To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Mistrz Gry - 2015-06-13, 22:44

TAYLOR CRACK & SAVER



    111; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
    Opis
    Między przeszkodami 19a i 19b zawodniczka została zmuszona do wykonania wolty ze względu na mocno niepasujący najazd, który najpewniej skończyłby się wpadnięciem w przeszkodę. Ta decyzja niestety kosztowała 20 punktów karnych, ale przynajmniej zapewniła parze bezpieczeństwo.




    39; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała

    Opis
    Konia po raz kolejny złapał skurcz w szyi, uniemożliwiając mu swobodne pracowanie nią w trakcie skoku. Wyraźnie niechętnie galopował, skurcz musiał sprawiać mu dyskomfort, a utrzymywał się od przeszkody dwudziestej do dwudziestej czwartej. Mimo to nie wpłynęło to na wasz czas.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Ariana - 2015-06-13, 23:09

Kara wciąż starała się galopować niezmiennym tempem, lecz nieprzyzwyczajona do takiego wysiłku powoli, bardzo powoli zaczynała opadać z sił. Nie zmieniało to jednak faktu, że starała się jak tylko mogła i dawała z siebie wszystko. Wykonanie półparady pomogło jej się nieco rozbudzić i na nowo skupić na trasie do przebycia, a droga była jeszcze spora. Skumulowała w sobie całą energię, jaka jeszcze jej została rozrzucona po całym ciele, aby jak najlepiej poradzić sobie z przeszkodą. Odliczenie fouli, pełne skupienie na przeszkodzie i pomocach jeźdźca oraz obranie odpowiedniego momentu wybicia spowodowały niemal idealny skok. Klacz szarpnęła lekko wodzami, opadając z powrotem na murawę. Sapnęła cicho oraz spięła mocno swoje mięśnie mocniej zapierając się zadnimi nogami i gładko wjeżdżając na pagórek. Powtarzając te same czynności co wcześniej i opierając się na pomocach jeźdźca hanowerka zdołała pokonać również przeszkodę z numerem 18. Poruszała się jeszcze przez chwilę przed siebie, aż w końcu zawróciła po niezbyt wymagającym łuku na prawo. Przeszkoda na pierwszy rzut oka nie wydawała się być straszna, lecz było w niej coś co klacz przyprawiało o dreszcze i sprawiało, że stała się niespokojna. Nie kierowała się bezpośrednio na przeszkodę, a wręcz przeciwnie - spływała na boki, robiąc nieregularne foule galopu, które dotychczas takie nie były. Dodatkowo przyczajony fotograf zaniepokoił karą, która niepewnie zbliżała się do przeszkody. W miarę zbliżania się do przeszkody klacz zaczynała pojmować, że to nic wielkiego, poza tym starania Diego okazały się być owocne, gdyż hanowerka zmieniła swoje nastawienie i odważniej zaczęła kierować się na pierwszy człon. Klacz zadarła lekko głowę i skróciła swój wykrok, tak jak ją o to proszono, po czym w odpowiednim momencie, odliczywszy w swoim łbie foule oddała skok. Co prawda nie tak udany jak poprzednie, lecz udało jej się nie zahaczyć kończyną przeszkody. Lądowanie również było nieco chwiejne, ale nagroda głosowa podbudowała na nowo ego klaczy. Dalsza część przejazdu do drugiej części przeszkody z numerem 19 przebiegała już nieco spokojniej, klacz była skupiona na jeźdźcu i pewnie galopowała na przeszkodę, a to wszystko skwitowała poprawnie oddanym skokiem i tak samo dobrym lądowaniem. Potem hanowerka miała chwilę dla siebie, chwilę odpoczynku od skoków, a więc za prośbą przyśpieszyła nieco, żeby nadrobić stracony czas, następnie powtórzenie tych samych czynności co wcześniej, pełne skupienie i zaangażowanie i oddanie skoku w odpowiednim momencie i miejscu. Kolejną przeszkodę klacz uważnie zmierzyła wzrokiem, kiedy tylko byli już wystarczająco blisko, aby mogła to zrobić. Poprzednim razem podobny domek jej nie przestraszył, podobnie z resztą jak ten. Chętnie obrała odpowiedni tor i postępując analogicznie udało jej się pokonać myśliwską stróżówkę. Voice strzeliła ciemnym ogonem, wydając z siebie gardłowy pomruk. Oznaki wysiłku zaczęły się już pojawiać na jej ciemnej sierści. Hyrda mimo, że swym kształtem inne konie mogła przerażać na tej klaczy nie zrobiła wrażenia. Ochoczo kierowała się wprost na nią. Uprzednio wykonawszy pół paradę klacz skupiła się maksymalnie. Czekając na sygnały jeźdźca przygotowała się do skoku, który wykonała we wskazanym miejscu. Klacz ponownie przyśpieszyła, odmładzając nieco ich czas przejazdu. Lekki zakręt i prosty najazd na kolejną przeszkodę. Zachowanie tych samych zasad i wykonanie tych samych czynności co poprzednio po czym kara oddała wysoki skok, doskonale radząc sobie z pokonaniem Alei zwycięstwa. Niemal od razu po lądowaniu hanowerka ponownie przyśpieszyła, ażeby czym prędzej uporać się z trasą dzielącą ją od kolejnej przeszkody i nadrobić czas. Insomnia nie zwolniła przed przeszkodą, a dodatkowo skumulowała całą moc w swoich tyłach i zaangażowała je, by skok był bardziej efektowny. Wybiwszy się mocno wyciągnęła całe swoje ciało i ugięła przednie kończyny, aby nie zahaczyć o przeszkodę. Po udanym skoku i równie udanym lądowaniu klacz na prośbę mężczyzny ruszyła szybkim tempem w stronę dwudziestki piątki.
Mistrz Gry - 2015-06-14, 15:54

DIEGO MONTANA & VOICE OF INSOMNIA



[list]

    [size=11]41; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
    Opis
    Pogoda była wyjątkowo kapryśna, o czym zdążyliście przekonać się już wcześniej. Pod koniec trasy znowu zaczęło padać, co jeszcze bardziej pogorszyło stan podłoża. Mieliście jednak dzisiaj wyjątkowe powodzenie, bo pomimo tego Voice bardzo dobrze sobie radziła z poruszaniem się. Nawet jeśli trochę zwolniliście, to wciąż mieliście bardzo dobry czas.



    74; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
    Opis
    W wyniku mocno rozmiękłego podłoża klacz parokrotnie potknęła się na trasie, ale i to nie wpłynęło w jakikolwiek sposób na wasz przejazd. W końcu pokonaliście ostatnią przeszkodę, mieszcząc się w normie czasu!




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Contendro Boy - 2015-06-14, 16:08

