Anonymous - 2013-04-01, 14:20 //Przepraszam, że się wepchnęłam. Nie zauważyłam posta.
Vicky spojrzała na Jocelyn i Villemo.
- O! Przepraszam, że wcześniej Was nie zauważyłam. - powiedziała - Jestem Vicky. Mam nadzieję, że za bardzo nie będziemy przeszkadzać. Szarżować zamiaru nie mamy.
Dziewiętnastolatka uśmiechnęła się przepraszająco. Czuła się niezręcznie. Rzadko zdarzało się jej kogoś nie zauważyć, a już na pewno nie kogoś z koniem. No cóż. Każdemu się może zdarzyć. W każdym razie dziewczyna wróciła wzrokiem na Ev.Anonymous - 2013-04-01, 14:37 / przepraszam, że zniknęłam :d
Pokiwała ze zrozumieniem głową, a następnie przyłożyła obie łydki do boków konia, wypychając go tym samym do przodu, w tym samym czasie oddając mu wodze, mając przy tym nadzieję, że Daddy nie zrazi się do jej czasami złego czy też sprzecznego stosowania pomocy. Uniosła brodę do góry, patrzyła w kierunku jazdy. Przez kilka sekund na zmianę dociskała łydki i cmokała zachęcająco, ale widziała, że koń sam chętnie idzie do przodu, więc zadowoliła się naprzemiennym, aczkolwiek bardzo delikatnym dociskaniu łydek do boków konia, coby ten wciąż pamiętał, że siedzi na jego grzbiecie. Podążała wraz z ruchem ogiera, i była jak najbardziej rozluźniona, jakoś tak zrelaksowała się, chociaż wiązało się to z tym, że lekko pogorszyła się jej postawa - a to delikatnie pochylała się do przodu, a to traciła kontrolę nad dłońmi. Tragedii nie było w każdym razie, były to raczej błędy, które korygowała, gdy tylko sobie je uświadamiała. Każdy narożnik poprzedzała półparadą. Zachowała czujnośc i pilnowała (głównie dosiadem) aby koń nie skracał, zgodnie z zaleceniami Vicky zmieniała też kierunki, głównie po przekątnej, a zmiany te również poprzedzała półparadą, żeby nonius na nią zwrócił uwagę. W końcu nakierowała go na dużą, bo około dziesięciometrową woltę, aby zobaczyć, jak jest rozciągnięty. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że po części jest tak jakby na przodzie, a nie na tyle siodła, więc przeniosła pupę bardziej w tył. Wykonała (a bynajmniej spróbowała wykonać) woltę, cmokając zachęcająco i starając się wykonać koło jak najdokładniej. A co do strony technicznej; docisnęła wewnętrzną łydkę (można było ją posadzić o to, że niespodziewanie i za mocno, żeby nie było, że robiła wszystko dobrze), zewnętrzną delikatnie cofnęła, nadgarstek z ręką wewnętrzną zgięła, zewnętrzną trochę dała w przód, pilnując ruchu naprzód łydkami. Wodza była dość długa, więc nie miała pojęcia, czy koń zareaguje. Nie zastosowała przed tą figurą półparady, bo zapomniała, o.
Cały czas słuchała, czy Vicky nie daje jej jakichś uwag, wskazówek itp. W jakiejś wolniejszej chwili skinęła też do obecnych tu dwóch kobiet, których (przyjmijmy) też nie zauważyła.Anonymous - 2013-04-01, 15:36 Vicky dalej obserwowała Ev nie zapominając o kontroli własnej pracy, jak i Encore Papillona. Z każdym krokiem dawała gniadoszowi lekką łydkę, aby "nie zgasł". Na razie koń nie lenił się i wykonywał swą pracę należycie.
Osiemnastolatka radziła sobie dość dobrze, a wszelkie małe błędy poprawiała sama. Dziewiętnastolatka również przejechała kilka okrążeń stępem i zmieniła kierunek przez ujeżdżalnię. Po kilku kółkach zaczęła wykonywać wolty na krótkich ścianach. W odpowiednim momencie zewnętrzna łydka za popręg, wewnętrzna lekko do przodu, zewnętrzna wodza lekko w bok, a wewnętrzna delikatnie do siebie i działamy. Na razie Vicky starała się wykonywać wolty dość obszerne, a jeśli ogier wykonywał je poprawnie, stopniowo zmniejszała ich średnicę. Po kilku ćwiczeniach dziewiętnastolatka zmieniła kierunek i ponowiła wykonywanie wolt. Jeśli wszystko było w porządku pochwaliła gniadosza głosem i spojrzała na Ev.
