To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Shockwave - 2015-05-22, 00:59

Ahahha :lol2:
Młody duchem XD
Tym razem udało mu się uniknąć dostania po zębach, ale jak nie dzisiaj to innym razem zmaltretuje Jonaszka :lol2: . Wojna jeszcze nastąpi, bo żaden z panów nie lubi odpuszczać.
Gdy brunet w końcu z niego zlazł parsknął głośno idąc u jego boku, tym razem nie śpiesząc się zbytnio, w końcu oznaczało to powrót do zapyziałego boksu.
/zt

Nemo - 2015-06-07, 15:22

Cuuudownie! Duża hala była wolna. Upewniając się przedtem, że rzeczywiście nikt im nie będzie tutaj przeszkadzał, wprowadził do środka ogiera, zatrzymując go gdzieś na środku i sprawdzając, czy wszystko jest równie przypięte. Przy okazji podciągnął popręg o dwie, może maksymalnie trzy dziurki. Po rozstępowaniu sprawdzi jeszcze z góry, czy rzeczywiście nie będzie takiego ryzyka, że się zsunie z grzbietu Dragonflaja podczas wyższych chodów. Nie chciał ryzykować spłoszenia tak młodego konia, ani nie zamierzał mieć dolegliwości z powodu nieprzyjemnego upadku na ziemię.
Założył toczek, wyregulował strzemiona i jednym, dość energicznym odbiciem znalazł się na koniu. Pilnował, żeby ten nie ruszył od razu stępem, gdyż chciał raz jeszcze wszystko dokładnie sprawdzić. Musiał pamiętać o bezpieczeństwie. To przecież było najważniejsze!
Kiedy już wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, dał znak Dragonowi. Delikatna łydeczka, zachęta biodrem. Luźne wodze, żadnego ciągnięcia- dawał mu na razie zupełny luz, nie zapominając jednak o minimalnym kontakcie na pysku. Starał się pracować dosiadem- nigdy nie był zwolennikiem szarpania konia za pyska. Wolał raczej dawać ledwo widoczne sygnały, a jeżeli te nie pomogły- dopiero wtedy sięgał po kolejne pomoce.
Wyjechali razem na długą ścianę dość energicznym stępem. Nie było obijania się. Pewność połączona z delikatnością miała dać Dragonowi do zrozumienia, że będzie musiał trochę z chłopakiem popracować, a nie bezsensownie chodzić w kółko.

Dragonfly - 2015-06-07, 16:02

Szedł posłusznie za mężczyzną, a kiedy tylko zobaczył halę od razu zaczął się jej przyglądać. Widział takie coś w swojej poprzedniej stajni, toteż mimo wszystko nie był specjalnie zaciekawiony. Poczekał, aż Nemo na niego wsiądzie, a kiedy tylko poczuł jego ciężar na sobie, od razu ruszył przed siebie i gdyby nie reakcja chłopaka, to pewnie by już biegł. W tej sytuacji stał spokojnie, acz lekko niecierpliwy, co chwila strzygąc uszami w stronę jeźdźca. Nie musiał się nawet wysilać, żeby Dragonfly szedł energicznie, bo szedł nawet szybciej niż trzeba, najchętniej to w ogóle pogalopowałby przed siebie, no ale cóż, na to przyjdzie kolej. Parsknął cicho i (zgaduję, że w tym wypadku były działanie ze strony Nemo) zwolnił lekko, coby to nie iść stępo-kłusem tylko żywym stępem. Jak na razie nic nie odwracało jego uwagi, toteż skupiał się jedynie na drodze i mężczyźnie siedzącym na jego grzbiecie. Co i raz strzelił ogonem albo zamachnął się łbem, więcej trudności nie sprawiał.
Nemo - 2015-06-07, 16:27

