Taylor - 2019-07-25, 21:01 Dzisiejsze zachowanie Arsouilles nie było dla Taylor specjalnie szokujące czy wzruszające - zdawała się być jedynie niezmiennie czujna, aby nie stwarzać żadnych dodatkowych niebezpiecznych sytuacji, ale poza tym stale zachowywała spokój. Z niejednym młodym koniem już pracowała i niejedną dziwną rzecz widziała, mając wątpliwą przyjemność pracować i siadać na wierzchowcach dużo głupszych niż kasztanka. Obserwowała więc tylko pracującą sześciolatkę, starając się wyciągać jak najrozsądniejsze wnioski z jej zachowania, nie siląc się jednak na żadne interwencje, pouczenia, poprawki, gdy te były konieczne - to nie były rzeczy do przepracowania na korytarzu skokowym, gdzie miała nad rozemocjonowaną Echo zero kontroli. Szkoda nerwów. Zaczekała więc, aż kobyła te kilka razy upora się z drągami, dostrzegając, że nie sprawiały jej one żadnych kłopotów, tak jak się tego spodziewała; za chwilę poprosiła więc stajennych, sama im przy tym pomagając, o zmianę układu drągów. Niezmiennie wymagały obszernego, aktywnego kłusa, ale tym razem były ułożone naprzemiennie: jeden na ziemi, jeden podwyższony, jeden na ziemi, etc. Do dziesiątki tak ułożonych drągów, na sam koniec dołożony został jeszce jeden, trochę wyższy od poprzedzających go cavaletti - tamte leżały na pojedynczych koziołkach i mierzyły symboliczne 30 centymetrów, a ten wisiał na dwóch koziołkach ułożonych na sobie, w efekcie sięgając 60 centymetrów. Cała trudność ćwiczenia leżała w tym, że drągów było dużo i wymagały zaangażowania, a przy tym wymuszały oddanie skoku z kłusa.Valjean - 2019-07-29, 00:59
Aurelie napisał/a:
...
ja też, wybacz.
Na moment odcięty od korytarza, nerwowo krążył wzdłuż oddzielającej go taśmy, furkocząc głośno i oddychając przez szeroko rozwarte chrapy, podkłusowując raz po raz ze stulonymi uszami. Błyskawicznie zareagował na zaproszenie do galopu, wyrywając do przodu mocnymi, urywanymi krokami, wysoko niosąc łeb i czujnym spojrzeniem wodząc po nagle zmienionym korytarzu. Istotnie, zmiana pierwszych członów na stacjonaty znacząco wpłynęła na jego technikę. Nie wydawał się zbyt zachwycony w pierwszym kontakcie ze zmienionymi przeszkodami, w korytarz wchodząc tak samo mocno i przesadnie energicznie, napotykając problem dopiero z koniecznością zabrania się na drugą stacjonatę, w efekcie musząc wykonać niewygodny, wysoki lot, a i tak w związku z całym zamieszaniem pukając w drąga, co przyniosło tylko więcej frustracji. Niczego nie nauczył go jednak poprzedni przejazd: znów z pełną prędkością spróbował wpaść w kolejne skoki, na szczęście mając wystarczająco siły i możliwości, aby pomimo podwyższenia poradzić sobie z nimi bez szwanku, ale bez wątpienia trzymał w sobie tak wiele energii, że nie potrafił znaleźć żadnego rozsądnego sposobu na danie jej ujścia. Odbijał się mocno i wysoko, długo ciągnąc loty nad poszczególnymi przeszkodami, dużo siły wkładając nie tylko w skoki, ale i każdy krok galopu, zaokrąglając się lekko, ale w nie do końca naturalny sposób, wszystko robiąc bardzo nerwowo i pospiesznie.Mistrz Gry - 2019-07-29, 15:35
Delikatnie uchylone drzwi, zawsze zostawiane w ramach bezpieczeństwa, dzisiaj postanowił wykorzystać on... S Z E R Y F. Cisza zastała w kocim świecie stajennych patrolów antygryzoniowych, drzwi zatrzaśnięte, pazurki przygotowane. Szeryf, inaczej znany jako Drań, Zorro, Terrorysta, był najwredniejszym kotem w stajni, najpodlejszym z najpodlejszych, najniebezpieczniejszym.
