Krakatau - 2015-04-14, 17:45 Z możliwości wybiegania się skorzystał z wielką przyjemnością. Zadowolony, że kobieta nie koryguję go, ani nie utrudnia mu podążania do przodu, mocno wyciągnął galop. Stał się przez to dość nie wygodny i dziewczyna musiała mocno trzymać się kolanami, coby nie wypaść na zakręcie. W każdym bądź razie achał upuścił nieco swojej energii i po okrążeniu (zważając na to, że była to duża hala) sam zaczął zwalniać. Eh.. Kondycja już nie ta co przed laty.
Co prawda ustabilizował tempo, aczkolwiek nadal nie zniżył głowy ani nie doszedł do wędzidła. O nie, on amazonce na rękę iść nie będzie! Nie lubił się zbierać, ani schodzić z łbem w dół. Tak było mu dużo wygodniej, reszta się nie liczyła. Amelie nie musiała się martwić jednak, że to tylko dla niej Krak szykował takie złośliwości. Każdy jeździec który miał z nim styczność musiał przejść przez problem ''żyrafy''. Jedni z nim sobie radzili a drudzy nie - no cóż. Był to jedynie kolejny test Cremello.
Figury w galopie wykonał prawidłowo i gdy nadeszła odpowiednia chwila, posłusznie przeszedł do niższego chodu. Lekko zasapany pochylił się by złapać oddech, lecz już po chwili był znowu zwarty i gotowy do dalszych ćwiczeń. Na co dzień jego miłością było ujeżdzenie, aczkolwiek wielka precyzja i stonowany charakter czyniły z niego również dobrego skoczka. Drążki nie były dla niego dużym wyzwaniem. Przeszedł przez nie bez zawahania, nie uderzając w żaden kopytem. Z Cavalettkami było podobnie.Amelie - 2015-04-16, 21:01 Mel nie zapomniała pochwalić Krakatau po pokonaniu drągów i cavaletti. Wróciła z nim pod ścianę, utrzymując go w aktywnym, pośrednim kłusie, dając stajennemu czas na wprowadzenie ewolucji w ustawionych mini przeszkodach. Zauważyła już wcześniej, że chociaż Krak ma duże pole manewru do wyciągnięcia szyi, bo przez większość czasu dawała mu luz na wodzach, to mimo to nie opuszcza łba, prezentując "żyrafią szyję".
Dopóki przeszkody nie były gotowe, a oni okrążali halę pod ścianą, jasnowłosa poświęciła czas na próbę zniwelowania takiego ustawienia szyi i przejścia do bardziej naturalnego jej ustawienia. Zasygnalizowała wodzą, że cremello może wyciągnąć szyję, a jeśli sama sugestia nie podziałała dziewczyna od niechcenia zaczęła smyrać ogiera po szyi, do której miała łatwy dostęp, dopóki jej nie opuścił. Jeśli i to nie podziałało zebrała wodze i poprosiła achała o wejście na koło, na wolnej połowie hali. Wtedy zaczęła stopniowo wydłużać wodze, zachęcając dwunastolatka do żucia wędzidła i obniżenia łba, tak aby podążył za jej ruchem i wykonał żucie z ręki.
Bez względu na wynik jej prób, gdy przeszkody były gotowe, białowłosa nakierowała na nie Krakatau, nadal w kłusie. Zaczynali od dwóch cavaletti o średniej wysokości, następnie przejście do galopu, koperta 60 cm, najazd po łuku z wyprostowaniem i najazdem prostopadle na stacjonatę 60 cm, kawałek dalej zwolnienie do stępa i przejazd przez trzy drągi, ustawione nieco bliżej siebie.Krakatau - 2015-04-19, 19:31 Początkowo ogier zainteresował się stajennym który ponownie zaczął majstrować coś przy drążkach. Jednakże ponownie skupił się na pracy, gdy tylko Amelie podjęła próbę ''naprawienia'' go. Oj nie było to łatwe zadanie... Achał nie zamierzał wcale ustąpić i poddać się bez walki. Podirytowany kilkukrotnie próbował wyrwać blondynce wodzę z dłoni. Gdy jednak to nie poskutkowało, zaczął powoli ustępować. Co prawda doprowadzenie do ładu Cremello zajęło Niemce dłuższą chwilę, aczkolwiek efekt końcowy był zadowalający. Tekin zszedł z głową w dół, podstawił zad i doszedł do wędzidła.
