To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży trawiasty

Papillon Rouge - 2019-07-13, 21:51

Wsparcie naturalnie miało duże znaczenie i bez niego Papillon na pewno miałaby jeszcze większy kłopot z odnalezieniem się w sprawnym wyjeździe na linię, ale nawet ono nie mogło w pełni wyeliminować tego drobnego mankamentu - jedyną drogą do jego poprawy była praca nad równowagą, która była dość ogólnym problemem izabelowatej, niespecjalnie kłopotliwym, ale nadal dość wyraźnym, wynikającym stricte z jej młodego wieku i niewielkiego doświadczenia. Z kolei podpowiedź przy ustępowaniu odebrała bardzo dobrze, szybko poprawiając wykrok i tym samym do ściany dobijając już w pełni prawidłowo, równie aktywnie krocząc do przodu co i w bok. Powtórzenie ćwiczenia również wypadło dość dobrze - tutaj znów Papi miała moment zawahania we wjeździe na linię środkową, ale dużo lepiej odnalazła się w samym wyprostowaniu, już żadnych problemów nie przysparzając przy samym ustępowaniu, które wykonała płynnie, w delikatnym zgięciu, wyraźnie krzyżując nogi i w skupieniu obijając długim ogonem o umięśnione boki. Odrobinę większym wyzwaniem był okrąg; chociaż Rouge samo ćwiczenie rozumiała raczej dość dobrze, szybko okazało się, że znów brakowało jej równowagi aby zachować płynność łuku połączonego z ustępowaniem - albo gubiła rysunek, albo tempo, cały czas próbując jedno poprawić kosztem drugiego. Potrzebowała chwili na dobre odnalezienie się w ćwiczeniu, choć w ostateczności udało jej się wykonać te kilka symbolicznych kroków poprawnie. Gdy przyszło do przejść, wyraźnie skracała się tuż przed nimi, w efekcie mocno dokraczając zadami, dzięki temu prezentując także nienaganną jakość przejść do góry, zwłaszcza przy ruszeniu kłusem mając szczególnie dużą frajdę, mimo osobistych preferencji w kwestii chodu którym miały się poruszać nie oponując przed przejściami, dzielnie zachowując nieruchomość w każdym z zatrzymań. Wprowadzona na koło prawidłowo zaangażowała się nie tylko szyją, ale i całym ciałem, pozostając wpisana w okrąg nawet pomimo wypuszczanych wodze; na ten ruch z kolei zareagowała błyskawicznie, dowodząc, że jest rozluźniona przez szybkie pójście nosem w dół i do przodu. Powoli wyciągała pysk, prosząc w ten sposób o coraz więcej wodzy, dzięki sprzyjającym ustawieniu również znacząco uwypuklając grzbiet, a więc nadając chodowi charakterystycznej lekkości i płynności.
Mia - 2019-07-13, 22:23

Niesamowicie cieszył ją fakt, jak z minuty na minutę Papillon poprawiała się na każdym z ćwiczeniem, udowadniając, że ich powtarzalność miała być kluczem do sukcesu. Kobieta nie zapominała ciągle ją za to chwalić, czy to przez entuzjastyczne klepanie, czy chwilę luzu. Uśmiech z twarzy nie znikał jej też wtedy, kiedy klacz sama wyciągała wodze z jej palców w trakcie żucia z ręki, po którym wróciła na ścianę jeszcze bez zbierania wodzy. Po paru metrach zwolniła ją do stępa swobodnego, dając w ten sposób minutę czy półtorej na dobrze zasłużony odpoczynek. Po upłynięciu tego czasu zjechała na dwudziestometrowe koło, przez jego pierwszą połowę dalej jadąc na luźnych wodzach, chcąc sprawdzić, czy klacz dalej będzie w stanie się odpowiednio wygiąć i pozostać rozluźniona. W drugiej połowie natomiast zaczęła bardzo delikatnie i stopniowo zbierać wodze i zapraszać izabelowatą na subtelny kontakt, po powrocie na ścianie spodziewając się już powrotu do poprzedniego ustawienia. W pierwszym narożniku na krótką ścianę zainicjowała zakłusowanie, mocno wypychając biodra, aby w kolejnym zjeździe na długą ścianę przesunąć już zewnętrzną łydkę za popręg i dać impuls do galopu. Zakładając, że zagalopowanie miało miejsce między C i M, już w R zjechała na pierwsze koło o średnicy 18 metrów, w B 15, P woltę 10 metrów, a w F ostatecznie 6 metrów, chcąc w ten sposób stopniowo utrudniać to zadanie. Starała się pracować znowu głównie łydkami i dosiadem, zewnętrzną wodzę trzymając lekko napiętą i przede wszystkim pilnującą wypadanie łopatką, podobnie jak zewnętrzną łydką łopatki.
Papillon Rouge - 2019-07-13, 22:33

