Jessie - 2016-07-02, 22:48 /Jakby co zmieniam przeszkodę, na której była zrzutka, bo tamten opis dotyczył innego parkuru.
Zagapiłam się xD
Ostatni przejazd tego dnia należał do Insostenible. Zmęczenie dawało się Jessice lekko we znaki, ale mimo to starała się trzymać top formę. Na tym parkurze nie było żartów, o czym świadczyła chociażby niewielka konkurencja. Niewiele koni z Orchardu było gotowych na sprostanie temu zadaniu. Ze względu na stajenną rozgrywkę, Jess była spokojna o miejsce, ale wcale nie zależało jej dzisiaj na nagrodach. Traktowała ten przejazd treningowo, jako przygotowanie do kolejnych zawodów, które miała w planach. Klacz miała się więc naskakać i opatrzeć z różnym typem przeszkód, do czego ten urozmaicony parkur był idealny.
Na parkur wjechała kłusem, anglezując. Z siodła po raz ostatni przed startem przyjrzała się ustawieniu przeszkód, po czym zatrzymała Insostenible i ukłoniła się sędziom, tym samym wyrażając gotowość do rozpoczęcia. Chwilę później zagalopowała ze stępa w okolicy siedemnastej przeszkody i poprowadziła hanowerkę wzdłuż szeregu, za nim zakręciła, kierując się bezpośrednio na okser rozpoczynający parkur. Przy tych wysokościach tempo musiało być słuszne, dlatego od początku galopowała odważnie, pilnując okrągłej foule. Będąc na wprost przeszkody usiadła w siodle w celu zyskania większej kontroli nad tempem. Prowadziła Insostenible w zamkniętych łydkach, dosiadem dyktowała jej tempo, górą zostając spokojną. Wodze trzymała na równym kontakcie, pojedynczą półparadą zwiększyła uwagę klaczy i trzymając się wyliczonej ilości foule, która wpasowała się w widoczny do przeszkody dystans, podprowadziła siwą pod okser. Oczywiście w jego przypadku odbicie wystąpiło szybciej, niż gdyby była to stacjonata. Wskazała klaczy to miejsce, dając jej sygnał łydką z ostrogą, bowiem zadaniem hanowerki było reagować elektrycznie, na każdy sygnał. Z wyjściem do półsiadu poczekała na ruch klaczy, nie chcąc go zaburzyć przedwczesnym wyjściem do przodu. Dała się wyciągnąć temu ruchowi, podążając za nim elastycznie. Przesunęła zgiętą w łokciach rękę do przodu, wzdłuż grzywy, umożliwiając klaczy wyciągnięcie się nad tą szeroką, dość wymagającą przeszkodą. Starała się przy tym nie kłaść przesadnie na szyi, a równowagę trzymać mimo wszystko na strzemionach i kolanach. Podchodząc do lądowania, zaczęła stopniowo podnosić i odchylać sylwetkę, aby ostatecznie miękko wrócić w siodło wraz z postawieniem na ziemi kopyt przez Inso. Niemal od razu wzięła ją mocniej na siebie, chcąc precyzyjnie wyjechać zakręt do drugiej przeszkody, jaką była stacjonata. Jak zawsze w dystansie jechała w lekkim, odciążającym dosiadzie, nieco ponad siodłem, będąc gotową przytrzymać klacz kolanami, gdyby zaszła taka potrzeba. Dopiero na wprost stacjonaty usiadła z powrotem w siodle, dosłownie na dwie foule przed, zakładając, że przedtem Inso nie próbowała wyciągnąć Jess do przeszkody. Zawodniczka jednak nigdy nie miała z tym problemu w jej przypadku, toteż tym razem nie powinno być inaczej. Aktywnie jechała ją przodem, rękę trzymając spokojną. Doprowadziła hanowerkę do przeszkody, tutaj także podpowiadając jej, gdzie powinna się odbić. Wolała nie zostawiać jej samej z takimi decyzjami, zresztą pewniej się czuła mając kontrolę nad sytuacją. Tym razem odbicie wypadło znacznie bliżej przeszkody, co poskutkowało bardziej pionowym lotem. Jess ponownie zgrała się z ruchem Insostenible, swoją postawą starając się jak najbardziej ułatwić jej zadanie. Lądowanie zasugerowała na prawą nogę, stając teraz przed stosunkowo trudnym zadaniem. Ilość foule do trzeciej przeszkody była ściśle określona i nie było innego sposobu, niż odważnie poprowadzić do niej konia, biorąc pod uwagę szerokość konstrukcji. Jessie zdecydowała się pojechać to na pięć foule, co wymagało od niej sporej precyzji i dobrej komunikacji z koniem. Niemniej sprostała zadaniu i wyegzekwowała od hanowerki pożądaną ilość kroków, dzięki czemu doprowadziła ją do oksera zgodnie ze swoim zamysłem. Ponownie dała jej łydkę poprawioną ostrogą, motywując do oddania skoku; istniało bowiem ryzyko, że klacz po przerwie może zawahać się przed rowem. Ponownie przeszła do stabilnego półsiadu, w którym oddała siwce wodze, nie tracąc jednak kontaktu z pyskiem, aby ta miała do czego wrócić przy lądowaniu, które ponownie wypadało na prawą nogę. Do czwórki zaryzykowała ścięciem zakrętu, co wiązało się też z nieco spokojniejszym prowadzeniem Insostenible w dystansie. Wciąż było to dynamiczne tempo, ale foule były równe i okrągłe. Zostawiła pewien "margines" na wyprostowanie siwej przed przeszkodą i będąc na wprost niej, wysłała do niej hanowerkę, znowu dyktując tempo oraz miejsce odbicia. Wyszła za ruchem klaczy, tym razem także nie zostając w tyle ani nie wyprzedzając jej. Po lądowaniu tylko na krótką chwilę wróciła w siodło, zaraz wracając do lekkiego półsiadu, w celu odciążenia zadu siwej i dodania w dystansie do piątej przeszkody.G-Dragon - 2016-07-02, 23:04 Skierowany na linię kopert uniósł łeb wyżej, by mniej więcej określić sobie miejsce do wyskoku. Jedno ucho co jakiś czas kierował w stronę mężczyzny, wysłuchując jego pochwał. O wiele milej było być chwalonym niż ciągniętym za pysk, więc się zachowywał. Pełne skupienie na robocie, na niczym innym. Dojeżdżając do pierwszej koperty skrócił krok i wybił się w odpowiednim miejscu, przechodząc w fazę lotu. Z pozostałymi było tak samo, żadnych nieprzewidzianych akcji i potknięć. Po kopertach przyszła kolej na małą przerwę, dopóki luzacy nie ustawią nowych przeszkód. Zwolnił do stępa i parsknął głośno, przemielając wędzidło w pysku. Cały był już spieniony, więc potrząsnął łbem, pozbywając się większości śliny. Spojrzał na przeszkody, nie zauważając w nich żadnych nowości i ruszył kłusem, zaraz przechodząc do galopu na prawidłową nogę.Roller Coaster - 2016-07-03, 01:06 Siwek wyłapywał ogólny stres i podniecenie panujące już od początku dnia w stajni, co więcej kotłujące się także w dosiadającej go teraz amazonce. Prawdopodobnie stanowiło to przyczynę niemożności całkowitego rozluźnienia podczas rozgrzewki i oporów w całkowitym zdaniu się na pomoce jeźdźca. Roller Coaster nie był może koniem strachliwym i płochliwym, jednakże wszystkie niepewności w głowie Delphine odzwierciedlały się w ruchach jej ciała, na co ogier był faktycznie wyczulony.