Widząc na horyzoncie przeszkody, trochę się chłopak podekscytował. Nie robił jednak nic głupiego. Przez drążki przeszedł bardzo energicznie i gdy tylko mu pozwolono - zagalopował. Amazonka mogła teraz poczuć, że jest nabuzowany. O ile go nie powstrzymała, przyśpieszył nieco, ale tempo w dalszym ciągu było odpowiednie by oddać ten niewielki skok. Wycelował niemalże idealnie w środek krzyżaczka i z gracją wylądował po drugiej stronie. Z tej euforii strzelił sobie baranka i podobnie pokonał drugą z przeszkód. Następnie niechętnie przeszedł do stępa i pokonał ostatnie drążki.Amelie - 2015-04-23, 18:39 Amelie też nie poddawała się łatwo i nie pozwalała sobie wyrwać wędzidła. Nie odpuszczała, dopóki nie zauważyła poprawy, wtedy go pochwaliła. Kiedy spuścił nieco łeb, podstawił zad i doszedł do wędzidła zrobili jeszcze okrążenie, po czym Mel nakierowała Krakatau prostopadle na pierwsze z dwóch cavaletti o średniej wysokości. Utrzymywała go w aktywnym tempie w kłusie, nie dając mu za bardzo przyśpieszać, bo czuła, że jest podekscytowany. Przed cavalletkami dała mu wszystkie niezbędne pomoce prosząc o wysokie podnoszenie nóg. Gdy bez większych problemów pokonali cavaletti pochwaliła go i poprosiła o galop w odpowiedniej odległości przed przeszkodą. Gdy cremello przyśpieszył, pozostając jednak w galopie w tempie odpowiednim, by dobrze się wybić nie korygowała go, pozwalała mu trochę się wyszaleć.
Jasnowłosa nakierowała ogiera na kopertę 60 cm, gdzie przed przeszkodą dała mu łydkę do wybicia, pomagając mu w ocenie odpowiedniego miejsca do wybicia, a gdy zareagował na łydkę, oddała mu odpowiednią ilość wodzy na kontakcie i przeszła do półsiadu. Usiadła z powrotem w siodło po lądowaniu, pochwaliła achała i po lekkim łuku z naprostowaniem przed stacjonatą pokierowała na tą przeszkodę, gdzie wszystko odbyło się podobnie.
Po pokonaniu stacjonaty zwolnili i przejechali przez drągi, gdzie białowłosa dawała znowu dwunastolatkowi wszystkie niezbędne pomoce. Nakierowała go na ścianę, gdzie pozwoliła mu zakłusować, żeby mógł jeszcze spompować z siebie energię, ale pozostać rozluźnionym. Stajenny zabrał się za zmienianie przeszkód. Nowy tor zaczynał się od tych samych trzech drągów, następnie długi najazd na kopertę 60 cm, dalej stacjonata 70 cm i najazd po lekkim łuku na okser 60 x 70 cm. Gdy wszystko było gotowe zrobili jeszcze jedno kółko w kłusie, po czym dziewiętnastolatka naprowadziła tekina na tor, między drągami a kopertą przyspieszając go do galopu.Adele - 2015-05-01, 21:03 Znalezienie jasnowłosej wcale nie było takie łatwe. Dostała od stajennego ogólny zarys wyglądu osoby i opis konia, którego właśnie wzięła na trening. Mimo to bardzo długo zajęło jej odnalezienie tej konkretnej osóbki. Biegała od parkuru do czworoboku, od lonżownika do biegalni, aż w końcu dotarła tutaj. Wejście na halę poprzedziła krótkim 'Uwaga!' a następnie wyszła na trybuny.
- Przepraszam, pani Amelie? - zapytała zdyszana. Z trudem łapała kolejne hausty powietrza, oddychając łapczywie i szybko. Bieg długodystansowy w szybkim tempie nie był łatwy. - Pani koń... to znaczy... ee... Deadia... ona... mhm.... chyba... rodzi. - musiała przerwać. Dała sobie chwilę na głęboki wdech. - Wiesiu mi tak powiedział. No wie pani, ten stajenny.