Wszelkie pochwały sprawiały izabelowatej radość i satysfakcję, bo bez dwóch zdań należała do tych koni, które zadowalać jeźdźców zwyczajnie lubiły. Na ścianie podtrzymała ustawienie wypracowane w żuciu, na tyle rozluźniona, aby nie mieć z tym najmniejszego problemu, przeżuwając przy tym dość intensywnie kiełzno i pieniąc się. Z cichym furkotem przeszła do stępa na odrobinę dłuższą chwilę, nadal utrzymując łeb i szyję w dość niskiej pozycji, zwyczajnie dlatego, że nie miała powodów do większego ożywienia - ćwiczenia były dla niej dość męczące, zwłaszcza psychicznie, nie miała więc najmniejszych chęci dalej rozglądać się po nowej okolicy, choć naturalnie, zachowywała pełną czujność, raz po raz łypiąc na boki celem upewnienia się, czy nic na nią nie czyha. W końcu zjechała na koło, machinalnie wręcz wyginając się delikatnie i wpisując w jego rysunek, naturalnie dużo mniej niż zrobiłaby to w konkretnym ustawieniu i na kontakcie, ale zdecydowanie wykazujac się zadowalającą ilością zaangażowania w ćwiczenie. Do ściany wróciła do poprzednio wypracowanego ustawienia, unosząc wyraźnie potylicę i nos ustawiając delikatnie za pionem, przy zaokrąglonej szyi zachowując pełne rozluźnienie, czego świadectwem były dobrze pracujące plecy i stale przeżuwane wędzidło. Chętnie zakłusowała, także zagalopowanie za chwilę wykonując w równowadze, od pierwszego kroku prezentując nienaganną okrągłą foulee z mocno zaangażowanym zadem. Bezbłędnie poradziła sobie z pierwszym kołem, z każdą kolejną zmniejszaną figurą coraz mocniej podstawiając zad i wyraźniej przeżuwając wędzidło; to zadanie wymagało od niej ogromu skupienia i zaangażowania, było jednocześnie dość dużym wyzwaniem jak na jeden z pierwszych galopów, ale mimo to Papillon dokładała wszelkich starań aby spełnić oczekiwania właścicielki. W zasadzie dopiero na wolcie zrobiło jej się istotnie trudniej, o sześciometrowej już nie mówiąc - wówczas skróciła się bardzo mocno, dla własnej wygody wybierając galop przez nóżkę, w każdym kroku mocno przysiadając na zadzie, ale w efekcie całkiem dobrze wykonując ćwiczenie, płynnie wracając do wyprostowania po powrocie na ścianę.
Mia - 2019-07-13, 22:59

