To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Jonah Wrens - 2015-05-19, 22:55

Znowu siwek swoim ruchem napotkał się z krótką reakcją, jaką było zaciśnięcie palców na wodzy, a następnie odpuszczenie. Jeżeli ten sygnał nie zadziałał, a ogier ewidentnie pokazał mi, że zamierza docisnąć mnie do ściany hali (gdy tylko otarłem nogą o ścianę), od razu pociągnąłem za wewnętrzną wodzę. Dość szybko dokładając do tego łydkę. Zmieniłem kolejność pomocy, tylko po to, by uratować nogę i nie dać jej zmiażdżyć. Gdyż w tej chwili nie mogłem sobie pozwolić na wyciągnięcie nogi ze strzemienia, gdyż ułatwiłoby to tylko sprawę.
Nawet gdybym musiał zrobić to siłą, wcisnąłem go na koło i tutaj wycofałem. Bawiąc się dosiadem, a zostawiając rękę w spokoju. Chyba, że siwens zaczynał mocno zwalniać, dostał jedną krótką na zad, bez możliwości jakiejkolwiek ucieczki z koła. Zamierzałem mu dosadnie pokazać, że jeżeli potrzebuje twardej ręki, taką dostanie. Choć nie widziało mi się typowe, harde podejście do konia. Sytuacja wymaga jednak dostosowania, cóż poradzić.
Gdyby jednak Holender zmądrzał dostał szybką pochwałę w postaci poklepania po szyi i spokojnego, łagodnego tonu głosu. Najwyraźniej musiałem go ukierunkować w tym...nie treningu, a niby ponownym zajeżdżaniu.

Shockwave - 2015-05-19, 23:05

Gwałtownie skręcając do wewnątrz siwy przysiadł na zadzie solidnie, nieco tracąc równowagę co dało brunetowi chwilę na pozbieranie się po tym niewdzięcznym wyczynie ze strony siwka :lol2: .
Pomimo wejścia na koło Shock nie ugiął się dalej, ponawiając swoje wybryki zaczął skakać pod jeźdźcem niczym młoda łania po polu. Był na tyle silny aby ignorować działania bruneta, jedyne dźwignia na mordzie nieco utrudniała sprawę.
Zajeżdżany nie musiał być ponownie, ot czysta złośliwość holsztyna i chęć zdominowania faceta, który próbował go ustawić pod swoje dyktando. :lol2:
Po serii dzikich pląsów zaczęły się zatrzymania co krok, a na każdą łydkę bądź bat ogier reagował albo przysiadaniem na zadzie z unoszeniem przodu, lub też oddawaniem solidnie z zadu.

Jonah Wrens - 2015-05-19, 23:12

W momencie gdy Schock zaczął skakać, od razu zmieniłem taktykę. W ruch poszedł bat, który krótkim ruchem i odblokowaniem wodzy dał mu możliwość polecenia do przodu. Tak jak z młodym koniem, który skacze pod jeźdźcem, tak teraz postąpiłem z siwym. Miał nie mieć możliwości zatrzymania się, a zwykłego lecenia do przodu. Gdzie po kilku kroków, znowu wepchnąłem go na koło. Tutaj miałem przewagę, gdyż pelham skutecznie działał na pysk.
Kilka krótkich poleciało na zad siwensa, gdy ten zaczął się po swojemu zatrzymywać, a gdy to straciło sens, zablokowałem go ręką i utrzymałem w miejscu. Musiałem przez to spiąć całą rękę i pożegnać się na tę chwilę z rozluźnieniem, jednak cel uświęcał środkom. Nie dałem mu zrobić ani jednego kroku w przód, czy też tył. Trzymałem go w stój póki nie dał jakiejkolwiek oznaki pogodzenia się z tym faktem. Dopiero po tym odpuściłem ręką i dałem mu lekką łydkę, by mógł ruszyć stępem do przodu.