Reagował dość szybko- wiedział, że ma pod sobą tak naprawdę bombę, która zaraz może wybuchnąć i pognać gdzieś przed siebie, nie bacząc na jeźdźca. Delikatne półparady oraz zamknięcie w dosiadzie powinny skorygować jego zbyt szybkie tempo. Na kłus i galop jeszcze przyjdzie czas- oczywiście. Na razie Nemo musiał się skupić na tym, żeby pokazać ogierowi kto tu rządzi i uważać, żeby najdrobniejsze nieposłuszeństwo nie zostało przeoczone. Do zwalniania Dragona pomagał sobie jeszcze głosem, wypowiadając coś w stylu "hooosia" ewentualnie "powoli, nie pędzimy tak". Oczywiście każdy wyraz nienaturalnie przeciągał, mrucząc go na wydychanym powietrzu, żeby koń mógł zrozumieć, że nie wymaga od niego przejścia do wyższego chodu.
Kiedy tempo konia było zadowalające, Nemo zaczął dodawać w stępie przeróżnej wielkości koła- poczynając od tych największych, dzielących halę na pół, kończąc na jak najmniejszych. Musiał zrobić wszystko, żeby rozluźnić swego partnera, co w dalszej pracy mogło mu wyraźnie pomóc. Pilnował przy tym, żeby Dragonfly nie wypadał przypadkiem zadem. Jeżeli mu się to nie udawało, przekazywał mu coraz bardziej intensywne sygnały.
Zaczął powoli zbierać wodze, zachęcając ogiera do delikatnego zejścia w dół. Wykonał półparadę zewnętrzną, a następnie wewnętrzną wodzą, zatrzymując w napięciu tę pierwszą, a drugą nie przestając się bawić, aż do zamierzonego efektu. Jeżeli koń rzeczywiście odpuścił, dawał mu luz. Kiedy jednak znowu chciał unosić głowę do góry- powtarzał półparadę wewnętrzną wodzą.
Po wszelkiego rodzaju kołach i woltach, wyjechał na zewnętrzny ślad, pilnując idealnego wyjeżdżania wszystkich narożników. Zachowywał przy tym ustawienie do środka.
Przeszli tak może jeszcze ze dwa koła, a następnie powtórzyli ćwiczenie na drugą stronę. Po wykonaniu pierwszej serii poleceń rozluźniających, Nemo zatrzymał konia gdzieś na środku i sprawdził popręg, czy rzeczywiście był dobrze podpięty.
Niedługo później wyjechali na ścianę i chłopak dał mu sygnał do ruszenia kłusem- wcześniejsza półparada, oznaczająca, że coś się będzie działo, a następnie delikatna łydeczka. Przy tym utrzymane ustawienie, ewentualne skorygowanie tymi samymi pomocami. Nie chciał, żeby koń się "rozsypywał" po przejściu do wyższego chodu.
Od razu narzucił mu swoje tempo- wolne, aczkolwiek mimo wszystko na tyle sprężyste, żeby przypadkiem obydwoje nie zasnęli. Zaczął delikatnie anglezować. Po paru kółkach w wyższym chodzie Nemo ponownie dodał koła i wolty. Ot, taka porządna rozgrzewka.

Alexander - 2015-06-12, 18:34

Przyszedł prowadząc tutaj gniadą na luźnych wodzach choć nie pozwalał im na obijania się ani na przyspieszanie czy tym podobne. Pozwolił jej na poznanie różnych obiektów jeśli miała tylko na to ochotę, po dotarciu na halę otwarł drzwi sprawdzając jej zawartość. Była tu tylko inna para, skinął mężczyźnie głową by oprowadzić klacz dookoła ostatecznie zatrzymując pod schodkami, poprawił jej oraz swój sprzęt by zaraz jej dosiąść miękko oraz lekko. Przyjął odpowiednią postawę i na luźnej wodzy odesłał gniadą na ślad, pilnując tempa czy toru.
Countess - 2015-06-13, 11:00

Jako koń bardzo dobrze wychowany nie śmiała robic problemu przy prowadzeniu na halę - szła u boku mężczyzny, rozglądając się uważnie jak to miała w zwyczaju. Nie należała do problematycznych wierzchowców, a zatem Alexander mógł byc zadowolony z jej wzorowego zachowania. Weszła na halę, kierując oba radary w stronę pracującej pary, ale nadal mając na uwadze swojego jeźdźca. Z lekkim znudzeniem, ale zaangażowaniem okrążyła budynek, który nie wywierał na niej wrażenia. Cierpliwie zaczekała, aż mężczyzna poprawi sprzęt, by ostatecznie - gdy ten znalazł się na jej grzbiecie - ruszyc swobodnym, umiarkowanym stępem.
Alexander - 2015-06-16, 22:57

