To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Fontanna

June - 2015-12-23, 18:51

Cóż robiła jasnowłosa w takim miejscu jak to? Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że nie znalazła się tu w celu spędzenia czasu czytając tanie romansidło przy kojących odgłosach fontanny. Po pierwsze ów obiekt o tej porze roku był martwy i smętny jak większość krajobrazu. Po drugie dziewczyna unika miejsc jak te przez okrągłe 12 miesięcy. To zupełnie nie były jej klimaty i czuła się cokolwiek nie na miejscu wśród tych wszystkich zakochanych parek, które lubią przesiadywać i publicznie obnosić się ze swoimi uczuciami. Co prawda częściej można było na takie trafić kiedy było nieco cieplej, ale takie widoki pozostawiały po sobie nieprzyjemny posmak, który skutecznie zniechęcał ją do odwiedzania pewnych specyficznych lokacji.
Koło fontanny znalazła się całkiem przypadkiem. Tak to jest jak człowiek próbuje przemieścić się z punktu A do punktu B nie znając drogi. June prędzej zamarzłaby nie mogąc trafić do domu niż spytała kogoś o drogę przyznając się tym samym do porażki. Była zbyt dumna, by pozwolić sobie na to by polegać na czyjejś łasce bądź niełasce. Szła zupełnie nie zdradzając po sobie tego, że się zgubiła. Jedną dłoń schowaną miała przed chłodem w kieszeni, jednak to na niewiele się zdało. Marzła błyskawicznie i jakby mało miała wiecznie zimnych rąk, teraz było jej zimno wszędzie. W kościstych palcach drugiej ręki ujęty był papieros, który raz na jakiś czas zbliżał się do jej spękanych ust, by napełnić płuca tytoniowym dymem.

Chris Moore - 2015-12-30, 20:12

//wybacz, że tak długo to trwało x:

Dreszcz przeszedł przez jego kark, gdy tylko usłyszał kroki. Nie liczył na samotność, ale w świadomości nadal zakorzenioną miał myśl, że ludzie to jednak zagrożenie. Obejrzał się ukradkiem, poniekąd oceniając dziewczynę... Raczej nic się nie stanie. Raczej. Tego nigdy do końca nie można przewidzieć. Desperat wstał z ławki i odezwał się do June:
-Dzień dobry.
Od razu zauważył, że zimno jest dla niej równie dotkliwie nieprzyjemne jak dla niego - usta spieczone, dłoń blada, a druga wciśnięta głęboko w kieszeń. Jak na getlemana przystało westchnął cicho i zdjął rękawiczki. Podszedł, wysunął je w jej stronę.
-Widzę, że jest Pani zimno, mi nie są już potrzebne...
Były. To oczywiste! Nie wiadomo, ile czasu zajmie mu zdobycie kolejnych... Ale los jakoś zawsze sprzyja uczciwym rycerzom, więc na pewno da mu przeżyć tę zimę i jednocześnie szerzyć dobro bez zbędnego uszczerbku na zdrowiu. Już te kilka słów podniosło go trochę na duchu, jakby ogrzało serce. Tego mu było teraz trzeba! Tylko czy to uczucie nie zostanie przekreślone niechęcią drugiego człowieka?

June - 2015-12-30, 20:31

Niechęcią? W jej przypadku? O, co to to nie. June nie uznawała półśrodków, a niechęć w jej mniemaniu była uczuciem pośrednim. Ona wszystkich traktowała równo to znaczy wszystkimi gardziła tak samo. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może był to swego rodzaju mechanizm ochronny, który odgradzał wrażliwą duszyczkę od okrutnego świata, a może uraz z dzieciństwa wywołany przez grube dziecko w piaskownicy, które wyraziło swoją niepochlebną opinię o jej sukieneczce. Prawdopodobnie nawet ona tego nie wie. Ale skoro przyzwyczaiła się do takiego traktowania przedstawicieli swojego gatunku nie zamierzała się zmieniać szczególnie, że nie miała ku temu ani jednego powodu.
Na powitanie ewidentnie skierowane w jej stronę aż przystanęła zdziwiona. W pierwszym odruchu miała zamiar warknąć, że nie ma drobnych, ale przypomniała sobie, że nawet ten typ ludzi przestał ją zaczepiać ze względu na jej minę, która zdecydowanie nie zachęcała do zagadywania jasnowłosej.
- To ma być dobry dzień? - spytała przewracając oczami. Wypuściła z płuc gryzący dym, który zaraz rozpłynął się na chłodnym wietrze. Spojrzała na rękawiczki, które podał jej mężczyzna a potem przeniosła wzrok na ofiarodawcę. Nie był ani trochę wdzięczny. Spod uniesionej brwi czarne oczy wierciły dziurę w jego twarzy jakby gapienie się na obcych nie było nietaktowne.
- Też ich nie potrzebuję - ton jej głosu miał nawet niższą temperaturę niż ich otoczenie.

