Nathalie Wheller - 2016-05-08, 19:46 7.
Szybko zauważyła, że mimo wahania klacz idzie do przodu i bez problemu przekroczyła most. Poklepała ją zachęcająco po szyi, a później chwyciła pewniej wodze i kiedy schodziły z mostu dała jej łydkę do kłusa. Zerknęła za siebie doszukując się wzrokiem Diego, który dołączył niedługo później. Kiedy z nią wyrównał, poprawiła się w siodle i zerknęła na niego. - Jakieś problemy? - spytala, widziała że facet miał kłopoty z koniem,ale pytała o jakieś szczegóły. Z daleka nie była w stanie określić co się stało.Winning Mood - 2016-05-08, 19:54
Grupa 3
Raz po raz łypał wzrokiem po pozostałych członkach ich grupy, szczególnym zainteresowaniem darząc pozostałe konie. Strzygł na nie przyjaźnie uszami, nie nastawiając się źle do żadnego z nich. Wręcz przeciwnie – raźno tolerował zarówno klacze jak i ogiery, choć nie robił właściwie nic aby zwrócić na siebie ich uwagę. Uważniej przyjrzał się otoczeniu, a zaraz po krótkim prychnięciu odwrócił wzrok ponownie na ścieżkę po której stąpali. Trochę zaczynało mu się nudzić, o czym dał znać swojemu jeźdźcowi poprzez delikatne przyspieszenie, a w chwilę później podkłusowanie. Nie było to jednak nic nagłego, zwykłe, równe trzy takty w wyższym chodzie, po których ponownie przeszedł do stępa.Lockhard - 2016-05-08, 19:54 5
Elegancko przeszedł do wyższego chodu, próbując przejąć dowodzenie nad duetem, który tworzył z Aaren. Kłusował w mocnym tempie, z którego nie chciał zrezygnować nawet mimo działania dosiadu czy półparad - jedynie zaokrąglił szyję w postawny łuk i mocniej zaczął wchodzić zadem pod kłodę, czemu towarzyszyło wyraźniejsze zginanie stawów. Chód ogiera był obszerny i elastyczny, dzięki czemu dorównywał I So Bad. Kłusując z nią w parze tworzył chwytający za oko obrazek, chociaż w porównaniu z klaczą był znacznie drobniejszy - nie tylko dlatego, że była w ciąży. Bad jako koń przede wszystkim ujeżdżeniowy, miała znacznie bardziej rozwinięte mięśnie, podczas gdy Lockhard był bardziej podkasany i lekki, wiodąc swój prym w skokach. W dresażu był przeciętny, głównie dlatego, że nie nadawał się do tej dyscypliny ze względu na swój charakter.
W każdym razie, biegnąc przy Bad, nie miał ochoty zwolnić dopóki ona tego nie uczyniła. W pewnym sensie zaczął rywalizować z klaczą, ale gdy odezwała się do niego melodyjnym rżeniem, natychmiast odpowiedział jej stłumionym basem, chwilowo całkowicie uciekając z kontaktu. Czując nacisk łydki z jednej strony, ustąpił od niej, ale nie nazwałabym tego poprawnym ustępowaniem. Przede wszystkim wciąż przeważał ruch do przodu, ale czego innego można było po nim oczekiwać w tej sytuacji? Jeśli Aaren tak tęskno za jazdą ujeżdżeniową, niech na miejscu weźmie Lockharda na jakąś polanę i tam sobie porzeźbi :>.Diego Montana - 2016-05-08, 19:58
7
Diego miał ostatnio wrażenie, że koń za dużo sobie pozwalał, jakby sądził, że to on rządził w tym związku. Jakie musiało być jego rozczarowanie, kiedy okazywało się, że jest inaczej. Na szczęście z mostem, nie było sporych problemów, bo chyba sam by oszalał. Za pewne kolejny wybryk, skończyłby się dla niego na prawdę nie ciekawie. Diego wiedział, że mimo iż kochał swoje konie, to musiał trzymać je krótko. Byli na samym końcu, więc gdyby szedł nawet na czele stawki siódmej grupy, to widziałby zady grupy szóstej. Co dawałoby ten sam rezultat, kiedy się zrównali uśmiechnął się do Nat.