Prowadził ją dość spokojnie w kierunku hali pozwalając na wąchanie itd bo tak robiły normalne konie, wiadomo jak nie chciała to nie chciała. Przejechali spokojnie jakieś trzy koła po czym facet zebrał delikatnie stopniowo wodzę prosząc dosiadem klacz jednocześnie o zaangażowanie zadu. Przejechali kolejno dwa koła po czym zjechali na środek i wykonali kilka podstawowych figur: koła, wolty, serpentyny, wężyki. Zjazd na ślad przejścia stęp-zatrzymanie-stęp i tak z cztery razy po czym wypchnął ją do kłusa.
Countess - 2015-06-23, 18:33

Niespecjalnie interesowała się halą, przeszkodami ani niczym, co mogłoby się na niej znajdowac, po prostu uważnie ją lustrując, ale raczej nie odczuwając potrzeby zatrzymywania się i badania każdego przedmiotu z osobna. Jej ogromną zaletą był absolutny brak strachu przed nowymi rzeczami, chyba, że te były foliowymi reklamówkami - rzeczą, której bardzo nie lubiła. Skrócona wodza i wypchnięcie z dosiadu było dla niej bardzo wyraźnym sygnałem, że nadchodzi praca, dlatego też zaczęła stopniowo żuc wędzidło, na czym nie skupiała się jeszcze tak bardzo jak na odpowiednim wkraczaniem zadnimi nogami pod kłodę. Wykorzystywała każdą z rozmaitych figur by korygowac siebie samą - pod tym względem była fantastyczna do jazdy, twarda ręka w zajazdce zrobiła bowiem swoje. Nie była ideałem, ale dosiadanie jej z całą pewnością przynosiło satysfakcję. Teraz z głową noszoną wyraźnie niżej zaangażowała się w ostatnie przejście, by poproszona ruszyc kłusem - lekkim, roboczym, ale przyjemnym. Byc może to nie było jej ruchowe sto procent, ale zupełnie wystarczało jak na rozgrzewkę. Nie zadzierała głowy bez powodu, zostając w tym samym ustawieniu, które Alexander nadał w stępie, czyli po prostu w należyty sposób w nim trwając.
Alexander - 2015-06-24, 20:22

To dobrze że była spokojnym koniem takich chyba tutaj ostatnio brakowało, spokojnych i zdystansowanych. Nie katował jej pod siodłem owszem wymagał ale nie chciał przecież zrobić jej krzywdy prawda? Znał granicę przyzwoitości, zasady w kłusie nie zmieniły się prócz tempa jazdy. Po prostu przejechali dwa kółka luźniejsze, potem na ustawieniu jedno, wykręcili do środka gdzie tam zrobili kilka figur, zjazd na ścianę no i przejścia kłus-stęp-kłus-stój-kłus i przejście do galopu. I ponownie to samo luźne koła, w ustawieniu, figury, przejścia gdzie zostali w kłusie czekając aż stajenny ustawi pierwszy tor.
Luke - 2015-06-30, 23:52

Friskey Whiskey napisał/a:
Pobudzające sygnały od strony ręki jeźdźca płynące aż do wędzidła spowodowały, że siwek jeszcze chętniej przeżuwał metal z pysku. Nie z powodu nerwowego zachowania, wręcz przeciwnie rozluźniając się jeszcze bardziej i wchodząc bez problemu na równomierny kontakt. Zapienił się biedaczek cały pozostawiając na muskularnej klatce piersiowej pianę z pyska.
Ogier pozostawał skupiony na pracy gotów reagować nawet na każdy najmniejszy sygnał i właśnie taki sygnał oraz pomoce do galopu zaowocowały dziką chęcią spożytkowania nadmiaru zgromadzonej energii. Pod wpływem jednoczesnego impulsu od łydek oraz dosiadu Friskas ruszył energicznie do przodu najpierw robiąc trzy ogromne i dynamiczne foul’e, a następnie wykonał naskok i wyrzut z zadu ku górze. Niewiele przejął się siedzącym na grzbiecie jeźdźcem, taka kupa mięśni teraz pokazała na co ją stać. Miękki i przepuszczalny kontakt uciekł gdzieś do lasu, a na jego miejsce pojawiło się zaparcie w pysku i dzikie harce. Po wykonanym skoku radości, faktycznie Luczek dzięki swojemu dosiadowi zdołał się utrzymać na grzbiecie i na jego szczęście Whiskey nie zdecydował się na poprawienie swojego brykania. Zamiast tego zaczął dziki galop po orbicie, głośne parskanie i rżenie. Pan i władca biczys ! :lol2:
Każdy baran i bat tylko rozłościły rozhukanego dzikusa, który nadal udaremniał próby sprowadzenia go na ziemię. Uszy miał płasko przyłożone do potylicy i pomimo tego, że w końcu cały spocony przeszedł do energicznego kłusa przypominającego bardziej pasaż niż sam kłus. I dopiero w tym chodzie dał się powoli sprowadzić na ziemię powoli ustępując i stając się lżejszy w kontakcie.


