Shockwave - 2015-08-10, 22:44 Stępując siwy oprowadził wzorkiem trenującą tu wcześniej parę dopiero teraz uzyskując względy spokój i możliwość skupienia się w pełni na jeźdźcu, który zauważając dobre zachowanie ogiera, potrafił to docenić. Zyskując tym samym szacunek Shocka, który mało kogo szanował i tolerował.
Ruszając żwawym kłusem siwy nie wyrywał ani nie próbował dyktować tempa, taka wysokość nie stanowiła dla niego żadnego wzywania, dlatego też wykonany naskok na drąg, a następnie przeszkodę był naprawdę leciutki i od niechcenia. Nie wysilając się zbytnio, nie składał nawet przednich nóg pod siebie.
Najazdy z prawej jak i z lewej strony zostały wykonane przez ogiera poprawnie, tak samo jak i skoki poprzez drąg i przeszkódkę, liczące zaledwie kilka foule galopu.
Po wykonaniu ćwiczenia Shock wyciągnął łeb do przodu prosząc o wodze, chwila odpoczynku była mu co prawda nie potrzeba, bo kondycję miał żelazną. A skoro Jonah dał mu tą chwilę, grzechem było by jej nie wykorzystanie.Jonah Wrens - 2015-08-10, 22:59 Po stępie wiedziałem co muszę poprawić w siwku. Dlatego zamiast ruszać dalej, znowu poprowadziłem ogiera na krzyżaka. Oczekiwałem od niego większego zaangażowania, toteż na drągu dodałem lekkie stuknięcie jego łopatki palcatem, by otrzeźwić Holendra. Musiał się angażować nawet na takich przeszkodach, na tym właśnie polegały dobre skoki. Zero byle jakiego podejścia, nawet jakby na ziemi leżał drąg.
Gdy już w końcu uporaliśmy się z rozgrzewkową przeszkodą, poprowadziłem go na woltę, gdzie zagalopowaliśmy znowu na lewo. Wyjeżdżając z koła poprowadziłem go drugim śladem, prosto na stacjonatę 85cm. Jak to na treningu, przed przeszkodami leżały wskazówki, ułatwiając zarówno mi jak i koniu najazd.
Wracając jednak do przeszkody, poprowadziłem Schocka tylko raz na stacjonatę, pilnując jego tempa, by było równe. Zamknąłem go w łydkach i po doliczeniu do trzech dałem sygnał do skoku. Nie za blisko, ale też nie za daleko stacjonaty. Lekko pochyliłem tułów i go uniosłem, dając Holendrowi dojść do mnie ciałem w skoku. Podczas lotu, lekkie zamknięcie palców na prawej wodzy, sugerujące lądowanie na tą właśnie stronę. Po przeszkodzie zostałem w odciążającym, prowadząc konia do pierwszego śladu, by z niego odbić delikatnym łukiem na środek hali gdzie znajdowała się kolejna stacjonata, tyle że już 100cm. Technika zostawała ta sama, kumulowałem energię w ogierze, prowadząc go dosiadem, a ręką domykając "balonik", by cała ta energia z niego nie uciekła. Dopiero w momencie gdy łydki docisnęły się do jego boków, otworzyłem lekko rękę, dając tej zgromadzonej sile wynieść siwensa w górę. Mi w locie zostało jedynie przygotować go na lądowanie na lewo.Shockwave - 2015-08-10, 23:21 Kolejny raz skoczenie krzyżaka nie stanowiło dla siwego problemu, jednak upomniany, przeskoczył tą mizerną kopertkę z zapasem, skoro go o to proszono to czemu miałby nie pokazywać swoich umiejętności.
