To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Russian Roulette - 2016-06-26, 15:39

Ruth napisał/a:
[...]


Upierdliwa była, ta osoba na jej grzbiecie, no nie ma co. Mimo, że klacz na moment przyspieszała zaraz znów, musiała być poganiana. Tak jakby, gasła w trakcie ćwiczenia. W końcu cóż się dziwić, patrząc na godzinę treningu? Mimo słabego tempa, pozostawała na kontakcie i wyraźnej pracy zadu. Dość dobrze, wyginała się na łukach, owijając się wokół łydek kobiety, nie wypadając z ustawienia. Początek rozgrzewki, nieco cienko im szedł, mniej my jednak nadzieje, że będzie lepiej. Po pokonaniu, jednego pełnego okręgu, nadszedł czas na drągi. Na widok drągów, siwa zastrzygła uszami. Dojechawszy do nich w pełnym skupieniu, angloarabeska starała się równo podnosić nogi, by nie puknąć żadnego z nich. Nie do końca to wyszło, bo puknęła i minimalnie poślizgnęła się na trzecim, jednakże ratując sytuację i nie wypierniczając się. Starała się ! A to na pewno, było doceniane. Po przejechaniu drągów, ruszyły między przeszkodami, pracując obecnie dość intensywnie na łukach/zakrętach. Klacz ponownie, stała się ładnie wyginać, nie wypadać z ustawienia, trzymać równe tempo i zaangażowanie. Choć jak wiadomo, różnie z tym bywało. Siwa była jeszcze młodym konie, dość nie poradnym i głupiutkim pod siodłem.

Ruth - 2016-06-26, 16:09

To zrozumiałe, aczkolwiek Ruth będzie się starała wydobyć z niej jak najwięcej w tych młodych latach. Po wielu kombinacjach pomiędzy przeszkodami czas na ostatnie dwa koła szybkiego chodu, by przystąpić do prawdziwej pracy. Zjechała nią na brzeg parkuru prowadząc wzdłuż ogrodzenia. Delikatny ruch wodzy, dodanie silnej łydki i pogłaskanie palcatem po zadzie mam nadzieję poskutkowało galopem. Aktywizujące łydki, praca bioder w pełnym siadzie oraz wspomaganie się cmoknięciami kontrolowało tempo tego 3-taktowego chodu. Na narożnikach postępowała jak zwykle, przyciśnięcie łydek, nieznaczne zmniejszenie fouli i znak wodzami. Po trzecim okrążeniu w galopie Węgierka pracą dosiadu i łydek nakierowała Rosjankę wprost na małą kopertę. Przed nią dodała aktywizującą łydkę oraz wyciągnęła dłonie w przód pozwalając wyciągnąć szyję. Jeśli klacz przeskoczyła, lepiej bądź gorzej kobieta znów pochwaliła ją pogłaskaniem po szyi i miłymi słowami, jednakże nie wykluczam drobnych problemów, o których mogę się dopiero dowiedzieć :bye: .
G-Dragon - 2016-06-26, 19:29

Kręcił się w stępie i wyginał tak długo, aż w końcu odpowiednio się rozgrzał, jednocześnie utrzymując stałe tempo oraz ustawienie. Stał się też wygodniejszy i łatwiejszy w prowadzeniu, co powinno się mężczyźnie spodobać.
Po wykonaniu ćwiczeń wrócił z powrotem na ścianę, gdzie został wypchnięty do kłusa. Na początku niespecjalnie chciało mu się przejść do wyższego chodu, ale ostatecznie musiał to zrobić. Nie chciał testować cierpliwości swojego właściciela. Choć domyślał się, że ten miał jej sporo. Kłusował stałym tempem, nie wybijając mocno, żeby oszczędzić mu bólu tyłka. Kątem oka obserwował co stajenny wyczynia na parkurze. Widok przeszkód znacznie go ożywił, było to ciekawsze niż ciągłe chodzenie w kółko, które cholernie go nudziło. Aż dziw bierze, że wytrzymywał to na zawodach ujeżdżeniowych i niektórych treningach. Parsknął krótko, obijając ogonem o swoje stawy skokowe.

Mistrz Gry - 2016-06-26, 19:29
Temat postu: Francesca O'ralley & Second Chance
FRANCESCA O'RALLEY & SECOND CHANCE - klasa LL



61;
Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody;

Opis
Parkur ukończony na czysto, w normie czasu, aczkolwiek poprzez ścięcie zakrętu do piątki koń trącił drąg, szczęśliwie nie rozbudowując przeszkody.


Mistrz Gry - 2016-06-26, 19:31
Temat postu: Jonah Wrens & Schockwave
JONAH WRENS & SHOCKWAVE - klasa N



83; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.


104; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.


20; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.

Opis
Czysty przejazd w obu fazach i w normie czasu, ale niestety lub stety z problemami w prowadzeniu konia po parkurze, co wynikało z jego usposobienia.