Niepożądane zachowania ogiera nie wyprowadziły go z równowagi, a wręcz przeciwnie - zachował stoicki spokój, no, może ze dwa mięśnie mu na twarzy drgnęły, brwi minimalnie ściągnęły. Gdy siwy przeszedł ostatecznie tempo niżej, chłopak postawił na jechanie go do przodu, przy czym nie chodziło o rozpędzanie, a o skierowanie siły niosącej naprzód, w stronę jego ręki, która przechwytywała tą siłę i ją przytrzymywała, by następnie odpuszczać na moment tak długi, jak długo utrzymywała się chciana reakcja, czyli konkretnie zwolnienie, wrócenie do zwykłego taktu kłusa.
- Whiskey, zluzuuj. - Nie chciał być dla niego zbyt ostry w pomocach, ale jeśli jego wysiłki miały iść na marne, gotów był go zatrzymać kolokwialnie mówiąc na chama, jakkolwiek, byleby tylko. Wtedy zacząłby od chwili stępa i raz jeszcze kilka ćwiczeń gimnastycznych, węższych wolt, ciaśniejszych zakrętów także w kłusie, generalnie jak na początku, tylko wiadomo, nie aż tak długo Jeśli natomiast ogier się ogarnął i uspokoił, wówczas jego wyrozumiały jeździec pochwalił go głosem i bez przechodzenia do niższego chodu ponownie przypomniał siwemu, jak się chodzi na kontakcie, właściwie też tak jak na początku, co ja piszę dzisiaj. :lol2: Generalnie małe figury, Luczek dążył do sytuacji jak sprzed zagalopowania, no, może i nawet lepszej. Starał się nie być nadgorliwy z pomocami, skupiał się na subtelnych sygnałach, by w końcu, o ile warunki były sprzyjające, podczas zamykania wolty do ściany dać Friskasowi trzy wyraźne półparady i delikatniejszy niż wcześniej sygnał do zagalopowania, znacznie mniej od łydek tym razem, ale w razie reakcji zbliżonej do poprzedniej miał zamiar jak najszybciej zatrzymać ogiera,cel uświęca środki.. :lol: Wtedy wszystko od stępa po kolei, niech się pomęczą, a co.
JEŚLI natomiast ten galop był już znacznie normalniejszy i do zaakceptowania, zaczął od skierowania go na koło, mniej więcej 20 metrów średnicy, pilnował zewnętrznej strony szczególnie, by mu Whiskacz nie wypadał i by lepiej kontrolować linię koła, którą w razie czego będzie zmniejszać. Nie chciał, by siwek galopował wolno, raczej zależało mu na aktywnym tempie, ale miało to przypominać co najwyżej galop roboczy, nie dodany.

