To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży piaszczysty

I So Bad - 2018-05-25, 22:39

Czując spokój ze strony Tonego, sama lekko zaskoczona zareagowała tak, jak tego oczekiwał Tony. Wyciszyła się po przejściu do stępa cały czas słuchając głosu brunetki, która najwyraźniej udzielała wskazówek jeźdźcowi.
Na nowo ruszając kłusem zrobiła to płynnie i z lekkością, śmiało przechodząc do chodu wyżej, w którym dość szybko oboje odnaleźli z Tonym utraconą wcześniej nić porozumienia. Tym razem zagalopowanie wyszło tak jak powinno, choć brakowało w nim tej płynności, którą zdołali uzyskać dopiero po nieznacznym rozwinięciu galopu. Pchając się ambitnie zadem pod kłodę, klacz prezentowała ruch z wyraźną tendencją po górę. Przodami efektownie zagarniała pod siebie podłoże dając brunetowi uczucie galopowania pod górkę.
Przejścia pozwoliły na zachowanie świeżości i dodatkowo uwrażliwiły Bad na pomoce mężczyzny. Wszystko to sprawiło, że klacz zaczęła się rozluźniać jednocześnie pieniąc się obficie w pysku i robiąc jeszcze przyjemniejsza na kontakcie.
Otrzymując szansę rozwinięcia galopu na długiej ścianie, wyraźnie poszerzyła ramy galopu mocno otwierając się przodem i bardzo odważnie galopując przed siebie.

Anthony Wayford - 2018-05-26, 21:07

Pomimo tych wszystkich problemów emocjonalnych, Tony rzadko kiedy wyżywał się na zwierzętach, to dla nich najczęściej będąc wyrozumiałym, cierpliwym i kochanym. Może dlatego, że zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi nigdy nie dawały mu powodów by zachowywał się inaczej?
W zakręcie wziął Bad na siebie, wracając do roboczego tempa galopu, w którym ponownie skierował karą na koło, podczas gdy Aaren znowu zabrała głos.
- Czyli po prostu mam zrobić lotną? - Zapytał, tym pewnie wprawiając Aaren w niemałe zaskoczenie, ale, ale... Właśnie to była jedna z tych nielicznych rzeczy, o których istnieniu Tony miał pojęcie, i co więcej! Potrafił to nawet zrobić, może nie w seriach, ale pojedynczą zmianę jak najbardziej. I oczywiście na koniu, który potrafił to bardzo dobrze.
Wrócił więc na ścianę, by następnie zmienić kierunek przez przekątną, u końca której przestawił pomoce i ciężar ciała, doprowadzając do lotnej zmiany nogi. Następnie na długiej ścianie powtórzył wydłużenie galopu, po którym zwolnił już do kłusa i rozkłusował Bad przed przejściem do stępa. W nim oddał jej wodze i poklepał klacz po szyi, na tym kończąc dzisiejszą jazdę, która choć nie była zbyt ambitna, to jednak pozwoliła Bad się trochę poruszać, a Tonemu użyć mięśni, o których na co dzień nie pamiętał. :lol:
- Nie było tak źle, ale umówmy się, że szybko tego nie powtórzymy. - Rzucił do Aaren, by po rozstępowaniu Bad zatrzymać ją i zsiąść z jej grzbietu. We trójkę wrócili razem do stajni. /zt

Aaren Wayford - 2018-05-26, 21:18

- Właściwie to tak.- Posłała mu uśmiech, powinna była się domyślić, że znał to pojęcie i niepotrzebnie tłumaczyła mu wszystko na około. Po wykonaniu tego elementu pochwaliła bruneta i obserwowała go już do końca treningu bez żadnych uwag. Jedynie na sam koniec poprosiła go o wypuszczenie klaczy do dołu w kłusie i dopiero wtedy oddaliła się o parę kroków, aby swobodnie usiąść na trawie w trakcie, gdy brunet rozstępowywał klacz.
- Dobrze, następnym razem wymyślę Jess jakąś wymówkę.- Zaśmiała się i razem z Tonym oraz Bad udała do stajni po skończonym treningu.

/zt

I So Bad - 2018-05-26, 21:18

Przechodząc do roboczego galopu znacząco skróciła swoje ramy, galopując spokojnie i w równowadze. Na kole poruszała się w delikatnym zgięciu, które proponował jej Tony, tym razem bardziej dbając o odpowiednie zgięcie w kłocie. Wyprowadzona na przekątną z lekkością wykonała lotną na samym jej końcu i razem z brunetem raz jeszcze powtórzyli element poszerzenia ram na dłuższej prostej.
W kłusie wypuszczona do dołu zanurkowała nosem i unosząc plecy rozluźniła dotychczas pracujące mocno i lekko spięte plecy. Na szczęście sam koniec treningu był już relaksujący i w trakcie stępa na długiej wodzy kara kroczyła już w pełni rozluźniona. Nie spociła się zbyt mocno, bowiem sam trening nie był szczególnie wymagający. Zmęczenie wynikało z tych bardziej stresujących momentów, lub tych, w których nie znalazła z jeźdźcem nici porozumienia.
Na sam koniec po solidnym rozstępowaniu prowadzona w ręce razem z parą udała się do stajni.

/zt

Jessie - 2018-05-27, 10:54



Teraz, gdy to Luke z jakiegoś powodu musiał zrobić sobie przerwę w jeździectwie, to Jessie mogła go zastąpić podczas tych zawodów i niejako odwdzięczyć się za to, że swego czasu pokazał na zawodach War Admirala. Dziecko Jess było jeszcze małe, za małe, żeby brunetka mogła sobie pozwolić na długie wyjazdy, ale te zawody odbywały się na miejscu, co zupełnie zmieniało postać rzeczy. Szybko wróciła do jazdy, nie tyle co z własnej woli, co z konieczności, więc nie była jeszcze w swojej szczytowej formie, ale jednak podjęła się wyzwania jakim było pokazanie dwóch koni - swojej Glamourdale i właśnie Lavarda, który wymagał uwagi za troje.
Miała ten komfort, że mogła liczyć na pomoc luzaków, którzy pod jej okiem przygotowali karego do startu, w jej rękach pozostawiając już rozprężenie konia, którego pierw wylonżowała w odosobnieniu, nie mając oporów przed tym, żeby trochę go zmęczyć przed pracą w siodle. Lavarda może nie znała, ale dobrze wiedziała, jakim typem konia jest jego matka, więc jego zachowanie - choćby spotęgowane faktem, że był ogierem - nie robiło na niej takiego wrażenia, jak na osobie, która była tego nieświadoma. Początek tej znajomości prawdopodobnie nie należał do najmilszych, ale Jessie była zdeterminowana, co pozwoliło jej dopiąć swego. Rozgrzała Lavarda przed startem, podczas rozprężenia starając się nie stwarzać niebezpiecznych sytuacji, a więc trzymając bezpieczny dystans od reszty i nie pozwalając, by to ogier decydował o tym, w jakim kierunku się poruszają i w jakim tempie.
Ostatecznie skierowała się z Lavardem ku czworobokowi, który okrążyła roboczym kłusem, wysiadując go. Pozwalała iść ogierowi swobodnie do przodu i zaprezentować pełnię jego możliwości ruchowych oraz umiejętności, nie mając problemu z wysiedzeniem jego naturalnie ekspresyjnego ruchu, którym z pewnością przykuwał uwagę. Był gotowy na poważniejsze konkursy, ale z racji jego temperamentu, być może dobrą decyzją było zejście o poziom niżej, byle tylko oswoić Lavarda z atmosferą zawodów i przyzwyczaić go do obecności innych koni oraz ludzi, których było tutaj od groma. Jessie siedziała w siodle prosto, w niewymuszony sposób utrzymując jego pion przy rozluźnionej sylwetce, mimo że jej ciało nie chciało współpracować tak, jak zawsze. Cały czas ciągnęło ją tu i ówdzie, jako że potrzebowała jeszcze czasu, żeby wszystko wróciło do normy, ale mimo to była odpowiednim zawodnikiem dla tego konia, choć była przynajmniej o głowę niższa od Luczka i znacznie drobniejsza, co dla karego było zapewne całkiem nowym doświadczeniem.
Czując, że ogier jest skupiony na zadaniu i pozostaje pod względną kontrolą, wreszcie skręciła do środka czworoboku, wjeżdżając na linię środkową przez rozsunięte szranki w literze A. Ze wzrokiem utkwionym w przeciwległym punkcie, wyprostowała sylwetkę konia w pomocach, równomiernie rozkładając ciężar ciała, byle tylko nie sprowokować ogiera do krzywienia się w żadną ze stron. Zatrzymanie przewidziane przez program w literze X, poprzedziła serią półparad, po których nastąpiła pełna parada; zawodniczka jeszcze głębiej i ciężej usiadła w siodle, jednocześnie spinając krzyż i domykając kolana. Zatrzymanie wykończyła zamknięciem konia w łydkach oraz domknięciem ręki, co pozwoliło Lavardowi precyzyjnie zatrzymać się w punkt, równo i przy dochowaniu środka ciężkości na swoim dotychczasowym miejscu. Następnie przełożyła wodze do jednej ręki, ukłoniła się sędziom i po chwili, trzymając wodze z powrotem w obu dłoniach, ponownie ruszyła kłusem na wprost, uzyskując od Lavarda płynne, energiczne przejście, po którym bez problemu zgrała się z jego ruchem.
Podjeżdżając pod ścianę, subtelnie ustawiła ogiera na prawo, w które po chwili skręciła w literze C, w zakręcie wyginając go wokół swojej wewnętrznej łydki. Program nie był trudny, w zasadzie jedyną trudnością było tutaj zapanowanie nad gorącą głową Lavarda, który przypominając tykającą bombę, mógł przecież wybuchnąć w każdej chwili. Niekiedy łapała go na tym, że się rozpraszał, za bardzo wyglądając tego, co działo się poza szrankami. Wówczas przypominała mu o swojej obecności półparadą, pragnąc, by mimo wszystko pozostał uwagą na miejscu i nie ignorował tego, o co go prosiła. Wychodząc na długą ścianę czworoboku rozpoczęła serpentynę o jednym łuku, która była niczym innym niż półkolem, które przebiegało przez całą długość czworoboku, w najwyższym punkcie sięgając litery X. Jadąc po nim, utrzymywała łagodne wygięcie wokół lewej łydki, pozwalające ogierowi poprawnie wpisać się ciałem w łuk, po którym się poruszali.
Następnie wróciła na ścianę, gdzie w narożniku zagalopowała z prawej nogi, przejście poprzedzając półparadą. Kolejno przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg, od której ogier powinien zagalopować w momencie, w którym dodatkowo wypchnęła go jeszcze z bioder, prawe wysuwając nieznacznie do przodu. Wewnętrzną łydką podtrzymując impuls, biodrami podążała za ruchem ogiera, zabierając jego zad i pomagając mu w uzyskaniu okrągłego, aktywnego galopu. W razie potrzeby rozluźniała go na ręce, chcąc by ten przepływ energii w jego ciele był jak najbardziej swobodny, bo tylko tym sposobem Lavard miał szansę w pełni zaprezentować swoje możliwości. Utrzymując tendencję do ruchu pod górkę, w pełni kontrolowanym galopie, Jessie prowadziła Lavarda wzdłuż szranek aż do litery E, gdzie zjechała na koło o średnicy dwudziestu metrów. Mając świadomość tego, jak takie wyglądało w przestrzeni, bez trudu zatoczyła okrąg o wymaganym promieniu, jednocześnie nie zaniedbując jakości galopu. W dalszym ciągu siedziała prosto, nie przechylając się w żadną stronę, i jedynie cofnęła lekko prawe ramię, tym samym rotując kręgosłup, co dla Lavarda - poza wewnętrzną wodzą, która zachęciła go do owinięcia się wokół wewnętrznej łydki, i poza zewnętrzną łydką, która pilnując zadu prowokowała do wygięcia ciała w banana :lol: , oraz zewnętrzną wodzą, prowadzącą łopatkę - było czytelnym znakiem, jak powinien ułożyć się na łuku.
Zamykając koło, przygotowała Lavarda do przejścia, w którym chwilowo zatrzymała ruch bioder, sprowadzając ogiera do kłusa. Z momentem uzyskania przejście od razu podparła go łydką, która nie tylko podtrzymywała ruch do przodu, ale również lekko podnosiła konia, zachęcając do ukazania swojego ruchu, z naturalną fazą zawieszenia. Jednocześnie z powrotem rozluźniła biodra, "wsiąkając" w ruch konia, który łatwo było jej wysiedzieć i niejako amortyzować, bo przywykła do tak ekspresywnych chodów.
Takim kłusem prowadziła karego wokół czworoboku aż do środka przeciwległej długiej ściany, gdzie ponownie zjechała na koło o średnicy dwudziestu metrów, zaczynając anglezować w momencie, w którym zewnętrzna łopatka ogiera wysunęła się do przodu. Jednocześnie zaczęła go wypuszczać do dołu, łydką dojeżdżając do oddającej ręki, co miało zachęcić Lavarda do wyżucia wodzy i rozciągnięcia się w dół. Zanim zamknęła koło w literze B, stopniowo nabrała wodze, podpierając to łydką i wróciła do pełnego siadu, w którym dalej jechała kłusem na wprost do litery A. Kawałek przed nią uprzedziła Lavarda o nadchodzącym przejściu pojedynczą półparadą, a następnie zablokowała ruch miednicą, jednocześnie podpierając ruch ogiera łydką, by przypadkiem się nie zatrzymał ani nie przeniósł ciężaru ciała na jego przód. W stępie zjechała na przekątną czworoboku, na której oddała Lavardowi wodze, znacznie je wydłużając, ale jednak nie do końca, jakby brakowało jej zaufania do ogiera, co w sumie nie było niczym dziwnym. Swobodnym ruchem bioder i działaniem łydek pozwoliła mu jednak swobodnie maszerować w ramach stępa swobodnego, a u końca przekątnej ponownie skróciła wodze by w połowie krótkiej ściany ruszyć kłusem.
Analogicznie do tego jak jechała czworobok na prawo, na długiej ścianie rozpoczęła serpentynę o jednym łuku, po której nastąpiło zagalopowanie z lewej nogi w narożniku. Ponownie poruszała się galopem aż do środka długiej ściany, gdzie zjechała na kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, podczas jazdy po nim zabiegając o utrzymanie dotychczasowego tempa oraz jakości galopu, która wybijała się ponad konkurencję. Zamknąwszy koło, po dwóch foule galopu zwolniła z powrotem do kłusa, którym starannie pokonała kolejne dwa narożniki, ostatecznie dojeżdżając do litery E, w której skręciła do środka czworoboku. Zmieniła kierunek ruchu przez jego środek, nie zapominając o chwilowym wyprostowaniu konia pomiędzy zmianami ustawienia. Na ścianę wróciła skręcając w prawo, po czym zjechała na linię środkową czworoboku w literze A. W jej połowie, zgodnie z programem, wykonała eleganckie zatrzymanie poprzedzone serią półparad. Ukłoniła się sędziom, po czym wyraźnie odetchnęła i z uśmiechem zjechała z czworoboku na długiej wodzy, głaszcząc karą bestię po szyi. Być może był niezłym gagatkiem... Ale za to niezwykle utalentowanym i cieszyła się, że miała okazję się o tym przekonać na własnej skórze. <3



