Anonymous - 2013-06-28, 23:59 Siwy był delikatny na pysku, dlatego nie przeciągał się przez wędzidło, ani się nie wieszał. Reagował poprawnie na przytrzymania i zwalniał. Jednak jako, że był koniem dynamicznym i czułym na łydkę, przyspieszał po pewnym czasie i Jacob ponownie musiał przytrzymać Diabełka.
Ogier poruszał się już nieco pewniej po czworoboku, dokładnie wyjeżdżając narożniki, przy których czasem zdarzyło mu się wygiąć na zewnątrz i zafugotać chrapami na tak straszne rzeczy, na które musiał łypnąć białkami. Czując jednak aktywizującą łydkę i pilnującą rękę, po chwili odpuszczał i zaczynał skupiać się na pracy, choć otoczenie równie było interesujące
Zmienił kierunek przez przekątną i zaczął wjeżdżać na wolty i wszelkie figury, które wychodziły mu już o niebo lepiej. Zad zrobił się okrągły, aktywny, a siła nośna wychodziła właśnie do niego, przechodząc do pyszczka konia. Potylica znajdowała się w najwyższym punkcie, acz czasem została nieznacznie przeciągnięta w dół, kiedy to Diablo próbował wyciągnąć wodze z dłoni mężczyzny. Dojechany łydką, wracał do poprzedniego ustawienia, kierując się na duże koło po połowie ujeżdżalni. Skierował uszy do tyłu na jeźdźca, krocząc żwawo do przodu. Skupiał się na mężczyźnie, jednak na wszelkie szelesty reagował podniesieniem głowy i lekkim rozsypaniem się w postaci przyspieszenia i ścięcia koła.Lysander - 2013-06-29, 16:39
Dean Smith napisał/a:
Dobra, załóżmy, że odpuścił. Chwilę tak stępowali stepem swobodnym, żeby to dojść do litery E a tam zakłusować i po przebyciu aż do litery A skręcić Lysanderem do środka, na literę C i od razu pomocami nakazał mu truchtać kłusem wyciągniętym. a następnie w lewo i pasaż.
Mielił wędzidło w pysku, oczywiście ignorując rozkazy chłopaka na zakłusowanie. Dopiero przy literce A zakłusował jako tako, nawet łaskawie krok wyciągnął. Niech zna jego łaskę, o. Zamiast w lewo ciągnął w prawo i tam przeszedł sobie do stępa. Jako, że nie chcę innym utrudniać innym rozgrywki, a musiałam coś napisać to sobie tam potrenowali, a potem wybyli do stajni, o.
z.tJacob - 2013-06-29, 20:44 Za każde rozproszenie konia Jacob reagował cichym skarceniem go głosem, gdyż po paru razach po prostu nie wytrzymał. Jak można bać się lekkiego szelestu, gdy skacze się przeszkody kolorowe i bardziej straszne. Nie zniechęcał się tym jednak mając nadzieję, że emocje na zawodach będą na tyle silne, że tam ogier nie będzie zwracał uwagi na równie błahe sprawy.
Gdy stwierdził, że koń jest dobrze rozgrzany usiadł w siodło wypychając go do galopu. Parę kółek w półsiadzie po czym w pełnym w obydwie strony. Zmienił kierunek przez przekątną, próbując wykonać na środku placu lotną zmianę nogi. Dał ku temu bardzo wyraźne i mocne pomoce, ponieważ nie wiedział, czy ogier wykonuje je prawie 'sam' czy w ogóle ich nie potrafi . Po rozgalopowaniu wstępnym usiadł mocniej w siodło i zaczął skracać galop ogiera, nie tracąc jednak na tempie na krótkich ścianach czworoboku a następnie na długich próbował dodań, nie pozwalając ogierowi zbytnio się rozbestwiać przy tym ćwiczeniu. Gdy po paru próbach spodobało mu się to, jak ogier odpowiadał na pomoce pochwalił go głosem i zwolnił do stępa. Wykonał jedynie dwa koła [po jednym na stronę] w stępie, by dać Don'owi lekko odsapnąć, po czym półparadą znów skupił go bardziej na sobie i zaczął próbować przejścia stęp-kłus kłus-stęp stęp-galop galop-kłus galop-stęp stęp-stój-stęp . Wszystkie te przejścia wykonywał dając ogierowi jasne znaki do tego, jakiego chodu aktualnie wymaga. Pilnował by szedł on na kontakcie i by odpowiadał na jego sygnały jak najszybciej. Po zakończeniu wszystkich poklepał go delikatnie po szyi, odpuszczając na chwilę wodzę i dając mu wyciągnąć szyję przed przejazdem konkursowym.Insostenible - 2013-06-30, 10:40 Wkrótce usłyszała zarówno imię swej właścicielki jak swe miano więc skierowała szybko swe uszy w stronę organizatorów , zaraz zbierając się do kupy i przechodząc do wyższego chodu , łypiąc nerwowo wzrokiem po czworoboku ,na który po chwili wjechała. Szastała ogonem na boki , podczas gdy wykonywała pełne okrążenia dookoła piaszczystej „areny”.
