To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur trawiasty

Antoinette - 2013-05-19, 21:43

Nie noo, oczywiście biedna Ant zawsze musi mieć pecha. Dziękuję, gej masterze za zapewnienie mi wrażeń.
Trzymała sie, kiedy jednak zadębowął, oberwał po zadzie mocniej, niż wcześniej. Kiedy kopyta dotknęły ziemi, dała mu sygnał do ponownego ruszenia do przodu. O nie nie nie, jeśli znów próbował się podbić, bat w zad i lecim dalej.
Gej masterze, z pieskiem przesadziłeś! :C

Carmargue - 2013-05-19, 21:53

Ogier galopował więc żywo, powoli zaczynając się rozluźniać. Pysk niósł luźno na wysokości kłębu, krnąbrnie przeżuwając wędzidło. Wydawał się być w pełni wyluzowany. Jak już zostało wcześniej wspomniane, niestety nie był. Obecność niemiłosiernie zajadających i robiących innych naturalnych rzeczy psów, bardzo go rozproszyła. Uniósł wysoko łeb, ukazując białka w oczach i odskoczył momentalnie na bok, chcąc w jakiś sposób odejść od dziwnych drapieżników. Z racji iż sygnały wydawane przez Reese nie były przez gniadego ignorowane, koń wkroczył na ślad przez nią wyznaczony. Wiązało się to oczywiście ze znalezieniem się na trasie przeszkody. Carmar pozostawał nadal nieco rozproszony przez beagle, więc nie od końca dane mu było patrzeć przed siebie. Galopował więc bardzo sztywno, głowę niosąc w chmurach. Zbliżali się do krzyżaka. Pięć metrów, cztery metry, trzy, dwa, jeden i w pewnym momencie, po placu rozległ się niesamowity łomot. Koń nie zauważając przeszkody, wpadł w nią. Przefiknął się przez łeb, dziewczynę gubiąc najprawdopodobniej gdzieś przed sobą i opał twardo na plecy, wydając przy tym dziwaczny stęk.
Champagne - 2013-05-19, 22:01

Kiedy więc taki problem jak psy... Odpadł de facto, gdyż jeden jebnął w deskę, drugi zaś teraz oddalił się gwałcąc co popadnie; zajął się tym co teraz chciała dziewczyna. Czyli ślepo galopował przed siebie, ciekawe kiedy wyrżną orła na tej trawie, na szczęście młody, jako tako równowagę miał. Gorzej, gdy po prostu naciągnie sobie ścięgno, wtedy będzie po ptokach. Czując jak przy każdym bryku dostaje po dupie, tulił mimowolnie uszy, robiąc to coraz rzadziej. Natomiast kontaktu z nim na pysku nie miała wcale, w końcu zaryjony wyciągnął pysk przed siebie i leciał tym jakże mocnym galopem.
Mistrz Gry - 2013-05-19, 22:01

Dobra, skoro tak przesadziłam, to zapewniam, że suczce to tylko raczej wyszło na dobre, bo podkuliła ogon, zmądrzała i dalej nieco chwiejnie uciekła z parkuru. właścicielka porwała ją na ręce, sprawdzając czy przeżyła. Krzyknęła przeprosiny do Antki, a jej towarzysz w tym samym czasie zawołał syna suczki, młodego beagle'a. I tak ten, szybko się już zwinęli, bo gej master musi lecieć.
Co tam. Sypnę Antce 10 funtów za zadośćuczynienia i nagrody za niespadanie. A Szampanik niech sobie wpisze ze 3 punkty do szybkości, za te galopy dzikie, a co! :lol2:

Aurelie - 2013-05-19, 22:29

Jebła gdzieś na bok , wykonując niesamowity lot , i wygięcie :lol2: . Musieli te cholerne psy zabierać :x x3.Chwilkę leżała , bo chyba sobie wybiła bark czy coś ,biedna .Jednak jakoś się pozbierała , wstając i ruszając jak najszybciej do Kalmarka. Mistrzu gdzie moje odszkodowanie ?! :lol2: .Samej dziewczynie urwał się film więc nie ujrzała gleby ogiera.Gdy wstał ,złapała za wodzę, na jej twarzy widniały przekrzywione usta.No cóż , raczej nie będzie z nim kontynuować jazdy więc zrobiła z nim w ręku kilka kółek po czym poluźniła popręg i jeszcze tak sobie pochodzili z 5 minut, a R. sprawdziła czy mu coś dolega.
Carmargue - 2013-05-19, 22:55