Sam etap rozgrzewki może nie przebiegł zbyt męcząco czy szczególnie kłopotliwie, ale raczej niełatwo go było zaliczyć jako w pełni satysfakcjonującego. Siwy nie był skupiony na pracy w stu procentach z czego wynikało szwankujące odpowiadanie na sygnały jeźdźca, oczywiście nie cały czas i nie złośliwie, po prostu podniecenie momentami brało górę i ogier usztywniał się, rozglądał na boki bądź pędził do przeszkód. Na szczęście zdążył też odrobinę się zmęczyć i chociaż nie dało się powiedzieć, że uszło z niego powietrze, to po prostu przestał przy pojedynczych skokach na rozprężalni lecieć na łeb na szyję. Na parkur wjechał spokojnie, dając kontrolować wszystko dziewczynie. Grzecznie podjechał do szeregu i nie przejął się nim właściwie, w końcu nie najeżdżali na przeszkody tylko podchodzili je od boku. Dał sobą powodować bez żadnych problemów, zagalopowanie było płynne i nie zapowiadało się jeszcze na prawdziwy rollercoaster.
Czar jednak prysł i na dłuugiej linii przed zakrętem już zaczął próbować wyciągać mocniej nogi i zwiększyć tym samym tempo, przy skręcaniu na linię startu i przeszkodę tuż za nią musiał dać się trochę skrócić aby wyrobić się na łuku, przy czym gdy tylko szedł po prostej linii na rozpoczynającego oksera postawił na swoim i rozciągnął się dojeżdżając do przeszkody i wybijając się pewnie acz odrobinę za wcześnie, acz nie poskutkowało to zrzutką z powodu lekkiego zapasu jaki wziął, co nie było problemem przy LL'kowych wysokościach przeszkód. Po lądowaniu galopował dalej na prawą nogę a szedł teraz jak burza, wymykając się Delphine spod kontroli i dojeżdżając do stacjonaty zbyt szybko, w zbyt płaskim galopie i przez chwilowe zaćmienie bez brania pod uwagę zdania jeźdźca, wybił się ponownie za wcześnie, lecąc za bardzo przed siebie niż do góry, co przy stacjonatach nierzadko bywało zagrożeniem. Przednim kopytem musnął górną sztangę i może zrobiłby to ponownie tyłem (tym razem, kto wie, może nawet zrzucając rozbujany drąg) gdyby nie wyrzucił ich lekko do tyłu.
Nie wyczuł żadnych pomocy do zmiany nogi nad przeszkodą stąd wylądował ponownie na prawą. Masztalerz musiała go kierować na łuk w lewo a na zdecydowane nabranie mocniejszego kontaktu i wzmożoną pracę łydek w tym momencie Roller skomentował niezadowolonym bryknięciem, ze względu na nową równowagę lądując i dalej galopując na lewo. Kiepski początek odbijał się czkawką i ogier nie zaczął ułatwiać dziewczynie zadania, jednak utrudnianie straciło na mocy i faktycznie dał się teraz lepiej prowadzić, napierając może za mocno na wędzidło w trakcie najazdów, poza tym jednak nie wydziwiając już za bardzo, jeśli nie znajdowali się bezpośrednio przed skokiem.
Skok na stacjonatę z numerem 3 był znacznie lepszy w porównaniu z dwoma pierwszymi, moment wybicia był zsynchronizowany z momentem dania mu pomocy do wyskoku, spokojny zapas i zauważalny baskil, chociaż na pewno nie tak efektowny jak przy większych wysokościach. Może i Coaster nie stał się od razu aniołkiem, tak czy owak obudził się na pomoce Delfinowej i nawet bardziej na nie uważał a nie tylko je zauważał.Luke - 2016-07-03, 02:46 Kiedy już działaniami przed zakrętem zdołał uzmysłowić gniademu, że niestety nie kontynuują jazdy na wprost na oksera bez numeru i będą odbijać w lewo, sam zakręt nie mógł stanowić większego problemu, Sugarman postarał się, aby był ciasny, jak najbliżej stacjonaty oznaczonej jako szóstka. Musiał jednak brać pod uwagę, że ogier co najmniej w połowie drogi zorientuje się, że zmierzają na oksera ustawionego przy ogrodzeniu i przygotował się na wyraźniejsze oddziaływanie zarówno dosiadu, jak i ręki, próbując za wszelką cenę zatrzymać Corleone przy sobie, co jednak przy usposobieniu ogiera raczej nie musiało przynieść pożądanych przez jeźdźca efektów. Przeszkoda zbliżała się szybciej niż powinna i brunet nie był też w stanie utrzymać zwierzęcia ważącego około pół tony w ryzach. Postawił zatem na wcześniejsze odbicie z mocnym impulsem i zaawansowanym półsiadem, niestety trochę zbyt sztywna przed tym skokiem ręka nie nadążyła z oddaniem wodzy od razu przy wybiciu, przez co przy wyskoku Corleone nadział się pewnie pyskiem na wędzidło i chociaż już w fazie lotu dłonie poszły do przodu, sam początek był zaburzony i zapewne uniemożliwiał czysty skok. Obawę tę potwierdził odgłos pukniętego drąga i Luke, wbrew wszelkiej logice, odetchnął z ulgą, będąc też przekonanym, że sztanga najprawdopodobniej spadła. Wobec tego miał zamiar ukończyć parkur ze znacznie większym spokojem i chociaż sama taktyka najazdów po jak najkrótszym prostym odcinku nie uległa zmianie, to mężczyzna teraz stawiał przede wszystkim na wytracenie prędkości i jazdę na mocniejszych pomocach, w czym oczywiście nie było nawet odrobiny złości. Była to tylko i wyłącznie decyzja podjęta w momencie lądowania, kiedy to brunetowi zdawało się, że podium wymknęło się z zasięgu ręki i liczy się jedynie porządne przejechanie parkuru do końca.
Zatem po wylądowaniu siadł w siodło od razu dociążając dosiad i kierując Olshanskyeo po linii prostej i tylko zerkając cały czas na mur, przed któym osobiście nie odczuwał lęku i nie będzie się wahał przy najeżdżaniu. Co do najazdu, to zakręt może nie był ciasny jak poprzednie, ale na pewno pomoce zamykające były wyraźniejsze, z zewnątrz mocno ograniczył ogiera jednocześnie od wewnątrz nie pozwalając na zbytnie zejście do środka, nakłaniając do wygięcia. Najazd był też zaplanowany nieco pod kątem, mur nie był wysoki i dlatego brunet nie obawiał się takiego posunięcia, tym bardziej że zauważył u gniadosza tendencję do brania zapasu nad przeszkodą, nawet, jeśli to było tylko kilkanaście centymetrów, bo to w zupełności starczyło przy L'kowych wysokościach. A zatem dojechanie do przeszkody bardo zdecydowane, bez żadnych obaw przed samą konstrukcją, w momencie dawania łydki przed przeszkodą, wyskoku i przechodzenia do półsiadu już myślami był na dalszej trasie, konkretnie przy czerwonej chorągiewce (od strony białej, nie od zewnątrz), stacjonacie numer 8 i kolejnym ciasnym zakręcie do piątki, którą był okser. Wiedział, że musi ją wziąć z jak najbardziej kontrolowanego tempa, aby później być w stanie dojechać do szóstki po linii prostej w inny sposób niż przed siebie na łeb na szyję.
