Carcassonne - 2016-07-08, 17:22 Kolejne jego zawody pod Alexandrem nie były niczym specjalnym. Ogier jakoś specjalnie nie przejmował się ani hukiem ani nowymi końmi. Po prostu stał żrąc sianko i podrywając chrapami kurtkę stajennego kiedy ten go siodłał oraz występował.
Odebrany z rąk stajennego przez Alexa zarżał radośnie o potańcował trochę kłusując w miejscu by następnie udać się z mężczyzną na rozprężalnię, gdy posłusznie wykonywał wszystko co mu nakazał.
Kiedy skierowali się na parkur ruszył energicznie podnosząc nogi do góry oraz od samego początku się zbierając. Skierował się posłusznie do szeregu, przy którym chwilę postał nastawiając uszy w stronę przeszkody. Brzydki ten kolor, fuj fuj fuj! Prychną niezadowolony gdy mężczyzna obciążył tył siodła oraz pociągnął za pysk, lecz grzecznie stanął nie drgnąwszy nawet na chwilę podczas ukłonu, kiedy to skierował uszy w stronę mężczyzny i delikatnie skręcił głową by spojrzeć na jego rękę. Nie widział żadnych much, to jemu co z tym machaniem ręką. Poproszony o galop zrobił krok do przodu a następnie poderwał przednie nogi zaczynając galopować na prawą, angażując od początku zad i tylne nogi. Foule wykonywał dość wysoko, jak gdyby skakał przez drągi, lecz sama ich obszerność była na tyle znikoma, że galop był raczej w umiarkowanym tempie aż do momentu, gdzie po ustąpieniu od łydki na zakręcie ustawił się na równą linię oraz wyciągnął deczko krok. Uszy nastawione na przeszkodę przed nimi ani na moment nie drgnęły. Maksymalnie skupiony na pomocach od jeźdźca od razu zareagował na dodanie łydki wybijając się z tyłów. Podczas lotu wzrok ogiera skupił się na reklamie znajdującej się na jednym z palików za ogrodzeniem przez co delikatne zastrzygnięcie mogło pokazać strach. Rzeczywiście jaskrawe kolory nieźle nastraszyły siwka, lecz ten swoją ze swoją dumą nie mógł na to zareagować. Reakcja natomiast była, kiedy ogarnął fakt, że właśnie przeskakuje przez przeszkodę. Kiedy tylne nogi odbiły się od ziemi szyja ogiera wyciągnęła się znacznie, a on sam podkulił mocniej przody jakby bał się dotknąć drągów. W fazie lotu delikatny wyrzut tyłów dał się również we znaki dla jeźdźca, pokazując stresik młodzika. Po wylądowaniu prychnął znów niezadowolony znacznie przyśpieszając chód oraz podnosząc dumnie głowę aby rozejrzeć się za kolejnymi niebezpiecznymi rzeczami. Na pomoce skrętu zareagował mocnym odskoczeniem w odpowiednią stronę oraz machnięciem główki, chcąc jakby przekazać mężczyźnie, że bardzo mi się fakt kolejnego skoku nie podoba. Tam za ogrodzeniem jest coś niefajnego! Finalnie jednak jechał dał nad sobą panować grzecznie idąc wprost na 2. Przed nią, w momencie otrzymania łydki wybił się wyciągając grzbiet i szyję, oraz podkulając nogi. Ładnie pracował zadem, aby skok udał się najlepiej jak Piękniś potrafi. Faza lądowania wyglądała równie gładko - wylądowanie po drugiej stronie z uniesieniem głowy aby się znów rozejrzeć oraz ciche prychnięcie, kiedy sam z siebie znów wrócił w zebranie. Wylądował co ciekawe na lewą nogę, stąd bez problemu wykręcił na okser, przed którym dzięki pomocom Alexandra mocno się wybił wyciągając szyję. Owszem, był młody i niedoświadczony ale wola walki i dobry rodowód dają swoje :3Dark Princess - 2016-07-08, 17:27 Po raz drugi, klacz miała wystąpić w zawodach wraz ze swoją właścicielką. Dla niej nadal, to było wielkie przeżycie, ale dobrze, że