Lavard Sontesique - 2018-05-27, 21:40



Odkąd jego właściciel wyjechał z nieznanych mu powodów, Lavard co raz częściej miał okazję poznawać nowych jeźdźców. Przyzwyczajony do Luke'a bardzo mocno manifestował swoje oburzenie i niezadowolenie tym faktem. Zaznajomiony z pomocami swojego właściciela teraz często miewał problem z dokładnym zrozumieniem tego, czego oczekiwał od niego nowy jeździec. Frustrowało go to niemiłosiernie i było główną przyczyną buntu pod siodłem, który ogier uskuteczniał, gdy tylko znajdował do tego pretekst. Z pewnością stał się bardziej nerwowy i jasno komunikował swoją niechęć do obcych osób podobnie jak jego matka za czasów swojej młodości..
Podczas przygotowań do startu nie miał litości dość mocno i boleśnie traktując luzaków. Huk idący z myjki często padał obiektem ciekawskich spojrzeń oraz zaniepokojonych osób, które właśnie przebywały w stajni. Ostatecznie w parę osób udało się doprowadzić ogiera do porządku, a przede wszystkim zapleść mu grzywę. W trakcie lonżowania jak zwykle tryskał energią, kilkukrotnie wspinając się i brykając z siodłem na grzbiecie. Nie miał nawet taryfy ulgowej dla Jess będącej świeżo upieczoną mamą. Pod siodłem był już nieco bardziej opanowany, lecz nadal bardzo łatwo rozpraszał się obecnością innych koni, których jeźdźcy przez samo zachowanie Lavarda zwyczajnie trzymali się od nich z daleka.
Spocony i rozfukany poruszał się z ogromem ekspresji właściwie czując jedynie niewielki ciężar Jessie, na swoim grzbiecie. Jej nogi nie opasały jego boków aż tak dokładnie i taka zmiana odrobinę go denerwowała. Niemniej zamknięty w pomocach nie kombinował nadmiernie, zwyczajnie dając się kontrolować w mniejszym lub większym stopniu siedzącej na nim amazonce.
Skręcając do środka czworoboku w litrze A wyjechali na linię środkową wcześniej dbając o dokładne i poprawne wyjechanie zakrętu. Niosąc miękko i z lekkością Jess na swoim grzbiecie opierał się swobodnie na wędzidle od czasu do czasu przeżuwając je krótko. Rozluźniony, ale i odrobinę zmęczony był znacznie spokojniejszy, choć mogła być to jedynie cisza przed burzą. Prowadzony równo po linii prostej poruszał się aż do litery X, przed którą uprzedzony półparadami zastrzygł uchem do tyłu. Dopiero w momencie zastosowania pełnej parady zatrzymał się równo po środku czworoboku, stając w miejscu. Równo obciążając wszystkie cztery kończyny stał i cierpliwie czekał na ukłon zawodniczki, która już po chwili za pomocą kolejnej półparady uprzedziła go o następnej zmianie. Ruszając z miejsca kłusem, płynnie wykonał przejście w górę wracając do kłusa roboczego, którym poruszali się przed zatrzymaniem.
Docierając do krótkiej ściany w literze C skręcili w prawo, bardzo dokładnie wyjeżdżając zakręt. Zgięty w kłodzie od wewnętrznej łydki oparł się na zewnętrznej podtrzymującej go. Pomimo łatwości w prowadzeniu często zdarzało mu się uciekać myślami gdzieś daleko. Uważnie zerkając na obecne niedaleko konie zarżał melodyjnie dopiero po upominającej półparadzie wracając do tego, co działo się tuż przed jego nosem. Wzdychając ciężko w literze M odbił w kierunku linii środkowej poruszając się swobodnie po wyznaczonej pozornej linii. Doskonale reagując na pomoce brunetki bezproblemowo wyginał się od łydek, którymi Jess mogła go swobodnie przesuwać. Podobnie jak matka był bardzo wrażliwy na pomoce, dlatego nawet niewinne muśnięcie jednego boku mogło poskutkować ustępowaniem lub niezamierzonym zgięciem.
Na szczęście w trakcie wykonywania serpentyny nie przydarzyło się nic takiego i po powrocie na ścianę ogier bezproblemowo zagalopował od dosiadu w narożniku. Okrągłym i efektownym krokiem poruszał się naprzód, bujając przyjemnie brunetkę w siodle. Obszerny ruch podtrzymywany przez Jess prezentował sie naprawdę zjawiskowo, będąc ucztą dla oczu sędziów jak i widzów. Docierając do litery E wykonali w niej koło o średnicy dwudziestu metrów, zginając się w kłodzie uformował cielsko w łuk doskonale wpisując się w rysunek koła kreślonego przez Jess. Po zamknięciu koła w tej samej literze galopowali dalej, pomiędzy E i H przechodząc do kłusa roboczego. Samo przejście wypadło bardzo dobrze, a podtrzymany przez Jess kłus pozostał lekki i swobodny z charakterystyczną fazą zawieszenia, którą Jess chciała osiągnąć swoimi działaniami.
Poruszając się kłusem dotarli do środka następnej długiej ściany, by w jej połowie rozpocząć kolejne koło, podczas którego Jess odciążyła jego grzbiet podnosząc się w siodle i siadając w nim w rytmie stawianych przez ogiera kroków. Niósł miękko i przyjemnie do tego sprężyście wybijając brunetkę do góry swoim elastycznym kłusem. Zaproszony do zejścia z głową w dół podążył swobodnie za wędzidłem jednocześnie przeżuwając wędzidło w pysku. Tym samum uniósł mocniej plecy i rozluźnił szyję, z powrotem wracając do wyższego ustawienia, gdy Jessie zaczęła stopniowo nabierać wodze. Poruszając się dalej kłusem zachowywali płynność i swobodę kłusa, z którego przeszli do stępa w połowie krótkiej ściany. Krocząc miękko i elastycznie Lavard prezentował bardzo dobry stęp, który został szczególnie podkreślony w momencie wyjechania na przekątną i zaprezentowania stępa swobodnego. Krocząc aktywnie głęboko wkraczał zadem pod kłodę, niosąc swobodnie szyję nieco obniżoną z zachowaną swobodą łopatek.
Po pokonaniu przekątnej w C na nowo przeszli do kłusa, analogicznie jak poprzednio wykonując serpentynę na długiej ścianie, a następnie zagalopowanie z lewej nogi w narożniku. Tutaj także w połowie długiej ściany wykonali koło o średnicy 20 metrów, które zamknęli i zaledwie po dwóch krokach galopu przeszli do kłusa. Wyjeżdżając nim dwa kolejne narożniki dotarli do litery E, by w niej rozpocząć zmianę kierunku przez środek czworoboku. Na nowo poruszając się w prawo swobodnym kłusem dotarli do litery A, w której wyjechali na linię środkową czworoboku. Niosąc miękko Jess na swoim grzbiecie poruszał się cały czas z pełną ekspresją, prezentując swój znakomity kłus, ale również świetny eksterier.
Zatrzymanie wykonał bezbłędnie, tak jak na samym początku i zmęczony cierpliwie stał na czterech kończynach czekając już tylko na kończący ukłoń i oddanie wodzy. Zadowolony z siebie wyciągnął nos do dołu i prowadzony dosiadem przez brunetkę opuścił czworobok. Przez chwilę nie miał nawet ochoty zerkać na inne konie, więc z sympatią przyjął głaskanie, dopiero na rozprężalni na nowo pokazując swoje schowane w czarnej grzywie rogi. ;>


