To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Liliana - 2016-03-28, 23:25

Jej tam nie przeszkadzała pogoda, czy warunki, mogła trenować dosłownie wszędzie. Cieszyła się, że ktoś znalazł czas by ją pouczyć, nie nadawała się do samodzielnej jazdy. Poprzednio pracowała na hali z innymi parami i dała radę, pewnie na upartego teraz też by dała. W końcu zatrzymały się na środku areny, dziewczyna pogłaskała wałacha po szyi.
-Niewiele, wsiadać/zsiadać, różne ćwiczenia gimnastyczne oraz ostatnio ćwiczyłam z p. Naomi kłus i próbowałam anglezować. - odpowiadała co się ostatnio działo, a nieco się podziało na tych zajęciach. Zawdziała na łeb kask, chyba ogarnęła wsiadanie na raz :lol2: Albo załóżmy, że tak było, poprawiła strzemiona z pomocą Sary, wodzę, postawę, sprawdziła kask, chyba była gotowa.

Anonymous - 2016-03-29, 00:03

Przyszedł na arenę razem z dziewczynami. Rozejrzał się dookoła i wziął głęboki wdech, miło tak pooddychać sobie świeżym powietrzem. Te stajenne go już trochę dusiło. Pozwolił sobie nawet na ciche rżenie, ale z racji, że nikogo w okolicy nie było nie doczekał się odpowiedzi.
Przystanął na środku areny, gdzie po drobnych poprawkach juniorka wdrapała się na jego grzbiet. Zerknął na nią kątem oka, jakby czekając na sygnał z jej strony.

Sara - 2016-03-29, 18:03

-Próbowałaś? W takim razie dziś poprawimy taktykę i popracujemy trochę nad równowagą- poinformowała kusząc się o delikatny uśmiech, który posłała w kierunku dziewczyny. Obserwowała ją uważnie, dużą uwagę przykładając również do jej postawy w siodle. Sylwetka miała być stabilna, ale jednocześnie rozluźniona - nie mogła być spięta. Ale to blondynka przyuważy sobie jeszcze podczas samej jazdy. Z resztą planowała takie ćwiczenia, które szybko powinny pomóc rozwiązać problem ewentualnej sztywności w siodle.
-Gotowa?- spytała dla formalności i nie czekając zbyt długo na odpowiedź, podeszła bliżej kopytnego, którego poklepała subtelnie po szyi. Cmoknęła krótko i niepośpiesznym krokiem ruszyła przed siebie, póki co trzymając wałacha na krótkiej lonży, idąc tuż obok. Chciała dać kasztanowi możliwość lepszego poznania terenu, by później nie ulegał ewentualnemu rozproszeniu. -Połóż ręce na udach.- zaleciła Lillianie, zerkając nań przez ramię. -I pamiętaj o postawie.- przypomniała jej i ponownie posłała subtelny uśmiech, już ostatecznie wracając spojrzeniem przed siebie. Wykonali jedno pełne okrążenie dookoła areny, a następnie Amerykanka poprowadziła konia bardziej na środek, by móc swobodnie go lonżować. Korzystała, póki byli tu sami, a to szybko mogło się zmienić.
Z pomocą wyłącznie gestów i sygnałów słownych posłała Sacramento na obszerne koło, powstrzymując go jednocześnie od kłusowania, a zachęcając do aktywnego stępa. -To teraz trochę się porozciągasz. Wykonuj skręty ramion, póki nie powiem, żebyś przestała.- poinformowała swoją uczennicę, posyłając jej wymowne, porozumiewawcze spojrzenie. Nie sądziła, by Lilliana miała jakiś problem ze zrozumieniem, o co jej chodzi. Wątpiła też w to, że dziewczynka będzie sprawiać jej jakiekolwiek problemy i nieprzyjemności. Nie wyglądała na taką, ale pozory często mylą...

