To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Mistrz Gry - 2016-06-24, 22:42
Temat postu: Delphine Loevitone & First Night
DELPHINE LOEVITONE & FIRST NIGHT - klasa LL



123; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.

Opis
Parkur ukończony na czysto, w normie czasu.


Mistrz Gry - 2016-06-24, 22:54
Temat postu: Delphine Loevitone & Roller Coaster
DELPHINE LOEVITONE & ROLLER COASTER - klasa LL



60; Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody;

Opis
Parkur ukończony na czysto, w normie czasu, aczkolwiek zawodniczka miała pewien problem z kontrolą tempa, w czego efekcie Roller na drugiej przeszkodzie oddał płaski skok, muskając kopytami drąg, ale nie zrzucił go.


Mistrz Gry - 2016-06-24, 23:00
Temat postu: Ruth Kravchenko & Russian Roulette
RUTH KRAVCHENKO & RUSSIAN ROULETTE - klasa LL



25; Pomylenie trasy; zawodnik nie jedzie zgodnie z trasą wyznaczoną na planie parkuru;

Opis
Przejazd z Russian Roulette był pierwszym przejazdem Ruth w tej klasie, dlatego zawodniczka nie miała jeszcze szansy bliżej poznać trasy. W efekcie pomyliła się i po pokonaniu drugiej przeszkody skręciła w prawo, trzecią przeszkodę myląc z siódmą, za co została wyeliminowana. Eliminacja


Mistrz Gry - 2016-06-24, 23:04
Temat postu: Ruth Kravchenko & In The Spotlight
RUTH KRAVCHENKO & IN THE SPOTLIGHT - klasa LL



58; Trącenie przeszkody podczas skoku;
b) powodujące konieczność odbudowy przeszkody;

Opis
Skoki najwyraźniej nie były mocną stroną In The Spotlight, bowiem zupełnie nie poradziła sobie w szeregu, przedwcześnie w niego wchodząc, co poskutkowało rozbudowaniem pierwszego członu i ledwie uratowanym skokiem nad drugim członem. 4 punkty karne


Mistrz Gry - 2016-06-24, 23:09
Temat postu: Mia Alight & Peter Pan
Mia Alight & Peter Pan - klasa LL



20; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.

Opis
Posłuszny podczas rozgrzewki ogier ni stąd ni zowąd zaczął się buntować po wejściu na parkur. Tuż przed rozpoczęciem startu nagle odmówił ruchu naprzód, zaczął się cofać, a na próby ruszenia odpowiadał lekkim wspinaniem się. Przez swoją nieuwagę nawet wpadł zadem w jedną z przeszkód, zrzucając wszystkie drągi. Miało to jednak swoje plusy - od razu ruszył do przodu, umożliwiając Mii zaczęcie przejazdu tuż po tym, jak naprawiono przeszkodę. W trakcie parkuru nie sprawiał już problemów, kończąc go na czysto.


