To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Leon - 2015-03-08, 23:13

Miał nadzieje jedynie że nieodpierdzieli klaczy na widok ogiera :lol2: Dał jej swobodę ale nie łazili trzy dni wokół hali. Poklepał klacz po szyi nim ruszyli, nie przesadzajmy nie zmaltretował jej boku normalna łydka. Gdy ruszyła zbyt aktywnie wyhamował ją delikatnie do stępa ale jednak jasno by nie miała wątpliwości co od niej chce. Leon jeździł od wielu lat także nie miał problemu z ogarnięciem klaczy, przynajmniej tak mu się zdawało. Kiedy przystępowali zrobili 3 koła na luzie, by podebrał lekko widzę wchodząc na kontakt i prosząc o aktywizację sądu by przodu zostały lekkie. Zmiana kierunku przez przekątną i znowu 3 koła na drugą stronę. Potem zaczął w to wplatać koła,serpentyny,wężyki zaczynając od większych średnic do mniejszych. Pomagał klaczy wszelakimi pomocami dosiadem,łydką czy wodzą.
Anonymous - 2015-03-09, 13:34

Nie powiedziałam, że jest delikatna, lecz dobrze wyczytała sygnał od jeźdźca i dopasowała się do jego siły. Tak, już po owej zwykłej łydce aktywizującej umiała poznać zachowanie osoby na swym grzbiecie. Była umiejętnym i pracowitym koniem, więc jej stęp był wręcz idealny - regularny, swobodny i nieskrępowany, odpowiednio aktywny.
Nie przeszkadzało jej nagłe zebranie wodzy, jedynie zmuszona do tego podniosła wyżej łeb, wchodząc następnie na przekątną. Równocześnie książkowo dokraczała nogi, podstawiała tyły. Żuła wędzidło, dzięki czemu praca była jeszcze przyjemniejsza. Rzeczywiście klacz była bardzo "wygodnym" wierzchowcem, lecz niezbyt przystosowanym dla dzieci, które tak jak jej były właściciel mogłyby znaleźć się w nieodpowiednim czasie i miejscu.
Na wszelkich zakrętach wygięcie było odpowiednie, starała się niczym nie wychodzić z wyimaginowanej linii kół, serpentyn i ósemek. Dodatkowe pomoce od Leona sprawiały, że figury były rasowo kształtne jak wypadało na każdego ujeżdżeniowca.

Leon - 2015-03-09, 22:54

Każdy koń inaczej reaguje na pomoce, jedni są delikatniejsi jedni potrzebują silnych pomocy albo w ogóle okiełznania :lol2: To nie do końca rozumiała Leona na początku bo chciał stęp a ona poszła kłusem no ale nie ważne. Nie była zła jak się klaczy wydawało, wbrew pozorom chyba nadawałaby się do dzieci no chyba że miała jakieś ukryte sekrety które nie wyjdą na jaw pod doświadczonym jeźdźcem. W końcu jak uznał że już skończyli rozgrzewkę w stępie na przekątnej zakłusowali, ponownie zrobili trzy koła w luźniejszym kłusie by zabrać się do pracy wpierw figury czyli koła, wolty, serpentyny, wężyki, ósemki. Potem przejścia kłus-stęp-kłus-zatrzymanie-kłus i tak dalej, potem powtórka figur tylko nieco ciaśniejszych łukach i zakrętach.
Anonymous - 2015-03-10, 16:06