Jak pomyślał, tak i zrobił, prowadził go po obranym przez siebie kursie bez cienia myśli o możliwości zboczenia z niego, ograniczał od zewnątrz, pilnował od wewnątrz, dosiadem jak najbardziej przenosił ciężar na zad aby uzyskać efekt galopu pod górkę a nie tylko do przodu. Po ciasnym łuku zaplanowany odskok nie za blisko oksera, zdecydowane łydki i już przenoszony ciężar bardziej na prawą stronę coby wylądować na prawą nogę, oczywiście łydki w trakcie lotu także został przestawione i wyraźnie zaznaczył na bokach konia nową pozycję. Widział przed nimi nieco w oddali stacjonatę i szczere liczył na choć odrobinę współpracy Corleone.Insostenible - 2016-07-03, 13:44 W dniu zawodów zachowywała się jak zwykle spokojnie, nie wykazując żadnych objawów stresu, podekscytowania. Była przyzwyczajona do zamieszania panującego w stajni podczas przygotowań do startów, więc zbytnio nie zwracała uwagi na krzątające się po korytarzach pary. Podczas rozgrzewki była ciągle skupiona na właścicielce, zapominając o otoczeniu i innych koniach, które zresztą kojarzyła z widzenia.
Przeszła płynnie do aktywnego, acz nie za szybkiego kłusa i pokierowana wjechała na teren parkuru, gdzie również przez chwilę ogarnęła wzrokiem przeszkody. Ustawiona wysokość była wręcz idealna, Jess mogła sprawdzić jak Inso radzi sobie z wyższymi skokami po przerwie. Szybko zareagowała na pomoce i zatrzymała się, równo obciążając wszystkie kończyny, tworząc miły dla sędziów obrazek. Przeżuła kilkakrotnie wędzidło i szastnęła gęstą, równo przyciętą kitą, czekając na sygnał do stępa. Gdy nastąpił, klacz chętnie ruszyła i wkrótce nieco gwałtownie przeszła do galopu, zaczynając oczywiście od dobrej nogi. Od razu przybrała sobie odpowiednie tempo, kryjąc pod sobą sporą część ziemi. Mijając już szereg weszła w zakręt, aby skierować się na pierwszą przeszkodę, którą był okser. Klacz szła dosyć mocnym tempem, pozostawiając swój przód lekkim i obciążając zad, który był cały czas zaangażowany. Zamknięta w pomocach nawet nie przeszła jej przez głowę myśl odmówić skoku, posłana półparada sprawiła, że była w pełni skupiona na zadaniu i gotowa do wykonania skoku. Nieco bardziej uniosła przed skokiem łeb, przyglądając się stawioną przed nią przeszkodą, która była dosyć spora. Sama wyliczyła miejsce, w którym ostatecznie mogłaby się odbić, jeśli tylko Jess nie wskazałaby jej tego miejsca, co raczej było niemożliwe, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Po pokonaniu określonej liczby foule i po dostaniu zrozumiałego impulsu łydką jak i ostrogą siwa odbiła się dosyć siłowo, co było raczej konieczne podczas skoku nad takim okserem. Złożyła ładnie przednie jak i tylne kończyny, zapobiegając przy tym zrzutce i wyciągnęła swoje ciało, dokrywając prawidłowo przeszkodę. Jej skoki były stosunkowo ekonomiczne, nie robiła wielkich zapasów jak to miały w zwyczaju młodsze konie, jedynie większość energii zabierały jej mocniejsze, pewniejsze odbicia, takie jak właśnie te. Lądowanie poszło po ich myśli, Inso mocno zamortyzowała upadek nadgarstkami, jednocześnie sprawiając, że powrót na ziemie był miękki. Zebrała się szybko do starego ustawienia, powracając do dynamicznego galopu, który był w tej sytuacji pożądany. W drodze do kolejnej już przeszkody pozwoliła sobie delikatnie dodać, zyskując przy tym nieco cennego czasu, ale nie przesadzała z prędkością, aby nie zabić się przypadkiem na pokonywanym właśnie zakręcie. Wyprostowała się sprawnie przed dwójką i ponownie zmierzyła ślepiami budowlę, unosząc przy tym nieco swój łeb. Zad obciążyła, kumulując w nim energię, która była potrzebna do wykonania precyzyjnego i dobrego skoku. Przody uniosła, zwiększając nieco akcje przedniej pary nóg. Wyraźne sygnały zostały przez nią prawidłowo odczytane, więc siwa wykonała swój drugi już skok, tutaj starając się o bardziej o wysokość, niż szerokość, tak jak w poprzednim przypadku. Wykorzystała oddane przez Jess wodzę, prawidłowo wyginając szyjko i baskilując delikatnie. Podczas lądowania wyrzuciła nieco mocniej zadnie nogi, strzelając przy tym ogonem w powietrze z charakterystycznym świstem. Oczywiście pierwszą nogą, która stanęła na ziemi była ta prawa, co wynikało z zasugerowania tego przez właścicielkę. Nie miała problemu z ponownym zebraniem się do kupy, nastąpiło to bardzo szybko. Myśląc już o kolejnym skoku wyszukała wzrokiem przeszkody numer 3, którą był okser. Na życzenie Jess trzymała się tej ściśle określonej liczby foule, wykonując dokładnie 5 kroków i tym samym docierając do oksera zgodnie z planem. Nie była koniem z natury strachliwym i była przyzwyczajona do wszelakich rowów czy murów, więc nie zawahała się przed skokiem i teraz. Dodatkowo doskwierała ją myśl, że na poprzednich zawodach właśnie to nad rowem zawiodła, więc chciała tym razem nie zawieść. Wybiła się sprawnie i siłowo ponad poprzeczki, tym razem pozostawiając nad nim nieco więcej zapasu niż wcześniej. Podręcznikowo wygięła się nad nim, dokrywając i chowając kończyny, wykonując wszystko zgodnie z swoim schematem. Podczas powrotu na podłoże przechyliła się delikatnie w prawo, znów lądując na tę nogę. Wjechała na zakręt, tym razem decydując się na spokojniejsze, aczkolwiek dalej aktywne tempo, które pozwoliło na bezpieczne wykonanie skrótu. Sprawnie i bez problemu wyprostowała się przed czwórką i celując prosto w środek dotarła pod nią i finalnie odbiła się, korzystając jak zwykle z wyjątkowo umięśnionego zadu. Wylądowała miękko i pokierowała się do piątki, dodając na życzenie jeźdźca.Diego Montana - 2016-07-03, 18:17 Pierwsza część przejazdu, właśnie była za nimi z czego Diego osobiście, niezmiernie się cieszył. Choć ściąganie ogiera siłą, nie było najprzyjemniejsze, to jakby nie miał innego wyjścia. No w sumie, miał jeszcze jedno, mógł skończyć przejazd i tyle, ale nie wchodziło to w grę. Powinien sobie chyba, kupić jakieś normalniejsze konie Z drugiej strony, cierpiał