Vivianne Feron - 2018-05-28, 13:13



Pomimo, że na ostatnich zawodach ujeżdżeniowych nie udało im się wystąpić, niezrażona Vivianne postanowiła nie przepuścić okazji i tym razem wystawić kasztankę, jeszcze w klasie L. Pomimo, że ich treningi i wystąpienia zahaczały już o wyższą – Ptkę – to by nie utracić ciągłości przy takich wystąpieniach, brunetka postanowiła wziąć udział w ujeżdżeniu wraz ze swoimi dwiema kasztanowatymi podopiecznymi. Z samego rana zjawiła się więc w stajni, żeby obie dziewczęta przygotować, a następnie ustalić z luzakiem przyprowadzenie drugiej z nich na rozprężalnię, podczas gdy ona, na grzbiecie Chilli, już kierowała się w tym kierunku. W trakcie rozgrzewki zadbała o porządne rozluźnienie i rozciągnięcie klaczy, we wszystkich chodach stosując do tego wolty i różnego rodzaju przejścia, a także przećwiczyła kilka figur z programu, chcąc się jak najlepiej przygotować. Wprawdzie Child była spokojna jak zwykle, ale Vivianne mimo wszystko, zachowywała rezerwę i skrupulatnie stosowała wszelkie pomoce, coby w stu procentach upewnić się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

Po wyczytaniu swojego imienia wróciła na elastyczny kontakt z klaczą, niemal od razu posyłając ją do kłusa, w którym to poruszały się po zewnętrznej stronie czworoboku. W tym miejscu od razu starała się ustalić z nią równy krok chodu oraz odpowiadające tempo, aby na końcu zatoczyć niewielką półwoltę i po prostej, prostopadłej do literki A, wprowadziła klacz na czworobok, już od tego miejsca zamykając ją w korytarzu z pomocy by zapobiec wężykowaniu. Podobnie działała podczas wjazdu na linię środkową, a tam już, półparadami, przygotowywała Chilli do zatrzymania się w punkcie X. Gdy nadeszła pora tego ćwiczenia, zamknęła rękę i napięła obustronnie krzyż, by w ostatniej fazie zatrzymania, zaktywizować zadnie kończyny do ładnego wejścia pod kłodę. Upewniwszy się, że kasztanka stoi w miejscu, zebrała wodze w jedną rękę, a drugą ukłoniła się przed sędziami, by w chwilę późnie wrócić do poprzedniego ustawienia i posłać klacz, ponownie, do kłusa roboczego. W międzyczasie wkradł im się jeszcze kroczek stępa, ale wkrótce ruszyły pożądanym chodem, by po dojechaniu do krótkiej ściany, skierować się na prawo. W nadchodzącym narożniku, Kanadyjka chętnie podpierała swoją podopieczną, w łydkach, nie chcąc by ta wypadła z ustawienia, i niezmiennie prowadziła ją na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną prosząc o delikatne wygięcie ku środkowi czworoboku. Po wyjściu na długą ścianę wyprostowała ją nieco, aby w M rozpocząć wykonywanie serpentyny o jednym brzuszku. W tym ćwiczeniu ponownie zadbała o pomoce, jakich dostarczała klaczy w narożniku, starając się w równowadze i poprawnym wygięciu wyjechać łuk, po którym się poruszały. Po zamknięciu tej figury, dziewczyna przygotowała klacz, półparadami, do kolejnego zadania, którym tym razem było zagalopowanie na prawą nogę. Ku temu Vivianne przytrzymała konia delikatnie na pysku, cofnęła zewnętrzną łydkę i wraz z wypchnięciem jej biodrami do przodu, poluźniła ucisk wędziła, w ten sposób uzyskując chód, którego oczekiwała od Chilli. Z początku galop był nieco ospały i brunetka musiała włożyć wiele wysiłku w to, by rozbujać kasztankę do tempa, którym chciała się poruszać, a to starała się utrzymać także podczas wolty, na którą wprowadzła Child w literce E. Tutaj ponownie prowadziła ją na zewnętrznej wodzy, skrupulatnie owijając klacz wokół wewnętrznej łydki i ograniczając zewnętrzną, by przypadkiem nie wypadła z ustawienia, a prawą dłonią delikatnie stymulowała wędzidło w jej pysku, dbając o wygięcie się ku środkowi. Przy tym wszystkim starała się jeszcze ładnie nakreślić kształt figury i zadbać o jej dwudziestometrowy rozmiar.
Przy zamykaniu figury przekazała Chilli kolejne półparady, a te zwiastowały nadejście kolejnego ćwiczenia, którym było przejście do kłusa roboczego. Do tego, Kanadyjka przytrzymała swoją podopieczną na odcinku E-H, a następnie przeprowadziła ją przez dwa narożniki i połowę długiej ściany, by tam, w B, ponownie wejść na koło o średnicy dwudziestu metrów – tym razem w kłusie, nie galopie. Od samego rozpoczęcia tego zadania, Vivianne zaczęła anglezowanie, a wraz z nim, delikatnymi ruchami ręki, posyłała klacz w dół, aby ta wyciągnęła i obniżyła szyję, podążając przy tym za wędzidłem, którego żucie było założeniem tego punktu programu. Przy wykonywaniu tego ćwiczenia dbała także o poprawne wygięcie kasztanki, a także o to, by poruszały się raczej po kole niż jajku. Przy zamknięciu wolty stopniowo zaczęła nabierać wodze, by następnie ponownie usiąść w siodło i kłusem roboczym poruszać się po drugiej części długiej ściany. Przeprowadziwszy klacz przez kolejny narożnik, posłała jej kolejne półparady, a za nimi niosło się kolejne zwolnienie – tym razem do stępa. Przytrzymała klacz, by ta zwolniła do stępa pośredniego, a w tym przeprowadziła ją przez kolejny łuk, by następnie wprowadzić Chilli na przekątną czworoboku.
Zamykała ją w korytarzu stworzonym z pomocy, prowadząc po równej, prostej linii (choć i tak nie udało im się całkowicie wykluczyć delikatnego wężykowania), a przy okazji zachęcała klacz do stępa swobodnego, zostawiając jej nieco więcej miejsca na przodzie, by mogła się rozluźnić, swobodnie poruszać naprzód, a przy tym aktywizowała ją, by przekraczała swoje ślady i nie zaczęła się obijać. Po zakończeniu przekątnej – a tym samym zmianie kierunku poruszania się – wróciła do stępa pośredniego, by w C poprosić klacz o zakłusowanie. Tutaj także chwilę powalczyła z nią o odpowiednie tempo, aby wkrótce, po wyjechaniu narożnika, wykonać kolejną serpentynę o jednym łuku, po uprzednim skupieniu na niej uwagi, półparadą.
Zakończywszy to ćwiczenie, ponownie skupiła Chilli na następnym punkcie programu, a w narożniku znów cofnęła łydkę, wstrzymała ją na moment na wodzach, by chwilę później poluźnić ucisk i wypchnąć klacz do galopu, tym razem z lewej nogi. Zagalopowanie wyszło im dużo lepiej od poprzedniego, a więc Vivianne nie musiała ingerować, teraz, w regulacię tempa, skupiając się na poprawnym przeprowadzeniu klaczy przez narożnik, a następnie wykonaniu kolejnego koła, w literce B. Znów skrupulatnie ograniczała ją w łydkach, owijając sobie klacz wokół wewnętrznej z nich, a zewnętrzną dbała o utrzymanie równowagi i ustawienia, podcza gdy prowadziła ją na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną sugerując wygięcie ku środkowi.
Zamknąwszy figurę posłała kasztance kolejne półparady, a następnie poprosiła o przejście do kłusa, jeszcze przed literką M. Następnie przeprowadziła ją przez dwa narożniki, a gdy dojechały do literki E, wprowadziła klacz ku środkowi czworoboku do B, a tam następnie skręciły w lewo, kierując się już do ostatniego punktu trasy, a więc przez narożnik do A, w której zjechały na linię środkową. Mimo, że był to już koniec, Vivianne nie odpuszczała, nadal prowadząc podopieczną w korytarzu stworzonym z pomocy, by ta przypadkiem nie zeszła ze ścieżki w lewo czy prawo. Działała także wodzami, przesyłając jej półparady, a następnie zatrzymała klacz w literce X, ponownie upewniając się, że jej nogi stoją w równych liniach, a klacz nie ruszy się podczas ukłonu. Zebrała pasek w jedną rękę, ukłoniła się, a następnie opuściła czworobok wraz z Chilli, dziękując jej za wspólny występ. Poklepała klacz po szyi, a w chwilę później oddała ją w ręce luzaka, by samej zająć się, czekającą już, Clair.
Jessie - 2018-05-30, 21:42


