To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Parkur

El Dorado - 2016-01-03, 22:51

Obszernym łukiem w lewo skręcił na trzecią przeszkodę. Lubił skoki, więc trudno było mu się powstrzymać przed przyspieszaniem, w takich momentach jeździec byłby mu całkowicie niepotrzebny. Sam mógłby zrobić całą odznakę, skacząc przez wszystkie przeszkody, niekoniecznie w kolejności. Wyprostował się przed samą przeszkodą i wybił się, by zaraz wylądować po drugiej stronie. Szastnął ogonem o swoje kare boki i parsknął, nastawiając uszy na sztorc. Dostał pozwolenie na szybszy galop, więc od razu z tego skorzystał. Chwilę galopował w kierunku ścian, po czym odbił lekko w prawo. Wyprostował się przed przeszkodą, która podobnie jak inne nie była jakoś strasznie wysoka. Korzystając trochę z jej pomocy oddał czysty skok, lądując od razu za przeszkodą. W galopie zrobił spore koło dookoła całego parkuru, by zaraz zacząć powoli zwalniać. Kłus, stęp, aż w końcu zatrzymanie na mecie. Parsknął głucho, przemielając wędzidło w pysku i opuścił parkur. zt
Caroline Hathaway - 2016-01-03, 22:54

Skoro byli dość porządnie rozgrzani po rozgrzewce na czworobok, zrobiła tylko krótkie przypomnienie w trzech chodach, rozgrzewkę na dragach, kopercie i stacjonacie, Potem na długiej wodzy czekali aż ich wezwą na zdawanie.

PRZEJAZD CZ.1


Wjechali kłusem na parkur który mieli za moment zdawać, nie denerwowała się, była spokojna opanowana, pewnie trzymała ogiera i prowadziła. Obkrążyli raz parkur dookoła po czym zatrzymali się pod budką sędziowską, ukłoniła im się ładnie posyłając promienny uśmiech. Ponownie wypchnęła z krzyża ogiera do kłusa, weszła w półsiad i poprowadziła ogiera zamkniętego w pomocach wprost na środek leżących na ziemi drągów. Kiedy pokonali drągi kierując go nadal po prostej dojechali do niskiej stosunkowo koperty, usiadła w siodło by w odpowiednim miejscu dać mu łydkę po której powinien oderwać się od ziemi, ponownie stanęła w strzemionach, dając mu tyle wodzy ile potrzebował do oddania prawidłowego skoku. W czasie skoku dociążyła prawe strzemię co by ogier na to nogą wylądował, dwa kroki później wypchnęła go do galopu, kierując wzdłuż ścian bocznych do dwójki. Ten zakręt z racji nie znania ogiera pozwoliła sobie wyjechać głęboko by mieć czas na naprostowanie go, w odpowiednim miejscu ponownie jasny sygnał łydką do wybicia się, do skoku. W czasie lotu ponownie półsiad, oddanie wodzy, dociążenie lewego strzemienia tym razem.

G-Dragon - 2016-01-03, 22:54

Wjazd na rozprężalnię nie zrobił na nim większego wrażenia. Był już wystarczająco rozgrzany, więc tylko małe podskoki były dla niego dzisiaj jakąś nowością w rozgrzewce. Znacznie bardziej lubił to niż chodzenie i wyginanie się.


Po chwili przyszła kolej na nich, żeby wyjść na parkur i trochę poskakać. Wjechał na teren parkuru kłusem i zaczął uważnie zerkać na przeszkody które za chwilę przyjdzie mu przeskakiwać. Nie były duże, więc nie przewidywał żadnych problemów w ich pokonaniu. Okrążyli tak parkur dookoła, aż zatrzymali się przed budką sędziowską. Po wypchnięciu od razu przeszedł do kłusa i skierował się na leżące na ziemi drągi. Wszedł na nie, unosząc wysoko nogi do góry, by przypadkiem któregoś z nich nie trącić kopytem. Dźwięki obijania go iryti8o080owały z racji, że wolał wszystko wykonywać dobrze. Chciał dobrze wypaść nawet jeśli dziewczyna zdawała tylko odznakę. Po drągach dalej jadąc po prostej najechał na małą kopertę. Wybił się w odpowiednim przed przeszkodą i po chwili był już po drugiej stronie. Dla konia z jego doświadczeniem taka przeszkoda nie była żadnym wyzwaniem. Przeszedł do galopu, by w szybkim tempie dojechać do dwójki. Wykonał dość głęboki zakręt i wyprostował się tuż przed samą przeszkodą. Po otrzymaniu sygnału wybił się i oddał prawidłowy skok.

Caroline Hathaway - 2016-01-03, 22:55

PRZEJAZD CZ.2

Po wylądowaniu kontynuowała jazdę w półsiadzie, nieco pozwoliła mu przyspieszyć na dystansie by zaraz za linią startu ponownie wyjechać głęboki łuk, taki jaki tylko mogli w tym miejscu wykręcić by na spokojnie mieć czas naprostować konia. Bez problemu po daniu sygnału łydką weszła w półsiad, oddała ogierowi wodzę i zasugerowała mu lądowanie na prawo. Kiedy wylądowali w półsiadzie ponownie przyspieszyli tempa do barierek gdzie skręcili w prawo, trochę po prostej i znowu w prawo by wyjechać wprost na ostatnią przeszkodę. Oddali ostatni poprawny bliźniaczy do poprzednich skok, ta sama technika, by w końcu skończyć przejazd. Ok 20 m przed metą, posłała gniadoszowi półparadę, aby kilka chwil potem zacząc go zwalniac do kłusa, stępa i na mecie się zatrzymać. Odczekała moment i rzuciła mu wodzę, klepiąc po gniadym karku.