się z tym oswajała. Wjechała wraz z Jess na parkur, mocno pracowała zadem. Ładnie wchodząc zadnimi nogami pod kłodę i to właśnie nimi, odpychając się od podłoża. Utrzymywała równe i mocne, ale jeszcze nie parkurowe tempo. Mur zrobił wrażenie na gniadej, nie było co nawet ukrywać tego. Skuliła jedno uchu, mocniej żując wędzidło w pysku, jednak mimo to, dała się prowadzić spokojnie dalej. Poczekała cierpliwie, aż kobieta się ukłoni, by zaraz zagalopować w okolicy drugiej przeszkody. Skierowała się wraz z kobietą, między członami szeregu 7ab, by wyjechać zaraz na prostą do oksera, zaczynającego ich przejazd. Mimo młodego wieku i prawie braku doświadczenia, klacz szła chętnie do przodu, trzymając się jasnych zasad kobiety. Kobieta pokładała w niej wielkie nadzieje, a ona nie zamierzała tego zmarnować. Trzymając równe i odpowiednie, nie za powolne, ale nie za szybkie tempo, dojeżdżały pomału do oksera. W odpowiednim miejscu, potulnie słuchając kobiety, klacz odbiła się od podłoża, podciągnęła przody pod siebie. Tylne najpierw proste, ale zaraz poszły w ślad za przednimi, jeszcze lekko nimi jakby odepchnęła w locie powietrze. Kilka sekund od wybicia, będąc już w bezpiecznej odległości nad przeszkodą, wyciągnęła przody przed siebie, miękko na nie lądując. Potem, kontynuowały galop na prawą nogę, mogły trochę oszczędzić sobie drogi i czasu, ale to nie zależało od gniadej. Ona wykonywała tylko, polecenia Jess. Ta jednak uważała, ze przy marnym doświadczeniu klaczy, pewnie sobie nie poradzą. Jednak kto wie? Może właśnie akurat, dałyby sobie świetnie radę z tym parkurem. Minęły mur, dojeżdżając zaraz na prostą do stacjonaty, oznaczonej numerem 2. Klacz nie szarpała się, ani nie przyspieszała, no chyba, że kobieta wyraźnie tego chciała. Więc chyba dość sprawnie, dojechały do przeszkody, by w odpowiednim miejscu, odbić się pewnie od podłoża, po łydce Jessie. Doskonale zapracowała ciałem nad przeszkodą, ten doskonały ruch, z pewnością odziedziczyła po ojcu <3 Wylądowały tym razem na lewo, kierując się do kolejnej przeszkody - oksera, przytuliły się dość do nieoznakowanych przeszkód, aby łatwo i przyjemnie, wyjechać na prostą do tej przeszkody. Lekko przyspieszyła w drodze do przeszkody, mocniej także, aktywizując swój gniady zadek w pracę i idąc bardziej pod górkę. Po dojechaniu do stosownego miejsca, gniada ponownie się odbiła od podłoża, by wykonać dobry baskil w locie i wylądować na lewą nogę. Czekał ich mur, co wprawiło klacz w lekkie zdenerwowanie. Mocniej zapracowała zadem i zadnimi nogami, intensywniej żując także wędzidło. Czując muśnięcie ostrogi na boku, klacz bardzo mocno, zdecydowanie zbyt przesadnie jak do wysokości przeszkody, odbiła się od podłoża. Wykorzystując wszystkie swoje geny oraz siłę, której Jess chyba nie doceniła Udało się jej jednak, prawidłowo zapracować ciałem na przeszkodą. Dzięki czemu, bezpiecznie i gładko wylądowały za murem, mając go za sobą już.Peter Pan - 2016-07-08, 18:26 Pomimo tego, że Piotruś i Mia byli sobie całkowicie obcy, ogier zachowywał się doprawdy przyzwoicie. Był trochę spięty i niepewny, ale przekładało się to jedynie na jakość jego chodów oraz szybkość reakcji. Był całkowicie posłuszny zawodniczce i ani myślał o tym, by się jej sprzeciwić w którymkolwiek momencie. Wciąż czuł się nieswojo na terenie nowej stajni, co też "pomagało" mu w zachowywaniu się niczym potulny baranek.