Zakup Glamourdale był wręcz idealnie umiejscowiony w czasie. Do czasu gdy Jessie mogła wreszcie wrócić do jazdy, klacz zapewne nieco oswoiła się z nowym miejscem, a także jej osobą, choć póki co jeszcze nie było mowy o silnej relacji i dobrej, wzajemnej znajomości siebie. Oba te czynniki były niezwykle ważne, ale Jess nie chciała ominąć okazji do pokazania klaczy na czworoboku, więc przymknęła na to oko, stawiając na swoje umiejętności, ugodowe usposobienie Glamourdale oraz jej predyspozycje.
Kiedy została wywołana, stępem udała się w pobliże czworoboku, wokół którego zakłusowała, od początku wysiadając kłus. Dała sobie i klaczy chwilę na dogranie się, po czym ostatecznie skręciła przez półwoltę do środka czworoboku, wjeżdżając na niego przez podniesione szranki w literze A. Prowadząc Glamourdale na wprost zadbała o to, żeby klacz nie straciła dotychczasowej pewności siebie, łydkami równomiernie opasając boki klaczy i będąc w gotowości do podparcia jej nimi, na wypadek, gdyby w jej ruch wkradło się jakiekolwiek zawahanie. Prowadziła ją na dwóch równych wodzach, równomiernie rozkładając ciężar ciała w siodle i wzrokiem sięgając litery C, w której znajdowali się sędziowie.
Do zatrzymania w połowie linii środkowej zawodniczka przygotowała klacz serią dyskretnych półparad, żeby następująca po nich parada nie była dla niej zaskoczeniem. Jessie ciężej i głębiej usiadła w siodle, blokując ruch miednicy i spinając krzyż. Zatrzymanie podparła łydką oraz wykończyła domknięciem ręki, tym samym uzyskując precyzyjne, eleganckie zatrzymanie w literze X. Ukłoniła się wspomnianym sędziom, po czym ponownie wzięła wodze do obu dłoni i ponownie ruszyła kłusem na wprost. Podjeżdżając do ściany, nieznacznie ustawiła Glamourdale na prawo, po czym w literce skręciła w tę właśnie stronę, wyginając klacz wokół wewnętrznej, prawej łydki. Podobnie zachowała się w narożniku, starannie, nie za głęboko wyjeżdżając go, a następnie wychodząc na długą ścianę. Momentalnie sięgnęła wzrokiem jej drugiego końca, chwilę później rozpoczynając serpentynę o jednym łuku. Zjechała zatem do środka czworoboku, oferując klaczy łagodne wygięcie wokół lewej łydki, po czym powróciła z powrotem na ślad i przygotowała Glam do nadchodzącego zagalopowania w równoważniku. Wykonała krótką półparadę, po której cofnęła zewnętrzną łydkę za popręg i to od niej zagalopowała, z wyczuciem dociskając ją do końskiego boku. Jednocześnie wypchnęła ją biodrami do galopu, nie tracąc przy tym elastycznego kontaktu z pyskiem. Wewnętrzną łydką podtrzymując impuls, biodrami podążała za ruchem klaczy, zabierając jej zad i pomagając jej w uzyskaniu okrągłego, aktywnego galopu.
W połowie długiej ściany, czyli literze E, zabrała ją na koło o średnicy dwudziestu . Skupiła się nie tylko na wpisaniu klaczy w łuk, ale również na właściwym rysunku koła, co było równie istotne. Nie miała z tym większych problemów - wykonała figurę precyzyjnie, jednocześnie nie zaniedbując jakości galopu, który stale podtrzymywała wewnętrzną łydką. Tuż po jego zamknięciu musiała przygotować konia do przejścia w dół; przytrzymała go do kłusa, od razu odnajdując wspólny rytm.
Po wejściu na przeciwległą, długą ścianę, w jej połowie ponownie zabrała Glamourdale na koło. Od razu zaczęła anglezować, pilnując się, by robić to na dobrą nogę. W dalszym ciągu trzymała wewnętrzną łydkę na popręgu, wyginając wokół niej konia. Wewnętrzną wodzą ewentualnie prosiła klacz o mocniejsze wygięcie, natomiast na zewnętrznej trzymała oparcie i pilnowała średnicy koła. Kłusując po kole, zaczęła wypuszczać konia do dołu w ślad za ręką, do której dojeżdżała go łydką, zachęcając do wyżucia wodzy. Zaczęła stopniowo nabierać wodze przed dojechaniem do litery B, skąd dalej jechała na wprost. W literze A zwolniła do stępa, przejście planując odpowiednio wcześniej, żeby nie było dla Glamourdale zaskoczeniem. Z najbliższego narożnika zabrała konia na długą przekątną, przez którą zmieniła dotychczasowy kierunek ruchu. Jadąc po niej, w łydkach pilnowała ruchu naprzód po wyznaczonej linii i jednocześnie oddała koniowi wodze, trzymając je podczas stępa niemal za samą sprzączkę. Dosiadem "bujała" konia, zachęcając go do stawiania obszernych, swobodnych kroków. Wróciwszy na ścianę w M, nabrała wodze na kontakt i po starannym wyjechaniu narożnika, zakłusowała w literze C. Na długiej ścianie po raz drugi wykonała serpentynę o jednym łuku, pilnując wygięcia do środka podczas jazdy po łuku, po czym zagalopowała w narożniku z lewej nogi. Wjeżdżając na koło w B, starała się siedzieć prosto, nie przechylać się do środka koła ani tym bardziej nie usztywniać w biodrach, żeby nie blokować ruchu konia. Zamknąwszy koło, kawałek za literą B zwolniła do kłusa. Jechała kłusem wzdłuż szranek aż do E, gdzie skręciła do środka czworoboku w celu zmiany kierunku ruchu przez środek "ujeżdżalni". Kolejno skręciła na linię środkową, w której połowie zatrzymała Glamourdale. Przygotowała go do tego paroma półparadami, a następnie usiadła głębiej w siodle, zablokowała ruch bioder, zamknęła konia w łydkach i wykończyła zatrzymanie poprzez domknięcie ręki. Ukłoniła się sędziom, po czym zjechała z czworoboku na długiej wodzy, głaszcząc Glam po szyi.
Ruth - 2018-05-31, 11:57



Był to jedyny przejazd Ruth w dzisiejszych zawodach, głównie dlatego, że wśród swojej stawki nie miała już konia ujeżdżeniowego, zaś sama nie była zainteresowana startem na innym koniu. Dostała jednak propozycję, raczej prośbę o przejęcie na zawody dobrze rokującego Belvedere, który prócz tego, że był utrzymany w stałym treningu i dopieszczony przez właścicielkę od super drogiej karmy, bo nowy kantar co tydzień.
Trafiając pod boks gniadosza cicho zacmokała, dając mu kostkę cukru na dłoni i wchodząc do boksu, by bez większych obiekcji wyprowadzić go na myjkę i przygotować do rozgrzewki i późniejszego startu. Sama, ze względu na sam ''strój'' ogiera też się odstawiła, choć sama ranga zawodów nie wymagała poziomu Fashion Week'a, to nie mogła odstawać od idealnie dobranego czapraka i siodła z uzdą, które wyglądały jak z wystawy sklepowej. Cóż, niektórzy mają konia tylko na pokaz.
Poprowadziła ogiera na rozprężalnię, gdzie kręciły się już jakieś pary. Przywitała się z jeźdźcami, który podobnie jak ona przygotowali się do rozgrzewki przy ogrodzeniu, a zaraz po tym dopięła do końca popręg i wspięła się na grzbiet Belka, kierując go na długiej na teren czworoboku. Początkowo postawiła na długie rozprężenie w stępie na długiej, by się trochę rozchodził i przyzwyczaił do jej sposobu bycia, a następnie zaczęła powoli wpływać na jego pracę poprzez zebranie go na lekki kontakt, obciążenie zadu czy aktywizujące łydki, by jej się nie obijał. Już tutaj pojawiały się lekkie niedociągnięcia jak niestałość w łydkach kobiety, tym samym niestałość w linii ogiera, było to jednak poprawiane jak tylko zdawała z tego sprawę. Mimo to z każdą minutą szło im coraz lepiej, co pokazywał będący na końcu rozgrzewki galop, w którym zad ogiera był bardzo uaktywniony, zaś sama postawa zaokrąglona.
Po usłyszeniu wezwania ze strony sędziów poprosiła ogiera do kłus, dodając mu tym samym pchnięcie z miednicy i aktywizującą łydkę. Objechała cały czworobok wokół, przy okazji zapoznając ogiera z budką sędziowską i reklamami wokół. Dojeżdżając do A usiadła głębiej w siodło, posyłając gniadoszowi półparadę i biorąc go bardziej na kontakt, aby w samych szrankach wyrównać linię kłusa. Zablokowała go łydkami przed ucieczką zadem i skłoniła do kontynuowania kłusa roboczego lekką pracą bioder. Stale utrzymywała łagodny, elastyczny kontakt, nie szarpiąc ogiera ale kontrolując, by nie robił co mu się żywnie podoba. W dojeździe do X po raz kolejny poleciała z jej strony półparada, by idealnie na literce nastąpiła parada. Węgierka, chwyciwszy wodze w jedną dłoń ukłoniła się w kierunku sędziów i wróciła do starego kontaktu, by wypchnąć Belvedere do kłusa. Trzymała go w ramach z pomocą łydek, także nimi nadając ładny łuk przy C, gdzie skręcili w prawo, czy na narożniku przed M. Miała już tutaj lekkie problemy z utrzymaniem ogiera w stałości tempa, stygł jej bez odpowiednich, aktywizujących pomocy, z drugiej strony kiedy je otrzymywał, szedł stałym, ładnym kłusem. Przy M wzmocniła nacisk na prawą stronę wodzy, lewą kontrolując potylicę, zaś łydkami ustalając odpowiednie tempo i ułożenie ciała.
Po zjechaniu w F z serpentyny kierowali się na narożnik, gdzie wewnętrzna łydka kobiety wylądowała bliżej popręgu, zaś zewnętrzna dalej, aby po ładnym wygięciu na narożniku ruszyć galopem na prawą nogę. W poprzedzeniu galopu była oczywiście półparada, zaś same przejście wzmocniła łydka i wypchnięciem z miednicy. Obciążyła zad wzmacniając kontakt, aby unieść jego przody, uaktywnić zad i uwydatnić i tak ładny galop. Ze wszystkich chodów ten miał szczególnie ładny dla oka, okrągły i stabilny. W nim kierowali się przed krótką ścianę i narożnik, który przez niedopilnowanie Ruth lekko spłaszczyli, podobnie jak początek koła o średnicy 20 metrów, na które zjechali przy E. Po zamknięciu ogiera w łydkach na ładny łuk, gdzieś w połowie straciła czujność, tym samym popuszczając mu pomoce - a to pozwoliło na inny rysunek zadem, niżeli przodem. Zaraz jednak zostało to poprawione, dzięki czemu druga część rysunku koła poszła prawidłowo. Po zjechaniu wyrównała ogiera przesuniętymi łydkami w stronę zadu i posłała mu półparadę, aby po przejechaniu obok S poprosić ogiera o kłus, wzmocnieniem kontaktu, obciążeniem zadu i blokującą łydką. Po przejściu w kłus utrzymała go w stałości aktywnego, przyjemnego tempa i wsparła w uaktywnieniu zadu, skierować się wzdłuż ścian czworoboku w stronę literki B. Na narożnikach nie zapominała już o wsparciu łuku, zaś na ścianach trzymała go w ramach równej linii także z pomocą łydek. Dojeżdżając do B posłała mu półparadę i skierowała na koło, ponownie o średnicy 20 metrów, aby przejść do kłusa anglezowanego i zacząć powoli oddawać ogierowi wodzę. Utrzymywała tempo i łuk na łydkach, zaś sam pysk ogiera grzecznie podążył za wędzidłem, podobnie jak grzecznie wrócił. Gdzieś po drodze stracił co prawda na równowadze, tym samym uciekając zadem z rysunku, zaraz jednak zostało to skorygowane. Po zjechaniu z koła kobieta ponownie ustaliła kontakt i poprowadziła ogiera wzdłuż czworoboku, wyjeżdżając z pomocą łydek i dosiadu narożnik i kierując się w stronę A. Przed A ze strony Węgierki polecała półparda i parada do stępa, w którym wspomogła ogiera w aktywnym tempie stępa pośredniego.
Pokonali w stępie pośrednim czworobok, na którym oddziaływała łydką wewnętrzną ku łukowi, który trochę popsuto zadem, mimo to nie był to kardynalny błąd. Dojeżdżając dalej stępem pośrednim do swobodnego rzuciła ogierowi lekką półparadę i rozluźniła się, pozwalając ogierowi na więcej, prowadząc go po przekątnej przez X, do M. Gdzieś po drodze straciła w stałości, mimo to udało się im się powrócić przy M do stępa pośredniego bez większych problemów. Przy tym wzmocniła lekko kontakt, pchnęła go w miednicy do aktywniejszego tempa, prowadząc go w stałości, którą teraz w pełni kontrolowała w kierunku C, wspierając go po drodze łydkami i dosiadem na narożniku oraz posyłając przed C półparadę. Idealnie w punkcie dodała ogierowi pchnięcie z miednicy i aktywizującą łydkę, by ruszyć kłusem roboczym, w którym dzięki pełnemu siadowi potrafiła lepiej utrzymać go w ramach kłusa roboczego, trzymając przy tym stałe tempo dzięki wspieraniu lekko stygnącego ogiera na dosiadzie. W kłusie skierowali się do H, w którym zablokowała ogiera w pomocach na serpentynę, zamykając go w łydkach i kierując na całkiem ładny łuk. Dojeżdżając do K rzuciła ogierowi półparadę i wsparła go na narożniku, by po wyrównaniu łydkami na krótkiej pchnąć ogiera do galopu, ruchem dosiadu i łydką. Wzmocniła lekko kontakt, kierując ogiera na galop na lewą nogę, i lekko unosząc jego przodu. Ogier miał całkiem ładny ruch, uaktywniony zad i wyraźną kadencję, co dawało im dodatkowe wyrażenia wzrokowe dla widzów i sędziów. Dodatkowo kontrola kobiety na ścianach i następującym w B kole pokazywały mimo dobre zrozumienie się jeźdźca z koniem, choć na dobrą sprawę wcale się nie znali. W B wspierała go na łuku z pomocą łydki wewnętrznej, silnie kontrolującej bliżej kontaktu i podobnie mocno oddziałowywującej zewnętrznej, oddalonej o mniej więcej rękę od popręgu. Ogier miał obciążony zad, ładnie nim pracował i zaokrąglał się w galopie - to jak na razie najlepszy punkt ich przejazdu. Po zjechaniu z koła Ruth wykonała paradę do kłusa, by skierować go nim wzdłuż ścian, by w E skręcić w lewo, zaś w B w prawo z pomocą wyraźnych pomocy. Na linii środkowej utrzymywała stałe tempo z pomocą dosiadu, aby w idealnym punkcie wykonać pełną paradę. Tam ukłoniła się w stronę sędziów i skierowała ogiera do wyjścia w A z czworoboku, pozwalając ogierowi na rozluźnienie się i głaszcząc go przy tym, za bardzo ładny przejazd.
zt
Harley Davidson - 2018-05-31, 17:26