Niach, pomyliłam się. W takim bądź razie już po pierwszych krokach w kłusie zwolniła do stępa, otrzymując odpowiednie pomoce od mężczyzny oraz z własnego rozsądku. Okay, roznosiła ją energia, ale na kłusy i galopy przyjdzie jeszcze pora.
Tak więc wracając do aktualnej sytuacji - po figurach w stępie, otrzymawszy sygnał od jeźdźca, płynnie przeszła do energicznego kłusa. Już, już podczas pierwszego okrążenia w pośrednim chodzie, jej najwyższym punktem stała się potylica, a grzbiet uwypuklił się. Nawet nie potrzebowała specjalnych pomocy - sama wiedziała, że to całe zebranie u dwunożnych jest bardzo doceniane, a chciała się każdemu z nich przypodobać.
Równie dobrze przykładała się na następnych figurach, tak jak w stępie nie wychodziła nigdzie niczym, a przynajmniej się starała. Mniejsze średnice, które wymagały większego wygięcia, były już dla niej większym wyzywaniem, ale nadal możliwym do wykonania (i nie mówię tu o koniu idealnym, któremu wszystko wychodzi - siwa starała się, aby jej wszystko wychodziło, ale nie zaznaczyłam, że tak się działo). Niestety zatrzymania z kłusa szło jej zdecydowanie gorzej niż z stępa - za jednym razem niechcąco odstawiała przody, za drugim tyły, a za trzecim musiała pierw zrobić kilka kroków w stępie. Tak, tę umiejętność trzeba byłoby zdecydowanie doszlifować, no ale cóż, Leon nie musiał o tym wiedzieć ani tym bardziej zajmować jeżeli miał inne plany. Może ktoś im się akurat przypatrywał i zauważył tą nieidealność i nawet zechciałby się tym zainteresować w postaci treningu.

Christian Levrull - 2015-03-11, 22:33

Reszta mniejszych hal była zajęta, więc wybrał się na dużą, nawet jeśli były tam jakieś konie, to było wystarczająco dużo "miejsca" do jazdy. Przed wejściem na halę krzyknął głośne "uwaga" by nikogo nie spłoszyć spod drzwi, a następnie wszedł z rudą klaczą, zamykając za sobą drzwi. Wpierw obszedł z nią halę, by miała możliwość zobaczyć wszystkie straszaki z ziemi, póki miał nad nią sporą kontrolę, następnie ruszył z nią w stronę schodków, po drodze na bandę odkładając (przynajmniej na razie) bata, którego wziął ze sobą. Zatrzymał klacz pod schodami, odpinając przód derki i przesunął do połowy siodła, tak, by przygnieść ją dupskiem na początek, a biorąc pod uwagę chłód na hali na razie była im potrzebna. Dopiął popręg, rozwinął strzemiona (które były ustawione na jego długość, jako, że jego siodło). Złapał wodze w jedną rękę wchodząc na schodki, uniemożliwiając przemieszczanie się przynajmniej w przód. Włożył nogę w strzemię, lekko siadając w siodło.
Jeżeli ruszyła z nim kiedy już był w siodle przytrzymał ją wodzą, by zaczekała na sygnał do ruszenia, a nie robiła co się jej żywnie podoba. Jeśli jednak nie drgnęła poklepał ją w ramach pochwały. Przymknął rękę na wodzach, głęboko siadając w siodle i przymykając ją w łydce wypchnął z krzyża do ruszenia wraz z łydką. Wodze od samego początku były na kontakcie - ale wodza była na tyle długa, by klacz mogła szyję wyciągnąć, mimo tej kontroli. Stępował z nią po ścianie, jako, że reszta go omijała widząc nowego konia. Pilnował tempa do przodu jeśli gasła, jeśli była natomiast do przodu gasił ją przymknięciem ręki na wodzy. Kontrolował też jazdę po śladzie łydkami i dosiadem, będąc gotów ciałem w razie gdyby coś wymyśliła głupiego.