Luke - 2016-06-24, 23:24

    ROZGRZEWKA


Lubił wyzwania - tylko tak można było wytłumaczyć fakt, że zdecydował się pojechać parkur na ogierze, na któym właśnie wjeżdżał stępem na rozprężalnię. Samo oporządzanie było już małą próbą dla jeźdźca, który to obiecał sobie, że będzie przecież oazą spokoju. I do tej pory też taki był, zdarzało mu się już pracować z końmi agresywnymi, nadpobudliwymi, strachliwymi i łatwo się stresującymi, dlatego podejrzewał, że da radę i tym razem, decydując się na przejazd na zawodach z Corleone.
- Damy radę, kolego. - Uśmiechnął się pod nosem, gładząc gniadego po szyi, kiedy już stępowali. Starał się prowadzić go w stępie na uboczu, z dala od tłumów innych koni, na szczęście dla nich plac do rozgrzewki był też wystarczająco duży. Luke siedział tak, jak gdyby nigdy nic, to znaczy po prostu jak na każdym innym koniu w każdej innej sytuacji. Prowadził go pewnie dosiadem, pleców nie chował tylko trzymał je wyprostowane, łopatki zebrane z tyłu; nie każdy jeździec skokowy zwracał na to uwagę, on jednak był perfekcjonistą, nie mógł sobie czegoś po prostu darować, odpuścić. Łydki spokojne, wzdłuż boków konia, nie bombardowały go impulsami ale też nie pozostawały całkowicie obojętne, po prostu były i pomagały w utrzymaniu ogiera na obranej przez jeźdźca drodze, ich obecność miała dawać wierzchowcowi jakieś poczucie pewności, że dosiadający go brunet nie ma zamiaru go straszyć czy niezrównoważenie klepać po żebrach. Ręka spokojna, z długą wodzą przez pierwszych kilka minut, niewiele robił sobie z rozglądania się czy momentów niepewności, zawahań, wiedział bowiem, że to nie ręka z kontaktem jest w stanie przekonać konia do zachowania spokoju. A zatem stępowali, jak gdyby nigdy nic, w ciemnozielonym czapraku pod siodłem skokowym oraz ochraniaczami na cztery z delikatnym akcentem pod kolor. Nauszniki, rzecz jasna, pasowały do całości, bo w końcu czego innego można się było spodziewać po Sugarmanie?
Spokojne zatrzymanie od dosiadu z subtelnym działaniem ręki, w razie czego powtórka, Luke nie chciał ogiera zaciągać i zniechęcać do siebie już od początku. Sprawne dopięcie popręgu, poklepanie po szyi i ponowne ruszenie. Tym razem w stępie nabrał już trochę wodze, subtelną zabawą nadgarstków i palców przy jednoczesnym działaniu dosiadu i łydek miało zachęcić ogiera do wejścia na kontakt oraz na ustawienie niskie. Tak, to skoki, ale przecież skokowiec w niczym nie jest gorszy, też może chodzić w rozluźnieniu, pracując grzbietem. Zatem skłaniał go właśnie do tego, kręcąc parę wolt i robiąc kilka jeszcze zatrzymań, dopiero później, po półparadzie, dając lekki sygnał do kłusa. Musiał go najpierw wybadać i jeśli lekko było za lekko, dwie półparady i bardziej decydowana powtórka. Również w kłusie chciał od Olshanskyego zejścia w dół i pracował nad tym na kołach oraz licznych zmianach kierunku z zarówno wyraźnym jak i bardziej subtelnym zmienianiem ustawienia, zależnie od tego, jakie linie jechali. Nie muszę chyba wspominać, że brunet anglezował na dobrą nogę i zerkał cały czas, czy nie grozi im zbyt bliski kontakt z innymi końmi. Łydki napędzały motor, kolana trzymały w ryzach tempo, ręka jedynie uczestniczyła w półparadach oraz prowadzeniu konia obranym kursie. Zdawał sobie sprawę, że musi być precyzyjny i starał się wszystko robić najlepiej, jak potrafił. Kilka razy przeszedł do stępa czy zatrzymania, sprawdzając, czy gniadosz uważa na jego pomoce. Kiedy już wydawał się bardziej przepuszczalny i rozluźniony niż na początku, poprosił o ustawienie im krzyżaka ze wskazówką i skoczyli go parokrotnie z kłusa, tyle samo razy z prawej i lewej nogi, tyle samo z lądowaniem na prawą i lewą nogę. Co do najazdu, trzymał go prosto i przed sobą, starając się dosiadem