Chris Moore - 2015-12-30, 20:58

Jedyną jasną rzeczą w tym przypadku jest to, że człowieczy chłód jest zawsze wynikiem czegoś z przeszłości. Nie pojawia się bez przyczyny - choć niektórzy mogą myśleć, że to możliwe, bo po prostu jej nie dostrzegają. Ludzie umieją być wyjątkowo ślepi i głusi na sugestie osób trzecich. Możliwe, że Chris należał do takich - może coś z jego przeszłości pchnęło go w obecną (już kilkunastoletnią) sytuację, pogarszającą się lekko zresztą... Nie myślał jednak o tym - raczej dlatego, że jego mózg tę myśl wypierał jako wyjątkowo niewygodną. Myślał o przyczynie tego chłodu. Może on postąpił po prostu niewłaściwie, niekulturalnie? Spuścił wzrok, uciekł przed jej stanowczym spojrzeniem. Zdecydowanie czuł się nieswojo, gdy ktoś obserwował go aż tak uważnie.
-Jestem... - zamilkł na chwilę, wahał się czy skłamać - Chris.
Imię niewiele jej da, ale w połączeniu z zapamiętanym wizerunkiem... O Boże! Mogliby go przez nią znaleźć. Ale przecież nie mógł skłamać - nie wybaczyłby sobie popadnięcia w moralne zepsucie, w kłamstwo. Wiedział, że to byłby jeden krok... Ale szybko wpadłby w ciąg, strach przed ujawnieniem prawdy, przed poplątaniem się w fałszywych wizerunkach. Już chyba lepiej żyć z czystym sercem i ryzykiem.
-Podejrzewam, że mamy jakiś decydujący wpływ na ocenę dnia. Tego czy jest dobry czy nie... - zerknął tylko, czy go słucha.
Chociaż - jakie to ma znaczenie, na razie potrzebuje tylko mówić.
-W końcu to nie są tylko zdarzenia losowe, ale ta ocena wypływa chyba raczej z tego, jak oceniamy własne działania tego dnia albo swoje podejście. Chociaż niektórzy pochopnie oceniają dzień jako dobry albo niedobry po innych ludziach.
Jeszcze przez chwilę trzymał przed nią rękawiczki.
-Na pewno? Wygląda Pani, jakby ich Pani naprawdę potrzebowała.

June - 2015-12-30, 21:13

Nie wnikała w analizę oceny dnia. Dla niej był on zimny i nudny co nie czyniło go ani trochę dobrym. Z resztą z natury pesymistyczna i zgorzkniała osoba miała niemałe trudności z odnalezieniem pozytywów danej doby. Ostatni raz zaciągnęła się papierosem i przydepnęła peta podeszwą buta, którym to gestem wyraziła nieopisany żal wywołany zbyt dużą odległością od najbliższego kosza na śmieci. Jego imię nie za bardzo obeszło ciemnooką. Ona i tak nie ma pamięci do takich detali. Albo przekręca albo nadaje nowe miana poznanym ludziom jeśli będą mieli takie szczęście spotkać ją po raz drugi.
- Naprawdę potrzebuję drugiego papierosa - odparła szorstko kiedy zorientowała się, że ten, którego wypaliła przed chwilą był jej ostatnim. Spojrzała na personę imieniem Chris z wyraźnym pytaniem w ciemnych oczach. Może i wyglądała marnie, ale jak zwykle uszło to jej uwadze. Kto by się tam przejmował tym, że wygląda jakby nie spała od dwudziestu lat co najmniej.