by na okropną nudę, gdyby nic się nie działo kompletnie w jego życiu. Na szczęście, coś go kopnęło i wsadził mu do pyska, lepsze wędzidło. Co choć trochę, powinno studzić jego mordercze zapały. Z pewnością choć, dawało się go na tym prowadzić. Po lądowaniu za siódemką, nie pozwalał mu na pędzenie na łeb na szyję. Trzymał go krótko z różnym tego skutkiem, lepszym albo gorszym. Pocieszał się faktem, że do końca zostało raptem 6 przeszkód, więc oni nie dadzą rady? Mocne tempo, które gniadosz utrzymywał, miało pewne swoje plusy. Mieli doskonały czas, ale gorszy przejazd pod względem zgrania się, jednak ważniejsze dla chłopaka było, że na czysto i bez kontuzji. Odbili znów na krótką ścianę, której się dość trzymali długo. Praktycznie równo ze złączeniem krótkiej z długą, wykręcili lekki łuk w lewo. Prostując tor jazdy do ósmej przeszkody, ponownie oksera. Przytrzymał ogier mocniej na pysku, ponownie unosząc jego przody, dociążając zadek konia. Równe trzymanie wodzy, stabilna ręka i dosiad, zamknięty w łydkach i prowadzony do przeszkody. Odbili się do niego szybciej, niż do zwykłej stacjonaty, po łydce która została przyłożona do jego boku. Kiedy wszedł w fazę skoku, on się podniósł w siodle, wchodząc w półsiad, wyciągając również w przód ręce, by podążyły za pyskiem konia. Po lądowaniu, nawet pozwolił mu delikatnie nabrać znów tempa, ale nie rozpędzać się jak ostatnio ! Przerobili kawałek terenu jeszcze po prostej, by skręcić znów na lewo. Musiał go mocno trzymać na pysku i nawet próby szarpania się ogiera, nie robiły na nim większego wrażenia. Bo w sumie to on, dostawał bardziej po pysku, solidniejszym wędzidłem, niż Diego po ręce. W razie problemów, mocniej siadł na jego zad, by iście pod górkę, nieco zniwelowało jego zapędy, odnośnie zapierniczania jak zatoperek. Zamknięte łydki, pełny i pewny dosiad, stabilna ręka i doprowadzenie do miejsca, gdzie ogier powinien się odbić od ziemi, a tam chłopak już tylko, zgrał się z jego ruchem podczas skoku. Lądowanie na prawo, mocne przytrzymanie i ostry skręt w prawo, zaraz za krzaczkiem, a tuż przed przeszkodą 5/13. To też był stacjonata, więc zdecydował się właśnie na taki, a nie inny ruch. Przytrzymanie go, poskutkowało dobrym najazdem, ale krótkim do 10. Mocniejsze podniesienie go do przeszkody, a w razie co wspomaganie sobie bacikiem. Był to trudny najazd i ogierowi, zwyczajnie mogło coś odjebać. Po doprowadzeniu go do przeszkody, po prostu odesłał go do skoku, dodając łydkę do jego boku i zgrywając się z nim, podczas lotu. Lądowanie dla odmiany na prawo, pozwolił mu teraz na mocniejsze nieco tempo. Z dwie foule po prostej, skręt w prawo za przeszkodą numer 6a, gdzie gniadosz został wsparty łydkami. Wyjechanie na prostą do oksera odznaczonego 11, znów drobne problemy z przywołaniem ogiera do porządku. Ponownie mocniej dociążył jego zad i uniósł przody, szykując do dalszego skoku. Odmierzając stosowną odległość, ponownie łydką, odesłał ogiera do skoku, wypuszczając tą energię w przód. Kiedy ten uniósł się do skoku, Diego wszedł w półsiad i wysunął ręce w przód, swobodnie pozwalając mu, wyciągnąć się do skoku. Lądowanie na lewo i gotowość do wykonania, kolejnego ciaśniejszego zakrętu. Kawałek po prostej, by zaraz za krzaczkiem, skręcić w lewo. Chwilę jazdy przy krótszej ścianie, by zaraz odbić znów na lewo i wyjechać na prostą do 12. To była przed ostatnia przeszkoda, nie mniej ważna od wszystkich poprzednich. Trzymał go znów krótko, by sprawnie i bezbłędnie wpierw dojechać, a potem pokonać tą przeszkodę. Pewnymi pomocami, doprowadził go do tej stacjonaty, by przed ostatni raz, odesłać go do skoku i zgrać się z nim w czasie lotu. Popuścił mu nieco, pozwalając znów nabrać tempa, a niech wydusi z siebie, te resztki sił do ostatniej przeszkody. Po prostej i dopiero skręt w prawo za krzaczkiem, a przed 2. Znowu wyjechanie na ostatnią prostą do ostatniej przeszkody, która była numerem 13. Ogierowi już brakowało sił na walkę, więc gładko go dość skrócił, ponownie unosząc przody i dociążając zadek konia. Trzymanie resztek siły w zadku, dojechanie do odpowiedniego miejsca i wypuszczenie jej wraz z łydką, która została dołożona do boku konia. Kiedy ten, wszedł w fazę skoku, Diego uniósł się w siodle, lekko pochylając i oddając mu wodze. Po lądowaniu, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Zwolnił gniadosza do kłusa, by zjechać z nim z parkuru.
z.tLucas - 2016-07-03, 19:23 Przybył na parkur w celu przeprowadzenia treningu z jednym z Orchardowskich koni. Jak zwykle wszędzie było tłoczno, toteż zdecydował się na trening na świeżym powietrzu, chcąc skorzystać z pięknej pogody. Upewniwszy się, że nikomu nie zawadza, zaczął ustawiać na placu różnorakie konstrukcje, które zamierzał wykorzystać podczas jazdy. Nie lubił prosić kogoś o pomoc, więc wolał wcześniej poustawiać stosowne przeszkody. Skończywszy, przysiadł na jednej ze stacjonat i z niecierpliwością zaczął wyczekiwać swojego rumaka, który na dobrą sprawę powinien już tu być.Corleone Olshansky - 2016-07-03, 19:36 Tuż po tym, jak Olshansky uświadomił sobie, że nieoznakowany okser wcale nie jest ich kolejnym celem, chwilowo powrócił myślami do Luke'a. Błyskawicznie zareagował na jego sugestię, skręcając w lewo za przeszkodą oznaczoną numerem szóstym. Ciasny łuk rzeczywiście umożliwił mu lepsze wykorzystanie swoich możliwości, a jeźdźcowi zachowanie nad nim większej kontroli. Tymczasowo... Ogier popełnił ten sam błąd, co przedtem, ale zupełnie nie odbierał tego w tych samych kategoriach. Widząc przed sobą przeszkodę, po prostu zaczął rozpędzać się coraz bardziej, całkowicie lekceważąc działania Sugermana. Nie czekał też na niego, doprowadzając do sytuacji, w której jeździec nie miał szans na przygotowanie się do skoku. Ten nastąpił w najmniej oczekiwanym momencie - gniadosz ponownie odbił się z daleka. Wszystko mogło skończyć się dobrze, ale Luke niechcący przytrzymał