wpływać na tempo i nie walczyć ręką o spokój. Sygnał do wybicia był energiczny i wyraźny, już na początku przez ustawienie łydek wskazywał na nogę, na którą będą lądować i w trakcie skoku faktycznie dawał mu przez nie znać, na którą nogę rozpoczynać galop po przeszkodzie. Oczywiście aby skoczyć znowu z kłusa po kilku foulach już go wyhamowywał i po uspokojeniu tempa robił kolejne podejście. Dopiero po zaliczeniu krzyżaka na kole dał mu sygnał do zagalopowania i już od pierwszego kroku dosiadem starał się narzucić spokojne, zrównoważone tempo, jednocześnie podtrzymując impuls łydką. Kilka razy przeszli później do kłusa i ponownie zagalopowywał, coby Corleone nie był zbyt znudzony ich pracą. Doszły do tego także zmiany kierunku w kłusie tak, aby pogalopować mniej więcej po tyle samo na obie strony. Dla bruneta ważne było, żeby ogier zwracał uwagę na jego pomoce i dlatego starał się dosyć często coś zmieniać, aby też gniady bardziej myślał o nim niż o wszystkim wokoło. Sugarman był ostoją spokoju i jego koncentracja na jeździe osiągnęła poziom maksymalny, nie było więc mowy o dziwnych emocjach (w każdym razie póki co), jedyne o czym myślał to to, że koń odzwierciedla człowieka, z któym pracował do tej pory.. a takze tego, który go aktualnie dosiada, ale tylko bezbłędny jeździec był w stanie swoją jazdą wymazać wpływy z przeszłości, stąd nie złościł się, gdy coś nie wychodziło i z cierpliwością przywracał stan sprzed, następnie powtarzał.
Kiedy już bardziej wyczuł go w galopie na krótkich odcinakach, ośmielił się zostawić ogiera przez dłuższy czas w tym chodzie i jednocześnie pobawić się nieco prędkością, czyli poeksperymentował z dodaniami i skróceniami, następnie w mocnym, dobrym tempie wypróbował zakręty luźniejsze i ciaśniejsze, starając się przy tym wystarczająco ograniczać od zewnątrz łydką za popręgiem oraz wodzą a także od wewnątrz łydką najeżdżać na zewnętrzną wodzę i wodzą wskazywać kierunek zgięcia. Wszystko na obie strony. Dopiero kiedy chociaż w jakimś tam stopniu był zadowolony z efektów, nadszedł według niego czas na najechanie na pierwszą stacjonatę 60 cm, która po każdym oddanym prawidłowo skoku była podwyższana o 10 cm aż do metra. W galopie siedział pewnie, prowadząc Corla jednoznacznie na środek przeszkody, nie zamykając go z przodu całkiem (no chyba, że bardzo trzeba było walczyć, jednak w takiej sytuacji wolał wybrać woltę przed przeszkodą), pozwalając patrzeć na przeszkodę i po pewnym wybiciu, do momentu którego zostawał w siodle a w momencie którego wyraźnie ściskał impulsem boki gniadego, ręka szła po szyi w kierunku łba, dając przestrzeń na równoważenie szyją ale jednocześnie zachowując kontakt, by po wylądowaniu mieć szanse na pozostanie królem sytuacji. Półsiad jak półsiad, prawidłowy. :lol:
Następnie nadszedł czas na oksera, początek od 70 na pierwszej i 75 na drugiej sztandze z szerokością, no, powiedzmy około 50-60 cm. Sztangi takze zwiększane o 10 cm po skoku, aż pierwsza miała 90. Tutaj pilnował bardziej tempa, aby mieć jak największy wpływ na moment wybicia, który obierał wcześniej niż przed stacjonatą, w końcu skok nie musiał być tylko wysoki ale i długi.
Co warte zaznaczenia, Luczek szanował swojego wierzchowca i starał się mu tworzyć jak najlepsze warunki do dobrej, bezspięciowej współpracy, czasem wolał na moment przerwać, przejść do stępa, ponowić ćwiczenie na spokojnie, koń nie był aż tak doświadczony, potrzebował zdecydowania ale też i możliwości na chwilowe odetchnięcie, przemyślenie grzeszków. :lol:
Jeśli miał jeszcze siłę, skoczyli pod rząd stacjonatę, oksera, stacjonatę z lądowaniem na drugą nogę i tak samo z okserem. I przerwa na stęp. Jeśli siły było mniej, od razu stęp. Poklepał go po zapewne już trochę spoconej szyi. :lol:

Mistrz Gry - 2016-06-24, 23:25
Temat postu: Christian Levrull & Krugerrand
CHRISTIAN LEVRULL & KRUGERRAND - klasa C



70; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.


57;
Trącenie przeszkody podczas skoku;
b) powodujące konieczność odbudowy przeszkody;



109;
Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.

Opis
Chwilowy brak kontroli nad tempem między siódmą, a ósmą przeszkodą pokrzyżował wcześniejsze zamiary Christiana. Nie zmieścił się z koniem z wymierzoną ilością foule, przez co Krugerrand dosłownie wskoczył w ósemkę, całkowicie rozbudowując przeszkodę. (4 punkty karne)

Corleone Olshansky - 2016-06-25, 01:47

r o z g r z e w k a

Start na Corleone rzeczywiście można było potraktować jako wyzwanie. Większość jeźdźców zwyczajnie omijała go łukiem, chociaż znajdywali się też sympatycy. Do której grupy trafi Luke, to się jeszcze okaże...
Energicznym stępem wkroczył na rozprężalnię, uwagę koncentrując przede wszystkim na otoczeniu. Dopiero delikatnie głaskanie po szyi sprawiło iż skierował lewe ucho w stronę Luke'a, ale szybko utracił nim zainteresowanie. Niósł łeb wysoko, ani myśląc o samodzielnym przyjściu do ręki. Obecność innych koni nie była dla ogiera problemem, ale trzymanie go na dystans mimo wszystko było dobrym i rozsądnym pomysłem. Corleone miał wiele okazji do utrzymywania kontaktu z innymi kopytnymi, dzięki czemu na ich widok nie dostawał małpiego rozumu. Chociaż tyle można było mu przyznać, bo pod innymi względami pozostawiał wiele do życzenia. Swobodnie opasające boki gniadego łydki Sugarmana nie sprawiały mu jeszcze dyskomfortu, ale wszystko wskazywało na to, że sytuacja może ulec zmianie. Niestety każde zawody wiązały się ze wzmożonym stresem Olshanskiego niezależnie od tego, czy w nich startował lub nie. Poruszenie panujące w stajni wysoce go pobudzało, a dodajmy do tego jeszcze zaburzony rytm dnia i mamy prawdziwe nieszczęście.
Niechętnie zatrzymał się do stój, naraz kładąc po sobie uszy w reakcji na próbę dopięcia popręgu. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście sprawiało mu to dyskomfort, czy były to już tylko jego małe paranoje, ale bronił się przed tą czynnością jak tylko potrafił. Kolejno ruszył przed siebie stępem, wciąż jednakowo energicznym, chociaż lekko sztywnym. To prawda, że skokowiec nie jest gorszy, ale poprzedni jeźdźcy Olshanskiego chyba o tym zapomnieli. Napotykając problemy z ogierem zostawili sprawy samym sobie, decydując się jeździć go byle jak - byle do przodu, byle przez przeszkody. Zawsze jest to jakiś sposób, ale w momencie gdy dosiadał go bardziej wymagający i świadomy jeździec, okazywało się, że z ogierem trzeba mnóstwo odrobić. Dlatego też niechętnie reagował na pomoce służące uzyskaniu rozluźnienia. Głowę opuścił w zasadzie od razu, ale było to sztuczne ustawienie. Był pusty w pysku, nie potrafił zaakceptować kiełzna. Oczywiście reagował na jego ruchy w pysku, które prowokowały go do przeżuwania, ale było to dla niego coś nowego, do czego nie był przyzwyczajony. Ciągnęło to za sobą multum konsekwencji, chociażby w postaci sztywnego grzbietu, szczególnie w odcinku lędźwiowym. Przez to cały ciężar Corleone często leciał na. przód, a tylne kończyny nie osiągały pełnego zakresu ruchu. Przy wysokościach, z jakimi zmagał się na tym etapie, dało się jeszcze przymknąć na to oko. Ogier był bardzo skoczny i szybki, a przy tym wystarczająco silny, by radzić sobie z parkurami mimo wspomnianych niedociągnięć. Pytanie tylko jak długo wytrzyma jego aparat ruchu przy takim stanie rzeczy?
