stępa niósł nisko zwieszony łeb pozwalając mięśniom odpocząć, powoli także wyrównując oddech.
/ztCountess - 2015-07-04, 14:48
Alexander napisał/a:
To dobrze że była spokojnym koniem takich chyba tutaj ostatnio brakowało, spokojnych i zdystansowanych. Nie katował jej pod siodłem owszem wymagał ale nie chciał przecież zrobić jej krzywdy prawda? Znał granicę przyzwoitości, zasady w kłusie nie zmieniły się prócz tempa jazdy. Po prostu przejechali dwa kółka luźniejsze, potem na ustawieniu jedno, wykręcili do środka gdzie tam zrobili kilka figur, zjazd na ścianę no i przejścia kłus-stęp-kłus-stój-kłus i przejście do galopu. I ponownie to samo luźne koła, w ustawieniu, figury, przejścia gdzie zostali w kłusie czekając aż stajenny ustawi pierwszy tor.
To niewątpliwie była jej ogromna zaleta. Utrzymywała dosłownie wszystko, co razem wypracowali - ustawienie, tempo, korygując lub zmieniając je tylko i wyłącznie za przyzwoleniem tudzież prośbą jeźdźca. Potrzebowała czytelnych sygnałów na wszelkiej maści figury, ale to zapewniało mężczyźnie bezbłędnośc w ich wykonywaniu. W przejściach starała się nie spóźniac, w pierwszym z minimalnym opóźnieniem reagując na wysyłane sygnały, niemniej jednak w kolejnych będąc dużo bardziej uważna wykonywała wszystkie od pierwszej danej prośbie. Zagalopowanie by móc byc udanym musiało byc odpowiednio podparte łydką, jeśli takie właśnie było - Countess wykonała pierwszy, szeroki skok galopu dosyc nerwowo, zaraz jednak powracając do należytej szerokości foulee i spokojnie galopując na wszelkiej maści figurach, stopniowo rozluźniając się z każdą z nich. Przeszła do kłusa, jeśli jej na to pozwolono nieznacznie obniżając głowę, utrzymując mniej-więcej na poziomie dolnej partii klatki piersiowej.Jessie - 2015-07-13, 18:28 Weszła na halę wraz z Watchmanem, uprzedzając pojawienie się ostrzeżeniem, które miało trafić do osób przebywających na hali. Zatrzymała się z karym na środku z lewej strony tak, aby trenujące pary miały wolne ściany oraz znaczną część hali. Podciągnęła popręg - ostrożnie, dziurka po dziurce uważając, by nie przyszczypnąć skóry konia ani nie sprawić mu dyskomfortu. Strzemion póki co nie opuszczała, tak samo zostawiła w spokoju wypinacze, pierw chcąc rozgrzać nieco młodzika. Spodziewała się też, że będzie mocno zdekoncentrowany obecnością innego konia, ale musiał się i do tego przyzwyczaić. Tak więc odesłała go na koło, początkowo prosząc jedynie o aktywny stęp po okręgu.Watchman - 2015-07-13, 18:53 //wykorzystam ten zestaw, póki jest jeszcze zarośnięty
Watch ani na chwilę nie opuścił miejsca przy jej prawicy. Starał się ani nie wyprzedzać, ani nie zostawać w tyle. Tylko co jakiś czas spoglądał w stronę jej kieszeni, myśląc nad jakimś ambitnym planem. Jakby wyciągnąć stamtąd jakieś skarby?
Od momentu przekroczenia progu hali nie spuszczał wzroku z gniadej klaczy. Ciemny ogon przeciął powietrze, uszy zniknęły w bujnej grzywie. Stulone. Nawet nie zauważył, gdy dziewczyna podpięła mu popręg. Skupiony był na innym koniu, niewiele więcej niż ruchy drugiej pary do niego docierało. Rozbudziły go dopiero konkretne sygnały, odesłanie na koło... Z lekkim zdezorientowaniem rozejrzał się po hali i na szczęście dość szybko się domyślił, czego się od niego wymaga. Energicznym stępem maszerował po kole, starając się patrzeć raczej na amazonkę... Gniada przyciągała jednak jego wzrok. Nie chodziło o zainteresowanie nią jako płcią piękną, ale raczej niechęć, nadmierną ostrożność w stosunku do innych koni. Najwyraźniej Watch miał za sobą kilka niemiłych spotkań z innymi wierzchowcami na pastwisku...Jessie - 2015-07-13, 19:28 / już smutniejszego się nie dało?
