Salire In Ignis - 2015-03-16, 21:12 // z góry przepraszam, gdyż post bedzie straszny
Mieląc wędzidło w gębie, trochę zajęło jej dojście do tego, że łydka wcale nie oznacza przyspieszenia, bo gdyby tak było, nie czułaby wtedy oporu w pysku. Stopniowo zaczęła przenosić ciężar ciała mocnej na zad, podstawiając go powoli do właściwego ułożenia. Jednakże nie nastąpiło to od razu, musiało ją, że tak powiem, oświecić, czego właściwie jeżdziec od niej wymaga. Konkretniejszy trening miała tak dawno, że zdązyła zapomnieć niektóre proste ruchy i komendy, jednakże była też zwierzęciem pojętym i na całe szczęście, szybko się uczącym, co chyba ułatwiało sprawę,
Przejścia wykonywała już z właściwą płynnością, nawet te bardziej dynamiczne robiąc poprawnie. Nie sprawiało jej problemu przejście ze stójki od razu do kłusa, czy odwrotnie. Od razi widać, że zaangażowała się w trening całą sobą, i nawet nie wiedziała teraz, czy to kwestia nudy i chęci wyrwania się z rutyny czy jeźdźca.
Podczas wykonywania żucia z ręki (?), przez kilka pierwszych prób potrzebowała korekty, bowiem tuż po przejściu znów przerzucała ciężar ciała na przód. Poprawiła się, jednak dopiero po dłuższym czasie, choć wymagało to dla niej nieco więcej wysiłku niż normalnie, z powodu nieco małego doświadczenia.
Ale to zawsze można poprawić.
Drągi! Drągi... nie przepadała za nimi. Zawsze podczas przejazdu przez drągi dostawała sowity... opierdziel, bo nie chciała robić tego tak jak "wymagano". Można było zauważyć, że podczas najazdu na nie zachowywała się nad wyraz niechętnie, i gdyby nie fakt, że Kryś ją kontrolował na wodzy, zapewne ominęłaby je, nie siląc się by w ogóle spróbować. Jednakże nakierowana, nie miała jak uciec i musiała zmierzyć się z przeszkodą. Wysunęła głowę ku przodowi na tyle na ile pozwalały jej wodze, po czym przeniosła ciężar ciała bardziej na przody przy każdym kroku wyraźnie mocniej unosząc nogi. Mimo to nie skakała przez belki a pokonywała je w kłusie. Pierwszy przejazd nie należał do najlepszych jednakże rozkręcała się w miarę jazdy, polepszając zarówno swoją równowagę jak i pozycję podczas ich pokonywania.Leon - 2015-03-19, 19:18 No niby tak ale skąd jemu było wiedzieć że woli ujeżdżenie niż skoki w sumie nie pisało nim o tym w karcie to też wziął ją na to drugie. Oj tam wierzył że sobie poradzi ze wszystkim, jak na razie dobrze im szło więc nie miał powodów do obaw. Czasem się skakało to najniższe w kłusie w końcu nie wymagały bóg wie czego, pochwalił klacz za dobry pierwszy tak na prawdę skok. Ostatecznie po wykonaniu dwóch kół w galopie, kilku figur oraz łuków poprowadził klacz na pierwszą przeszkodę dość niską stacjonatę 50cm, lekko skrócił jej wodze trochę ją też rozpędzając przed przeszkodą by dać jej w odpowiednim miejscu sygnał do wybicia, oddał jej wodzę by mogła się swobodnie wyciągnąć nad przeszkodą. Kiedy było wszystko dobrze poklepał ją po siwej szyi chwalaco by po łagodnym łuku skręcić na kolejną przeszkodę 60cm stacjonatę jadąc po prostej powtórzyli to co poprzednio w sensie schemat najazdu oraz skoku.Anonymous - 2015-03-20, 14:34 Nakierowała jedno ucho do tyłu na mężczyznę, czując jego dotyk na szyi. Lekko pokiwała łbem, jakby mówiąc "O, tak mi rób!", choć naprawdę była dalej skupiona na przejaździe. Zwinnie galopowała jakby była prawdziwym wyścigowcem - szybko, ale i z gracją. Ot, idealna pani Chelsea.