Salire In Ignis - 2015-03-11, 22:55

Nowe miejsce przyjęła bez większego entuzjazmu, delikatnie strzygąc uszami na to... pomieszczenie. Idąc przed siebie, skupiała wzrok na każdej nowo mijanej rzeczy. Dobrze było wiedzieć, z czym ma się do czynienia, a ona nie widziała hali, czy przeszkód już od bardzo dawna. Prychnęła cicho, zadowolona z takiego obroty spraw, jednak wciąż największą uwagą skupiając na Kryśce.
Jednak wszystko miłe skończyło się w momencie, kiedy kazał jej ustać grzecznie przy schodkach. Ściągnęła łeb w dół, napinając wodze do granic możliwości, i jeśli ten nie trzymał ich wystarczająco mocno, to była w stanie po prostu wyrwać mu je z ręki. Zaczęło się sprawdzanie jeźdźca i jego reakcji, bo nie pozwoli, by ktoś niedoświadczony na nią wsiadł. Już dość, że musiała tyle grzecznie stać :lol:
Obserwowała go i jeśli tylko podniósł głos, lub wykonał gwałtowny ruch, położyła uszy wzdłuż potylicy i żachnęła się jeszcze mocniej rzucając łbem. Jeśli nie - uniosła z powrotem łeb do góry, ustawiając go w neutralnej pozycji, co jednak nie oznaczało, że skończyła.
Kiedy wsiadał nań, zrobiła mimimalny krok do przodu kiedy ten jeszcze nie siedział stabilnie w siodle. Czy się zachwiał, nie wiedziała, niemniej jednak zatrzymała się zaraz po tym, kierując uszy na jego osobę. Ciekawiło ją, jak zareaguje, a przede wszystkim - ile wytrzyma, bo każdy poprzedni jeździec, który próbował ją "trenować" zniechęcał się już po pierwszym czy drugim razie.
Ruszyła przed siebie, jak na razie wyciągając głowę maksymalnie do przodu, póki mogła. Szła grzecznie, jak na razie lustrując otoczenie i inne konie. Ale nie, nie wykazywała nimi zainteresowania jak na razie.

Leon - 2015-03-12, 22:27

Zauważył wchodzącą parę ale tylko skinął facetowi głową po czym skupiał się maxymalnie na klaczy w końcu nie chciał ani siebie ani jej zabić przypadkiem nie? Faktycznie na wszystko przyjdzie swój czas to też najpierw rozgrzewka w stępie potem kłus, galop a na końcu skoki nie? Nie byli na pokazie że ma się równo ustawiać tylko w ogóle miała się zatrzymać, traktowali to jako trening a nie zawody. Jadąc koło na luzie w kłusie czekali aż stajenny ułoży na podłożu dwa drągi oraz ustawi niską dość kopertę oczywiście na początek. Poprowadził siwą w ich kierunku, zakładam że jako wkkw-istka nie miała z tym problemów bo konie automatycznie przez takie coś chodzą. Zrobili po dwa razy na każdą nogę, po czym poprowadził ją w kierunku koperty gdzie dał jej sygnał w idealnym miejscu do wybicia na moment oddając też wodze.
Anonymous - 2015-03-13, 13:20

Widząc drugą parę parsknęła porozumiewawczo do swojej kasztanowatej towarzyszki. To była jedyna oznaka, jaką okazała zainteresowanie do niej - po tym sygnale ponownie maksymalnie skupiła się na treningu. W każdym chodzie szło jej równie dobrze, lecz jak już mówiłam zatrzymanie z kłusa i galopu trochę utykały. Nadrabiała to na kołach, serpentynach i innych figurach, pilnując wygięcia i odpowiedniej pracy nóg oraz zadu.
Otrzymując jasne sygnały od Leona do zwolnienia, zeszła w niższy chód. Rytmicznie kłusowała, dokraczając nogi pod kłodę i żując wędzidło w oczekiwaniu na skończenie roboty stajennego. Kiedy ten w końcu się odsunął, ukazując drągi i jedną przeszkodę, nakierowana na rząd drągów pokonała je w idealnie wymierzonym czasie podnosząc nogi.
Zdecydowanie bardziej wolała ujeżdżenie od skoków, ale w końcu to jeździec wybiera, ona nie miała słowa do powiedzenia.
Przed kopertą zapewne przeszli do galopu, więc siwa samo przejście zrobiła w miarę płynnie. Ustawiona przez mężczyznę prostopadle do przeszkody, odbiła się otrzymując sygnał od jeźdźca, podczas "lotu" wyciągając szyję. Wylądowała miękko, pierw przody, potem tyły - logiczne.