Chris Moore - 2015-12-30, 21:30

Założył więc rękawiczki - najwyraźniej nie da się namówić. Nie umknęło mu, że nie chce mu się przedstawić - definitywnie go nie polubiła. Nie wiedział oczywiście, że tak samo nastawiona jest do innych ludzi, więc posmutniał - przyjął to po prostu osobiście.
-Nie palę.
No cóż - więc chyba będzie musiał zadowolić się rozmową pełną półsłówek i chłodu. I to taką bez szansy rozwinięcia się, czyli pomocy. Pytanie tylko, kiedy się zrazi i postanowi nie brnąć dalej...
-Przepraszam, ale czy czymś Panią uraziłem?
Chyba lepiej będzie wybadać sytuację bezpośrednio, niestety żadna inna możliwość nie przychodziła mu na myśl... Skulił się pod grubym płaszczem, spoglądając na nią badawczo. Zima wydawała się sama zaganiać ludzi do knajp, sklepów i domów - z dala od siebie.

June - 2015-12-30, 21:57

Westchnęła ciężko na oświadczenie o tym, że mężczyzna nie pali. Trudno. Może obejdzie się bez tytoniu przez następnych kilka minut.
- Oh, daj już spokój z tą "panią" - powiedziała lekko podirytowana. Przesadna kurtuazja wkurzała ją odrobinę bo przypominała jej, że tak właściwie nie zasługuje nawet na miano "pani". Właściwie nic w życiu nie osiągnęła, nie zachowywała się nawet jak przystało na człowieka, któremu została choć resztka kultury.
- June. - mruknęła tylko, by mężczyzna nie popełnił więcej błędu nazwania jasnowłosej jakimś innym tytułem.
- A czy wyglądam na człowieka, który przejąłby się opinią innych? - odpowiedziała w końcu na zadane pytanie, jednak jest wątpliwe by to w jakikolwiek sposób pomogło ciemnowłosemu i dodało mu pewności siebie. Wsunęła dłoń do kieszeni i zacisnęła smukłe palce na fiolce leków, która towarzyszyła jej bez przerwy. Chciała się upewnić, czy aby na pewno jest na swoim miejscu, lecz na razie pozostawała w ukryciu.

Chris Moore - 2016-01-02, 17:01

-Ekhm... No dobrze.
Skoro sama sobie życzy rezygnacji z grzecznościowych form - czemu nie? Jej odpowiedź na pytanie wydała mu się z lekka, hm, dziwna? Właściwie nie do końca była odpowiedzią, więc podejrzewał, że po prostu wyzwolił z niej to oświadczenie przypadkiem - ale z pewnością było to coś leżącego jej na sercu. Najwyraźniej czuła potrzebę zaznaczenia swojej niezależności i wolności od przekonań obcych ludzi o niej samej. To bardzo ciężka do osiągnięcia wolność... I kto wie czy nie bardziej zniewalająca niż cudze opinie? Zawsze najlepiej znaleźć złoty środek, bo potem możemy skończyć sami (choćbyśmy tego nie chcieli), bo walczyliśmy o tą niezależność za wszelką cenę. Także poświęcając znajomych czy przyjaciół. Nie zauważył jednak retoryczności pytania i zmierzył ją pospiesznie od stóp do głów.
-No, nie wyglądasz. - z trudem przestawił się na mówienie do niej na ty, prawie się przejęzyczył i dalej "paniował"...
Chociaż oczywiście nie popierał nałogów, postanowił coś dla niej zrobić. Chciał w ten sposób rozluźnić trochę atmosferę.
-Jak chcesz mogę Cię zaprowadzić do jakiegoś sklepu, gdzie będziesz mogła kupić... fajki.
Nawet jak na człowieka mentalnie spoza tych czasów granie normalnego wychodziło mu nienajlepiej. A przecież tu się wychował, więc powinien żyć tak wręcz automatycznie.