Nawiązał jednak z Sugarmanem nić porozumienia i przynajmniej częściowo poddał mu się, próbując nowego ustawienia i nowych zasad. Przejście do kłusa wiązało się niestety z natychmiastową ucieczką łba w górę. Nie trzeba było mu jednak długo wyjaśniać, że zupełnie nie o to chodziło; stopniowo, wręcz ostrożnie opuścił głowę z powrotem, a dzięki współpracy dosiadu oraz łydek puścił też nieznacznie mięśnie grzbietu. Nikogo nie powinno dziwić, że szybko i prawidłowo reagował na to, co robił z nim Luke. Doświadczony jeździec wie co i jak zrobić, aby nawet najbardziej opornego konia naprowadzić na właściwą drogę, ale trzeba mieć na uwadze jedno - bez stałej pracy był to tylko tymczasowy efekt. Na tym etapie trudno było jeszcze mówić o prawdziwym rozluźnieniu, bo Corleone poddawał się doprawdy niechętnie. Paradoksalnie praca w rozluźnieniu wiązała się z większym wysiłkiem, przed którym się uparcie bronił - pomijając już bagaż złych nawyków. Odpowiadało mu bieganie z łbem w chmurach i zapadniętym grzbietem, ale też nie łączył sobie takiej jazdy z bolesnościami, które niekiedy go dopadały. W końcu był tylko koniem. Dopóki Luke miał kontrolę nad tempem i nad każdym ruchem konia, ten poruszał się po woltach zachowując ich prawidłowy kształt. Na mniejszych średnicach ciężko było mu się prawidłowo wygiąć, w poszukiwaniu równowagi natarczywie próbował zwalniać, bo przy żwawym tempie przejawiał przykrą tendencję do wypadania z koła, czy może wręcz wyciągania z niego jeźdźca. Nie mógł być jednak obojętny na starania Luke'a, które przynosiły coraz lepsze - choć wciąż tymczasowe - efekty. Gniademu zdarzyło się nawet nieraz parsknąć czy potrząsnąć pyskiem, co świadczyło o postępującym rozluźnieniu. Nawet niewielki postęp był ogromnym sukcesem, bo na samym początku jazda na Olshanskim była porównywalna do ujeżdżania kija. Ale co kto lubi, może niektórym to nie przeszkadza. Warto mieć na uwadze, że ogier nie robił tego złośliwie. Dlatego też siłowa próba wygięcia go lub osiągnięcia czegokolwiek innego mogłaby poskutkować wyłącznie tym, że przestałby współpracować i najpewniej efektownie oddałby z zadu.
Uważał na pomoce Luke'a, bowiem dostawał od niego tyle sygnałów, że nie miał nawet czasu skoncentrować się na czym innym. Wymagania były sprecyzowane i jasne, a zgadywanie wynikało tylko z tego, że ogier uczył się w tym momencie.
Skoki z kłusa nie nakręcały go tak mocno jak te z galopu, dlatego przy pierwszym podejściu nie popadł w całkowity amok. W najeździe do krzyżaka rozpędził się w kłusie, ale daleki był do samodzielnego przejścia w galop. Przeciętnie reagował na próby zwolnienia, przejawiając spore tendencje do chamskiego zagryzienia wędzidła, nawet jeżeli działanie ręki było znikome. Dotąd w miarę przyjazna mimika pyska ogiera uległa diametralnej zmianie, bo od momentu wdrożenia skoków miał niemal cały czas stulone uszy i wściekle łypał ślepiami, nie zapominając też o powtarzającym się strzelaniu ogonem. Niemniej skakał elegancko, mimo tego iż najazdy były z kłusa, a wysokości malutkie - nie wahał się przed w miarę porządnym uniesieniu nóg w skoku, ani też nie lekceważył sugestii jeźdźca i przeważnie lądował na pożądanej nodze. Niestety niemal cała praca nad rozluźnieniem poszła na marne, bo ogier błyskawicznie zafiksował się na punkcie skoków, które chcąc nie chcąc kojarzyły mu się przede wszystkim z dyskomfortem. Nie potrafił jednak powiedzieć co go boli i jego zachowanie nieustannie pozostawało zagadką, chociaż objawy miał klasyczne i łatwe do zaobserwowania.