Wiedziała, że to ćwiczenie miało być już sporo trudniejsze i wymagające pełni skupienia, ale na tym jej zależało, szczególnie, gdy otoczenie nie było zbyt sprzyjające. Niemniej Papillon mimo wszystko poradziła sobie z tym śpiewająco, zgodnie z przewidywaniem Mii mocno angażując przy tym zad, o co głównie jej chodziło w tym momencie. Po zakończeniu ostatniej wolty i wjechaniu na krótką ścianę, zjechała na przekątną, aby na tej spróbować przejścia do galopu wyciągniętego. Otworzyła więc palce, aktywizująco działając łydkami i dosiadem i w ten sposób zachęcając klacz do wyciągnięcia fouli galopu maksymalnie przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniego wyprostowania, o co dbała przez równe wodze i rozłożenie ciężaru. Zakładając, że nie miała z tym większych problemów, z końcem przekątnej zaczęła ją stopniowo skracać, aby na krótkiej ścianie być już w kontrgalopie, chociaż nie na długo. Tam też zmieniła nogę, w zależności od poziomu klaczy albo przez lotną, albo kłus, oczywiście na pierwszy rzut próbując lotną, tak więc wyraźnie przestawiła pomoce na drugą stronę, w ostateczności posuwając się do zwolnienia do kłusa na parę kroków. Głęboko wyjechała narożnik, wewnętrzną łydką pracując nad zgięciem izabelowatej, a na długiej powtórzyła całą sekwencję z kilkoma kołami i woltami, używając tych samych, wyrazistych pomocy.
Papillon Rouge - 2019-07-13, 23:40

Nie mogła się cieszyć długim czasem nie robienia niczego, bo za chwilę postawiono ją przed kolejnym zadaniem jakim miało być poszerzenie ram na przekątnej. Płynnie wyjechała narożnik, strzygąc uszami i po wyprostowaniu momentalnie obijając ogonem na boki i mocniej odpychając się od ziemi zadem w odpowiedzi na syngał Mii, potrzebując chwili na nadanie swojemu wykrokowi odpowiedniej energii i obszerności. Pomimo wyraźnego wyciągnięcia wykroku, zadbała o to, aby galop nie był płaskimi susami, mocno angażując w dodanie zad i wędrując odrobinę wyżej potylicą do bardziej sprzyjającemu takiemu manewrowi ustawienia, wkrótce nieśmiało otwierając także łopatki, które jeszcze trochę niepewnie zaczęła wyciągać coraz dalej, w coraz bardziej ekspresyjny sposób. Błyskawicznie wróciła do ręki, nie wymykając się spod kontroli podczas poszerzenia ram, pomimo generalnego kłopotu z równowagą nie tracąc jej w obliczu kontrgalopu - minimalnie sztywna przejechała w nim narożnik, dużo lepiej radząc sobie już na prostej, choć szczęśliwie nie musiała mierzyć się z nim długo. Udało jej się wykonać punktualną lotną zmianę nogi - płynnie "przestawiła" się we wskazanym kierunku, podskakując entuzjastycznie w trakcie zmiany mimo że wiedziała, że nie było to wskazane - był to jednak jeden z jej subtelnych sposobów na wyrażenie pozytywnych emocji. Tak czy inaczej, kontynuowała pracę w galopie, znów mierząc się z okręgami o zmniejszanej średnicy, działając w zasadzie analogicznie do poprzedniego podejścia; z tymi większymi zdawała się nie mieć żadnego problemu, jedynie przy ciasniejszych łukach musząc włożyć dużo wysiłku w odpowiednie skrócenie wykroku.
Mia - 2019-07-14, 01:04