Niestety wchodząc na parkur nieoczekiwanie odmówił współpracy. Prawdopodobnie któryś z elementów bardzo nie spodobał się Piotrusiowi sprawiając, że ten nie miał najmniejszej ochoty na to, aby zbliżyć się w jego stronę. Na łydkę zaczął więc odpowiadać cofaniem się. Im bardziej Mia naciskała na ruszenie do przodu, tym bardziej czterolatek się cofał i spinał. W pewnym momencie nawet głucho stęknął, gdy dziewczyna mocniej go kopnęła, ale i to nie było w stanie nakłonić go do zmiany swojego nastawienia. Przystał dopiero na propozycję zatrzymania, ale gdy Mia spróbowała ruszyć go do przodu za stój, odpowiedział jej próbą wyjścia w górę. Nie miał jednak w nawyku dębowania, toteż tylko lekko podskoczył przodem, by zaraz ponownie włączyć wsteczny i ... wpaść zadem w przeszkodę. Huk spadających drągów wystraszył go na tyle, że nagle skoczył do przodu i po paru krokach galopu od razu przeszedł do stępa, nerwowo parskając. Strzygąc uszami we wszystkie strony, dość nerwowo stępował w okolicy. Wreszcie dostali zielone światło do rozpoczęcia przejazdu i ogier tym razem chętnie ruszył do przodu, po paru krokach kłusa wchodząc w równy, opanowany galop. Jadąc na wprost oksera postawił nań uszy i parokrotnie nimi zastrzygł, czujnym okiem mierząc przeszkodę. Chociaż wyglądał na mocno zaoferowanego, nie miał problemu z utrzymaniem stałego tempa galopu, co było podstawą do prawidłowego pokonywania przeszkód. We wskazanym miejscu odbił się, szybko pracując przodami i podnosząc je dość wysoko mimo niedużej wysokości. Lekko zanurkował nosem, generalnie nie szalejąc zanadto w skoku - przejawiał dobre cechy konia skokowego, ale na pierwszy rzut oka było widać, że potrzebował jeszcze pracy i treningu. Lądując po drugiej stronie oksera cicho sapnął i dalej pogalopował na lewo, nieco uciekając Mii z kontaktu. Miał pewne skłonności do chodzenia z łbem w chmurach, ale wystarczyło umiejętnie dojechać go do ręki i zachęcić do wejścia na kontakt, aby ponownie oparł się miękko na wędzidle i dogalopował do przeszkody nie robiąc tzw. lamy. Do stacjonaty odbił się znacznie później niż do oksera, ale wciąż była to odległość prawidłowa, zresztą wyznaczona przez jeźdźca. Lekko przeskoczył na drugą stronę, zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca lądując na lewej nodze i wyglądając we wspomnianym kierunku. Skręcając do trzeciej przeszkody zagapił się na trybuny, co poskutkowało wypadnięciem z zakrętu. Na szczęście nie przeszkodziło to im w pozostaniu na wyznaczonej trasie do trójki. Na widok przeszkody skupił się na przeszkodach, a nie na otoczeniu. Dzięki temu Mia mogła go bez stresu doprowadzić do stacjonaty, spod której odbił się zgodnie z jej zaleceniami. Przy każdym skoku korzystał z elastycznie pracującej ręki zawodniczki, wyciągając nos do przodu i tym samym ciągnąc całą szyję. Nogi unosił starannie, wyraźnie szanując drągi, a nie je lekceważąc. Już w trakcie lotu spojrzał w stronę następnej przeszkody, do której żwawo pogalopował tuż po wylądowaniu i lekkim dociśnięciu łydek. W paru równych foule dopadł z oksera i błyskawicznie odpowiedział na łydkę, bez zawahania wychodząc do przeszkody i oddając na niej daleki, lekko spłaszczony lot, zwieńczony stabilnym lądowaniem na lewo.Soendergaard - 2016-07-08, 23:46 Niech się tak nie cieszy chłopak bo mu kiedyś Soen swoją szyją ząbki wybije <3.
