To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Mistrz Gry - 2015-06-05, 12:24

MIA ALIGHT & WINDSOR




120; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Na dwudziestej siódmej przeszkodzie, czyli na okserze, doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Wałach oddając skok powtórnie poślizgnął się na rozmiękłym podłożu, przez co znacząco stracił na sile odbicia. To niestety poskutkowało uderzeniem o przeszkodę i poważnym utraceniem równowagi, które mogłoby się zdawać, że doprowadzi do upadku pary. Windsor hacząc o belkę, z której stworzony był okser, nie zdołał prawidłowo wylądować. Upadając na nadgarstki i ryjąc łbem o ziemię, chyba cudem nie przewrócił się na bok, a zdołał się podźwignąć do góry. Mia szczęśliwie nie spadła, chociaż niewiele brakowało!




    6; Zranienie konia; koń ulega zranieniu podczas przejazdu.
    b) wymagana jest interwencja weterynarza oraz przerwanie przejazdu. Od 6 do 8
    Opis
    Komisja weterynaryjna na widok upadku momentalnie przerwała wasz przejazd. Zapewne nie doszłoby do tego gdyby nie fakt, że na prawym przodzie ogiera powstała rana. Także z pyska zaczęła mu kapać krew, najprawdopodobniej na wskutek niefortunnego przegryzienia języka lub warg. Zatrzymano wasz przejazd, aby weterynarz mógł ocenić, czy to poważne urazy czy wymagają jednak całkowitego przerwania przejazdu i eliminacji. Zostałaś poproszona aby zsiąść z konia, aby weterynarz mógł ocenić jego stan. Rana na nodze okazała się powierzchowna, aczkolwiek niewykluczone, że kontuzja mogła się rozwinąć. Komisja jednak zdecydowała się umożliwić ci kontynuowanie przejazdu, o ile zechcesz. Musisz podjąć decyzję, czy mimo wszystko zaryzykujesz aby wygrać, czy spasujesz mając na uwadze zdrowie konia...? Pamiętaj, że to sport, który nie lubi chodzić na kompromisy.
    Jeśli zdecydowałaś się kontynuować przejazd, to po ruszeniu z miejsca, w którym został on przerwany, wznowiono wam czas. Do końca mety nie napotkaliście już żadnych trudności, chociaż wasz czas pogorszył się w jakimś stopniu.
    Jeśli jednak zdecydowałaś się przerwać, to po prostu zostaliście wyeliminowani.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Ariana - 2015-06-05, 19:06