-Tak bywa, jak się kupuje jednego konia bardziej pierdolniętego od drugiego. - odparł lekko zgrzytając zębami.
-Długo jesteś w mieście? - nie chciał jechać w totalnym milczeniu, umarli, by tu z nudy.Daiquiri - 2016-05-08, 20:01 Grupa trzecia
Cały czas stępował przy Winning Moodzie, od którego udzielał mu się spokój. Przynajmniej do pewnego momentu. Podobnie jak siwek, Daiquiri zaobserwował nerwowe zachowanie ogiera przed nimi. Ten widok zrodził w głowie dwulatka niekoniecznie pochlebne pomysły, lecz dopiero samodzielne zakłusowanie Winninga przeważyło szalę. Dotąd spokojny ogier przeszedł do kłusa, nie zatrzymując się po paru krokach. Wręcz przeciwnie - obrzuciwszy swoich końskich towarzyszy niejako prowokującym spojrzeniem, po paru krokach nieoczekiwanie przeszedł do galopu, niespecjalnie przejmując się obecnością jeźdźca. W oka mgnieniu wyprzedził cały zastęp, nie patrząc na to, czy którykolwiek z koni - np. Dragon (chociaż był w innej grupie) albo Mood - zdecydują się przyjąć wyzwanie i puszczą się za nim w pogoń. Byłaby to całkiem niezła zabawa, przynajmniej w oczach ogiera x3Vivianne Feron - 2016-05-08, 20:09
Grupa 7
Nawet jeśli nie wszyscy mieli być pijani Vivianne nie mogła zagwarantować bycia grzeczną dziewczynką. Jej natura zwyczajnie miała zwyciężyć ze zdrowym rozsądkiem – co niestety działo się dość często, aczkolwiek nie przeszkadzało jej ani odrobinę. Zdanie innych nie obchodziło jej w żadnym calu – no dobrze, może zdaniem Tonego interesowała się choć w pewnej części – dlatego ona także nie miała zamiaru odmawiać sobie niczego, na co miałaby ochotę.
- Oby tak było – odpowiedziała jedynie, w tym momencie skupiając się bardziej na ogierze, na którym raźno parła kłusem przed siebie. Najwyraźniej pogawędka, którą prowadziła z czterdziestolatkiem oraz zapędy innych koni w grupie po przejściu do wyższego chodu sprawiły, że stracili prowadzenie, a to oznaczało, że przed nimi dopiero w tym momencie pojawił się straszliwy most podczas gdy kilka osób miała go już za sobą. Brunetka oceniła wprawnym okiem na ile straszne było przejście mostem lub rzeką i ostatecznie zdecydowała się na pierwszy wariant, przed którym przytrzymała siwka do stępa. Półparadami uprzedziła go o zbliżającym się „zagrożeniu” i mówiąc do niego uspokajające słowa pewnie prowadziła go przez owe utrudnienie. Cały czas podpierała go w łydkach, aby nie zszedł na żadną ze stron i miała nadzieję, że Siwek będzie zachowywał się wciąż tak grzecznie jak do tej pory.
Jeśli udało im się bez problemu pokonać ten element trasy dziewczyna pochwaliła konia, poczekała na Gerarda, aby wraz z nim dorównać do pozostałych osób.