Z cierpliwością wyczekiwała odpowiedzi jasnowłosej, mając nadzieję, że ta się nieco pospieszy. Chyba obie chciały być świadkiem narodzin nowego mieszkańca Orchardu, nie? Mimo wszystko nie poganiała jej, bo trzynastolatce upominać osoby dorosłej nie wypadało.Amelie - 2015-05-02, 11:33 Całe szczęście Amelie i Krakatau zdążyli pokonać wcześniej ustawiony tor. Dziewczyna pochwaliła cremello i zjechali pod ścianę, przechodząc do kłusa. Mel planowała jeszcze jeden przejazd przez tor, po czym pewnie skończyliby trening. Sprawy potoczyły się jednak inaczej..
Najpierw usłyszała krótkie ostrzeżenie, poprzedzające wejście na salę. Mel spodziewała się kolejnej pary i przestała zupełnie na to zwracać uwagę. Prawie podskoczyła, gdy usłyszała swoje imię, w dodatku poprzedzone formułką grzecznościową. No błagam! "Pani" ? Czy ona ma trzydziestkę? Zatrzymała ogiera i spojrzała w stronę wejścia. Dostrzegła smukłą blondynkę. Pośpiesznie pokierowała Krakatau w jej stronę.
- Hm. No tak, to ja. - powiedziała głosem obojętnym, jednak zaciekawionym, co nieznajoma może od niej chcieć.
Kiedy Adele wyjaśniła jej, że Deadia najprawdopodobniej rodzi, jasnowłosa była bliska rozdarcia się na całą gębę, zejścia z grzbietu achałą i popędzenia do stajni. W ostatniej chwili się opanowała i wzięła kilka głębokich wdechów.
- Już tam idę. - powiedziała i zrobiła się jeszcze bardziej blada niż zwykle. Z trudem zachowując spokój zrobiła z Krakiem jeszcze jedno okrążenie po hali w stępie, uznając to za "rozstępowanie", zsunęła się z grzbietu konia (a właściwie to prawie z niego spadła) i poprowadziła go w stronę stajni, prawie biegnąć.
ztJonah Wrens - 2015-05-13, 21:57
Iron Soldier napisał/a:
Jo doskonale się sprawił w galopie...
Byłem coraz bardziej zadowolony z efektów pracy z Ironem. Pokazywał mi coraz częściej, że warto było skupić się na nim i dać sobie czas. W końcu nie da się stworzyć idealnego zespołu już na pierwszym treningu. Można się dogadać, jednak to nie to. My teraz nie byliśmy idealni, ale już zaczęliśmy powoli tworzyć drużynę, więc to było świetną wiadomością.
Wracając jednak do sedna, dawałem mu większą swobodę gdy widziałem, że Soli nie potrzebuje, aż takiej kontroli z mojej strony. Pozostawały dla niego jedynie delikatne sygnały. Zamierzałem go chwalić i to robiłem, może nawet za często? Jeszcze skarogniady obrośnie w piórka i nie będzie chciał nic więcej zrobić.
Po pierwszej ciaśniejszej wolcie, pomogłem trochę bardziej z drugą. Nie chciałem go zostawiać samego w tak ciężkich zadaniach, dlatego dałem mu wyraźniejsze sygnały.
Zauważając spięcie ze strony ogiera, jedynie uspokajając go cicho głosem. Wiedziałem już gdzie zrobiłem błąd, jednak to wynikło z tego, iż wcześniejsze takie przejście nie wypadło zbyt dobrze. Chciałem uniknąć niepotrzebnego przebierania nogami w kłusie, a tak wpadliśmy w ładny rytm, z małą nauczką dla mnie. Po przejściu w galop na drugą nogę, dałem mu swobodną rękę, więc nie było problemu z wyzyskaniem wodzy do pochylenia głowy. Dostosowywałem się do swojego koniucha, jeżeli mogłem sobie na to pozwolić. Ale jak przyszło nam wejść na ciaśniejsze wolty, musiałem go trochę pozbierać. Mało inwazyjnie, wręcz leniwie zbierając wodzę. Wprowadziłem go na woltę, starannie dobierając pomoce, aby poprowadzić go po ładnym kole.