Wszedł na teren korytarza skokowego, obserwując wpierw Taylor i Echo, by finalnie ruszyć spokojnie w kierunku kobiety, czając się, aż stanie na chwilę w miejscu. Kroczek, kroczek i ATAAAAAAAAAK! Skoczył na wysokość jej uda, wbijając pazurki w ciepłe ciało pazurki, jednocześnie zaczynając gryźć. Dla niego to zabawa, niczym seryjny morderca skrupulatnie wybierał ofiary swoich dewiacji, inni mogli tylko zagryźć zęby i przezwyciężyć strach.
Echo d'Arsouilles - 2019-07-30, 16:58 Echo była młoda i głupia, ale pokazywała swój wrodzony talent, więc warto było inwestować w nią pieniądze i swoją cierpliwość. Na korytarzu luzem miała większą samowolkę i zdawała się wykorzystywać taką okazję, właścicielkę na razie mając w szanownym poważaniu. Przynajmniej do momentu wpuszczenia w korytarz, bo tam jej zachowanie ulegało kolejnych zmianom. Podwyższone naprzemiennie drągi wymusiły od niej więcej skupienia. Lekko zwolniła w kłusie i wysunęła głowę do przodu na wysokości swojej klatki piersiowej. Dzięki temu miała lepszą równowagę w trakcie pokonywania tej kombinacji, kiedy mocniej musiała pracować grzbietem i nogami, mocno je podciągając pod siebie. Przez znaczną ilość drągów była na nich tak skupiona, że nie zauważyła wtargającego kota na halę. Miała to zauważyć dopiero, kiedy zaatakował Taylor, czemu zapewne towarzyszyło piśnięcie lub krzyk. Na to reakcja kasztanki była natychmiastowa. Spłoszona tym hałasem i szalejącym zwierzęciem uskoczyła w bok wraz z momentem, kiedy miała oddać skok. Przez brak wielkich odległości między przeszkodami wpadła na stojaki i prawie przewróciła się, ale w ostatniej chwili uratowała się i wbiegła w taśmę odgraniczającą korytarz od hali. Z głośnym kwikiem odbiła w drugą stronę, tym razem prawie znowu wpadając w porozbijane cavaletti. Potknęła się o drągi, ale udało jej się uciec do przodu bez wywrotki.Aurelie - 2019-07-30, 22:33
Valjean napisał/a:
...
zwijamy sie juz, bo nie chce tu siedziec w nieskonczonosc + zabiore na kolejny trening z siodla jak wroce od rodziny
Nie widziala juz wiekszego sensu ponownego zabierania go lonze w celu spuszczenia tej energii, nie majac nawet gwaracji, ze to da jej upragniony rezultat w postaci spokojniejszago konia. Niestety z poczatku nie zapewnila mu na tyle galopu na lonzy, co bylo jej bledem, ale z pewnoscia bedzie miala to na uwadze nastepnym razem.
Dala mu chwile na to, by mogl uspokoic swoj oddech i nieco ochlonal, cierpliwie czekajac do skutu az ogier przekdzie do stepa. W miedzyczasie zdarzyla mu zrobic zdjecie, chcac pozniej pokazac jej siotrze
Puscila go jeszcze dwa, trzy razy w korytarz i do niego poszla, klepiac zaraz po szyi. Podpiela lonze i zaczela stepowac z nim w reku, tak przez 15min. Po uplynieciu tego czasu wyszla z nim na zewnatrz, kierujac sie do stajni.