Zjechali z parkuru i porządnie rozstępowali z.t

G-Dragon - 2016-01-03, 22:56

Na dłuższym dystansie przyspieszył, wyrywając się do przodu. Był teraz w swoim żywiole i nie miał zamiaru się ociągać. Wykręcił na zakręcie i naprostował się przez kolejną przeszkodą. W odpowiednim miejscu wybił się do góry i wylądował na sugerowanej przez dziewczynę nodze. Przyspieszył jeszcze bardziej, ale nie tak żeby przypadkiem wypaść z rytmu. Nie chciał zaliczyć wpadki i wywalić się przy pierwszej lepszej okazji. Skręcił w prawo, by przez jakiś czas znowu jechać po prostej. Ponowny skręt w prawo i [rawie meta. Szastnął ogonem po boku, szykując się na ostatnią z ustawionych na parkurze przeszkód. Szło mu dobrze, więc nie powinien tego spierdzielić w takim momencie. Ogier podszarpnął nieco łbem do góry i oddał poprawny skok. Wylądował za przeszkodą, nie trącając drągów. Zaczął zwalniać, zniżając stopniowo swoje chody do niższych. Zatrzymał się na mecie, gdzie po chwili został nagrodzony poklepaniem po szyi. Parsknął cicho i zszedł z parkuru.

zt

Amelie - 2016-01-12, 11:36

Po przejeździe na czworoboku białowłosa i kara wróciły do stajni, gdzie Deadia mogła trochę odpocząć przed kolejnym zadaniem. Tymczasem Amelie dała się swojej podopiecznej napić, podała jej też kilka smakołyków. Założyła jej siodło skokowe i ochraniacze i po kilku minutach zaprowadziła na rozprężalnię. Tam ponownie rozgrzały się w każdym chodzie z kilkoma figurami. Dodatkowo pokonały kilka przeszkód, które dla klaczy, podobnie jak te na prawdziwym parkurze, nie powinny być problemem. Dziewczyna na szczęście nadal byłą skupiona i zmobilizowana, a co więcej zaczęła się tym wszystkim bawić, jednak nie podchodziła do kolejnego przejazdu zbyt lekko, nawet ze świadomością skokowych umiejętności swojej hanowerki.

PRZEJAZD

Stępowały na luźnej wodzy, gdy ich wywołano. Dziewiętnastolatka nabrała stopniowo wodze na kontakt i poprosiła dziesięciolatkę o przyśpieszenie do kłusa. Wjechały na parkur i okrążyły go, żeby zapoznać Dumę z przeszkodami. Potem Halley ukłoniła się i nakierowała Deę na pierwszą przeszkodę, gdy tylko przecięły linię startu. Utrzymywała ją w kłusie na kontakcie.
Najpierw czekała je trójka drągów. Jasnowłosa, tak jak podczas każdego treningu, czy też zawodów dawała swojej podopiecznej dokładne sygnały, nawet jeżeli klacz poradziłaby sobie bez nich. Nie zostawiała nic przypadkowi, ale też współpracowała z karuską Nakierowała klacz na środek drągów, które zapewne pokonały bez problemów,a teraz czekała je niewysoka koperta 60 cm. Przed przeszkodą jak zwykle przygotowała Deadię, dając jej lekki sygnał do wybicia, bo ze względu na wysokość przeszkód klacz nie musiała wybijać się w kosmos swoim zwyczajem. Po wybiciu oddała wodze, przeszła w półsiad, zgrywając się z Dumą w skoku i podążyła za jej ruchem, po lądowaniu od razu kierując ją na drugą przeszkodę.
Najpierw pojechały po prostej, Niemka poprosiła hanowerkę o zagalopowanie, ale utrzymywała ją raczej w pośrednim tempie. Skręciły na stacjonatę 80 cm przed szeregiem, co zapewniło im raczej bezproblemowy najazd. Mel tylko nieco naprostowała dziesięciolatkę przed dwójką, którą poznały w podobny sposób, płynnie i bez problemów. Dziewczyna raczej by się zdziwiła, gdyby Dea miała problem z takimi przeszkodami. Utrzymując pośrednie tempo ruszyły na kolejną stacjonatę. Tym razem Amelie pozwoliła sobie na nieco ciaśniejszy zakręt, naprostowując klacz przed przeszkodą. Znowu dała jej łydkę do wybicia, oddała wodze zostając na kontakcie, nad przeszkodą uniosła się w siodle i oddała wodze. Po lądowaniu z satysfakcją poklepała Dumę po łopatce, by następnie ruszyć na czwórkę.