"Szedł jak burza" to chyba w obecnej sytuacji było niedopowiedzenie. Contendro był w swoim żywiole, galopując z niezywkłą prędkością, ale popisując się przy tym także wytrzymałością - utrzymywał to samo, bardzo mocne tempo, przemieszczając się nim nieprzerywanie i bez wahania. Mimo swojego braku doświadczenia w tej rangi zawodach był bardzo uważny, skupiony, i co najlepsze - przez cały czas miał na uwadze swojego jeźdźca. Na treningach często zdarzało mu się podejmowac decyzje samemu, nie liczyc się z osobą, która go dosiada i niekiedy wchodzic jej na głowie. Tym razem Mia czuła pełną kontrolę - choc jak już wiemy, kontrola jest przereklamowana, co Kontenerek miał zamiar udowodnic już za chwilę <3 Gdy przed siwym wyrosła hyrda automatycznie poprawił tempo, dostosowując je do oczekiwań jeźdźca tudzież, o ile ich nie było, do dystansu, w ostateczności wybijając się w odpowiedniej chwili i przelatując wysoko nad przeszkodą, a zatem nie przeczesując tym razem hyrdy. Miał szacunek do przeszkód i choc zrzutki i inne "efekty specjalne" mu się niekiedy zdarzały, starał się je w miarę swoich możliwości ograniczac. A przy tym przysługiwały mu ogromny potencjał i możliwości, dlatego nadawał się na tej rangi zawody. Wracając jednak do przejazdu, bo odnoszę wrażenie, że zeszłam z tematu - Boy czując odciążenie, ale przy tym stanowcze przytrzymanie początkowo zagubił się w poleceniu, dosłownie sekundy przed skokiem rozumiejąc, co dokładnie ma zrobic. Odbił się z impetem, na całe szczęście mieszcząc się bez kłopotu między dwoma chorągiewkami i zostawiając po sobie ekonomiczny zapas. Zawisanie wysoko nad przeszkodą byłoby stratą czasu i energii, o czym siwek zdążył się już przekonac. Skorzystał z oddanych wodzy, wyciągając umięśnione szyjsko do przodu i łapiąc za sprawą tego ruchu równowagę. Jeśli nie czytelne sygnały ciemnowłosej, Contendro miałby pewnie opór, żeby tak błyskawicznie się pozbierac z powodu nadchodzącego oksera - na całe szczęście Mia wiedziała, co robi, a to zagwarantowało im bezproblemowe pokonanie członu c. Kolejna przeszkoda, na którą został nakierowany poniekąd zrobiła na nim wrażenie, dlatego zawahał się nieznacznie w podjeździe. Zakładając, że Mia czując tą niepewnośc zachęciła go do kontynuacji, ostatecznie wybił się z daleka i bardzo mocno, chcąc uniknąc bliższego kontaktu z straszną - jak mu się zdawało - przeszkodą. A więc już wiadomo, jakie przeszkody powinien skakac na treningach! Wylądował hardo, stosunkowo nieprzyjemnie, odzyskując równowagę dopiero po około dwóch lub trzech krokach. Tak jak już wspomniałam we wcześniejszych postach, Contendro "wypuszczony" w dystansie osiągał dosyc wysoką prędkośc, prawdopodobnie nadrabiając stracony czas. Ogromną, szeroką foulee którą obdarzyła go genetyka krył imponującą ilośc terenu, co stanowiło jego ogromną zaletę - zwłaszcza w crossie i w parkurze, na czworoboku było bowiem mocno nieprzydatne. Śnieżnobiałe radary momentalnie odwróciły się w inną stronę, gdy holsztyn ujrzał przed sobą nijaki żywopłot herberta, imponujący mu swoim nietypowym kształtem. Mimo wszystko nie zrobił on na nim takiego wrażenia jak okser skoczony przed chwilą, a więc nadal mając na uwadze swojego jeźdźca bardzo pewnie dojechał do przeszkody, ostatnie 3 foulee wyraźnie poszerzając i odbijając się z nieco dalszego dystansu, niż gdyby robił to przy normalnej przeszkodzie. W locie podkurczył pod siebie wszystkie cztery kończyny, wysuwając szlachetny łeb do przodu, by zaraz rozłożyc swoje "podwozie" i wylądowac - dużo przyjemniej, niż za ostatnim razem. I teraz nadszedł jego ulubiony moment - galop! Wydłużona wodza dla wielu byłaby głupim pomysłem, ale w wypadku tak ambitnego konia mogła albo skończyc się lekkim przeforsowaniem, albo po prostu poprawieniem czasu. Contentro wszedł w najmocniejszy galop, jaki w tamtej chwili potrafił z pozostałości swojej energii wykrzesac, wydłużając wykrok do tego stopnia, że jego galop wyglądał jakby przeskakiwał, a nie biegł po terenie. Odzyskanie kontroli z całą pewnością nie było łatwe, bo CB poczuł prawdziwą radośc biegu i nieprędko zamierzał ją przerywac; na tym odcinku galopu zdecydowanie pokazał, co potrafi. Dwunastą przeszkodę pokonał nieco chaotycznie, ale bez wyłamania ani strachu. Z czasem siwek dogadał się z dziewiętnastolatką, ale ponieważ zareagował na jej pomoce z lekkim opóźnieniem, wykonał nazbyt gwałtowny naskok do wody, co jednak nie zaskutkowało zaburzeniem jego równowagi. Gdy znalazł się już w wodzie wyraźnie skrócił swój galop, bez trudu przeskakując hyrdę, także nie przeczesując jej zarówno przednimi, jak i tylnymi kończynami. Kłoda nie zrobiła na nim wrażenia, a więc po wyjściu z zakrętu Contendro zgodnie z podejrzeniami amazonki nie odbił się zbyt mocno, nieefektownie pokonując kłodę - bez zapasu, baskilu, zachwycającej paraboli. Lekko wylądował w wodzie, ciesząc się chwilowo odczuwalnym zimnem, a następnie pokonując drugi i trzeci człon w szeregu w ten sam, niezbyt ciekawy sposób - póki wysokośc tego nie wymagała, nie tracił energii na wysokie loty. Wyjechawszy z koła ponowił swoje ukochane, mocne tempo, ale widząc przed sobą tak pokaźną przeszkodę, jaką był tripplebarre zaufał jeźdźcowi, zwalniają nieznacznie. Proszę państwa, chwila dla fotoreporterów! Contendro z niesamowitą siłą, impetem, ale też elegancją odbił się z zadu, nad imponujących rozmiarów przeszkodą zostawiając zapas. Złożył się w locie najlepiej, jak potrafił, wyciągając łabędzią szyję do przodu. Będą ładne ujęcia :lol: Po wylądowaniu miał kłopot z odzyskaniem równowagi, ale szybko się skorygował, swoją radośc ze skakania podkreślając za sprawą machnięcia łbem.
Mistrz Gry - 2015-06-14, 17:08

MIA ALIGHT & CONTENDRO BOY



    111; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
    Opis
    Niestety w trakcie pokonywania szeregu 19ab Mia została ponownie zmuszona do wykonania wolty między przeszkodami, co poskutkowało kolejnymi punktami karnymi - również w liczbie 20stu. Doszło do tego na wskutek niepasującego najazdu na 19b, który wynikł ze zbyt dużego tempa po przeszkodzie 19a, pokonanej po skosie.




    99; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis
    Nie licząc tego błędu, kolejne przeszkody pokonaliście nie napotykając żadnych problemów,trzymając dobre tempo.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mia - 2015-06-15, 20:47