Po poprawnie oddanym skoku, galopując na lewo siwy parskał głośno spuszczając z siebie jeszcze powietrze, oddech miał równomierny i nie przyspieszony. Prężnie galopując po kwarcowym podłoży ogier krył sporo terenu dlatego też dojazd do pierwszej stacjonaty nie zajął im dużo czasu. Przed przeszkodą siwy nie przyśpieszał ani nie wyrywał, 85 centymetrów także nie było zbyt dużym wzywaniem dla ogiera. Na treningach skakał o wiele wyżej, ale podczas rozgrzewki chodziło o powolne przygotowywanie konia do co raz to wyższych przeszkód. A sądząc po umiejętnościach jeźdźca, z pewnością dzisiaj będzie mógł Shock poszaleć z wysokościami.
Pomoce sygnalizujące oddanie skoku siwy odczytał bezbłędnie pokonując stacjonatę ze sporym zapasem i lądując na prawą nogę.
O ile do pierwszej stacjonaty, którą ogier pokonał bez większych emocji, najazd był spokojny tak do tej mierzącej 100 cm już nie zbyt. Pokazując ponownie swój trudny charakterek, ogier pomimo przytrzymujących i ograniczających pomocy parł mocno na przeszkodę. Im przeszkody były wyższe tym więcej emocji wzbudzały w ogierze, który uwielbiał wyzwania i skoki, sprawiały mu one ogromną radość dając możliwość realizowania się w tym co kochał. Zbyt szybki galop i zapewne próby przytrzymania ogiera, wybiły Shocka z rytmu, który zbyt blisko podszedł pod przeszkodę oddając skok niemal z miejsca. Nie było zrzutki, ale siła skoku i tzw. "pierdolnięcie" było wyraźnie odczuwalne. Jako silne zwierze ogier potrafił wyratować siebie jak i jeźdźca niemal z każdej sytuacji, jednak często przez swój charakter siwy często na tym tracił, bo był karany.
Do tej pory nie udało mu się trafić na jeźdźca, który poświęciłby mu wystarczająco dużo czasu i cierpliwości, aby włożyć do tego wielkiego łba, że pędzenie i samemu dyktowanie warunków przejazdu wcale nie jest takie dobre. Wielu rezygnowało szybko nazywając konia "samobójcą".
Lądując na lewą stronę, po oddanym skoku ogier bryknął entuzjastycznie galopując nadal wesoło przed siebie.Jonah Wrens - 2015-08-19, 22:54 Nie było mowy o oddaniu skoku w ten sposób, gdy tylko siwens zaczął się ze mną szarpać przed przeszkodą, uznałem, że nie ma to największego sensu. Wyprowadziłem go na woltę, tutaj dopiero zwalniając. Nie powielałem patologi na skokach, mając w dupie sposób w jaki koń podchodzi do przeszkody. Najwyraźniej właśnie trafił na osobę, która zamierzała mu pokazać jak się naprawdę skacze. Byłem wręcz uczulony na jakość dojazdów, bo co z tego, że koń dałby radę uratować skok? Przy szerokiej przeszkodzie, w którymś tam momencie zabrakłoby durnych centymetrów i Schock zawisłby na drągu. Dlatego postanowiłem z nim trochę się cofnąć, pokazać jak skakać i dopiero wtedy skakać. Nic nam nie dałoby pokonywanie coraz to wyżej ulokowanych drągów, kiedy technika byłaby na poziomie leżącej cavaletki.
Spróbowałem jeszcze raz doprowadzić ogiera do przeszkody. Stosując te same pomoce, tyle że z mocniejszym "dociśnięciem" zadu Holendra. Rękę zostawiłem w spokoju, żeby nie dekoncentrować go niepotrzebną walką, jedynie mając lekko zaciśnięte palce blokowałem jego energię. Kumulowałem siłę, którą (o ile dał się doprowadzić do przeszkody) w momencie wybicia wypuściłem. Dając mu niejaki wystrzał, otworzyłem palce tym samym dając wodzy się wyślizgnąć wraz z ruchem głowy konia. Dopiero w ten sposób mogliśmy oddać skok, jednak gdyby holsztyn dalej głupio próbował walczyć - odpuściłem cały przejazd parkuru.