Windsor - 2016-06-26, 20:12

Windsorowi także dobrze zrobiła dłuższa przerwa od zawodów i od skoków w ogóle. Już podczas rozprężenia był nieporównywalnie lepszy niż parę miesięcy przedtem.
Energicznym, luźnym kłusem wbiegł na parkur, naraz stawiając z zainteresowaniem uszy. Prezentował się naprawdę dobrze i oby jego forma przełożyła się na dzisiejszy rezultat, bo dobry wynik był im niezbędny do odzyskania wiary w siebie oraz odbudowania pewności siebie. A już na pewno dotyczyło to siwka, który choć nie orientował się w wygranych, to zdecydowanie nie lubił zrzucać drągów.
Po chwilowym zatrzymaniu płynnie zagalopował, kierując się na przeszkodę rozpoczynającą parkur równym krokiem. Słuchał Mii, ale nie był uzależniony od jej działań, w czego efekcie bez zawahania podjął decyzję o odbiciu w optymalnym do tego miejscu. Wycelował w sam środek przeszkody, nad którą to wysoko uniósł przody, równo je składając i dociągając do popręgu. Tyłami pracował równie dobrze, w czego efekcie bezbłędnie pokonał stacjonatę. Po stabilnym lądowaniu odnalazł wzrokiem następną przeszkodę. Chcąc nie chcąc musiał do niej dodać, aby sprostać jej gabarytom, ale nie nazwałabym tego leceniem na złamanie karku. Foula wałacha wciąż była okrągła, w bliskiej odległości do oksera wyraźnie osadził się na zadzie, dzięki czemu mógł wyżej odrywać przody i zwiększyć swobodę łopatek. Zasugerował się wskazówką Mii i odbił się we wskazanym miejscu, zaraz oddając kolejny ekonomiczny i poprawny skok nad okserem. Bezbłędnie odczytał intencje Mii i jako pierwszą postawił na ziemi prawą kończynę, to na nią kontynuując galop do kolejnej przeszkody. Parskając co chwilę i żywo reagując na to, co się działo, harmonijnie dogalopował do trójki. Mia prowadziła go nie tylko ciałem, ale również wzrokiem, co okazało się cenną wskazówką - Windsor wyglądał już na drugą stronę, nie zwracając szczególnej uwagi na sam wygląd przeszkody. Bez wahania podszedł pod stacjonatę, spod której odbił się wystarczająco mocno, aby zdołać pokonać przeszkodę bez błędu. Po raz kolejny wykazał się dość szybką akcją przodu i wcale nie gorszą tyłu, jednocześnie pracując szyją oraz grzbietem, które rozciągnął w locie. Skok zwieńczył zrównoważonym lądowaniem, po którym szybko się pozbierał, czekając na kolejne wskazówki.

Luke - 2016-06-26, 22:32

Paradoksalnie cieszył się, że nie siedzi na koniu doskonałym. Widział dokładnie słabe punkty i wady gniadego, z resztą możliwe, że nie wszystkie, jednocześnie widział w tym dla siebie zadanie, Corleone był jak challenge tylko dla prawdziwych graczy, tylko dla wytrwałych i doświadczonych. Widział jakiś cel, do którego co prawda droga najpewniej długa i w żadnym razie usłana różami, ale w trakcie całej jazdy, oczywiście poza tym, że myślał, co dalej i właściwie jak, odczuwał chęć kontynuowania współpracy z właśnie tym kopytnym. Może i kto inny złościłby się na niepowodzenia, które Luke musiał przełknąć podczas rozgrzewki, brunet natomiast uśmiechał się w duchu, dostrzegając błędy ale ciesząc się z każdej nawet próby podjęcia poprawy przez ogiera, który faktycznie starał się odpowiadać na jego pomoce. Wyraźnie było widać, że koń nie jest złośliwy, nie chciał mu demonstrować pełni swoich sił jako groźby czy spięcia jako zupełny brak chęci do współpracy, a to dawało zawodnikowi do myślenia. Ileż to złego w wyszkoleniu narobiono? Po pierwszych oddanych skokach mężczyzna odczuł, jaki zapał do latania nad przeszkodami miał ogier i poniekąd żałował, że zepsuto go zwyczajnie przy wielu innych czynnościach.. Z drugiej strony postanowił, że postara się zająć Olshanskym jak tylko umie i zamiast samotnie spędzać wieczory będzie w miarę swoich możliwości pokazywał mu, którędy droga.
Mimo, że nie wszystko wychodziło tak, jak każdy jeździec chciałby, żeby wychodziło, Sugarman dał mu trochę luzu na wodzy w trakcie kilku minut stępa, coby też gniadosz sobie odsapnął. Oczywiście poklepał go po szyi raz jeszcze, zerkając kątem oka na stojący za rozprężalnią plac z ustawionym parkurem. Pamiętał kolejność? Przez moment obserwował, jak para, która aktualnie była wewnątrz, skakała po kolei wszystkie przeszkody. Pokiwał głową z aprobatą, kiedy utwierdził się w przekonaniu, że sam także by tak pojechał jeśli chodzi o kolejność. Po rozgrzewce miał już świadomość, że jego wierzchowiec lepiej czuje się i radzi sobie z galopowaniem po ciaśniejszych łukach, zatem miał zamiar wybierać krótsze drogi, nie tylko oszczędzając przy tym czas, ale i lepiej zachowując ogiera przy sobie. Gdy ten ciasno owijał się wokół jego łydki, zdawał się mieć więcej równowagi w galopie i zawodnik miał zamiar to wykorzystać, co było logiczne, skoro miał chrapkę na podium.
Wiedział, że zbliża się ich kolej, dlatego ponownie nabrał wodze nie wytracając impulsu od łydki i bioder, przez to nie psując chodu. Półparada i subtelny sygnał do kłusa, w któym zrobili jedną rundkę wokół rozprężalni, następnie dwie półparady i jak najdelikatniejsze przejście do galopu - Luke co prawda chciałby mocno kontrolować prędkość od dosiadu, wiedział jednak, że nie będzie to najlepszy pomysł w tym momencie, skoro Corleone nie za bardzo chciał zupełnie rozluźnić plecy, stąd nacisk czterech liter w siodle był wyraźny, ale nie zupełnie ograniczający, za to niemal co każdą foulę dawał mu półparady, coby ten kojarzył nieco mocniejsze obciążenie dosiadu z koniecznością większego skupienia się a nie pędzenia. Po około okrążeniu usłyszał, jak przez mikrofon zostaje wyczytane jego nazwisko w parze z imieniem konia. Byli na lewą nogę i ułożenie wjazdu było bardzo korzystne, dlatego, starając się tylko dalej czuwać nad tempem, poprowadził skokowca w galopie na parkur. Dajmy tu warunek - tylko, jeśli galop był w większym stopniu kontrolowany przez Luczka, w innym razie pokusił się najpierw o przejście do kłusa i dopiero wtedy pokierował ogiera do wejścia.