go za pysk. To uniemożliwiło ogierowi płynne wyjście do skoku, ale nie powstrzymało go przed nim. Po prostu nie wyciągnął szyi, co nieco zaburzyło równowagę i ukróciło lot o parę cennych centymetrów. Stawiając przednie kończyny po drugiej stronie przeszkody, zadnie mocno podkurczył, jakby starając się uchronić drągi przed ściągnięciem ich. Ostatecznie trafił w nie, ale na tyle "szczęśliwie" aby pozostawić je na miejscu. Natychmiast poderwał przody mocno ku górze, sprawiając iż kolejny krok galopu przypominał typową niesubordynację. Zapewne był gotów aby nieco podyskutować z jeźdźcem na temat tego, jak będzie wyglądała ich dalsza jazda, ale widok kolejnej przeszkody skutecznie go od tego odciągnął. W swoim życiu nie widział zbyt wielu murów (prawdę mówiąc - ten był pierwszy, wcześniej widywał tylko podmurówki), dlatego jego widok znacznie zaoferował gniadosza. Postawił uszy na sztorc i krótko nimi zastrzygł, zdradzając zaciekawienie dotąd nieznaną konstrukcją. Nie obawiał się jednak muru, a jedynie okazał mu uprzejme zainteresowanie. Bądź odebrał jego wyzwanie, to zależy. Niemniej pozwolił się doprowadzić do muru bez walki, co tym razem popłaciło odbiciem z pożądanego i przewidzianego miejsca. Skok ponownie nie należał do przesadnie wysokich, ale tym razem był przynajmniej poprawny technicznie, od początku do końca. Mimo wcześniejszego zgrzytu, Corleone nie obawiał się teraz wyciągnąć szyi, co uczynił bez zawahania. Kończyny uniósł wysoko, ale nie złożył ich do końca. Zapas, który zyskał odpowiednio mocnym odbiciem, był wystarczający aby "cegłówki" pozostały nienaruszone. Po wylądowaniu kontynuował energiczny galop po wyznaczonej przez Luke'a trasie, nie próbując z niej zboczyć - przede wszystkim dzięki ciągłemu domknięciu w łydkach i stabilnemu kontaktowi. Galopując wyrazistym łukiem do piątki, parokrotnie ciężko parsknął, ponownie stawiając uszy do przodu, jak gdyby potrzebował tego "wyżycia" się, aby teraz wyluzować. W rzeczywistości to wysoki poziom adrenaliny pozwolił mu zapomnieć o dyskomforcie i nawiązać z jeźdźcem choćby nić porozumienia. Do oksera wyszedł więc aktywnie, ale kontrolowanie, odzyskując pożądaną przez Sugarmana tendencję do galopu pod górkę. Mógł poczuć, jak Corleone chętnie wyciągnąłby go do przeszkody po raz kolejny, ale wyjątkowo się poddał i dostosował. Odskok wypadł w oczekiwanym miejscu, a że Luke go wyczekiwał, tym razem nie powinno dojść do najmniejszego zachwiania równowagi mimo iż Olshansky ponownie włożył w skok sporo siły. Lądowanie było dalekie i stabilne. Po nim gniadosz kontynuował galop na wprost, na prawą nogę prowadzącą, nie próbując spłaszczyć foule w najeździe do stacjonaty.Little Parrish - 2016-07-03, 20:47 Nie sprawiała większych problemów w trakcie rozgrzewki możliwe, że przez wzgląd na to, że zaczęła pomału rozpoznawać właściciela. Ponownie jednak skakała niechętnie, ociężale pokonując przeszkody, po rozprężeniu "wyższe ustawienie" nie sprawiało jej problemów, w końcu ujeżdżenie wymagało od niej tego praktycznie zawsze, ale tempo, które później będzie wymagał i do którego nie jest zmuszana na czworobokach - już może prowadzić do komplikacji.
Po wjechaniu na parkur pokazała mocno reprezentacyjny kłus prosto z czworoboku kładąc uszy po sobie nienaturalnie sama z siebie skrócona, widać było, że nie odpowiada jej obecność tutaj, a tym bardziej kiedy Diego podszedł z nią do muru. Niegdyś takie skakała, więc znać znała, co nie zmieniło faktu, że podeszła do niej drobiąc praktycznie w miejscu i furcząc niczym prawdziwy ogier, stanęła jednak w końcu obok przeszkody, nerwowo grzebiąc nogą w oczekiwaniu na odejście od niej. Wdzięczna za ruszenie się spod przeszkody odpowiedziała na jego pomoce zagalopowaniem na prawo zbyt mocno przyzwyczajona do dokładności w chodzie niechętnie szła do przodu - było to dla niej nienaturalne względem treningu. Stąd jej tempo się nie poprawiało - jedynie wyciągała foule, co mogło potem skutkować słabą równowagą w momencie wybicia, stąd lepiej by było prowadzić ją jej "naturalnym" tempem.
Zauważając przeszkodę, na którą kierował ją jeździec postawiła uszy spinając się automatycznie, mimo to w jej galopie nic się nie zmieniło, takim czworobokowym dodaniem dojechała do miejsca wybicia w którym przytupnęła, chcąc nie chcąc narzucone tempo kompletnie jej nie pasowało, więc sama zdecydowała się sobie ułatwić zadanie. Mimo przytupnięcia i wybicia się z tzw. "piątej" nogi pokonała okser na czysto prezentując całkiem niezły, bardzo dokładny baskil nad przeszkodą z niewielkim zapasem . Po przeszkodzie poczuła, że wreszcie jeździec zrozumiał, że nie zmusi jej do chcianego tempa, mogła więc swobodnie galopować po swojemu, co nie oznacza, że jej tempo nie było aktywne. Jak na nią było całkiem niezłe.
Kiedy jednak po raz kolejny narzucił jej "dodanie" podrzuciła nerwowo pyskiem niechętnie poszerzając wykrok, ale tracąc na jakości galopu. Ciężko było mu ją przepchać, gdyż walczyła o swoje - jak to kobyła. Jakoś jednak dotarli do dwójki przed którym sama podniosła się nieco mimowolnie skracając mimo łydki jeźdźca, dopiero kuksaniec ostrogą/bacikiem wymusił na niej pozostanie w aktywnym tempie co doprowadziło do równego podejścia pod przeszkodę i pokonania jej na czysto, ponownie w całkiem niezłym jak na nią stylu. Gdy jeździec wrócił w siodło trwała chwilowa walka o tempo, aż wreszcie Diego pojął, że nie ma co jej dodawać, a korzystać z jej skrętności i jezdności i nadrabiać trasą.
Ciasno pojechali przy szóstce co nie robiło na niej większego wrażenia, gdyż równowagę w każdym chodzie miała naprawdę wyśmienitą. Na półparady odpowiadała lekkim odpuszczeniem w potylicy przez co stawała się łatwiejsza w prowadzeniu, ponownie równo podjechała do przeszkody wspomagając się sugestiami i pomocami jeźdźca wybiła się w wybranym przez niego miejscu przed okserem i jego pokonując na czysto, jednak praktycznie bez zapasu.