Fleau de Baian - 2016-01-12, 13:32

Zregenerowała część sił podczas krótkiego odpoczynku w stajni, kiedy to napiła się i trochę odsapnęła. Dzięki temu już w czasie rozgrzewki wykazała się kolejnym atakiem adhd i autyzmem, kiedy zobaczyła pierwszą przeszkodę.
Na szczęście całe te emocje zeszły z niej jeszcze przed wyczytaniem, co miało zagwarantować kobiecie bezbłędny przejazd. Również jej skupienie i motywacja dobrze wpłynęły na kobyłę, więc ta bez oporów podniosła się w reakcji na zebranie wodzy. Nastawiła uszy, nasłuchując, w międzyczasie płynnie przechodząc w kłus, w którym to wjechały na parkur. Hanowerka lustrowała wzrokiem wszystkie przeszkody, do których podeszła wręcz lekceważąco. Wkrótce straciła nimi zainteresowanie, wpatrując się teraz w budkę sędziowską. Nie był to dla niej nowy obiekt, więc nie okazywała żadnych oznak zestresowania.
Przy jury zatrzymała się, dając kobiecie możliwość ukłonić się, po czym ponownie zakłusowała, skierowana w stronę pierwszej przeszkody. Utrzymywała aktywne, lecz równe tempo kłusa, które umożliwiło im bezproblemowe podjechanie do ustawionych koziołków. Deadia wręcz odruchowo podnosiła wyżej nogi, aby uniknąć dotknięcia drąga, utrzymując przy tym idealną równowagę. Cavaletti jednak nie przyciągnęły jej uwagi na dłużej, bo zbliżając się do koperty zarzuciła łbem w geście radości. Odbiła się nieco za wcześnie, jednak duży zapas uratował sprawę, dzięki czemu uniknęły strącenia czy choćby muśnięcia przeszkody. Z impetem wylądowała, kopytami ryjąc podłoże, niemniej zaraz kontynuowała galop pomimo wcześniejszego poślizgnięcia. Utrzymywała energiczne, dynamiczne tempo, w którym dojechała do kolejnej przeszkody, jaką była stacjonata. Była widocznie trudniejsza od poprzedniego krzyżaka, ale i to nie wzbudziło w hanowerce wątpliwości. Odważnie ruszyła jej naprzeciw, by w optymalnym miejscu wybicia oddać wysoki skok - znowu z niemałym zapasem. Wyciągnęła umięśnione szyjsko do przodu, zniżając łeb i rozciągając się nad konstrukcją. Prezentując typową sylwetkę skaczącego konia z wyraźnie zaznaczonym baskilem, już po chwili znalazła się po drugiej stronie przeszkody.
Decyzja o ciaśniejszym zakręcie nie stanowiła dla Dumy godnego wyzwania, odpowiednio się wygięła, aby stawić czoło bliźniaczej stacjonacie. Ewidentnie była w swoim żywiole, radośnie zarzucając łbem i oddając mocno z zadu, nie zagłuszając jednak równowagi swojej i jeźdźca. Bez chwili zawahania ruszyła ku stacjonacie, by już po chwili używając prawie całej siły zadu, odbić się od ziemi. Oddała mocny skok, podczas którego złożyła się należycie z dużym zapasem, zaokrąglając sylwetkę nad samą stacjonatą. Nie była dla niej aż tak trudna jak te przeszkody z treningów z Amelie, więc i tym razem nie napotkały żadnych problemów. Duma rozłożyła się ładnie nad samą konstrukcją, by przy ostatnich fazach lotu wysunąć przody, na których z gracją wylądowała. Obijając ogonem o boki strzeliła po chwili baranka, będąc już na tyle daleko poprzedniej przeszkody, by dalej stała nienaruszona. Hacele wmontowane w podkowy umożliwiły jej bezbłędne lądowanie, a poniesiona mnóstwem radości zadarła głowę na tyle wysoko, na ile pozwalał wytok. Momentalnie cofnęła uszy w stronę dziewczyny, kiedy ta pochwaliła ją, niemniej jednak nie straciła skupienia potrzebnego do dalszej jazdy i pokonania kolejnej przeszkody, na którą naprowadziła ją amazonka.

Amelie - 2016-01-12, 14:23

Z trójki na czwórkę najechały po szerszym łuku, korzystając z tego, że jak dotąd pokonywały przeszkody płynnie i w dobrym tempie. Podczas najazdu Amelie pozwoliła Deadii trochę przyśpieszyć, później ewentualnie delikatnie ją zwolniła przed okserem 70 x 80 cm. Białowłosa naprostowała swoją podopieczną przed czwórką, dała jej łydkę do wybicia prosząc o oddanie dalszego, niż wyższego skoku. Po tym jak kara oderwała się od ziemi, dziewczyna oddała jej wodze zostając na kontakcie i przechodząc do półsiadu pochyliła się bardziej w przód, zgrywając się z klaczą w skoku, podążyła za jej ruchem, a po lądowaniu pokierowała zaraz na piątkę.
Tym razem skręciły na piątkę po ciaśniejszym łuku z naprostowaniem przed stacjonatą i dokładnym nakierowaniem hanowerki na przeszkodę, gdzie wszystko odbyło się podobnie jak wcześniej. Pochwaliła krótko Dumę, chcąc by nadal była zmobilizowana. Widać było, że w przeciwieństwie z czworobokiem, tutaj dziesięciolatka była zdecydowanie w swoim żywiole, co jasnowłosej wcale i zdziwiło.
Teraz został im szereg. Skręciły na pierwszy jego człon: stacjonatę 80 cm. Skupiona Halley nakierowała Deę precyzyjnie na stacjonatę, zasugerowała właściwe miejsce do wybicia, oddala wodze, przeszła w półsiad i podążyła za ruchem karej. Pomiędzy 6a a 6b - okserem 75x80 cm było 1 foule, Niemka więc odpowiednio wcześniej przygotowała klacz, wracając w siodło dopiero na chwilę przed zasygnalizowaniem wybicia, prosząc ponownie o dłuższy skok i tak jak wcześniej oddanie wodzy, półsiad, zgranie z hanowerką i podążenie za ruchem. Po lądowaniu okrążyły parkur zwalniając do kłusa, dziewiętnastolatka jeszcze raz ukłoniła się sędziom i wróciły na rozprężalnię, gdzie Mel rozstępowała Dumę, po czym odprowadziła ją do boksu. Tam ją rozsiodłała i nie zapomniała o podziękowaniu w postaci kilku smakołyków i miziania za uszami.