Przejazd
Zmierzyła jeszcze ów parę, która wyjeżdżała z czworoboku po czym zebrała się , mocniej podstawiając zad pod kłodę , sprężycie poruszając się po sypkim podłożu .Nie traciła tępa , stawiając mniejsze lecz efektowniejsze kroki. Szła po linii prostej , skupiając się na pomocach Jess po półparadzie , chwile później zatrzymując się i równomiernie obciążając cztery kończyny , przednie stawiając równo. Zgryzła jeszcze wędzidło , marszcząc chrapy i kuląc uszy po półparadzie ,jednak będąc w gotowości do dalszej pracy. Ruszyła po raz kolejny kłusem zebranym , kontynuując na linii prostej , będąc prawie u jej końcu ustawiając się na prawo , wkrótce wjeżdżając w zakręt w ów stronę , wyginając się prawidłowo i wpisując się w łuk ,po którym się właśnie poruszała. Oczywiście nie traciła tempa ,nie gasnąc i dalszym ciągu będąc w tym samym ustawieniu. W połowie krótkiej ściany znów wjechała na zakręt , wykonując go podręcznikowo , czyli nawet lepiej niż poprzednio. Przed R wygięła bez problemu łeb w prawo ,wcześniej jeszcze kierując uszy w stronę dziewczyny , skupiając się na niej .Wjechała na woltę o średnicy dziesięciu metrów , starając się jak najlepiej wpisać się w koło, więc sprawnie poradziła sobie z nią i można było zauważyć ,że siwa dobrze czuła się przy różnych zgięciach .Dodatkowo praca dosiadem jej właścicielki nie pozwalała jej na nie dociągnięcia, więc nawet mogli zająć miejsce na podium ale wracajmy. Po powrocie do R wykonała łopatkę do wewnątrz , idąc po trzech śladach , nie wyprzedzając zadem jak i wykonując ów ćwiczenie prawidłowo i bez problemu. W literce P wyprostowała się i parsknęła głucho, wyjeżdżając znów ładnie kolejny narożnik , nie wypadając z zebrania. Weszła na przekątną , przechodząc do kł. pośredniego , aktywnie idąc na przód , nie wykonując „slalomu” lecz poruszając się znów na linii prostej , zbliżając się do kolejnej ściany ustawiła się jeszcze w lewą stronę .Ograniczona skróciła krok , jednak nie przechodząc do stępa za sprawą pracy dosiadu Jess.Jessie - 2013-06-30, 10:55 Utrzymując klacz w zebraniu przez całą długość krótkiej ściany oraz kilka metrów długiej, przy czym nie zaniedbała prawidłowego wyjechania narożnika, w literce S skierowała ją na woltę o średnicy dziesięciu metrów, poprzedzając to półparadą. Podobnie jak przy wolcie wykonanej na równoległej ścianie, postarała się o możliwie najdokładniejszy rysunek figury, w czym nieocenioną pomocą była prawidłowa praca dosiadu; nie pochylając się nie wypadała ze środka ciężkości, przez co nie zakłócała równowagi Insostenible. Odpowiednio ustawionymi łydkami nakierowywała klacz, jednocześnie odpowiadając za prawidłowość wygięcia. Zewnętrzna wodza subtelnie ograniczała i kontrolowała zgięcie w szyi, zaś wewnętrzna delikatnie nadawała kierunek, w którym teraz się poruszały. Wychodząc z wolty na ścianę, nie wyprostowała Insostenible, pozostawiając ją w wygięciu, by łatwiej, a może i płynniej przejść do następnego