Wracając jednak do przejazdu, po pokonanej pierwszej fazie i okserze z wodą, odbili na lewo, kierując się na kolejny okser stojący blisko ogrodzenia. Wbrew pozorom gniady nawet na moment nie obejrzał się na publikę, koncentrując się głównie na stojącej przed nim przeszkodzie. Stawiając uszy do przodu podniósł łeb, próbując narzucić jeźdźcowi nieco żwawsze tempo. Odpowiednio przytrzymany i pod kontrolą podszedł w równym i niezaburzonym tempie do oksera, pokonując go gładko, lekko i bez najmniejszych problemów. Lądując na lewą nogę galopował dalej energicznie i żwawo naprzód, pchając się aktywnie zadem na którym delikatnie osiadł tuż przed stojącą dziewiątką, wychodząc z lekkością do góry, wybił się miękko ładnie składając nad przeszkodą. Muskularna szyja jak i grzbiet elastycznie pracowały podczas skoków, podwozie było składane naprawdę skrupulatnie, muskając podkowami fartuch popręgu.
Wyginając się w locie na prawą stronę, wylądował i niemal od razu kontynuował galop na prawą nogę, wyginając się elastycznie od wewnętrznej łydki, mocno podstawiony zad pracował aktywnie wciąż napędzając masywną sylwetkę ogiera. W galopie przyszło też rozluźnienie i przepuszczalność ogiera, który zaczął przeżuwać wędzidło i pienić się na pysku, w prowadzeniu też stał się o wiele przyjemniejszy, dając uczucie całkowitej kontroli i zamknięcia w obu łydkach.
Sprytnie wykonując płynny zakręt, oboje pokonali kolejną stacjonatą bez najmniejszych problemów, powoli zaczynali się ze sobą zgrywać podczas skakania, dlatego też ogier ucząc się zachować Wayforda, czasami samo zaczynał je wyprzedzać. Dlatego też do jedenastki galopował aktywnie i niezwykle energicznie, ale przed samą przeszkodą nie walczył z Tonym, dał się przytrzymać i spokojnie pokonał okser, nie walcząc tuż przed nim o dominację z jeźdźcem.
Przytrzymany i odpowiednio zebrany, sprawnie wykonał zakręt gnąc się tym razem od lewej łydki niezwykle miękko i bezproblemowo. Doświadczony nie miał oporów przed tym aby tuż po wyprostowaniu zaatakować stacjonatę, którą pokonali bezbłędnie i na czysto, kierując się już na ostatnią przeszkodę należącą do drugiej fazy.
Powtarzając schemat sprzed jedenastki najpierw został poproszony o aktywny i dynamiczny galop, który musiał nieco bardziej zaokrąglić i wejść zadem pod kłodę, aby mieć odpowiednią pozycję o oddania skoku. Wybijając się silnie do góry, mocno wyszedł szyją do przodu, pokonując przeszkodę z zapasem i dodatkowo wykańczając widowiskowo zadem.
Kończąc przejazd galopował wciąż dziarsko, dopóki brunet nie poprosił holsztyna o przejście do kłusa, a następnie stępa, w którym odpuścili parkur.
/ztMistrz Gry - 2016-07-09, 19:53 Temat postu: Amelie Halley & Carthago Z
82; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
49; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
30; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
132 ; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym.
Opis
Bezbłędnie pokonany parkur, poza normą czasu. 1 pkt karny Mistrz Gry - 2016-07-09, 20:02 Temat postu: Alexander Wine & Carcassone
70;
Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
105;
Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
Opis
Bezbłędnie pokonany parkur.
Mistrz Gry - 2016-07-09, 20:05 Temat postu: Diego Montana & Iced Latte Macchiato
89;
Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
90;
Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Bezbłędnie pokonany parkur.
Elizabeth White - 2016-07-10, 17:30 Elizabeth wielokrotnie jechała zawody na nieznanych koniach i w sumie była do tego przyzwyczajona. Tym razem jednak poprzeczka poszybowała w górę, bo nie dość, że nie znała Jimmiego, to jeszcze ten nie miał oka. Jeździła co prawda na koniach z zaćmą, ale te widziały chociaż w pewnym stopniu. Niepokoiła się tym faktem, nie będąc pewna czy poradzi sobie z zadaniem i poprowadzi kopytnego tak, by ten czuł się pewnie na parkurze. Postanowiła dołożyć jednak do tego wszelakich starań i zmierzyć się z jego wadą.