Christian Levrull - 2015-03-13, 18:43

Jeżeli chodzi o kwestię "przy wsiadaniu", to na jej próbę wyciągnięcia wodzy miała mocniejsze pociągnięcie za nie jedną ręką, tak by nawet zadarła łeb, ale by wróciła na odpowiednie miejsce.
Wracając jednak co tu i teraz. Kiedy tylko zrobiła krok nie wpłynęło to znacznie na jego sylwetkę, dopiero gdyby zrobiła ich trochę lub ruszyła kłusem mogłyby pojawić się problemy.
Siedział wygodnie w siodle nadal przymykając klacz w łydkach, mimo długiej wodzy korygował każdy nie wychodzący od niego impuls; gdy przyśpieszała, mogła poczuć jak ciężej siada w siodło ściągając nieco wodze, by ją zgasić, jeśli natomiast wlokła się zadziałał łydką i mocniejszą pracą dosiadu. Stępowali tak przez jakiś czas, w między czasie zmieniając tylko kierunek. Następnie zatrzymał ją i poprosił będącego na hali chłopaka (tak postać wymyślona przeze mnie :lol: ) by wziął od niego derkę, którą ściągnął z pleców/zadu klaczy.
Wrócił z nią na ścianę, nadal przymkniętą w łydce i dosiadzie, natomiast na wodzy pomału zaczął ją podnosić od początku utrzymując na zewnętrznej wodzy stały kontakt, w wewnętrzną lekko pulsując, by ta przeżuła wędzidło i odpuściła. Do tego potwierdzenie w łydce i dosiadzie do ruchu na przód, by nie interpretowała pracy ręki jako pomocy do zwolnienia. Nie tracąc tempa wprowadził ją na stabilny kontakt, wymagając neutralnego ustawienia - nie za wysoko, ot by na razie niosła go swobodnie na wysokości swojego stawu biodrowego. Rozpoczął przeróżne wolty i serpentyny, ponownie zewnętrzną zostawiając stabilną i prowadzącą (chyba, że nie niej się zawiesiła, to mogła poczuć jak pulsacja wodzy w nadgarstku na chwilę idzie na zewnętrzną) do tego wewnętrzną nie siłowo pokazywał kierunek, nadal co jakiś czas pracą pulsacji na wodzy w palcach chłopaka. Wewnętrzna łydka dopychała ją do zewnętrznej wodzy, a zewnętrzna łydka "przejmowała" do dopychanie i nieco cofnięta korygowała zad, by pozostał na łuku. Jeśli trzeba było otrzymywała kuksańca mocniejszego łydką, jeśli którąś zignorowała, a jeśli ignorowała rękę - mocniejsze działanie na wodzy (z potwierdzeniem w łydce).

Salire In Ignis - 2015-03-14, 01:13

//wyybacz, że dopiero teraz, ale ogarniałam komputer :)

Czując mocne pociągnięcie przez mężczyznę, nie siłowała się z nim. Chciała tylko sprawdzić reakcję, a nie robić mu na złość czy specjalnie podburzać. Zastrzygła uchem, wypuszczając powietrze z cichym świstem i poczekała aż usadowi się wygodnie na jej grzbiecie. Nie zauważyła jak dotąd niczego, czego mogłaby się przyczepić - jeśli, jako koń do czegokolwiek w ogóle mogła - toteż, bez ociągania, ruszyła przed siebie, kiedy tylko dał jej wyraźni sygnał. Od razu przyszła do ręki, opierając się na obu wodzach, jednak nie wieszając się na żadnej z nich nadmiernie, stępowała powoli, acz nie wlokąc się, po hali. Obserwowała inne pary, a na przywitanie innych koni również odpowiadała cichym parsknięciem, w końcu nie chciała być odbierana za inne osobniki jako ktoś wywyższający się. Przeżuwała wędzidło w pysku, jak narazie nie zagryzając go, dzięki czemu miał nad nią większy kontakt.
Gdy Kris wysłał jej sygnał do zatrzymania się, po krótkiej chwili zrobiła to. Wciąż mieliła ozorem, strzygąc uszami i mogłoby się zdawać, że interesuje ją wszystko, co dzieje się wokoło.
Ruszyli dalej, tym samym wyrównanym, jednak nie powolnym stępem. Na początku były to ruchy nieco sztywne, gdyż od dłuższego czasu nie miała okazji, by ktoś się nią zajmował w kwestii treningowej. Z każdym ćwiczeniem jednak dało się wyczuć, że klacz powoli się rozluźnia. Łeb nosiła, tak jak jej kazał, neutralnie, co jakiś czas poparskując i przecinając powietrze rudą kitą.
Podczas wykonywania wolt, owijała się mocno wokół łydki, aczkolwiek musiało minąć troszkę czasu, by można było jej ciało w pełni uznać za rozciągnięte, więc na początku wszystkie łuki wychodziły jej średnio. Starała się jednak, co można było widzieć po jej zaangażowaniu. Zupełnie już zapomniała o tym, co chciała zrobić na początku, teraz liczyło się dla niej poprawa kondycji, bo jeździec wiedział co robi.