Była bardzo zadowolona z pracy Papillon, w szczególności, kiedy widziała jej rosnące z minuty na minutę postępy. Nie chciała jej jednak przemęczać, bo wiedziała, że jako młody i niedoświadczony koń łatwo mogła zostać przepracowana przez jeźdźca, który wymagał za wiele. Mia uważała na to, ciesząc się z tego, co i tak udało jej się już wypracować. Zakończywszy ostatnią woltę, powtórzyła manewr z wyjeżdżaniem na przekątną i dodaniem na niej, tym razem jednak lotną zmianę nogi inicjując w X, wcześniej zauważywszy, że izabelowata poradziła sobie z nią już za pierwszym razem. Po powrocie na ścianie spróbowała jeszcze ostatniego ćwiczenia, jakim było ustępowanie od łydki przy ścianie, gdzie znowu jedną łydką aktywnie zachęcała ją do ruchu w bok, przy jednoczesnym ograniczaniu go drugą. Następnie zmieniła kierunek jazdy przez półwoltę i powtórzyła to ćwiczenie, a zakładając, że i tym razem wyszło poprawnie, zwolniła klacz do kłusa, w którym pokręciła jeszcze kilka obszernych kół, a także wcieliła żucie z ręki. Ostatecznie jednak przeszły do stępa, gdzie Mia oddała jej wodzę, kolejnych kilkanaście minut poświęcając na jej porządne rozstępowanie. Następnie zeszła z jej grzbietu i jeszcze raz pochwaliła za udany trening, po czym wyprowadziła z czworoboku z powrotem do stajni.
/z

Papillon Rouge - 2019-07-14, 01:09

Papillon na przekątnej chętnie dodała, z łatwością radząc sobie z ponowną zmianą nogi, wykonując ją nawet lepiej i precyzyjniej dzięki dodaniu, które pomagało jej we właściwym wykonaniu tego elementu. Także ustępowanie od ściany w kłusie zdawało się nie wywrzeć na niej zbyt wielkiego wrażenia - w obliczu poprzednich ćwiczeń, zwłaszcza ustępowania na okręgu, była na tyle plastyczna, wygimnastykowana i zwyczajnie czujna, że sprawnie odpowiedziała na sygnął, gnąc się delikatnie dookoła łydek właścicielki, z lekkością i łatwością poruszając się w aktywnym kłusie i krzyżując nogi. Analogicznie działała w drugą stronę, nie mając kłopotu z ćwiczeniem po zmianie kierunku; podobnie było z żuciem z ręki, w które weszła równie chętnie co na początku treningu, sama praktycznie wyciągając wodze z dłoni amazonki, rozluźniona i dużo bardziej zrelaksowana niż w pierwszych chwilach na czworoboku. Z ulgą przeszła do stępa, wyraźnie zmęczona, aby po kilkunastu minutach udać się z Mią do stajni, wcześniej z zadowoleniem przyjmując wszelkie pochwały.
/zt

Taylor - 2019-08-07, 21:44

Chcąc mieć odpowiednio dużo przestrzeni na pracę z trzynastolatkiem, wybrała ten czworobok, który był pusty - padło więc na trawiasty, położony nieco dalej od stajni; Taylor wierzyła jednak, że Hiszpan nie będzie aż nadto przeżywał rozstania z innymi końmi i będzie w stanie popracować chwilę w osamotnieniu. Zatrzymała go więc przy schodkach, sprawnie dociągając popręg, aby za chwilę wsunąć nogę w lewe strzemię i przerzucić nogę nad siodłem, w którym ostatecznie miękko usiadła, pilnując, aby siwy nie ruszał stępem bez pozwolenia. Dopiero po poprawieniu się w siedzisku, posłała mu łydkę do stępa, oferując całkiem luźną wodzę, naturalnie pod warunkiem, że po drodze nie działo się nic niedobrego, co miałoby wskazywać na niebezpieczny poziom energii andaluza. Dała mu kredyt zaufania i pozwoliła mu zadecydować o trasie ich spaceru, pilnując tylko, aby nie skakał po szrankach ani nie serwował jej półpiruetów, to jeszcze nie teraz. Przy tym niezmiennie dbała o aktywne tempo stępa, podpierając go łydką, w ostateczności delikatnie działając ostrogą celem pobudzenia go, o ile było to w ogóle konieczne.
Escudero IV - 2019-08-08, 17:29