....Poklepała konia po spoconej szyi, nie tracąc jednak skupienia na dalszej jeździe. Kontynuowała ich crossowy galop, który był już zdecydowanie wolniejszy niż na początku - po pierwsze podłoże im uniemożliwiało całkowite rozwinięcie prędkości, po drugi Windsor nie miał tak dużej ilości energii jak na początku. Naprowadziła go lekkim łukiem w prawo na następne przeszkody, tj stacjonaty. Wiedząc dobrze, że wałach sobie z nim poradzi wręcz oddała mu całkowitą długość wodzy, ufając siwkowi. Starała się pomóc we wspinaczce na mały nasyp, odchylając się do przodu i odciążając zad konia. Na jej czole też zaczął pojawiać się pot, lecz nawet nie miała jak się go pozbyć. Jedynie pozostało jej dmuchanie w czoło, żeby przy okazji pozbyć się denerwującej grzywki. Parę foule dalej już czekała druga stacjonata, przy której dyskretnie poprosiła o odbicie, podążając za ruchem konia. Kiedy wylądowali już dziewiętnastolatka przygotowała konia do oksera, który był następny w kolejce. Niestety tutaj nie poszczęściło się już tak parze, bo na mokrym podłożu piętnastolatek nieszczęśliwie poślizgnął się. Oczywiście Mia starała się pomóc mu złapać równowagę i ponowić odbicie, bo odwrotu już nie było. Moc odbicia nie mogła być porównywalna do tej, która towarzyszyłaby przy odbicie w hacelach na suchej powierzchni, ale cóż na to poradzić? Pomimo starań kobiety wałach nieszczęśliwie zahaczył, a wręc uderzył o konstrukcję. Mia zacisnęła mocno zęby i odchyliła się do tyłu, żeby jakimś sposobem złapać równowagę. Zakończyło się to tym, że koń spadł na nadgarstki. Na szczęście dziewczyna była na tyle przygotowana, żeby nie wypaść z siodła. W ułamku sekundy zebrała wodze, obciążając zad i podniosła Windsora. Już miała kontynuować dalszą jazdę, bo ze swojego punktu widzenia nie zauważyła żadnego urazu, lecz zatrzymana przez komisję weterynaryjną zjechała na bok i zsiadła z grzbietu zwierzęcia.
....Widząc co takiego sobie zrobił wręcz ugięły się pod nią nogi. Zacisnęła mocniej zęby i starala się uspokoić jej biednego misia, spokojnie głaszcząc go po łopatce i łagodnym głosem przemawiając nań. Patrzyła jak go badają, kontynuując swoje poprzednie zajęcie. Gdy oświadczyli jej, że może jechać, ale kontuzja mogła się rozwinąć. Pierw zrobiła minę "wtf?", bo nie wiedziała czy warto ryzykować. Podeszła do kształtnego łba belgijczyka i patrząc mu w oczy zapytała:
....- Damy radę? - taa, bo Wind pewnie jej odpowiedział "Tak, damy radę!".
....Analizując wszystkie "za" i "przeciw" próbowała wybrać. Przyjrzała się jeszcze nodze konia, żeby jednak podjąć to ryzyko. Powiedziała weterynarzowi, że jej profesor jest silny i da radę, więc po chwili znowu wsiadła w siodło. Jeszcze chwilę się wahała przy schodkach, które jej udostępnili. Zostało im kilka przeszkód, więc zebrawszy wodze ponownie ruszyła galopem zaraz po tym, jak zegar znowu ruszył. Początkowo nie wymagała od niego pędzenia, mógł nawet się włóczyć, a jeśli naprawdę nie dał rady - zatrzymać, w końcu jego dobro było dla niej priorytetem. Nawróciła go na trasę, przygotowując do kolejnej przeszkody, jaką był szereg. Dając mu dużo więcej wodzy niż poprzednio, żeby nie czuł się tak spiętym, poprosiła o lekkie odbicie, pozwalając nogami przeczesać żywopłot. Kiedy wskoczyli do wody znowu rozprysnęli ją wokół siebie, ochlapując się przy tym. Siłą woli zwolniła go jeszcze bardziej, zdecydowanie nie chcąc przemęczać jej miśka. W nieugiętym półsiadzie odciążyła zad konia przy wejściu na ląd, tam też znowu wskakując na żywopłot, a raczej w jego ramy. Pochyliła się nad szyją siwka, podążając nadgarstkami za ruchem jego pyska. Dosyć ostro skręcili w lewo, ale jak już wspominałam teraz kobieta jechała "na luzie" nie wymagając od konia żadnych specjalnych umiejętności. Przed gęsią przytrzymała go, żeby znowu nie uderzył w stałą przeszkodę. Wszystko pozostałe wyglądało jak poprzednio - oddanie wodzy + półsiad. Odległości między poszczególnymi członami przejazdu były zdecydowanie mniejsze, co miało swoje wady i zalety. W każdym bądź razie dziewczyna po przeskoczeniu 29. przeszkody nagrodziła krótko piętnastolatka, jednak nie pozwalając mu się rozkojarzyć. Znowu wjechali do chłodnej wody, w której się lekko ochłodzili, chociaż głęboka nie była. Przed każdym członem szeregu minimalnie skracała krok konia, żeby idealnie przefrunął nad łódką, statkiem czy czym to tam miało być. Dziewczyna także uważała, żeby nie pomylić trasy i czerwoną flagę zawsze mieć po prawej. Co prawda w tej sytuacji raczej nie miała jak się pomylić, przypominając wcześniejsze Płotki Lorda Burghley.
....Ledwo wyjechali z wody, a już kobieta łydką poprosiła o kolejne odbicie nad, cholera, kiedy to minęło, przedostatnią przeszkodą. Stała konstrukcja znowu zmusiła Mię do przetrzymania konia, żeby nienagannie przebyć i gigantyczną doniczkę (doniczka to raczej nie jest, ale walić). Nieco też obciążyła prawie strzemiono, nie przeszkadzając jednak Windsorowi w skoku. Nakręcili odpowiednio na ostatnią przeszkodę. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki uśmiech, bo właśnie prawie skończyła ten diabelski przejazd. Ewentualnie uspokoiła konia przed dość dziwną kształtem przeszkodą, na chwilę siadając w siodło, żeby tuż po wyskoczeniu znowu przejść w półsiad. Ku jej zadowoleniu od dwudziestej siódmej przeszkody nie popełnili żadnych rażących błędów, chociaż z czasem ciągle byli do tyłu. Jedyne co zostało jej po przeskoczeniu parasoli to wydłużenie kroku belgijczyka, żeby chociaż w ten sposób to nadrobić.
....Dojechawszy do linii mety zaczęła stopniowo zwalniać konia, od razu też z niego zsiadając, żeby już biedaka nie męczyć. Rozstępowała go w ręce na pobliskiej łące, uwagę zwracając też na jego ranę, chociaż nie znała się na tym specjalnie. Nie widząc żadnej tryskającej krwi na boki jeszcze dla upewnienia udała się do weterynarza, żeby szybko na to spojrzał. Kiedy zrobił swoje, odprowadziła siwka do stajni. /zt