- Wszyscy cali? – zapytała, rzucając wzrokiem po obecnych. Widziała, że Diego miał problemy z Dragonem toteż z niejaką ulgą zarejestrowała, że znaleźli się po drugiej stronie.Harley Davidson - 2016-05-08, 20:13 Rozsiadł się wygodnie w siodle, poprowadził Stradivariusa na drugie miejsce w zastępie - stąd z pewnością mógł przyglądać się jak sobie radzi Aaren, no i zagadać do znajomych mordek. Początkowo skupił się na ogierze... Nie bardzo wiedział, czego się po nim spodziewać, bo to dopiero ich pierwszy wspólny teren! W stępie pozwolił mu na całkowity luz, zrezygnował na razie nawet z próśb o wejście w ustawienie i zachęcanie do samoniesienia, gniady miał całkowicie wolne kopyto w kwestii jakości swojego chodu. Harley pilnował jedynie, by trzymał odstęp od prowadzących karoszy i nie popadał też w zbytnie rozleniwienie. Stopniowo, gdy wchodzili dalej w las, zaczynał powoli naprowadzać go łydką na wędzidło, przy jednoczesnym zbieraniu wodzy. W takim niepewnym terenie wolał mieć trochę więcej kontroli nad wierzchowcem albo przynajmniej zapewnić sobie z nim płynniejszą komunikację! Nagradzał go za ładne przejścia, czasami zagadywał do niego (możliwie cicho, by nie zwrócić uwagi innych członków grupy) i po prostu napawał się pięknymi widoczkami wokół (no, może nie do końca wokół). Jeszcze będzie miał czas się nagadać! Gdy początek zastępu zakłusował on również poprosił o to Stradiego, dociskając do jego boków łydki i lekko wypychając go z krzyża. Wyłapał jedynie z rozmowy, że ojciec Tony'ego zdecydował się również na udział w rajdzie - szczerze mówiąc, niewiele o człowieku wiedział, tyle tylko, że Tony go nie cierpi. Tyły chwilowo milczały, więc postanowił zagadać do swojego towarzystwa.
-Aaren, widzę, że dobrze sobie radzisz z jazdą. Czemu w takim razie pierwszy raz widzę Cię w siodle w Orchardzie?
Oczywiście jako przełożony stajennych miał dostęp do licznych plotek, do tego jeszcze codzienne przebieżki po całym obiekcie... Znał większość trenujących tu par, nawet jeśli były to pary pojawiające się sporadycznie. Unosił się lekko w siodle, wyginając się czasami na boki, by uniknąć zwieszających się nisko gałęzi. W chwili obecnej kombinował, jak tu rozkręci i rozweselić trochę towarzystwo, szczególnie (chyba?) słabiej zintegrowanych z grupą Briana i Nicholasa, chyba po prostu będzie trzeba ich jakoś rozbudzić rozmową, może jakimś żarcikiem? :>Capri - 2016-05-08, 20:15 1
To, że kobyłka nie interesowała się szczególnie terenem, całkiem dobrze o niej świadczyło. Była wszak bezpieczna, nie próbując też ponosić, brykać wierzgać czy złośliwie zrzucać jeźdźca. Posłusznie wykonywała polecenia Mii, najpierw ruszając powolnym kłusem, na polecenie amazonki, a później zjechawszy na woltę szła swoim żółwim, nieporuszonym tempem leniwie i od niechcenia. Ostatecznie jednak wrócili na trasę, którą klacz przemierzała jak zwykle w trybie oszczędnościowym. Na szczęście nie odstawała od reszty, choć sama z siebie zachowywała dystans względem kucyka. Nie miała zaufania do tego małego szaleńca i jak się okazało całkiem słusznie. Jessie bowiem miała nie lada wyzwanie, by przejechać rajd na Strawberry i nie spaść po raz kolejny, podczas kiedy Capri... jak aniołek weszła do wody gdzie z zadowoleniem zaczęła schylać łeb, by się napić i jeśli Mia jej nie powstrzymała zawczasu, podjęła pierwszą próbę położenia się w chłodnym strumyczku <3G-Dragon - 2016-05-08, 20:18 7
Kłusował dalej u boku klaczy, powoli się rozluźniając. Nawet uszy odkleił od potylicy i zaczął nimi strzyc na boki. Zaokrąglił nieco szyję, kłusując równo z karą. Szastnął ogonem o swój bok, już spokojniej mieląc wędzidło w pysku. Nadal patrzył za innymi końmi, ale już nie wariował.Anonymous - 2016-05-08, 20:21 Cały dzień spędził w boksie, więc pojawienie się Sary stanowiło dla niego niezwykłą okazję. Na cmoknięcie zareagował postawieniem uszu, by zaraz zarżeć basowo w geście powitania. Nie sprawiając żadnych problemów udał się z dziewczyną na myjkę, po drodze dokładnie przeszukując jej kieszenie. Siodłanie również poszło sprawnie, więc już gotowi po kilkunastu minutach stawili się na miejscu zbiórki. Rozejrzał się uważnie, wzrokiem poszukując Vivy. Niestety, jego partnerka pozostała w stajni. Położył jasne uszy wzdłuż potylicy, czując się niepewnie. Bardzo rzadko ich rozdzielano z prostego powodu - bardzo się stresowali. Kiedy Sara go dosiadła, myśli ogiera na chwilkę zeszły na całkiem inny tor. Ruszył stępem przed siebie wraz z otrzymaniem odpowiedniego sygnału. Wyciągnął łeb na tyle, na ile mu pozwoliła. Podjechali bliżej jakiejś dwójki, co Amaretto puścił mimochodem, zajmując się własnymi sprawami. Leniwie bujał równo przyciętym ogonem, oganiając się przy okazji od natrętnych much. Wkrótce ruszyli, zajmując swoje miejsce w zastępie.