- Dobrze Ci idzie. - pochwaliła ją - Postaraj się nie cmokać tak często. Koń i bez tego wie o co chodzi.
No jakąś uwagę w końcu zwrócić trzeba było. - Jeśli wszystko dobrze, sprawdź popręg i w razie potrzeby dociągnij go. - poleciła, a sama zrobiła to samo.Encore Papillon - 2013-04-01, 19:26 Szedł szybko, więc dodaniem mocniejszej łydki, spowodowała, iż ogier z zadartym łbem ruszył żwawym, skróconym kłusem, stawiając uszyska ku przodowi.
Przyjmując jednak, że go wstrzymała, sprawdzając jeźdźca uciekł pyskiem do wewnątrz, rolując się i wchodząc szarpnięciem w step, podbił dupką buńczucznie.
Wolty szły mu jak zawsze dobrze jeśli chodzi o wygięcie ciała. Dopiero na nich zszedł pyskiem dośc luźno, korzystając z braku zebranej wodzy. Na łukach zaczła jednak szukać pyskiem kontaktu z ręką.Daddy - 2013-04-01, 19:59 Postarał się grabie ignorować wady postawy dziewczyny. Gdy coś tam jej się jednak psuło bardziej, to dawał jej to do zrozumienia usztywnieniem grzbietu albo machnięciem głowa. Gdy jej wodza wypadała czy coś, to paszczękę wyciągał do przodu, informując, że szuka biedaczek kontaktu z nią. Na wszystkie półparady zbyt mocne niż wypadało odpowiadał ostrym machnięciem ogonem i mocniejszym stawianiem kroków, bo toż to on cały czas skupiony, wystarczy leciutko.
O ile wszystkie zmiany kierunku były w miarę ładnie dopilnowane dosiadem i łapkami, to je ochoczo i grzecznie robił, ładnie się wyginając. Nóżkami ładnie tuptał, w żadnym wypadku się nie lenił. Gdy jednak dziewczę spróbowało tej dużej, olaboga, wolty, to, no cóż, wolty nie było finalnie. Za to przez brak uprzedniej informacji o tej akcji konisko machnęło łbem zdziwione, jeszcze zdopingowane przez zbyt mocno łydkę. Wyszedł mu przez to nagły i ostry skręt do środka, z potem szedł do przodu na sąsiednią ścianę przez środek ujeżdżalni, tylko z łbem na bok przekrzywionym. Jakby ta zewnętrzną łapkę pozbierała i wodzy luźnej nie dawała, to by zaczął może tą woltę robić mimo początkowego niepowodzenia. Ale tak to tylko z jednej strony czul nacisk i nie kumał zbytnio.
Co do jakichkolwiek cmokań, to jakoś go nie pobudzały. Był raczej nauczony działać na dosiad i takie, a nie nakręcać się bez potrzeby na głos człowieka. Co za tym idzie pochwały lepiej odbierał w postaci poklepania, tudzież pogłaskania po szyi czy gdzie tam dusza pragnie. więc o ile takie kiedykolwiek następowały, to Daddy mrużył oczęta, pieszczoch jeden.Villemo - 2013-04-02, 13:18 Vils cierpliwie czekała, aż wreszcie dziewczę usadowi się na końskim grzbiecie. Krytycznym wzrokiem zlustrowała jej sylwetkę i odchrzaknęła cicho.
- Okej, po pierwsze musisz się wyprostować - rzekła zdecydowanie - Pięty w dół, a palce do konia - przesunęła nogę Joce do porządanej pozycji. - Stopa ma się opierać na strzemieniu w najszerszej części, czyli na śródstopiu... - zrobiła chwilę przerwy, by rudowłosa zastosowała się do jej poleceń - Ramię, biodro i kostka mają tworzyć linię prostą...
W razie potrzeby Villemo kilka razy poprawiała swoją uczennicę, po czym dopięła lonżę o ogłowia Lib i cofnęła się, rozwijając ją coraz bardziej z każdym krokiem.
- Stęp - zakomenderowała i lekko puknęła batem o ziemię. - Głowa prosto, wzrok przed siebie, ręce nieco nad kłębem. Zachęciła Libby do zrobienia kolejnych kilku okrążeń, by zobaczyć, jak młoda amazonka radzi sobie w tym chodzie.
//znów proszę o dokładny opis. jeszcze dokładniejszy od poprzedniego :DAnonymous - 2013-04-02, 16:24 – Mój błąd – powiedziała ze smutkiem. – Spróbuję jeszcze raz, dobrze? Co powinnam poprawić?