Windsor - 2015-06-15, 22:36

Pomimo spadającego poziomu energii wciąż trzymał się stosunkowo dobrze, nie odmawiając dalszego poruszania się na przód. Skręcając po lekkim łuku w prawo, znalazł się na wprost kolejnych przeszkód - tym razem niezbyt zaskakujących w swojej budowie. Czując, że zawodniczka oddaje mu całkowicie wodze, nieco skonsternowany skierował ku niej prawe ucho, chwilowo gubiąc kontakt.
Poskutkowało to jednak wyraźnym przyspieszeniem w galopie, do prędkości która wręcz nie była najkorzystniejsza do oddawania skoków. Niemniej Windsor był silnym koniem o dużym potencjale, dlatego pomimo płaskich i obszernych foule poradził sobie z wymierzeniem odległości do pierwszej stacjonaty. Odbił się w wybranym miejscu, skacząc bardzo ekonomicznie, tuż nad samą przeszkodą. Nasyp po przeszkodzie zmusił go do mocnego skrócenia galopu, przez co bez żadnego problemu wskoczył na górę. Od Mii wymagał jedynie zgrania się z jego ruchem, co było mu niezbędne do utrzymania równowagi. Później już w paru foule dopadł kolejnej stacjonaty, także ją pokonując bez zawahania, całkiem swobodnie. Po skoku parsknął ciężko i biegnąc wolniejszym galopem do oksera, już z daleka zaczął go mierzyć wzrokiem. Ostatnie dwie foule nieoczekiwanie mocniej wyciągnął, co mogło mieć wpływ na to, że poślizgnął się na błocie tuż przed momentem wybicia. To opóźniło ową czynność, przez co w rezultacie wybił się zbyt wcześnie, chwiejnie. Jak się okazało, walka za wszelką cenę nie zawsze się opłacała. Gdyby odmówił skoku, uniknąłby kontuzji - a tymczasem nie miał najmniejszych szans na to, aby pokonać przeszkodę. Niemal od razu zderzył się przodami z belką tworzącą okser, całkowicie zaburzając trajektorię lotu. Nie mógł już uratować sytuacji - niechybnie leciał na ziemię. Nie zdążył wyprostować nóg, upadł na oba nadgarstki, jednocześnie uderzając zaokrągloną szyją o ziemię. Dość porządnie zarył w podłoże, będąc bliskim do wywrócenia się na bok - lecz w ostatniej chwili, podejmując heroiczny wysiłek, wystawił jeden z przodów do przodu, na nim chwytając równowagę. Zaraz także dołączył do tego drugą nogę, natychmiast dźwigając się do góry przy pomocy Mii.
Windsor był wyraźnie skołowany całą sytuacją. Adrenalina jak na razie nie dopuszczała bólu do głosu, chociaż niewątpliwie mocno się zranił. Nawet ochraniacz nie zdołał uchronić jego nogi przed utworzeniem się paskudnej rany, która wyglądała tak, jakby ktoś zdarł z niego skórę. Obficie krwawiła, ale siwek nawet nie kulał, gdy zszedł na bok na życzenie komisji. Miał mocno przyspieszony oddech oraz puls, całego jego cielsko było pokryte potem i pianą, co świadczyło tylko o tym, na jak wielki wysiłek się zdobył. Szastając ogonem i kuląc uszy, pozwolił się obejrzeć wetom bez zbędnych ekscesów. Co prawda podczas prób dotknięcia zranionej nogi unosił ją, bronił się przed tym... Ale generalnie nie było z nim aż tak źle. Zerknął w oczy Mii, chwilowo stawiając uszy do pionu. Cóż, jemu było wszystko jedno. Nie wiedział, co jest dla niego dobre, a co nie - zdawał się w pełni na właścicielkę.
Po chwili pozwolił się ponownie dosiąść, by następnie ruszyć galopem i tym samym wznowić przejazd. Nie dało się wyczuć w jego chodzie żadnych nieregularności, przynajmniej nie w tym momencie. Galopował równo, bez szaleństw, acz w dobrym tempie. W pysku czuł metaliczny posmak krwi, jako że przy upadku przygryzł sobie język, co teraz mocno mu nie odpowiadało. Otwierając mordę co chwilę, pluł krwią zmieszaną ze spienioną śliną, raczej nie stwarzając najładniejszego obrazka. Spokojnie nakierował się na pierwszą przeszkodę w szeregu, oddając ekonomiczny skok nad nią i lądując w wodzie. Walcząc z jej oporem galopował nieco bardziej pod górę, przy okazji obmywając się na chwilę z krwi. Powoli odczuwał ból w zranionej nodze, ale adrenalina nie pozwalała mu na przerwanie tego morderczego biegu po trasie crossu. Dalekim susem wskoczył na ląd, zaraz po tym odbijając się do kolejnej przeszkody, którą przeczesał przodami, nieco podrażniając ranę. Skulił wówczas uszy, ale wylądował bezpiecznie, nie siejąc paniki. Po skoku skręcił w lewo, kierując się na jedną z końcowych przeszkód. Gęś nieco ostudziła jego zapał, dlatego dogalopował do niej dość nierówno, ostatecznie oddając skok w mniej lub bardziej trafnym miejscu. Wysoki, byle dalej od tego dziwnego wytworu! Za każdym razem korzystał z oddanej wodzy i daleko wyciągał szyje, obecnie nieco obolałą po upadku, trochę sztywną. Nie minęła chwila, a ponownie znaleźli się w wodzie, tym razem wgalopując do niej. Rozbryzgując wodę, dzielnie szedł na pierwszą z łódek, tej nie bojąc się pomimo ostrych barw. Po skoku skręcili pod mostem, jadąc już na drugi człon przeszkody, co także nie wzbudziło w belgijczyku żadnych wątpliwości. Odbił się we wskazanym miejscu, z niewielkim zapasem pokonując przeszkodę, z wyraźną pracą grzbietu.
Po wyjściu z wody ruszyli na przedostatnią przeszkodę. Koń wyraźnie oporniej galopował, zwyczajnie nie mając już tyle siły - jego organizm niemalże wspiął się na wyżyny swoich możliwości, wcześniej nadszarpnięte przez wypadek. Teraz już Mia mogła wyczuć pewną nieregularność w jego chodzie, zdawał się oszczędzać ranną nogę czy nawet unikał stawiania jej na ziemi, co niekoniecznie mu wychodziło. Niemniej pozostawał posłuszny Mii i odbił się dopiero po wcześniejszym skróceniu galopu, dzięki czemu zyskał więcej siły do pokonania przeszkody. Po skoku wylądował na prawej nodze (sic!), ale ignorując tę niedogodność, udał się w stronę kończącej trasę przeszkody. Na widok szumiących na wietrze parasoli zadarł łeb, fukając nań nieufnie, ale jednak poddając się woli dziewczyny. Bijąc mocno kopytami o ziemię w mocnym tempie galopu dotarł do końca linii, by tam oderwać się od ziemi i przeskoczyć przeszkodę - także na czysto. Po skoku podbił lekko zadem, zaraz wydłużając nieco kroki galopu i mijając celowniki. Tam już stopniowo przeszedł do stępa przez kłus, w międzyczasie lekko uspokajając oddech i wyrównując puls. Niestety, chociaż z rany nie tryskała krew, to noga zaczęła wyraźnie puchnąć, a siwek zaczął ją odciążać, znacząc i kulejąc. Weterynarz zdecydowanie powinien się temu bardziej przyjrzeć, ale tymczasem udali się do stajni. /zt

Taylor - 2015-06-17, 17:37

Była skupiona na zadaniu, po szesnastej przeszkodzie wznawiając galop i rozglądając się za kolejnym numerem, to jest za siedemnastką. Miała niewielką nadzieję, że także żywopłot nie sprawi Saverowi kłopotu - przeszkoda byc może nie była przerażająca wizualnie, ale konie miały różne "dziwactwa" i o tym ciemnowłosa starała się przez cały czas pamiętac, dlatego na mocnym, stabilnym kontakcie utrzymywała Savera aż do ostatniej foulee, nie ufając mu na tyle, by dojechac do przeszkody na lżejszych pomocach. To zagwarantowało jej bezbłędny skok - w odpowiedniej chwili posłała hanowerowi łydkę, składając się z nim do lotu i pilnując swojej własnej równowagi podążając ciałem za ruchem, przy okazji też przesuwając dłonie do przodu oraz utrzymując półsiad nad baskilującym ośmiolatkiem. Po wylądowaniu pozwoliła karusowi na rozpędzenie się, mając jednak na uwadze bezpieczeństwo - ku jej zadowoleniu podłoże w tym miejscu było o wiele bardziej sprzyjające, dlatego powoli nadrabiała zaległości ze wcześniejszych odcinków galopu. Odpowiednio wcześnie wróciła w siodło, a będąc w bliskiej odległości od przeszkody wyraźnie przytrzymała Savera, na dwóch równych wodzach prowadząc go do drugiego żywopłotu. Powtórzyła całą procedurę lotu: złożyła się do lotu, cofając biodra i przemieszczając nadgarstki, pozwalając hanowerowi na bezproblemowy, gładki lot i nie zaburzając jego równowagi swoją obecnością. Po wylądowaniu ponownie czekał ich kolejny odcinek galopu, więc zrobiła znów to samo - wypuściła go na długiej prostej, nadrabiając straconej minuty. Miała nadzieję, że mimo powoli opadającego poziomu energii Saver upora się z taką ilością biegu - sama była już dosyc zmęczona, ale nie zamierzała sobie tak szybko odpuszczac. Widząc przed sobą szereg siadła w siodło, wycofała ramiona i stanowczo wstrzymała ogiera, utrzymując z nim mocniejszy kontakt aż do samego skoku, podczas którego oddała mu wodze i podążyła za jego ruchem. Szybko się pozbierała, ale to jednak nie wystarczyło, bo nie miała już czasu na poprawienie najazdu, który - jak jej się wydawało - był totalnie do niczego. Po prostu nie pasowało, to wszystko; nie chcąc ryzykowac bezpieczeństwa swojego jak i konia, przed członem 19b wykręciła sporych rozmiarów woltę, bez kłopotu poprawiając na niej tempo i dzięki temu bezpiecznie pokonując nieszczęsną przeszkodę. Kosztowało ich to całe 20 punktów karnych, ale Taylor uznała, że chyba były tego warte - nawet jeśli mieliby uzyskac ich sto, byłaby niezmiernie dumna, gdyby w ogóle ukończyli ten cross. W tamtej sekundzie nie zaprzątała sobie już myśli takimi rzeczami, więc widząc przed sobą kolejny (ileż można?) długi odcinek galopu, zrobiła dokładnie to, co wcześniej, nadal mając nadzieję, że to jest ta chwila, gdzie już poprawią swój czas, którego mieli jeszcze trochę, ale wypadałoby się nieco podciągnąc. Pominę już wyczerpujące opisy, co takiego robiła w dystansie - ograniczam się do lekkiego siadu i wypuszczenia konia; znajdując się w linii prostej do wąskiego frontu upewniła się, że najazd jest prosty i usiadła w siodło, tak jak wcześniej nie ufając ogierowi do samego końca i pilnując go aż do chwili, w której znaleźli się nad, a właściwie za przeszkodą. Tym razem kolejne wyzwanie nie stało tak daleko, dlatego Taylor między dwudziestą a dwudziestą pierwszą przeszkodą nie wchodziła już w lekki siad, czekając, aż wraz z Saverem znajdą się na tyle blisko, by mogła stwierdzic, czy powinna skorygowac tempo, czy też to, którym poruszali się obecnie było właściwe. Poszerzyła ostatnią foulee, we właściwym momencie przed stróżówką cofając biodra i wchodząc w należyty półsiad. Po wylądowaniu dała sobie kilka chwil na poprawienie się w siodle - skoro znów czekał ich ten męczący galop, to chyba nie powinna sobie odmówic korekty swojej pozycji? Jejku, te opisy dystansu są już męczące, dlatego przejdę już do momentu, gdy znaleźli się właściwie tuż przed dwudziestą drugą przeszkodą. Taylor wycofała się we właściwym momencie, decydując się na bliski najazd, mocno przytrzymując Savera aż do odbicia i po skoku odrazu wypuszczając w mocny galop. Dawała ogierowi całkiem spore pole do popisu, w końcu nie codziennie miał okazję do rozwijania takich prędkości, w dodatku w terenie? Wyobrażała sobie, jak nudne może byc czasem końskie życie, a co dopiero wtedy, gdy treningi ograniczały się do jednej dyscypliny - tego konia nie znała, ale kto wie, może jego właścicielka była na tyle pomysłowa, by treningi, na które go zabierała były dla niego bardzo ciekawe? Widząc przed sobą nijaką aleję zwycięstwa przygryzła nieznacznie wargę, dociążając grzbiet konia i powtarzają wszystko, co wykonywała dotychczasowo - lekkie przytrzymanie, galop do ręki, następnie odbicie i złożenie się z koniem do lotu. Odcinek między dwudziestą trzecią a dwudziestą czwartą przeszkodą wcale nie był krótszy, niż te poprzednie, ale tu Taylor w połowie zaczęła nieco zwalniac konia, postanawiając, że skoro już poprawili swój czas, to będą się nieco oszczędzac. Dlatego zrównoważonym, aktywnym, ale nie morderczym tempem dojechała do przeszkody nr 24, przed którą raczej nie miała obaw, ale pozostawała ostrożna. Na dwóch równych wodzach prowadziła hanowera do stosunkowo przyjaznej, wysoko-szerokiej przeszkody, dbając o to, by odbicie było wymierzone w taki sposób, aby skok był nieco bardziej płaski, niż na klasycznych przeszkodach wysoki. To na całe szczęście nie sprawiło im problemu, więc Taylor po wylądowaniu w strzemiona szybko pochwaliła ogiera, uśmiechając się nieznacznie do siebie.
Diego Montana - 2015-06-17, 18:54