Dostrzegła niechęć ogiera względem innego konia, co było dość zastanawiające. Nie denerwowała się jednak, nie przypuszczając by mogło dojść do jakiegoś konfliktu. Miała nadzieję, że jeździec klaczy jest na tyle rozsądny, by nie podjeżdżać za blisko do ogiera; ona sama pilnowała by koń poruszał się po jednym okręgu, by nie migrował w stronę którejkolwiek ściany. Hala była na tyle duża by oboje mogli w spokoju pracować.
Niemniej dopóki energicznie maszerował, pozwalała mu spoglądać w stronę Countess - wychodziła z założenia, że w przeciągu paru minut napatrzy się na nią na tyle, by później po prostu zignorować jej obecność.
Gdyby tak nie było, to po paru minutach zaczęła próby zwrócenia na siebie uwagi poprzez delikatne półparady, które miały poprzedzić przejście do kłusa. Uzyskawszy choćby odrobinę więcej uwagi Watchmana, poprosiła go o kłus - równie energiczny co w wypadku stępa. Prawdopodobnie nie było to zbyt fascynujące zajęcie dla konia, ale chciała by się pierw nieco pobudził, rozgrzał i rozprostował kości. Przewidywała dość krótki trening, co by uniknąć zbędnych przeciążeń, które starała się ograniczyć do minimum - właśnie poprzez dobrą rozgrzewkę, krótki czas treningu i pracę na dużym kole.Watchman - 2015-07-14, 17:49 //oj tam, zdjęcie ładne, co prawda Watchu taki smutas nie jest, ale no, nostalgicznie, klimatycznie
Po kilku minutach faktycznie mocniej skupił się na pracy - klacz nie zbliżała się (chyba) na tyle blisko, by wejść z nim w jakąkolwiek interakcję. Nie było więc sensu zaprzątać sobie nią głowy - szczególnie, że skupienie na pracy z Jessie może mu się bardziej opłacić. Jej zadowoleniem, smakołykami, pochwałami... Dało się zauważyć znaczną poprawę w jego równowadze. Szedł po kole, wyginając się bez problemu, nie tylko w potylicy, ale całym ciałem także. Na razie szyję niósł luźno, bez nacisku wypinaczy nie pracował nią zbytnio, nie ganaszował się. Poprawiał się tylko po półparadzie, kiedy to zaczynał mielić w pysku wędzidło i schodzić w niższe trochę ustawienie. Zad miał w miarę zaangażowany, krok niezwykle obszerny. Jedno ucho skierował w stronę amazonki, drugie w stronę trenującej pary.
Fakt, że lonżowanie nie było dla niego najciekawszym zajęciem... Ale cóż poradzić? Może pojawi się jakiś zwrot akcji, kolejna nowość?Jessie - 2015-07-14, 20:57 Nagrodziła młodego za koncentrację, chwaląc miłym słowem. Dalej pozwoliła mu kłusować, po paru minutach takiej 'przebieżki' prosząc o przejście do stępa, natomiast po dwóch okrążeniach w tym chodzie o zatrzymanie się. Wówczas podeszła do konia, stopniowo zwijając lonżę. Pogłaskała go po szyi, po czym skróciła nieco wypinacze - nie było to mocne wypięcie, aczkolwiek nakłaniało do niższego ustawienia, przy dość swobodnie ustawionej szyi. Tym samym prowokowało uniesienie grzbietu i co za tym idzie, uruchomienie go, co w przyszłości miało zaowocować rozwiniętą muskulaturą. Miała w tym swój cel - przygotowywała w ten sposób Watchmana do przyjęcia jeźdźca. Mając rozwinięte mięśnie grzbietu, lżej i prościej będzie mu dźwigać jeźdźca.
Z powrotem puściła go na koło, po paru okrążeniach w stępie prosząc o zakłusowanie. Gdy przyzwyczaił się do ustawienia, które mu zaoferowała, odnalazł równowagę, zaczęła wymagać trochę więcej. Mianowicie poprosiła o naprzemienne wydłużanie oraz skracanie kroku, które uzyskiwała zwiększeniem/obniżaniem energii i mocniejszym zagarnianiem bata, czyli poprzez zwiększanie/zmniejszanie presji w zależności od tego, co chciała akurat uzyskać. Za prawidłową reakcję oczywiście entuzjastycznie chwaliła, generalnie sporo operując także głosem.Watchman - 2015-07-14, 21:42 Płynnie przeszedł w kłus i w tymże chodzie utrzymał w miarę równe tempo... Tak, w miarę. Czasami spłoszony jakimś hałasem albo ruchem drugiej pary znacznie przyspieszał, dodawał kroków, ale do galopu na razie nie przechodził. Wtedy też dało się zauważyć, że spina się - łeb zaraz szedł w górę, fukał ostrzegawczo, strzelał z ogona. Akurat stres łatwo było u karusa zauważyć i wywołać. Był jednak skupiony na Jessie w stopniu zadowalającym - przeszedł w stęp lekko, płynnie.