    PRZEJAZD


Od razu po wjechaniu na parkur nakierował ogiera na łuk w lewo pomiędzy przeszkodą 8 oraz 5, coby przy chorągiewkach finiszowych zacząć go wyhamowywać i zatrzymać w okolicach przeszkody numer 4, moment postoju wykorzystując na promienne spojrzenie w kierunku budki jury a także ukłon w ich stronę. Zanim złapał wodze w obie ręce, ponownie pogłaskał szyję gniadego, nawet, jeśli ten już się niecierpliwił. Luke był mimo wszystko dosyć wyluzowany, o ile można tak powiedzieć.. Po prostu start w zawodach nie wiązał się dla niego ze stresem. Pójdzie dobrze - super, podwinie się noga lub kopyto - no trudno, zdarza się.
Dał lekki sygnał do ruszenia, spodziewał się, że impulsy aktywizujące mogły działać na Corleone wręcz elektrycznie, dlatego starał się być precyzyjny acz delikatny. Uświadomił sobie, że nie próbował zagalopowania ze stępa na rozgrzewce i chociaż zrobiłby to odruchowo, opanował się i po półparadzie kłus, dopiero po paru metrach ponowna półparada i galop na prawą nogę. Zawodnik robił wszystko co tylko potrafił, by w sposób niezniechęcający utrzymywać konia w ryzach, mieć kontrolowane tempo. Miał nadzieję, że póki nie kierują się prosto na przeszkodę, będzie wszystko w porządku, później to już będzie co będzie.
Prowadził go po lekko krzywej linii pomiędzy okserem z numerem 3 a stacjonatami 2 oraz 6, tak by następnie wziąć lekki zakręt i kierować się niemalże prosto na białą chorągiewkę startową, po minięciu której (oczywiście od strony czerwonej, a zatem przekraczając linię startu) nabrał go na ciaśniejszy zakręt by ostatnie kilka metrów do przeszkody oznaczonej cyferką 1 najechać po linii prostej. Łudził się, że taki najazd na rozpoczynającego oksera oszczędzi okazji do wielkiego napalenia się na skok, Olshansky i tak miał już duży stres dzisiaj. Jechał go do oksera zdecydowanie, nie wychodząc przedwcześnie z siodła, chociaż miał wrażenie, że nawet, jeśli by mu się to zdarzyło, gniady i tak mógłby oddać dobry skok, bo chyba miał do tego smykałkę. Tak czy siak nie chciał dawać mu możliwości do zawahania się jeśli ten by uznał, że kolory lub otoczenie przeszkody nie do końca mu odpowiadają.
A zatem pewna praca dosiadu, łydka na stanowisku i trzyma wartę, wodze napięte i jednoznacznie wskazujące kierunek jazdy, nie zostawiające zbytnio możliwości do rozjeżdżania się na boki. Odliczał foule pozostające jeszcze do wybicia na oko, miał w tym już kilka dobrych lat wprawy. Wiedział, że nie może pozwolić mu odbić się zbyt wcześnie, jednakowoż nie mógł go za bardzo przytrzymać i podjechać blisko jak do stacjonaty, dlatego w razie jakichś zgrzytów z tempem wypuścił go wcześniej, wtedy dokładając łydki aż nadto i wyciągając się w półsiadzie do przodu mocno, dając szansę na to samo ogierowi. Jeśli jednak ten szedł stonowanie i foule były krótsze niż takie w szaleńczym gonie, oszacował moment i dał mu wtedy zdecydowany sygnał do wybicia, po któym też nastąpił przykładny półsiad. Nie przestawiał łydek stąd powinni byli znowu wylądować na prawą nogę i od razu po zetknięciu z ziemią Sugarman zaczął zabierać wierzchowca znacznie do wewnątrz bo planował przejechać jeszcze przed przeszkodą z numerem 8 jak i 4, ponownie z ciasnego zakrętu najeżdżając na następną w kolejności do skakania stacjonatę z numerem 2. Na zakręcie był pewnie w stanie nieco uspokoić tempo, któremu z kolei odrobinę odpuścił na długiej linii pomiędzy dwoma pierwszymi przeszkodami, przechodząc nawet w lekko odciążający siad i sprawując kontrolę głównie kolanami, natomiast skręcając zdecydowanie od łydek i ograniczając wodzami. Najazd jak poprzednio, pewne prowadzenie dosiadem, ręka ogranicza manewry na boki, łydka pilnuje i przed przeszkodą daje sygnał, od razu już z przestawionym ułożeniem, żeby też wylądować na lewą nogę. Po stacjonacie starał się ograniczyć go od prawej strony zdecydowanie, coby gniady nie myślał, że kierują się prosto na nieoznakowanego oksera, już od razu zabrał się do zabierania go w lewą stronę i przygotowywania do zakrętu za 'szóstką'.