Anais - 2016-03-30, 18:09

//Muszę się tu wciąć, sorry. :lol:

Nie mogła odpuścić sobie tak dobrej pogody, dlatego zamiast kisić się, na którejś z przepełnionych hal, wolała udać się na zewnętrzne obiekty, które nie cieszyły się aż tak dużą popularnością. Nim dotarła z ogierem na miejsce poprosiła kilku stajennych o ustawienie na arenie prowizorycznego korytarza skokowego. Nie chciała dzisiaj wsiadać na żadne końskie grzbiety, dlatego postanowiła wykonać z Krakatau pracę z ziemi. Już dawno nie wykonywała takiego treningu, dlatego taka odskocznie dobrze jej zrobi. Zjawiwszy się na wspomnianym wcześniej obiekcie, dostrzegła już jakieś osoby wraz z koniem, dlatego nie chcąc przeszkadzać przesunęła się na drugi koniec terenu, gdzie mężczyźni już z zapałem układali przeszkody. Zatrzymała cremello w odpowiednim miejscu i nie tracąc chwili odesłała go na koło, dając mu do dyspozycji całą długość lonży. Póki co prosiła o stęp, więc gdyby kopytny próbował przyśpieszać, skutecznie go od tego pomysłu odciągała. Pilnowała też jego odpowiedniego tempa oraz tego, by nie zmniejszał średnicy koła. W razie potrzeby wspomagała się batem. Głównie spoją uwagę skupiała na koniu, lecz kątem oka obserwowała również pracujących stajennych.

Krakatau - 2016-03-31, 20:57

Kroczył niczym niewzruszony u boku Anais. Co jakiś czas omiatał przenikliwym spojrzeniem otoczenie, parkając przy tym cicho. Był ożywiony, aczkolwiek nie ekscytował się. Zachowywał pozorny spokój, chociaż skumulowana w nim energia aż prosiła się o ujście.
Całkowicie nie przejął się pozostałymi parami pracującymi na obiekcie, skupiając swoją uwagę głównie na Amazonce. Nie wiedział jeszcze czego może się po niej spodziewać, toteż podchodził do jej osoby z lekką dozą nieufności. Nie mniej jednak zachowywał się dość towarzysko, okazyjnie posyłając jej różnorakie zaczepki.
Wraz z poleceniem, drgnął niespokojnie i chwilę potem ruszył przed siebie energicznym stępem. Bez problemu wszedł na koło, utrzymując jako-taki kształt figury. Ograniczany przez lonże starał się nie zbaczać z trasy, idąc po możliwie najobszerniejszym śladzie. Prezentował sobą typową na jego rasy sylwetkę - żyrafia szyja była jego nieodłącznym elementem bytu. Po za tym szedł dość sztywno, mocno spięty w kręgosłupie.

Diego Montana - 2016-04-02, 22:17

G-Dragon napisał/a:
[...]


Czemu nie mógł trafiać na normalne konie? W sumie Dragon i tak był jednym z najnormalniejszych jakie znał. No to tak w większości było, im koń więcej kombinował tym gorzej na tym wychodził. Facet nie uznawał dominacji zwierzęcia nad sobą, od górnie musiało być jak on chciał, jednak nie dążył do tego po trupach, miał swoje sposoby. Nie mogli pozwolić sobie na żadne błędy, potknięcia, bo tylko marnowali swój cenny czas. Krótka pochwała za dobrze wykonany skok - głosowa, bo na dotykową nie było czasu, o ile nie chcieli się z impetem wpierdolić w drugą przeszkodę, którą również przeskoczyli na czysto. Skakał przeszkody o wysokości P, więc niech nie przesadza, te ledwo były na granicy L/P. Skoro były lekkie zawahania, nie omieszkał facet powtórzyć tych samych przeszkód, tylko na drugą stronę, z nadzieją, że to umocni wiarę w siebie - ogiera of cors. Dał mu moment swobody, a w między czasie przeszkody zwiększały się o 10. Dwie pierwsze stacjonaty miały obecnie 70, a ostatnia 80. Na końcu, jednak to w kolejnym nawrocie, pojawi się jeszcze okser, też 80, ale to daleko jeszcze. W narożniku wypchnął ponownie ogiera do galopu i skierował na pierwszą stacjonatę, zamkniętego w pomocach, równym tempem tam kierował. By ponownie w odpowiednim miejscu dołożyć łydkę do boku, półsiad i oddanie wodzy.