Mimo, że klacz nie często brała udział w takich zawodach, to doświadczenie zebrane na innych tego typu imprezach pozwalało jej zachować zimną krew. Niewielkie niedociągnięcie jeźdźca nie były w stanie wyrwać jej z rytmu. Klacz nadal galopowała energicznie, zwolniła minimalnie jedynie podczas zakrętu, coby zachować pełną równowagę. Zaraz po mocniejszym zakręcie, kara kierowana przez mężczyznę ruszyła po delikatnym łuku, kierując się na kolejną przeszkodę. Wymyślne kształty nie robiły na niej żadnego wrażenia, przynajmniej na razie... Diego obrał odpowiedni najazd, skok nie wyglądał na szczególnie trudny. Kopytna zaleciła się do wskazówek mężczyzny, kiedy wskazał jej miejsce wybicia, kumulując swoją energię wybiła się wystarczająco wysoko, żeby przeskoczyć przeszkodę i nie zahaczyć o nią żadną kończyną. Po oddanym skoku Voice parsknęła cicho i z jeszcze większą chęcią i nową energią ruszyła w stronę wskazaną przez jeźdźca. Nie snując żadnych podejrzeń czy własnych teorii po prostu oczekiwała kolejnych podpowiedzi ze strony Argentyńczyka. Pomoce, które jej dał sprawiły, że klacz zwiększyła nieznacznie tempo i gładko pokonała niewymagający wiele wysiłku nasyp. Nie musiał się obawiać tego, że napali się na jakaś przeszkodę, raczej tego nie robiła, ale jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. Może to i lepiej, że ją przytrzymał? Tak na wszelki wypadek. Wybiwszy się przed kolejną przeszkodą kara wyciągnęła swoje cielsko i podciągnęła wysoko swoje przenie kończyny, wzbraniając się za wszelką cenę od dotknięcia jakiegoś elementu przeszkody. Lądowanie okazało się być miękkie i stabilne, do tej pory Voice nie zabrakło równowagi, oby tak było dalej. Kara utrzymywana wciąż w tym nieco skróconym, acz wciąż szybkim chodzie czuła się niedobrze, lecz nie protestowała, wiedząc, że to mogłoby jej zaszkodzić. Przygryzła wędzidło, gdy poczuła odrobinę więcej swobody. Szybko ogarnęła sytuację, przyśpieszyła nieznacznie przed przeszkodą, a chwilę potem uniosła swoje przody i wybiła się z mocnych tylnych nóg. Tak, jak przy każdym wcześniejszym skoku, także tutaj kopytna wyciągnęła swoje ciało, wyginając je w delikatny łuk. Oddany skok nie był zbyt wysoki, bardziej płaski, tak aby mogła pokonać nieudogodnienie w całości, bezpiecznie. Postawiła uszy na sztorc, wypatrując kolejnej przeszkody, którą okazał się być żywopłot. Hanowerka zwolniła, skoro taka była wola jeźdźca, jednak nadal utrzymywała energiczne tempo i dynamiczny chód. Po oddaniu udanego skoku i miękkim lądowaniu, klacz energicznie przyśpieszyła, jednocześnie nadrabiając utracone na zastanowieniach sekundy, a może i całe minuty? Wykonanie półparady nieco spowolniły klacz i pozwoliły skupić się jej bardziej na jeźdźcu. Dodatkowo stała się bardziej czuła na wszelkie pomoce i inne wskazówki. Kopytna instynktownie odliczała we łbie foule przed przeszkodą w kształcie V, lecz nie robiła niczego wbrew mężczyźnie. Najechawszy odpowiednio na V, kara była już gotowa do oddania skoku, do którego na sygnał już czekała. Otrzymawszy odpowiedni sygnał wybiła się mocno, bez problemów pokonując przeszkodę. Wymagała od niej dużego skupienia. Po oddanym skoku ponownie przyśpieszyła, żeby nadrobić stracony czas, a przy okazji czym prędzej zbliżyć się do hydry. Kara niechętnie stykała się z wodą, a więc półparada do tego przygotowująca mogła okazać się pomocna, o ile nie niezbędna. Dodatkowo pomogła hanowerce zebrać w sobie energię, bardziej zaangażować zad i odciążyć przody. Kara z siłą jeszcze większą niż dotychczas, aby pokonać przeszkodę i nie ulec wypadkowi. Wybiwszy się już wyciągnęła swoje przody i uniosła kończyny, nie chcąc zetknąć się z przeszkodą. Opadając do wody, kara zadarła łeb. Nie przepadała za wodą i nie chciała, żeby ta zetknęła się z jej pyskiem, czego mimo starań, chyba nie uniknęła. Tak czy owak klacz galopowała energicznie dalej, choć nie była szczególnie zadowolona. Koń chętnie przemieszczał się dalej, w kierunku kolejnego szeregu, nie przewidując, że coś mogło iść nie tak. Przygotowała się do oddania skoku, opierając się jak zwykle na pomocach jeźdźca, który do tej pory nie zawodził. W owej nieco stresującej sytuacji kobyła starała się zachować zimną krew, chociaż kiedy Diego stracił równowagę, a klacz poczuła, jak mężczyzna przemieszcza się na jej grzbiecie lekko się zdezorientowała i podenerwowała. Położyła uszy po sobie i wydała z gardzieli niski pomruk. Sytuacja nie zdołała jednak wstrząsnąć nią na tyle, aby nie mogła dalej wykonywać swojego zadania. Tymczasowy brak równowagi jeźdźca nie zniechęcił jej i w odpowiednim czasie oddała skok. Wylądowawszy w wodzie sytuacja wydała się już być w miarę opanowana. Voice jak wcześniej, także teraz zadarła łeb, żeby uchronić się od rozbryzgującej wody. Dokładając wszelkich starań galopowała dalej, a po chwili mężczyzna zdołał usadowić się w siodle tak, jak wcześniej. Ponownie angażując mocno całe swoje cielsko wybiła się wystarczająco wysoko. Wyciągnęła szyję, wyprostowała nieco sylwetkę i po niedługim czasie ponownie była już w wodzie. Poproszona o to, kara skróciła swój wykrok podstawiając bardziej i angażując swój zad. Zrobiła to automatycznie. Pilnie oczekiwała sygnału, który miałby zasugerować jej miejsce wybicia. Oczekiwała go niecierpliwie, w swoim szlachetnym łbie 'odliczając' foule przed przeszkodą. W końcu klacz uniosła swoje przody, przyciągając przednie kończyny do tułowia. Wybiła się z całych sił z zadnich kończyn i wyciągnąwszy ciało bez najmniejszych problemów pokonała przeszkodę 14 c. Wylądowawszy miękko na ziemi sapnęła jakby z ulgą. Kolejny skok musiał być wystarczająco długi, a więc nieco płaski. Po odpowiednim najeździe i sygnale do skoku, klacz bez zastanowienia wybiła się. Nie przeleciała zbyt wysoko nad kłodą, lecz wylądowała wystarczająco daleko, by nie zamoczyć ani jednej kończyny w wodzie, która pojawiła się ponownie. Kara starała się utrzymywać stałe tempo, nie wydawała się być bardzo zmęczona, lecz dużo wygodniej było jej startować w zawodach skokowych, aniżeli crossowych. Bardzo powoli, ale jednak, zaczynała się męczyć. Po wyrównaniu najazdu na przeszkodę z numerem 16, klacz przyśpieszyła nieco, a tuż przed tripplebarre skróciła nieznacznie swój wykrok, przy okazji angażując bardziej swoje tyły. Oddany skok był dość wysoki i długi, hanowerka wyciągnęła się maksymalnie, żeby pokonać przeszkodę w całości.
Mistrz Gry - 2015-06-06, 13:27