zt

Fleau de Baian - 2016-01-12, 14:24

Mając taką możliwość, poszerzyła foule i nabrała prędkości. W ten sposób nadrobiła nieco więcej czasu, choć do tej pory i tak mieściły się w ramach. Kiedy tylko Amelie wyraźnie naprowadziła ją na kolejną przeszkodę i zaczynała do niej przygotowywać, klacz zaczynała stopniowo zwalniać i skracać krok, jednocześnie kumulując w sobie siły do pokonania oksera, bo bądź co bądź musiała się przyłożyć do tego skoku. Nawet jeżeli była na poziomie klasy C, mogła nie poradzić sobie ze zwykłą, półmetrową kopertą. Tak więc w pełnym skupieniu stawiła czoło nowemu wyzwaniu, by dostosowawszy długość swojego kroku w stosownym miejscu oderwać się od ziemi, odbijając mocno tyłami. Zaraz też złożyła się do lotu, przody podkurczając pod siebie, a grzbiet zaokrąglając. Wylądowawszy ruszyła ponownie szybkim galopem bez chwili zawahania, bezproblemowo wyjeżdżając ostry zakręt. Na prostej do stacjonaty nakierowała na nią oboje uszu i w trakcie najazdu tym razem poczuła się na tyle swobodnie, żeby nie polegać już tak na dwudziestolatce i samą odbić się. Podeszła do niej dość lekceważąco, przez co odbicie wykonała nieco za wcześnie i cudem uniknęła zrzutki. Charakterystyczne puknięcie w konstrukcję sprawiło, że na krótki moment przykleiła smoliste uszy do spoconej potylicy, kiedy w niepewności czekała na dźwięk upadającego drąga na ziemię. Nie spotykając się z nim odkleiła radary, choć dalej miała je cofnięte. Zamiatając z niezadowolenia ogonem wkrótce znowu zarzuciła łbem, jednak posłusznie kontynuowała galop. Dostrzegając, że amazonka prowadzi ją na szereg, nastawiła dociekliwie uszy. Stacjonata była widocznie niższa od poprzedniczek, lecz tym razem Duma nie zamierzała tego zignorować. Niedaleko od samej przeszkody klacz mechanicznie skróciła krok, by dopasować go do względnej wysokości postawionego przed nią wyzwania. Następnie prężnie odbiła się od podłoża. Oczywiście nie ignorowała bezmyślnie pomocy od Halley, wręcz przeciwnie, bo na nich głównie polegała. Skuliła przody, zniżając mocno łeb i zaokrąglając umięśniony grzbiet. Opadła z lekkością i gracją baletnicy, bez potknięcia, miesząc jeszcze skromną foule przed drugim okserem. Niewiele brakowało do tego, by kolejny raz dotknęła drąga, ale na szczęście udało jej się nawet nie musnąć poprzeczki. Była zdeterminowana jak nigdy, wręcz podekscytowana tym wszystkim. Kochała skoki z całego serduszka i nie bez powodu tak radowała się z możliwości ruszenia tyłka właśnie w ten sposób. Dyscyplina ta po prostu sprawiała jej przyjemność, więc śmiało można powiedzieć, że pod tym względem idealnie dobrała się z Amelie.
Po okrążeniu parkuru dziesięciolatka wręcz chętnie weszła w kłus, możliwie nisko nosząc łeb. Zatrzymała się przy budce, a zjechawszy z parkuru w końcu mogła trochę odsapnąć. Odstawiona do stajni zajęła się sobą, zapadając w upragniony sen zimowy <3

zt

Mia - 2016-01-22, 17:34

....W stajni zdążyła pospiesznie zmienić sprzęt Pleasure, dając też okazję napić się klaczy i trochę odsapnąć. Sama w ekspresowym tempie dopiła wcześniej zrobioną kawę, by zaraz wyprowadzić kobyłę na rozprężalnię. Stępowała jeszcze przez chwilę podopieczną, wkrótce przeprowadzając sowitą rozgrzewkę przed samą próbą skokową.