Liliana - 2016-04-03, 18:09

-Było to krótkie, więc raczej próbowałam niż typowo ćwiczyłam. Jasne. - słuchała słów kobiety, odpowiadając na zadawane pytania, czy dopowiadając co nieco. Dosiadła dość sprawnie rudego, poprawiając sylwetkę w siodle na tą właściwą. Czy była gotowa? Mówi się raz kozie śmierć, właśnie z tego założenia wychodząc, odparła kobiecie "tak". Miała nadzieje, że Song był odpowiednim wyborem do treningów, w końcu tyle ludzi go polecało, więc mniej my nadzieje. Kiedy kobieta podeszła i zaraz ruszyli stępem, dziewczyna dość dobrze, pewnie siedziała w siodle, trzymając dobrą postawę - starając się. Położyła ręce na udach jak poleciła Sara, trzymała się dość dobrze, choć w tej postawie nieco trudniej było utrzymać równowagę. Po wykonaniu jednego koła wokół areny, weszli bardziej na środek hali, gdzie mieli zaraz zacząć lonżowanie. Rudy odesłany na koło, zaczął energicznie stępować, a ona w myślach przygotowywać się na to co miało zaraz nadejść.
-Ok. - odparła grzecznie w kierunku kobiety, co by nie mówić zbędnych rzeczy. Od razu przeszła do skrętów ramion, prawo-lewo, lewo-prawo, etc.

Anonymous - 2016-04-03, 19:14

Poklepany po szyi zaraz ruszył stępem, idąc u boku instruktorki. Cały czas strzygł czujnie uszami na boki, a gdy zauważył kolejnego konia uniósł łeb do góry, by dokładniej go obejrzeć. Największą uwagę zwrócił na umaszczenie achał-tekina. W końcu mu się znudziło i z powrotem zniżył łeb tworząc z szyi tzw. 'deskę'. Był trochę spięty, ale co się dziwić jak dookoła same nowe twarze do których nie zdążył jeszcze przywyknąć. Obejrzał sobie arenę, nie napotykając po drodze nic strasznego. Wyszedł w końcu na środek areny i poszedł od razu na koło zmieniając swoje tempo z powolnego i sennego na bardziej żywe. Stępował energicznie dookoła instruktorki, co jakiś czas obijając ogonem o swój rudy bok.
Sara - 2016-04-24, 21:37

[Ponieważ przeciągnęłam i nagli nas czas, teraz przyśpieszam fabułę.]