Ogier oszołomiony całą sytuacją, podniósł się szybko z gleby, rozglądając się po parkurze. Jeszcze nikt nigdy z niego nie spadł, mało tego ! Kalmar jeszcze nigdy się nie wywalił, a szczególnie w taki sposób. Obydwa drągi z których zbudowany był krzyżak złamały się na pół. Gniady nie ruszał się z miejsca. Na przednich nogach były widoczne nacięcia, z których mozolnie sączyła się krew. Było to najwyraźniej sprawką owych kołków, które niestety straciły życie przez dwa psychopatyczne beagle.
Kiedy dziewczyna do niego podeszła i kazała mu iść, koń pomachał złowieszczo głową, nie do końca chcąc ruszyć się z miejsca. Stwierdziwszy ostatecznie że nie pozwoli się pokonać dla okropnych, paskudnych psów, ruszył za Reese do przodu, niemalże się o nią opierając. W sumie poza owymi rysami na nogach nic mu nie było. Co prawda dwie największe powinny zostać zszyte, ale ogier mimo wszystko okropnie dramatyzował.

Antoinette - 2013-05-21, 18:58

Próbowała go znów skręcać, jeżeli znów wyciągał łeb, tak skróciła wodze, że trzymała ręce prawie przy jego pysku. Odchylała się i siadała głębiej w siodle, żeby po prostu nie było mu wygodnie galopować, chociaż równie dobrze mógł ją katapultować. Raz się żyje w sumie, chodź Ant miała wątpliwości, czy po tej jeździe będzie wciąż żywa :lol:
Vivance Roscoe - 2013-05-23, 16:01

Cytat:
Po przejściu do stępa krótka pochwała, klepanko po szyi itp. Wodza jednak pozostała na kontakcie, a tempo aktywne z pełnym zaangażowaniem mięśni. Dwie, czy trzy minutki stępa i wypchnięcie do kłusa. Kilka okrążeń w tymże chodzie, zmiana kierunku przez parcour poprzedzona półparadą i znów kilka okrążeń w kłusie na rozruszanie. Następnie w zakręcie dziewczyna wypchnęła klacz do galopu, przesuwając zewnętrzną nogę lekko za popręg, wewnętrzną na i oczywiście wypchnięcie biodrami. Jeśli Vivance pozostała w kłusie, Kate wzmocniła pomoce, choć wątpię, aby skarogniada nagle przestała się angażować. ;> Trzy kółeczka w galopie, po czym przejście do kłusa, zmiana kierunku i jadąc w drugą stronę również zagalopowanie w zakręcie. W tą stronę cztery kółka galopu, po czym naprowadzenie na pierwszą przeszkodę. Przed dziewczynami "wyrósł" krzyżak o wysokości 70cm. Nieco wyższy niż poprzednio, ale jak już pisałam na dziś przygotowane trudniejsze przeszkody. Damy radę. <3
Najazd prosty, przed przeszkodą zamknięcie w pomocach, w miejscu odbicia mocniejsza łydka i półsiad. W razie potrzeby oddanie wodzy i w końcu lądowanie, moment przed którym Kate usiadła miękko w siodło i następnie nakierowała klacz na ślad.