elementu czworoboku, czyli łopatki do wewnątrz, od literki S do literki V. Postąpiła analogicznie do poprzedniego razu, czego przepisywać nie będę - wystarczy spojrzeć do poprzedniego postu, ze zwróceniem uwagi, że pomoce zostały odpowiednio przestawione. Przez cały ten czas przykładała całkiem sporo uwagi do zachowania rytmiczności i energii, co niewątpliwie podnosiło noty. W V wyprostowała hanowerkę na ścianie, w myślach przygotowując się już do zmiany kierunku przez przekątną. Póki co jednak wciąż poruszały się kłusem zebranym, a zawodniczka nie rozglądała się na boki - wzrok miała utkwiony stricte przed sobą, jakby chciała nim wskazać kierunek samej Insostenible, co w pewnym stopniu przecież tak działało. W literce F wprowadziła ją na przekątną, już w narożniku kumulując w koniu energię, by uzyskać efektowne, wyraziste przejście z kłusa zebranego do kłusa pośredniego. Zaktywizowała mocniej zad hanowerki, a także zwiększyła zebranie, by na linii prostej pozwolić już na wyzwolenie zebranej energii i płynnie podążyć za ruchem klaczy, a nie zostać w "tyle" i przeszkodzić jej w ukazaniu walorów ruchu. W harmonii poruszały się po linii prostej, by następnie z powrotem wejść na ścianę, po uprzednim dokładnym wyjechaniu narożnika. Po zebraniu kłusa, w połowie krótkiej ściany zatrzymała klacz, poprzedzając pełną paradę paroma półparadami; w głównej mierze działał tutaj dosiad, od którego zatrzymała Insostenible równo. Po pięciu sekundach przytrzymała ją w pysku i działaniem dosiadu oraz łydek nakłoniła do zrobienia paru kroków w tył, dosłownie trzech albo czterech, by bezpośrednio po nich umożliwić ruch do przodu, otwierając rękę i dając łydkę. Tym razem ruszenie stępem pośrednim. W najbliższym narożniku wejście na przekątną, gdzie zachęciła ruchem nadgarstka do podążenia za ręką i zejścia w dół; innymi słowy po wspomnianej linii prostej poruszały się w stępie swobodnym, na długiej wodzy, kontrolowała ją jedynie dosiadem. Wchodząc na krótką ścianę, ponownie nabrała wodze zachęcając do wejścia w poprzednie ustawienie. Po wyprostowaniu półparada, zebranie stępa, kolejna półparada poprzedzająca zagalopowanie i pomoce do zagalopowania idealnie na środku krótkiej ściany. Wewnętrzna łydka lekko za popręg, zewnętrzna nieco przed, aktywne wypchnięcie z bioder, lekkie oddanie ręki na pierwszy "skok" galopu, by przejście wypadło możliwie najpłynniej. Bezpośrednio po zagalopowaniu, dobiciu do długiej ściany, rozpoczęła serpentynę o trzech łukach, ciągnącą się przez całą długość czworoboku. W tej chwili wyszło na jaw to, że opłacało się "katować" na treningu kontrgalopy; bo to właśnie w nim poruszały się przez większość tego elementu. Pilnując, by Insostenible samoczynnie nie zmieniła nogi w galopie, w pełnym siadzie prowadziła ją po łukach w zebranym, dynamicznym galopie. Każdy z brzuszków starała się wykonać starannie, odpowiednio wyginając kobyłkę raz w prawą stronę, raz w lewą. Kończąc serpentynę w