    rozgrzewka

Harley nie nastawiał się dziś na nic wielkiego - konkurencja była dość spora a on jechał na koniu, z którym nie zdążył nawiązać jeszcze mocniejszej więzi i nie znalazł nici porozumienia. Valkyria nie była wierzchowcem łatwym, o tym zdążył się już przekonać. Osobiście zajął się jej czyszczeniem i siodłaniem, tak samo zresztą jak rozgrzewką. Rozpoczęli standardowo od stępa na rozruszanie się a później zaczął pracować na jej rozluźnieniem i wygimnastykowaniem - ze skutkiem bardzo miernym. O ile udało mu się osiągnąć z rudą odpowiednią regularność i takt we wszystkich trzech chodach, to kolejne, wyższe elementy piramidy szkoleniowej ewidentnie tu kulały. Kontakt, jaki miał z jej pyskiem był niepewny i nieco sztywny, a bez niego ciężko było mu wyprosić także odpowiednie ustawienie i widocznych ruch od zadu. By nieco rudą rozluźnić prowadził ją na długim kontakcie przez kolejne łuki i dbając o prawidłowe wygięcie. Czego by nie robiły, zachowywał stoicki wręcz spokój, mając nadzieję, że taki nastrój udzieli się i córce Valkyrii. Planował wykonanie wspomnianych wcześniej figur w niskim ustawieniu, ale bez odpowiedniego rozluźnienia i chęci współpracy nie miało to po prostu sensu - w końcu chodziło o schodzenie w dół na kontakcie a nie puste obniżanie łba i szyi bez łączności z ręką jeźdźca. Co by nie było za nudno między skrętami wszelkiej maści wprowadził trochę cavaletti w kłusie oraz galopie, aktywizując na nich klacz nieco bardziej stanowczymi impulsami z łydki i zmiany tempa. Kilkakrotnie zmienili też kierunek a jeździec właściwie cały czas dbał o zachowanie aktywnego tempa.
Pod koniec rozgrzewki, gdy przeciągnął rudą już przez wszystkie trzy chody w obie strony, westchnął tylko cicho, jakiś taki nieusatysfakcjonowany. Na czworobok wjeżdżał z myślą, że poległ w kwestii przekazania rudej swojego spokoju, jak i po prostu do niej nie dotarł. Być może i ją rozruszał, ale nie znalazł sposobu na odpowiednie rozluźnienie klaczy, więc i nie można było mówić o porządnym jej ustawieniu. Gdy zostali wywołani na czworobok dojechał ją łydką do wędzidła, stopniowo skracając wodze i przenosząc nieco ciężar na tył dla zaktywizowania jej zadu.

    przejazd

Efekt tych działań był mniej widoczny niż by chciał, więc od razu postanowił, że nie odpuści rudej także treningów ujeżdżeniowych - żeby ruszyć z nią na parkury najpierw musi wypracować u niej odpowiedni ruch, no i powiedzmy, że też odpowiednie kryteria. Jadąc wzdłuż płotków czworoboku posłał ją do kłusa, lekko wypychając ją z krzyża przy jednoczesnym sygnale łydki. W A okręcił ją sobie wokół łydki, pilnując wygięcia całej kłody i trzymania się odpowiedniego łuku. Trzymając aktywne tempo doprowadził Valky te kilka kroków do X, gdzie wstrzymał klacz ściągnięciem wodzy, domknięciem kolan przy jednoczesnym spięciu krzyża, jak i impulsem łydki, który docelowo miał dojechać ją do wędzidła i skłonić do podejścia zadnimi nogami mocniej pod kłodę... No, co by nie rozciągała się zbytnio jak byle szkapa przy żłobie. Niestety przez nieco sztywny kontakt z pyskiem kasztanki nie wyszło to tak, jakby chciał - córka Voice mocno oparła się na przedzie, a i nie dostawiła się do ręki równo. Harley ukłonił się sędziom, nie chcąc brać tego od razu za złą monetę - w końcu wypadałoby zachować pozytywne nastawienie do końca przejazdu, co by swoimi nerwami i naruszonym humorem nie stresować klaczy jeszcze mocniej. Ponownie złapał wodze w obie dłonie i stanowczym, energicznym ruchem wypchnął klacz z biodra, wspomagając się oczywiście także łydką. Po rozgrzewce Valkyria nie powinna mieć problemu z odróżnieniem jego próśb o ruszenie stępem a kłusem, toteż oczekiwał, że od razu ruszy przed siebie odpowiednim tempem. Widział, że albo Valky nie ma dziś ochoty na współpracę i pokazanie swoich możliwości, albo nie czuje się najpewniej, toteż jej chód był dość sztywny i pozbawiony lekkości. Po dojechaniu do krótkiej ściany mężczyzna poprowadził klacz na prawo, oferując jej oczywiście oparcie na domykającej wygięcie szyi zewnętrznej wodzy i prosząc o odpuszczenie przez pulsacyjne działanie wodzy wewnętrznej, jego łydki dbały przede wszystkim o to, by za wygięciem szyi podążyło i ciało klaczy. Nie odpuścił jej także kolejnego narożnika, po którym wprowadził ją na lekki łuk serpentyny, dbając o aktywizację klaczy i utrzymanie przez niej stałego, subtelnego wygięcia adekwatnego do łuku, jaki mieli wyrysować. Zbliżając się do narożnika, szatyn posłał kasztance wyraźną półparadę, chcąc przygotować ją na nadchodzące przejście w wyższy chód i ewentualnie przekierować jej uwagę z powrotem na siebie i na ring. Tuż przed samym wjazdem w łuk ponowił sygnały, zaraz po nich gładko zmieniając pomoce na adekwatne do wygięcia w przeciwną stronę i wyjechania narożnika. Gdy poprzez wygięcie w zakręcie uzyskał odpowiednie ustawienie na prawo, posłał klacz do przodu ruchem bioder, lekko luzując wodze, gdy tylko klacz przeszła w wyższe tempo. Od początku podpierał ją rytmicznymi sygnałami łydek i bioder, zachęcając do utrzymania energicznego tempa. Nie opuszczała go nadzieja, że być może rozbujana nieco klacz chętniej odpuści, rozluźni się i pozwoli na złapanie elastycznego kontaktu i co za tym idzie, wyegzekwowanie lepszego ustawienia i zaangażowania zadu. Na środku długiej ściany sprowadził ją na koło o średnicy 20 metrów, skupiając się na równym wyrysowaniu figury. Ponownie przed powrotem na ślad posłał jej półparadę, by po powrocie na ścianę od razu naprostować ją i skłonić do zejścia do kłusa przez pulsacyjne ściągnięcie wodzy i spięcie krzyża.
Sam fakt, że ciężko było mu dogadać się dziś z rudą i po prostu jej nie hamować, sprawił, że sam się nieco zestresował i spiął, co nie wpłynęło korzystnie na jej zaangażowanie i odbiło się na jakości kłusa, jakim dojechali do B. Wprowadził klacz na koło po czym od razu uniósł się z siodła, anglezując wraz z jej ruchem. Stopniowo oddawał jej wodze, oferując stałe oparcie na zewnętrznej wodzy i łydce. Nieco zabrakło mu jednak wyczucia w pracy wewnętrzną wodzą, zapewne przez stresik i długą przerwę od jazdy, toteż momentami zapominał o działaniu nią, właściwie pozwalając klaczy sztywnieć w pysku. Wewnętrzną łydką dopilnował, by klacz mimo wszystko została aktywna w trakcie pokonywania figury. Zbliżając się do końca koła zaczął stopniowo zbierać wodze, wracając do wyższego ustawienia. Doprowadził rudą po śladzie aż do kolejnego ćwiczenia, jakim był stęp pośredni - udało im się gładko przejść w niższy chód mniej-więcej na wysokości litery A, problemy pojawiły się dopiero po wyjechaniu z narożnika na przekątną - oddawał jej lekko wodze, nie przeskakując skokowo na luz; jego własne spięcie nie pozwoliło jej jednak na zaangażowanie zadu i odpowiednie wyciągnięcie kroku, toteż impuls jego łydek co najwyżej mógł nadać aktywności człapaniu a nie energicznemu, swobodnemu kroczeniu naprzód, które mogłoby wyjątkowo przykuwać oko. Kończąc zmianę kierunku zaczął zbierać klacz z powrotem na kontakt, dojeżdżając ją do ręki łydką. Po wyjechaniu narożnika ostrzegł ją półparadą, by na środku krótszej ściany posłać już wyraziste pomoce do przejścia w kłus. Od razu wyprosił u niej energiczne tempo, oferując tym razem nieco przyjemniejszy dla pyska kontakt z wędzidłem, toteż lustrzany wężyk od H do K wyszedł znacznie przyjemniejszy dla oka, lepiej wyrysowany i wyjechany w większej równowadze.
Był to przebłysk większego skupienia w przypadku jeźdźca, więc Harleyowi na chwilę udało się osiągnąć większy spokój, rozluźnić spięte nieco kolana i krzyż, które mogły hamować ruch kasztanki i z większą świadomością oraz subtelnością ostrzegł ją o nadchodzącej zmianie tempa. Okręcił ją wokół łydki w narożniku, zewnętrznymi pomocami budując dla niej oparcie a wewnętrzną łydką zachęcając do wygięcia, oparcia się na przeciwległych pomocach, wewnętrzną zaś wodzą cały czas posyłał jej półparady walcząc o elastyczniejszy kontakt z pyskiem. Gdy zyskał odpowiednie wygięcie, od razu zadziałał łydkami i dosiadem aktywizująco, zachęcając klacz do wkroczenia w galop. Był to chód najbardziej rozluźniający a i dla niego najwygodniejszy, więc można powiedzieć, że był to najlepszy fragment ich dzisiejszego przejazdu. Także koło w galopie udało im się wykonać we względnym rozluźnieniu i zgraniu, ponieważ jeździec zadbał o odpowiednie wygięcie wierzchowca, jak i jego rozluźnienie. Właściwie jechał po własnych śladach, miejscami je poprawiając. Zakończenie koła zaznaczył wyrazistą półparadą, by po chwili przysiąść głębiej w siodle, blokując krzyż i dociskając łydki do bloków klaczy i pulsacyjnym sygnałami wodzy, sygnalizując powrót do kłusa. Mijając budkę sędziowską spiął się nieco, co pewnie odbiło się nieco na rudej i jej ustawieniu. Poszczycić dziś mogli się jedynie zgrabnymi zakrętami, właściwie cała reszta ewidentnie wymagała dopracowania i szatyn mógł tylko pluć sobie w brodę, że nie zapracował ciężej przed zawodami. Okręcił sobie rdzawą wokół wewnętrznej łydki sprowadzając ją na zmianę kierunku przez linię środkową w E. Tuż przed skręceniem w prawo ustawił ją lekko na tę stronę, niejako sygnalizując swoje dalsze zamiary. Po powrocie na ślad skupił się głównie na aktywizacji jej, szczególnie, że pod koniec przejazdu miała prawo opadać nieco z sił, niestety ponownie niedostatecznie zachęcając ją wewnętrzną wodzą do odpuszczenia i załapania elastyczniejszego kontaktu z ręką. Także po zjeździe na linię środkową na niewiele zdała się półparada poprzedzająca zatrzymanie - usztywniona w pysku i nieco zmęczona klacz ponownie nie zaprezentowała się w zatrzymaniu najlepiej, za co winę przypisywał częściowo sobie. Ukłonił się nisko sędziom i po chwili posłał klacz do stępa wypchnięciem z bioder, podarowując jej luźne wodze.