Diego Montana - 2016-06-26, 22:34

Tego dnia, ponownie Diego zamierzał sprawdzić kasztankę w skokach. Choć jej przeznaczeniem głównie, było ujeżdżenie. To co nie za szkodzi, spróbować czegoś innego? Po czyszczeniu i rozgrzewce, nadeszła w końcu ich pora na pokazanie się na parkurze. Pozbierał ją na wyższe ustawienie, jeszcze nim wjechali na parkur właściwy. Wiedział, że ruda pewnie nie będzie zbyt zadowolona, ale no cóż. Wszystkiego trzeba spróbować ! Wjechali na parkur kłusem, on krótko obrzucił go spojrzeniem, podprowadzając klacz pod przeszkodę, która jego zdaniem, sprawi im najwięcej problemów - mur. Stamtąd udali się na linię startu, gdzie chłopak zatrzymał klacz i się ukłonił w kierunku sędziów. Nie chcąc ryzykować krótkiego najazdu, a dużej przeszkody oznaczonej nr.1. Wypchnął klacz do galopu, by wykręcić z nią na prawo, minąć przeszkody numer 5 i 2, szereg i wyjechać po ciaśniejszym łuku na prostą. Zaraz ich oczom, ukazał się okser oznaczonym numerem 1. Przyłożył łydki do jej boków, chcąc by nieco wyciągnęła krok do oksera. Zarazem, jechała dynamiczniej i odważniej. Musiał uważać na rudą, mogła mieć swoje zagrywki, względem jechania nie swojej dyscypliny. To też, skupiał ją na sobie przez półparady, upominając w razie co łydką, o tempo galopu. Po dojechaniu pod przeszkodę i wybraniu, optymalnego miejsca do wybicia, dołożył łydkę do jej boku, sugerując miejsce od skoku. Kiedy klacz wzbiła się w lot, on podniósł zadek w siodle, wysuwając nadgarstki w przód. Klacz była dość dobrze zbudowana, nie za wysoka nie za niska, szybka i o dziwo - skrętna. Pewnie odziedziczyła to, po wspaniałym ojcu. Po lądowaniu na prawo, szybko wrócił w siodło, prowadząc ją na wprost i dopiero skręcając wraz z zjazdem na krótką ścianę. Wiedział, że konkurencja była duża, jednak klacz miała spore predyspozycję i umiejętności, których aż żal, było nie wykorzystać. Postarał się, aby klacz nabrała tempa w dystansie do dwójki. Było to nieco problematyczne, jednak nie niemożliwe. On w nią wierzył ! Odbił z nią dopiero od krótkiej ściany, na wysokości muru, którego mięli po swojej prawej stronie. Lekko wykręcił ją na prawo, by wyjechać na prostą do stacjonaty, która była drugą przeszkodą. W każdym zakręcie, podpierał ją łydkami, wodzą prowadząc we właściwym kierunku. Nie zapominając, o narzucaniu stosownego tempa i zaangażowaniu zadu. Lekkie skrócenie kroku w galopie, dojechanie pod przeszkodę i ponownie, wzbicie rudej w fazę lotu. O dziwo mimo, że to nie konkurencja rudej, radziła sobie na razie doskonale. Po wylądowaniu za dwójką, tym razem na lewo, utrzymał to same tempo, co w najeździe na stacjonatę. Dalej pogalopował z nią jakieś 2-3 kroki, by wyjechać normalny zakręt za szóstką i wyjechać na wprost do trójki. Odmierzenie idealnej odległości, zamknięcie jej w pomocach, doprowadzenie do przeszkody, to była pierwsza faza skoku. Po której oczywiście, następowała druga, czyli dołożenie łydki do boku, wejście w półsiad i zgranie się z klaczą w locie. Teraz czekał ich mur, wiedział, że konie maja z nim ogólne problemy. Liczył jednak, że klacz to ogarnie :D Po lądowaniu za trójką, delikatnie wziął ją na siebie, kumulując siłę w zadzie klaczy i jednocześnie, robiąc lekkie przody. Zamknięte i stabilne pomoce, miały perfekcyjnie ich doprowadzić do przeszkody. W odpowiednim do tego miejscu, ponownie odesłał klacz w fazę skoku, która okazała się szczęśliwa dla nich. Bo na czysto, zaraz wylądowali po drugiej stronie.
Watchman - 2016-06-27, 14:30

Minione skokowe treningi pozwoliły oswoić się Watchmanowi nie tylko z charakterem tejże dynamicznej dyscypliny, ale i z nowymi, drobnymi pomocami... Zawody były jednak całkowicie nową sytuacją; tłum jeźdźców i nieznanych koni, hałas, powietrze ciężkie od nerwowości i podekscytowania jedynie potęgowały w młodym ogierze spięcie i niepewność.
Podczas rozgrzewki konieczne było więc skupienie się na rozluźnieniu i "otwarciu" ogiera. Kolejne ćwiczenia, niezmącony spokój amazonki pozwoliły mu wyciszyć się, odnaleźć w nowej sytuacji.