połowie krótkiej, przeciwległej ściany, od razu wprowadziła Insostenible na woltę o średnicy dziesięciu metrów w lewą stronę. Oczywiście zadziałała tu jak za każdym razem, gdy wykonywała ową figurę, czego już nie będę przytaczać po raz trzeci. Kończąc woltę, parę kroków galopu utrzymała jeszcze klacz w zebraniu, w narożniku ponownie kumulując w niej energię poprzez działanie dosiadu i mocniejsze zebranie, by na długiej ścianie "uwolnić" ją i pozwolić klaczy na efektowne przejście do galopu pośredniego, przez całą długość długiej ściany. W literce K natomiast ponownie ją zebrała, co również opisywałam wcześniej. Wyjeżdżając dokładnie oba narożniki, weszły na przekątną zaczynającą się w F. Chwilę przed punktem X, czyli środkiem czworoboku, dała jej półparadę, przygotowując do przejścia do niższego chodu. Idealnie w samym środku przytrzymała ją do kłusa, by po chwili ponownie zagalopować, na właściwą nogę, w tym przypadku prawą. Zagalopowanie poprzedziła kolejną półparadą oraz wzmocniła czytelnymi dla siwej pomocami. Dochodząc do ściany, porządnie wyjechały zakręt w prawo, by w połowie krótkiej ściany rozpocząć serpentynę o trzech łukach, na całej długości czworoboku. Działanie było jednakowe co poprzedniego razu, całość elementu opierała się głównie na wyćwiczonym już kontrgalopie, a także na sporym skupieniu - musiała przecież podzielić czworobok tak, by poszczególne łuki wyglądały na bardzo podobne, jeśli nie jednakowe, co wcale nie jest takim prostym zadaniem. Kończąc ostatni łuk serpentyny, w literce A od razu wykonały woltę o średnicy dziesięciu metrów, co już takie skomplikowane do wymierzenia nie było. Kończąc woltę, od razu przygotowała Insostenible do przejścia do galopu pośredniego na długiej ścianie, w ten sam sposób co zawsze. Niemal u samego końca ściany bardziej obciążyła klacz dosiadem, półparadą przygotowując ją do ponownego, sprawnego zebrania galopu. W połowie krótkiej ściany wejście na woltę, o połowę większą niż dotychczas, a więc łatwiej było zapanować nad jej kształtem oraz wielkością. Przecinając punkt biegnący przez połowę czworoboku, oddała Insostenible wewnętrzną wodzę na cztery foule, utrzymując kontakt na zewnętrznej wodzy. Nie zakłóciło to szczególnie przebiegu przejazdu, do końca upilnowała zachowania prawidłowego kształtu koła operując łydkami oraz dosiadem. Wracając na ścianę, przed literką M półparada, po której nastąpiło przejście do niższego chodu, wciąż zebranego. Zbliżając się do końca przejazdu, w połowie długiej ściany, czyli w literce B skręt w prawo, oczywiście nie dopuściła do brzydkiego ścięcia go. W X kolejny zakręt, równie staranny i oczywiście w prawą stronę. Półparadą przygotowała Insostenible do zatrzymania się już niebawem, bo w literce G, gdzie nastąpiła pełna parada, zdecydowane obciążenie zadu i zamknięcie. Chwila nieruchomości, po której ukłoniła się sędziom, a następnie łydka do stępa i opuszczenie czworoboku w literce A na długiej wodzy.