Escudero nigdy nie był bardzo stadnym koniem, więc oddalenie się od domu nie budziło w nim tyle lęku, co samo otoczenie, bowiem był dość strachliwym koniem, przez co jego uszy manewrowały na wszystkie strony, chcąc wyłapać każdy szelest drzewa. Rozglądał się też bez przerwy, jakby zaraz zza tego krzaka miał na niego wyskoczyć potwór, niemniej szedł dość spokojnie, jak na ogrom emocji, który mu towarzyszył. Od dawna nie był ruszany z boksu na coś bardziej wymagającego, więc był bardzo podekscytowany.
Przy wsiadaniu ustał w miejscu, jedynie na poprawianie popręgu lekko skulił uszy, ale nie uciekał gdzieś na bok od Taylor. Z kolei na ruszenie stępem nie trzeba go było długo namawiać, bo wystarczyło wręcz muśnięcie jego boków, aby zacząć iść przed siebie. Korzystał z długiej wodzy i niósł głowę nisko, idąc w pełnym rozluźnieniu po niezbyt przemyślanie obranym torze, jednak całkiem aktywnie, mimo że miał głowę w chmurach w związku z byciem w takim miejscu, które wbrew pozorom było dla niego dość nowe.

Taylor - 2019-08-09, 01:36

Czuła, że ma pod sobą prawdziwą tykajacą bombę w kontekście emocji - miała świadomość, jakim rodzajem wierzchowca był Escudero i nie stresował ją fakt, że dużo się rozglądał i wręcz szukał stracha w każdym mijanym krzaku. Liczyła na to, że jej spokój przeniesie się na niego; dawała mu więc dużo swobody, pozwalając przypatrywać się mijanym obiektom i przysłuchiwać wszystkim dźwiękom do woli, rozumiejąc jego naturalną potrzebę zapoznania się z dawno nieodwiedzanym otoczeniem. Dostał od niej dużo czasu na przyzwyczajenie się do czworoboku - celowo stępowała trochę dłużej na luźnej wodzy, chcąc mieć pewność, że wszystkie szranki, literki i sadzonki obejrzał już z każdej możliwej perspektywy, podobnie jak i wszystko to, co rozciągało się w oddali. W końcu jednak zaczęła powoli nabierać wodzy, nie spiesząc z kontaktem. Półparady i delikatną zabawę wodzami podpierała aktywną pracą łydek, od samego początku dojeżdżając go od zadu do ręki, nie dając tym samym szansy na uwieszenie się na kiełźnie. Nie oczekiwała natychmiastowego rozluźnienia, ale subtelnymi działaniami zachęcała Escudero to powolnego, stopniowego odpuszczania szczęk, mając też na uwadze, że w pysku miał munsztuk i pamiętając, aby nie działać zbyt mocno; jeżeli tylko zdarzało jej się zbyt mocno oddziałać na szczęki, co zapewne było nieuniknione, zwłaszcza, jeżeli Hiszpan miał dużo energii, zaraz rekompensowała mu to chwilą luzu i poprawą na coraz bardziej elastyczny kontakt. W końcu nie tylko on wypadł z ujeżdżeniowej wprawy i również Taylor musiała przypomnieć sobie, że na dobrze wyszkolonym ujeżdżeniowym siedzi i jeździ się zupełnie inaczej, niż na rozemocjonowanym sześcioletnim skoczku, gdzie mocniejsze działanie nie było błędem, a czasem po prostu koniecznością.
Escudero IV - 2019-08-09, 19:00