....Słysząc swoje nazwisko z głośników, westchnęła cicho i odruchowo skróciła wodze, chwilę potem prosząc o zakłusowanie i w ten oto sposób wjechała na parkur. Skoki były o tyle "luźniejszą" dyscypliną, by nie musiała dbać o idealne wyprostowanie konia; ostatnio zdecydowanie bardziej preferowała teraz ten nagły przypływ adrenaliny, który wiązał się między innymi z presją czasu. Tym razem jednak nie były to zawody i postanowiła wtórnie iść na jakość, nie szybkość. Zatrzymała parę przy budce sędziowskiej, gdzie wdzięcznie ukłoniła się przed jury. Wyprostowawszy się, w prosty sposób przekazując sygnały do zagalopowania. Okrążyła parkur, pozwalając, aby ruda zapoznała się z ustawionymi przeszkodami. Dopiero nieudolnie zbliżając się do miejsca startu, zwolniła ją do kłusa, by następnie prostopadle ustawić do ustawionych cavaletti. Uprzednio przeszła w półsiad i w ten oto sposób dojechała do pierwszych z koziołków. Wierzyła w Forbidden i wiedziała, że kobyła poradzi sobie z nimi bez większych problemów, więc nawet nie przykładała większej wagi do pomagania jej. Jedynie zamknęła ją w pomocach, chcąc odmówić jej wszystkich szaleństw i uświadomić, że są właśnie oceniane. Bardziej przyłożyła się do kolejnej koperty, która choć niska dalej wymagała włożenia większego czy mniejszego wysiłku. Tak więc skromną łydką poprosiła o oddanie skoku, jednocześnie oddając siedmiolatce stosowną ilość wodzy, by mogła swobodnie wyciągnąć szyję.
....Za udany skok nagrodziła krótko Zakazaną, by łagodnym łukiem minąć szereg i zaatakować stacjonatę o wysokości 80 cm. Pilnowała utrzymania równego, energicznego tempa, ale nie pozwalała również biec na złamanie karku - po prostu wymagała typowo roboczego galopu. Postępowała analogicznie do poprzedniego skoku, poprzez ściśnięcie łydek sugerując odbicie się. Weszła w półsiad, zgrywając się z Pleasure i wypuściła nieco wodzy. I tym razem nie zapomniała nagrodzić kasztanowatej, kreśląc linię w kierunku trzeciej, bliźniaczej do poprzedniej stacjonaty. Wybrała prostszy najazd, chcąc zapewnić parze bezpieczeństwo - wszystko obierało inny obrót spraw, kiedy były to zawody, lecz tym razem dwudziestolatka chciała zaprezentować się z jak najlepszej strony. Wspominając ich uprzedni trening crossowy, zamknęła wierzchowca w klarownym korytarzu z pomocy mającym na celu wybić z rudej głowy ewentualne wyłamania czy powtórkę z rozrywki.
....Założywszy, że i tym razem udało im się pokonać przeszkodę bezproblemowo (albo raczej bez większych problemów), minęła ponownie szereg, wzrokiem już dawno odnajdując okser z numerem cztery. Biorąc pod uwagę wcześniejszą próbę ujeżdżeniową Pleasure nie powinna mieć już takich nakładów energii, ale jeżeli ta dalej próbowała usilnie pędzić, amazonka zwolniła ją nieco. Postarała się naprostować parę prostopadle do przeszkody, by w odległości trzech kroków ponownie usiąść w siodło, aby lepiej ją dopilnować. Łydką zachęciła ją do skoku, samej prawie od razu pochylając się nad jej marchewkową szyją i przesuwając nadgarstki w stronę łba kobyła. Będąc w fazie lotu wysunęła obie nogi do przodu, aby zamortyzować skok i nie klapnąć na grzbiet wierzchowca. Wcześniej jeszcze wyraźnie przestawiła pomoce na prawą stronę, aby na tę również nogę Forbidden wylądowała.
....Skróciwszy delikatnie prawą wodzę, skręciła między stacjonatami, aby pod lekkim kątem zaatakować jedną z nich. Jej wysokość nie była znowu taka potęgująca, więc wierzyła w to, że i tym razem pokonają ją bez zrzutki. Zasada postępowania była łudząco podobna do każdej poprzedniej i następnej - ścisnęła boki konia łydkami, by zaraz zgrabnie przejść w półsiad i podążyć ręką za pyskiem siedmiolatki, aby nie zakłócić jej skoku. Nie zapomniała nagrodzić jej poprzez krótkie "Dobra", ale myślami już kreowała ścieżkę do szeregu. Wykorzystała więcej miejsca, aby zadbać o prosty, bezpieczny najazd. Zamknęła klacz w korytarzu z pomocy, co miało umożliwić bezbłędne pokonanie szeregu. Dodała łydki, by zaraz unieść się z siodła i podążyć za ruchem Zakazanej, zgrywając się z nią w skoku. Zamortyzowała lądowanie na własnych siłach, podkreślając fakt, że między obiema przeszkodami miały zmieścić jeszcze jedną foule galopu. Zadbała odpowiednio o to, aby parabola skoku była jednocześnie daleka, ale wysoka, by gładko przelecieć nad okserem. Wylądowawszy skierowała się w stronę mety, na końcówce pozwalając kasztance zamienić się w wyścigówkę :lol2: Wkrótce jednak zwolniła ją do kłusa, aby przy budce sędziowskiej zatrzymać parę i ukłonić się przed sędziami. Zjechała z parkuru kłusem, pochylając się nad ognistorudą szyją, którą wyklepała i wygłaskała z uczuciem <3