Chwilę po ich wyczytaniu, sprężystym kłusem wjechali na parkur. Amazonka poprowadziła gniadosza pomiędzy przeszkodami, pozwalając tym samym na zapoznanie się z ich formą i wysokością. Wolała uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek, spowodowanych zaskoczeniem Beama. Miała w końcu ambitny plan przejechania całego parkuru na czysto!
Zatrzymawszy się naprzeciw budki sędziowskiej, krótko ukłoniła się zasiadającym tam jury i rozpoczęła swój przejazd. W owym celu mocnymi, klarownymi sygnałami wysłała Jima do galopu ze stój, odciążając jego grzbiet lekkim półsiadem. Od samego początku postanowiła zadbać o odpowiednie, parkurowe tempo i dobre ustawienie. Utrzymywała go na stabilnym, elastycznym kontakcie, nie pozwalając zbytnio się rozpłaszczać. Pierwsza z przeszkód nie powinna stanowić żadnego problemu. Tym bardziej, że El najechała na nią dosyć obszernie, dając kopytnemu możliwość dokładnego jej obejrzenia. Kilka fouli przed usiadła w siodło, ostrzegając go półparadą i lekko przytrzymując na pysku. Nie chciała w końcu by władował się w drążki przed sobą, a skumulował energię i oddał czysty skok. Zasugerowała mu optymalne miejsce do wybicia, dokładając mocniejszą łydkę i bez chwili zwłoki składając się z nim w locie. Wzrok od razu zawiesiła na okserze z numerem dwa, który znajdował się w tej samej linii. Tutaj postanowiła postawić na dokładność i od samego początku zaczęła dbać o prawidłowy najazd. Dociążyła mocniej zad, starając się wziąć ogiera bardziej na siebie. Tutaj również upomniała go o fakcie, że zaraz coś będzie się działo i szczelnie zamknęła go w pomocach. Wraz z momentem, gdy jego przednie kończyny oderwały się od podłoża, El bezzwłocznie odciążyła jego grzbiet, wychodząc z nadgarstkami do przodu. W fazie lotu mocniej dociążyła lewe strzemię, sugerując odpowiednią nogę. Postanowiła nie skracać zbytnio trasy do trójki, chcąc pojechać ten parkur przede wszystkim precyzyjnie. Nie znała umiejętności Jima, toteż wolała jechać asekuracyjnie a pewnie. Na łuku skrupulatnie podpierała go łydkami, zmuszając do utrzymywania energicznego, ale nie szaleńczego tempa. Oczywiście zadbała o to, by wyprostował się kilka kroków przed przeszkodą i ograniczyła mu możliwość niespodziewanego słynięcia na bok przez szczelne zamknięcie w łydkach. Tutaj zasugerowała wyższy niżeli szerszy skok, nie czując potrzeby do rozpłaszczania się. Wtórnie zainicjowała lądowanie na lewą nogę, które miękko zamortyzowała, nie chcąc klepnąć tyłkiem w siodło. Poczuła jednak, że zachowanie gniadosza uległo zmianie. Zaczął iść nieco sztywniej, niegroźnie podbijając zadem na trasie do czwórki. Zawodniczka pozostała czuła na owe sygnały, aczkolwiek jednocześnie starała się skupić na kolejnym elemencie parkuru. Bojąc się, że owy skurcz lub inna dolegliwość dokuczająca Beamowi może zadecydować o odmowie skoku, postanowiła mocniej pojechać go do stacjonaty. W razie potrzeby postraszyła nieparzystokopytnego batem dzierżonym w ręce, nie dopuszczając do siebie możliwości wyłamania. Sygnał do wybicia również był nieco