Sprężystym, energicznym kłusem wkroczył na parkur, by po chwili zwolnić i oddać się obserwacji przeszkód. Większość z nich była mu znana z treningów - ot, typowe stacjonaty, czy double barre. Na nieszczęście znalazł więc chwilę do rozejrzenia się nie tylko po terenie parkuru, ale i po widowni naokoło niego. Momentalnie stulił uszy, gdy tylko dotarł do nich szczęk migawki. Na dotyk łydek zareagował nieco zbyt nerwowo, energicznie, na kilka kroków przechodząc w dość żwawy i niewygodny galop, który stopniowo, choć nie do końca świadomie skracał, sztywniejąc również na pysku. Nic więc dziwnego, że wszystkie prośby o wyrównanie i wydłużenie kroku przemilczał, był zbyt rozkojarzony na wykrzesanie z siebie jakiejkolwiek reakcji. Dopiero pobudzenie ostrogą rozbudziło go trochę i doprowadziło do porządku, karus uświadomił sobie, że ma na grzbiecie jeźdźca, a więc zadanie do wykonania, ale i wsparcie. Wyraźnie rozluźnił się, opuszczając łeb, zaokrąglając lekko szyję przy jednoczesnym wejściu na elastyczniejszy kontakt z ręką Jessie. Nagła zmiana tempa doprowadziła jednak do chwilowego utracenia równowagi i potknięcia się. Przodami poleciał do przodu, by już z kolejnym krokiem postarać się o powrót w zrównoważony galop. Zawiesił czujne spojrzenie na okserze, z pomocą amazonki wybrał odpowiedni punkt do wybicia, lekko wzniósł się do przodu, pozostawiając pod sobą sporo luzu. Przesadnie respektował drągi i nieznana mu była jeszcze idea ekonomicznych skoków, te maniery początkującego były jednak przyćmione godną pochwały, zadziwiającą techniką Watcha. Wyciągnął szyję, na krótką chwilę przycisnął przednie nogi do mocnej klatki piersiowej, po chwili uniósł i złożył też tyły. Wedle sugestii wylądował na prawą nogę. Początkowo miał problem z odczytywaniem tego sygnału, intensywny trening skokowy przed zawodami skutecznie zniwelował jego pomyłki i błędy w tej kwestii. Z łatwością wygiął się pod delikatnym naciskiem łydek amazonki, wpisując się w łagodny i dość przyjemny łuk. Osiągnął już względnie stabilny spokój i skupienie, stał się czulszy na pomoce i łatwiejszy do opanowania; z tego stanu skutecznie mogły go wybić jednak różne niespodzianki, jak straszaki czy nagłe dźwięki spoza parkuru. Doprowadzony pod samą stacjonatę mógł zrobić tylko jedno - skoczyć. Już podczas lądowania przechylił się lekko w lewo, ułatwiając sobie lądowanie na wskazaną nogę i łuk, którego się przez ów sygnał spodziewał. Utrzymanie odpowiedniego, parkurowego tempa jak na razie zapewniało im bezpieczny czas i uwalniał ich od przymusu skracania zakrętów czy wydłużania kroku dla nadrobienia straconych sekund. Doprawdy, konkurs dokładności był dla niego chyba najlepszą z możliwych propozycji na pierwszy start. Mięśnie na jego karym zadzie zarysowały się wyraziście, gdy od razu po wyjściu z łuku płynnie przeszedł w wysoki, mocny skok. Z zadowoleniem przemielił wędzidło, już w locie, delikatnie unosząc łeb, by przyjrzeć się widocznej przed nimi przeszkodzie. Przypuszczenie, że jest kolejną na ich torze, sprawdziło się. Watch uległ narastającemu podczas skoków podekscytowaniu i wyraźnie wydłużył skok, by ruszyć na trochę szerszego oksera wyrazistszym, dynamiczniejszym krokiem. Przy tym upominany półparadami i pilnowany przez Jessie ani na moment nie stracił na ustawieniu. Ponownie pozostawił pod sobą sporo wolnej przestrzeni, od początku wyciągnął się nad przeszkodą, nie mając problemu z rozprostowaniem szyi i miękkim, stopniowym wyciągnięciem potrzebnej sobie wodzy spomiędzy palców amazonki.
Im bardziej wdrażał się w parkur, tym mocniej wyraźniej dostrzec można było, że doświadczenie Jessie i jej posłuch u karosza sprawiały, że oboje wyciągali z siebie to, co najlepsze. Pytanie co czeka ich w drugiej części przejazdu i czy zaburzy tę komunikację?

Mia - 2016-06-27, 22:15

Start Capri może i nie był zbyt przemyślaną i mądrą decyzją, ale Mia nie zamierzała przepuścić okazji, by sprawdzić jak kobyła zachowuje się przed publicznością. Nie pokładała w niej wielkich nadziei, bo dopiero zaczęły wspólną pracę, ale przecież start w zawodach nie mógł im zaszkodzić. Dlatego też już dzień wcześniej zajęła się odpowiednim przygotowaniem sprzętu wszystkich swoich podopiecznych, na których zamierzała startować. W sam dzień zawodów również poświęciła cały swój poranek, by doprowadzić Capri do porządku, by dosłownie lśniła. Dokładnie wyczyściła całą jej sierść i rozczesała grzywę oraz ogon, który z kolei podcięła i wyrównała. Grzywę natomiast zaplotła w równe koreczki, dzięki czemu hanowerka dosłownie wyglądała jak czekoladka. Po osiodłaniu i przebraniu się w swoje ciuchy wyprowadziła klacz na rozprężalnię, gdzie zafundowała jej lekką rozgrzewkę. W końcu nie miała na celu przeforsować kasztanki.