Udało im się przejechać tą trasę bez większych wpadek odpukać, wiele ze startujących par zaliczyło już gleby na samym początku przejazdu. Im na szczęście udało się jakoś przejechać 3/4 toru i zbliżali się do mety, kolejna dwudziesta piąta przeszkoda była dość zdradliwa gdyż wskakiwali na pagórek od razu. Umożliwił i jednocześnie przygotował klacz do oddania dość wysokiego skoku by przypadkiem nie wyłożyła się na pagórku, wraz z sygnałem do skoku ładnie zgrał się z jej karym ciałem by miękko wylądować po drugiej stronie. Dwudziestka szóstka niewiele się różniła od poprzedniej wręcz wyglądały jak bliźniaczki przeskoczyli ją w podobny sposób co tamtą. Do oksera zdecydował się na skrócenie wykroku co by zmieścili się z najazdem, okser nie był nową ani trudną przeszkodą po podjechaniu pod nią łydka, półsiad, oddanie wodzy, lądowanie. Jako że pogoda się szybko zmieniała postanowił utrzymać klacz w aktywnym tempie ale ostrożnym nie szalał z prędkością, zerkał co jakiś czas na zegarek spokojnie mieścili się w normie czasu. Do kolejnej przeszkody jechali spokojnie starał się utrzymać ich w pionie bo klacz na mokrym podłożu nieco się rozjeżdżała lub potykała tu i ówdzie ale szło im całkiem znośnie. Kolejny był szereg dwudziestki ósemki pierwsza z przeszkód była dość dziwna, facet zdecydował się na wysłanie kilku pół parad przed nią skupiając karą na sobie. Lekko też skrócił krok gdyż za przeszkodą przed drugim członem była woda, oddali jeden skok krótki najazd na kolejną i przeskok. Jeszcze tylko 3 przeszkody przed nimi i koniec, do dwudziestki dziewiątki był nieco dłuższy najazd lekko przyspieszyli nadal uważając na zdradliwe podłoże. Ta przeszkoda również grzeszyła dziwnym wyglądem więc facet zastosował poprzedni schemat z pół paradami przed nią ale bez skrócenia kroku. W odpowiednim miejscu dodał łydkę, półsiad, oddanie wodzy i po prostej no prawie prostej do trzydziestki. Ostatnie przeszkody na prawdę chyba próbowały spłoszyć ludzia i konia, jednak on się nie poddawał skrócił krok wjeżdżając do wody i przejeżdżając i skacząc pierwszą łódkę, ciasny skręt w lewo pod mostem i najazd na drugą łódkę. Spokojnym tempem najazd na trzydzieści jeden gdzie podczas skoku minimalnie musnął jej łopatki by bardziej się wyciągnęła nad przeszkodą. Lekki łuk i najazd po prostej na ostatnią przeszkodę trzydziestą drugą, lekkie dodanie z zachowaniem ostrożności, pół parady, łydka, półsiad, oddanie wodzy. I mogli finiszować dojazd do mety gdzie po jej przejechaniu popuścił klaczy chwaląc ją obficie.

Ostatecznie zjechali z toru z.t

Saver - 2015-06-17, 22:25

W końcu wznowili galop co ogier przyjął z lekką ulgą, nie przerażały go przeszkody szedł równo i chętnie do przodu. Nie musiała się martwić ogier nie miał w naturze robienia dziwactw pod siodłem, bez trudu przeskoczył żywopłot w ładnym stylu. Przyspieszyli nadrabiając poprzednio utracone sekundy, ogier ładnie mimo wieku galopował do przodu bez większego trudu można powiedzieć utrzymywał się w szybkim tempie. Lekkie przytrzymanie przed drugim żywopłotem i ładny skok by zaraz wylądować po drugiej stronie, znowu szybsze tempo do kolejnej przeszkody. Przed nimi był szereg dał się gładko na niego naprowadzić, pierwszy skok im dość dobrze wyszedł ale coś było nie tak z najazdem na drugi człon. Kobieta zważając na zdrowie ich obojga zdecydowała się na woltę, ogier wykonał ją dość obszernie by na spokojnie przeskoczyć drugi człon nie bojąc się o życie jednego ani drugiego. I pędzili kolejny spory odcinek trasy dojeżdżając do kolejnej z przeszkód, nie potrzebował wyjątkowych sygnałów do długich odcinków galopu mogła ograniczać się tylko do naprowadzenia go na odpowiedni tor a resztę jakby robił sam, nawet ciasny front nie robił na nim większego wrażenia pokonał go bez trudu odbijając się od ziemi, składając, wyciągając i lądując. Ogier męczył skurcz szyi dość bolesny, nie wiedział dokładnie skąd się wziął ale był uporczywy jak te muchy. nie szedł też tak ładnie jak powinien czy idealnie pracował szyją podczas skoku ale musiał - chciał dokończyć przejazd. W końcu po kolejnym długim dystansie dojechali do dwudziestki dwójki, te przytrzymania wcale mu nie pomagały odczuwał boleśniej skurcz który fturował obijaniem ogona co jakiś czas o swoje boki. Mimo bólu udawało mu się na czysto przeskakiwać przeszkody, był wkkw-istą więc mogła właścicielka z nim robić co kolwiek gdyby była obecna. Kolejne przeszkody aż do dwudziestej czwartej pokonywał w jednakowym stylu odbicie, złożenie, wyciągnięcie, lądowanie oczywiście na miarę możliwości kiedy skurcz cię ciągle trzyma. Nieco też zaczęli uważać na podłożu co by nie wyłożyć się finalnie na sam koniec ale ogierowi to w ogóle nie przeszkadzało, pochwalony tylko parsknął.
Mistrz Gry - 2015-06-17, 22:45

TAYLOR CRACK & SAVER



    46 & 47; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
    Opis
    U końca trasy - na odcinku ostatnich sześciu przeszkód - zaczęło mocno padać, co okazało się znacznym utrudnieniem. Podłoże jeszcze bardziej rozmiękło, zmuszając was do ostrożniejszej jazdy, co poskutkowało dotarciem na metę z niewielkim przekroczeniem normy czasu.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Jonah Wrens - 2015-06-18, 01:32