Pieszczotę przyjął zmrużeniem ciemnych ślepi, odpowiedział na nią lekkim trąceniem chrapami - w jego przypadku wielkim gestem sporego przywiązania. Nie był misiasty, skory do przytulania czy czułości - takie gesty należało więc doceniać. Zmianę w wypięciu zauważył dopiero na kole. Kilka razy podrzucił łbem w górę, sprawdzając na ile może sobie pozwolić - zapewne Jes szybko to zatrzymała, więc po prostu grzecznie wszedł w niższe ustawienie. Zganaszował się, lekko uwypuklił grzbiet. Przez chwilę spływał jednak na boki - równowagę odnalazł dopiero po skupieniu się trochę bardziej na swoim ogromnym cielsku i zaangażowaniu zadu. Bez tego elementu reszta ustawienia była trochę pusta, bezsensowna. Wyrobione mięśnie grzbietu nie tylko pomogą mu przyjąć lepiej jeźdźca, ale może też zebrać kilka okrzyków zachwytu od, hm, kobiet (te będą się liczyć przede wszystkim). A ponoć to nawet przyjemniejsze dla wierzchowca, gdy niesie jeźdźca, będąc w ustawieniu!
Działanie głosem, sprawiło, że jego uwaga została jeszcze bardziej ukierunkowana na zawodniczkę. Przeszedł w kłus... I zaraz zaczęło się robić pod górkę. Zwiększenie presji wywoływało raczej u Watcha dodanie kroków niż zwiększenie ram chodu - więc załapał to dopiero po kilku powtórzeniach. Zauważył pochwały po skróceniach i brak pochwał po jego dodaniu... Wydało mu się to poniekąd podejrzane, więc zaczął kombinować, o co może chodzić z tymi drugimi sygnałami - zaczął więc po prostu wydłużać krok, planując już wejść w galop. Domyślam się jednak, że zanim zdążył to faktycznie zrobić presja się zmniejszyła. Przy dalszych powtórzeniach po prostu spoglądał badawczo na amazonkę, zaczynając kryć więcej terenu.Jessie - 2015-07-14, 23:40 Starała się możliwie najczytelniej naprowadzić go na to, co miała na myśli. Kiedy się rozpędzał, zaburzając swoją równowagę i zapewne przenosząc ciężar ciała na przód - zmniejszała nieco presję, subtelnymi półparadami zachęcając go do oparcia się, złapania kontaktu i tym samym niejakiego "domknięcia" się z przodu. To powinno mu pomóc w odnalezieniu środka ciężkości, w zrozumieniu, że pędzenie i drobienie wcale nie było potrzebne w momencie, gdy prosiła go o wydłużenie kroku. Pewne rzeczy trudniej było osiągnąć z ziemi,niemniej już po paru powtórzeniach zauważyła, że ogier zaczął sobie z tym radzić, rozumieć czego się od niego oczekuje. Miał naturalne predyspozycje do obszernego ruchu, jej zadaniem było tylko pokazanie mu jak go wydobyć.
Ostatecznie pozostała przy najzwyklejszym, roboczym tempie, pilnując jedynie regularności i dynamiki, co by nie zostawiał zadu w stajni. Praca lekka, bo lekka, ale jednak chciała by cokolwiek z tego wyniósł.
Następnie zatrzymała go do stępa, dając mu chwilę wytchnienia - po dłuższej chwili takiego intensywnego kłusa zapewne zdążył się nawet lekko spocić. Po takim odpoczynku ponownie poprosiła o zakłusowanie, a następnie o galop, przykładając uwagę przede wszystkim do tego, by ruszył na prawidłową nogę. Bo jeśli miał z tym problem, trzeba było temu jak najszybciej zaradzić.