Na rozprężalni oczywiście rozstępowała należycie klacz, a potem wyprowadziła ją do stajni. /zt
/ztInsostenible - 2013-06-30, 10:58 Wzdłuż krótkiej ściany i kawałka długiej dalej trwała w zebraniu , sprężycie odbijając się od podłoża i dodatkowo jeszcze mocniej podchodząc zadem pod kłodę .Mieliła aktywnie metal , przez co zdążyła już się uwalić na piersi , widać było że odpuściła w potylicy ,która stała się w tym momencie najwyższym punktem . Oczywiście książkowo wyjechała narożnik , wyginając się sprawnie i tym samym nie zapobiegając wypadaniu czy też wpadaniu zadu czy też łopatki. Przy literce S odbiła na woltę , tutaj także chętnie pracując i z dokładnością wpisując się w koło , nie tracąc przy tym tępa .Powróciła do wcześniejszej literki , pozostając w zgięciu co by za chwile zrobić łopatkę do wewnątrz , znów idąc po trzech śladach , nie zginając przesadnie szyi i nie tracąc rytu ani tempa . Wyprostowała się dopiero przy V , dodatkowo parskając przeciągle i przez chwilę próbując skubnąć się w pierś , przez co zawiesiła się na wędzidle, na szczęście szybko powracając łbem na swoje miejsce i znów skupiając się na właścicielce i jej pomocach . Skręciła na przekątną przy punkcie F , w narożniku uaktywniając mocniej zad i także zbierając się efektowniej .Wkrótce przeszła do kł . Pośredniego co było dla widzów jak i sędziów widoczne. Nieznacznie wydłużyła krok , poruszając się szybciej i aktywniej niż poprzednio. Nie zrobiła jakiś slalomów a poruszała się po linii prostej , nie zbaczając z trasy ,o. I znów powróciła na ścianę , ładnie wyjeżdżając narożnik i znów przeszła do kłusa zebranego , skracając , lecz dalej poruszając się efektywnie, ambitnie do przodu. Podczas wykonywania półparad przez dziewczynę ta skierowała na moment swe zwykle wyprostowane uszy w tył , ostatecznie równo zatrzymując się w odpowiednim do tego miejscu , równomiernie obciążając wszystkie kończyny, co za tym idzie zrobiła b. dobre zatrzymanie .Zastygła w bezruchu przez jakieś pięć sec . po czym czując pomoce do cofania , niechętnie zrobiła te parę kroków w tył ,i ruszenie stępem pośrednim. W narożniku wjechała na przekątną gdzie czując luz wyciągnęła na przód szyję , schodząc jednak pyskiem w dół .Zebrała się ponownie , wbijając na krótką ścianę gdzie także wyprostowała się po dostaniu pomocy przeszła do gl. zebranego , podrzucając delikatnie zadem , jednak znając życie nie przeszkodziło to w niczym dziewczynie , zaraz po wejściu na długą ścianę wjeżdżając na serpentynę , ja jej nieszczęście w kontra galopie . Korciło ją żeby zmienić nogę , zwłaszcza podczas gdy się wyginała na „zakrętach” , które ładnie pokonywała tutaj znów pokazując jak dobrze jest rozciągnięta i chętna do pracy z takimi ćwiczeniami. Zakończyła figurę w połowie krótkiej ściany , zaraz po tym wykonując woltę o średnicy 10 m , tutaj to samo co wcześniej ; ładne ,prawidłowe wygięcie . I znów w narożniku „przepełniła” ją energia , czyli zapracowała zadem i znów na dł. Ścianie przeszła do galopu pośredniego , praktycznie robiąc to samo co w kłusie tyle że w wyższym chodzie, o. Przy K zebrała się i po wyjechaniu podręcznikowo dwóch narożników wjechała na przekątną w F i przez X i półparadzie zwolniła do kłusa , następnie znów zagalopowała jednak na dobrą nogę. Zakręciła w prawo , tutaj także nie zmieniając tempa i dobrze go wyjeżdżając , by ostatecznie znów w pewnym momencie krótkiej ściany a dokładnie na jej połowie wykonać serpentynę . Starała się jak najdokładniej wyjeżdżać łuki , by zepsuć im przejazdu. I w A zakończyła figurę , wjeżdżając na woltę , nie chcę pisać tego już setny raz więc ładnie ją wyjechała i wkrótce przeszła do galopu pośredniego , na końcu ściany zbierając się i w połowie krótkiej wjeżdżając na woltę , standardowo wykonując ją starannie i bez najmniejszego problemu . Przed M zgryzła wędziło , przechodząc do zebranego kłusa i przy B odbiła w prawo , gdzie przy G zatrzymała się i wypuściła gorące powietrze z nadętych chrap , zmęczona samym przejazdem. Wybyła , dalej poruszając się po linii prostej.
I po rozstępowaniu do stajni!