June - 2016-01-06, 17:06

Chyba podświadomie odcinała się od innych ludzi wręcz ich odpychając swoim zachowaniem. A może robiła to z pełną świadomością swoich czynów? Chciała za wszelką cenę ograniczyć potencjalne źródła cierpienia, więc, zakładając najgorsze scenariusze, nie pozwalała sobie na to, by zbliżyć się do kogoś bardziej niż na odległość odrobinę mniej kpiących spojrzeń i stosunkowo "normalnej" rozmowy.
Zawahanie się mężczyzny przed słowem "fajki" odebrała jako pogardę dla tego nałogu. Mimo, że sama doskonale zdawała sobie sprawę z tego jaki skutek wywiera palenie na jej organizm, jakakolwiek krytyka pod jej adresem stawiała jasnowłosą w pozycji obronnej niemal natychmiast. Słowem się jednak nie odezwała, a jedynie zacisnęła skostniałe palce i wyprostowała je zaraz. Przewróciła oczami i westchnęła, a w westchnięciu tym można było dostrzec cały ciężar świata, jakby spoczywał na smukłych barkach dziewczyny.
- I tak idę w tamtą stronę - wzruszyła nonszalancko ramionami, choć nie miała pojęcia gdzie jest najbliższy sklep z takim asortymentem. Wiedziała natomiast, że w końcu na jakiś trafi. Schowała wolną dłoń do kieszeni i nieśpiesznie ruszyła aleją przed siebie.

Chris Moore - 2016-01-09, 16:39

//co ty na to, żeby zakończyć to jakoś w dwóch/jednym kolejnym poście i uznać to po prostu za zapoznanie ich?

Przez chwilę zastanawiał się czy ruszyć za nią - w istocie nic kupić nie potrzebował, chciał jedynie jakoś jej pomóc... Z racji swojego życiowego celu, jak i świadomości, że dziewczyna ma chyba nienajlepszy dzień. Czuł się zobowiązany do poprawienia go. Ale nie szło mu. Zdecydowanie. Więc jednak wariant, że po prostu dystansuje się tak od ludzi, pozostał najbardziej prawdopodobny. Zmrużył ślepia, chłodne powietrze nieprzyjemnie osiadało na jego policzkach, nosie, czole.
Nie był w stanie dziś się przez tę barierę przebić. Nie był w stanie, bo człowieka nie oswaja się w jeden dzień. Człowieka nie oswaja się, kiedy ten człowiek tego nie chce. Chris nie wiedział czy w rzeczywistości, głębi siebie ona chce zostać oswojona czy nie? To oczyszczające uczucie. Zaufanie. Ale równocześnie z ryzykiem wielkiego bólu.
Sama myśl, że to ryzyko jest możliwe i przez to zaufanie jest nieosiągalne, zdawała się ją przygniatać, pchać do samej ziemi. Zrównał się więc z nią w końcu. Czas na innego rodzaju poświęcenie - zrobi zakupy, żeby jakoś uzasadnić to, że idzie z nią. Milczał jednak. Wiedział, że obrała odpowiedni kierunek... I może obawiał się riposty?

June - 2016-01-09, 22:41

// Jestem bardzo za. Kończą mi się pomysły. To ja może wyjdę już coby nie przedłużać.