Od razu skręciła w bok, dostając taki sygnał. Pięćdziesiątka nie była dla niej większym problemem, nawet bez sygnału od jeźdźca pokonałaby ją. Wybiła się z dobrej odległości, przebiła nad przeszkodą, wyciągając maksymalnie szyję, na ile pozwalały jej ograniczające wodze. Wylądowała trochę twardo, minimalnie ślizgając się na podłożu. Szybko ogarnęła sprawę i skręciła, aby przed nią pojawiła się nieco wyższa stacjonata. Ponownie rozpędziła się w galopie, odbić miękko i przefrunąć nad drągami z wyciągniętą szyją. Tym razem bardziej skupiła się na lądowaniu niż poprzednio, dzięki czemu wylądowała zdecydowanie lepiej, wręcz nieskazitelnie. Christian Levrull - 2015-03-20, 17:38 {A Ty wybacz, że musiałaś czekać. }
Zauważył, że nie tylko jest chętna do nauki czy ogólnie szeroko pojętego treningu, ale również jest też dość pojętnym stworzeniem - czego starał się nie gasić, chwaląc ją (powtórzę po raz enty) i samemu skupiając się na swoim ciele i pomocach, by jej chęci nie zgasić.
Kiedy zrozumiała, że łydka prowadzi również do aktywności zadu, a nie tylko pilnowania tempa starał się już pozostać w takim ustawieniu, gdzie czuł jak praca jej zadnich kończyn polepszała się, podnosząc jej przód do góry, tył natomiast opadł nieco, przez lepiej wkraczające zadnie kończyny pod kłodę.
Co do żucia i tak był zadowolony z (bezbolesnego ) pierwszego ich razu, a i tak będzie przeplatał w treningu ten element jako nagrodę i chwilę rozluźnienia. Na drągach czuł jej spięcie stąd starał się ją dość porządnie kontrolować, skupiając się na równym najeździe, bez przyśpieszeń czy zwolnień, ot, wszystko miało by w jednym, równym rytmie pokonane. Nie pozwalał klaczy się rozciągać za bardzo, bardziej skupiając się na jednym ustawieniu, z którego na drągach mogła jedynie wyjść trochę do dołu, reszta bez zmian - czyli motywacja do tego by nogi podnosić, a nie sprzątać drągi wraz z każdym krokiem. Po owych 4 razach na chwilę przeszli do stępa, nie wychodząc z ustawienia, dał jej chwilę oddechu, sam na chwilę zerkając na drugą parę i przy okazji prosząc osobę, która była na hali o zmianę ustawienia drągów.
Po zakłusowaniu znów jedno okrążenie na korekcję jej pracy ciała (zadu, odpuszczenia w potylicy, rytmu etc.), a następnie wjazd na linię środkową (przy czym w zakręcie znów przypilnował ją pomocami, by nie wypadła/wpadła w zakręcie, a weszła w niego płynnie bez zbędnych "fochów"). Jazda na wprost, gdzie na linii środkowej czekało na nich ok.11 drągów ustawionych na ok.1,1m, czyli akurat na rytmiczną jazdę, z nie za krótkim wykrokiem. Wszystkie były tak ustawione, więc musieli wejść w nie prawidłowo, rytmicznie i pozostać w ustawieniu i pracy aż do końca. Dlatego przed drągami lekko rozszerzył ręce, nadal w razie czego przesyłając przez nie część półparady. Dosiad anglezowany równy, wymagający tego by została w swoim rytmie, łydka przylegająca pilnująca tempa, w razie spływania zadem korekcja jedną lub drugą jako "puknięcie" łydką. Parę kroków przed nie ingerował już za bardzo, by nie wytrącać ją z równowagi. W trakcie przejazdu anglezował tak, by jej nie przeszkadzać, mocno angażując swoje mięśnie we własną równowagę ciała. Po przejście, dalsza jazd na wprost i zakręt w przeciwną stronę niż był jazda wcześniej (czyli jazda raz w jedną raz w drugą stronę).
