Mirabell - 2013-07-26, 23:39 Zostali sami ; o.
Spojrzała na Victora i nadal nie wie co począć
-Może Victor - 2013-07-26, 23:42 Podniósł się z kanapy i polał sobie i Mir.
-Pij będziesz łatwiejsza, następnym razem odpowiesz TAK
Wypił i widząc już lekkie pustki zaczął grzebać po kieszeniach.Mirabell - 2013-07-26, 23:44 -Żebyś się nie przeliczył - widząc jak wypił, poszła w jego ślady.
Uuu widzę brak hajsu u Vicka xd. Może samica wspomoże? Victor - 2013-07-26, 23:48 Pokręcił głową gdy nagle wyciągnął portfel, a z niego kartkę poskładaną na mały kwadracik.
-reflektujesz? Po tym Ci się zachce, albo mi odechce Mirabell - 2013-07-26, 23:52 Miejmy nadzieję, że odechce . Po za tym i tak jakoś zaraz spadam xd.
Jakoś ogarnęli tą wódkę i tym razem Mirka polewała <3. Trochę wylała, ale ciii! Nie bądź zły ;c. No i oczywiście się napiła xd.Victor - 2013-07-27, 00:03 Pokręcił głową widząc rozlany trunek.
-Łee.. Tobie to już nic nie pomoże...
spakował się i zabrał do wyjścia.
-Do następnego
Wyszedł, o.
Wybijam, bo nie będę Cie blokować ;DMirabell - 2013-07-27, 21:08 Wyszła bez zbędnego rozpisywania się.
zt.Harley Davidson - 2013-08-13, 12:56 Harley na harleyu podjechał pod starowyglądający budynek. Zaparkował sobie przy znaku, coby mieć do czego przypiąć maszynę. Mężczyzna zdjął kask i odetchnął świeżym powietrzem. Zatrzymał się tutaj, bo to pierwszy pub jaki dostrzegł po drodze. Nie kojarzył go... Ale zazwyczaj nie kojarzył miejsc, z których wynosili go koledzy po upojnej nocy, więc możliwe, że był tu już wcześniej.
-Jesteśmy. - oświadczył tę oczywistość Rosemary.
Już stojąc rozprostował sobie mięśnie, choć wcale mu nie zdrętwiały - lubiał to robić po prostu. Jak masę innych, dziwnych rzeczy. Wziął się za dopinanie czarnej maszyny do znaku, blokowania jej kół specjalnymi, mocniejszymi, eee, cosiami (te takie z kodem do zapinania, takie pseudołańcuchy z obłożeniem) i na sam koniec włączył alarm. Sprawdził czy ma portfel i właściwie nie za bardzo oglądając się na Rose ruszył w stronę drzwi. Dopiero przy nich odwrócił się, by zobaczyć co z nią.Liam - 2013-08-15, 21:03 Podjechał samochodem po pub, spokojnie znalazł sobie najwygodniejsze miejsce parkingowe, gdzie stanął i ociągając się wysiadł z wozu. Trzasnął drzwiami zły i włączył alarm. Mruknął pod nosem kilka hiszpańskich przekleństw i wszedł do budynku. Dowlókł się schodami na samą górę i wszedł do baru. Szedł niespiesznie jak na siebie, jednak wcale mu to nie przeszkadzało. Usiadł przy jakimś stoliku i zamówił sobie szklankę wody, nie lubił pić alkoholu. Gdy w końcu dostał szklankę wody na którą czekał chyba pół wieku, to małymi łykami, powoli zaczął ją sączyć. Rozejrzał się, trochę ludzi było, narzekać nie mógł na tłum, ani na bezludzie. Było w sam raz. Wyjął jakąś gazetę, coś w stylu dziennika codziennego i zaczął ją studiować. Przecież i tak nie miał co robić, więc co mu szkodzi?Anne Howard - 2013-08-15, 21:18 Zaklęła pod nosem, widząc schody. Niepotrzebnie założyła te szpilki i teraz będzie się męczyć. :ble: Jednakże po jakimś czasie dotarła na górę i zaczęła się rozglądać po pubie. Przed oczami mignęła jej jakaś znajoma sylwetka. Czyżby wzrok ją zawodził?
-Liam?- zapytała, podchodząc do jego stolika.Liam - 2013-08-15, 21:28 Siedział spokojnie i czytał jakiś felieton, który serio go wciągnął. Zignorował kelnerkę, która go pytała o jakieś głupoty. Wywrócił tylko oczami i czytał dalej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż znów ktoś do niego podszedł.
- Nie, nie chcę niczego zamówić. - Mruknął niezadowolony, że znów pewnie jakaś kelnerka mu przeszkadza. W końcu ile można, nie? Gdy usłyszał swoje imię, chyba w pytającym tonie, to znów się zirytował. Czego ci ludzie od niego chcą? Już jest tak zdesperowany, że chyba przestanie się pokazywać w miejscach publicznych. Zza gazety mignął mu tylko rudy kolor włosów, nic więcej. W sumie nie był tym zbytnio zainteresowany. Westchnął głośno i przeciągle.
- Tak, tak mam na imię. Dużo ludzi się tak nazywa. - Warknął, by przestraszyć potencjalną lepiącą się kobietę. Takich akurat miał dość w ostatnim czasie i już go to drażniło.Anne Howard - 2013-08-15, 21:32 Prawie była pewno, że to jej brat cioteczny, ale zawsze był bezczelny, więc chyba to on.