Miała nienajlepszy dzień odkąd skończyła czternaście lat, więc to nie była dla jasnowłosej jakaś szczególna odmiana. Ale faktycznie wyglądała na pospolitego gbura w świecie niepoprawnych optymistów. Teraz pasowałby jakiś tekst o tym jak to nikt biednej dziewczyny nie rozumie i jaka to ona jest samotna na tym łez padole. Po części to prawda, ale jakże mogłoby być inaczej skoro nikomu nie daje nawet szansy na zrozumienie swych zachować, a sama jest na własne życzenie. Ani to poetyckie, ani wzruszające. Może trochę żałosne, ale tego oczywiście jasnowłosa nie dostrzega. A może jednak? Ale na pewno tego po niej nie widać. Uważa się za panią życia i śmierci. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej życie to dzika wycieczka, której koniec jest bliski, ale jakże nieprzewidywalny, a mimo to desperacko chce mieć poczucie kontroli nad choć niektórymi aspektami jej nędznego żywota.
Ona również nie miała zamiaru się odzywać. Bo niby o czym mogłaby rozmawiać z obcym mężczyzną. Nie była z gatunku tych, którzy gotowi byli rozmawiać o pogodzie i wczorajszym obiedzie tylko po to, by nie dopuścić do "niezręcznej" ciszy. Ciemnookiej ona nie przeszkadzała. Wyszli z parku, o ile Chris nadal szedł obok. Carter rozejrzała się dyskretnie i ruszyła przed siebie z niezachwianą pewnością siebie. W końcu trafiła na jakiś sklep, do którego weszła bez zbędnego opóźniania. Zdobyła w końcu to czego jej mózg domagał się od dłuższego czasu i nie oglądając się na dotychczasowego towarzysza wyszła ze sklepu. Odpalając papierosa ruszyła w swoją stronę bez słowa, czy nawet pożegnalnego spojrzenia. tak, to było bardzo w jej stylu.
[zt]

Isabelle - 2016-02-06, 18:35

Opuściła tereny Parku najszybciej jak mogła. Chciała znaleźć się w domu jak najszybciej, ochłonąć i przemyśleć to wszystko na trzeźwo. Świadomość jednak, że Ryder znajduje się gdzieś na terenie Eastbourne przerażała ją. Przestała czuć się bezpiecznie, a nie miała przy sobie osoby, z którą mogłaby o tym porozmawiać. Ciotce tego nie powie - miałaby wrażenie, że zbyt mocno by to przeżywała.
Zagryzła dolną wargę, idąc przed siebie szybkim krokiem. Cały czas czula ciepło rozchodzące się po jej ciele z powodu buzującej w żyłach adrenaliny. Miała wrażenie, jakby serce chciało wyskoczyć z jej piersi, a dodatkowo wysiłek spowodowany szybkim krokiem jeszcze ją dobijał. Oddychała chaotycznie, czując z każdym wdechem uścisk na płucach, jakby ktoś zacisnął dłoń na jej gardle. W pewnym momencie poczuła, jak robi jej się słabo. Czarne plamy zatańczyły jej przed oczami, a ona w przypływie jeszcze większej paniki zaczęła rozglądać się dookoła. Autobus. Musi zdążyć na przystanek. Widząc fontannę, stwierdziła, że będzie to dobre miejsce na kilkuminutowy odpoczynek. Zabawne, ponieważ owe miejsce było pierwszym, które poznała po przyjeździe do Eastbourne. Wtedy też jej telefon na tym ucierpiał. Teraz jedynym czego chciała to jakimś magicznym sposobem znaleźć się w domu. Wiedziała jednak, że to niemożliwe... Spięta, przycupnęła na krawędzi fontanny, chowając twarz między kolanami, zaczynając oddychać głęboko i równomiernie w ramach dotlenienia.

Mia - 2016-02-06, 21:34

....Szła aktywnym krokiem, wyraźnie podekscytowana czymś. Na jej twarzy widniał promienny uśmiech i w tym momencie jedyne, o czym marzyła to móc pochwalić się komuś o podwyżce w pracy. Od dawna się o to starała, stąd też jej entuzjazm i dziecięca radość. Uzbrojona w kubek świeżej kawy i ze słuchawkami w uszach szła jak burza przez tłum ludzi, podśpiewując cicho pod nosem.
....Zamyślona i pogrążona w ulubionym utworze nie zauważyła idącej dziewczyny, na którą ostatecznie wpadła. Na całe szczęście zawartość kubka wylała się głównie na nią, dzięki czemu miała uniknąć większych nieprzyjemności. Z jej ust padło krótkie przekleństwo, ale mimowolnie wyjęła z ucha jedną słuchawkę, zaraz przechodząc do tłumaczeń.
....- Przepraszam, to moja wina - powiedziała, dopiero wtedy spoglądając na twarz Isabelle. Nie umknęło jej, że dziewczyna jest wyjątkowo blada i widocznie słaba. Ściągnęła brwi, patrząc na nią... z troską. - Dobrze się czujesz? - Spytała, jednocześnie oferując jej ramię do oparcia się. Drugą ręką już trzymała telefon, gdyby musiała zadzwonić po pogotowie. Taka z niej superbohaterka (polecam, idealnie oddaje jej dokonania :lol2: )! <3