Friskey Whiskey - 2015-07-01, 20:07

Powoli zaczął się wyciszać, nie tylko spuszczając z dzikiego tempa kłusa, ale także wchodząc na kontakt o wiele bardziej ochoczo.
Pchał się zadem sam z siebie, przy okazji nie równoważąc środka ciężkości poprzez oparcie na wędzidle lecz umiejętnie przenosząc ciężar na tył.
Uspokajając się znacznie wyszedł płynnie z wolty, wraz z pomocami Luke'a przechodząc w okrągły galop pod górę. Sam z siebie pchał się zadem, zagarniając kolejne metry podłoża pod siebie. Wielkie było z niego bydle, a przy tym bardzo wdzięcznie się ruszające 8-) , dlatego galop na jego grzebiecie był czystą przyjemnością.
Wchodząc na koło nieznacznie zwolnił jednocześnie starając się zachowywać równowagę na kole, pilnujące łydki bruneta ograniczały wypadanie czy też wpadnie do środka lub na zewnątrz. Potężna szyja wygięta w naturalny łuk oraz głośne poparskiwanie uzupełniały tylko piękny obrazek zamkniętego w pomocach i rozluźnionego siwka.

Luke - 2015-07-01, 22:48

- Taak mały, właśnie. - Przez jego głos wyraźnie przebijało się zadowolenie, może gdyby miał więcej zaufania do ogiera to i by go poklepał, ale, że nie chciał utracić dobrego, miękkiego kontaktu ani na chwilkę, po prostu pozostał przy pochwale głosowej. Po przejechaniu mniej więcej połowy koła dał mu subtelną półparadę i nieco bardziej dojechał następnie dosiadem, jednocześnie przesuwając rękę delikatnie do przodu, robiąc mu w ten sposób więcej miejsca na szyję, dając możliwość do większego wyciągnięcia. Chłopak siedział książkowo wyprostowany, czuł jak cały mechanizm ruchowy dąży ku przodowi i jednocześnie pod górę, co jak najbardziej popierał w tym rytmicznym, energicznym tempie.
Nie galopowali jednak zbyt długo, właściwie to jedno większe koło, następnie zmniejszenie koła do około 12 metrów, też w zależności od możliwości ogiera do zgięcia. Później stopniowe zwiększenie do mniej więcej 16, przy zamykaniu koła seria trzech półparad i z jego strony zblokowanie krzyżem dalszego ruchu w galopie, ręka delikatna, dopiero po ograniczającym sygnale łydek. Gdy tylko poczuł, że przechodzą do kłusa, od razu zaczął pracować jeszcze mocniej dosiadem, chcąc głównie od niego kontrolować tempo kłusa. Jak najszybciej pojechali niezbyt małą woltę, na oko 10 metrów, po jednej jeszcze pół, półparada, wyprostowanie pomocami na dwa kroki i znów półparada, przestawienie w nowym kierunku, w któym to pojechali kolejne półtorej wolty. Gdy wszystko było w porządku, podobnie jak wcześniej, przy kończeniu wolty, półparady i zagalopowanie, jeśli nie, dalsza praca w kłusie na łukach mniejszych i większych.
Generalnie drugi galop miał w jego głowie wyglądać podobnie jak pierwszy, w innym razie mniej więcej procedura standardowa - jak najpilniejsze przejście niżej o jedno lub dwa tempa, jak nie to do stój i od zera. Ale userka przyjmie, że może wszystko poszło dobrze i teraz, jadąc w galopie ostatnie koło, tak wycyrklował, żeby wylądowali mniej więcej na środku hali i zmierzając do tego środka opanowane (z jego strony w każdym razie :lol2: ) przejście do kłusa, dwie półparady, wyprostowanie, jedna półparada, przestawienie i po minięciu środka znów dwie, ponowne zagalopowanie. Niecałe koło galopu, lądowanie i zwolnienie analogicznie, przestawienie i bum, raz jeszcze. O ile szło dobrze, następnym razem spróbował nasilić pomoce zwalniające, chcąc w ten sposób uzyskać przejście do stępa po galopie.