Na takim swobodnym kontakcie poprowadził ją na rozprężalnię, gdzie rozstępował ją sobie w ręce i nagrodził za przejazd smakołykiem i pochwałami słownymi, bo jego dotyku nie darzyła jeszcze szczególną sympatią. Cóż, dzisiejszy przejazd był dla niego z pewnością sporą nauką i motywacją do ruszenia z rudą także ujeżdżeniowych elementów. Przyzwyczaił się do współpracujących, wypracowanych przez godziny treningów koni i teraz wypadałoby odświeżyć metody pracy z mniej oszlifowanymi młodzikami... Szczególnie kryjącymi w sobie taki potencjał jak Valkyria.

[z/t]
Elizabeth White - 2018-06-06, 00:49

/Zakładając, że jest pusto.

Wybrała ten a nie inny obiekt z dwóch prostych powodów - pogoda zachęcała do jazdy na zewnątrz, a na dodatek nikogo tu nie było. Z tego powodu spokojnie wprowadziła Shamrocka na czworobok i zatrzymała go gdzieś na uboczu, by dokonać ostatnich poprawek przy sprzęcie. Opuściła strzemiona oraz podciągnęła popręg, w międzyczasie ubierając na łapki rękawiczki. Tak uzbrojona zaczęła się rozglądać za jakimiś schodkami, bo o ile nie miała zazwyczaj problemu z wsiadaniem, to przy prawie dwu metrowym koniu ten problem się siłą rzeczy pojawiał. Gdy takowe wypatrzyła, ustawiła ogiera tuż obok i wtedy już bez większych trudności zasiadła na jego grzbiecie. Zawsze w tym momencie doznawała szoku, bo jeżdżąc chwilę wcześniej na niziutkiej i drobniutkiej Petit, teraz czuła się jakby siedziała na czołgu. Aczkolwiek nie oznaczało to, że odczuwała dyskomfort, a wręcz przeciwnie. O dziwo na grzbiecie fryza czuła się dość bezpiecznie, co było zasługą jego łagodnego charakteru i chęci do pracy.
Po zapięciu kasku, oraz ułożeniu wodzy w łapkach, przyłożyła do boków ogiera łydki i poprosiła go o stęp. Wchodząc na pierwszy ślad, zaoferowała mu dłuższą wodzę, która miała umożliwić obniżenie szyi, ale za to nieustannie prosiła go o aktywny marsz do przodu. Na tym etapie chciała żeby się troszkę rozluźnił, skupiając się na prostych odcinkach niżeli upychaniu go w narożnikach. Sama również oddała się błogiej chwili relaksu, miękko podążając biodrami za ruchem konia, ale broń Boże go nie pchając.

Vivianne Feron - 2018-06-07, 10:10



Kiedy skończyła przejazd z Chilli, wymieniła się kasztankami z luzakiem, na rozprężalni i od razu dosiadła Clair, która dziś miała jeden z „tych” dni, w którym nie okazywała swojej właścicielce zbyt wiele miłości. Wyraźnie coś jej nie pasowało i Vivianne musiała się nieźle namęczyć, żeby wypracować rozgrzewkę z klaczą, nie wspominając o jej rozluźnieniu i giętkości. Z uporem maniaka przechodziła przez wszystkie chody, wprowadzała Clair na wolty i ćwiczyła zawarte w programie figury, ale niemalże żadna z nich nie była wykonana w stu procentach w takim stylu, jakiego Kanadyjka mogłaby sobie życzyć. To sprawiło, że była nieco podenerwowana i choć wcale nie miała zamiaru wycofywać się z konkursu, to wiedziała, że nie pójdzie on im najlepiej. A może niepotrzebnie się tak nastawiała?

Po wywołaniu swojego imienia, ruszyła wraz z klaczą kłusem roboczym wzdłuż zewnętrznej strony czworoboku, gdzie starała się wypracować z nią odpowiednie tempo i styl chodu. Nie było to łatwe zadanie, ale w pewnym stopniu udało jej się wymusić na podopiecznej by ta dostosowała się do wymagań właścicielki. Wkrótce zataczały półwoltę, zaraz za końcowym wierzchołkiem długiej ściany, a na jej końcu pokierowały się na linię środkową czworoboku konkursowego. W tejże Kanadyjka ograniczała klacz po obu stronach, nie chcąc pozwolić by ta zrezygnowała z poruszania się po prostej i stale aktywizując ją do parcia naprzód, półparadami wskazywała, że za moment będą musiały wykonać pierwsze z zadań. By je osiągnąć Vivianne usztywniła nieco dolną część pleców, zamknęła rękę, przekazując w ten sposób kasztance pełną paradę i zatrzymała ją dokładnie w literce X, delikatnym ruchem łydek wyrównując jej nogi do równych linii. Upewniła się, że Clair nie planuje ruchu naprzód i dopiero wtedy wykonała ukłon, chwilę później ponownie ruszając kłusem roboczym, choć w to przejście wkradło się kilka kroczków stępa.
Dojechawszy do C skręciły w prawo, aby po przedostaniu się przez narożnik (w którym Vivianne oferowała swojej podopiecznej podparcie w łydkach i wyginała ją pulsowaniem wewnętrznej wodzy, prowadząc ją na napiętej zewnętrznej), wykonać serpentynę o jednym brzuszku. W trakcie poruszania się po tym półkolu, Vivianne dbała o poprawne wygięcie klaczy i wpisanie się w łuk, a gdy zamknęły tę figurę, brunetka ponownie skupiła uwagę klaczy półparadami na sobie, by w nadchodzącym narożniku wykonać zagalopowanie. Nie było ono najlepszej jakości, gdyż Clair najpierw w ogóle nie chciała zareagować, a gdy już to nastąpiło, pędziła przed siebie, nie dając właścicielce szansy na zapanowanie nad nią – a przynajmniej w trakcie kilku pierwszych foule. Na szczęście do wykonania kolejnej figury miały jeszcze kawałek, więc Vivianne, prezentując duży upór, starała się sprowadzić Clair na ziemię i udało jej się to na tyle, by w E móc wprowadzić klacz na woltę. Konieczność wygięcia i wpasowania się w łuk, najwyraźniej, wymusiły na kasztance opanowanie nerwów i zejście z najwyższych obrotów, dzięki czemu amazonka odzyskała częściową kontrolę i choć figura nie była najlepszej jakości, to zaraz po jej ukończeniu, Feron czuła, że klacz jest nieco bardziej jezdna, co dawało szansę na lepsze rezultaty w kolejnych częściach programu.
Niestety była tak zaaferowana poprawą, że zapomniała o przejściu do kłusa roboczego zaraz po powrocie na ściany i przypomniała sobie o nim dopiero po wykonaniu pierwszego łuku. Przeklęła na siebie w myślach, sprowadzając Clair do niższego chodu dopiero na wysokości literki C, a następnie przeprowadziła ją przez narożnik, owijając sobie klacz wokół wewnętrznej łydki, by teraz poprowadzić ją do połowy długiej ściany, gdzie czekało na nie kolejne zadanie. Oczywiście uprzedzała o nim klacz półparadami, a w B wprowadziła ją na woltę, na której sama rozpoczęła anglezowanie i delikatnymi ruchami rąk, zachęcała de Lunę do obniżenia szyi, by podążając za wędzidłem zaczęła je żuć, poruszając się nieustannie po kształcie koła, o średnicy dwudziestu metrów. W drugiej jego połowie, amazonka powoli zaczęła zbierać wodze, by powróciwszy do wcześniejszego ustawienia, ponownie poruszać się po długiej ścianie w kłusie roboczym, w pełnym, ćwiczebnym, dosiadzie.
W literce A, poprzedzając to półparadami, sprowadziła klacz do stępa pośredniego, a następnie, po wyjechaniu narożnika, wprowadziła ją na przekątną, gdzie chciała zaprezentować przed jury, stęp swobodny. W tym celu zaczęła nieco bardziej aktywizować klacz i zostawiła jej nieco więcej miejsca z przodu, aby ta mogła się delikatnie rozciągnąć. Chciała przy tym, aby Clair ładnie przekraczała swoje ślady, ale jakość nie była taka, jakiej amazonka mogłaby oczekiwać. Różnica pomiędzy dwoma rodzajami stępa była znikoma, więc po zmianie kierunku i przejściu do pośredniego w M, nie widać było wyraźnie zauważalnej różnicy.
W połowie krótkiej ściany ponownie ruszyły kłusem roboczym, ale po przejechaniu przez narożnik, Vivianne zupełnie zapomniała o wykonaniu serpentyny, będąc już tak podenerwowaną, że zamiast niej, wykonała koło o średnicy dwudziestu metrów w środkowym punkcie długiej ściany, dopiero w trakcie jego wykonywania zdając sobie sprawę z tego, jaki popełniła błąd. Zamknęła na moment oczy, przeżywając w duchu cały ten przejazd, a po ponownym sprowadzeniu klaczy na długą ścianę, chciała żeby ten się już zakończył. Na szczęście program zawierał tylko kilka punktów, które miały ją doprowadzić do końca – w innym przypadku pewnie już by się poddała, będąc niemal całkowicie zrezygnowaną. Najwyraźniej nie tylko Clair miała dzisiaj zły dzień, ale również Vivianne..
Pomiędzy K i A zagalopowały na lewo, i to przejście było już dużo lepsze od tego, które wykonały za pierwszym razem. Kasztanka szła ładnie naprzód, zupełnie jakby czytała amazonce w myślach i chciała jej wynagrodzić wszelkie niepowodzenia. W narożniku dziewczyna podpierała klacz w łydkach, skrupulatnie prowadząc ją w ustawieniu i pilnując, by ta z niego nie wypadła, a także nie utraciła równowagi i tempa. Po wyjechaniu na długą ścianę wyprostowała ją delikatnie, aby po kilku półparadach, ponowie wprowadzić Clair na koło – tym razem takie dobre koło, zaplanowane przez program. Podczas jego wykonywania Vivianne dbała o zachowanie rozmiaru i kształtu koła, nie chcąc by poruszały się po jakiejś elipsie czy jajku, ale nie zapominała także o swojej podopiecznej, którą prowadziła skrupulatnie owiniętą wokół swojej wewnętrznej łydki, zewnętrzną lekko cofając, by przypilnować nie wypadania zadu z ustawienia. Cały czas prowadziła ją także na napiętej zewnętrznej wodzy, wewnętrzną zachęcając do zgięcia się ku środkowi, delikatnie nią pulsując.
Zamknąwszy koło, w dystansie B-M, sprowadziła klacz ponownie do kłusa roboczego, a przedostawszy się na drugą stronę czworoboku, w E wprowadziła ją ku jego środkowi, by w B skierować klacz w prawo, ku końcowi programu. Przeprowadziwszy ją przez ostatni narożnik, wprowadziła kasztankę na linię środkową, ponownie prowadząc ją w korytarzu stworzonym z pomocy, a następnie zatrzymała ją w X, ponownie upewniając się, że nogi konia stoją w równych liniach. Chwilę później ukłoniła się i opuściła plac na długiej wodzy, klepiąc Clair po szyi i dziękując za wspólny przejazd.
Shamrock - 2018-06-07, 22:17