mocniejszy, nie chcąc by ogier zaczął się wahać. Chwilę później wycofała biodra, ściągnęła łopatki i oddała rękę do swobodnego wyciągnięcia szyi. Teraz dla odmiany mieli poruszać się w prawo, o czym Jim naturalnie został uprzedzony. Elizabeth wypatrzyła piątkę już dużo wcześniej, w głowie rozplanowując trasę najazdu. Pozwoliła swojemu kompanowi na lekkie poszerzenie ram jako, że okser wymagał nieco więcej energii. Z wodzy oraz łydek utworzyła swego rodzaju korytarz, który miał za zadanie uniemożliwić skoczkowi na obranie innej trasy niżeli na wprost. Jeśli usztywnienie spowodowane skurczem nadal było odczuwalne, pokusiła się o lekkie pacnięcie go palcatem w łopatkę, co dodatkowo miało zachęcić go do pokonania oksera. Sama zaś standardowo przeszła w półsiad, kolana mocno opierając o poduszki i stabilnie balansując w strzemionach. Starała się być jak najmniej odczuwalna dla konia, nie chcąc zaburzyć jego harmonii i równowagi podczas tego dłuższego skoku. Lądowanie na prawą nogę i obszerny najazd na szereg, podczas którego przez kilka fouli poruszali się po ścianie. Brunetka dbała o to, by nieparzystokopytny nie zgasł na łuku, wymuszając od niego odpowiednie, aczkolwiek nie przesadne wygięcie. Na 6a jechali praktycznie z narożnika parkuru, chcąc mieć długi, prosty najazd, podczas którego będą mogli się odpowiednio przygotować. El uniosła gniadoszowi głowę, zmuszając go tym samym do dokładnego przyjrzenia się elementom przed nim. Przytrzymała go też nieco, nie chcąc by zbyt szybko wszedł w owy szereg. Dokładnie wyliczyła foule, by w odpowiednim momencie lekko otworzyć rękę, wypuścić go do przodu i zachęcić do wybicia. Pokonując pierwszy człon, od razu zaczęła myśleć o drugim. W razie potrzeby dodała, lub przytrzymała Jimmiego, chcąc by ten perfekcyjne zmieścił się w zostawiony im odstęp. Na szczęście tutaj również nie pojawiły się żadne komplikacje i mogli z czystym sumieniem ruszyć na najtrudniejszą przeszkodę parkuru, która jednocześnie kończyła pierwszy etap. Okser z rowem niewątpliwie budził wśród wierzchowców moment zawahania. El mogła mieć jedynie nadzieję, że odgłosy płynące z widowni i inne niepokojące bodźce z zewnątrz nie rozproszą Oldenburga. Trzy foule przed mocno usiadła w siodło, na bieżąco korygując niepożądane zachowania. Mocno trzymała go w pomocach, napychając na przeszkodę. Dla większej pewności tutaj również zastosowała machnięcie bacikiem. Na szczęście Beam postanowił nie wyciąć jej głupiego numeru i pokonał przeszkodę z palcem w nosie. Kobiecie nieco ulżyło jako, że połowa była już za nimi. Teraz wystarczyło utrzymać klasę do samego końca.Fabiola - 2016-07-10, 18:56 Pierwsze zawody okazały się dla Fabioli dość ciężkim przeżyciem. Mimo tego, że Orchard nie należał do najmniejszych stajni i cały czas było w nim tłoczno, to jednak wzmożony ruch w trakcie zawodów przerósł siwkę. Nie pomagała jej też słoneczna aura - w trakcie rozgrzewki wielokrotnie machała łbem, co skutecznie ją dekoncentrowało, a amazonce uniemożliwiało spokojną, harmonijną jazdę. Zawsze jednak mogło być gorzej...