zt

Pleasure - 2016-01-24, 16:36

Całe szczęście najtrudniejsze miały już za sobą; jak już wspominałam, Ruda z ulgą przyjęła fakt, że to już koniec czworobokowych męczarni, dlatego z entuzjazmem kroczyła w stronę stajni. Zaspokoiła pragnienie i po zaledwie kilku minutach odpoczynku, ruszyła z Mią w stronę rozprężalni, mając głęboką nadzieję, że tym razem obejdzie się bez kontrgalopów i ciasnych kół, bo to właśnie było to, czego Tygryski nie lubiły najbardziej i Zakazana pewnie nie omieszkałaby się tego w jakiś mało kulturalny sposób okazać. Na rozgrzewce była spokojna, a przynajmniej do momentu, w którym nie zobaczyła przed sobą przeszkody; zakładam jednak, że Mii udało się wygrać walkę z biorącym nad Rudą górę temperamentem i zapałem, tak, że w ostateczności wjechały na parkur odznakowy już bez żadnych konfliktów. Kobyła uważnym okiem łypała zarówno na przeszkody, jak i na otoczenie - znienawidzoną budkę sędziowską, widownię, etc. Na całe szczęście parkur i Mia absorbowały całą jej uwagę, zatem nie miała czasu na zbyt wiele analiz; czując sygnały do zagalopowania wykonała entuzjastyczny, obszerny skok galopu i, tak jak to miała w zwyczaju, spróbowała narzucić swoje własne tempo. Zakładam, że szybko została upomniana, a jeśli tak się nie stało, to Mia musiała liczyć się z pędzeniem na oślep w stronę najbliższej przeszkody. Jak można się spodziewać, Pleasure bardzo nie przypadł do gustu pomysł z przejściem w niższy chód, dlatego też podczas jego wykonywania zarzuciła wściekle głową, przyklejając uszy do błyszczącej potylicy. Ta ekspresja nie trwała jednak długo, bo na widok cavaletti natychmiast zmieniła nastawienie i wraz z pierwszym drągiem, zaczęła podnosić wszystkie nogi, ułatwiając sobie zachowanie równowagi za pomocą mocnej pracy zadu. Jeszcze bardziej ucieszyła ją możliwość oddania skoku z prawdziwego zdarzenia, dlatego otrzymawszy od Mii sygnał do lotu odbiła się z impetem od ziemi, zostawiając nad niską przeszkodą imponujący zapas i bez najmniejszego kłopotu przelatując na drugą stronę. Minąwszy szereg zastrzygła żywo uszami, a gdy wyrosła przed nią stacjonata stanowiąca nieco większe wyzwanie niż koperta, którą skakały przed chwilą, automatycznie wręcz usiłowała przyspieszyć, starając się wejść w możliwie jak najaktywniejsze tempo. W optymalnym miejscu wybicia oddała wysoki skok, wraz z oddaniem wodzy przez amazonkę wyciągając umięśnioną szyję do przodu i na ułamki sekund tuląc uszy - nie ze złości, a bardziej w wyniku przesadnej koncentracji na innej czynności niż wyłapywanie dźwięków z otoczenia. Wylądowała w równowadze, wraz z pochwałą cofając radary w stronę dziewczyny, niemniej jednak nie tracąc koncentracji koniecznej do poprawnego pokonania kolejnej przeszkody. Podobnie było w wypadku trzeciej przeszkody: Pleasure nie miała najmniejszego problemu z pokonaniem jej i na całe szczęście nigdzie po drodze nie przyszło jej do głowy, żeby odstawić scenę podobną z ostatniego treningu crossowego. Problem nie tkwił bowiem w samych skokach, a w otoczeniu typowym dla crossu - sam fakt obecności drzew, kłód, szumiących liści i innych atrakcji wywierał na rudej presję. Wracając do meritum, po udanym skoku przez bliźniaczą do poprzedniej stacjonatę, minęły szereg, by w - niestety lub stety - narzuconym przez Mię, nieco spokojniejszym tempie skierować się w stronę czwartej przeszkody, mianowicie oksera. Chociaż wnioskując po tym, że miała za sobą wspomnianą próbę ujeżdżeniową, to niestety nie było to po niej zbyt widoczne: wystarczył widok przeszkody, by odzyskała wcześniej spożytkowaną energię. Dlatego też w związku z przytrzymaniem na kilka kroków zagryzła się na kiełźnie, starając się wybronić od jego działania i uniknąć konieczności zwolnienia, ale w ostateczności odpuściła, by oddać bezbłędny skok, podczas którego podkurczyła pod siebie marchewkowe nogi i wyciągnęła szyję by ułatwić sobie lądowanie w równowadze. Zgodnie z sugestią amazonki, wylądowała na prawo i w tą stronę pogalopowała, by wykonać nieco ciaśniejszy zakręt na piątą z kolei stacjonatę. Tak jak podejrzewała właścicielka, Pleasure bez kłopotu sobie z nią poradziła, przelatując nad konstrukcją bez problemu mimo trudniejszego łuku. Podobnie było w wypadku szeregu: znalazłszy się na przeciwko niego, postawiła ochoczo uszyska w jego stronę i nieco uniosła łeb, pewnym krokiem w niego wchodząc. Odbiła się, by z łatwością i lekkością przelecieć nad pierwszym członem, a po wykonaniu jednej foulee galopu między przeszkodami powtórzyła cały proces, by znaleźć się już po drugiej jego stronie. Korzystając z możliwości przyspieszenia poszerzyła swój wykrok, kryjąc przy tym imponującą ilość terenu. Gdy została poproszona o przejście, zaprotestowała, by dopiero po kilku krokach przejść w niższy chód i w ostateczności zatrzymać się przy budce. Kłusując w stronę rozprężalni z radością przyjmowała wszystkie pochwały, nie tylko zadowolona, ale także wreszcie przynajmniej w niewielkim stopniu zmęczona.

/zt.

Eva - 2016-03-10, 16:58

WSTĘP

Skierowała swoje kroki z siwkiem do stajni, tam zmieniła siodło z ujeżdżeniowego na skokowe, dała mu się napić i wrócili na rozprężalnie do skoków. Ponownie drobna rozgrzewka we wszystkich chodach, drągi, koperty i z trzy stacjonaty dla przypomnienia. Długa wodza i oczekiwanie na wezwanie na parkur, na razie szło wszystko po jej myśli.

PRZEJAZD

W końcu nadszedł ich czas, z duszą na ramieniu, odesłała ogiera do kłusa i wjechali na parkur. Kilka półparad mających na celu zwrócenie uwagi konia na nią, lekka ręka, prawidłowy dosiad, miał sugerować mu lekki przód, zaangażowanie zadu, jazdę na przód i aktywne, nie mordercze tempo. Na wstępie pokazała mu przeszkody które mieli pokonywać, krótko kręcąc się wokół nich. W końcu zatrzymała go i ukłoniła się budce sędziowskiej, szybko ponownie łapiąc wodzę w dwie ręce wypchnęła siwensa do kłusa. Pilnując nadal mocnego tempa oraz aktywności zadu, skierowała ogiera na kopertę wraz z trzema drągami. Naprostowanie idealnie na środek przeszkody, lekkie podniesienie głowy konia, co by dokładnie widział, co zaraz nastąpi. Przytrzymanie ręką i dosiadem chęci ewentualnego przyspieszenia, łydka do boku konia przed drągami sugerująca unoszenie nóg nad nimi. Lekko wysunięte nadgarstki do przodu, co miało mu umożliwić wyciągnięcie szyi nad drągami, sama podniosła się do półsiadu. Jednak przed kopertą ponownie w nie usiadła, dokładając łydki do boków konia, unosząc się w siodle, oddając mu wodzę na tyle, by umożliwić mu dobre wyciągnięcie, nad przeszkodą. Lądowanie na prawo co zasugerowała dociśnięciem prawego strzemienia, po wylądowaniu łydka i wypchnięcie do galopu. Przy barierkach kierowali się na drugą przeszkodę, dość mocny zakręt wyjeżdżając na stacjonatę dla pewności. Ponownie naprostowanie konia na nią, praca dosiadem miała wciąż sugerować lekki przód, mocny tył. Kiedy znaleźli się w odpowiednim miejscu do wybicia, łydeczka do boku konia, podążenie za jego pyskiem nadgarstkami, nie powinien mieć żadnych problemów z najazdem oraz skokiem. Gdyż kobieta wspierała go pomocami z każdej możliwej strony, jednocześnie pilnując nimi, by koń się np. nie wyłamał, równo, płynnie galopował. Tym razem lądowanie na lewo i jazda do trójeczki. Ponownie zdecydowała się na obszerniejszy najazd do tej przeszkody, by mieć czas na naprostowanie ogiera. Skupiające półparady miały pomóc im w prawidłowym skoku nad kolejną stacjonatą, w zamkniętych pomocach dojechali do przeszkody. Kiedy poczuła, że ogier wzniósł się w fazę lotu, ponownie oddała mu stosowną ilość wodzy do swobodnego wyciągnięcia się. Po lądowaniu na lewo, nieco przyspieszyła tempa wraz z ogierem, została im jedna przeszkoda i czas to skończyć i udać się na odpoczynek. Przypomnienie o zadzie, kontakt ręki z pyskiem konia i galop w kierunku ściany, gdzie odbili na lewo. Obszerny łuk do czwórki - oksera, utrzymując nadal mocne tempo, lekko wydłużyła krok ogiera, mocne zamknięte pomoce w tak zwanym korytarzu wodza-łydka-dosiad, dojechanie do właściwego miejsca, łydka, półsiad oraz oddanie wodzy. Ostatni skok na czysto - w ogóle parkur na czysto z czego była dumna. Po lądowaniu została w półsiadzie, kierując konisko po wydeptanym śladzie wokół parkuru. Kiedy zbliżali się do mety, wysłała mu krótkie półparady, informując o nadchodzącym zadaniu. Zamknięcie w pomocach, przeniesienie ciężaru na zad i ściągnięcie wodzy, by zwolnić kolejno do kłusa, stępa i zatrzymać się na mecie. Ukłon do komisji i zjechanie na długiej wodzy z parkuru, rozstępowanie i powrót do stajni.