Shockwave - 2015-05-20, 20:59

Ogier zatrzymał się w końcu stając w miejscu i dysząc ciężko, dla Jonaszka nie oznaczało to jednak końca mordęgi na jaką się porwał. Siwy dał sobie czas na odpoczynek bowiem wyglądał już jak mokra szmata. :lol2:
Krótką chwilę zajął mu odpoczynek w stępie, bo jak tylko przeszedł dwa kółka swobodnie na długiej wodzy, od razu zerwał się ponownie do galopu parskając przy tym głośno. Powoli w tym galopie zaczynał się wyciszać, wiec jeśli Jonah nie próbował go wstrzymywać początkowo lub odpuścił w miarę zwalniającego ogiera, siwy nadal prezentował galop, tym razem spokojny i zrównoważony z lekko opuszczonym do dołu łbem.

Jonah Wrens - 2015-05-20, 23:00

Cóż z ich dwójki to nie ja wyjdę zorany i wycieńczony. Kondycje miałem dobrą, nie opierając swych treningów tylko i wyłącznie na jeździe konnej. Byłem bardziej rozdrażniony głupotą siwka, niżeli zmęczony walką z nim.
Gdy tylko Holender zerwał się do galopu, zareagowałem od razu. Wstrzymałem go, znowu zatrzymując do stój. Etapami, od najlżejszych sygnałów, po te mocniejsze i bardziej konsekwentne. Co z tego, że ogier galopował wolno i dobrze, jeśli zrobił to sam bez żadnego pozwolenia? To tak jakbym ustawił mu przeszkodę i powiedział "dobrze konisiu, chcesz to sobie skoczysz, a jak nie to wyjdziemy". Dlatego znowu go zatrzymałem i zacząłem od początku, od stępa na kontakcie. Jeśli ogier powtórzył swój wybryk i poleciał do przodu, dostał tym razem karcąco batem po zadzie i hamulec na pysk, żeby znowu wrócić do stój, a następnie stępa.

Shockwave - 2015-05-20, 23:26

Siwy fuknął wściekle ponownie zatrzymując się w miejscu, podbił zadnią kończyną ku górze obijając nią o brzuch. Sfrustrowany był mocno, a szczególnie przez to, że brunet nadal nie chciał odpuścić. :lol2:
Przyklei się tak i pierdzi w siodło, noo !
Tym razem ruszył stępem jednak zapierając się na ręce, Jonah mógł poczuć napięte szyjsko ogiera, z każdym kolejnym krokiem grzebień grzywy poruszał się w rytm kroków siwego prezentując jego muskulaturę.

Jonah Wrens - 2015-05-20, 23:30

Nie odzywałem się, dałem mu chwilę do namysłu, by sobie wszystko przeanalizował. Trafiła kosa na kamień.
Nie odpuszczając wodzy, poklepałem go lewą ręką po szyi.
-Dobry.
Mruknąłem, delikatnie przepuszczając go przez wędzidło. Robiłem to z wyczuciem, by na nowo pozwolić mu się rozluźnić. A po kilku krokach zaprosiłem go do kłusa, zaledwie na dwa kroki i dałem sygnał do zagalopowania. Tutaj jeśli ogier był spokojny, dostał większą swobodę na wodzy, by móc poruszać się w swoim tempie.

Shockwave - 2015-05-20, 23:39

Na poklepanie siwy zareagował jedynie furknięciem, nie podlizuj się Jonasz, bo jeszcze się przekonasz, że jedno pierdnięcie znaczy nie tylko bryknięcie. O.o
:lol2: beka !
Popuszczając w stępie płynnie przeszedł do kłusa, a z niego do galopu prezentując obszerny ruch na przód, kryjąc dużo terenu za pomocą długich foule'i.
Czując lekki luz na pysku, lekko zwiększył intensywność tempa, nadal jednak pozostając w równowadze.