Wysłuchała Vicky, o ile ta coś powiedziała.
Ten błąd zmobilizował ją jednak do dalszego działania i poprawienia tego niedopatrzenia. Zebrała nieco wodze, starając się złapać subtelny kontakt z koniem, nie pozwalając, być może tak jak poprzednio, na zbytnie wiszenie wodzy, ale też niepotrzebnie nie szarpała i nie ciągnęła. W każdym razie jakoś bardzo tych wodzy też nie ściągnęła, żeby było jasne. Samo skrócenie przebiegło gładko. Pracowała ręką wraz z ruchem konia, a czując machnięcia przesuwała ręce w przód. Co jakiś czas zerkała na Vicky, prosząc ją o korygowanie błędów. Czując nagły atak pozytywnej energii wyprostowała się, łydki były przyłożone swobodnie przy bokach konia, delikatnie pilnowała tempa. Ogółem mówiąc, poprawił się stan użycia pomocy. Miała nadzieję, że Daddy zauważy. <3 Dosiadem pilnowała, by koń szedł po linii prostej, jadąc przy boku maneżu. Tym razem dała mu odpowiednie znaki łydkami i dosiadem, odchyliła się to tyłu i przytrzymała wodze. Wykonała półparadę. O ile była reakcja ze strony konia to od razu odpuściła, a w razie potrzeby wykonała kilka półparad korzystając z każdej dostępnej możliwości wykonania wolty. Zewnętrzną łydkę dała za popręg i docisnęła, tym razem już nie "na chama", wewnętrzną docisnęła do popręgu. Z umiarem używała wewnętrznej wodzy pulsując nią, zewnętrzną dała na mocniejszy, aczkolwiek też nie "szarpany" kontakt, starając się tym samym złapać z ogierem wspólny rytm. Skupiła się, a za poprawne wykonanie zadania sowicie wynagrodziła go pogłaskaniem.Anonymous - 2013-04-02, 18:12 Słysząc odpowiedź Vicky lekko się uśmiechnęła i zaraz potem zebrała wodze na na razie lekki kontakt.
- Jasne. Nawet nie pytaj. - odpowiedziała na pytanie Ev - Bardzo dobrze sobie radzisz. Jak jest w kłusie?
Dziewiętnastolatka chciała dowiedzieć się, jak mniej więcej radzi sobie jej towarzyszka w kłusie. Sama skupiła się bardziej na Papillonie, chociaż podczas rozmowy nie traciła kontroli nad koniem. Vicky także zaczęła ponownie wykonywać wolty w obie strony. Działania były takie same jak poprzednio. Wewnętrzna łydka na popręg, zewnętrzna lekko za, ręka wewnętrzna nieco do siebie, a zewnętrzna w bok. Po kilku ćwiczeniach zarówno w prawo, jak i w lewo dziewczyna pochwaliła gniadosza klepiąc go lekko po łopatce, o ile figury wyszły w miarę dobrze. Następnie spojrzała na Ev, nie zaprzestając działania dosiadem i łydkami.
- Wszystko, ok? - zapytała na wszelki wypadek, choć z pozoru wyglądało jakby osiemnastolatka nie miała większych problemów. Sama zebrała wodze na minimalnie mocniejszy kontakt. Miała nadzieję, że ogier przyzwyczaił się chociaż trochę do dosiadu Vicky.Daddy - 2013-04-02, 21:11 Straciłam wenę, z góry mówię. Wybaczcie ;-;
Gdy tylko dosiad Eve poprawił się, ten ucieszył z owego faktu. Ohoho, to pewnie tylko jego zasługa, prawda? <3 Tego, że ją w miarę swoich końskich możliwości poprawiał i tak dalej, trololo.
Dalej, o ile pomoce były udane, to ładnie się wpisywał we wszelkie zawijasy i wolty, z natury zginając sie ładnie i bezbłędnie, nie wypadając żadnymi częściami ciała. Zaczął się leciutko zbierać z przyzwyczajenia, a ogonem majtał na boczki. Zgrał się jako tako z ręką Francuzki i tak dalej.
Na pochwały w postaci głaskania reagował milutkim dla ucha furkotaniem i rozluźnieniem spiętych mięśni.