To zależało od siwego co będziemy robić, więc jeżeli jego upór nie pozwalał mu zmądrzeć zrobiłem z nim przejście do stępa i poprosiłem kogoś o ustawienie drągów na galop. Wręcz porozrzucane po całej hali miały służyć nam do tego, by ogier nauczył się czekać na jeźdźca i dać się prowadzić spokojnie do przeszkody. Przy okazji poznawałem jego foule, bawiłem się w wydłużenia i skrócenia, oczywiście nie zapominając o swobodnym tempie. Powtarzając ćwiczenia na lewo i prawo, w taki sposób skończyliśmy trening - gdy tylko ogier załapał o co chodzi.
Drugą opcją, gdyby jednak chciał się czegokolwiek nauczyć było kontynuowanie skoków. Nawrotka na 100cm stacjonatę i spokojny dojazd. Nie robiłem wielkiej afery z tego że skaczemy, podchodziłem do tego na luzie. Chcąc pokazać siwkowi, że i on nie powinien niczego wyolbrzymiać. Jeśli kolejne dojście do setki było udane, mogliśmy pójść dalej. Wysoko bo 120cm, poprzedzone jednak drągami na galop. Między cavaletti, a przeszkodą było miejsce na foulę, oczywiście w spokojnym tempie - takim samym w jakim mieliśmy pokonać leżące drągi. Zawsze miałem zapas metrów, niewielu ale jednak, by zatrzymać ogiera lub "wyłamać" wyprowadzając go, a tym samym ratując od oddania patologicznego skoku. Będąc gotowym na każdą okoliczność poprowadziłem ogiera na środek pierwszego drąga, tym samym ignorując całą resztę. Więcej mnie nie obchodziło, najważniejszy był ten pierwszy, żeby potem cała reszta poszła wręcz w idealny sposób. Cofając plecy do tyłu, nie prowokowałem go do wystrzału w przód, wręcz przeciwnie - dociążałem mu zad. Co zauważyłem, że powinno być dla niego zbawieniem, zważywszy na jego zapędy do pędzenia. Po ostatnim drągu, spokojny oddech i nieco lekceważące podejście do przeszkody. Znowu udowodnienie ogierowi, że to nic takiego wielkiego. Po decyzji siwka czy daje się dalej prowadzić, czy nie oddaliśmy skok, bądź zawróciliśmy znowu na drągi. Jeśli dał poprawny skok - poklepanie i stęp.
Nie zamierzałem go przemęczać, małymi kroczkami do celu.
Po występowaniu ogiera, zaprowadziłem go do stajni.
/ztAnonymous - 2015-08-28, 00:28 Korzystając z dostępności hali, właśnie tutaj pojawił się wraz z Ignis. Można uznać, że wcześniej, zanim jeszcze przyszedł do stajni przyszedł na halę w celu ustawienia przeszkód, aby później nie musieć nikogo do tego fatygować.
Zatrzymał kasztankę po środku, po czym opuścił strzemiona oraz podciągnął popręg, by po chwili dosiąść jej przy użyciu schodków. Zawsze to mniejsze obciążenie.
Jeżeli grzecznie stała w miejscu podczas tego procederu, zanim ruszył stępem pogłaskał ją po szyi, dopiero wtedy dając łydkę. Wodze póki co trzymał za sprzączkę, w jednej ręce, dosiadem kierując klacz na pierwszy ślad. Nie obawiał się, że ta mogłaby w którejś chwili wywinąć jakiś numer - byli tutaj sami, więc cokolwiek by to nie było, nic takiego by się nie stało. Prosił ją jedynie o aktywny krok, czasami odbijał od ściany by pokazać Rudej przeszkody.Salire In Ignis - 2015-08-29, 01:02 Szła grzecznie za właścicielem, wodząc tylko uszami co jakiś czas. Jakby nie patrzeć była tu już od jakiegoś czasu i chociaż na tej hali chyba jeszcze nie dane jej było trenować to nie przejmowała się. Zatrzymana, posłusznie stanęła, obracając łeb w stronę mężczyzny, obserwując go jak opuszczał strzemiona i przygotowywał ją do jazdy. Kiedy już usiadł w siodle, przemieliła wędzidło w pysku i na znak w postaci łydki ruszyła przed siebie stępem. Szła aktywnie, jednak nie pędząc zanadto przed siebie.