Powtórzył to parę razy, aż nie zaczęło wychodzić, chwaląc sowicie za każdy prawidłowy przejazd i reakcję, w razie czego korygując po każdym przejeździe to czego brakowało (tempa, rozluźnienia, aktywności etc.).
Po ostatnim prawidłowym przejeździe ponownie chwila stępa (wcześniej na dużym kole żucie z ręki ponownie). Po stępie ponowne zakłusowanie, powrót do ustawienia, tempa etc. (nie chcę pisać en razy to samo...) i znów wjazd na drągi (przy każdym wjeździe z innej strony wjazd w inną wyjazd), tym razem drągi były podniesione na cavaletii, ale po jednej stronie drąg tylko. Z czego każdy następny miał inną stronę (pierwszy z prawej, drugi z lewej, trzeci z prawej itd.). tym razem przy wjeździe jeszcze bardziej skupił się na aktywności w tempie, w trakcie też przypominając łydką (ew.ostrogą), że musi podnieść nogi, by razem nie wyrżnęli na pysk). Ponownie powtórzenie ok. 10 razy z pochwałą każdy przejazd/korekcją.
Jeżeli wszystko odbyło się bez problemu wszedł na żucie z ręki, rozkłusowując ją w ten sposób po udanym (był z niej naprawdę zadowolony!) treningu, następnie rozstępował na długiej wodzy - na kontakcie i skierował się do stajni.
{zt}Leon - 2015-03-21, 23:18 No jak będzie się dobrze spisywać to i pochwał będzie więcej no logiczne nie? DO wszystkiego małymi kroczkami, siwa źle siebie oceniała bo dość dobrze jej szło jak mówiłam wcześniej. Faktycznie pierwsze lądowanie było nieco twarde ale nie przejął się tym, poprowadził lekko klacz dalej druga przeszkoda pokonana już ładnie z gracją.
-Dobrze Chelsea. - pochwalił ją głosowo gdyż musiał być na kontakcie w galopie nie chciał spowodować wypadku Zjechali na ścianę czekając aż stajenny ustawi przeszkody, dał jej nieco luzu wchodząc w kłus. Dopiero po chwili znowu zagalopowali, poprowadził klacz na 50cm stacjonatę w linii prostej przez środek ich części hali, powtórzyli to co wcześniej czyli sygnał, oddanie wodzy, dosiad i lądowanie. Pojechali dalej prosto na stacjonatę która składała się z dwóch drągów o wysokości 60cm, stały koło siebie stykały się więc klacz musiała zostać dłużej w powietrzu - naprowadził ją.Anonymous - 2015-03-23, 21:15 Zastrzygła naprzemiennie uszami, słysząc słowa pochwały od jeźdźca. Takie słówka bardzo ją motywowały, bo wiedziała, że robi dobrze i musi robić tak dalej. Płynnie przeszła w kłus, co jakiś czas przeżuwając wędzidło. Wyciągała szyję na tyle, na ile mogła, lecz nie siłowała się z Leonem, bo i po co - i tak walka byłaby zwyczajnie niepotrzebna, bo i tak nie wygrałaby. Była już tym lekko znudzona, stajenny pewno się ociągał. Raz-dwa, raz-dwa, aż nagle wyraźnie przeniesiona łydka za popręg - oho, on chce galop. Prawie od razu zareagowała, dodając do tego swojego taktu trzeci takt: raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy. Znowu zaczęła bawić się wędzidłem, chcąc zrobić z nim najróżniejsze rzeczy, ustawiać we wszystkich możliwych "figurach". Jeszcze przed tem stajenny odsunął się, ukazując niewiele trudniejszy tor od poprzedniego.
Pierwszą stacjonatę pokonali bez problemów, analogicznie do poprzednich skoków - co tu dużo mówić. Odbiła się po otrzymaniu sygnału, wyciągnęła jak najdalej szyję, na ile jeździec pozwalał, po czym w miarę dobre lądowanie. Niezbyt się już do niego przyłożyła, lecz nie było złe, lecz też nie najlepsze.