Na szczęście Żelaznego wyciągnąłem nauki z poprzedniego przejścia i zrobiłem to delikatnie. Usiadłem głębiej w siodło, tym samym naciskając na strzemiona. Ręka pozostała na swoim miejscu, ewentualnie w razie opóźnienia na sygnał zaciskając przez chwilę palce na wodzy. Nic więcej. Między przejściem - pochwała głosowa i znowu zmiana chodu. Najbardziej zależało mi na przejściach stęp-galop, dlatego za te poklepałem go solidnie po szyjsku. O ile takowe przejścia były nienaganne, dałem mu już spokój. Oddałem całkiem wodzę i wyciągnąłem nogi ze strzemion.
-Dobry chłopak.
Odezwałem się łagodnie, poklepując szyję Niemca. Występowałem go i zaprowadziłem do stajni, nie było sensu męczyć go dalej, skoro tak świetnie mu szło.
/ztJonah Wrens - 2015-05-18, 15:54 Wprowadzając siwusa na halę, uprzednio oznajmiłem ewentualnym obecnym o swoim przyjściu. Na szczęście gdy uchyliłem drzwi, nie znalazłem żadnej pary. Dlatego spokojnie zamknąłem drzwi za wierzchowcem i podprowadziłem go do schodków. Podciągnąłem popręg, ustawiłem sobie strzemiona, by z góry nie musieć grzebać się w tym gównie. Jeszcze tylko wcisnąłem kask, wcisnąłem do dłoni palcat i gotowe.
Złapałem lewą ręką wodzę, zaś prawą je ściągnąłem i chwyciłem siodła. Zerknąłem jeszcze w stronę ogiera, po czym pewnie usiadłem w siodle. Mimo jego buntowniczej postawy, postanowiłem dać mu luźną wodzę, ręce swobodnie układając blisko siodła wraz ze trzymaną w nich sprzączką. Nogi oparte o strzemiona, przyłożone do boków konia. Teraz mogłem dać mu krótki sygnał do ruszenia stępem, na luzie. Bawiłem się z nim, o ile był do tego skory na długiej wodzy. Chciałem sprawdzić jak reaguje na dosiad, chyba że kombinował i zmusił mnie do jazdy na kontakcie od samego początku.Shockwave - 2015-05-18, 16:03 Wszedł na halę lekko podjudzony otoczeniem i końmi na wybiegach, oj ale by tam dorwał jakąś kobyłę ;>. Jurny był z niego chłopaczek ;>.
Podczas wsiadania zachowywał spokój, dawniej dostał za to niezłą burę jak próbował ruszać galopem, gdy tylko jeździec postawił stopę w strzemieniu ;>.
Czując ciężar bruneta, co prawda grubaskiem nie był ale swoje ważył, chociaż co tam siwy mógł poczuć, skoro sam ważył ponad około pół tony .
Ruszając stępem siwy wyciągnął nisko łeb podejmując zabawę i powoli co jakiś czas mieląc wędzidło w pysku.
Obijając spokojnie ogonem o stawy skokowe nie robił nic podejrzanego ;>.Jonah Wrens - 2015-05-18, 16:15 Kosa czeka, utnie kulki i po sprawie. Zejdzie z niego ta cała "para". Zero sentymentów i solidarności plemników.
No nic, skoro siwens był grzeczny, nie mogłem niczego się po nim spodziewać, choć też go nie lekceważyłem. Bo najgorsze co mogłem zrobić, to zignorować pod siodłem takiego typu ogiera. Był zbyt podjarany wszystkim dookoła, żeby czegoś nie wykombinować (Oczywiście chodzi o wcześniejsze otoczenie).
Prowadząc go dosiadem przez różne sposoby zmiany kierunku, w końcu zacząłem zbierać wodze i dorzucać figury, typu wolta i ósemki. Lubiłem się bawić takimi szlaczkami, gdyż były najlepsze na rozgrzewkę. I w efekcie czego, nie było nudnej jazdy do przodu, gdzie koń mógł swobodnie myśleć nad tym co ma wywinąć.
W końcu po moim powolnym zbieraniu wodzy, wyszło tak że doszliśmy do kontaktu. Co prawda lekkiego, bez niepotrzebnego (jeszcze) mocnego zaangażowania ze strony wierzchowca. W tym momencie dałem mu kolejny sygnał do zakłusowania. Pierwsze kroki należały do siwka, gdyż chciałem zobaczyć jaki ma krok w tym tempie. Potem już tylko została korekta i wprowadzenie przeze mnie pomocy, zapewne do zwolnienia kroku, bo nie posądzałbym Holendra o ociąganie się.