Zt/Anonymous - 2013-06-30, 20:15 Taki już był Don Zawsze uważnie się wszystkiemu przyglądał i nieufnie podchodząc do sprawy, często zbytnio panikując. Owszem, to że był młody, oznaczało, że miał jeszcze czas, aby się wszystkiego nauczyć. Niestety to, że był bojuchem, raczej się nie zmieni Miał różne swoje odruchy, przez które nie jeden jeździec mógł dostać zawału, gdy siwy nagle odskakiwał, czy podrygiwał, uginając pod sobą nogi
Kiedy poczuł jeźdźca na sobie w dosiadzie ćwiczebnym, a zaraz po tym dostał sygnał do galopu, przeszedł do wyższego chodu, nieco zbyt impulsywnie wyskakując do przodu. Tyły głęboko podstawiał pod kłodę, zaś przodami ładnie akcentował swój wykrok, idąc z nosem skierowanym do dołu. Jacob musiał go zwalniać, gdyż zwyczajnie siwy miał w sobie bardzo dużo energii. Świstał gęstym ogonem na boki, obijając nim o siebie i lekko zaokrąglał grzbiet, próbując łeb ściągnąć między nogi. W pewnym momencie mocniej się zganaszował i zwyczajnie strzelił baranka, głośno parskając. Po przegalopowaniu, wjechał na przekątną tak jak życzył sobie tego Jaco. Był koniem impulsywnym, delikatnym na pomoce. Dlatego też, kiedy dostał dość mocny sygnał do lotnej zmiany nogi, uczynił to natychmiastowo. Skulił mocno uszy i wraz ze zmianą nogi, wyskoczył do przodu, zaraz po tym ściągając łeb między nogi, aby oddać na to wszystko z grzbietu i poprawić dwoma seriami wyrzucenia zadu w górę, dość mocno się rozpędzając. I jak? Jeździec się utrzymał czy zleciał? Narcyza - 2013-07-07, 22:24 Narcyza wjechała na grzbiecie fryza na rozprężalnie, gdzie od razu skierowała go na drugi czy trzeci ślad, aby nie przeszkadzać pozostałym. Ich rozstępowywanie trwało około 10 minut, po pięć w obie strony, następnie kilka okrążeń w kłusie, również w obie strony. Zatrzymała go, w miarę na środku, żeby zapiąć popręg i skierowała na drugi ślad, aby ponownie ćwiczyć w kłusie. Przed wywołaniem na czworobok zdążyli przegalopować w każdą stronę po dwa koła.
Przed głównym czworobokiem poprosiła ogiera o przejście w kłus roboczy, co zrobiła tak, jak prosiła go o zakłusowania wcześniej przy rozprężeniu. Na środku placu łydka ograniczająca, dodatkowo obciążyła jego zad i lekki sygnał wodzami. Ukłoniła się przed sędziami i lekka łydka aktywizująca do stępa. Przy dojeździe na krótką ścianę naprowadziła go na lewą stronę, mało posługując się przy tym wodzami, stawiała bardziej na dosiad czyli tak, jak bardziej reagował ogier. Przy literze "E" naprowadziła go na pól woltę, zewnętrzną łydką pilnując, aby nie wypadał.Sleepwalker - 2013-07-07, 23:13 Wszedł na rozprężalnie spokojnym stępem, łeb niosąc wysoko i parskając chrapliwie do mijanych koni, które póki co najbardziej skupiały na sobie jego uwagę. Wkrótce jednak ochłonął, stając się obojętnym na bodźce z zewnątrz i skupił się jako-tako na Narcyzie. Po występowaniu, przeszedł płynnie do kłusa, w którym całkowicie zanikła jego ospałość. Podobnie w galopie, w którym szedł równym, okrągłym tempem, pod górę. Później przeszedł do stępa w oczekiwaniu z jeźdźcem na ich kolej..