Podążył za kobietą na czworobok duży piaszczysty, bo pogoda naprawdę była doskonała i warto było z niej skorzystać. Towarzystwo innych par zupełnie ogierowi nie przeszkadzało, bo był spokojnym i ugodowym koniem. Wszedł na obiekt, zatrzymując się gdzieś z boku i odczekał aż kobieta dokona ostatnich poprawek i i go dosiądzie. Przyglądał się bacznie kobiecie, by powędrować za nią pod schodki. Tam Elka w końcu go dosiadła, Sham przemielił wędzidło w pysku i szastnął ogonem o swoje boki. On i czołg? Pomyśl sobie jak wyćwiczy sobie mięśnie miednicy? Kto się z tego na pewno ucieszy :lol2: No jak na ogromnego misia był naprawdę spokojny i łagodny, musiałoby się nie wiadomo co stać by zaczął szaleć czy coś. Oczywiście miewał gorsze dni czy humorki, ale to nie było niebezpieczne raczej w jego wykonaniu. Był wtedy raczej miej skory do współpracy i zrzędliwy, ale bez szkody w ludziach. Po sygnale od kobiety przeszedł do stępa, acz z początku był on nieco leniwy. Jednak krótkie upomnienie wystarczyło, by zaczął nieco aktywniej iść. Korzystał z większej ilości luzu, ale nie nadwyrężał zaufania kobiety w tej kwestii. Był czujny na otoczenie, acz spokojny. Z czasem faktycznie szedł nieco aktywniej sam z siebie, ale był to też nadal spokojny stęp bez szaleństw.
Belvedere - 2018-06-10, 06:01


Pomimo młodego wieku Belvedere był stosunkowo stabilny psychicznie. To pozwoliło Ruth na swobodne przygotowanie ogiera do startu, jako że najwyraźniej nie przeszkadzał mu fakt, że po raz kolejny zmienił jeźdźca, a wokół panują zwiększone emocje, towarzyszące startom. Po rozprężeniu udał się w kierunku czworoboku, który pierw okrążył roboczym kłusem, jak zawsze dając z siebie więcej niż to konieczne. Charakteryzował się lekkim, obszernym ruchem, który wcale nie pomagał mu w złapaniu równowagi na etapie, gdy wciąż było to trudne ze względu na wiek. Mimo to wyróżniał się spośród innych koni i co do tego chyba nikt nie miał wątpliwości. Dobrze rokował na przyszłość, niczym wschodząca gwiazda...
Wszedł kłusem na czworobok w literze A, przechodząc przez podniesione szranki. Spojrzał uważnie przed siebie, nie wykazując jednak obaw związanych z budka sędziowską czy otwartą przestrzenią. Pewnie szedł przed siebie, miękko niosąc Ruth na zaokrąglonym grzbiecie. Zatrzymał się we wskazanym przez nią miejscu, równo ustawiając nogi i nie tracąc równowagi; środek jego ciężkości pozostał na swoim miejscu, dzięki czemu ogier równomiernie obciążył wszystkie cztery nogi i sprawiał wrażenie wyrośniętego w ziemię. Cierpliwie wyczekał momentu, w którym amazonka ponownie posłała go do ruchu naprzód. Ruszył wówczas płynnie kłusem, nie wahając się ani chwili, co poskutkowało ładnym, harmonijnym przejściem. W zakręcie w prawo, który miał miejsce w literce C, ogier ułożył prawidłowo swoje ciało w łuku, wyginając się wokół wewnętrznej łydki Ruth. Pozostając ustawionym w ten sposób, podobnie zachował się w narożniku, po wyjściu z którego amazonka rozpoczęła serpentynę o jednym łuku. Właśnie w tym punkcie programu Belvedere napotkał największe trudności, zdecydowanie związane z koniecznością "odklejenia" się od ściany, co jak wiadomo, nie było łatwym zadaniem dla początkujących koni. Znacznie pewniej czuł się mając niejakie oparcie w szrankach, więc gdy Ruth kazała mu odejść od płotków, przez chwilę pływał między pomocami, szukając utraconej równowagi. Sytuacja poprawiła się wraz z powrotem na ścianę, gdzie już w narożniku Belvedere został poproszony o ruszenie galopem. Czując jak zewnętrzna łydka przesuwa się za popręg, automatycznie "wskoczył" na wyższe obroty, efektownie akcentując pierwszą foule, będącą wstępem do równie widowiskowego galopu. Matka natura obdarzyła go bardzo wydajnym, okrągłym galopem z wyraźnie zaznaczonym uphillem, którego nie zabrakło również dzisiaj. Galopując, wciąż miękko niósł Ruth na swoich plecach, śmiało wyglądając w przód i wyrzucając przed siebie nogi, którymi podkreślał kadencję. Nieznacznie ściął najbliższy narożnik, z którego wyszedł na długą ścianę, na której z kolei rozpoczął pierwsze koło o średnicy dwudziestu metrów. Przez niedopilnowanie Ruth było ono mało kształtne, jako że Belvedere szedł dokładnie w taki sposób, w jaki wskazywała mu to amazonka. Gdy dokonała korekty, on także automatycznie się poprawił, wyginając wokół łydki w oczekiwanym stopniu i nie wypadając już zadem z łuku. Chwilę po zamknięciu koła i powrocie na ścianę, zgodnie z oczekiwaniami zwolnił do kłusa, na ułamek sekundy usztywniając się, co poskutkowało raczej przeciętnym przejściem. Jednakże z pomocą Ruth odzyskał rozluźnienie i przemieliwszy wędzidło w pysku, kontynuował kłus wzdłuż szranek, całkiem dobrze bawiąc się swoim ruchem, choć bez nadmiernej ekspresji, która była zwyczajnie tłumiona. Trzymał się szranek aż do połowy przeciwległej ściany, gdzie program przewidywał kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, tym razem w kłusie; spokojnie zszedł do środka czworoboku, wyginając się na kole i nie zwracając uwagi na zmianę w dosiadzie. Zwrócił natomiast uwagę na oddającą rękę, za którą podążył, wypuszczając nos do ziemi i jednocześnie mieląc w pysku wędzidło. Podniósł plecy, ładnie dla oka zaokrąglając górną linię, ale niestety poprzez niedostateczne dopilnowanie zadu, za mocno obciążył przód i w pewnym momencie nawet lekko się potknął, automatycznie podnosząc nieco głowę. Następnie wrócił do poprzedniego ustawienia, a później na ścianę, po której poruszał się kłusem jedynie do A, w którym nastąpiło kolejne przejście. Tym razem zwolnił do stępa, bezbłędnie, dzięki dobremu podparciu łydką. Przejście było miękkie i płynne, bez utraty rytmu, który był ciągły i wyraźny. Ogier stępował swobodnie i aktywnie, co dodatkowo podkreślił podczas zmiany kierunku przez przekątną, na której zaprezentował stęp swobodny. Obniżył i wyprostował nieznacznie szyję, wyraźnie się rozluźniając i korzystając z chwili "przerwy" jaką dawał mu ten punkt programu. Nie stracił jednak przy tym aktywności, wciąż śmiało krocząc przed siebie i znacznie przekraczając ślady przednich kopyt tylnymi. Kolejno dotarł do ściany, co wiązało się z powrotem do stępa pośredniego i tym samym do poprzedniego ustawienia, które zaakceptował bez zająknięcia. Stępował w ten sposób do litery C, skąd ruszył kłusem by na długiej ścianie powtórzyć serpentynę o jednym łuku, na której niestety nie uniknął tych samych błędów, jakie popełnił z Ruth przy pierwszym podejściu. Owe złe wrażenie udało im się jednak zatrzeć przy kolejnym zagalopowaniu, które było równie dobre co pierwsze. Nie zawiodła także jakość galopu Belvedere, który na obie strony był bardzo dobry. Z pewnością chwytał za oko nie tylko sędziów, ale również każdego, kto obserwował ten przejazd z boku. Podczas galopu po kole, będącym kolejnym punktem programu, ruch ogiera został dodatkowy podkreślony za sprawą aktywnie pracującego zadu, którym głęboko wchodził pod kłodę, tym samym zapewniając sobie niemałą swobodę i otwartość w łopatkach.
Po zamknięciu koła ponownie zwolnił do kłusa, którym szedł wzdłuż szranek aż do litery E, w której skręcił do środka czworoboku by przez jego środek zmienić kierunek ruchu. Tym samym w literze B skręcił w prawo, zbliżając się już do ostatniego punktu przejazdu, jakim było wejście na linię środkową i zatrzymanie w jej połowie. Wygiął się elegancko w zakręcie na wspomnianą linię, po czym naprostowany w łydkach przez Ruth, jeszcze przez parę metrów szedł przed siebie, by ostatecznie zatrzymać się we wskazanym przez amazonkę miejscu. I tym razem równo się ustawił, nie wymuszając konieczności poprawy czegokolwiek, i cierpliwie odczekał parę sekund w nieruchomości, po której opuścił czworobok stępem na długiej wodzy, zbierając zasłużone pochwały.
Alexander - 2018-06-10, 15:13