Christian Levrull - 2015-03-14, 22:54

{Ty też wybacz, ale dziś byłam zgonem. ;x}

Na jej chętne przyjęcie jego ręki zadziałał błyskawicznie - jego ręka od razu stała się elastyczniejsza i cały czas zachęcająca do pozostaniu na kontakcie. Miło go tym zaskoczyła, nie ukrywał, dlatego przy każdej próbie "odpuszczenia" przez nią chwalił ją klepaniem czy też miłym dla ucha tonem "dobrze" etc.
Faktycznie w trakcie zakrętów czuł jej sztywność, ale nie karał jej za to - tym bardziej na początku treningu, gdzie koń powinien mieć chwilę dla siebie, w końcu to nie maszyna włącz/wyłącz - dając jej czas oraz możliwość by się porozciągać. Wykorzystywał więc przestrzeń maksymalnie, bawiąc się z klaczą na łukach. Nie zapomniał nadal o prawidłowym działaniu łydek/ręki/dosiadu, w razie gdy tego potrzebowała pomagając bardziej precyzyjną pomocą (czyli o mocniejszym, ale nie przesadnym działaniu). Gdy tylko wykonywała prawidłowo nie działał siłą, a przyjemnym utrzymywaniem jednej, subtelnej siły.
Gdy już tak się pokręcili chwilę wrócił na ścianę, przymykając w łydce i po chwili ściskając łydki wraz z wypchnięciem z krzyża jako sygnał do zakłusowania. Przy zakłusowaniu jego ręka trzymała stabilny kontakt, nadal jednak będąc elastyczną. Nie chciał, by rozciągnęła się zanadto. Kłus na początku zrobił na dłużej wodzy, dając jej chwilę na uaktywnienie grzbietu, nie znaczy to, że stracił z nią kontakt - nadal go utrzymywał, gdyby coś wpadło jej do głowy.
Parę kółek w takim ustawieniu, by następnie zacząć ją skracać na wodzy, cały czas przy tym pilnował tempa, by traciła owego rytmu i impulsu, mimo mocniejszego kontaktu i niejako zmuszenia do skrócenia się. Nie wiedział za dużo o klaczy, nie licząc tego, że młoda, stąd nie silił się na wysokie ustawienie, zwracając uwagę na naturalne ustawienie łba, odpuszczeniu w potylicy (co sugerował pulsacją wodzy z potwierdzeniem w łydce), dobrej pracy zadu i rytmu wraz z regularnością chodu.
Kiedy weszła na trochę wyższe ustawienie bez problemu pochwalił ją głosem/poklepaniem by wiedziała, że to co robi jest w porządku. Tak jak wcześniej, jeśli jakąś pomoc "olewała" wzmacniał siłę jej działania, nie cackając się zanadto, tym bardziej, że w razie "w" może jej zaoferować ostrogę, którą miał na nodze. Rozpoczął ponownie pracę na woltach (dość dużych na początek) z licznymi zmianami kierunku. Potem wplótł jeszcze serpentyny i wężyki (na liniach środkowych lub na ścianie). Pilnując wygięcia w korytarzu z wodzy, jak i korygując ustawienie ciała łydkami.
Wprowadził też przejścia kłus-stęp, stęp-stój, stój-stęp, stęp-kłus, kłus-stój, stój-kłus (dokładnie w takiej kolejności, by zacząć od łatwiejszego). W przejściach do niższego chodu (lub stój) pilnował by zatrzymanie było od zadu i bez zawieszania się na pysku, co korygował półparadami. Przy przejściach do wyższego chodu pilnował nadal płynnego wejścia przez brak utraty tempa i aktywności zadu, oraz korekcją wodzy, by nie traciła "kondensacji ciała" (czyli po prostu nie rozciągała się zanadto). Oczywiście za każde prawidłowe przejście czy reakcję otrzymywała pochwałę.