Trzeba przyznać, że dość leniwie kroczył do przodu, póki nie został poproszony o przejście do kłusa. Czując, że coś zaczyna się dziać, zastrzygł uszami. Uniósł nieco łeb, by jeszcze raz zlustrować obecnych. Szybki, obszerny krok pozwolił im na szybkie objęcie prowadzenia.Soul Eater - 2016-05-08, 20:23 3
Kłusował spokojnie, do czasu aż jeden z ogierów z jego grupy nie zerwał się do galopu. Zabawa przednia, nawet mu się spodobała. Natychmiast przyspieszył i ruszył w pogoń za gniadym wyścigowcem. Od razu przypomniały mu się gonitwy, więc nie miał zamiaru zwalniać. Musiał go dogonić bo sobie tego nie wybaczy. Wyciągał swoje nogi jak tylko mógł, dając swojemu jeźdźcowi niezapomniane wrażenia. Był dość szybkim koniem, nawet bardzo szybkim, więc prędkość z jaką gonił była wręcz zdumiewająca. Uważał przy tym, żeby nikogo nie stratować i o nic się nie potknąć. Połamane nogi to nic fajnego.Delfinek - 2016-05-08, 20:30 Grupa 4
Zatrzymała Scho i odprowadziła w miarę dalej o innych koni, lecz by słyszeć i widzieć resztę załogi. Słysząc słowa mężczyzny poczekała aż wszyscy powiedzą co mają do powiedzenia i dodała swoje 3 grosze.
-Pozwólcie, że pojadę na końcu grupy. Scho może sprawiać problemy, jakby co to was dogonię-uśmiechnęła się delikatnie i poklepała ogiera po szyi. Pokonanie przeszkody było sporym problemem dla kobiety, w końcu utrzymanie ogiera w stępie było zadaniem dla silnej ręki, a co dopiero pokonać to co było przed nimi. Westchnęła i przetarła twarz dłonią następnie wycofując się na koniec grupy.
Kiedy reszta osób zbliżała się do mostku/rzeki ona stała w miejscu na uboczu trzymając najsilniej jak potrafiła ogierka. Było to swojego rodzaju krętactwo, zamierzała bowiem poczekać, aż koń będzie ciągnął do przodu, do innych koni. Wtedy jedynie dodać mu delikatną zachętę na przeszkodzie i wszystko będzie ładnie, pięknie.
Przynajmniej taką miała nadzieję.Decembrist - 2016-05-08, 20:31 1
Bycie czwartym w kolejce nie podobało się ogierowi, choć nie stwarzał szczególnie dużego zagrożenia. Szedł jedynie niezadowolony, tuląc mocno uszy i raz za razem strzelając ogonem o stawy skokowe w ostentacyjnym geście niezadowolenia. Naturalnie Anais nie mogła pozwolić sobie na zbyt duży dystans, jednak za każdym razem kiedy takowy się zwiększał, ogier pokorniał i nie kłapał już zębami w niezadowoleniu. Skupiał się wówczas na trasie, niebywale przyjemnej i działającej kojąco na rozgrzane, już spocone od emocji, cielsko Brysia. Schodził wówczas do ręki, mieląc wędzidło i pracując grzbietem oraz zadem, niestety całe ustawienie sypało się, kiedy tylko ponownie podjeżdżali do innych koni. Wówczas na nowo kładł uszy i spiąwszy mięśnie maszerował jak żołnierz do boju, ostatecznie jednak nic nie robiąc. Był naprawdę grzecznym koniem, dlatego nawet kiedy obok niego przemknął kucyk, a na nim Aiden, ogier jedynie drgnął, jakoby chciał uskoczyć, czego też nie zrobił. Było to wszak coś na rodzaj ostrzeżenia, acz spokój idącego przed nim Winsdora i Capri, powoli przynosił efekty. Konisko wraz z kolejnymi kilometrami rozluźniało się, skupiając jedynie na trasie. W zależności od obranej przez Anais drogi, pokonał strumyczek bez zawahania i w rozluźnieniu zaczął opuszczać głowę.Desperado - 2016-05-08, 20:31 Grupa 4.