Następna stacjonata była już lekko trudniejsza, lecz nadal możliwa do przeskoczenia. Odpowiedni impuls od człowieka i wystarczająco mocne odbicie oraz daleki "lot" od konia sprawiły, że para pokonała przeszkodę niczym prawdziwy championowiec. Leon - 2015-03-26, 22:56 No starał się jak mógł by klacz czuła się doceniona w tym co akurat robiła, szli na kontakcie ale nie wymagał aż takiej pracy szyi u klaczy jak w ujeżdżeniu bardziej na luzie. Starał się wysyłać jasne sygnały w miarę delikatne co by nie przedobrzyli na czymś bo mogłoby się to skończyć nie ciekawie dla obojga. Oczywiście że oddawał jej wodzę podczas skoków co by mogła swobodnie pracować każdą partią ciała, a on sam szedł za nią na przeszkodzie. Może dawno nie skakała i po prostu lądowania nie były perfekt ale na pewno tragedii nie było. Galopowali przez chwilę bo stajenny poprawiał tor, chciał coś sprawdzić u siwej. Przeszkody nie zmieniły się pod względem wysokości 1. stacjonata 50cm, 2. stacjonata 60 cm ale przed każdą pojawił się drąg w miejscu wybicia chciał sprawdzić czy klacz sama pojedzie bez odpowiednich a może całkowitych pomocy? Pierwszą pokonali jak tamte przy drągu dostała łydkę do wybicia, przy drugiej czekał na jej reakcję by ewe skorygować.Anonymous - 2015-03-27, 15:03 Może i mężczyzna nie wymagał aż takiej pracy, lecz ona po pierwsze jako WKKWistka nauczyła się, że zawsze trzeba się zachowywać po części jako ujeżdżeniowec i jako skokowiec - dlatego podczas treningu skoków dokładała tyle starań, aby pracować każdym mięśniem, a podczas dresażu starała się zachować lekkość i grację.
Wróciwszy na ścianę trochę odpuściła tej całej pracy, bo to nie była jakaś ważna część, dlatego też i nie dbała już tak o szczegóły, lecz od razu po nakierowaniu na tor ponownie skupiła się na jeźdźcu i wyczuliła zmysły na sygnały od niego. Niezbyt rozumiała o co chodzi z drągami przystawionymi tuż przy przeszkodzie, lecz po pierwszym skoku mniej więcej się domyśliła, że postawione są one mniej więcej tam, gdzie powinna się wybić. Pięćdziesiątkę pokonała bez problemów, bo nie była to wysoka przeszkoda, jak i pomoce od Leona były wyraźne.
Tego, co miało stać się przy drugiej przeszkodzie się nie spodziewała. Wyższa przeszkoda sugerowała jej, że prawdopodobnie będzie jakiś problem i skok nie będzie tak udany jak przy poprzedniej, lecz tego się na pewno nie spodziewała.
Pewna, że nie będzie to aż tak inny skok jak poprzedni, ale będąc już przy drągu nie otrzymała pomocy ani sygnałów, na co na krótką chwilę zgłupiała. Lecz owy drąg raczej nie spełnił swojej roli - ogłupiała siwka prawie wbiegła w przeszkodę, wcześniej potykając się o przedmiot leżący na ziemi. Jeżeli jeździec nie zareagował w miarę szybko mogłaby stać się niezła katastrofa. Leon - 2015-03-31, 20:14 Jak WKKW-ista nie zna podstawowych ćwiczeń skokowych? Mimo że była bardziej ujeżdżeniowcem to powinna takie rzeczy znać, kto ją uczył? Jakiś łoś czy wtf, nie wnikając w szczegóły kiedy klacz nie odbiła się od podłoża dosłownie miał moment by zapobiec temu co mogło się wydarzyć. Odbił siwkę w bok dość ostro skręcając z nią by nie wpierdzielili się w przeszkodę bo to by się skończyło nie zbyt ciekawie, skok nie miałby sensu gdyż i tak nie wybiłaby się odpowiednio do wysokości z takiego rozpędu pomijając miejsce wybicia. Facet musnął drągi przeszkody kiedy skręcali, postanowił odpuścić to też rozłusował i rozstępował klacz po czym poszli do stajni z.tAmelie - 2015-04-09, 09:33 Weszła z Krakatau na dużą halę i tradycyjnie zrobiła z nim kółko po obiekcie, żeby się z nim zapoznał. Wahała się jeszcze czy ukierunkować trening na skoki, czy ujeżdżenie. Skoki były jej bajką, jednak przecież nie będzie ograniczać koni, z którymi trenuje tylko do treningów czysto skokowych. Na razie i tak musiała przeprowadzić rozgrzewkę, bo cremello zdaje się dawno nie jeździł pod siodłem.