Prawie od razu po lądowaniu postawiła uszy, spinając się bardziej w trakcie obserwowania zbliżającego się do niego muru, mógł poczuć jak ta skraca się samoistnie, a ponowne poszerzenie ram mogło okazać się problematyczne, na szczęście te 3 foule przed odpowiedziała na bata, nieco poszerzając foulę i tym samym weszła mocną foulą w miejsce wybicia atakując mur i skacząc go jak najbardziej poprawnie i tym razem ze sporym zapasem spowodowanym strachem przed konstrukcją. Po skoku położyła uszy po sobie, wracając do swojego tempa, na które na szczęście zgodził się jeździec.Jessie - 2016-07-03, 21:50 Poprowadziła Argent blisko ósemki, tym samym możliwie najbardziej skrócając najazd na piątkę. W najeździe do owej przeszkody usiadła w siodle, osiągając przez to nie tylko większą kontrolę, ale również dociążenie zadu. Lekko uniosła ręce, zachęcając gniadą do podniesienia przodu i doprowadziła ją do oksera zamkniętą w łydkach, na równym, stabilnym kontakcie. Tutaj także podyktowała jej miejsce wybicia, co umożliwiło Jessice przygotowanie się do skoku i ponowne, bezbłędnie zgranie się z ruchem klaczy. Wysunęła rękę lekko do przodu, umożliwiając Star wyciągnięcie się w locie. Pomogła jej też wylądować w równowadze, odchylając się do tyłu w ostatniej fazie skoku, co pozwoliło jej wrócić miękko w siodło. Dalej poprowadziła holsztynkę na wprost, nie zmieniając tempa. Nie było ono karkołomne, a sama Argent była wystarczająco silna, aby pokonać stacjonatę mimo płaskiego skoku. Przerabiały to już nie raz - po prostu pozwoliła jej się wybić trochę wcześniej, jasno przedstawiając swoje oczekiwania. Gdyby wcześniej nie nauczyła jej ścigania, teraz pewnie by nie ryzykowała. Zresztą jak się okazało, nie przeliczyła się, bo klaczy udało się swobodnie pokonać stacjonatę z takiego tempa, choć niektórzy na widowni pewnie złapali się za głowę. Od razu po wylądowaniu wzięła ją na siebie, aby pojechać między dwoma nieoznakowanymi przeszkodami i tym samym skrócić sobie najazd do szeregu. Łuk do niego wyjechała porządnie, zostawiając sobie wystarczająco miejsca aby wyprostować klacz i narzucić jej swoje tempo. Wprowadziła ją w szereg precyzyjnie, dyktując wybicie przed okserem odpowiednio wcześniej. Wyczekała momentu oddania skoku, by dopiero wtedy wyjść do półsiadu i podążyć za ruchem Argent. Lądując, przytrzymała ją lekko, nie chcąc by przypadkiem spróbowała wziąć stacjonatę na skok-wyskok, podczas gdy szereg uwzględniał pomiędzy jedną foule. Zaraz ścisnęła boki Argent łydkami, po czym płynnie przeszła w półsiad, elastycznie oddając rękę. Po skoku tylko na chwilę wróciła w siodło, by następnie wrócić z powrotem do półsiadu, co miało na celu ponowne podkręcenie tempa. Ich ostatnim celem była pojedyncza stacjonata stojąca po niewielkim łuku, do której Jess zdecydowała się podejść równie odważnie, co przedtem do szóstki. Dopiero na trzy foule przed stacjonatą lekko przytrzymała klacz kolanami, zarazem wykonując pojedynczą półparadę, która miała za zadanie skupić jej uwagę na przeszkodzie. Podprowadziła ją pod stacjonatę i dała łydkę, po czym po raz ostatni w trakcie tego przejazdu zrobiła półsiad, nie wyprzedzając ruchu konia. Ukończywszy parkur niemal od razu przeszła do kłusa, poklepała klacz po szyi i już stępem zjechała na rozprężalnię, gdzie oddała Argent w ręce luzaka, samej mając za zadanie wziąć już kolejnego konia. /ztDiego Montana - 2016-07-03, 22:10 Dlaczego trenował z nim na skok-wyskok? Nie bez powodu, dziś miał w planach, przerobienie z ogierem podwójnych i potrójnych szeregów, w różnych kombinacjach. Dlatego te wszystkie skoki, rozgrzanie mięśni, czy wykonywanie figur o różnych łukach, było takie ważne. Na razie, czekały ich zwykłe, takie pojedyncze. Bo to co lepsze, Diego zachował na sam koniec, niczym taka wisienka na torcie. Utrzymując równy galop, pełny dosiad i zamknięte łydki na bokach konia, skierował go na pierwszą za stacjonat. Ta miała akurat 60cm, pewnie do niej jechali, bo jakby inaczej w wykonaniu Dragona Diego szybko odmierzył idealną odległość, łydką odsyłając konia do skoku. Kiedy ten, się w niego wzbił, on się tylko z nim zgrał w trakcie lotu. Lądowanie, wyszło im trochę twardo, ale to i tak Diego bardziej oberwał po plecach. Jednak kto, by się tym przejmował? Na pewno, nie gniadosz. Po prostej do drugiej stacjonaty 70, ale bez szaleństw ! Mniej my nadzieje, że dojechanie ich do niej, równie dobrze wyszło co do poprzedniej. Łydka i zgranie się z koniem w skoku, potem krótka pochwała.Mia - 2016-07-04, 00:39 Po wylądowaniu krótko nagrodziła Windsora za udany skok, chociaż myślami już była przy kolejnej przeszkodzie, w której stronę skierowała swój wzrok. Skręciła na prawo, przytulając się do dziewiątej stacjonaty i nieznacznie ścinając najazd do samej czwórki, którą był masywny okser. Na czas wyprostowała siwego, kierując go na sam środek przeszkody, by następnie pozwolić mu na samodzielne dobranie miejsca do wybicia. Sama jedynie uważała na to, aby nie zaburzyć jego równowagi i podążyć za jego ruchem, unosząc się znad siodła. Nie zdziwił jej fakt, że i tym razem uniknęli strącenia. Bardziej zaskoczyłoby ją dotknięcie drąga, ale na całe szczęście nie spotkała się z taką sytuacją. Po lądowaniu na lewo wybrała bardziej spłaszczony zakręt, a przy tym także najazd pod nieznacznym kątem. Tym razem postanowiła pomóc Windsorowi w tym skoku i wyznaczyła miejsce do wybicia mocniejszą łydką, wszystko poprzedzając kilkoma półparadami, by w chwili wybicia bezzwłocznie podążyć za jego ruchem, cofając biodra i oddając wodze do swobodnego wyciągnięcia umięśnionej szyi. Kładąc większy nacisk na lewą stronę, zasugerowała lądowanie właśnie na tę nogę.