Gdy nadeszła ta chwila zgodnie z życzeniem przeszedł do kłusa roboczego, w którym wkroczył na linię środkową czworoboku. Na jej środku zatrzymał się, równo obciążając każdą z kończyn i delikatnie zaokrąglając szyję, zginając ładnie w potylicy. Po chwili ruszył stępem, bystro spoglądając na sędziów, co jednak nie zakłóciło w znacznym stopniu jego uwagi. Na krótkiej ścianie skręcił w lewo, nie ścinając zakrętu, jednakowo dokładnie wyjeżdżając także następny. W literce B skierowany na półwoltę zaokrąglił się do zewnątrz, nie wpadając do półkola łopatką ani nie wypadając z niego zadem.Narcyza - 2013-07-08, 11:46 Nieco przed literą X w pół wolcie zrobił delikatną pół paradę przygotowującą ogiera do zmiany strony, bowiem od razu w X naprowadziła go na łuk w prawo, aby ogółem powstało coś w rodzaju wężyka. Po wjeździe na ścianę łydka aktywizująca, aby nie zgasł i zaczęła się bawić wodzami tak, jak kiedyś pokazywała jej Lisa. Co jakiś czas, wzrok uciekał dziewczynie w dół, lecz w miarę szybko się poprawiał. Siedziała też w siodle, lecz nei za mocno, żeby ogier nie uznał tego za coś w rodzaju sygnału zwalniającego, ale na tyle, aby nie telepało jej na wszystkie możliwe strony. Przed V pół parada, a następnie obciążyła bardziej wewnętrzną stronę ogiera, przesuwając przy tym zewnętrzną łydkę za popręg, pilnując zadu ogiera, zaś jej wewnętrzna łydka również przesunęła się nieco, z jej pomocą dziewczyna kontrolowała ruch w przód i w bok. Skierowała przy tym głowę ogiera bardziej do wewnątrz. Modliła się w duchu, żeby wszystko wyszło, skoro wcześniej ustępowania robili tyle razy, że można na palcach jednej ręki policzyć. Znaczy, nie martwiła się o to, czy ogier to zrobi, bo wiedziała, że zrobiłby, gdyby rozpoznał jej sygnały i o to właśnie się martwiła, czy jej prośby były dla niego zrozumiałe. Jeśli dojechali tak do litery I, pochwaliła go cicho głosem i rozluźniła się bardziej. Z I na wprost, do C, aby tam skręcić w lewo. Przed H ponownie lekka pół parada, która miała przygotować ogiera na wyciągniecie wykroku. W H dziewczyna najpierw dała mu sygnały do tego, sekundę później zaczynając nisko anglezować. Pilnowała zarówno chodu ogiera jak i tego, żeby mieć dobrą postawę, ręce w jednym miejscu i łydki nieosunięte za popręg. Naprowadziła go na przekątną do F.Sleepwalker - 2013-07-08, 12:48 Wchodząc w drugie półkole, zgodnie z oczekiwaniami wygiął się w odwrotną stronę, czyli w prawo, nie tracąc przy tym równowagi ani energii. Były to jedne z najprostszych elementów. Wchodząc na ścianę, przyspieszył nieznacznie kłus w reakcji na łydkę, po czym zaczął mielić wędzidło w pysku za sprawą ruszania nim przez Narcyzę. Kierując uszy co chwilę do tyłu, starał się poprawnie odczytywać komunikaty wysyłane przez jeźdźca. Wyczuwał niejaką niepewność co wpływało na jakość pracy, choć nie dało się nie zauważyć tego, że ogier pomimo wszystko jest doskonale ujeżdżony i poszczególne elementy nie są mu obce. W V odbił więc po skosie do literki I, nie zginając się, a pozostając na dwóch śladach, jedynie szyję lekko ustawiając. Energicznie poruszał się jednocześnie w przód i w tył, nie wpadając zadem ani nie tracąc impulsu, co było dość ważne. Będąc już na linii środkowej, ruszył na wprost, nie będąc już spychanym do boku. Od ściany odbił w lewo, szanując zakręt, po czym w narożniku wszedł na przekątną, kumulując w sobie energię, by na prostej wyciągnąć wyraźnie krok. Szastając ogonem w rytm kroków i parskając, poruszał się po przekątnej nad