Puszczając Desperadosa do wyciągniętego galopu po kolejnym dystansie, skupiłem się na tym, aby odciążyć jego zad. Przecież nie byłem na jego grzbiecie po to, aby chamsko wpasowywać się w siodło i wygodnie wozić dupę. Pracowałem może nie tak intensywnie jak ogier, jednak zmęczenie mnie nie ominie.
Prowadząc go łagodnie po zakręcie, od razu wyłapałem spojrzeniem pierwszą z przeszkód. Dość szybko oceniłem, że nie potrzebujemy diametralnej zmiany tempa, dlatego tylko w niewielkim stopniu ograniczyłem Folbluta po to, aby wycofać go na zad. Tylko tyle zrobiłem ostatecznie dając mu sygnał przed przeszkodą numer 9a. Przeszedłem w swobodny półsiad, nieco dłużej się w nim utrzymując ze względu na prędkość wierzchowca. Zdawałem sobie sprawę z tego, iż skok będzie dłuższy, więc nie chciałem mu przeszkadzać. Zawinąwszy na spokojnie, na prawo docisnąłem łydki do jego boków, blokując ręką jego ruch do przodu, a tym samym zwęziłem korytarz. Nie było co bawić się z rowem, gdyż śmiesznie byłoby skończyć przejazd na tak dupnej przeszkodzie. Chciałem uniknąć ewentualnego odmówienia skoku w postaci wyłamania, czy też zatrzymania. Byłem zbyt pewny, więc Desperado mógł zaufać mi w tej kwestii. Dałem mu łydkę do oddania skoku i pozwoliłem swobodnie wyciągnąć głowę, tym samym oddając mu rękę. Półsiadu mocno nie pogłębiałem, nie było po co. Jedynie przygotowałem gniadego na odbicie w lewo. Wtedy poprowadziłem go na ostatni człon 9tki. Tutaj pozwoliłem sobie lekko rozszerzyć korytarz wodzy, wierząc, że ogier nie odbije gdzieś na bok. Przeszkoda może nie należała do najszerszych, jednak nie powinna wzbudzać strachu wierzchowca. Po oddanych skokach, przeszedłem w odciążający półsiad i zacmokałem zachęcając Anglika do ruchu naprzód.
Tym razem nie mieliśmy zbyt dużej odległości do popisania się prędkością, widząc jednak dziesiątkę, również nie pokusiłem się o mocne wyhamowanie. Jedynie wycofałem nieco sylwetkę do tyłu, tym samym lekko dociążając zad konia. Reszta była mało istotna. Wyliczyłem sobie foulę i przy ostatniej dałem Folblutowi sygnał do oddania skoku. Tutaj z pewnością koń rozciągnął się nad całą przeszkodą, toteż i ja przeszedłem w pełny półsiad, oddając mu tyle wodzy ile sobie zażyczył. Po skoku wycofałem plecy do półsiadu na dystans i ponownie zacmokałem dając mu szansę na rozwinięcie prędkości. Chociaż na to uważałem, gdyż poruszaliśmy się po zakręcie, a wilgotnemu podłożu nie można było ufać. Dlatego w miarę stabilności kroków ogiera, pozwalałem mu na każdą prędkość.
Na nasze szczęście kolejna z przeszkód okazała się być łatwa do pokonania nawet z dużej prędkości. Nie musiałem w tej sytuacji zbyt wiele robić, jak jedynie wycofać nieco plecy pozostając w półsiadzie. Nie traciłem czasu na poprawność taką jak na parkurze, zyskiwałem sekundy na dystans, którego nie było mało. Dlatego też widząc 11stkę, zwęziłem korytarz z wodzy i w taki sposób doprowadziłem ogiera do kolejnej przeszkody. Sygnał z lekkim przesunięciem się palcata po łopatce jako znak, że jednak trzeba oddać ten skok i przyłożyć się nieco do niego. Czysta formalność, by uniknąć lekceważenia i ewentualnego zawieszenia się na przeszkodzie. Po wylądowaniu na drugiej stronie przeszkody, zacmokałem i dołożyłem łydki dając mu pełną swobodę w szybkim galopie. Otworzyłem rękę dając wodzy swobodnie przesuwać się między palcami.
Podczas chyba jednego z najdłuższych dystansów, zdążyłem sobie sprawdzić czas. Nie zwracałem uwagi na gapiów przy torze, miałem ich w głębokim poważaniu. Nie liczyły się dla mnie ich krzyki czy cokolwiek innego, skupiłem się na przejeździe i na tym, by rozsądnie spożytkować energię wierzchowca. Bowiem nie byliśmy jeszcze w połowie przejazdu, a od samego początku miał narzucone mocne tempo.
Wychodząc wreszcie na środek przeszkody numer 12 wycofałem się do tyłu, to samo robiąc z gniadym. Tym razem musiałem go trochę przytrzymać, gdyż po tak długim galopie był zbytnio rozciągnięty na skoki. Dodatkowo musiałem zamknąć rękę i ewentualnie poprawić kontakt. Nie odciągając uwagi wierzchowca od przeszkody dałem mu sygnał do wybicia się i zrobiłem półsiad. Musiał widzieć, że za stałą przeszkodą jest jeszcze rów, zresztą dobrze widoczny. A skoro ja nie przeszkodziłem mu w patrzeniu i nie zająłem go swoją osobą, powinno być dobrze. Po pokonaniu przeszkody, to co najlepsze i najbardziej chyba polubiłem - łydki i galop w dystansie. Zacząłem coraz lepiej się bawić na crossie.
Kończąc dystans do następnej przeszkody, usiadłem w siodło, biorąc folbluta na siebie. Tutaj niestety musiałem zmniejszyć mocniej prędkość, gdyż woda z takim rozpędem nie dałaby niczego pożytecznego. Zwyczajnie byłoby ogierowi zbyt ciężko, a taki wysiłek był dla nas zbędny. Nałapaliśmy się wystarczająco dużo sekund, by poświęcić je właśnie w takim miejscu.
-Trochę się schłodzisz przyjemniaczku.
Mruknąłem dając mu lekki sygnał do zeskoku w wodę. Będąc w wodzie wycofałem jeszcze plecy do tyłu, by mieć większą kontrolę nad koniem i żeby uniknąć prowokowania go do lecenia naprzód. Ręce zostawiłem w spokoju i tylko poczekałem, aż podejdziemy do przeszkody na tyle blisko, abym mógł dać mu sygnał i wyjść razem z ogierem w półsiad. A po oddanym skoku wsiadłem w siodło tylko po to, by wyprowadzić go z wody na stały grunt.
Tym razem nie rozpędzałem konia za bardzo, pozostawiłem go w spokojnym tempie, gdyż jeszcze przed nami była ta przyjemność ochłodzenia się. Krótka półparada na przywitanie i pozwoliłem sobie lekko zwęzić korytarz. Między pierwszą, a drugą przeszkodą z 14stki nie było dużo miejsca, więc musiałem spokojnie poprowadzić Anglika do tego drugiego członu.
Dojeżdżając do 14a, dałem mu sygnał do skoku, robiąc krótki półsiad. Wycofałem się nieco wcześniej do siodła, tylko po to, by zasugerować gniademu inne lądowanie. Musiał "upaść" niżej i w wodę, więc wiedziałem że trzeba rozsądnie do tego podejść. Kosztem wizualnym, jednak kto by się tym przejmował? Od razu po lądowaniu poprowadziłem go przez wodę do drugiego członu, tutaj jedynie dając mu wyraźniejszy sygnał łydką i nic więcej. Mogłem normalnie przejść w półsiad, nie stresując się niczym. Następnie skierowałem Despa na ostatnią część, starając się przytulić bardziej do prawej chorągwi, tym samym dając mu lekkie ułatwienie. Oczywiście wliczyłem w skok margines dla siebie, żeby nie zostawić się przypadkiem na przeszkodzie.
Kręcąc z ogierem "ślimaczka" na trasie doprowadziłem go do 15stki na pełnym luzie. Nie była niczym nowym, jednak wróciłem do siodła, by zachować na tę przeszkodę większą siłę wybicia. W końcu za stałą częścią krył się rów. Przykładając obie łydki, zrobiłem półsiad dając mu pełną swobodę w rozciągnięciu się nad przeszkodą. Wygodnie idąc ręką do przodu, podążałem bezsprzecznie za jego głową. Po pokonaniu przeszkody, galop pełną parą do przodu.
Nadrabiając sekundy rozszerzyłem nieco ręce, dając mu luz na głowie. Chociaż tyle mogłem mu pomóc w odpoczynku, by nie musiał się martwić jakimkolwiek sztywnym kontaktem. Jechałem na pełnym luzie, traktując to bardziej jak zabawę niż konkurencję z innymi. Dlatego też postępowałem wobec folbluta uczciwie.
Dopiero zacząłem wymagać wtedy gdy zobaczyłem tego "mało" widocznego tripka. Powoli wróciłem do elastycznego kontaktu i wróciłem do siodła. Musiałem go zwolnić z dystansowego tempa, choć też nie pozwoliłem na to, aby się wlókł. Musiał mieć siłę, gdyż przeszkoda była w miarę wysoka, ale jednak szeroka. Tutaj uważnie doprowadziłem go pod pierwszy drąg przeszkody, by wtedy dać mu sygnał do skoku. Płynnie przeszedłem w półsiad, dając się koniu mocno rozciągnąć. Dawałem mu pełną swobodę w pokryciu całej przeszkody, a po lądowaniu, od razu ustawiłem go na sam środek kolejnej przeszkody.