Dziewczyna uważnie przyglądała się ćwiczeniom swojej uczennicy, posyłając jej ewentualne uwagi i porady, które mogła wykorzystać, by jej praca w siodle była bardziej efektowna. Nie zauważyła, by blondynka miała jakiś większy problem z wykonywaniem tego ćwiczenia, dlatego raczej nie próbowała jej poprawiać, owe uwagi miały być tylko cennymi wskazówkami, jak już zresztą wspomniałam. Uwagę skupiała głównie na juniorce, lecz dzieliła ją również pomiędzy kopytnego, którego tempa i zachowania skrupulatnie pilnowała, coby nie wyjść na tym najgorzej. Jeżeli wałach zwalniał, batem, jako przedłużeniem swojej ręki, pośpieszała go nieco, by się nie ociągał, zaś jeżeli za szybko parł do przodu, skutecznie go hamowała, sprowadzając na ziemię. Prosiła Lilianę o wykonywanie skrętów ramion przez cztery obszerne okrążenia, podczas których Sacramento miał do dyspozycji całą długość lonży.
-Wystarczy.- powiedziała, kiedy uznała, że taka ilość rozciągania będzie wystarczająca. Już tak często nie informowała dziewczyny, więc nie ostrzegła jej przed tym, że kolejne dwa okrążenia ma jedynie wysiedzieć w siodle, utrzymując właściwą postawę. W razie ewentualnego pytania wyjaśniła o co chodzi, lub upomniała o proste plecy, ale względnie rozluźnioną sylwetkę, bowiem na końskim grzbiecie nie można było być spiętym.
-Teraz znowu będziesz wykonywała skręty, ale na tyle głębokie, żebyś rękoma naprzemiennie dotykała jego zadu.- wyjaśniła, kiedy rozpoczynali trzecie koło po tej krótkiej przerwie. Posyłając jasnowłosej porozumiewawcze spojrzenie, skinęła również lekko głową, tym samym dając do zrozumienia, że już ma zacząć. Sara prosiła o znacznie dłuższe wykonywanie tego ćwiczenia i wymagała wykonywania głębokich obrotów ciała, oraz delikatnego i ostrożnego dotyku, by niepotrzebnie nie stresować konia. Raczej nie powinno to być dla niego nic nieprzyjemnego, jednak początkowo mógł się nieco stresować, co z czasem zapewne minęło. Po kilkudziesięciu powtórzeniach, instruktorka uśmiechnęła się pod nosem, zadowolona z pracy swojej uczennicy oraz spokojnego zachowania wałacha.
-Odpocznij, bo zaraz będziesz robić coś trudniejszego.- uprzedziła, by trzynastolatka nie była zaskoczona kolejnym zadaniem. Blondynka dała zarówno jej, jak i koniowi chwilę odsapnąć, prosząc o nieco spokojniejsze tempo, które utrzymywała przez kolejne dwa okrążenia. Później zatrzymała kopytnego i podeszła niepospiesznym krokiem, stając tuż obok.
-To tak...- zaczęła spokojnie, chcąc jak najlepiej wytłumaczyć o co jej dokładnie chodzi. -Wyjmij nogi ze strzemion i prawą przełóż na lewą stronę, nad jego głową, później obydwie nad jego zadem, aż wrócisz do pozycji wyjściowej. Wiesz o co mi chodzi?- wyjaśniła, pod koniec zadając pytanie, w celu upewniania się, że nastolatka wszystko pojęła. Zleciła próbne wykonanie tego ćwiczenia, jeszcze kiedy koń stał i w razie potrzeby zaasekurowała dziewczynę, nie chcąc by ta przez przypadek wysunęła się z siodła. Ostrzegła również przed tym, by być ostrożnym i nie kopnąć wałacha, a kiedy wszystko poszło zgodnie z myślą, uśmiechnęła się szeroko.
-Teraz zrobisz to samo, ale już w stępie.- odparła, po chwili wracając na swoje miejsce i od nowa prosząc kopytnego o spokojny stęp. Jedno okrążenie wykonali "na czysto", a później Amerykanka skinęła głową, dając znać, by już zacząć ćwiczenie. -To dość trudne, ale powinnaś sobie poradzić. Pamiętaj, ostrożnie.- zagadnęła, uważnie obserwując ruchu juniorki. Raczej nie chciała przemęczać Liliany tym zadaniem, dlatego po dwóch pełnych obrotach w siodle, podziękowała grzecznie i dała chwilę odpoczynku, tak jak po każdym ćwiczeniu - kilka luźnych okrążeń.
-Próbowałaś już anglezować, ale teraz zrobimy to na moich zasadach. Będziesz wstawać, kiedy powiem "raz" i siadać, kiedy powiem "dwa". Tylko zanim zaczniesz, włóż nogi na strzemion.- wyjaśniła, dając dziewczynie kolejnych kilka chwil na umiejscowienie swoich stóp, tam gdzie mają być i poprawę postawy, jeśli tego wymagała. Jeszcze nie prosiła wałacha o kłus, jedynie odrobinę podgoniła jego tempo, by ponownie stało się bardziej aktywne. W chwilę później padło pierwsze słowo, które zobowiązała się podać. Następnie kolejne i powtórka całego słownego cyklu, podczas którego prosiła jasnowłosą o unoszenie i opadanie w siodle. Wałkowały to dość długo, bowiem instruktorka chciała, by Liliana wpasowała się w rytm konia i podjęła z nim współpracę.
-Okej, teraz przejdźmy do kłusa. Na początku będę ci mówić, kiedy masz wstawać, a kiedy siadać, a jak przestanę to będzie dla ciebie znak, że sama musisz wiedzieć, co dalej.- zagadnęła, a zaraz potem zacmokała i przy subtelnej pomocy batu, poprosiła Sacramento o kłus. Przez pierwsze dwa okrążenia mówiła nastolatce, co ma robić, a później ucichła, bacznie obserwując dalsze postępowanie juniorki. W razie problemów pomagała jej dobrą radą.
-To by było na tyle.- stwierdziła, kiedy po około pięciu okrążeniach na jedną i na drugą stronę, w końcu zatrzymała rudego. Pomogła swojej uczennicy zejść z konia, jeżeli była taka potrzeba, a później poklepała wałacha po łopatce i cmokając, zachęciła go do ruszenia w stronę wyjścia, ewentualnie przez chwilę jeszcze rozmawiając z Lilianą.

[zt]