Jonah Wrens - 2015-05-21, 22:07

Dopiero w jego stabilizacji tempa galopu, dołożyłem swoją rękę, która podtrzymywała, a zarazem dawała oparcie. Tutaj poszedłem na ugodę, dając mu jakąś swobodę, po stoczonej walce.
Wykorzystując jego łatwe prowadzenie się, dołączyłem wolty, używając jedynie dosiadu i odchylonego ramienia, bez większej inicjacji ręki. Byłem dla niego delikatny, w momencie gdy chciał być posłuszny.
Nie obijając się, wyprowadziłem go na środek hali przez przekątną, by tutaj zrobić ponownie lotną i przegalopować jedno koło w drugą stronę. Po owym kole galopu, zwolniłem go do stępa i dałem luźniejszą wodzę, jednak jeszcze nie trzymałem za sprzączkę.
Przy okazji ktoś się nawinął na hali, więc skorzystałem z tego i poprosiłem jakiegoś typka, aby ustawił pojedynczego krzyżaka 60cm. Tyle od niego chciałem, nie widząc sensu w dalszym "katowaniu" ogiera.

Shockwave - 2015-05-21, 23:29

Galopując ochoczo przed siebie podjął w końcu współpracę z brunetem nie chcąc jeszcze bardziej dostać metalem po zębach i tak się dzisiaj naszarpał z brunetem. Teraz trzeba było zapunktować, a złośliwość charakterku podkreśli jeszcze nie raz. ;>
Zmienił nogę prowadzącą w galopie tym razem bez żadnych dodatkowych ekscesów, jednocześnie nie tracąc tempa ani równowagi w galopie. Zarówno na prawą jak i na lewą stronę siwy prezentował dobry i zrównoważony galop, jedynie lewa strona czasem zbyt słabo rozgrzana lubiła się dawać we znaki, siwy lubił się wtedy zawieszać na wędzidełku.
Przechodząc do stępa siwy oddychał głośno, a jego wielkie cielsko parowało całe spocone, mimo to miał jeszcze sporo energii, aby przewieźć Jonaszka jeśli zajdzie taka potrzeba :lol2: .

Jonah Wrens - 2015-05-21, 23:49

Niech będzie, że pochwalony za galop. Mimo tego jak wspomniałem, nie dostał tak dużego kredytu zaufania, by w ramach odpoczynku móc stępować na kompletnie luźnej wodzy. Dałem mu chwilę na złapanie oddechu i niejakie "doprowadzenie" się do porządku. Wystarczyło, że już wyglądał jak mokra szmata. Gdy jako tako już uspokoił oddech, poprosiłem go o zagalopowanie. Luźna ręka, połowa ujeżdżalni przejechana na pierwszym śladzie. Nie taki był mój cel, dlatego sprowadzając siwka na bardziej ciaśniejsze koło, postarałem się, by na jego środku był ów krzyżak. Oczywiście najazd nie był po łuku, a prowadziłem Holendra chwilę po prostym odcinku. Doprowadzając go do tego niskiego krzyżaka, cofałem plecy do tyłu, zostawiając rękę w spokoju. Jedynie zostawał dosiad, który ewentualnie wstrzymywał. Głównym zadaniem dosiadu było doprowadzenie siwensa do przeszkody, jednak jeśli ten kombinował, wyprowadzałem go z najazdu, by z mniejszej wolty wrócić na tą większą.
Póki co prowadziłem ogiera cały czas po kole, po kilku dobrych oddanych skokach zmieniając mu stronę.

Shockwave - 2015-05-22, 00:06

Chwila zupełnie wystarczyła na szybką regenerację i gotowość do dalszego działania. Tym razem ogier nie kombinował i w galopie prowadził się niczym najnowszej klasy mercedes 8-) . Pilnował tempa narzuconego przez bruneta i jednocześnie pchał się aktywnie zadem do przodu, pozostając zamknięty w pomocach i rozluźniony.
Dojeżdżając do krzyżaka siwek nieznacznie podniósł łeb wykonując poprawny skok zachowany w równowadze, w zasadzie nie był to skok tylko krok galopu podczas, którego siwy przegalopowywał przeszkodę. Na takiej wysokości nie miał się czym pochwalić. Płynnie zmieniając nogi, z zakrętów przechodził na linię prostą grzecznie dojeżdżając do krzyżaczka, na którym sam sobie odmierzał wyskok i odległość w zasadzie nie potrzebując pomocy od Jonaszka <3.