Żywym kłusem wbiegła na parkur, szeroko otwartymi ślepiami łypiąc na kolorowe przeszkody oraz pełne trybuny. Mimo tego, że była wyraźnie rozkojarzona, w miarę dobrze reagowała na pomoce Elizabeth, zostając przy niej duchem. Stępem obeszła cały parkur, co ciekawszym przeszkodom przyglądając się przez dłuższą chwilę. Najczęściej jednak traciła nimi zainteresowanie i potrząsała pyskiem na boki lub w górę i w dół, wyraźnie rozdrażniona ostrym światłem odbijającym się od kwarcu. Niespokojnie stanęła przed budką sędziowską, przed którą to zaczęła grzebać lewym przodem w ziemi, po czym odpowiedziała na łydkę do kłusa, ruszając pożądanym chodem. Kolejno przeszła do galopu, od razu dostosowując się do Elizabeth i nieco wydłużając foule, która normalnie była dość "skromna". Jadąc na wprost oksera, uniosła głowę i postawiła uszy, nie zdradzając jednak oznak zawahania. Bardziej rozkojarzona była między przeszkodami niż w trakcie ich pokonywania, ale pilnowanie siwej było dobrą, słuszną decyzją. Dzięki pewnemu działaniu Elizabeth dogalopowała równo do przeszkody i w oczekiwanym miejscu odbiła się prężnie od podłoża. Wychodząc do skoku energicznie podciągnęła przody w górę, a także wyciągnęła do przodu nos, tym samym wydłużając całą sylwetkę. Zgrabnie pokonała pierwszy okser, po czym poddała się sugestiom Elizabeth i skróciła krok w galopie, zwinnie wchodząc w zakręt do przeszkody po prawej. Jadąc na wprost stacjonaty ponownie zaczęła machać łbem, tym samym wysoko go zadzierając i nieco wybijając z rytmu. Mimo to dalej szła pewnie na środek przeszkody, nie zamierzając z niej spłynąć mimo wszystko. Decyzja o spokojnej i technicznej jeździe okazała się tą dobrą, bowiem klacz pomimo swoich problemów miała szansę wystarczająco skupić się na skokach, aby czysto przejść parkur. Na chwilę przed oddaniem skoku jakby zmusiła się do zaprzestania kręcenia łbem i postawiła uszy na sztorc, czujnym wzrokiem mierząc stacjonatę. Odbiła się w optymalnym do tego miejscu i gładko pokonała stacjonatę z niedużym zapasem, korzystając z oddanej wodzy i pracując szyją mimo niewielkiej wysokości. Kolejno wylądowała w równowadze, której zachowanie było możliwe tylko dzięki postawie Elizabeth, która także zachowała swoją równowagę i tym samym nie zakłóciła tej należącej do Fabioli. Do trójki pogalopowała możliwie najwygodniejszym i najdłuższym najazdem, po wyjściu z samego zakrętu nieco się ożywiając dzięki zachętom ze strony Kanadyjki. Galop Fabioli był na tyle żywy, że prawdę mówiąc nie wymagała zmian tempa między poszczególnymi przeszkodami. Ich wysokości były dla niej przysłowiową bułką z masłem, a jedyna trudność ograniczała się w samych najazdach, bo klacz podczas nich momentami uciążliwie zarzucała łbem, dekoncentrując samą siebie. Niemniej obie przeszkody, czwartą i piątą, pokonała bez żadnego kłopotu, nad obiema zostawiając sobie niewielki zapas, zgodnie z zamysłem ekonomicznych skoków.Mia - 2016-07-11, 01:21 Była zadowolona z poprawy w zachowaniu Piotrusia, za co nie omieszkała go nagrodzić. W końcu nie dało się ukryć, że pomimo wcześniejszego spięcia szli teraz jak burza, co jak na parę, która dopiero rozpoczynała wspólną pracę, było dużym osiągnięciem.
Wylądowawszy na lewo, poprowadziła ogiera łagodnym łukiem wprost na środek piątej przeszkody, którą był łudząco podobny do poprzednika okser. W tym przypadku również postępowanie Mii nie zmieniło się wiele od poprzedniego skoku; zachęciła go do wzmocnienia swojego galopu, samej siadając w siodło i wycofując łopatki. Zamknęła go w pomocach, następnie samej decydując się na to, aby wybrać miejsce do wybicia, które podkreśliła, ściskając kremowe boki zwierzęcia łydkami. Wręcz od razu podniosła się, stając w strzemionach, w których to odnalazła stabilne oparcie, w tym samym czasie oddając Pete ręce na kontakcie. Tym razem jednak obciążyła mocniej prawą stronę, sugerując zwierzęciu skierowanie się tam po powrocie na ziemię. Następny był szereg, którego kobieta prawdopodobnie najbardziej się obawiała, ale mimo to starała się nie tracić optymistycznego podejścia nie tylko do samego przejazdu, ale też do tego, że w niedalekiej przyszłości wróci jeszcze do cremello, bo zapowiadał się na naprawdę niezłego konia sportowego.