Zawrotnej wielkości post. ;-;Anonymous - 2013-04-03, 15:38 chaotycznie >3
- W kłusie zazwyczaj przez pierwsze takty idzie mi po prostu nie najlepiej, ale potem szybko łapię równowagę i tak dalej. Mam właśnie mały problem z tym, że nie jestem przygotowana na.., eh nie umiem tego wytłumaczyć. Jeżeli chodzi o kłusowanie jako ogół to jest całkiem nieźle, ale zależy dużo od tego, jak koń jest miękki, ale jeśli się zgramy to nie ma problemów. Oj, ale ja przecież miałam sprawdzić popręg!
Wtedy przypomniało jej się, że rzeczywiście miała to zrobić. Wykonała półparadę (już chyba do końca życia zapamięta, że są podstawą jeździectwa, dzięki, Daddy!), zamknęła łydki i następnie napięła krzyż, przestając poruszać się wraz z ruchem konia. Delikatnie pociągnęła za wodze, odpuszczając, gdy tylko poczuła, że się zatrzymuje. Poklepała konia i pochwaliła go głosem ("dooooobrze"), o ile się zatrzymał, przełożyła wodze w jedną rękę. Jakoś tak wyszło, że lekko się spięła na czas wykonywania tej czynności. Tak poza tym to była lekko odchylona do tylu. Sprawdziła popręg i trafnie oceniła, czy jest źle, czy też dobrze dociągnięty. O ile był odpowiednio to po prostu zostawiła go tak, jak był. A o ile źle to podciągnęła, oczywiście tak, żeby konia nie wkurzyć tą czynnością, czyli nie bardzo szybko i tak dalej. Cały czas pilnowała, żeby jej nie ruszył z miejsca, bo tego byśmy nie chcieli no nie? Zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna była zjechać na środek maneżu i oczywiście spytała o to Vicky, nie chcąc żyć w niepewności. Tak to stała na pierwszym śladzie.
O ile poszło ładnie to wykonała półparadę, wypchnęła biodra do przodu i docisnęła obie łydki. Złapała delikatny kontakt i starała się siedzieć rozluźniona, a pomimo, że jej sylwetka idealna nie była wyraźnie było widać różnicę niż na początku. O, i jeszcze; jeśli Daddy ładnie ruszył to oczywiście go poklepała i nagrodziła głosem, żeby wiedział, że współpraca się opłaca. Miała dla niego nawet przysmak, ale to po treningu. c;Encore Papillon - 2013-04-03, 18:48 Przy lekkim kontakcie, naparł na jej rękę, szukając w niej większego oparcia. Był twardy w pysku, więc potrzebował solidnego jego prowadzenia. Przy wygięciu na łukach tyły szły zacnie, idealnie wpisując sie w okrąg. Łopatki w miarę, choć szyją i łbem pracował kiepsko, spięty w potylicy, a u niego własnie uzyskanie na niej przepuszczalności było najwazniejsze do skupienia ogiera i zachęcenia go do pracy. Teraz po prostu się nudził, więc zainteresowało go otoczenie - jak zwykle gdy tak się działo.
Zatrzymał się gwałtownie przy wściekle czerwonym okserze. Nie wiedziec czemu, najgorzej reagowął własnie na ten kolor. Usztywnił się cały, nadymając nozdrza. Poruszył się niespokojnie, fukając ostro. Nagle zamachnłą się z kwikiem przednią nogą w stronę przeszkody, kładąc po sobie uszyska. Szastnłą ogonem, naraz podbijając dupą w miejscu, dośc pokaźnie, zgryzając mocno wędzidlo w pysku, próbując machnięciem łba wyszarpnąc wodze.Mistrz Gry - 2013-04-03, 20:10 Ups! Chyba Vicky nam się troszeczkę zamyśliła! Gdy Papek bryknął, dziewczyna przekrzywiła się w siodle i niestety nie zdołała się na nim utrzymać, gdy ogier szarpnął łbem. Zaliczyła bolesną glebę, a koń odkłusował sobie na drugi koniec maneżu, byle jak najdalej od czerwonego oksera oczywiście. Vi będzie się musiała namęczyć, żeby go złapać, a siniak na pośladzie będzie o sobie dawać znać kilka tygodni.
szazam... znika w kłebach dymu ;-DAnonymous - 2013-04-03, 20:48 No cóż. Jak już szanowna osoba napisała, Vicky niestety nie utrzymała się w siodle. Szczerze, to nie była zbytnio przygotowana na taką akcję, a upadki nie zdarzały jej się często. Zsunęła się z siodła prosto na jakże "miękkie" podłoże, a pierwszą częścią ciała, która doznała bliższego kontaktu z kochaną Matką Ziemią było udo. Miejsce przy dotyku nieźle bolało, a niedługo pewnie pojawi się tam wielki, fioletowy siniak. Pozostało się cieszyć, że kości pozostały całe, a dziewczyna nie doznała większych obrażeń. Dziewiętnastolatka długo nie siedziała na ziemi. W końcu trzeba przypilnować konia. Vicky w miarę szybko wstała i pospiesznie otrzepała się z piachu.