Kolejna decyzja dwudziestolatki była stosunkowo ryzykowna, bo ta postanowiła maksymalnie skrócić najazd na rzecz krótszego czasu. Minęła dwunastą przeszkodę, za którą poprowadziła łagodny łuk wprost na środek pierwszego członu szeregu. Oczywiście w porę zdążyła wyprostować belgijczyka, by tym samym gwarantować sobie prostą drogę do pokonania ów kombinacji. Podparła go łydkami i paroma półparadami ubiegała się o uwagę gniadosza na sobie, a zamknąwszy go w korytarzu z pomocy, w końcu zdecydowała się na zaatakowanie przeszkody, kiedy tylko była w odpowiednim ku temu miejscu. Ścisnęła jego boki i po odbiciu podążyła za ruchem konia, zwinnie podnosząc się z siodła i stając w dwóch strzemionach, obciążając je równomiernie. Myślami była już przy okserze, który stanowił nieco większe wyzwanie niż poprzednia, niska stacjonata. Wykonała niewielkie dodanie, by następnie zachęcić wałacha do skoku, w którym zgrała się z nim, zaraz unosząc się z siodła i podążając za ruchem skoczka, któremu elastycznie oddała rękę. Przy lądowaniu ponownie zadbała o to, by obciążyć oba strzemiona równomiernie, spojrzeniem już namierzając siódmą przeszkodę, która znajdowała się kilkanaście metrów przed nimi. W tym dystansie pozwoliła sobie na to, aby przesunąć nieco nadgarstki do przodu i zasugerować dodanie, samej pozostając w lekkim siadzie. Ciągle jednak kontrolowała sytuację na tyle, by w porę przytrzymać piętnastolatka, na ostatnie foule siadając w siodło i ściągając łopatki. Obciążyła jego grzbiet, unosząc też lekko na przodach. Podobnie jak poprzednio, dała mu swego rodzaju kredyt zaufania, chociaż to w jego przypadku nie było nowością. Znali się na tyle, by dziewczyna mogła robić to bez zawahania, stąd też jej decyzja o tym, by pozwolić wałachowi na samodzielnie dobranie najwygodniejszego miejsca do rozpoczęcia skoku. Naturalnie nie pozostawiła go w tej sytuacji samego, bo jeśli wyczuła jakąkolwiek niepewność, przejęła pałeczkę i pomogła mu w tym. To jednak nie powinno mieć miejsca, więc jedyne co jej pozostało, to podążyć za jego ruchem. Przeszła w półsiad adekwatny do wysokości samej przeszkody, przy czym także nie kładła się na jego szyi ani nie pozostawała w tyle. Przesuwając nadgarstki do przodu, oddała mu elastycznie wodze, nie tracąc przy tym kontaktu z jego pyskiem.
Z jakże szczerym i radosnym uśmiechem wróciła w siodło, by po przejechaniu mety fazy pierwszej rozpocząć drugą. Pomimo roznoszącego jej szczęścia nie pozwoliła sobie na to, aby rozkojarzyć się i popsuć przejazd.Luke - 2016-07-04, 15:26 Jadąc po prostej do stacjonaty z numerem 6 dociążał dosiad, co foulę dociskał lewe kolano, chcąc nie chcąc podtrzymując łydką impuls do galopu, półparadami próbując nie dość, że skupić go na sobie, to chociaż trochę zaokrąglić. Kątem oka zerknął na tę felerną trójkę i ze zdziwieniem zauważył, że wszystkie sztangi są na miejscu, a przecież w pobliżu nie było nikogo, kto by ewentualnie zrzuconego drąga ułożył z powrotem na miejsce. Czyli jednak póki co jechali na zero? Jeszcze bardziej wziął się w garść, patrząc teraz na stacjonatę i to, co za nią. Zastanawiał się, czy uda im się wziąć krótszą drogę, czy jednak będą zmuszeni pojechać tą kawałek dłuższą.. W połowie drogi do szóstki spróbował zepchnąć go trochę prawą łydką na lewą stronę, coby móc najechać na szóstkę po lekkim skosie i mieć wygodniejszy punkt wyjścia do ciaśniejszego zakrętu. Wiedział jednak, że musi doprowadzić ogiera do tej stacjonaty relatywnie spokojnie, zatem działał głównie zdecydowanym dosiadem, aby najpierw możliwie stonować tempo galopowania, przed przeszkodą natomiast już tylko doprowadzał nim gniadego do stacjonaty i przeszedł w półsiad po daniu łydkami sygnału do skoku i faktycznym wyskoku Corleone. Ręka poszła wzdłuż szyi do przodu na tyle, na ile jego wierzchowiec tego potrzebował, zachowując jednak napięte wodze, by po lądowaniu i natychmiastowym powrocie czterech liter do siodła ponownie były, no, nazwijmy to, na kontakcie.
Postanowił przedsięwziąć mocne wygięcie w prawo coby zdążyć przejechać jeszcze przed rowem z wodą i wykręcić na szereg, który swoją drogą ustawiony był dosyć korzystnie, bo znacznie łatwiej skacze się najpierw oksera a później stacjonatę. Jeśli jednak zorientował się, że taki manewr jest niemożliwy, pokierował go pomiędzy rów a stacjonatę, by dopiero później wykonać ciasny zakręt. Tutaj musiał uważać, by przy ewentualnych sporach z Olshanskym nie wypuścić go do skoku za późno, bo od tego zależało powodzenie nie tylko na członie A, ale też B.
(Nie jest nigdzie napisane ale przyjmuję, że kombinacja jest ustawiona na jedną foulę galopu pomiędzy przeszkodami )
Jechał pewnie i zdecydowanie, miał jeden cel który mu przyświecał i domyślał się, że z ogierem jest podobnie - dał to po sobie poznać zarówno na rozgrzewce, jak i dotychczas na parkurze. Szczerze wątpił w zawahanie przy przeszkodach, co jednak nie znaczyło, że wszystko zawierzał gniademu, był w końcu jeźdźcem i jego zadaniem było prowadzenia konia do przeszkody, nawet, jeśli ten sam na nią parł. Nieważne.
Nie próbował walczyć z ogierem, próbował przekonać go do swojego sposobu, który sprowadzał się do dwóch słów: "nie pędź". W myśl tej zasady jechał go najlepiej jak potrafił, jednocześnie nie uniemożliwiając mu ruchu do przodu który bądź co bądź był przecież niezbędny aby w ogóle pokonać przeszkody. Analogicznie jak poprzednio, zdecydowane dojechanie, w razie czego wcześniejsze puszczenie chociaż starał się wycelować w obrany przez siebie punkt z wybiciem, półsiad, ręka do przodu, już przy lądowaniu siadał z powrotem w siodło i nabrał wodze aby tę jedną foulę faktycznie ponownie go doprowadzić a nie dać się nieść czy pozwolić na wyłamanie, nawet jeśli ogier się trochę wyciągnął do stacjonaty to trudno, w końcu Luke był w razie czego przygotowany na mocniejszy półsiad przy mniej wygodnym locie głównie pod górę niż do przodu, no ale cóż, życie.
Po kombinacji była długa i lekko wygięta linia do ostatniej przeszkody, stacjonaty oznaczonej jako ósemka. Szczerze? Już nawet nie zabiegał tak bardzo o spokój, ale nie, żeby się poddał czy odpuścił. Dalej stał na straży, aby gniady nie wyciągał galopu na płasko, z tym, że jeśli teraz trochę przyspieszał zachowując jednak sprężystość chodu i chociaż w jakimś stopniu tendencję pod górkę, to mógł lecieć. Wierzył, że i tym razem odda dobry skok, odmierzał tylko odległość do wybicia, impuls, półsiad, ręka w przód. Przez linię mety ciężko było nie przejechać po przeskoczeniu stacjonaty, koń musiałby się chyba zatrzymać przy lądowaniu, obrócić o 90 stopni i uciec, ale to był scenariusz chyba niemożliwy.
Po przeskoczeniu ostatniej przeszkody i minięciu chorągiewek finiszowych (bo miejmy nadzieję, że ogier nie urzeczywistnił opcji z brykaniem i zrzucaniem zawodnika) dał mu jeszcze chwilę pogalopować po dużym łuku, odciążając dosiad i oddając mu trochę wodzy. W tym końcowym momencie skinął jeszcze w trakcie jazdy w stronę jury i dopiero wtedy zaczął wyhamowywać Corleone, aby kłusem bądź, jeśli się udało, to stępem opuścić teren parkuru.