/ztTaylor - 2019-08-05, 21:14 Chyba ostatnim czego Taylor miała się po dzisiejszym treningu spodziewać to bycie zaatakowaną przez kogoś innego, niż nieszczęsną Echo, która po prostu zdawała się być w wyjątkowo destrukcyjnym nastroju. To nie miało jej aż tak przeszkadzać, zwłaszcza, że kasztanka na razie była w bezpiecznej odległości od niej i nie groził jej strzał kopytem. Co innego w kwestii zwierzaka, który już czaił się do ataku - naturalnie, Tay była na tyle skupiona na obserwowaniu Echo, chcąc zobaczyć, czy coś wyniosła z tej nerwowej rozgrzewki i czy jej emocje trochę opadły, że nie była w stanie zauważyć swojego rychłego oprawcy. Nie dało się jednak przegapić momentu, w którym odczuła jego obecność: czując gwałtowny ból w okolicach uda, mimowolnie pisnęła, dźwięk ten za wszelką cenę starając się zdusić, choć nie była w stanie całkowicie powstrzymać go przed rozniesieniem się po hali. Wywracającą się sześciolatką jakoś nie potrafiła się w tamtej chwili martwić - zamiast tego natychmiast rzuciła się na pomoc... no, samej sobie, wyciągając obie ręce w stronę kota i bez skrupułów łapiąc go jedną za kark, drugą za ten parszywy pysk, za wszelką cenę próbując odsunąć go od siebie. Naturalnie, uraczyła go po drodze wiązanką przekleństw, zaciskając zęby ze złości i bólu. Kilka minut walki wystarczyło, aby w ostateczności od siebie go oderwać - wówczas miała cichą ochotę rzucić go prosto pod kopyta szalejącej Echo, ale tylko uraczyła go spojrzeniem godnym Bazyliszka, za chwilę wciskając go w ręce stajennego i całą sytuację kwitując jasną, niepochlebną opinią związaną z puszczaniem zwierząt luzem po ośrodku, zwracając się z pełną irytacji prośbą o zabranie kociego bandyty z daleka od ich dwójki. Wzrokiem zaraz wróciła do kasztanki, wzdychając głośno na widok jej chaotycznych truchtów po hali, związanych z kolejną nerwową sytuacją. Poprosiła stajennych o pomoc w sprawnym naprawieniu korytarza, pozwalając Echo trochę pobiegać dookoła i spuścić z siebie negatywne emocje, aby koniec końców wrócić do poprzedniego ćwiczenia i ponownie wpędzić ją w korytarz z nadzieją, że kilkanaście minut kłusa czy galopu dookoła hali wystarczyło, aby nieco ostudzić jej temperament.Echo d'Arsouilles - 2019-08-06, 21:13 Sporo czasu zajęło jej uspokojenie się, mimo że to bardziej Taylor ucierpiała na tym niespodziewanym ataku, to kasztanowata wydawała się być bardziej tym przejęta. Sztywnym, nerwowym kłusem chodziła po całej hali, trzymając się na bezpieczną odległość od właścicielki toczącej bitwę z futrzakiem, który z pewnością nie przypadł Echo do gustu. Zaczęła się wyciszać dopiero, kiedy kot został wyniesiony, a drzwi za nim zamknięte. Nie była strachliwym koniem, ale z pewnością nie przywykła do takiego towarzystwa, a już na pewno po tym, jak zaatakowało jej właścicielkę. Zapewne po tym, jak się uspokoiła, podeszła do niej, zwyczajnie nie mając lepszego zajęcia. Wprowadzona w korytarz, przeszła go tym razem prawidłowo i bez większych problemów, chociaż ciągle była jeszcze w emocjach.Taylor - 2019-08-06, 21:19 Pozwoliła Echo kilka razy pokonać korytarz, mając nawet plan ustawić coś więcej niż te marne kilka drągów, ale wkrótce coraz dotkliwiej odczuwając na własnym udzie atak kota - wtem jakby przemówił do niej głos rozsądku, czytaj rozwścieczonej żony, mówiący, że takich atrakcji nie należy puszczać mimo uszu. Zwłaszcza, że rany po zębach i pazurach znów aż tak płytkie nie były; w związku z tym Taylor sprawnie odłowiła Echo, zapinając lonżę do jej ogłowia i po krótkim rozstępowaniu opuściła wraz z nią halę, robiąc to dla dobra ich obu, bo żadna z nich nie miała dzisiaj specjalnie dobrego dnia.
/ztValjean - 2019-08-06, 21:32
Aurelie napisał/a:
...
Kilkanaście dobrych minut minęło, zanim Valjeanowi w ogóle przez myśl przeszło aby choćby na moment zwolnić - niezmiennie kłusował dookoła hali, napięty jak struna, czujny i dynamiczny, dopiero z czasem tracąc na energii i wigorze na tyle, aby w ostateczności przejść do stępa. Każde kolejne wejście w korytarz znaczyło ponowny ogromny skok emocji, ale w ostateczności nieco zmęczony dał się na nowo uspokoić, już bez żadnych niespodzianek stępując u boku Aurelie pod sam koniec treningu. Po kilkunastu minutach wyszedł z nią do stajni.
/ztEcho d'Arsouilles - 2019-08-09, 16:31 Kasztanka była gotowa przeskoczyć jeszcze niejedno ustawienie i początkowo nie spodobał jej się pomysł z powrotem do stajni. Nie dawała się więc złapać tak łatwo, elektrycznym kłusem uciekając od Taylor ze skulonymi uszami. Ostatecznie zapewne znowu była potrzebna interwencja któregoś z pracowników, któremu w końcu udało się pojmać Echo i umożliwić zabranie jej stąd. W trakcie rozstępowania znowu próbowała podkłusowywać, nawet przy opuszczaniu hali caplując w niezadowoleniu.
/zt