Jednak wracając do tematu; w trakcie najazdu na kombinację skupiła się na tym, aby w porę wyprostować holendra. Dlatego też wybrała dłuższy najazd, pamiętając o tym, że czas w tym przypadku nie grał żadnej roli, a punkty karne. Głębokim łukiem skierowała go na linię prowadzącą prostopadle do kolejnych dwóch przeszkód, którym posłała długie spojrzenie, wzrok finalnie zaczepiając na punkcie za nimi. Prowadziła go głównie w łydkach, subtelnymi półparadami zabiegając się o uwagę i przygotowując do kolejnych skoków, które wymagały od niego więcej skupienia i precyzji. Odnalazłszy odpowiednie miejsce do wybicia, łydką zachęciła go do tego, w czasie lotu zgrywając się z jego ruchem i tym sposobem gładko, a przede wszystkim bezbłędnie pokonać pierwszy człon szeregu. Przed samą stacjonatą wzięła go na siebie, obciążając zad i tym samym prosząc go o galop bardziej pod górkę, by następnie poprosić go o odbicie, teraz wymagając zdecydowanie wyższego, ale krótszego skoku. Swój wzrok kierowała na siódmą przeszkodę, która znajdowała się niedaleko po ich prawej, gdzie po lądowaniu zwróciła kroki wkkwisty, oferując solidne oparcie w łydkach w trakcie wyjeżdżania łuku. W najeździe ponownie nieznacznie go skróciła, na krótki moment wracając w siodło w celu większej kontroli nad Piotrusiem, którego w odpowiednim miejscu zaprosiła do odbicia się, na ten ułamek sekundy przechodząc w półsiad, który naturalnie był stosunkowo niski ze względu na wysokość samej przeszkody. Nie lekceważyła jednak tego czynnika, dobrze wiedząc, że nawet w najniższej klasie nie wszystko musi iść zgodnie z jej planami, a zepsucie wszystkie na końcówce niezbyt się jej uśmiechało.
Dlatego skupiła się na tym, aby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień i tuż po pokonaniu stacjonaty skręciła w prawo o 90 stopni, by stanąć naprzeciw ostatniej już przeszkodzie. Okser nie stanowił dla niej dużego wyzwania, dlatego uśmiechając się delikatnie, poprowadziła na wprost Piotrka, sugerując mu delikatne dodanie. Naturalnie dalej kontrolowała go, zamykając w korytarzu z pomocy, by wkrótce wysłać do skoku - znowu udanego, ku jej uciesze. Pospiesznie przejechała celowniki, po czym stopniowo zwolniła ogiera do kłusa, a potem stępa, w którym to zjechała z parkuru i oddała konia w ręce luzaków.
ztRussian Roulette - 2016-07-11, 22:57 Nie pobiegła ! Ona nawet nie drgnęła, po prostu nie poszła tam i już. Kiedy kobieta dostała lonżę, to siwa i tak się nie ruszyła, nawet jeśli ta, pchałaby ją samą sobą naprzód. Wierzchem? Oszalała ta kobieta do reszty. Była bez siodła, więc jak chciała się utrzymać na siwej? Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała wyrzucić jej w kosmos za pomocą dość mocnych baranków. Była niska, elastyczna i silna, jak na araba Ruth - 2016-07-12, 15:15 Odbiło, od pewnego czasu po prostu jej coś odbiło. Ale spokojnie, wprawę miała!
Złapała mocniej się kolanami ciała klaczy i złapała dłońmi garstkę jej grzywy, ściągając wodze. Po sekundzie jednak podszedł do nich stajenny, i o ile klacz nie spłoszyła się na tyle, by uciec z siną dal to z trudem bądź bez zgarnął klacz na uwiąz by ją w miarę ogarnąć.
A jak się spłoszyła, to Ruth za wszelką cenę starała się utrzymać... no chyba, że klacz zaczęła skakać przez przeszkody ;-SMistrz Gry - 2016-07-12, 20:55 Temat postu: Elizabeth White & Unexpected
91; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
110; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji
72; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Spore przekroczenie normy czasu. 2 punkty karne Mistrz Gry - 2016-07-12, 21:07 Temat postu: Luke Sugarman & Krakatau
74; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
80; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.