Do galopu przeszedł płynnie, ale był wyraźnie podminowany. Nie rozpędzał się, trzymał energiczne, ale kontrolowane tempo. Mimo to Luke mógł odnieść wrażenie, że siedzi na tykającej bombie. Co zresztą nie było wcale tak dalekie od prawdy, bo przy którymś z rzędu przejściu z kłusa do galopu Corleone bryknął. W przeciwieństwie do wielu koni naprawdę brykał, bo nie było to leniwe podbicie zadem parę centymetrów nad ziemią, tylko całkiem porządny strzał z krzyża, chociaż wciąż nieprezentujący szczytu jego możliwości. Trudno powiedzieć co miało to na celu; próbę zastraszenia, demonstrację swojego niezadowolenia i dyskomfortu, a może po prostu nietypową próbę rozluźnienia się? Wszakże takie brykanie pomagało mu rozluźnić pospinany grzbiet, ale przynosiło to tylko chwilową ulgę. Podczas jednej jazdy zdarzało się to rzadko, najczęściej maksymalnie dwa razy, ale zawsze w najmniej oczekiwanych momentach. Jednak w ogólnym rozrachunku był to niepokojący nawyk. Każdemu koniowi zdarza się od czasu do czasu bryknąć, ale gdy robi to za każdym razem, coś musi być nie tak.
Na dłuższych odcinkach galopu uspokoił się, trzymał równe tempo i ani myślał o brykaniu, co jednak nie oznacza, że dawał się jeźdźcowi nudzić. W przypadku łagodnych zakrętów z szybkiego tempa opornie reagował na pomoce, często po prostu wypadając z zakrętu łopatką, a szyję odginając w zupełnie przeciwną stronę. Na ciasnych zakrętach paradoksalnie radził sobie lepiej, bo niejako okręcał się wokół wewnętrznej, tylnej nogi, to właśnie na nią przejmując ciężar ciała. Zarazem głęboko wkraczał tylnymi nogami pod kłodę, chyba tylko dzięki temu nie zabijając się przy szeregu swoich problemów i niedoskonałości. To wszystko można było wypracować, ale może niekoniecznie kilkanaście minut przed zawodami.
Jeżeli natomiast chodzi o skoki z galopu, to po wskazaniu ogierowi przeszkody, ten szedł na nią jak burza. To jest nie wyciągał jeźdźca i nie stwarzał sytuacji, która zmusiłaby Luke'a do walki z nim, ale ani myślał o tym aby spłynąć z wyznaczonej drogi. Przyświecał mu tylko jeden cel - znaleźć się po drugiej stronie przeszkody i konsekwentnie się tego trzymał. Samej technice skoku nie można było niczego zarzucić. Corleone skakał w miarę ekonomicznie, a niewielkie wysokości nie zwalniały go z poczucia, że powinien podnosić nogi niezależnie od rodzaju przeszkody. Wiadomo, że dopiero na dużych przeszkodach był w stanie zaprezentować szczyt swoich możliwości, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. Ważne, że całkiem dobrze widział odległości ani nie przejawiał chęci do samodzielnego manipulowania prędkością. Inna sprawa, że najwyraźniej nie sprawiało mu to najmniejszej radości, bowiem ciągle kulił uszy i często zgrzytał zębiskami, o dziwo chwilowo porzucając pomysł strzelania z zadu. Wyglądało też na to, że nie było sposobu aby temu zaradzić. Mimo przerw i kolejnych podejść nastawienie Olshanskiego nie zmieniało się ani odrobinę, nic nie wskazywało też na to, aby miał "znormalnieć". Lukowi nie zostało nic innego niż to przełknąć i zaakceptować, bowiem zachowanie ogiera nie dawało raczej wystarczających powodów do rezygnacji z przejazdu. Nie odmawiał ruchu naprzód ani nie wyglądał na osowiałego, poza tym że spocił się zaskakująco szybko i stale wyglądał na zirytowanego nic mu nie dolegało.