Zatrzymała go w narożniku, poprawiła popręg i strzemiona, po czym skorzystała ze schodków i zgrabnie znalazła się na grzbiecie ogiera. Poklepała go po łopatce i po chwili dała mu łydkę do stępa, ewentualnie dodając wypchnięcie, jeśli na samą łydkę achał nie chciał zareagować. W końcu Mel go nie znała, pierwszy raz miała z nim do czynienia. W stajni zachowywał się wzorowo, ale na hali wszystko może się zmienić, rozgrzewka więc służyła nie tylko rozgrzaniu konia i rozruszaniu zastanych kończyn, ale także temu, aby jasnowłosa lepiej poznała dwunastolatka i to, jak zachowuje się pod siodłem.
Na razie zostawiła Krakatau luz na wodzach, utrzymując go w pośrednim, jednak aktywnym tempie.Krakatau - 2015-04-10, 16:52 Kroczył dumnie u boku drobnej amazonki. Całą drogę tutaj zachowywał się spokojnie, z zaciekawieniem rozglądając się na boki. Hala nie zrobiła na nim większego znaczenia - był tu nie raz ani nie dwa. Nie mniej jednak posłusznie okrążył obiekt, by następnie dziewczyna mogła podciągnąć mu popręg i dostosować sobie strzemiona. Poczekał aż blondynka zasiądzie na jego grzbiecie i ruszył aktywnym stępem, gdy tylko dostał ku temu odpowiedni sygnał. Był pobudzony i nieco podekscytowany, aczkolwiek na razie nie robił nic co powinno zaniepokoić Amelie.
Achał był WKKW-istą, więc prowadził zróżnicowane treningi. Nie było dla niego więc większej różnicy, czy miał wykonywać figury ujeżdżeniowe czy skakać przez przeszkody. Największym priorytetem było spuszczenie z niego nieco energii, a w jaki sposób... Tu kobieta miała wolną rękę.
Sorki, że ubogo ale się bardzo spieszyłam. :/Iron Soldier - 2015-04-11, 15:09
Jonah napisał/a:
To zawsze jest na propsie. A co do górowania, jasne że tak. Zawsze i wszędzie.
Taki koń mi się podobał. Niby nabuzowany ale dał mi się łatwo prowadzić. Pozwalał robić ze swoją siłą to co mi się żywnie podobało.
Żeby było mu łatwiej na tych pierwszych woltach, pozwoliłem sobie odchylić rękę do wewnątrz. Miał na pewno swobodniejszy ruch do środka koła, a zarazem w taki sposób mógł się szybciej rozluźnić. Na następnej wolcie znowu powtórzyłem ruch z ręką, jedynie na trzecim kole wracając do normalnego ustawienia rąk. Czyli jedynie odchylenie ramienia do tyłu i cały czas wyraźnie dociśnięta łydka od strony wewnętrznej.
[...]
Jo doskonale się sprawił w galopie. Docenił poprawę zachowania swojego podopiecznego i nie silił się na pilnowanie jego tempa bez przerwy. To tak jakby mu zaufał, prawda? Że sam pociągnie dobre tempo. Zaś Iron je pociągnął, nie rwąc szybciej niżby człowiek chciał. Dobra, raz postanowił sprawdzić reakcję jeźdźca i wyciągnął mocniej, ale przyhamowany dosiadem, zwolnił i odetchnął głęboko. Przemielił ozorem po wargach, manifestując mądrość i świeżość młodzieńczego umysłu. Rola właściciela w tym ćwiczeniu ograniczyła się do zaufania i nie przeszkadzania w wykonywaniu roboty. Ogier był rad, mogąc pokazać, że sam umie się ogarnąć. Dlatego też przy ewentualnej pochwale, pojechał jakby jeszcze lżej. Aniołeczek.