Jonah Wrens - 2015-05-22, 00:41

I właśnie tu siwek poległ, gdyż taka niska przeszkoda i praca na kole, polegała na tym, aby koń czekał na jeźdźca. Chciałem żeby się wycofał, czekał do ostatniego momentu, czyli na mój sygnał. Jasne, że na takich niskich przeszkodach nie było problemu z odmierzaniem, jednak w wysokich konkursach już koń się pogubi, bo nie ma doświadczenia. Dlatego nalegałem, aby przeczekał i dostosował się do moich poleceń. O to opierało się ów ćwiczenie. Przerywając najazdy, zwolniłem go do stępa i załóżmy, że sam zeskoczyłem żeby ustawić stacjonatę 80cm. Nie mniej, nie więcej. Ponownie sprawnie wsiadłem na jego grzbiet i od razu poprosiłem go o galop na lewą nogę. Tym razem prowadziłem najazdy z jednej ćwiartki hali, gdyż na środku stała przeszkoda.
Prowadząc go od lewej, zamknąłem go w łydkach i wycofałem plecy. Kazałem mu czekać do ostatniej chwili, by wtedy dać sygnał do skoku. Zrobiłem półsiad i oddałem mu wodzę, a w trakcie tego krótkiego lotu, zasygnalizowałem mu jazdę na prawo. Następnie najazd od prawej i zjazd na lewą w ten sam sposób.
Po oddanych poprawnych skokach, zwolniłem go do stępa, poklepałem i oddałem wodzę. Wystarczy mu na taką przerwę.

Shockwave - 2015-05-22, 00:49

Nie ma doświadczenia ?
Kochanie on ma więcej doświadczenia w skokach niż Jonasz w łóżku :lol2: . Miał na karku już dziesięć lat z czego 6 latek już latał nad przeszkodami. Dlatego też siwy nie był pierwszym lepszym młodym podrostkiem uczącym się skakać, potrafił to i owo, co było widać na pierwszy rzut oka. Owszem potrzebował jeźdźca, ale był na tyle inteligenty by móc się wyratować z trudnych sytuacji, czy chociażby sam odmierzyć sobie odległość, oczywiście nie zawsze. Nikt nie był przecież ideałem :lol2: .
Galopując do stacjonaty musiał zostać lekko przytrzymany przez bruneta, aby ten mógł mu nadać własne tempo i sam zasygnalizować oddanie skoku. Siwy przystał na takie warunki, pokonując to 80 centymetrowe maleństwo od niechcenia. Dopiero pod koniec pokonał przeszkodę z niemałym zapasem mając nadzieję, że brunet zachwieje się w siodle ;>.
Przechodząc do stępa potarł pyskiem i prawą przednią nogę bowiem trochę do swędział łeb od tego potu i śliny wokół warg.
Powoli w miarę kontynuowania stępa ogier uspokajał oddech i sam powoli się wyciszał, choć stęp miał nadal obszerny i bardzo energiczny.

Jonah Wrens - 2015-05-22, 00:56

Wybacz, przez zachowanie zapominam, że on 10lat już ma. :lol2:
No ale mniejsza. Zajmując się głównie dojazdami do przeszkód majstrowałem z jego pyskiem jedynie na zakrętach. Później ręka musiała zostać na swoim miejscu, gdyż nie było tam miejsca na kłótnie. Najbardziej dbałem o zakręty, bo to one decydowały o skoku. Dodatkowo liczyłem foulę, dopasowując sobie je do miejsca wybicia.
Przy ostatnim skoku, faktycznie siwek szarpnął mną, jednak sam sobie zaszkodził, bo skoro zachwiał moją równowagę, ja zachwiałem w pewnym stopniu jego. Nie mniej jednak, w porę uwolniłem palce pozwalając wodzy wyślizgnąć się trochę i uniknąć jako takiego szarpnięcia za pysk. Tyle było miłego z mojej strony.
Kiedy już Holender odpoczął, zeskoczyłem z niego i zaprowadziłem go do stajni.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group