Mistrz Gry - 2016-06-25, 11:12
Temat postu: Christian Levrull & Orchid of Rohan
CHRISTIAN LEVRULL & ORCHID OF ROHAN - klasa N



105; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.


89; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

55; rącenie przeszkody podczas skoku;
b) powodujące konieczność odbudowy przeszkody

Opis
Zawodnik zakwalifikował się do drugiej fazy po bezbłędnym pokonaniu pierwszej, ale nie dogadał się z ogierem przy szeregu 10ab. Ogier nieoczekiwanie dorobił dodatkową foule i w efekcie nie zmieścił się w szeregu, rozbudowując jego pierwszy człon. 4 punkty karne - zrzutka

Mistrz Gry - 2016-06-25, 11:13
Temat postu: Christian Levrull & Lockhard
CHRISTIAN LEVRULL & LOCKHARD - klasa N



92; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.


100; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
106; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.

Opis
Bezbłędnie pokonany parkur w normie czasu.

Mistrz Gry - 2016-06-25, 11:15
Temat postu: Jessica Reese & Wavantos van de Renvillehoeve
JESSICA REESE & WAVANTOS VAN DE RENVILLEHOEVE - klasa N



57; Trącenie przeszkody podczas skoku;
b) powodujące konieczność odbudowy przeszkody;



67; Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody;

Opis
Niezaliczona pierwsza faza poprzez zrzutkę w szeregu 6ab. Eliminacja

Mistrz Gry - 2016-06-25, 12:41
Temat postu: Jessica Reese & Foudre Rouge
JESSICA REESE & FOUDRE ROUGE - klasa P



88; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

71; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.

Opis
Bezbłędny przejazd w pierwszej fazie, w drugiej - zrzutka na jedenastej przeszkodzie. 4 pkt karne


Mistrz Gry - 2016-06-25, 12:43
Temat postu: Jessica Reese & On the Angel's Wings
JESSICA REESE & ON THE ANGEL'S WINGS - klasa P



102; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.

28; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.

Opis
Bezbłędny przejazd w normie czasu, mimo iż w części przejazdu zawodniczkę trzymał bolesny skurcz, częściowo ograniczający mechanikę ruchu.


Mistrz Gry - 2016-06-25, 12:44
Temat postu: Anthony Wayford & Soendergaard d'Acier
ANTHONY WAYFORD & SOENDERGAARD D'ACIER - klasa P



122; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.

126; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.

Opis
Bezbłędny przejazd w normie czasu.


Mistrz Gry - 2016-06-25, 12:46
Temat postu: Caroline Hathaway & Nearly Perfect
CAROLINE HATHAWAY & NEARLY PERFECT - klasa P



130; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.

64; Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody;

Opis
Bezbłędny przejazd w normie czasu, aczkolwiek skok na 9 przeszkodzie był ledwo odratowany, ze względu na zbyt mocne tempo i w efekcie płaski lot.




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group