Anais - 2016-04-30, 12:40

Cały czas kontrolowała tempo ogiera oraz średnicę koła. Do precyzji wykonywanych zadań podchodziła z największą powagą, dlatego nie było mowy o jakichkolwiek odstępach od normy. W razie potrzeby nie zawahała się użyć batu, który stanowił jedynie przedłużenie jej ręki. Nie wyrządzała nim kopytnemu żadnej krzywdy, wystrzegając się nawet bardziej niekontrolowanych ruchów, mogących sprawić Krakatau dyskomfort czy inne nieprzyjemności. Stępowała ogiera do momentu uzyskania chociaż częściowego rozluźnienia, a następnie poprosiła o kłus, ograniczając nagłe wyrwanie się w przód. W tym chodzie również zwracała uwagę na postawę ogiera i każdy jego ruch, próbując doszukać się w nim charakterystycznych cech. O utrzymanie aktywnego tempa prosiła bezustannie, aż do momentu, w którym spostrzegła wyraźne rozluźnienie w ciele konia. Zatrzymawszy go, podeszła powoli i w ramach nagrody za dobre sprawowanie nagrodziła ogiera głosową pochwałą oraz przyjacielskim poklepaniem po smukłej szyi. Nie tracąc czasu, przepięła lonżę na drugą stronę i zajęła swoje miejsce, po chwili ponownie posyłając Krakatau na koło, tym razem w przeciwnym kierunku. Początkowo zachęciła go do aktywnego i energicznego stępowania, którego tempa cały czas bacznie pilnowała. W międzyczasie zerknęła na stajennych, którzy już kończyli swoją pracę - to też musiała kontrolować, bowiem nie miała pełnego zaufania do tych mężczyzn, a to z kolei nie wynikało z żadnych konkretnych powodów. Było i już. Po około czterech okrążeniach w stępie, dziewczyna poprosiła cremello o przyśpieszenie do kłusa, tak jak poprzednio. W tym chodzie przetrzymała go odrobinę dłużej, nadal dużą uwagę zwracając na sposób poruszania, ale przede wszystkim na jakość wykonywania zadania. Gdy uznała, że kopytny jest wystarczająco rozgrzany w tych chodach i rozluźniony, zatrzymała go z kłusa. W tym samym momencie podziękowała stajennym i poprosiła o to, by jeszcze nie odchodzili, bowiem pomogą jej później modyfikować tor.
G-Dragon - 2016-04-30, 13:13

Diego Montana napisał/a:


Czemu nie mógł trafiać na normalne konie? W sumie Dragon i tak był jednym z najnormalniejszych jakie znał. No to tak w większości było, im koń więcej kombinował tym gorzej na tym wychodził. Facet nie uznawał dominacji zwierzęcia nad sobą, od górnie musiało być jak on chciał, jednak nie dążył do tego po trupach, miał swoje sposoby. Nie mogli pozwolić sobie na żadne błędy, potknięcia, bo tylko marnowali swój cenny czas. Krótka pochwała za dobrze wykonany skok - głosowa, bo na dotykową nie było czasu, o ile nie chcieli się z impetem wpierdolić w drugą przeszkodę, którą również przeskoczyli na czysto. Skakał przeszkody o wysokości P, więc niech nie przesadza, te ledwo były na granicy L/P. Skoro były lekkie zawahania, nie omieszkał facet powtórzyć tych samych przeszkód, tylko na drugą stronę, z nadzieją, że to umocni wiarę w siebie - ogiera of cors. Dał mu moment swobody, a w między czasie przeszkody zwiększały się o 10. Dwie pierwsze stacjonaty miały obecnie 70, a ostatnia 80. Na końcu, jednak to w kolejnym nawrocie, pojawi się jeszcze okser, też 80, ale to daleko jeszcze. W narożniku wypchnął ponownie ogiera do galopu i skierował na pierwszą stacjonatę, zamkniętego w pomocach, równym tempem tam kierował. By ponownie w odpowiednim miejscu dołożyć łydkę do boku, półsiad i oddanie wodzy.


Ogier uwielbiał pokazywać swoje humorki, bez tego chyba nie byłby sobą. Facet powinien być wdzięczny za to, że jeszcze nie postanowił go przewieźć po całej arenie. Włączając w to strzelanie baranów i kilka innych popisowych numerów. Położył po sobie mocno uszy skacząc przez kolejne ustawione na jego drodze przeszkody. Rozpędzał się, jednocześnie starając się ignorować wędzidło które niemiłosiernie uderzało w jego podniebienie za każdym razem jak mężczyzna szarpnął za wodze. Za to musiał robić kilka powtórek, co tylko bardziej go irytowało.
Kiedy w końcu dostał chwilę na odsapnięcie nieco się uspokoił, choć uszy nadal leżały nisko, a ogon szastał o jego boki. W narożniku ponownie rozpędził się do galopu i zaczął od stacjonaty. Wybicie, faza lotu i lądowanie.