z.t

Anonymous - 2016-03-10, 17:11

Krótka przerwa w stajni dobrze mu zrobiła, mógł trochę odsapnąć i uzupełnić braki wody. Przyssał się do poidła tak, że trudno go było odciągnąć. Po zmianie siodła jednak musiał z powrotem opuścić stajnię, żeby wykazać się na parkurze. Kilka podskoków na rozprężalni i czekał na ciąg dalszy zabawy.


Poderwał pyskiem do góry, gdy nadeszła ich kolej. Na parkur cieszył się bardziej niż na czworobok, przynajmniej sobie poskacze. Kłusem wjechał na teren parkuru, lekkie przody i mocniejsze zaangażowanie zadu sprawiały, że niemal podskakiwał w miejscu z emocji. Musiał się skupić na dziewczynie, ale i też poobserwować przeszkody które będzie miał dzisiaj skakać. Nie wyglądały strasznie, wręcz nie mógł się doczekać, żeby już móc je przeskoczyć. Amazonka starała się go hamować, żeby nie wystrzelił przed siebie. Prawidłowo, bo sześciolatek już prawie galopował w miejscu. Zatrzymał się krótko przed sędziami, po czym ruszył kłusem, mimo szczerej chęci galopu. Nakłusował się na czworoboku, więc energia go roznosiła. Zniżył łeb, kiedy pojawiły się przed nim leżące na ziemi drągi i przeszedł przez nie, unosząc wysoko nogi, żeby przypadkiem któregoś z nich nie puknąć. Zaraz za drągami stała koperta, więc uniósł głowę wyżej i podskoczył, żeby przez nią przeskoczyć. Wylądował na prawo i przeszedł do galopu, nie rozpędzał się bo był pilnowany by tego nie robić, a nie chciał też zrobić sobie i dziewczynie krzywdy jakimś głupstwem. Przejechał blisko barierek i po wyjechaniu zakrętu miał przed sobą drugą przeszkodę - stacjonatę. Wybił się tuż przed nią, odpowiednio wyginając swoje ciało w locie. Lądowanie na lewo i galop do trójki. Obszerniejszy najazd na samą przeszkodę, żeby miał czas na wyprostowanie się przed nią. Ponownie poderwał swoje ciało do góry i podciągnął przody pod siebie, żeby przypadkiem nie strącić żadnego z drągów. Po wylądowaniu przyspieszył swoje tempo, żeby jeszcze szybciej znaleźć się przy ostatniej przeszkodzie. Dojazd do oksera zajął mu mało czasu, szybko się przed nim wyprostował i oddał czysty skok. Dojeżdżając do mety zaczął stopniowo zwalniać, aż w końcu zatrzymał się przed komisją. Parsknął krótko i zszedł z parkuru, kierując się z powrotem do stajni.

zt

Paul - 2016-03-10, 17:18

    Wstęp
    Wpierw pojawił się z ogierem w stajni, dał mu zaczerpnąć kilku łyków wody i zmienił siodło na skokowe. Poklepał gniadosza po szyi, sam się napił i ruszyli na rozprężalnie do skoków. Tam po oprowadzeniu konia wokoło, w końcu dosiadł go i odesłał na ślad. Wpierw luźne rozprężenie koniska, by dopiero po dwóch kółkach wejść na kontakt i zaangażowanie zadu. Ponownie pokręcili sobie dla przypomnienia wężyki, serpentyny, łuki, koła czy przejścia. W każdym z chodów, by rozgrzać się tylko trochę, w końcu nie zdążyli chyba, aż tak ochłonąć po czworoboku. Przeszli kilka razy drągi na obie nogi, skoczyli z 2-3 razy kopertę podobnie jak w przypadku drągów na obie strony i z dwie stacjonaty. Potem luz do momentu, aż wywołają ich na właściwy parkur.