Desperado - 2015-06-18, 15:00

Korzystając z odciążonego zadu, który przecież był główną siłą napędową, ogier rozpędził się jeszcze mocniej w galopie. Miał przewagę nad innymi końmi - jego foule kryły o wiele więcej terenu, natomiast rasowe predyspozycje sprawiały, że pomimo swoich gabarytów, rozwijał zaskakująco dużą prędkość. Poza tym, cholera, uwielbiał pędzić!
Przed pierwszym członem szeregu tylko nieznacznie wycofał się na zad, tym samym nieco zaokrąglając swój galop. Nieznacznie, bo przeszkoda też tego nie wymagała i odważnie odbił się w miejscu, które wydawało mu się adekwatne i oddał daleki, płaski skok, bez wahania przeczesując przodami żywopłot. Tuż po wylądowaniu zakręcił w prawo, podążając tak, jak wskazywał mu to korytarz stworzony z pomocy. Nie miał żadnych oporów przed pokonaniem rowu; dzięki pewności jeźdźca nie zawahał się, nawet nie pomyślał o tym, aby postąpić inaczej. Po drugiej stronie skręcił w lewo, na zakręcie siłą rzeczy nieco mocniej podstawiając zad, co pomogło mu w skumulowaniu energii w celu późniejszego jej uwolnienia na trzecim członie. Pomimo tego, że teoretycznie dostał niejaką możliwość odbiegnięcia od trasy, oczywistym było dla niego, że miał skoczyć przeszkodę - a nie przebiec obok. Desperado był już na tyle doświadczony by wystarczyło mu jedynie wskazać przeszkodę, aby ten już wiedział, co powinien z tym faktem uczynić. Tak więc odbił się we wskazanym miejscu i podciągając mocno przody, przefrunął idealnie między chorągiewkami, pracując efektownie szyją oraz grzbietem. Po wylądowaniu wyraźnie dodał w galopie, zachęcony do tego cmokaniem. Idąc na dziesiątkę, doprawdy nieznacznie zmienił swoją prędkość w reakcji na dociążenie zadu. Pokonanie przeszkody o tej wysokości nie było dla niego problemem nawet przy tak dużej prędkości. Tak więc po otrzymanej łydce, oderwał się od ziemi i oddał daleki, płaski skok, podczas którego rozciągnął się efektownie, składając 'podwozie'. Po wylądowaniu natychmiast odzyskał równowagę i znowu wyrwał do przodu, nieustannie prowokowany do tego przez Jonaha. Nie potrzebował wielu zachęt, dlatego każda kolejna taka prowokacja sprawiała, że wręcz gotował się w sobie, starając się pędzić jeszcze bardziej. Wbrew pozorom odnajdował w tym wiele przyjemności, nawet nie zauważając zmęczenia. Po prostu atakował każdą kolejną przeszkodę, ciesząc się nie tylko ze skoków, ale i możliwości szybkiego galopu - którego, nie ukrywajmy, tak często mu skąpiono! Na parkurze nie było na to miejsca, na czworoboku nalegano na zebranie, w tereny jakoś niechętnie na nim jeżdżono z niewiadomych względów. Doskonale radził sobie z podłożem; jego organizm był dobrze przygotowany do takich obciążeń, a wkręcone na cross hacele dodatkowo gwarantowały mu przyczepność. Dlatego też raczej nie ślizgał się na podłożu, mając do niego duże zaufanie, tak jak i dla jeźdźca oraz siebie samego. Galopując na jedenastkę, chwilowo nastawił uszy, nie mogąc dojrzeć, co czaiło się po drugiej stronie przeszkody. To jednak nie ostudziło jego zapału. Odważnie pogalopował do samego końca linii, by u jej końca oddać skok, równie daleki i płaski co poprzednie. Przeczesał hyrdę kopytami, znowuż mocno się rozciągając. Po drugiej stronie znowu galopował tyle, ile fabryka dała każdej z nóg :lol: . Jonah mógł poczuć jak gniadosz wręcz wyciąga mu wodze z rąk, prostując szyję i jeszcze mocniej wyciągając nogi w galopie. Chociaż może to niezbyt fortunne określenie, bo daleki był od przysłowiowego wyciągnięcia nóg.
Także ogier nie zwracał większej uwagi na otoczenie, koncentrując się tylko na tym, aby mieć do przodu. Utrzymywanie tak mocnego tempa nie było dla niego problemem, miał bardzo dobrą kondycję, która mu to umożliwiała. Niemniej po pokonaniu dystansu musiał zostać wycofany, jeżeli mieli bezpiecznie pokonać kolejne przeszkody. Płynnie odpowiedział na pomoce jeźdźca, wracając do ciut spokojniejszego i bardziej okrągłego galopu, z którego pokonał dwunastą przeszkodę, tym razem oddając nieco bardziej pionowy skok, choć wciąż daleki. Pomoce Jonaha były tylko drobnymi wskazówkami, Desperado wciąż pozostał przede wszystkim skupiony na przeszkodach, korzystając także z własnego doświadczenia. Po drugiej stronie została mu przywrócona możliwość szybkiego galopu, co skrupulatnie wykorzystał. Przytrzymany przed wodą, machnął nieco łbem, jednocześnie dość gwałtownie zmieniając długość foule. Zaraz jednak ustalił równe tempo i zeskoczył do wody, w zbiorniku już galopując wyraźnie pod górę. Głośno parskał niemal przy każdym kroku, wyraźnie mając ochotę wyrwać do kolejnej przeszkody, a gdy już zostało mu to umożliwione, wybił się efektownie, bez trudu pokonując hyrdę. Wylądowawszy, rozbryzgał wodę we wszystkie strony i zaraz pognał ku następnym przeszkodom. Wyskoczył na ląd i pozostawał w spokojniejszym tempie galopu tak, jak życzył sobie tego jeździec. Już z daleka przyjrzał się kolejnej przeszkodzie, odpowiadając na pomoce jeźdźca i dostosowując się do nich. Dlatego też nie rozpędzał się zanadto i spokojnie pokonał pierwszy człon szeregu, nie obawiając się nagłego spadku terenu. Nie stracił przy lądowaniu równowagi, ani nawet nie poczuł się zaskoczony niższym lądowaniem. Co prawda nie było ono tak wygodne jak zawsze, ale co ważniejsze - było bezpieczne. Pogalopował przez wodę ku kolejnej przeszkodzie, która w zasadzie polegała tylko na tym, aby wskoczyć z powrotem na ląd, co też uczynił. Trzeci człon był tylko formalnością. Pomimo spokojniejszego galopu koń równie ochoczo i bezproblemowo skoczył, mieszcząc się w wąskiej przestrzeni. Później wszedł na niejaką pętlę, wciąż trzymając jednakowe tempo. Przed kłodą wybił się mocniej niż przed przeszkodami, które tego nie wymagały. Potrzebował wykonać zarówno wysoki jak i daleki skok tak, aby nakryć sobą cały rów. Tak więc zaangażował się w niego mocno, co zdradziło się w efektownym, książkowym baskilu w trakcie lotu.
Desperados także nie rozpatrywał tych zawodów jako konkurowania z innymi, dla niego również była to tylko dobra zabawa. Przecież nawet nie miał świadomości wygrywania, dla niego liczyło się uzyskanie satysfakcji jeźdźca oraz samospełnienie wynikające z wysiłku. Tak więc ponownie ochoczo rozciągnął się w galopie, oddychając już ciężej niż na początku, ale wciąż równo, bez problemu.
I tym razem dostosował się do podpowiedzi Jonaha, nie tyle co zwalniając galop, co wyraźnie go zaokrąglając. Podstawiając zad w reakcji na jego dociążenie, znalazł więcej energii do oddania poprawnego skoku nad tripplebarrem, gdzie także pochwalił się dalekim, wysokim lotem. W jego przypadku liczyło się przede wszystkim odbicie we właściwym miejscu, bo wszystko inne potrafił wyratować - był silny, odważny i stosunkowo zręczny.