- Nic się nie stało. - powiedziała do Ev - Zsiądź z Daddy'ego i przytrzymaj go chwilę.
Dziewczyna rozejrzała się. Encore Papillon nie był jakoś strasznie daleko. Stajenny, który akurat przechodził obok, aby się przejść po terenie kompleksu stał za Vi. Szybko zauważył konia, który źle zareagował na okser i zatrzymał się. Widząc, jak amazonka ląduje na ziemi podszedł do niej i tradycyjnie zapytał, czy wszystko w porządku. Ta po chwili odpowiedziała, że tak i zapytała, czy ewentualnie mógłby pomóc przy gniadoszu w razie problemów. Mężczyzna bez wahania się zgodził.
Udo bolało, ale koniem zająć się trzeba. Vicky spokojnym i nie za szybkim krokiem zmierzała w kierunku ogiera. W końcu nie chciała, aby przestraszył się jeszcze bardziej.Daddy - 2013-04-03, 21:52 Ładnie i grzecznie zatrzymał się, gdy dostał takowy sygnał. Tym razem uznał, że owe "dooobrze" które powiedziała dziewczyna to rzeczywiście pochwała. Ale tak czy siak, wolał być poklepany, bo jeszcze się rozreguluje.
Rozluźnił się elegancko do końca, dając dziewczynie podpięcia popręgu o jakieś dwie dziurki. Główkę w tym czasie nieco zniżył i potrząsnął ją. Masz szczęście Eve, że udało ci się dopiąć wszystko na czas, bo jak tylko Tatusiek ujrzał co się święci, na chwilę wbrew sobie nakręcił się i ruszył żwawym kłusem te parę metrów. Nie podejrzewam, by dziewczyna go jakoś super szybko i sprawnie zatrzymała, ale on sam się zganił w myślach. A i do rzeczy - chodziło tutaj o popłoch jego towarzysza, Encusia, który po chwili skutecznie pozbył się przy jaskrawo czerwonym okserze tej blondynki z siodła, która na nim jeździła. Daddy nie odzywał się, bo opinii jakiejś szczególnej nie miał. Każdemu czasem może coś odwalić, to sie nie wtrąca.
Mimo wszystko gdy ogier uciekł z miejsca zbrodni i dobiegł akurat w ich okolicę, karus podszedł do niego ignorując na chwilę dziewczynę na swoim grzbiecie.
- Coś się poważnego stało? - zagadnął Papilotka uprzejmie, potem znów skupił się na Eve. Nie wie czy nada wymagała ruchu, wszak Vicky zarządziła zejście z konia. O ile takowe nastąpiło, to Tatuś spokojnie sobie czekał, grzecznie dając się złapać w wodze z ziemi. jako dość empatyczne zwierzę, rozejrzał się i spojrzał w kierunku blondynki. Zastanawiał się, czy sobie dużo guzów nie nabiła. On by miał dość spore poczucie winy, gdyby zrzucił nawet w takiej sytuacji człowieka z grzbietu. Dużo ludziom zawdzięcza, toteż jest w dużym stopniu im oddany i lojalny. O, pokorny - to jest dobre słowo.Encore Papillon - 2013-04-03, 21:57 No ba, że gdy tylko poczuł luzy na grzbiecie, cyzli że nawet nie za bardzo specjalnie - pozbył się jeźdźca ze swojego grzbietu, zrobil zwrot na tyłach z miejsca ruszając spręzytym kłusem, unosząc zadowolony z siebie ogon ku górze, niczym czarną flagę, poparskując sobie. Zatrzymał się po drugiej stronie hali, oglądając się na blondynkę z jagnięcym wyrazem pyska <3 Kątem oka zerknął na karego, na moment na nim się skupiając.
-A wiesz.. tak nudziło mi się. I nigdy nie lubiłem czerwonego.
Stwierdził, a widząc że Vicky się zbliża, rozochocony, wziął to za zabawę, w której oczywiście wydawało mu się, że dominował. gdy tylko znalazła sie ok 5 metrów przed nim, wypruł szybkim kłusem w drugą stronę przy długiej ścianie, z kitą w górze i radarami na sztorc.
W biegu odgiął bysk w stronę Daddyego.
-Bawisz się?
Zagadnął, zachęcając go do 'popełnienia zbrodni'