Salire In Ignis - 2015-03-15, 03:01

Na każdą pochwałę można było usłyszeć jej ciche poparskiwanie. Widać było, źe mężczyzna zna się na tym, co robi, a ona powoli przyzwyczajała się do jego ręki i prowadzenia. Wciąż niosła łeb na neutralnej pozycji, nie zadzierając jej, ale także i nie napinając wodzy zbyt niskim ułożeniem. Ogółem, dobrze jej się z mężczyzną pracowało, i miała nadzieję, że jeszcze kiedyś zawita pod jej boksem,
Wystarczyło kilka ćwiczeń i można było stwierdzić, że zaczęły dawać efekty. Wyraźnie wzrosła jej gibkość, co pokazywała coraz ciaśniejszymi łukami i mocniejszym okazaniem łyski jeźdźca.
Na sygnał do zakłusowania prychnęła cicho, po czym zacinając ogonem o powietrze wykonała polecenie. Potrzebowała chwili, aby dostosować rytm, jednak w końcu udało jej się ustabilizować krok. Jej kłus był miękki i miarowy. Powoli zaczęła uaktywniać mięśnie grzbietu, napinając je, by móc nieść cały ciężar mężczyzny z mniejszym wysiłkiem. Była młoda, i miała niewiele treningów za sobą, więc nie wiedziała, co zrobić kiedy ten zaczął skracać wodze. Ściągnęła pysk, wypychając potylicę, jednak nie można było w tego nazwać zebraniem, bowiem nie przenosiła ciężaru ciała na tylne kończyny. Owszem, lekko się zaganaszowała, jednak praca zady była zbyt mała.
Na woltach i serpentynach na bocznych ścianach przeżuwała wędzidło dość wyczuwalnie. Skierowała uszy do wewnątrz, jednak nie kładąc ich po sobie, tylko kierując je w stronę jeźdźca. Przejścia "podstawowe" wychodziły jej dość płynnie. Jedynie podczas tych bardziej dynamicznych wykonywała jedno, lub dwa kroki stępem, nim przeszła do właściwego kłusa, Potrzebowała kilka takich prób, nim jej płynność całkowicie się poprawiła, jednakże w końcu się nauczyła. Każdą półparadę wyczuła znacząco, dzięki czemu miała możliwość przygotowania się do nowego zadania, i to tylko dzięki temu, że je zastosował, nauczyła się płynnie przechodzić między chodami.