Spokój Taylor na razie nie miał okazji przejść na Escudero, ponieważ ten na razie kompletnie nie przejmował się jej osobą, zbyt rozemocjonowany otoczeniem i wszystkim poza nią. Szczęśliwie choć częściowo się to zmieniło wraz z chwilą, kiedy kobieta znalazła się na jego grzbiecie, bo jej ciężaru nie mógł już tak ignorować, podobno jak kolejne sygnały, nawet jeśli na razie w małych ilościach. I tak jak szranki czy literki nie były mu obce, tak obawiał się tego, co było za nimi, znajdowali się w końcu dość daleko od stajni.
Nie spiął się na próbę zebrania wodzy, dość odruchowo uniósł głowę i rozpoczął nieco aktywniejszą pracę pyskiem, mieląc w nim metal. Do munsztuka był już dość przyzwyczajany, ale dalej nie przywykł całkiem do jego działania, tym bardziej, że był bardzo wrażliwy w pysku. Wymagał więc doświadczonych jeźdźców o delikatnej ręce, chociaż na razie jeszcze nie zraził się do pracy z Taylor. Niemniej mogła na razie dość często spotykać spięcia z jego strony, wywołane mocniejszym działaniem kiełzna, na którym zwyczajnie od dawna nie pracował i był odrobinę przewrażliwiony.

Taylor - 2019-08-13, 20:46

Okazywała pełne zrozumienie dla podekscytowania konia, ale jednocześnie była uważna i jasno stawiała granice, nie dopuszczając do sytuacji, w której miałby jej zacząć wchodzić na głowę, a swoim rozkojarzeniem kompletnie rozstrajać ich wspólną pracę. Kompletnie nie przeszkadzało jej to, że na przykład potrzebował czasu na oswojenie się z otoczeniem i była gotowa dać mu sporo czasu na przejście na tryb pracy, okazując cierpliwość i wyrozumiałość, ale jednocześnie pozostawała wymagająco, pomocami działając tak, aby jak najjaśniej komunikować wszelkie najprostsze zmiany, ruchy, sugestie. Szybko na nowo "nauczyła się" łagodniej działać ręką, na moment odrzucając wszelkie przyzwyczajenia związane z jazdą koni skokowych, jakby już po kilkunastu krokach przypominając sobie w dużej mierze czasy ich wspólnej pracy. W związku z tym, Escudero szybko mógł odczuć ulgę i na nowo próbować się rozluźnić - w odpowiedzi na jego spięcia, Taylor dużo większą uwagę przykłuwała do odpowiednio delikatnej ręki, bardzo subtelnymi działaniami pracując nad jego rozluźnieniem, dużo czasu poświęcając na łuki i zgięcia. Gięła go sporo do wewnątrz, oferując równe oparcie na zewnętrznej wodzy, pilnując wyprostowania; na razie wszystko robiła bez presji, dając mu dużo czasu i wsparcia pod postacią jak najjaśniejszych sygnałów. Po dokładnej rozgrzewce w stępie, opartej o obszerne łuki i głowę do wewnątrz właśnie, zakłusowała, na razie zaczynając anglezować i inicjując bardzo delikatny, elastyczny kontakt, gotowa otworzyć nieco palce i oddać Hiszpanowi więcej wodzy, jeżeli z własnej inicjatywy rozluźnił się i zaczął powoli iść w dół; w innym wypadku, rozpoczełą pracę analogiczną do tej w stępie, na razie bardzo subtelną.
Escudero IV - 2019-08-15, 15:47

On sam potrzebował dłuższej chwili do przypomnienia sobie sporo rzeczy, bo zwyczajnie od dawna nie pracował pod siodłem w treningu stricte ujeżdżeniowym, a co najwyżej okazjonalnie został zabierany na karuzelę czy jakichś rozruch na świeżym powietrzu. Z czasem jednak im obojgu zaczęło przychodzić to bardziej naturalnie, a to z kolei odbiło się też na jego pracy. Nie spinał się już tak pod wpływem działania ręki kobiety, a szedł w nieco większym rozluźnieniu, nos ustawiając na optymalnej wysokości przed pionem i okazjonalnie przeżuwał munsztuk. Efekt ten został wzmocniony na łukach, gdzie miękko odginał się od łydki Taylor, pozostawiając przy tym w ustawieniu i aktywnym, regularnym stępie. W trakcie głowy do wewnątrz również nie oponował bardzo przed działaniem kiełzna, ustawiając się w wybrany sposób. Oczywiście początkowo było to bardzo subtelne i jakby nieśmiałe, ale powtarzalność tego samego elementu zapewniała mu coraz lepszą poprawę. Zakłusowaniu w zasadzie nie towarzyszyły żadne emocje - mocniej odepchnął się od ziemi i przeszedł w wyższy chód z głośniejszym parsknięciem. Tym razem samemu zaczynał szukać już kontaktu, podążając za ręką blondynki i uwypuklając nieznacznie umięśnione grzbiet i szyję.
Taylor - 2019-08-16, 17:46