Isabelle - 2016-02-07, 17:38

Zdazyła już nieco ochłonąć, a przynajmniej tak jej się wydawało. Wciąż jednak towarzyszyło jej ciągłe uczucie niepokoju. Wstała pośpiesznie z krawędzi fontanny, kierując się dalej w stronę przystanku autobusowego. Jednakże jej nieuwaga spowodowała, że przez przypadek wpadła na jakiegoś przechodznia. Minęło kilka sekund, nim dotarło do niej co tak właściwie miało miejsce. Kiedy pierwsze słowa padły z ust blondynki, uniosła głowę, spoglądając na nią swoimi zielonymi tęczówkami. Miała dziwne wrażenie, że skądś ją kojarzy, ale jednak nie umiała sobie przypomnieć. A może to tylko takie głupie uczucie?
~ Nie. - mruknęła mechanicznie. ~ To znaczy, tak, Wszystko w porządku... - poprawiła się zaraz, kiey dotarło do niej co powiedziała. ~ Ciężki dzień... przepraszam, spieszę się... - ucięła szybko temat, nie dając jej szansy na to, aby ciągnęła go dalej. Nie miała ochoty i czasu.
Ruszyła dalej przed siebie, nie oglądając się. Przyspieszyła kroku, podążając w wyznaczonym sobie w myślach celu.

z/t

Monroe - 2016-03-28, 12:16

Wybrała się na wieczorny spacer, w okolicach swojego nowego domu, jak zwykle z kocią gracją krocząc przed siebie. Pełne biodra Monroe lawirowały na boki, zupełnie jakby uwodziła w lekkim tańcu, choć przecież była tu zupełnie sama. Nie panowała wszak nad tą niezwykłą umiejętnością, jaką przekazano jej w przedziwnej mieszance genów, czyniących pozornie przeciętnego człowieka, najprawdziwszym ideałem w kilku drobnych aspektach. Ten ruch rozpoznawalny był z daleka, tak charakterystycznie leki i spokojny, że przywodziła na myśl nimfę leśną z legend i baśni. W obliczu tych ruchów nie dało się oderwać od niej wzroku, choć dziewczyna wcale nie miała długich, smukłych nóg modelki. Jej nieidealne ciało było zgrabne, ale nie wyrzeźbione i twarde. Była wątła, krucha na swój sposób, jakże inny niż przeciętna kobieta. Znała wszak podstawy samoobrony, umiała wyjść cało z niejednej opresji i mogę przysiąc, że była zaradna. A jedna była... krucha. Mała jak ptak, z odrobinę za dużym tyłkiem, burzą niesfornych loków, które nie nadawały się do reklamy szamponu, twarzą zroszoną bladością i całkiem zwyczajnymi, nie wąskimi i nie pełnymi ustami. I co? Ano nic. Nie była nijaka mimo tego, a wręcz przeciwnie. Coś w niej krzyczało „weź mnie” ilekroć tylko patrzył na nią mężczyzna i gdyby ktoś spytał dlaczego, odparłaby rzeczowe: „nie wiem”. To było coś wpisanego w jej naturę, nie tylko wygląd. W kocich ruchach przemawiała przez nią jakaś naturalna dzikość, anarchistyczna cząstka osobowości, jakże oddająca nieco zadziorny charakter blondynki. Jakby tego było mało dysponowała jeszcze jednym, potężnym atutem– oczami. Heterochromia przyciągała cudzy wzrok za każdym razem kiedy tylko cudze spojrzenie zawisło na jej twarzy. Była jedyną pośród wielu tysięcy, która poszczycić mogła się tym zjawiskowym walorem. Nic dziwnego, że magnetyzowała, tak... po prostu. Niewymuszenie, naturalnie. Zupełnie naturalnie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group