Dla Alexa i Ubri nie były to pierwsze wspólne zawody, ale pierwsze oficjalne ujeżdżeniowe. Zamierzał z nią w przyszłości startować w WKKW, ale dopóki miał możliwość to brał z nią udział w różnych zawodach by oswoiła się z atmosferą i nauczyła się tego co trzeba. Klacz miała ogromne możliwości i nie mniejsze predyspozycję i aż żal, było tego nie wykorzystać. Oczywiście nie licząc jej nieco podłego charakterku, ale to w sumie było całkiem urocze. Przyjechał z rana pod stajnie Volvo w dniu zawodów, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod boks swojej podopiecznej. Przywitał się z Unbridled Life, by po chwili wyprowadzić ją na myjkę. Był niesamowicie ciekawy tego, jak im pójdzie w tych zawodach. Dokładnie ją wyczyścił, bo w końcu siwego konia najtrudniej. Osiodłał ją i po przygotowaniu siebie ruszył z nią na rozprężalnie. Po stosownej rozgrzewce krążyli w stpie w oczekiwaniu na wezwanie.

W końcu zostali wywołani na czworobok, dlatego pozbierał klacz do wcześniej wypracowanego ustawienia i skierował w okolice czworoboku konkursowego. Tam poprosił ją o przejście do kłusa, starając się w między czasie unormować tempo i dopracować ostateczne szlify. Nie spodziewał się ideału, ale zawsze było wszystko lepsze to niż nic. Doświadczenie w końcu trzeba było gdzieś zdobywać nie? Starał się na początek zapoznać Unbri z miejscem i panującą atmosferą wokół nich. Jednocześnie postarał się zachować prostą postawę, ale nie zbyt spiętą. Stresik był, ale doświadczenie miał już jakieś i wiedział że nadmierny stres mu nie pomoże. Znali się już jakiś czas i powinno im to w sumie pomóc, że zdążyli wypracować jakąś wieź. W końcu zakręcili spory łuk na linię środkową czworoboku, wjeżdżając na niego w literce A przez dziurę w szrankach. Patrzył się idealnie na wprost przed siebie, prowadząc ją w zamkniętych łydkach po linii prostej w kierunku środkowej części czworoboku. Upomniał ją kilkoma półparadami o nadchodzącym zadaniu, by po dojechaniu do tego punktu wykonać jedną pełną paradę. Zablokował przy tym ruch miednicą, siadając głębiej w siodle z dociążeniem jej zadu. Spinając krzyż i ściągając wodzę przy tym. Jeśli trzeba było dopomógł dopchnięciem łydki zadnie nogi klaczy pod kłodę, by kątem oka sprawdzić jej ustawienie. Ukłonił się w kierunku jury po złapaniu wodzy w jedną ręką, by po chwili znowu po półparadzie poprosić ją o powrót do kłusa. Udało im się płynnie powrócić do wcześniejszego chodu i jednocześnie uzyskać jednocześnie dalszy ruch po prostej w kierunku krótkiej ściany. Dojeżdżając do C okręcił ją wokół wewnętrznej łydki i poprowadził ją na zewnętrznej wodzy, by skręcić tam w prawo. Miał pewne obawy jak im pójdzie, ale to w końcu było normalne nie? Wierzył jednak w klacz i w jej umiejętności, a sam program nie był cudem nie do zrealizowania. Wyjechali narożnik i znaleźli się tym samym na długiej ścianie, gdzie rozpoczęli serpentynę o jednym łuku. W sumie wydawał się mu ten punkt jednym z trudniejszych w ich przejeździe, ale wszystko jeszcze miało się okazać. Poruszali się po takim no powiedziałabym półkole, bo jechali od M do X i z X do F. Alex starał się jak najlepiej wpisać klacz w łuk, podpierając te zadanie łydką od której ją wyginał. Jednocześnie pilnował też drugą aby zad nie wypadał z ustawienia, a manewrując wodzami nadawał jej zgięcie i domykał. Po powrocie na ścianę przygotował już ją do kolejnego zadania, a mianowicie galopu z prawej nogi. Wysłał jej półparadę, by zaraz zewnętrzną łydkę przesunąć za popręg, Wewnętrzną łydkę zostawił na nim, mobilizując siwą do ruchu naprzód. Podparł całość wypchnięciem z bioder, dając jej nieco jednocześnie miejsca z przodu na swobodny ruch i podążał on ruchem bioder za nią. Wyjechali przez krótką ścianę, by zaraz się znaleźć na długiej i pojechali w kierunku E. Tam czekało ich 20m koło w prawo do którego należało się przygotować odpowiednio. Zostawiając wewnętrzną łydkę na popręgu, wygiął Unbri od niej, zewnętrzna łydka była przesunięta za popręg i pilnowała zadu siwej przed wypadnięciem. Wewnętrzną wodzą nadawał jej zgięcie do wewnątrz, a zewnętrzną domykał i pilnował klacz przed nadmiernym zgięciem i wypadaniem. Zamykając koło od razu przygotował ją do kolejnego przejścia, oczywiście tym razem w dół. Zablokował ruch miednicą i przytrzymał klacz do kłusa, co udało im się wykonać fajnie. Prowadził ją wzdłuż szranek przez spory kawałek, bo aż do środka przeciwległej długiej ściany. Tam ponownie czekało ich wykonanie koło o średnicy 20m, ale nie byle jakiego. Wraz z zejściem klaczy na nie zaczął anglezować w siodle. Od razu zaczął jej też oddawać wodzę, zachęcając ją do zejścia w dół i przód wraz z żuciem z ręki. Starał się ją do tego zachęcić działaniem łydki, a wraz z dojechaniem do końca koła zaczął nabierać wodzę. Klacz jednak niespodziewanie się usztywniła, co było dość problematyczne po zamknięciu koła. Siadł wraz z powrotem na ścianę w siodło, by pojechać dalej kłusem w kierunku A. Tam znowu czekało ich przejście, więc poprzedził ten moment półparadą i zablokował zaraz ruch miednicą. Przytrzymał lekko do najniższego z chodów, który niestety odbiegał od ideałów. Spięcie im nadal towarzyszyło, a Alex nie uzyskał odpowiedniej jakości chodu którego wymagał program. Starał się to poprawić zachęcając klacz łydką do aktywniejszej pracy i skupienia, jednak z marnym skutkiem. Poruszając się nadal w stępie zjechali na przekątną w K i pojechali przez X do M. Ponownie oddał jej wodzę, gdzie klacz podobnie jak wcześniej bez szwanku zeszła w dół. Jednak nie do końca fajnie się rozluźniła, przez co ten stęp nie był taki swobodny jak powinien być. Zachęcał ją jedynie do ruchu naprzód przez podążenie właśnie za jego ruchem miednicą i przypominając łydkami o tym. Ponownie podczas nabierania wodzy wraz z końcem przekątnej, klacz się nieco spięła i miał problem z takim rozluźnieniem jej. Wyjechali narożnik na krótką ścianę, gdzie w jej połowie po półparadzie poprosił klacz o ruszenie kłusem. No i teraz analogicznie do pierwszej części programu, zaczęli wykonywać te same zadania tylko na drugą stronę. Wyjeżdżając narożnik pojawili się na długiej ścianie, gdzie wyjechali serpentynę o jednym łuku od H przez X do K. Po powrocie na ścianę między K i A czekało ich zagalopowanie z lewej nogi, które zostało wykonane tuż w narozniku. Przejechali kolejny narożnik i znaleźli się znów na długiej ścianie, gdzie w jej połowie zjechali na kolejne 20m koło. Używał dokładnie tych samych pomocy co wcześniej tylko w ich lustrzanym odbiciu, starał się o zachowanie jak najlepszej jakości chodu w którym się poruszali. Natomiat jeśli chodziło o zakreślanie figur, podpierał ją w pomocach płynących z łydek. Prowadząc na wodzach i domykając nimi. Nawet jeśli nie zajmą miejsca na podium, co nie było przecież najważniejsze to liczyło się zyskanie doświadczenia i zabawa wspólna. Zamknęli koło i zaraz ponownie zblokował ruch miednicą i przytrzymał klacz do niższego chodu. Wyjechali dwa narożniki i skierowali się do E, gdzie skręcił w lewo z klaczą do B przecinając czworobok przez jego środek. Odpowiednio wyginał ją od pomocy za równo w narożnikach jak i teraz przy skrętach do środka czworoboku, a pote przy ścianie w prawo. Poprowadził ją przez narożnik i łuk na linię środkową w kierunku X. Ponownie wbił wzrok przed siebie, by uprzedzić środek czworoboku kilkoma półparadami i w punkt wykonać jedną pełną. Zablokował przy tym ruch miednicą, siadając głębiej w siodle z dociążeniem jej zadu. Spinając krzyż i ściągając wodzę przy tym. Jeśli trzeba było dopomógł dopchnięciem łydki zadnie nogi klaczy pod kłodę, by kątem oka sprawdzić jej ustawienie. Ukłonił się w kierunku jury po złapaniu wodzy w jedną ręką, by je zrzucić i stępem zjechać z czworoboku na rozprężalnie. Poklepał chwaląco klacz po szyi, by zająć się nią odpowiednio w stajni.

z.t


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group