Prychała co jakiś czas, mieląc kawał metalu w pysku. Poznawała przeszkody jak i ich układ.Anonymous - 2015-08-30, 22:09 Po tym, jak trzy razy obeszli halę, zebrał wodze przymierzając się do rozpoczęcia prawdziwej pracy. Trzymając je na kontakcie, choć wciąż dosyć długie, dał klaczy niejaką swobodę ustawienia i jednocześnie krótki komunikat, że teraz zacznie od niej czegoś wymagać. Stępując wokół co kilkanaście metrów zatrzymywał Ignis, zamykając ją z przodu ręką oraz dostawiając łydki do boków, co powinno poskutkować równymi zatrzymaniami z dostawionym zadem. Spodziewał się, że z początku mogła reagować nie do końca tak, jak sobie tego życzył, ale pragnął by jednak liznęła samych podstaw ujeżdżenia zanim zaczną podbijać parkury. Tego brakowało wielu skoczkom. Niemniej za każdą zmianę ku lepszemu nagradzał ją głaskaniem po szyi, a także głosem, chcąc aby w ten sposób przyzwyczaiła się do jego osoby i dobrze ją sobie kojarzyła. Zatrzymywanie także umacniało uwagę konia na jeźdźcu, koncentrowało go na pracy i przede wszystkim aż tak go nie nudziło. W rezultacie spędzili na tym kolejne parę minut stępa, po których od razu przeszedł do kłusa, tutaj też od początku 'męcząc' Rudą przejściami do stępa i stój, czasami dla wytchnienia pozwalając jej zrobić pełne okrążenie w równym, energicznym tempie. Wciąż oferował jej elastyczny kontakt, pracując póki co w niskim ustawieniu, dając czas jej grzbietowi i szyi na rozluźnienie się oraz rozciągnięcie się. Anglezując starał się nie zaburzać równowagi konia ani oraz jego rytmu. Ot, skupiał się nie tylko na klaczy, ale także na sobie, by ta jazda przyniosła obopólne korzyści.Salire In Ignis - 2015-09-01, 00:30 Trochę pracy jej się przyda, bo rozleniwiła się przez ten czas. Mimo, że co chwila wsiadał na nią kto inny i musiała się przyzwyczajać do nowego jeźdźca i jego nawyków. Znosiła to jednak, bo nie przeszkadzało jej to aż w takim stopniu. Jednakże jeśli coś naprawde by ją zirytowała - pokazała by to, zupełnie tak jak reakcją na bat podczas treningu z Lucasem. Takich pomocy niestety nie tolerowała.
Prychnęła cicho, stawiając uszy to na mijane przeszkody, to przenosząc uwagę na bruneta. Oparła głowę delikatnie na wędzidle pozostając się w kontakcie i poddając się pomocom z ręki. Coż, ujeżdżeniowcem nie była i chyba nie chciała zmieniać profesji, jednakże próbowała wykonać to czego się od niej wymagało. Podczas przejść coraz mocniej zaczynała przenosić ciężar ciała na tylne kończyny, a pochwały motywowały ją, co oznajmiała cichym poparskiwaniem.