Christian Levrull - 2015-03-15, 11:34

Nie ukrywał, że jak na razie kobyła była naprawdę fajna we współpracy, stąd jeśli zwolniłby mu się "czas" w stawce, na pewno się skusi na kolejne spotkanie z rudą. Teraz jednak będzie musiał zająć się dwoma młodzikami, które mają się już za niedługo pojawić pod jego skrzydłami.
Jako, że już w miarę udało im się ją porozciągać w łukach mógł skupić się na kolejnych partiach mięśni, które były do "aktywowania". Co do zebrania - nie dążył do niego, będąc świadomym tego, że po chwili jazdy nie jest klacz do tego gotowa. Stąd skupiał się tylko na tym, by klacz szła w rytmie, jednym konkretnym, w którym odnajdzie równowagę; aktywacji motoru ruchu, czyli zadu, co wymagał działaniem łydki (by wiedziała, że to nie jest sygnał do przyśpieszenie, mogła wraz z łydką poczuć lekki przytrzymanie na wodzy, by po którymś razie zrozumiała, że te sygnały się łączą skrócenie-przyśpieszenie, od niej zależało czy i kiedy zrozumie o co chodzi z aktywacją zadu); do tego stabilny, zaakceptowany przez nią kontakt (co sugerował elastyczną ręką i co jakiś czas pulsacją wodzy jako jeden z elementów półparady); ustawienie łba miało być prawie neutralne, tylko nieznacznie starał się ją podnieść, by pomóc jej z lekkością przodu, do którego powinna się pomału przyzwyczaić.
Jeśli chodzi o przejścia nie karał jej za to, póki nie robiła złośliwie. Widząc jednak, że z powtórzenia na powtórzenie łapie coraz lepiej otrzymywała pochwały i większe przerwy między przejściami, by nie zrobić przypadkiem za dużo spięć w trakcie robienia tych do stój.
Jako chwilę "przerwy" na dużej wolcie zaczął ją puszczać ku dołowi, nadal na stabilnym kontakcie, ale pracą wodzy (i pilnowaniem w łydce) motywował do zejścia ku dołowi. Jeśli czuł, że podczas prób żucia przesadnie uwalała się na przodzie podnosił jej łeb pracą na wodzy, na chwilę skupiając się na powrocie aktywności zadu i dopiero wtedy kontynuował żucie. Wszystko na maksymalnym luzie, nie widząc, czy klacz zna taki element, choć praca w dole z młodymi według niego to podstawa, jako drogę do przepuszczalności i rozluźnienia grzbietu.
Kiedy zaczęło to w miarę wyglądać (nawet jeśli wcześniej tego nie robiła) wrócił do wcześniejszego ustawienia na krótszej wodzy, ponownie skupiając się na rytmie i aktywności zadu. Na ścianie dał jej chwilę odsapnąć w stępie (nie puszczał jednak wodzy, ustawienie się nie zmieniało), by po zakłusowaniu dołączyć do tego wszystkiego drągi, które miały uaktywnić teraz jej plecy i zad. Najpierw wprowadził ją na drugi ślad na drągi de facto ustawione na galop (~3m), które jednak w kłusie dawały dwa kroki pomiędzy, tak na dobry początek, by za bardzo nie wytracać ją z równowagi. Nie zmieniał tempa, nadal pilnując dobrego zadu, prosty najazd na pięć drągów (tych w odległościach na galop), sam skupił się na równych dwóch wodzach, by klacz nie spływała, każdy krok z pewnym potwierdzeniem w łydce, gdyby się zawahała. Sam anglezował dalej, jeśli potrzebowała ręka szła lekko w przód by nieznacznie mogła zejść w dół, by nieść się na przodzie. W razie zawahania mogła poczuć jego łydką, a jeśli próbowała przyśpieszać, korekcję na wodzy. Powtórzył to po 3 razy na lewo, trzy razy na prawo, za prawidłowe przejście chwaląc sowicie i dając pół okrążenia stępa (nadal nie zmieniając ustawienia).

Leon - 2015-03-15, 16:33

Chelsea napisał/a:
[...]


Jedna para wchodzi druga wychodzi to normalne nie? Kierował klacz po ich części hali by tamtej parze nie wchodzić w paradę jak to mówią. Klacz ładnie chodziła pod siodłem trzeba było jej to przyznać no nie ma co, obecnie zadowolony był z pracy z siwą i oby tak dalej. No nie pisało a może nie doczytał preferencji klaczy ale z drugiej strony była wkkw-istką więc powinna lubieć skakać albo umieć a to się okaże za chwilę. Nie wszystko skacze się w galopie szczególnie te niskie to też nie pozwolił jej się rozpędzić, na kłusie też powinna dać radę przejechać dopiero wtedy zagalopowali na właściwą nogę powtarzając te figury co w kłusie czy stępie czekając na rozstawienie nowych przeszkód.

Anonymous - 2015-03-16, 18:47

Nie tyle nie lubiła skoków, co wolała ujeżdżenie - w takiej predyspozycji jak WKKW dużo koni woli coś od czegoś, proste. Poza tym w ujeżdżeniu szło jej lepiej, chociaż i w tym i w tym miała tą samą, najniższą klasę. Ale jak już wspomniałam wolała ujeżdżenie, więc i do niego bardziej się przykładała.
Po pierwszych krokach w galopie, otrzymawszy sygnały od jeźdźca, posłusznie zwolniła do kłusa, co dla niej było dziwne, bo rzadko skakała w środkowym chodzie. W każdym bądź razie pokonała przeszkodę bez większych problemów, o dziwo, bo naprawdę czuła się nieswojo. Po przeszkodzie zagalopowała, nakierowana na ścianę. Dołożyła wszelkich starań do wygięć, tych dużych jak i małych.
\ jestem po podróży zmęczona, więc jakość postów może być minimalna jak nie zerowa /



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group