/kocham swoj brak weny i pojęcia o pojęciu przy lonżach Watchman - 2015-07-14, 23:57 //oczywiście wena zawsze dopisuje przy opisywaniu lonżowania, najbardziej interesujący i nieprzewidywalny rodzaj treningu
Stęp nadszedł w dobrym momencie - Watch powoli wychodził z ustawienia przez zwykłe zmęczenie, a raczej zadyszkę. To trochę jak z jazdą na rowerze - można się zmęczyć podjazdem pod górkę, ale to nie znaczy, że nie ma się siły na dalszą jazdę. Tak samo ogier opadł trochę z sił przez wysiłek fizyczny (tak, umysłowy też) przy ćwiczeniu skróceń i wydłużeń wykroku. Już wyraźnie kojarzył, że trzeba się trzymać ustawienia, ale nie wiedział jeszcze dokładnie czemu - pewnie kiedyś wyczuje fizyczną różnicę między pędzeniem na przodach, a na zadzie. Kiedyś.
Na razie kary szedł żwawo do przodu. Nie wychodził z ustawienia - w końcu stęp nie był jakoś szczególnie wymagający. Takim tempem to on mógłby chodzić cały dzień, jeśli nie dłużej. Po jednym, dwóch kółkach oddychał już w miarę równo, głęboko. Czyli poniekąd był już gotowy do ponownego wysiłku... I ten, jak wilk wywołany z lasu, pojawił się! Kary z lekką niechęcią zakłusował. Na galop zareagował trochę bardziej entuzjastycznie, w końcu to ulubione tempo prawie każdego młodego konia, prawda? Wyrwał więc do przodu, na chwilę naciągając lonżę. Z zadowoleniem mielił wędzidło, szastając ogonem i wyraźnie galopując na wewnętrzną. Co prawda foulę miał teraz dość długą. Krótko mówiąc - pędził.Jessie - 2015-07-15, 00:22 /w sumie jakby człowiek wiedział coś na ten temat, to może byłoby lepiej...
Spodziewała się takiego entuzjazmu przy przejściu do galopu, bo rzeczywiście większość młodych koni reagowała podobnie. Z początku pozwoliła mu obrać tempo samodzielnie - nawet dobrze, że był to taki energiczny, wręcz swawolny galop. Zawsze to lepiej temperować taki entuzjazm niż wzbudzać go w ospałym, niechętnym do ruchu koniu. Taką energię można było ukierunkować w bardzo dobrym kierunku, dlatego nie mogła tego zepsuć.
Zadbała o to, by nie wyszarpnął jej lonży z ręki - aczkolwiek jak się okazało, jedynie przy przejściu napiął na tyle lonżę, później pozostając bez problemu na wyznaczonym okręgu. Czasami przypominała mu o sobie półparadami, jednocześnie zachęcając do zaokrąglenia się; byłoby fajnie, gdyby spróbował to uczynić przy zachowaniu tej dynamiki. Mógł jeszcze nie mieć tyle równowagi, ale naturalne predyspozycje i równomierny rozwój powinny mu już umożliwić pokazanie ładnego, dynamicznego galopu pod górę, z aktywnym zadem. Każdy taki moment chwaliła, a w ramach dodatkowej nagrody dawała mu chwilę spokoju, powtórnie pozwalając się rozciągnąć, by zaraz ponownie poprosić o chwilę wysiłku. W galopie, przeciwieństwie do kłusa, nie kazała mu poruszać się bez przerwy - częściej prosiła o przejście do kłusa i ponowne zagalopowanie.Watchman - 2015-07-15, 00:45 //Jak na posiadanie podstawowej wiedzy, to i tak nie jest źle. Czasami mam wrażenie, że połowa postów opiera się na skillu "Master of improvisation"
coś ten post słabo mi wyszedł, może go jakoś dokoloryzuję jutro rano, nie mam już siły dziś D:
Z tym temperamentem może być różnie - taki entuzjazm, pęd do przodu połączony z nerwowością (przynajmniej u Watchmana) może prowadzić do dość niebezpiecznych sytuacji. Może nie na hali, gdzie dużo rzeczy jest dość przewidywalnych i nie ma się za bardzo czym wystraszyć... Ale jakaś niespodzianka na dworzu albo w terenie i już ogier może się zapędzić, ponieść albo barankować. Dla jeźdźca takie sytuacje z pewnością wygodne nie są. No, ale wszystko da się przeżyć. A na takiej leniwej klusce jest nudno.