Przeszła do kłusa, który w jej wykonaniu był miękki i pełen gracji. Wygodnie się go wysiadywało, i sprawiał on jeżdżcowi pełen komfort. Podczas tego chodu również wykonywała to czego życzył sobie Tony będąc czułą na pomoce. Co jakiś czas stawiała na niego uszy, przenosząc uwagę na właściciela. Ujeżdżeniowcem nigdy nie bedzie - to było pewne, zanudziłaby się na śmierć. Zdecydowanie wolała skakać, lubiła ten dreszczyk emocji...Anonymous - 2015-09-05, 13:55 Kończąc rozgrzewkę w kłusie, po pełnym okrążeniu w danym chodzie, przy najbliższej okazji - to jest w narożniku - usiadł w siodle i dał pomoce do zagalopowania. Elastyczny kontakt umożliwił klaczy swobodne wejście w wyższy chód, w którym także zaoferował jej niskie ustawienie, aby pierw porządnie ją "rozgalopować", a dopiero później zacząć wymagać czegoś więcej. Od czasu do czasu kierował ją na koło o średnicy dwudziestu metrów, poza tym raczej trzymając się ścian ze względu na ograniczone pole manewru. Nie wymagał od Ignis za wiele - nie zawracał jej głowy sprawdzaniem samoniesienia, dodawaniem lub skracaniem i szeregiem innych rzeczy. Niewykluczone, że kiedyś mieli nad tym "usiąść", wszakże poprawa jakości chodów wychodziła na plus nawet skoczkowi. Po chwili takiego galopu z powrotem przeszedł do kłusa, w którym "podniósł" nieco kobyłę, delikatnie aczkolwiek systematycznie prosząc ją o przejście do wyższego ustawienia i zaakceptowania go. Gdy to osiągnął, w ramach nagrody przeszedł do stępa i na chwilę oddał kasztance wodze, głaszcząc ją po szyi. Zaraz mogli rozpocząć skoki, już niczego więcej nie potrzebował aby przejść do sedna treningu.Salire In Ignis - 2015-09-13, 23:08 Podążała dalej w kłusie po śladzie nakazywanym jej przez jeźdźca. Przemieszczanie się w niskim ustawieniu na początku było dla niej dość męczące. Musiała nieco się rozgrzać, w szczególności mięśnie grzbietu. Cieszyła się jednak z takiej formy ruchu, bo przez jakiś czas stania w boksie mogła wyładować energię, a jako koń sportowy miała jej dość sporo.
Zagalopowała na sygnał Tonego, cały czas pozostając w kontakcie z wodzami i ręką jeźdźca. Co jakiś czas kierowała uszy w jego stronę, skupiając na nim swoją uwagę. Przeżuwała też wędzidło będąc wyczuloną na choćby najmniejszy sygnał pomocy. No, może nie była aż tak czuła jak ujeżdżeniowiec, jednak starała się na być oporną na kontakt z jeźdźcem.
Po chwili galopu przeszła z powrotem do kłusa, na prośbę jeźdźca przechodząc także na wyższe ustawienie. Delikatnie wygięła szyję, jednak brakowało jej troszkę do typowego zaganaszowania. No ale cóż, dresażowcem nie była i nie będzie. Raczej.
Sprowadzona do najniższego chodu ochoczo zwolniła, wyciągając zaraz szyjsko i parskając na klepanie po szyi. No dobra, najmniej przyjemne mamy za sobą, teraz można przejść do tego, co rudzielce lubią najbardziej Anonymous - 2015-09-27, 11:14 Zdecydowanie nie zostanie ujeżdżeniowcem, bo i Tony nie posiadał takowych aspiracji. Po niespełna dwóch okrążeniach z powrotem pozbierał wodze, by w momencie, w którym klacz przyszła mu do ręki, zakłusować i następnie zagalopować na wprost. Po chwili i tak skierował ją na koło, na którym wyrównał tempo galopu, ustawiając je na dynamiczne, ale wciąż równe. Nie wymagał od niej nie wiadomo jak okrągłych foule galopu - bez przesady, na tych wysokościach mogła przecież bez obaw galopować dość swobodnie. Dopiero z czasem miała się nauczyć skakać wysoko, wykorzystując do tego siłę zadu. Dzisiejsze skoki można było uznać za rozgrzewkę, wstęp do treningów, które czekały ich w przyszłości.