wyraz energicznie, poszerzył ramy w znaczący sposób, ładnie sprężynując grzbietem.Narcyza - 2013-07-08, 13:54 Po wydłużeniu kroku na przekątnej, na końcu naprowadziła go na znak z literą A. Przed literą pół parada, dziewczyna mocniej usiadła w siodle i obciążyła zad ogiera, aczkolwiek to już przy znaczniku. Kiedy się zatrzymał, dostał ciche, głosowe pochwalenie. Narcyza zablokowała go łydkami, aby nie ruszył przez 5 sekund. W tym czasie sama lekko, wręcz niezauważalnie poprawiła swoją postawę, prostując się nieco bardziej i odciągając pięty w dół. Kiedy odliczyła w głowie do pięciu, "odblokowała" go dosiadem i poprosiła o przejście do stępa. Przy zbliżającym się znaczniku K, nawet nieco wcześniej, zaczęła skręcać fryza na przekątną do R. Pozwoliła jemu dobrać tempo tak, aby było mu wygodnie, choć nie pozwoliła mu zgasnąć, wodze na chwilę lekko poluzowała. Pomiędzy R a M poprosiła o przejście do stępa pośredniego, przygotowując go do wejścia w wyższy chód. W M łydka do kłusa, przez te kilka metrów między M a C starała się, aby chód był sprężysty i wyrazisty. Przy C pół parada i przejście do galopu roboczego.Sleepwalker - 2013-07-08, 15:09 Wchodząc w narożnik skrócił się lekko, pozostając już takim aż do zatrzymania, które nastąpiło w połowie krótkiej ściany. Obciążając równo każdą z kończyn, które ustawił równo względem siebie, wyciągnął lekko pysk przed pion przeciągle parskając. Po pięciu sekundach ruszył stępem, by w narożniku wejść na krótką przekątną prowadzącą do R, na której jeszcze bardziej wyprostował szyję, naturalnie korzystając z poluźnionej wodzy. Z czasem jednak pod wpływem działań ze strony Narcyzy zebrał się lekko, dzięki czemu w wyznaczonym momencie bez problemu przeszedł do kłusa. Parę sprężystych kroków, by w połowie krótkiej ściany zagalopować na prawidłową nogę, płynnie i pod górę, jedynie pierwszy "skok" wykonując trochę mocniej.Narcyza - 2013-07-08, 15:33 Na moment straciła koncentrację przy pierwszym "skoku", przez tą sekundę bała się, czy ogier po prostu nie poniesie choć wiedziała, że to raczej nie w jego stylu. Poprawiła się szybko, czując równy, płynny galop. Przed drugą plakietką kolejna pół parada, aby naprowadzić Sleepwalkera na średniej wielkości woltę. Wewnętrzna łydka pilnowała zgięcia i tempa, zaś zewnętrzna, lekko odchylona za popręg, zabezpieczała zad przed wypadnięciem. Jeśli wypadł z rytmu, łydka aktywizująca. Kiedy wyjechali na ścianę, zamknęła go w łydkach i wypchnęła lekko, prosząc o zagarnianie więcej ziemi pod nogami. Dopóki nie dojechali do zakrętu, raz na jakiś czas łydka aktywizująca, aby nie skrócił chodu. Pochwaliła go głosem po zakończeniu ćwiczenia i pozwoliła przejść do bardziej swobodnego galopu roboczego. Westchnęła cicho, sama bowiem nieco się zmęczyła, a poranne zdenerwowanie nie dało jej niczego przełknąć. Zamrugała mocno, skupiając się ponownie na czworoboku, jednak ta chwilowa utrata koncentracji nie "zniszczyła" niczego w jej dosiadzie. Za zakrętem nakierowała ogiera na przekątną do X, gdzie zamknęła go na wodzach, obciążyła zad i usztywniła nieco w krzyżu. Gdyby ogar stanął lub przeszedł do stępa, od razu wypchnęła go do kłusa roboczego, jeśli nie, pochwaliła. Przy wjeździe w zakręt najpierw dała mu kilka kroków na to, aby zaskoczył, że jadą w drugą stronę i wypchnęła do galopu na prawą nogę. Tym razem jeśli fryz ponownie zaczął galop mocniejszym krokiem nie straciła równowagi, będąc bardziej na to przygotowaną.Sleepwalker - 2013-07-08, 16:21 edit