    Przejazd
    W końcu nadeszła ich pora, po wywołaniu na parkur, zebrał konisko na kontakt i zaangażowanie zadu i kłusem wjechali na niego. Obkrążył z koniem parkur dookoła, by się z nim zapoznał. Ostatecznie zatrzymał konisko na starcie, ukłonił się sędzią i po dzwonku wypchnął go do energicznego kłusa. Kłusował z ogierem w półsiadzie, trzymał go zamkniętego w pomocach, jadąc wprost na drągi, na ich środek. Dołożył w odpowiednim miejscu łydkę do jego boków, prosząc o unoszenie nóg nad nimi, wysuwając jednocześnie nadgarstki do przodu, dając mu swobodę wyciągnięcia szyi. Usiadł w siodło tuż za drągami, by ponownie zaraz dołożyć łydkę do jego boków i podnieść się w siodle, gdy ten zaczął unosić się do skoku, wysuwając nadgarstki do przodu. Docisnął także prawe strzemię co by koń na tą nogę wylądował, po dwóch krokach od koperty wypchnął ogiera do galopu, stosując pomoce krzyż-łydka. Po lądowaniu prowadził ogiera blisko barierek, planował dość głęboko wyjechać zakręt, by spokojnie się wyprostować do przeszkody. Pilnował ogiera, jego zaangażowania zadu pracując dosiadem oraz łydkami, tempa tutaj również wspomagając się łydkami, prawidłowej swojej postawy: elastyczna ręka, ściągnięte pięty, proste plecy. Naprostował go do przeszkody, wysyłając krótkie półparady skupiające, na trzy foule przed usiadł w siodło, by ponownie w odpowiednim miejscu dołożyć łydkę, półsiad oraz oddanie wodzy. Lądowanie na lewo, nieco przyspieszył wraz z ogierem. Pozostawał w półsiadzie, by ogier mógł swobodnie wyciągać krok. Ponownie kierunek na ścianę krótką i wyjechanie głębokiego narożnika, by spokojnie się naprostować do trójki. Już przed zakrętem siadł w siodło by go nieco zwolnić, naprostowanie na sam środek przeszkody, dojechanie pod nią, łydka, półsiad oraz oddanie wodzy, lądowanie ponownie na prawo. Ponownie został w półsiadzie i pozwolił ogierowi na dodanie w dystansie, kierunek krótka ściana na której odbili w prawo i wyjechali kolejno narożnik, prostując się do oksera. Przypomniał mu o zaangażowaniu zadu, lekko przytrzymał dosiadem i wodzami, skracając jego krok, by skok był zarówno wysoki jak i długi. Na szczęście i tą, ostatnią przeszkodę udało im pokonać na czysto. Lądowanie na prawo i w półsiadzie galop do mety wzdłuż barierek. Kiedy mógł usiadł w siodło i zaczął zwalniać konia przechylając się w siodle, do kłusa, stępa, a potem do stój. Ukłon do sędziów i zjazd na długiej wodzy, na rozprężalni solidnie rozstępował ogiera, pochwalił i odstawił czystego do boksu.

z.t

G-Dragon - 2016-03-10, 17:19

Kiedy wrócił do stajni od razu przyssał się do poidła, by uzupełnić braki. Parsknął głośno, przy okazji opluwając wszystko dookoła. Trudno. Poczuł chwilową ulgę, gdy z jego grzbietu zniknęło siodło, ale zaraz zostało zastąpione innym. Potrząsnął łbem i poszedł na rozprężalnię do skoków.
Pierw mężczyzna oprowadził go w ręku, więc mógł się zapoznać z terenem, żeby w razie czego nic nowego go nie wystraszyło. Dopiero po tym ponownie poczuł na sobie jego ciężar. Stępem ruszył na ślad, gdzie po wstępnym luźnym rozprężeniu wszedł z nim na kontakt i zaczął wykonywać figury oraz ćwiczenia. Przeszedł przez drągi, skoczył kilka małych przeszkód i był gotowy do wejścia na parkur.


Kiedy nadeszła ich kolej wszedł z mężczyzną na kontakt i zszedł nieco pyskiem w dół. Kłusem wjechał na parkur i okrążył go dookoła, oglądając przeszkody. Nic strasznego, powinien sobie z nimi bez problemu poradzić. Parsknął głośno i przemielił wędzidło w pysku. Zatrzymał się przed sędziami, by po dzwonku ruszyć energicznym kłusem na leżące na ziemi drągi. Zniżył łeb, by mieć na nie lepszy widok i przeszedł przez nie, unosząc wysoko nogi. Za drągami czekała na niego przeszkoda, więc uniósł głowę i uniósł swoje cielsko do skoku. Wylądował po drugiej stronie przeszkody, na prawą nogę. Po kilku krokach ruszył galopem, wręcz wyrywając się do przodu. Teraz mógł poszaleć. Nie za bardzo, żeby się przypadkiem nie zabić na którymś zakręcie. Jadąc blisko barierek, wyjechał dość głęboki zakręt, żeby zdążyć wyprostować się przed kolejną przeszkodą. Angażował odpowiednio swój zad i to z niego ładował całą moc w skok. Odbił się od ziemi i podciągnął przody pod siebie, żeby przypadkiem nie trącić żadnego z drągów. Wylądował na lewą nogę i od razu przyspieszył. Pokierował się na krótką ścianę i głęboko wyjechał narożnik, by móc bez problemów naprostować się przed kolejną przeszkodą. W odpowiednim do tego miejscu wybił się do góry i wyciągnął szyję przed siebie. Wylądował po drugiej stronie bez żadnych wpadek. Pojechał na krótką ścianę, wyjechał narożnik i wyprostował się do oksera. Skrócił krok, by oddać długi i wysoki skok. I tym razem obyło się bez problemów. Wylądował i pogalopował do końca, po czym zaczął zwalniać. Kłus, stęp i stój. Po tym jak facet ukłonił się sędzią zeszli z parkuru.
zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group