Średnica okręgu dawała mu na razie dość pola do manewru - dość wygodnie mu się leciało z taką foulę i nie odpływał na boki, czyli na razie okej. Nie było potrzeby się szarpać. O ile nie wyszedł ze zganaszowania szyją i łbem, to zad faktycznie trochę się pogorszył... Gdy zeszła już pierwsza energia Watch zszedł do trochę mniej obszernej fouli, dopiero wtedy udało mu się zaangażować zad. Przy dłuższym wykroku miał z tym jeszcze problem - ciężar ciała leciał mu wtedy trochę bardziej na przód i ciężko było mu utrzymać odpowiednie, pełne ustawienie. Odetchnął chwilę w kłusie i kolejne zagalopowanie okazało się spokojniejszym. Stopniowo jednak wydłużał krok z każdym kolejnym powtórzeniem - w końcu doszedł do momentu krańcowego. Gdyby przyspieszył jeszcze bardziej, zad nie nadążyłby. Trzeba by jeszcze dodać, że przejścia w chód wyżej stały się płynniejsze, przez lekkie zmęczenie ogiera i znaczną ilość powtórzeń.Jessie - 2015-07-15, 10:59 /na szczęście lada moment kończymy zabawę w lonżowanie już forever
Zgadza się, nie są to zbyt komfortowe sytuacje, ale takie elektryczne, może nawet trochę nerwowe konie uczyły najwięcej. Paradoksalnie prościej było spaść z takiej ospałej kluski, która niespodziewanie się spłoszy, niż z konia, który wiecznie jest tykającą bombą. Jess takie konie lubiła, bo skłaniały do stałego skupienia, szybkich reakcji.
Po galopie na - dajmy na to, lewą stronę - przytrzymała go dłuższą chwilę w kłusie, po czym poprosiła o przejście do stępa. Po dosłownie dwóch okrążeniach zatrzymała konia i podeszła doń, aby przepiąć lonżę i zmienić stronę na prawą. Zanim odesłała młodego na koło, dała mu talarek marchwi. Następnie puściła go pierw stępem, dając czas na uspokojenie oddechu, zapewne dość mocnego przyspieszonego po galopie. Zanim ogier wyrobi sobie kondycję trochę to potrwa... Niemniej gdy uznała, że już wystarczająco odpoczął, postąpiła analogicznie do lewej strony - poprosiła o zakłusowanie, wymagając dokładnie tego samego. Przypuszczała, że Watchman może pędzić na prawą stronę już w oczekiwaniu na galop, toteż od razu tłumiła takie próby wychodząc mu nieco z przodu.Watchman - 2015-07-15, 23:06 /nie mogę się doczekać końca
Faktycznie! Zaskoczenie niejednego wroga, czy przyjaciela zwala z nóg! To czemu by nie miało wywalać jeźdźców z siodeł? Po takich nerwusach można się tego spodziewać, czeka się wręcz na jakiś wybryk... A taki miły, leniwy grubasek może doprowadzić do nielada katastrofy! Chociaż ja tam znam konie, które nawet jak się płoszą, to nie mogą za bardzo pokonać swojego lenistwa i zrywają się do niezbyt szybkiej ucieczki.
Watch chętnie przeszedł w kłus, ale spodziewał się trochę szybszego przejścia w stęp. Widać już było, że pot błyszczy na jego sierści, znów czorny dyszy. Takie budowanie kondycji to nic przyjemnego - to głównie walka ze sobą. W takiej na przykład sytuacji ogier wolałby przejść w stęp albo nawet zatrzymać się i odpocząć, ale wiedział, że i tak zaraz zostałby popędzony z powrotem w kłus - bo ćwiczenie trzeba dokończyć - i nic by na tym nie zyskał. Ot, może jeden głębszy oddech. Czekał więc cierpliwie, starając się utrzymać jeszcze wszystko na swoim miejscu. Gdy w końcu przeszedł w chód niżej, rozkraczył się - ciągnął się na pół kilometra, momentalnie zwiesił łeb, kopytami prawie szurał po piachu. Zmiana strony nie zapowiadała nic dobrego - pewnie zaraz znów kłus. Starał się więc wykorzystać czas dany mu na odpoczynek jak najlepiej - wlókł się, jeśli tylko mógł. Ani myślał wyrywać w przejściu na wyższy bieg - wziął się za to za siebie. Jak pracować, to z zaangażowaniem, nie? Więc zaraz uruchomił mięśnie zadnie, grzecznie wrócił do ustawienia łba, z automatu uwypuklając lekko grzbiet. Przy tym szedł dość energicznie naprzód. Miał jednak taką cichą nadzieję, że nie będzie musiał tak długo... Chociaż zdążył już odpocząć na tyle, że jeszcze spory kawałek mógłby pobiec.