Dałem mu jedno czyste koło w jedną i drugą stronę, a następnie wplotłem rozmaite wolty i ósemki, o szerokich zakrętach, mało wymagających.Shockwave - 2015-05-18, 16:37 Ja Ci kurwa dam ! Tknij jajka to Ci kręgosłup połamię i zero seksu z Jess będzie, a o loda będziesz błagać, bo podobno kobita nie skora do takiej zabawy .
Krocząc obszernie i angażując zad, w miarę uzyskiwania kontaktu poprzez zbierane wodze, siwy lekko poluźniał potylicę nie walcząc tym samym z ręką.
Pomimo skokowego przeznaczenia pod siodłem był naprawdę miłym do jazdy koniem, który tylko pod kopułą ma nierówno ;>.
Lekki kontakt sprawił, że Shock nie blokował szyi i tym samym chętnie przyjmował wędzidło, które zdążył już lekko obślinić.
Zakłusował płynnie i gładko przechodząc do wyższego chodu, kłus miał wybijając ale jednocześnie elastyczny, dzięki czemu brunet był wybijany ku górze znacząco ale zarazem miękko. Kroki były duże i obszerne, nogi wyrzucane z nadgarstków i automatycznie pchający się ku przodowi zad. Pomimo ogólnego parcia na przód, ciężko było to bydle pozbierać, bowiem siwy tylko pozornie się angażował w pracę.
Dzisiaj jednak skumulowana w nim energia dawała powoli o sobie znać, dlatego w kłusie Jonah musiał nieco przytrzymywać i uspokajać ogierzysko.
Wykonując różnego rodzaju figury, siwy wyginał się przyjemnie od łydek, nie tracąc przy tym równowagi i aktywnego tempa, dopóki brunet zachowywał spokój siwy nie wyglądał na takiego, który miałby coś odwalić ;>.Jonah Wrens - 2015-05-18, 16:52 Nawet się nie zorientujesz. Kilograma mniej nie będzie.
Chwilę musiałem się przestawiać na taki obszerny krok, jednak nie było to ogromnym problemem. W końcu jeździłem na samych wysokich koniach(nie licząc jednego wyjątku), więc ich krok był znacznie obszerniejszy niż przeciętnego wzrostem konia.
Zacząłem tradycyjnie, anglezując wbrew jego krokowi, wręcz narzucając mu własne tempo. To był jedynie jeden ze sposobów - najprostszy, a zarazem bardzo skuteczny. Gdyby jednak to nie poskutkowało, przeszedłem dalej. Przytrzymując i puszczając wodze dawałem mu krótkie sygnały do wycofania się, co było bardziej skuteczne. Trzecią opcją, o ile poprzednie nie zadziałały, było totalne zmylenie konia. Oddanie mu ręki, kiedy leciał do przodu. Rzecz jasna nie trzymałem jej na przodzie długo, dałem mu chwilę i wycofałem rękę na swoje miejsce. Dodatkowo zacząłem "pukać" wewnętrzną wodzą, czekając na jego odpowiedź, czyli schodzenie w dół głową. Za każde zejście, nawet minimalne - pochwała w postaci klepnięcia szyi, czy też głosowa.
Dopasowałem go do pośredniego tempa jak na pierwszy kłus, nie dając mu za wygraną. Pozostawałem konsekwentny w dążeniu do swojego celu.
Z każdym kolejnym okrążeniem wolty stawały się coraz ciaśniejsze, a ósemki zniknęły. Zamiast nich przyszły przejścia. Z kłusa do stępa, stępa do kłusa i jeśli siwek potrafił - kłus, stój i ruszenie kłusem.Shockwave - 2015-05-18, 17:07 To bardzo cenny i wartościowy kilogram, kiedyś na nim zarobisz złamasie .
Niewiele sobie robił z próby hamowania go dosiadem, celowo udaremniał jego starania, dopiero czując ruch żelastwa w pysku siwy przystopował trochę z tym swoim pędzeniem do przodu, a więc w takim wypadku opcja trzecia odpadła.
Zejście głową w dół nie stanowiło problemu, jednak z premedytacją siwy popuszczał w potylicy na zmianę wieszając się na wędzidle, chciał trochę zmęczyć i przetestować Jonaszka ;>.