Mistrz Gry - 2015-06-18, 15:33

JONAH WRENS & DESPERADO



    84; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
    Opis
    Koń w dalszym ciągu dawał się swobodnie prowadzić po trasie, bez problemu pokonując kolejne przeszkody. Także jeździec stawał na wysokości zadania, nie utrudniając zadania wierzchowcowi.





    102; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
    Opis
    Przed 21stą przeszkodą ogier niespodziewanie odbił się tak wysoko, że Jonahowi wypadło jedno strzemię, co poskutkowało utratą równowagi i tym samym zaburzeniem równowagi konia. Niemniej nie doszło do większych utrudnień i po chwili wszystko wróciło do normy.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Ariana - 2015-06-19, 14:52

Klacz jak dotąd myślała jedynie o zatrzymaniu i odpoczęciu, gdyż nie będąc przyzwyczajoną do pokonywania takich długich tras zwyczajnie szybciej od innych koni mogła zacząć się męczyć. Jednak pokonanie parkuru to mniejszy wysiłek. Nie zwracała uwagi na inne pary, a więc nie wiedziała co je spotkało, była tylko zadowolona z tego, że radziła sobie dobrze i nie popełniła żadnego dużego błędu.
Wzrokiem omiotła przeszkodę wyrastającą na ich trasie, początkowo nie wydawała się być bardzo skomplikowana, lecz wraz ze zbliżaniem się ku jej klacz doznała dziwnych obaw. Na szczęście owe uczucie szybko minęło, gdyż mimo, że nie znała za dobrze swojego jeźdźca, przekonała się o tym, że potrafi ją dobrze poprowadzić, dlatego zdecydowała się mu zaufać. Przygotowała się psychicznie do pokonania stacjonaty oraz fizycznie, zbierając w sobie energię i kumulując ją w wysportowanym zadzie. Kilka fouli przed przeszkodą zaangażowała swoje tyły, by w odpowiednim momencie tuż przed przeszkodą oddać wystarczająco wysoki skok. Uniosła swoje przody, wybiła się z silnych zadnich kończyn, a te przednie przyciągnęła do swojego ciała, by nie zahaczyć o przeszkodę. Wylądowawszy bezpiecznie na ziemi po drugiej stronie stacjonaty kara sapnęła cicho i strzeliwszy ogonem pokierowana została na kolejną podobną przeszkodę. Voice wykonując analogicznie te same czynności co poprzednio pokonała także przeszkodę z numerem dwadzieścia sześć i najwidoczniej przyszło jej to z łatwością. Po lądowaniu klacz została poproszona o zmianę długości wykroku, jednak podłoże okazało się być na tej części trasy na tyle śliskie i zdradliwe, a klacz lekko zmęczona, że potknęła się, lecz owe potknięcie nie zagroziło ich zdrowiu ani przejazdowi. Podenerwowała się jedynie i z większą determinacją kierowała na oksera. W swoim karym łbie jak zwykle poczęła odliczać foule, żeby w razie dekoncentracji jeźdźca czy jego nieuwagi móc samodzielnie poradzić sobie ze skokiem. Diego jednak nie zawiódł i w odpowiednim miejscu przed przeszkodą dał jej sygnał do wyskoku, co też kara zrobiła. Wyciągnęła swoje ciało nad przeszkodą przypominającą przejazd kolejowy, a następnie bezpiecznie opadła na drugiej stronie. Z każdą chwilą podłoże stawało się coraz bardziej śliskie i nierówne, pogoda najwidoczniej nie miała zamiaru się zmienić, a nie była sprzyjająca. Klacz podczas prostej jazdy jeszcze kilkakrotnie się potknęła denerwując się przy tym, lecz nie wywracając. Instynktownie zwolniła tempo, które wciąż było szybkie, lecz nie tak jak poprzednio. Wolała uniknąć kontuzji. Widząc kolejną przeszkodę hanowerka już wiedziała co się święci, ponownie była zmuszona się zmoczyć. Wykonawszy kilka półparad mocniej skupiła się na jeźdźcu i bardziej się zaangażowała, spinając nieco poszczególne partie swych mięśni. W odpowiednim miejscu przed przeszkodą oddała niezbyt wysoki skok, jednak udało jej się nie zahaczyć o żywopłot. Lądowanie było dość długie i oczywiście kończyło się w wodzie, co nie pocieszało konia. Wchodząc do wody zadarła łeb tak, jak poprzednio by woda nie dotarła do jej pyska. Następnie dość szybkim tempem galopowała w kierunku drugiego członu szeregu. Wymagało to od niej wysiłku, gdyż ten odcinek trasy był cały zalany wodą. Ostatecznie wjechała na niewielką wysepkę, gdzie czekała przeszkoda oznaczona jako 28b. Ją również pokonała opierając się głównie na pomocach jeźdźca. Skok ten nie był zbyt wysoki i klacz wiedziała, że nie może taki być instynktownie. Nie wiedziała czego może się jeszcze spodziewać, ale liczyła na to, że ta męczarnia niedługo się skończy i dotrze cało i zdrowo do stajni.
Voice ponownie nieco przyśpieszyła, lecz nie chciała galopować zbyt szybko, doskonale pamiętając jakie wpadki zaliczyła poprzednio. Tym razem jednak zaliczyła tylko jedno niewielkie potknięcie, które nie zagroziło ich zdrowiu, ani czasu przejazdu. Przeszkoda w kształcie gęsi zaskoczyła, ale nie przestraszyła karej, więc chętnie jechała w jej kierunku. Klacz tym razem nie zaleciła się do jasno dawanych sygnałów jeźdźca i wybiła się nieco dalej, niż na to wskazywał, lecz skok był na tyle mocno oddany, że hanowerka bez problemu poradziła sobie z przeszkodą. Znowu najazd na kolejną przeszkodę i znowu ta nieszczęsna woda. Klacz energicznie, ale niezbyt zadowolona kierowała się w stronę trzydziestki. Klacz skróciła swój wykrok wjeżdżając do wody. Technika skoku musiała ulec lekkiej zmianie, gdyż klacz zwykle skakała wysoko, tym razem skoczyła bardziej płasko, acz daleko, dzięki czemu udało jej się pokonać łódkę. Po oddanym skoku zawróciła ciasno i stosując tę samą metodę pokonała drugi człon owej przeszkody. Wyraźnie zmęczona dużo spokojniejszym tempem kierowała się w stronę trzydziestki jedynki, którą była skrzynia z kwiatami. Przeszkoda, która wymagała skoku długiego i niezbyt wysokiego. W odpowiednim miejscu, sugerowanym przex jeźdźca klacz wybiła się i wyciągnęła swoją szyję i ciało. Diego nie musiał martwić się o to, że klacz zrobi coś nie tak. Wylądowawszy na ziemi kara stęknęła cicho. Teraz jej zmęczenie było widać, jak na tacy. Tak czy owak nie poddawała się i starała się tym samym tempem dotrzeć do ostatniej przeszkody, gdzie postępowała analogicznie, również opierając się na pomocach i przyswajając sugestie jeźdźca. Pokonawszy przeszkodę z numerem 32 była niemal pewna, że to już koniec. Przed nią była ostatnia prosta, prosta prowadząca wprost do mety. Przekroczywszy jej linię Diego pozwolił jej na chwilę swobody, więc opuściła lekko łeb i sapnęła ciężko, strzelając ogonem. Chwalona strzygła uszami, lecz zmęczenie było za silne, by mogła jakkolwiek inaczej zareagować.

[zt]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group