Został następnie wprowadzony na woltę. Wszedł w okrąg łagodnie, opierając się z zaufaniem na pomocach Jonaha. Obie figury pokonał nader przyzwoicie, zaś pierwsza z węższych wolt wyszła troszkę sztywniej. Druga już jednak była tak samo dobra jak te wcześniejsze, o większym promieniu.
Koń szedł znakomicie podstawiony, siląc się zadem mocno pod kłodę. Poparskiwał czasem, przy czym lekko trząsł mordką. Ale to wszystko w dobrej wierze.
Pojechali na przekątną, gdzie Jo wystosował półparadę, jak na zdanie Żelaznego, zbyt intensywną. Koń zmienił chód według oczekiwań jeźdźca, nie wszedł w rozpędzony kłus a pośredni i równy, jednak zadarł mordę wyżej w pionie. Na chwilę schował uszy w grzywie, ale już po kilku krokach powrócił ryjem na dół i znów uchem nasłuchiwał drogi przed sobą.
Wróciło pozytywne skupienie i Soldier wskoczył ambitnie w galop na drugą nogę. Wyrwał z początku, to się zgadza. Wręcz przycaplował lekko. Ale z pewnością Portugalczyk poradził sobie z tym dobrze i zaraz mógł prowadzić skarogniadego równym tempem, wybranym przez siebie.
Dwa koła, w zaufaniu znów oddane do dyspozycji ogiera, bardzo dobrze wpłynęły na nastawienie konia. Rozluźnił się widocznie, spróbował wyciągnąć mordkę bardziej do przodu, w niżej opuszczonej szyi O ile było mu to dane, to odetchnął głęboko i dał się wprowadzić na wolty. Żywię nadzieję, że na pierwsze dwie, obszerniejsze, Jo nie poczuł potrzeby lepszego podebrania konia. Z ta opuszczoną wspaniale głową Iron był w stanie zakręcić te dwie wolty doskonale. Jednak na kolejne dwie, węższe, już z pewnością został podniesiony. I te przejechał nieźle.
Następnie nadeszła pora na zmiany chodu. O ile Jo nie stosował już tak intensywnych sygnałów, to Iron z przyjemnością oddał się w jego łapki i znamienicie zwalniał i przyśpieszał. Galop, kłus, stęp także! Wszystko było okej, więc pewnie szybko doczekał się przerwy. Rozluźnił się, odetchnął głęboko i odwrócił lekko głowę, zerkając do tyłu na jeźdźca. Parsknął doń, świecąc czujnym okiem.Amelie - 2015-04-12, 16:34 Zrobili kilka okrążeń w stępie. Amelie widziała, że Krakatau jest trochę podekscytowany, ale przypisywała to pierwszemu treningowi od długiego czasu. Skoro nic nie kombinował, nadal zostawiała mu luźną wodzę. Samo jednak chodzenie w kółko szybko by mu się znudziło, więc Mel poprosiła cremello o wyjechanie na środek do figur: wykonywali półwolty, koła, wężyki i serpentyny, podczas których jasnowłosa pilnowała odpowiedniego wygięcia ogiera, utrzymania w stawieniu, bez wypadania, oraz pozostania przy aktywnym, pośrednim stępie. Gdy ostatecznie wrócili pod ścianę pochwaliła achała. Zrobili kolejne dwa okrążenia, po których powtórzyli figury z ciaśniejszymi łukami, które były trudniejsze do wykonania. Dziewczyna starała się pilnować wygięcia i ustawienia w figurach, lecz gdy wrócili pod ścianę pochwaliła dwunastolatka bez względu na to, czy popełnił jakiś błąd.
Jeszcze jedno okrążenie, po czym dziewiętnastolatka dała Krakowii łydkę do kłusa. Starała się by jej pomoce były jasne i zrozumiałe, ale nieco subtelniejsze. Podobnie jak wcześniej w stępie zrobili kilka okrążeń, Mel nadal dawała ogierowi luz na wodzach Podczas kilku okrążeń znowu wykonywali figury: najpierw o większych średnicach, po dwóch okrążeniach znowu wrócili do figur, jednak o ciaśniejszych łukach. Białowłosa nie zapomniała o pochwale.