Już w trakcie rozprężenia zauważyła, że koń zachowuje się dość nerwowo i jest przytłoczony hałasem oraz ogólnym zgiełkiem, który towarzyszył tylu ćwiczącym parom. Tu bardziej bojaźliwy koń, tam koń urządzający istne rodeo... Dwudziestolatka z niecierpliwością oczekiwała wezwania na parkur, stępując na luźnej wodzy z daleka od wcześniej wspomnianych przedstawicieli jej gatunku. Gdy tylko doczekała się swoich danych i imienia Capri, zebrała wodze, by kłusem wjechać na parkur, gdzie oprowadziła klacz między wszystkimi przeszkodami. Szczególną uwagę poświęcała tym, które mogłyby zaniepokoić hanowerkę, na spokojnie pozwalając się jej przekonać do nich. Klasa LL nawet dla Mii była niska i łatwa, dzięki czemu była przepełniona pozytywnymi emocjami - pomimo że nie znała Capri tak dobrze jak pozostałych podopiecznych.
Gdy tylko nadeszła ich kolej, amazonka zatrzymała profesorkę i po ukłonie poprosiła o galop na wprost pierwszej przeszkody. Mając na uwadze niepewność zwierzęcia, z góry dyktowała swoje atywne tempo, nie zezwalając jej na przyspieszenie. Najazd za siódemką gwarantował im prosty, łagodny najazd na okser, w który Mia wpatrywała się łagodnym spojrzeniem. Tradycyjnie pomogła klaczy w ocenie miejsca do wybicia, nie ufając jej na tyle, by pozwolić na taką samowolkę. Lekko uniosła się z siodła i przesunęła nadgarstki do przodu wzdłuż grzywy, umożliwiając Capri wyciągnięcie szyi. Przy lądowaniu wzrokiem zaczęła szukać drugiej przeszkody, w której stronę skierowała się od razu po powrocie na ziemię. Pozostała w lekkim siadzie, dopiero na trzy foule przed samą stacjonatą siadając w siodło, by wziąć klacz bardziej na siebie i obciążyć jej zad, chcąc tym samym ułatwić jej następny skok. Docisnęła mocniej łydki w wybranym przez siebie miejscu, zachęcając ją do odbicia się. Na całe szczęście przeszkody w tym konkursie nie były przerażająco wysokie, więc nie wymagały od nich dużo wysiłku. Mia była wręcz pewna, że Capri przy odpowiednich treningach mogłaby spokojnie radzić sobie w klasie P czy nawet N. Miała potencjał, który został zmarnowany na uczenie dzieci jazdy i, cóż, jego wydobycie z niej nie miało należeć do najprostszych czynności. Tym bardziej, że czekoladowa dalej wykazywała się płochliwością i niezbyt chętnie szła na przeszkody.
Po przeskoczeniu dwójki zdecydowała się na stosunkowo łagodny i obszerny "nawrót" na kolejną, łudząco podobną stacjonatę. Oferowała jej solidne oparcie w łydkach, by przypadkiem nie straciła równowagi i nie potknęła się przy tym manewrze. Na całe szczęście wszystko szło po jej myśli i w porę udało jej się wyprostować rudą, a także nieco podnieść, by następnie w ten sam sposób jak poprzednio zaprosić do skoku. Złożyła się do skoku w odpowiedniej chwili, nie spóźniając się ani nie wyprzedzając ruchu zwierzęcia, bo nie chciała zagłuszyć jej skoku przez swoją nieuwagę. Elastycznie oddała rękę, by nie pociągnąć jej boleśnie za pysk - choć do tego była przyzwyczajona jako koń szkółkowy. Zasugerowała lądowanie na lewo, by po lądowaniu najechać na okser, który zmierzyła krótko wzrokiem. Pozostając w wcześniej wyrobionym, równym tempie, naprowadziła ją na środek przeszkody, decydując się na samodzielne wybranie miejsce do wybicia. Sytuacja nie należała do najłatwiejszych, bo odległość między poprzednią przeszkodą a okserem była stosunkowo ograniczona, więc finalnie sama poprowadziła Capri, na szczęście robiąc to na tyle prawidłowo, by uniknąć zrzutki.

Naughty Boy - 2016-06-28, 00:57

Start w kolejnych zawodach nie wywarł na kucyku żadnego wrażenia, a przynajmniej nie negatywnego. Od rana w stajni było dużo zamieszania, co Gortat połączył z harmidrem związanym z zawodami. Niecierpliwie wyczekiwał Adele, by tuż po jej przyjściu okazać tyle miłości, ile nie zaznała od swojego chłopaka czy rodziców. W trakcie oporządzania zachowywał spokój, pozwalając jej na przywołanie go do porządku bez większych problemów. W zasadzie bez jakichkolwiek problemów. Sprawa miała się tak samo przy siodłaniu - ogier dzielnie zniósł nakładanie całego sprzętu na swoje ciało, oczekując jednak za to smakołyka, o który pod koniec domagał się przez memłanie bluzki dziewczyny. To musiał być wystarczająco jasny przekaz, bo akurat od przetrzepywania kieszeni wyrósł :lol:
W trakcie rozgrzewki nie ekscytował się zanadto obecnymi tutaj końmi i innymi czynnikami. Był całkowicie skupiony na swoim jeźdźcu, któremu to poświęcił całą swoją uwagę, dzięki czemu Solve miała okazję do przeprowadzenia lekkiej rozgrzewki. Klasa konkursu była na tyle niska, by rozprężenie nie należało do pracochłonnych i trudnych, tym bardziej z tak potulnym barankiem jak Koszykarz.