- Liam Smith?- zapytała coraz bardziej rozkojarzona, nie wiedząc, co z sobą począć. Trochę głupio się poczuła, no ale cóż, on chyba nigdy się nie zmienił.
- Nie pamiętasz swojej siostry ciotecznej?- powiedziała trochę weselszym tonem.Liam - 2013-08-15, 21:46 Był już na tyle rozdrażniony i zdenerwowany na tyle, że już nie mógł czytać gazety. Złożył ją zamaszyście i spojrzał na rudowłosą. Siostra jak siostra. W dodatku jeszcze młodsza. On nigdy nie miał dobrych relacji ze swoją rodziną. Już dawno ich olał i postanowił żyć na własną rękę. Zresztą, zależy o której rodzinie mowa. Czy tej, której nie pamięta, czy tych debili z rodziny adopcyjnej. Chociaż po prawdzie to nigdy się w to nie zagłębiał, jak najszybciej przerzucił się na życie uliczne i przeżył mordęgę, więc nie ma im za co dziękować, czyż nie? Spojrzał na nią jeszcze raz, obejrzał od góry do dołu.
- Tak, Smith. - Taaaaa, nazwisko jego drugiej rodziny, musiał je wtedy przyjąć, wyboru zbytnio nie miał. Musiał jej uwierzyć, może jakoś tam ją sobie kiedyś przypomni. Obecnie to zlewał. Siostra jak siostra.Anne Howard - 2013-08-16, 15:24 -A ty jak zawsze. Bezczelny.- wyszeptała mu do ucha, ręką mierzwiąc włosy starszego brata ciotecznego. A co z tego, że starszy? Olewała to tak, jak on olewał ją. Odeszła od niego i usiadła przy barze. Zamówiła drink z dużą ilością alkoholu, a jakże by inaczej? Można powiedzieć, że była uzależniona od paru rzeczy, w tym drinkach w weekendy i nie tylko. Nie mogła przegapić żadnej soboty bez wyjścia na jakąś imprezę. Nigdy nie kryła się z tym, że lubi się bardzo dobrze bawić. Także gdy była jeszcze młodsza, wychodziła balować mimo szlabanu czy zakazu swoich rodziców. Ba, olewała ich. Jak resztę swojej rodzinki, których niektórych po prostu nienawidziła. A Liam był jak bezczelny duch, który pojawiał się to tu, to tam. Gdzie popadnie, można chyba rzec. Powoli sączyła drinka, od którego zakręciło jej się trochę w głowie. Nie lubiła się zbytnio wyróżniać, taka rodzinna szara myszka. Jednak na mieście wśród znajomych to inna sprawa. W ogóle inne życie.
- Nie siedź jak drut, braciszku. Chyba nie jesteś tak stary, że przy tańcu kości ci pękną.- zaśmiała się do niego, szczerząc się do niego w swoim zwyczajowym uśmiechu. W końcu zaczęła tańczyć wraz z żywo poruszającym się tłumem.Pan X - 2013-08-22, 02:36 Zanim dotarł tu na dobre, po drodze zdołał wypalić papierosa, którego jeszcze dobre pół godziny temu skręcił w stajni. Ach, takie były najlepsze - własnej roboty. Jeszcze do teraz czuł w pysku jego dziwny, wręcz majestatyczny smak, choć należało dodać, że tak naprawdę był to zwykły, najnormalniejszy w świecie papieros. Rzecz jasna, tylko X zdolny był do tego, ażeby powymyślać liczne historie i przypisać nieszczęsnej nikotynie nie wiedzieć ile smaków i walorów. W końcu cenił to, co stworzył. Prawdziwy artysta, można rzec.
Zanim wszedł, wzrokiem jakże przepitym zmierzył szyld, który widniał nad jego głową. Och, ileż wspomnień wiązał z tym miejscem, a wszystkie te sprowadzały się do jednej osoby - do Grace. Widać, że owa dziewczyna nieźle namieszała punkowi w głowie. I wtedy, gdy on zawzięcie chciał wyrzucić ją z czerepu, ona beztrosko hulała w wielkich miastach bez jakichkolwiek oporów pokazując swe wdzięki, a nawet dzięki nim zarabiając krocie.
Pokręcił głową z namiastką dezaprobaty, po czym postanowił wejść do środka. Już w progu poczuł jak iście specyficznie alkoholowy zapach uderzył w jego przepitą mordę, a na samą tę myśl po prostu się uśmiechnął, co w ostatnim czasie nie było częstym przedsięwzięciem. Niewiele myśląc ruszył w stronę baru, gdzie zawsze przesiadywał przychodząc tutaj. I tylko co poniektórych uraczył skinięciem głowy, jak gdyby chcąc pokazać jak resztę ma w dupie. Należało dodać, że był zupełnie taki sam jak Ci wszyscy obecni ludzie - wręcz rodzina.
Usiadł przy barze co jakiś czas łypiąc oczyma na boki. Chyba kogoś szukał. W duchu miał też nadzieję, że w wejściu będzie miał okazję dostrzec specyficzny pióropusz. Jeśli nie, nie będzie długo płakał nad rozlanym mlekiem, chociaż towarzyszką, i to jeszcze taką, by nie pogardził. Skinął do barmana, który łaskawie polał punkowi kieliszek. Mężczyzna wręcz pośpiesznie przechylił szklankę, a gdy poczuł jak trunek rozgrzewa go od wewnątrz, wzdrygnął się kilkakroć, ni to z obrzydzenia, ni z podniecenia.
A właśnie, obok na barze położył obiecane mentole i piwo. Aha, X zdolny był do obietnic i ich spełniania! Oto dowód.