Na rozprężalni stępowali co najmniej dziesięć minut a może i więcej, zależnie od tego, w jakim stanie po przejeździe był wierzchowiec. W oczekiwaniu na ewentualną rundę honorową zerkał na inne pary i czasem gadał coś do Olshanskyego, później albo zostali wywołani do dekoracji albo i nie... i później oddalili się. :>G-Dragon - 2016-07-04, 15:37 Mężczyzna mógł dziękować bogu, że ogier po pierwszej części przejazdu zdążył stracić nieco zapału i energii, dzięki czemu nie szalał już tak jak na samym początku. Choć nadal starczało mu siły na skoki i szybkie tempo galopu. Jednak nie szarpał się już z jego ręką na chama oraz bardziej z nim współpracował. Swoją robotę zrobiło również wędzidło, które kłując ogiera w podniebienie i uciskając wrażliwą żuchwę skutecznie zniechęcały go do dalszych wariactw. Aż dziw bierze, że już na samym początku nie rozbili się na żadnej przeszkodzie, no i że mężczyzna sobie tego wszystkiego nie odpuścił, bo niektórzy woleliby odpuścić sobie przejazd na aż zanadto pobudzonym ogierze. Diego jednak należał do ludzi upartych i prędzej dałby się zabić na którejś przeszkodzie niż zrezygnowałby z przejazdu na jednym ze swoich czołowych koni w stawce. Dragon mimo swoich chwilowych odpałów miał serce do skoków, więc niedopuszczenie go do startów bardzo by go zezłościło i zapewne zrobiłby się jeszcze gorszy niż był teraz. Na jego zachowanie w głównej mierze miał wpływ sam klimat zawodów, taka ilość koni oraz ludzi. Chciał się chłopak wyszaleć i popisać ot co.
Po lądowaniu za przeszkodą numer siedem nie pędził już tak jak na początku przejazdu, a dał się okiełznać i prowadzić jeźdźcowi, co zapewne obydwóm ułatwiało współpracę. W końcu gniady sobie przypomniał, że ma kogoś na grzbiecie i warto się tego kogoś słuchać. Bo sam raczej niczego tu nie zdziała, tylko narobi szkód sobie i facetowi. Wyjechał na krótką ścianę, przy której znajdowali się do samego narożnika. Tam ogier wykręcił lekki łuk i znalazł się przy ósemce, którą był okser. Trzymany mocno za pysk ogier unosił łeb do góry, mocniej dociążał zad, jednocześnie sprawiając, że jego przody stawały się znacznie lżejsze co pomagało przy lepszym skoku. Minimalnie przyspieszył przed samą przeszkodą i odbił się nieco wcześniej. Podciągnął przody pod siebie i wyciągnął do przodu pysk, przechodząc w fazę skoku nad przeszkodą. Szybko wylądował po drugiej stronie, a czując więcej luzu na pysku ponownie podkręcił swoje tempo, lecz nie pędził już tak jak na samym początku. Ból jaki sprawiało mu wędzidło wcale nie był przyjemny, a on nie był masochistą. Kierował się chwilę po prostej, by po jakimś czasie odbić na lewo, na kolejną przeszkodę ustawioną na parkurze. Podjechał odpowiednio blisko i przeskoczył przeszkodę bez żadnych komplikacji. Wylądował na prawą nogę, zaraz wykonując ostry zakręt podczas którego musiał znacznie zwolnić. Zarzucając łbem do góry wykręcił w prawo mijając krzak i naprostował się przed stacjonatą. Próbował to zrobić po swojemu, ale kilka uderzeń palcatem sprowadziło go na ziemię i ponownie podporządkował się woli jeźdźca. Pracując mocno zadnimi nogami unosił swoje cielsko bardziej do góry. Podjechał do przeszkody i ponownie oddał czysty, niczym nie zachwiany skok. Wylądował na przedniej prawej nodze i przyspieszył na prostej. Znowu poczuł większy luz, więc nic dziwnego, że znowu zaczął dokazywać i przywołanie go do porządku mogło sprawić jeźdźcowi trochę problemów. Mimo ciągłej szarpaniny dalej mieli czyste konto i całkiem niezły czas. Gdyby nie patrzeć na styl w jakim pokonywali parkur to wszystko byłoby pięknie. Skręcił w prawo za inną przeszkodą, uważając by nie stracić przy tym równowagi i się najzwyczajniej w świecie nie wywalić. Wyszedł na prostą przed przeszkodą numer jedenaście, gdzie Diego musiał się z nim naszarpać, by sprowadzić go z powrotem na ziemię. Ogier cały spieniony na pysku wybił się przed przeszkodą oddając bardziej długi niż wysoki skok. Wyciągnął swoje cielsko nad przeszkodą, na moment podciągając kończyny pod siebie, by po chwili wyciągnąć przody przed siebie by na nich miękko wylądować. Pierw na lewym, a później na prawym przodzie. Pogalopował kawałek po prostej, by po tym wykonać kolejny ciaśniejszy skręt w lewo. Znalazł się przy krótkiej ścianie, przy której galopował dopóki nie dostał sygnału do ponownego skrętu. Odbił na lewo i znalazł się na wprost przeszkody numer dwanaście. Trzymany krótko na pysku ponownie unosił wysoko łeb, kuląc po sobie uszy. Dzisiaj się chyba wyszarpią za wszystkie czasy. Doprowadzony do stacjonaty odbił się zadnimi kończynami od podłoża i przeszedł w krótką fazę lotu, podczas której odpowiednio się złożył, by niczego nie strącić. Wylądował i teraz miał do pokonania już ostatnią przeszkodę. Sił już mu trochę brakowało, co nie oznaczało, że miał zamiar całkowicie odpuścić. Cały mokry od potu i spieniony galopował na wprost, skręcając w prawo dopiero za krzakiem, a przed przeszkodą numer dwa. Naprostował się na ostatniej prostej, przed trzynastą przeszkodą. Nabrał przed nią szybkiego tempa, takiego na jakie pozwalały mu ostatki sił. Ładując siłę z zadu wybił się do góry, składając się nad przeszkodą i gładko lądując za nią. Galopem przekroczył metę i dopiero po tym zaczął powoli zwalniać. Mieląc wędzidło w pysku przeszedł do kłusa i w tym tempie opuścił parkur.
ztG-Dragon - 2016-07-04, 17:04 Skierował się na pierwszą z ustawionych stacjonat podkręcając swoje tempo i nakręcając się tak jakby miała ona co najmniej ze dwa metry. Nie było to zdrowe, może nawet trochę niebezpiecznie, ale chyba nie byłby sobą gdyby się nie napalał. Odbił się w wyznaczonym przez jeźdźca miejscu, który docisnął bardziej łydki do jego boków. Podciągnięte przody, nos wyciągnięty do przodu, krótka faza lotu i lądowanie. Dość twarde, ale to nie on tutaj obrywał. No może trochę, aż szkoda, że w stajni nie było żadnego profesjonalnego masażysty bo ogierowi z pewnością by się taki masaż przydał. Z resztą Diego pewnie też by nie pogardził po tych wszystkich treningach z gniadoszem. Po tej stacjonacie krótka prosta do kolejnej, bez szaleństw, ale ogier i tak trochę przyspieszył przed samym wyskokiem dla własnej pewności, że skok dobrze mu wyjdzie. Skok, faza lotu i lądowanie, tak samo jak za poprzednim razem. Po przeszkodzie cofnął do tyłu uszy i parsknął, przyjmując krótką pochwałę.