Pozostała na kontakcie, a tempo było odpowiednie, aby dobrze zangażować dużą cześć jej mięsni. Poruszała się w tym chodzie przez dwie, czy trzy minuty. Potem? Została wypchnięta do kłusa, do którego przeszła elastycznie. Zmieniła potem w międzyczasie, kiedy nadszedł ten czas, kierunek przez parkur. Następnie znowu przekłusowała parę okrążeń. W zakręcie Vivance płynnie wyskoczyła do galopu. Tempo miała odpowiednie, dobrze osadzone na zadzie. Parsknęła głośno przy tym i strzeliła swoim puszystym ogonem. Przegalopowała tak trzy okrążenia, potem przeszła do kłusa i zmieniła kierunek. W następnym narożniku przeszła do galopu raz jeszcze. Bez problemowo, bez utraty równowagi. A chyba o to głównie chodzi. Aby było sprawnie i bez utraty harmonii motoryki ruchu. Po kilku następnych kółkach, wyrósł przed nią krzyżak. Jakby nigdy nic, wraz ze swoim zaangażowaniem klacz wybiła się w odpowiednim miejscu. A kiedy się już wybiła złożyła się odpowiednio do skoku. Nogi pod siebie, szyja do przodu, dobrze balansując ciałem w powietrzu. Potem grawitacja ściągnęła ją na ziemie, lądując miękko na pęcinach.

Kate - 2013-05-23, 16:56

Po lądowaniu poklepała klacz już na śladzie. Następnie pokonała w galopie około pół okrążenia, które przeznaczyła na ewentualne wyregulowanie tempa. Jeśli klacz wyrwała po skoku - przytrzymanie dosiadem i zamknięcie w pomocach, jeśli zaś tempo było zbyt wolne, zadziałała łydka. Po chwili dziewczyna nakierowała skarogniadą na okser o wysokości 95cm. Nieco wyższy, ale Kate była pełna nadziei, że talent Vivance nie kończy się na 80 centymetrach. Była tego niemal pewna, ale koń zawsze może odmówić skoku. Wracając do treningu; przed przeszkodą prostopadły najazd i zamknięcie w pomocach. Dziewczyna pomogła także skarogniadej w ocenie miejsca do odskoku. W nim dała holsztynce mocniejszą łydkę i uniosła się do półsiadu. Jej ciało powędrowało za ruchem konia, a kontakt był elastyczny. Wodzy zostało oddane tyle, ile trzeba. Zaraz przed lądowaniem Kate miękko usiadła w siodło i zaraz po tym, jak wszystkie kończyny klaczy dotknęły podłoża skręciła w lewo. Jeśli była potrzeba zmiany nogi, dziewczyna przy pierwszej okazji wykonała lotną zmianę nogi w galopie, a następnie znów skręciła lekko w lewo, aby stawić czoła kolejnej przeszkodzie. Zielono-biały okser, o wysokości metra "wyrósł" przed dziewczynami.
Najad prostopadły, zamknięcie w pomocach, łydka, półsiad, oddanie wodzy, aż w końcu lądowanie. Następnie powrót na moment na ślad. Po jednym okrążeniu Kate naprowadziła Vivance na kolejną przeszkodę. Przed parą pojawiła się stacjonata o wysokości 1,1m. Znów prostopadły, aktywny, acz o prawidłowym tempie najazd, zamknięcie w pomocach, łydka i skok. Dziewczyna pomogła w ocenie miejsca do odbicia, a podczas fazy lotu podążała za ruchem konia i oddała trochę wodzy. Chwilkę przed lądowaniem miękko usiadła w siodło i powrót na ślad. Jeśli drągi zostały strącone powtórzenie skoku, jeśli nie kółeczko galopu i przejście do kłusa. Nie będziemy przemęczać się przed zawodami. <3 Dwa kółka kłusa, zmiana kierunku, również dwa kółka, po czym przejście do stępa.
Po dziesięciu minutach stępa wodza została stopniowo poluzowana, popręg także, a po tym zmiana kierunku. Na drugą stronę też 10 minut stępa, po czym klepanie, pochwały itp. oraz zejście z konia, zdjęcie wodzy z szyi, jeszcze trochę pochwał i około 10 minutowe stępowanie w ręku. Czasu sporo, można pochodzić. Stępik na prawdę spokojny, bez żadnego gonienia. Po nim Kate wyprowadziła klacz do stajni. <3
zt/
//Wybacz, że wszystko w jednym poście, ale chciałabym już skończyć, bo zawody będą. :lol:

Vivance Roscoe - 2013-05-24, 14:21

Będąc już na śladzie poczuła delikatnie klepanie na jej szyjce. Po połowie okrążenia klacz uspokoiła swoje tempo, parskając przy tym. Ponieważ po skoku zdecydowanie za mocno dodała, więc tempo było całkiem, że tak powiem mordercze. Nie można być ciągle idealnym, prawda? Aż wreszcie została naprowadzona na okser, przy którym mocniej się odbiła od ziemi, aby mieć mocniejszą siłę, aby posłać siebie w powietrze. Dzięki temu mogła się dobrze wyciągnąć nad szerszą przeszkodą. Złożyła się przy tym oczywiście nienagannie. Jeśli pytasz o jej talent, to jej rekord to bodajże 160cm. Więcej na niej nie skakano. Jeszcze! Kto powiedział, że nie może wyżej? Po lądowaniu, w międzyczasie zrobiła lotną zmianę nogi i już kierowała się na lewo, gdzie przed nią wyrosła kolejna przeszkoda. Najechała prostopadle, o dobrym miarowym tempie. Łypnęła na owy biało-zielony okser, po czym wybiła się gładko. Rozciągnęła się lekko nad przeszkodą, jednak był to poprawny skok ekonomiczny. Czasem nie warto tracić, aż nadto swej energii, prawda? Po tym jak grawitacja zrobiła znowu swoje, przegalopowała jedno okrążenie, a potem najechała na sam środek stacjonaty. Była wyższa niż na początku, co ją nad wyraz ucieszyło. Odbiła się w optymalnym miejscu, podciągneła przody mocno pod mostek, tylne zaś zgięła. W powietrzu strzeliła ogonem, kiedy wyciągała pysk ku przodowi. Nogi jej sprawnie przeleciały nad drągami, co spowodowało, że po skoku trochę przegalopowała i przeszła do kłusa, a jak. Na jej szyi pojawiły się plamy potu, jak i rozbudowana sieć żyłek. Dwa kółka kłusa, zmiana kierunku, również potem dwa kółka, po czym przejście do stępa. Wykonała to, bo musiała, czyż nie? Wyciągnęła pysk do przodu, z racji, że poczuła luz. Bujała sobie głową swobodnie, odpoczywając. Kiedy już odpoczęła i tak dalej i tak dalej. Wyszła wraz z dziewczyną. /zt
Antoinette - 2013-05-25, 18:32

Z racji faktu, że ogier nie odpisuje, rozstępowała go i wyszli do stajni.
ZT

Champagne - 2013-05-25, 20:21

Cóż, jako, że ktoś jest niecierpliwy... Jakoś wyszli.

{zt}

Robert - 2013-05-30, 22:31

Weszli z Orchidem. No chłopie, oficjalny trening przed zawodami! Spisz się ładnie, coby potem przejazd był czyściutki.
Żwawy stęp na długiej wodzy i wjazd na pierwszy ślad. Robert poprosił stajennego, aby poobniżał mu kilka przeszkód, a właściwie to dwanaście. Na początku popracują trochę na drążkach, a potem dopiero rozgrzeją się na paru małych stacjonatkach i kopertach. W końcu trzeba wejść w ten stały trening i pracować hardo, aby zacząć wygrywać! No, może niedługo jakieś krycie? ;> Jak rudas się okaże naprawdę zdolnym.
Czyli stępem, dwa pełne okrążenia dookoła parcouru, zmiana kierunku przez przekątną. Robert pilnował ogiera w narożnikach, coby ten nie ścinał i zaczął naprowadzać go na wolty oraz wężyki. Kręcili się też dużo między kolorowymi przeszkodami, aby młody mógł je sobie pooglądać.
Dopiero po porządnym występowaniu, chłopak powoli zaczął nabierać wodze. Zatrzymał Orchida i podpiął popręg. Na napiętej wodzy zaczął delikatnie bawić się wędzidełkiem, pomagając sobie łydkami oraz dosiadem. Kilka zatrzymań i dopiero wtedy wypchnięcie do kłusa.