Diego Montana - 2016-05-01, 18:35

Gdyby zrobił coś co by na prawdę wkurzyło Diego, to bardzo szybko trafiłby do boksu, z całkowitym zakazem treningów. Długoo wtedy, by sobie tam postał, aż może, by zmądrzał. Co do typowych wybryków, sprowadzenie go na ziemię nie byłoby dla niego trudne, ale ogier również do końca swojego życia pożałowałby tego, co by tego dnia zrobił. Facet nie targał go za pysk, nie zmieniał ułożenia nadgarstków, chyba, że podczas skoków. Wtedy wyciągał nadgarstki do przodu, niech się cieszy, że coś skacze, a nie tylko się obija. W końcu powtórki, też liczą się jako skoki, nie? Spalał nadmiar zużytej energii, którą posiadał w sobie. Po pokonaniu 1 stacjonaty skierowali się do drugiej, obie miały 70. Technika skoku była identyczna do poprzedniej, nie dawał ogierowi szans na żadną samowolkę. Ostatni kierunek okser - pozwolił mu na wyciągnięcie kroku do przeszkody, by po łydce ponownie odesłać do w fazę skoku. Po lądowaniu, ponownie chwilę odpoczywali w stepie. Nieco zmienił się w ogóle układ parkuru, teraz wyglądał stacjonata 70 - okser 70 - stacjonata 80 - okser 80. Ponownie w narożniku wypchnął gniadosza do galopu, po lekkim łuku na prawą nogę, skierował go na stacjonatę. Prowadził go równym krokiem galopu, w zamkniętych pomocach, po łydce wszedł w półsiad i oddał mu wodzę. Po lądowaniu lekko wyciągnął krok ogiera, by w czterech foule zmieścić się do oksera. Samą technikę skoku mieli tą samą, tym razem lądowanie na lewo.
G-Dragon - 2016-05-03, 18:43

Pozostałe przeszkody pokonał już podobnie jak pierwszą. Nie uciekał na boki, ani nie odmawiał skoku. Dawał się prowadzić prosto na przeszkody, na sam ich środek. Po tym znowu dostał chwilę na odsapnięcie w stępie. Wydał z siebie głośne parsknięcie i wyciągnął przed siebie pysk, powoli żując wędzidło. Kątem oka obserwował jak pomocnicy zmieniają nieco układ parkuru. Mniej uwagi zwracał na inne kręcące się po arenie konie. Potrząsnął szyjskiem przygotowując się na kolejną rundę skoków. Przyspieszył do kłusa, by w narożniku przejść do galopu na prawą nogę. Najechał na pierwszą z przeszkód i wybił się w odpowiednim miejscu. Wyciągnął pysk przed siebie, przednie nogi podciągnął pod i wylądował po drugiej stronie. Zaraz miał przed sobą oksera, więc nie rozpędzając się pokonał cztery fule i ponownie odbił się od ziemi. Wylądował na lewą nogę i galopem pokierował się dalej.
Diego Montana - 2016-05-06, 23:04

Ogier miał w sobie ogromny potencjał, co cieszyło oko i było jego ogromnym atutem. Cenił Dragona za jego charakter, wole walki i zawsze, gotowość do pracy. Po wylądowaniu na lewo, zakręcił ogiera po średnio-trudnym łuku, prostując go odpowiednio. Cały czas, podpierał go pomocami łydki-wodza, prowadząc do kolejnych przeszkód. Została im, kolejna stacjonata i okser, najpierw okser o wysokości 80cm. Równym krokiem prowadził go jeszcze dwie foule, by minimalnie wydłużyć jego krok do przeszkody, dojechać i wykonać: łydka - półsiad - oddanie wodzy. W locie skrócił jego sylwetkę, by po wylądowaniu na dwie foule, zmieścić się do stacjonaty 80. Ponownie dojechał do przeszkody, by zaraz odesłać ogiera w fazę skoku i mam nadzieje, szczęśliwie wylądować po drugiej stronie. Mocno pochwalił ogiera, głosem oraz klepiąc po szyi, by zwolnić do kłusa, potem stępa i po rozstępowaniu wrócić do stajni.

z.t

G-Dragon - 2016-05-06, 23:09

Dojechał do oksera i wybił się przed nim, by zaraz wylądować po drugiej stronie. Stacjonata była już tylko formalnością bo z nią również nie miał problemów. Po wylądowaniu parsknął głośno i zaczął powoli zwalniać do kłusa i stępa. Wydłużył szyję, leniwie żując wędzidło. Zmęczył się, nawet bardzo się zmęczył.
Po rozstępowaniu wrócił do stajni.

zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group