Również podczas oczekiwania na wezwanie zachowywał swój stoicki spokój, kątem oka jedynie obserwując bliższe konie. Nie miał wedle nich żadnych złych zamiarów, tak więc szybko odszedł od tego zajęcia na rzecz wjechania na parkur. Płynnie przeszedł w wyższy chód, domyślnie ustawiając nos przed pionem i zaokrąglając umięśnione szyjsko. Przy wjeździe na parkur musieli niewątpliwie zrobić furorę, bo nawet w Orchardzie było mało kucyków z taką tkanką mięśniową i, nie ukrywajmy, talentem. Obejrzał krótko wszystkie przeszkody, które nie wywarły na nim żadnego wrażenia. Skakał już trudniejsze przeszkody, tak więc nawet te najstraszniejsze nie były dla niego aż tak straszne. Wkrótce Adele zarządziła zagalopowanie, na co NB odpowiedział bez zbędnego przedłużania, dopasowując swoje tempo do wymagań dziewczynki. Nawet nie próbował pędzić na złamanie karku, pozostając w tym pośrednim, lecz aktywnym galopem, typowo parkurowym. Będąc naprzeciwko przeszkody, skierował w jej stronę oboje uszu, nie pozwalając sobie na nadmierną ekscytację. Wycelował w sam środek oksera, by następnie samodzielnie wybrać dogodne miejsce do wybicia. Zaprezentował przy tym szybką reakcję przodów oraz odpowiednią pracę szyi, chociaż na tych wysokościach nie miał dużej okazji do pokazania się w pełnej krasie.
Wylądował na prawo, by też skręcić w tę stronę - prosto na stacjonatę, która była minimalnie wyższa. Dalej nie stanowiła dla niego większego wyzwania, nawet w związku ze ściętym najazdem, przez co Niemiec podszedł do niej w sposób lekceważący, wykonując wyjątkowo oszczędny i ekonomiczny skok, ale dalej bezbłędny. Wydawał się być wręcz nieco znudzony prostotą tego parkuru, bo najzwyczajniej w świecie przywykł do trudniejszych przeszkód, o czym świadczyły osiągnięcia w innych konkursach. Póki co odnosił sukcesy tylko w niższych klasach, ale niewątpliwie odnalazłby się w Ptkach, jeśli nie wyżej. W końcu pojętna i zaradna z niego była istotka.
Prawidłowo odczytał pomoce piętnastolatki, by następnie wylądować na lewej nodze i poszerzyć nieco swoje ramy, a tym samym minimalnie przyspieszyć. Nieustannie strzygąc uszami, płynnie wyjeżdżając zakręt na trójkę. Nie stracił przy tym ani równowagi, ani na jakości swojego galopu, który wciąż był mocny i z zaokrągloną foule. Dzięki bojowemu podejściu blondynki byli mocno do przodu i nie zapowiadało się na to, by to zepsuć. Wykorzystał wskazówkę Solve, by w wybranym przez nią miejscu odbić się i złożyć w skoku, by zaledwie parę milisekund później wylądować już za stacjonatą, myślami będąc przy czwartej przeszkodzie. Na całe szczęście był drobniejszy od innych koni i problem w dystansie między przeszkodami go nie dotyczył, dzięki temu nawet się nie zawahał przed oddaniem następnego skoku. Tym razem jednak budowa oksera zmotywowała go do mocniejszego skoku, co z kolei poskutkowało sporym, dość widowiskowym zapasem.

Adele - 2016-06-28, 23:36

Sugerując lądowanie na lewo po czwartej przeszkodzie, podniosła spojrzenie w stronę piątego z kolei oksera, od samego początku doskonale wiedząc, który wariant jeśli chodzi o trasę zamierzała wybrać; prawą ręką mijając jedynkę, w zakręcie poprosiła Naughty Boy'a o delikatnie dodanie, za sprawą wewnętrznych pomocy mocno owijając go do swojej łydki i zaraz po wyjściu z mocno przejechanego zakrętu siadając w siodło, by w natychmiastowym odruchu wycofać ramiona i dopiero z tej pozycji szukać dystansu do nadchodzącej przeszkody. Wiedząc, że z takiego najazdu najsłuszniejszą decyzją będzie bliższe podprowadzenie do oksera, pomimo faktu, że była to przeszkoda szeroko-wysoka, zdecydowała się na taki manewr; wysokość nie była na tyle duża, żeby istniało ryzyko że Koszykarz nie poradzi sobie z bliskim wybiciem i wyląduje nogami w samym środku przeszkody. Tak więc w czwartej foulee od zakrętu (oczywiście uwzględniając to, że wyraźnie skróciła kuca) docisnęła łydki do izabelowatych boków, by wraz z rozpoczęciem skoku płynnie cofnąć biodra i łącząc ten ruch z swobodnym wysunięciem nadgarstków wzdłuż grzebienia jasnej grzywy, zainicjować wejście w półsiad - na tyle głęboki, aby dać Gortatowi możliwość mocnego zapracowania grzbietem i wyciągnięcia szyi bez obaw, że dostanie kiełznem po pysku. Już w locie lewą łydką informowała go o lądowaniu na prawo, a gdy tylko znaleźli się z powrotem na ziemi zaczęła spokojnie kręcić w stronę szeregu, przejeżdżając po prawej stronie od ósemki i, egzekwując od ogiera mocne, parkurowe tempo, równo prowadząc go wzdłuż pierwszego śladu i na wysokości szeregu odbić w jego stronę. Tak jak poprzednio, w zakręcie delikatne dodanie gwarantujące im brak utraty czasu ze względu na ciaśniejszy łuk i w następnej kolejności powrót w siodło i wycofanie ramion, a co za tym idzie - szukanie właściwego dystansu. W szeregach liczyła się nie prędkość, a precyzja i technika, której tej parze niewątpliwie nie brakowało; regulując prędkość galopu Gortata tak, aby pomiędzy pierwszy a drugi człon zmieścić dwie kucykowe foulee, wyczekiwała momentu w którym znajdą się w odpowiedniej odległości do oksera i ze względu na to, iż była to przeszkoda nieco szersza niż tradycyjna, nieco wyraźniej zaakcentowała skok łydkami, wkrótce płynnie wchodząc w półsiad i oddając stosowną ilość ręki. Szybko wróciła w siodło, siadając mocno, aczkolwiek nie niedelikatnie na plecach podopiecznego i zamykając go w pomocach, spokojnym tempem doprowadziła do stacjonaty, po okrągłych dwóch foulee zabierając się do skoku w sposób analogiczny do poprzednich wspólnych lotów. Podczas lądowania obie jej nogi wysunęły się lekko do przodu w celu zamortyzowania całego skoku, z tymże lewa była wyraźnie cofnięta w porównaniu z prawą, tj. sugerująca lądowanie na prawo. Natychmiast wpędziła kuca w mocne tempo, szykując go do ciasnego łuku i wiedząc, że dodanie będzie niezbędne aby zachować odpowiedni rytm, by w następnej kolejności za sprawą mocnego działania prawej łydki i ograniczających lewych pomocy wyjechała łuk do siódemki, prostując Koszykarza może do pięciu kroków galopu przed samą przeszkodą i pozwalając mu na samodzielną ocenę odległości. Niezależnie od tego, jak wypadł dystans, płynnie podążyła za ruchem, nie pozwalając sobie na zawiśnięcie na pysku wierzchowca czy inną jeździecką niesubtelność. Po lądowaniu na lewo po stosunkowo ciasnym łuku, cały czas w dodaniu poprowadziła Gortata do ósemki, jak co parkur pozwalając sobie na "wypuszczenie" go na okser, a tym samym zaatakowanie przeszkody. W trakcie samego lotu nie dość, że złożyła się w głęboki półsiad, wypuściła z dłoni sporą część wodzy, pozwalając kucowi nieco nacieszyć się ostatnimi metrami galopu i zaraz po wylądowaniu mocno dociskając obie łydki w prośbie o dodanie, mimo lekkiego siadu na wszelki wypadek trzymając pięty w dole i ramiona ściągnięte. Jeśli ogier zechciał dodać, to po połowie okrążenia wzdłuż ścian parkuru zaczęła go zwalniać, by kłusem zjechać z parkuru i na rozprężalni kolejno rozkłusować, przejść do stępa i rozstępować. Rzecz jasna nagrodom i pochwałom nie było końca, a to nie wszystko, bo czekał ich jeszcze jeden konkurs - tym razem sporo wyższy.
/zt.