Friskey Whiskey - 2015-07-01, 23:04

Ja Ci dam mały ! Małego to ty masz w spodniach ! :lol2:
Wkraczając mocniej zadem mógł się wyciągnąć luźno szyjskiem w dół, jednocześnie łapiąc potrzebną równowagę w galopie, sam starając się równoważyć oczywiście z pomocą Luke'a, który najpewniej pilnował zaangażowania zadu, na którym to miał spoczywać największy ciężar konia. A nie na przodzie, dzięki czemu siwy zachowywał lekkość i samoniesienie się.
Na kole Friskas pracował ładnie, wywijając się elastycznie wokół łydki wewnętrznej, wraz z serią subtelnych półparad i działaniem dosiadu zmuszającym do przejścia w niższy chód, ogier płynnie z galopu przeszedł w kłus oddychając głośno i parskając.
Z kolejnej wolty wykonanej parokrotnie w kłusie, przejście w galop przez ogiera zostało wykonane prawidłowo bez zbędnych podrygiwań czy sztuczek ze strony siweczka.
Na dosiad jak i półparady reagował prawidłowo, nie tylko wciąż pozostając zaangażowany zadem ale co raz bardziej rozluźniając się w potylicy. Dając jednocześnie uczucie nie tylko samoniesienia się konia, ale również leciutki kontakt, przepuszczalność i z zachowaną przy tym energią. Nawet jakby poprosił go o lotne zmiany nogi, siwek nie miałby z tym problemu.

Luke - 2015-07-01, 23:31

O nie, wydało się.. ;___; :lol2:
Chłopaczyna i nad tym się zastanawiał, jednak stwierdził, że w sumie nie ma o nim zielonego pojęcia, nie wie, jak jest wyszkolony i że z lotnymi chętnie pobawiłby się, gdy siwus będzie bardziej w formie i kondycji.
Teraz, nie chcąc robić zbyt dużo, skoro miało to być dla Whiskey'a bardziej ruszenie zgrabnej pupy z boksu, a jednocześnie wyładowanie nagromadzonej energii, obmyślił jedynie podnoszenie poprzeczki w obecnym ćwiczeniu - z dwóch dużych kół z kilkoma krokami stępa pomiędzy galopami zaczęły się robić powiększone wolty, a kroki ograniczone maksymalnie, jedynie by starczyło na zmianę ustawienia, która w jego zamyśle nie miała wyglądać jak machanie łbem od jednej do drugiej, a jedynie jak subtelne spoglądanie od jednej do drugiej strony, jednocześnie też bez stresu i pośpiechu, sama harmonia. Kolejnym etapem było zatrzymanie z galopu, moment w bezruchu, którego brunet w pełnym skupieniu i pocie czoła pilnował wyraźnymi, stanowczymi pomocami. Następnie przestawienie, lekkie cmoknięcie i mocno zaznaczone zagalopowanie. Pomimo faktu, że był raczej typem wysportowanym, odczuwał pracę własnych mięśni dość znacznie, co sprawiało jednocześnie, że nie chciał sobie odpuszczać. Ale przecież nie był tu sam.
Jeśli kombinacje z zatrzymaniem wyszły im dwa razy pod rząd, wówczas wyjechali na spore, około dwudziestometrowe koło, na którym też przeszli do kłusa. Wówczas Luczek oddał mu jeszcze nieco ręki, licząc na mocniejsze wyciągnięcie w przód-dół, do czego zachęcą Friska aktywnymi łydkami. Anglezował lekko i płynnie, zmieniał nogę przy zmianach kierunku, które już teraz występowały sporadycznie. Jeśli ogier chętnie dążył do jego ręki, chłopak stopniowo, powolutku dawał mu więcej, chcąc wyczuć jego maksimum i w nim pozostać jeszcze przez ostatnie minuty kłusa, zarówno na jedną jak i drugą stronę.

Friskey Whiskey - 2015-07-01, 23:43

Ahahah ! Wiedziałam ! :lol2:
No proszę pana, on był we wzorowej kondycji i formie, a to, że mu się trochę przytyło to inna sprawa :lol2: . Puszysty był nooo ... :lol2:
O ile w galopie siwy zrównoważył się ładnie to przy zatrzymaniu do stój z galopu Luczek musiał się trochę natrudzić, bowiem to wiele bydle jak już się zaczęło toczyć to ciężko było je subtelnie i kulturalnie zatrzymać :lol2: .
Dopiero po osiągnięciu zamierzonego celu, gdy przeszli do kłusa, ogier wyciągnął do przodu spocone szyjsko, rozluźniając mięśnie, które do tej pory pracowały intensywnie. Wyciągając co raz bardziej nos do przodu żuł wędzidło zapienionym psykiem w miarę oddawania wodzy przez bruneta, zacinał co chwilę ogonem bowiem parę muszysk kręciło mu się koło dupska :lol2: .



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group