Na początek naprowadził ją na stacjonatę o wysokości niecałych siedemdziesięciu centymetrów. Nie wydłużał specjalnie najazdu, skręcając na przeszkodę w zasadzie dość późno, aczkolwiek na tyle wcześnie, by móc swobodnie wyprostować kasztankę przed przeszkodą. Jadąc w pełnym siadzie pilnował jej, ograniczając możliwość wyłamania czy odmowy skoku do minimum, choć nie było to kurczowe trzymanie Rudej w pomocach. Czuł, że chętnie podchodziła do sprawy, więc po prostu pozwolił jej działać; w wymierzonym miejscu zainicjował odbicie, podpierając klacz łydką i zaraz pomógł jej w pokonaniu przeszkódki, przechodząc do półsiadu w ślad za jej ruchem. Dalej pogalopował na lewo, w stronę szeregu złożonego z dwóch niewielkich kopert, dosłownie na skok-wyskok. Wszystko w ramach rozgrzewki i niejakiego nabrania apetytu na więcej. W każdym razie, także tutaj procedura była podobna; usiadł w siodle odpowiednio wcześniej, ewentualnie odrobinę przytrzymał folblutkę i doprowadził ją pod samą przeszkodę, gdzie oddali pierwszy skok. W tym przypadku wiele zależało od niego, ale zdołał zachować równowagę i wykazać się refleksem jeżeli chodzi o pokonanie szeregu.Salire In Ignis - 2015-09-30, 01:17 No dobra, skończmy ten ciągnący się trening jak najszybciej
To dobrze, że nie będzie z niej ujeżdżeniowiec, bo i w sumie nie miała do tego ani chęci ani talentu. Nie rozumiała tych koni, które specjalizowały się w tej dziedzinie. Dla niej było to po prostu nudne. Po dwóch okrążeniach zakłusowała na znak, zaraz przechodząc do galopu. Starała wejść w odpowiedni rytm, co jednak zaraz brunet i tak skorygował podczas wjazdu na koło.
Została skierowana ku pierwszej przeszkodzie, którą była niezbyt wysoka stajnonata. Sęk tkwił w tym, że najazdu na nią praktycznie nie było, a klacz była zmuszona wybić się z dość niewygodnego jak dla niej miejsca, praktycznie przed samą przeszkodą. Nie była przyzwyczajona do krótkich najazdów, bo nigdy jeszcze nie musiała skakać tak wysoko. Gdyby nie fakt, że Tony trzymał ją w dość intensywnych pomocach zapewne wyłamałaby się, odmawiając skoku. Mimo to poprawnie pokonała przeszkodę, prychając zaraz jednak i kładąc uszy po sobie na sekundę po wykonaniu skoku. Po chwili jednak znów ruszyła po jego śladzie, skręcając na lewo na szereg. Nie podobało jej się zbytnie tak mocne przytrzymywanie przed przeszkodą, choć nie wiedziała, że będzie się musiałą do tego przyzwyczaić. Pokonała obie przeszkody w szeregu bez większego problemu, galopując dalej wzdłuż śladu.Anonymous - 2015-09-30, 12:53 /Jeszcze dwa posty będą ok?
Szybko spostrzegł, że klaczy nie podoba się, że coś jej narzucał. Wiedział jednak, że to kwestia kilku powtórzeń by zobaczyła, że wcale nie chciał dla niej źle. Po pokonaniu szeregu poprowadził Rudą przy ścianie i poklepał ją po szyi, jednocześnie chwaląc głosem i chwilowo pozwalając swobodnie wyciągnąć chód. W taki sposób mogła galopować między przeszkodami, ale podczas najazdów musiała się go bezsprzecznie słuchać, bo pędzenie nie było kluczem do sukcesu. Co prawda nie widział się na wysokich parkurach, ale kto wie...?