Kilkanaście dobrych kroków odczekała, zanim postanowiła pochwalić Hiszpana za przejście w równowadze - nie tracąc odpowiedniej pozycji, poklepała go krótko po szyi, zaraz jednak wracając do pracy nad rozluźnieniem. Analogicznie do pracy w stępie, oferowała mu stabilną zewnętrzną wodzę, utrzymując w niej stałe napięcie, zewnętrzną z kolei pracując na zasadzie pulsacyjnych ruchów i nieregularnej zabawy - dbała o to, aby ta nie stała się dla Escudero monotonna, tym samym wspierając go w szukaniu kontaktu i samodzielnemu opieraniu się na kiełźnie, ale nie pozwalając mu uśpić swojej czujności. W taką początkową pracę wplotła bardzo dużo zmian kierunkuch, dbając o równomierne rozgrzanie ogiera, nie zapominając również na łukach, które miały być podstawą do rozpoczęcia pracy w żuciu. Bardzo stopniowo i niespiesznie wydłużała wodze, działając bardziej na zasadzie czekania, aż to Escudero pójdzie za jej wskazówkami i sam zasugeruje chęć pójścia w dół, aniżeli wymuszania na nim niskiego ustawienia poprzez masę półparad. Nie rzucała wodzy, zamiast tego oddając je bardzo powoli i tym samym unikając gwałtownych ruchów i działań, minimalnie otwierając palce i pozwalając łokciom rozprostować się delikatnie - w ten sposób zachowywała płynność w ćwiczeniu, jednocześnie stale dając Hiszpanowi możliwość zejścia niżej w każdym momencie. Nie zapominała o aktywnej pracy łydek, kłus cały czas podpierając aktywizującymi sygnałami, każdą sztywność przepracowując działaniem wewnętrznej łydki do zewnętrznej, stale delikatnie napiętej wodzy.
Escudero IV - 2019-08-17, 17:19

Parsknął w odpowiedzi na pochwałę i cofnął jedno ucho na Taylor. Nie wytrąciło go to jednak z równowagi i skupienia, ciągle oczekiwał kolejnych sygnałów od kobiety, idąc jednocześnie w rozluźnieniu i bawiąc się kiełznem przez jego intensywne żucie, a więc i dość ufne już opieranie się na jej ręce od kiedy tylko zaczynała delikatniej nią pracować. Na wszelkich łukach wyginał się prawidłowo, w zasadzie potrzebując tylko lekkich muśnięć łydkami, aby zgiąć się w kłodzie i zaokrąglić sylwetkę. Z kolei jego reakcja na stopniowe wypuszczanie wodzy była równie szybka - automatycznie podążał za nimi, mocniej bawiąc się kiełznem i podążając nosem w dół i do przodu. W ten sposób miał okazję rozluźnić mięśnie szyi i grzbietu niosące ciężar jeźdźca. Jednocześnie robił to równie subtelnie co blondynka je wydłużała, bardzo stopniowo zaokrąglając szyję do dołu. Przy tym kobieta nie miała okazji spotkać się z uczuciem lecenia do przodu przez zmianę środka ciężkości - uruchomiony zad całkiem nieźle radził sobie z utrzymywaniem równowagi i zachowywał dość obszerny krok kłusa.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group