Red Star d'Argent - 2016-06-29, 01:52

Ostatnie zawody w towarzystwie Jess skończyły się całkiem nieźle, co zapewne skłoniło ją do kolejnego startu. Holsztynce na całe jej szczęście nie udzielały się zawody i pomimo nadmiernej ruchliwości, która jednak była normą w jej przypadku, zachowywała spokój. Miękkim, ekspresyjnym kłusem wjechała na parkur, by następnie zatrzymać się w okolicy przeszkody, która zwróciła największą uwagę klaczy. Obejrzała powierzchownie mur, na ułamek sekundy cofając uszy. Nie zapowiadało się na to, by w trakcie przejazdu miała odmówić skoku czy wymyślić jeszcze inny sposób na jego uniknięcie. Była neutralnie nastawiona do wszystkich pozostałych przeszkód, jedynie na ową czwórkę od czasu do czasu zerkała nerwowo.
Po ukłonie amazonki kobyła zagalopowała z miejsca, bez trudu pozostając w wyznaczonym, mocnym tempie. Strzygąc uszami, skierowała się na pierwszą przeszkodę, którą był stosunkowo niski okser. Utrzymała moc swojego ruchu, odważnie idąc naprzód i nie wykazując jakiegokolwiek zawahania przed przeszkodą. Trzeba też podkreślić fakt, że była jednym z szybszych koni startujących w tej klasie, co dawało im swego rodzaju przewagę. Tak więc gniada nie miała żadnego problemu z mocnym, parkurowym galopem, a także samym skokiem, który rozpoczęła w wybranym przez jeźdźca miejscu. Szybko zareagowała przodami, które złożyła starannie pod sobą, by w ostatnich fazach lotu wyprostować je i miękko wylądować już za kolorową konstrukcją.
W trakcie najazdu na drugą przeszkodę poszerzyła znacząco swoje ramy, według zamysłu kobiety zwinnie manewrując między poszczególnymi przeszkodami. Pewnie szła przed siebie, z łatwością radząc sobie z bardziej ryzykownym najazdem poprowadzonym przed murem, na który tym razem Argent nawet nie spojrzała, skupiona na jeździe. Przed samą stacjonatę zaczęła galopować bardziej pod górkę, by następnie oddać mocny, silny skok, pozostawiając sobie niemały zapas i tym samym zapewniając bezbłędny skok. Wylądowawszy oddała lekko z zadu, nie zaburzając jednak swojej równowagi i rytmu galopu, który bezzwłocznie kontynuowała.
Głęboko wyjechała zakręt, usiłując nie tracić na prędkości, której i tak jej nie brakowało. W porę zdążyła się wyprostować przed samą przeszkodą, celując na sam jej środek. W dogodnym, wyznaczonym miejscu odbiła się, w trakcie skoku poprawiając nieco z zadu, co jednak nie zakłóciło paraboli lotu. Zaprezentowała szybką reakcję nóg i widoczną, prawidłową pracę szyi, utrzymując sylwetkę dostosowaną do wysokości oksera, który znowuż nie był tak wysoki. Niewątpliwie Argent miała w sobie więcej sił, aby śmiało zacząć starty w wyższych klasach, lecz najwyraźniej Jess stwierdziła, że jeszcze nie na to pora. W każdym razie wracając do tematu. I tym razem udało im się zaliczyć bezbłędny skok, a w połączeniu z bardzo dobrym czasem posunę się do stwierdzenia, że szły jak burza.
Dopiero kolejna przeszkoda mogła sprawić im większy problem. Dostrzegłszy kolorowy mur, zarzuciła łbem z niezbyt dużym zadowoleniem, przez krótki moment będąc nawet bliską zwolnienia. Naturalnie amazonka nie pozwoliła jej na to, na co holsztynka jedynie wycofała uszy, finalnie utrzymując mocne tempo, które zwieńczyła widowiskowym skokiem ze sporym zapasem. W trakcie lotu obniżyła znacząco szyję, podciągając przody aż pod popręg i możliwie wydłużając cały skok, by w następnej kolejności wysunąć nogi do lądowania, po którym bez zawahania kontynuowała galop.

Mistrz Gry - 2016-06-29, 15:29
Temat postu: Anna Ross & Seacookie
ANNA ROSS & SEACOOKIE - klasa P



80; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

37; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;

Opis
Pierwsza faza czysto, w drugiej przekroczenie normy czasu. 1 pkt karny

Mistrz Gry - 2016-06-29, 15:32
Temat postu: Harley Davidson & Roller Coaster
HARLEY DAVIDSON & ROLLER COASTER - klasa L



49; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);

127;
Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.

Opis
Parkur ukończony na czysto, w normie czasu.




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group