Jeszcze jedno okrążenie w kłusie i poprosiła achała o galop.Krakatau - 2015-04-13, 20:23 Szedł chętnie do przodu, bujając rytmicznie głową na boki, która swoją drogą była zawieszona dość wysoko. Jak na prawdziwego dresażystę przystało, wszystkie figury wykonywał bezbłędnie, bardzo czule odbierając pomoce Amelie. We wszystkie łuki wpisywał się prawidłowo, nie wypadając z nich ani zadam, ani łopatką. Był w swoim żywiole toteż ciaśniejsze figury nie sprawiły mu większego problemu, o ile amazonka go odpowiednio poprowadziła. Był albowiem koniem łatwym w pilotażu, ale bardzo zwracającym uwagę na wszelakie błędy jeźdźca. Co więcej - czasami zdarzało mu się wykorzystywać je na swoją korzyść. A gdy już zobaczył, że może sobie pozwolić na więcej, robił co chciał.
Lubił być chwalony - to go motywowało do dalszej pracy. Lubił też, gdy się do niego mówiło. Odkręcał wtedy uszy i wsłuchiwał się w głos swojego partnera. Co prawda za dużo z tego nie rozumiał, lecz miał poczucie nawiązania jako takiego kontaktu z człowiekiem.
Na łydkę do kłusa zareagował niemalże natychmiast. Początkowo ruszył bardzo dynamicznie przed siebie, mocno wyrzucając przednie kończyny i szastając ogonem o zad. Uspokoił się jednak po chwili, oczywiście o ile blondynka odpowiednio zainterweniowała. Poczuło konisko zew prędkości i co zrobisz? Nic nie zrobisz! Gdy już jednak tempo było odpowiednie - nie za szybkie, nie za wolne, prawidłowo wykonał wszystkie narzucone mu figury. Taki z niego grzeczny koń! Trzeba się w końcu pokazać z jak najlepszej strony, prawda?
Po tym jak udało mu się spuścić pierwsze pokładu swojej energii, odpuścił całkiem i zniżył nawet odrobinę łeb, przez co jego chód stał się wygodniejszy i wydatniejszy. Nie trwało to jednak długo, ponieważ już po chwili dostał kolejne polecenie. Zagalopował, a i owszem. Jednak ponownie rozbudzony znacznie przyspieszył, z tej euforii serwując nawet Niemce niewielkiego baranka.Amelie - 2015-04-14, 09:28 Gdy po przejściu do galopu, tak jak wcześniej w kłusie z początku Krakatau przyśpieszył znacznie Amelie postanowiła go nie korygować i nie hamować, a niech się trochę wyszaleje, tylko przy okazji niech nie zrzuci jej z tego siodła. Musiała się cicho zaśmiać widząc radość z rozruszania się i ochotę na więcej u cremello. Pokonali tak jedno okrążenie, w którym ogier mógł się kompletnie wyszaleć, bop Mel mu na to pozwalała, później stopniowo zwolniła go do pośredniego tempa.Sądziła,że spuścił z siebie trochę energii, ale nie ma co męczyć go przy samej rozgrzewce. Kolejne okrążenia robili już w spokojniejszym pośrednim tempie. Wyjechali też na środek, by dwukrotnie zrobić koła. Jasnowłosa cały czas pilnowała jego zaangażowania, podczas robienia figur pilnowała jego wygięcia i ustawienia, jednak sama też pilnowała swoich pomocy i pozycji dosiadowej. Chociaż zwykle dość pewnie czuła się w siodle często dochodziła do wniosku, że pomimo 6 lat nauki, wie jeszcze bardzo niewiele i z tego powodu chętnie uczyła się nowych rzeczy.
Podczas gdy oni galopowali pod ścianą, stajenny zajął się układaniem drągów. Gdy skończył swoje zadanie dziewczyna poprosiła achała o przejście do kłusa i nakierowała go na drągi: cztery leżące w sporej odległości od siebie drągi, a następnie nieco oddalone od drągów cavaletti w niskim ustawieniu.