Orchid of Rohan - 2013-05-30, 23:44

Dwanaście ... :lol2:
Czysty przejazd to jedno, na MMK wypada się jeszcze ładnie zaprezentować, pana to też dotyczy, panie Hartnett!
Wszedł na parkur żywym krokiem, z początku idąc nieźle wyryjonym i zainteresowanym całym otoczeniem. Dawno nie miał styczności ze skokami, także naturalnie mu się pozapominało, łącznie z podnoszeniem nóg. Będzie ciekawie, gwarantuję!
Wygrać kiedyś wygramy, a co do krycia.. nawet jak nie będzie super zdolny, to zawsze będzie ładny, z dobrymi genami i w ogóle ;>. Przez te pierwsze, początkowe okrążenia nie zmieniał swojego zachowania. Nie ścinał jednak narożników ani nie robił żadnych rażących błędów póki co. Z czasem, gdy Robert zaczął wymagać od niego poruszania się po woltach i innego rodzaju wygięciach, zaczął się na nim koncentrować ciut bardziej, zszedł nieco do dołu, tracąc zainteresowanie okolicą. Póki co był trochę sztywny i nieco wpadał do środka. Przeszkody jak na razie nie interesowały go za specjalnie, choć tym dziwniejszym przyjrzał się dłużej, niż pozostałym. Po ściągnięciu wodzy, zatrzymał się na chwilę by jeździec mógł dopiąć popręg, a potem powrócił do stępowania, powoli łapiąc kontakt i wchodząc w ustawienie. Nie od razu co prawda, ale wyraził chęć współpracy, idąc energicznie od zadu lekko zaokrąglił szyję i bawił się wędzidłem, choć czasami jeszcze podrzucił sobie łebkiem, albo pociągnął nim do dołu <3 Na sygnały do zatrzymania odpowiadał od razu, choć najczęściej zatrzymywał się jak krówsko, nic nie przychodzi samo z siebie! Równie chętnie odpowiadał na sygnały do ruszenia, reakcję na łydki miał całkiem w porządku. W oczekiwanym momencie, przeszedł do kłusa.

Robert - 2013-06-01, 13:55

No się wie ! :lol2: Robi zawsze elegancki na zawodach :lol2:
Leniuchowanie się skończyło panie Rohan! A nogi proszę podnosić i szanować drągi jak na dziedzica takich genów przystało ; >
Kiedy ogier pociągał łbem w dół, albo niespodziewanie podrzucał w nim górę, chłopak dawał mu mocniejszą łydkę i przytrzymał zaraz po tym. Jeżeli ów dziwny nawyk się powtarzał, Robert dorzucił bacika w łopatkę, a co!
Wyjeżdżając z wolt na pierwszy ślad, chłopak dodał rudego na długiej ścianie, trzymając nadal równy kontakt. Przed narożnikiem półparada i przytrzymanie, aby ten się skrócił. Ćwiczyli zmiany tempa, coby Orchid się uelastycznił, poprawił wrażliwość na pomoce jeźdźca, oraz przyszedł łagodnie do ręki. Ćwiczenie na obydwie strony poprzez zmianę kierunku przez półwoltę. Po wszystkim Rob poklepał ogiera po zaokrąglonej szyi i usiadł w siodełko, odchylając się do tyłu, aby go zatrzymać. Jeżeli się udało, znowu pochwała. Jeżeli nie, bądź coś mu nie pasowało, znów ruszyli kłusem i zatrzymanie. Oddanie wodzy i żucie z ręki w dole na minimalnym kontakcie. Po jednym okrążeniu w takim ustawieniu Hartnett nabrał wodze z powrotem i od razu zakłusowanie. Siedział w siodle, czyli kłus ćwiczebny. Ręka spokojna i łagodna dla pyska, łydka aktywna, zamykająca konia. Wjechali sobie na duże koło, aby poprawić wygięcie i wykonać ćwiczenie bez wypadania łopatkami! Na dwie strony, po czym wyjeżdżając na prostą zagalopowanie na lewą nogę.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group