Wyginał się ładnie samoistnie popuszczając w końcu i uzyskując wyraźną lekkość przodu, angażując przy tym znacząco podstawiony już zadek.
Przejścia nie były wyzwaniem, jak wspomniałam siweczek dużo potrafił, tylko leniwe to było i mało kto to egzekwował od niego ;>.Jonah Wrens - 2015-05-18, 17:44 No nie wiem czy będzie na czym i czy ktokolwiek będzie chciał.
Skoro wędzidło zadziałało i nie musiałem dalej kombinować - spoko. Mi się to podobało, że siwek nie wymagał większych kombinacji, póki co. No ale, trzeba znać i wpadać na pomysły, żeby bezproblemowo do czegoś dojść, zatem przed tym lata praktyki itde.
Każde zawieszenie się, wiązało się z mojej strony z przepuszczeniem go przez wędzidło. Gdyby jednak ta metoda nie działała, był prosty sposób. Łydka, która wpędzała do przodu i wymuszała niejakie podniesienie głowy, oraz zamknięcie palców, które domykały konia. Póki co, mogłem go zamykać w pomocach jak chciałem, jednak jak już wspomniałem, kosztowało to wiele lat przeplatanych powodzeniami i niepowodzeniami.
-Dobry chłopczyk.
Mruknąłem spokojnie, klepiąc go po szyi i wsiadając w siodło. Poprosiłem go o przejście do stępa i pozostanie w tym chodzie. Skoro wykonywał coś dobrze, należała mu się chwila nagrody. Coby się jednak nie nudzić zrobiliśmy jedynie pół koła na luzie i zacząłem znowu kombinować. Wykorzystywałem jego zakurzony potencjał, bawiąc się teraz wygięciami do wewnątrz i zewnątrz. Pilnowałem tym samym, aby jego sylwetka dalej podążała do przodu, niezależnie od ustawienia głowy.
Również i tym ćwiczeniem długo go nie męczyłem o ile wychodziło prawidłowo. Z czystej ciekawości w najłatwiejszy sposób, sprowadziłem go na drugi ślad, a następnie wewnętrzną łydką i zewnętrzną wodzą, chciałem go zepchnąć na pierwszy ślad. Sprawdzałem czy umie ustępowania, jeśli potrafił to poprowadziłem go na przekątną i tutaj bardziej pobawiłem się tą umiejętnością.Iron Soldier - 2015-05-18, 19:49
Jonah napisał/a:
Byłem coraz bardziej zadowolony z efektów pracy z Ironem. [...] Występowałem go i zaprowadziłem do stajni, nie było sensu męczyć go dalej, skoro tak świetnie mu szło. /zt
Niech chwali, chwali i nie martwi się piórkami! Najwyżej będzie się zastanawiać jak go przygasić, gdy zajdzie taka potrzeba... Ale Żelazny jest młodym, ambitnym ogierem którego nikt do pracy z człowiekiem nie uprzedził, więc czy jest cel go gasić? Jak już dzisiejszy trening pokazał Jonahowi - Soldier sam z siebie umiał się postarać i o wiele więcej przyjemności sprawiało mu poniesienie czasem zadania bardziej samodzielnie niż zazwyczaj. Zwłaszcza, jak go potem tak wychwalano! Więc o ile tylko ich współpraca będzie w dalszym ciągu progresować, Jo nie powinien martwić się nadmiernymi końskimi ambicjami i wielkim ego. Chyba... Cóż, nie ma co mówić na zaś!
Dalej, do końca jazdy, wszystko było cud, miód i malina. Do samiutkiego końca. A ostatnie przejście z galopu do stępa, gdzie Jonahowi wystarczył tylko mocniejszy siad w siodło, powinno zostać wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa. Jako przejście galop-stęp przy najmniejszym możliwym użyciu pomocy! Iron zareagował błyskawicznie, bardzo płynnie przelewając się w tempo o dwa chody niżej. Docenił zmianę strategii jeźdźca i mając swoje własne ambicje bardzo chętnie odczytywał teraz każdy najdrobniejszy sygnał płynący od jeźdźca. Chciał tej współpracy, bo czemu miałby nie chcieć? Same profity z dobrej współpracy!
W stępie ostatnim często parskał, manifestując ogólne zadowolenie i świetne samopoczucie. Wymaszerował następnie za swoim cudownym właścicielem.