Dalej naprowadził ją na stacjonatę i okser stojące w tej samej linii, aczkolwiek oddalone od siebie o odległość sześciu foule. Wysokości były zbliżone, nieprzekraczające metra. Ponownie możliwe skrócił najazd, co jednak nie oznaczało, że kazał klaczy skakać bez przygotowania czy pod skosem. Spokojnie zdążył ją wyprostować i pokazać przeszkodę; krótki najazd miał taki plus, że Ignis nie miała czasu by się niepotrzebnie rozpędzić, a więc nie musiał jej przytrzymywać. Wskazał jej miejsce odbicia i na samym odskoku otworzył lekko rękę, umożliwiając Ince swobodne pokonanie przeszkody. Po wylądowaniu wrócił w siodło i ewentualnie korygując tempo, jednakowo doprowadził do oksera. Nie był szeroki, więc nie wydłużał specjalnie wykroku. Po pokonaniu przeszkody ponownie uraczył ją pochwałą w postaci klepania po szyjce :3Salire In Ignis - 2015-10-01, 15:59 //Okee
Była przyzwyczajona do pewnego standardu podczas oddawania skoków, który zarazem był dla niej najbardziej wygodny. Toteż w momencie, kiedy brunet zażądał od niej czegoś nowego, nie była ku temu przychylnie nastawiona. Mimo to nie mogła się w żaden sposób wyłamać, jednakże postanowiła pokazać mu w odpowiedni sposób, że jej się to nie podoba.
Wjeżdżając pod ścianę poparskiwała co chwilę, swobodnie wyciągając szyjsko i galopując powoli między przeszkodami. No cóż, jeśli chciała podbijać wysokie parkury, bo przecież po to przechodziła te wszystkie treningi, to będzie musiała zacząć przyzwyczajać się do zmian.
Przeszła miarowym galopem na ustawione przed nią kolejne dwie przeszkody, nieco od siebie oddalone. Najeżdżając na stacjonate znów została ściągnięta dość mocno przed przeszkodą, skracając najazd, jednak nie bulwersowała się już tak mocno jak poprzednio. Pokonała stajconatę, galopując odpowiednio sześć kolejnych foule i kierując się na okser. Powtórzyła sekwencję którą zastosowała przy stacjonacie, pokonując przeszkodę bez większego problemu. Prychała cicho w zamian za klepanie po szyi ^^Shockwave - 2015-10-01, 23:45
Jonah napisał/a:
Nie było mowy o oddaniu skoku w ten sposób, gdy tylko siwens zaczął się ze mną szarpać przed przeszkodą, uznałem, że nie ma to największego sensu. Wyprowadziłem go na woltę, tutaj dopiero zwalniając. Nie powielałem patologi na skokach, mając w dupie sposób w jaki koń podchodzi do przeszkody. Najwyraźniej właśnie trafił na osobę, która zamierzała mu pokazać jak się naprawdę skacze. Byłem wręcz uczulony na jakość dojazdów, bo co z tego, że koń dałby radę uratować skok? Przy szerokiej przeszkodzie, w którymś tam momencie zabrakłoby durnych centymetrów i Schock zawisłby na drągu. Dlatego postanowiłem z nim trochę się cofnąć, pokazać jak skakać i dopiero wtedy skakać. Nic nam nie dałoby pokonywanie coraz to wyżej ulokowanych drągów, kiedy technika byłaby na poziomie leżącej cavaletki.
Spróbowałem jeszcze raz doprowadzić ogiera do przeszkody. Stosując te same pomoce, tyle że z mocniejszym "dociśnięciem" zadu Holendra. Rękę zostawiłem w spokoju, żeby nie dekoncentrować go niepotrzebną walką, jedynie mając lekko zaciśnięte palce blokowałem jego energię. Kumulowałem siłę, którą (o ile dał się doprowadzić do przeszkody) w momencie wybicia wypuściłem. Dając mu niejaki wystrzał, otworzyłem palce tym samym dając wodzy się wyślizgnąć wraz z ruchem głowy konia. Dopiero w ten sposób mogliśmy oddać skok, jednak gdyby holsztyn dalej głupio próbował walczyć - odpuściłem cały przejazd parkuru.