Widok strumienia nie wzbudził w ogierze najmniejszych wątpliwości. Równinie dobrze mógł pokonać przeszkodę idąc górą, po moście, ale skoro jego jeździec wybrał inną drogę - jego wola. Zatrzymał się na brzegu, zgodnie z wolą Sergeia i leniwie rozglądając się dookoła, czekał na dalsze polecenia. Wreszcie otrzymał łydkę do stępa, którym śmiało ruszył w wodę. Jego jeździec chyba zapominał, że miał do czynienia z rasowym WKKWistą, któremu woda była niestraszna; ogier przeszedł przez nią chętnie, wypuszczając łeb do ziemi na tyle, na ile umożliwił mu to jeździec. Sprawnie przekroczył strumień, po wyjściu na brzeg od razu ruszając kłusem. Chociaż nie pędził, pozostałym koniom mogło być trudno go dogonić, z jednej, prostej przyczyny - stawiał o wiele większe i dłuższe kroki. Nie zwracał jednak uwagi na towarzystwo za sobą, całkowicie skupiając się na swoim jeźdźcu oraz terenie przed nimi.Stradivarius - 2016-05-08, 20:45 Pozwolił na dopięcie sobie popręgu, jedynie na chwilę chowając uszy w smolistej grzywie. Nie przepadał za tą czynnością, jak zresztą większość koni. Gdy tylko Harley go dosiadł, wyciągnął pysk na tyle, by trącić go w buta. Póki co zachowywał się idealnie, nie chcąc podpaść swojemu właścicielowi. Rozglądał się uważnie po zebranym towarzystwie, wyhaczając znajome mordki. Po dotarciu na miejsce, gdziekolwiek zmierzali, zaczepi kilkoro z koni. A nuż znajdzie sobie nowych znajomych, nigdy nie wiadomo! Zajęli miejsce zaraz za jakimś ogierem, którego wprawdzie kojarzył, ale nie umiał nazwać. Przywitał go krótkim "cześć", nie siląc się na nic więcej, bo z pewnością tamten miał lepsze rzeczy do roboty.
Wkrótce zastęp ruszył energicznym stępem. Strad wyciągnął swobodnie szyję, korzystając z oddanej mu wodzy. Jedno ucho skierował w stronę Harleya, w razie, gdyby mężczyzna chciał mu coś przekazać. Zachowywali odpowiedni odstęp od prowadzącego Lockharda, choć karemu przychodziło to z trudem. Oczywiście wolałby iść na samym czele zastępu, tak jak niegdyś pod Jacksonem. Z tego, co wypatrzył, prowadziła Jessie.
Zagłębili się w las, co stanowiło dla hanowera idealną okazję do umknięcia gdzieś na bok, ale póki co z niej nie skorzystał. Stopniowo wchodził na elastyczny kontakt ze swoim jeźdźcem. Harley pewnie miałby nad nim całkowitą kontrolę nawet bez ogłowia, bo Strad polubił go i zaufał na tyle, by się podporządkować. Uznawał Davidsona za członka swojego stada. Trzeba przyznać, że niezwykle szybko przywiązywał się do ludzi, a ten bardzo mu pasował <3 Na każde słowo, jakie padało z ust masztalerza odpowiadał parsknięciem albo cichym rżeniem.
Idąc w ślady reszty zastępu, zaraz po otrzymaniu odpowiedniego sygnału, ruszył energicznym kłusem.