To zależało od siwego co będziemy robić, więc jeżeli jego upór nie pozwalał mu zmądrzeć zrobiłem z nim przejście do stępa i poprosiłem kogoś o ustawienie drągów na galop. Wręcz porozrzucane po całej hali miały służyć nam do tego, by ogier nauczył się czekać na jeźdźca i dać się prowadzić spokojnie do przeszkody. Przy okazji poznawałem jego foule, bawiłem się w wydłużenia i skrócenia, oczywiście nie zapominając o swobodnym tempie. Powtarzając ćwiczenia na lewo i prawo, w taki sposób skończyliśmy trening - gdy tylko ogier załapał o co chodzi.
Drugą opcją, gdyby jednak chciał się czegokolwiek nauczyć było kontynuowanie skoków. Nawrotka na 100cm stacjonatę i spokojny dojazd. Nie robiłem wielkiej afery z tego że skaczemy, podchodziłem do tego na luzie. Chcąc pokazać siwkowi, że i on nie powinien niczego wyolbrzymiać. Jeśli kolejne dojście do setki było udane, mogliśmy pójść dalej. Wysoko bo 120cm, poprzedzone jednak drągami na galop. Między cavaletti, a przeszkodą było miejsce na foulę, oczywiście w spokojnym tempie - takim samym w jakim mieliśmy pokonać leżące drągi. Zawsze miałem zapas metrów, niewielu ale jednak, by zatrzymać ogiera lub "wyłamać" wyprowadzając go, a tym samym ratując od oddania patologicznego skoku. Będąc gotowym na każdą okoliczność poprowadziłem ogiera na środek pierwszego drąga, tym samym ignorując całą resztę. Więcej mnie nie obchodziło, najważniejszy był ten pierwszy, żeby potem cała reszta poszła wręcz w idealny sposób. Cofając plecy do tyłu, nie prowokowałem go do wystrzału w przód, wręcz przeciwnie - dociążałem mu zad. Co zauważyłem, że powinno być dla niego zbawieniem, zważywszy na jego zapędy do pędzenia. Po ostatnim drągu, spokojny oddech i nieco lekceważące podejście do przeszkody. Znowu udowodnienie ogierowi, że to nic takiego wielkiego. Po decyzji siwka czy daje się dalej prowadzić, czy nie oddaliśmy skok, bądź zawróciliśmy znowu na drągi. Jeśli dał poprawny skok - poklepanie i stęp.
Nie zamierzałem go przemęczać, małymi kroczkami do celu.
Po występowaniu ogiera, zaprowadziłem go do stajni.
/zt
Siwy dał się w końcu zdominować i poprowadzić brunetowi tak jak chciał. Może zmądrzał albo znudziła mu się walka o to kto jest bardziej cierpliwy. W każdym razie, zmagazynowany i poskładany do kupy oddał solidny skok nad przeszkodą, do której został doprowadzony.
Parkur dla Shocka nie stanowił zbyt wielkiego wyzwania, wyzwaniem natomiast było zaufanie ręce jeźdźca, jemu samemu na tyle, aby to on mógł wybrać kiedy należy się odbić czy wykonać skok.
Powoli przekonując się do Jonaha, siwy zaczynał mu ufać. Może nie w zupełności ale na tyle by dać się prowadzić zamknięty w pomocach.
Dociążenie zadu okazało być się strzałem w dziesiątkę, ogier dynamicznie lecz ze znacznie zaangażowanym zadem podszedł do przeszkody, oddając miękki i lekki skok.
Po skończonym treningu wyszedł z jeźdźcem do stajni.