DIEGO MONTANA & VOICE OF INSOMNIA




65; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
Opis
Podczas najazdu na szereg oznaczony numerem 19, Voice zaniepokoiła się nie tylko wyglądem pierwszego członu, ale też 'przyczajonymi' fotografami. Spływała na boki, robiąc nieregularne foule galopu, nad czym Diego powinien zapanować jeśli nie chciał aby doszło do wypadku.




    86; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
    Opis
    Po pokonaniu felernej przeszkody wszystko już szło zgodnie z planem; koń przestał się obawiać i wrócił do odważnego sposobu pokonywania kolejnych przeszkód.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-06-06, 14:00

CAROLINE HATHAWAY & ON THE ANGEL'S WINGS



37; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
Opis Po pokonaniu jedenastej przeszkody konia chwycił skurcz w prawym tyle, co uniemożliwiło mu swobodny galop w dystansie. Niejako ciągnął za sobą nogę, co zmusiło jeźdźca do wolnego galopu i zapewne zaniepokoiło. Na szczęście po kilkudziesięciu metrach okazało się, że to tylko skurcz, który ustąpił wkrótce.



    100; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis
    Kolejne przeszkody, aż do szesnastej, pokonaliście bez trudności.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Diego Montana - 2015-06-06, 22:24

Od szestnastki do siedemnastki była bardzo krótka trasa, wysłał klaczy pół paradę przed pierwszym członem siadając chwilę przed oddaniem skoku w siodło. By dojechać dołożyć łydkę, półsiad, oddać wodzę lekko też odciążył jej zad mocno utrzymując się w siodle by lekko wejść na pagórek do osiemnastki i ponownie przeskoczyć ją w ten sam sposób co poprzednią przeszkodę. Lekko po prostej następnie skręt w prawo po łuku na dziewiętnaście, to co miało się teraz stać prawie wytrąciło ich oboje z równowagi, niby przeszkoda nie była jakoś specjalnie trudna ale fotografowie którzy czaili się w pobliżu sprawiały że kara nie do końca szła tak jak powinna. Starał się dosiadem oraz aktywnymi pomocami czy pół paradami uspokoić karą i wysłać ją w końcu na tą przeklętą przeszkodę tak by nie zabili się na niej. Jak przeskoczą tak przeskoczą byle im jakoś wyszło, skrócił też delikatnie jej wykrok ostatecznie udało im się jakoś przelecieć nad przeszkodą co skwitował krótką pochwałą głosową. Drugi człon tej przeszkody pokonali w taki sam sposób co pierwszy, ewidentnie klacz po jego przejechaniu się uspokoiła i wróciła do poprzedniej pracy. Przy najeździe na dwudziestkę która była po prostej więc przyspieszyli nadrabiając stracone sekundy by lekko skręcić w lewo gdzie usiadł w siodło, dojechali, łydka, półsiad, wodze i krótki najazd po łuku na dwadzieścia jeden. Był to domek łudząco podobny do tego na samym początku tylko może lekko szerszy, znowu przysiadł w siodło na trzy foule przed, łydka, półsiad, wodze i lekkie dodanie w tempie do dwudziestki dwójki. Była to dość dziwna przeszkoda praktycznie coś na wzór krzaczastego muru, pół parady przed przeszkodą, siad w siodło, lekkie skrócenie kroku, łydka, półsiad, wodze. Jako że do dwudziestki trójki znowu był spory dystans zdecydował się na kolejne dodanie do tempa, utrzymując się w półsiadzie. Zakręt do przeszkody, najazd, siad w siodło, łydka, półsiad, wodze i znowu lekkie dodanie do tempa. Zbliżali się do przeszkody numer dwadzieścia cztery gdzie skok miał być niższy ale dłuższy, więc dojeżdżając usiadł w siodło, dodając łydkę i muskając łopatkę, półsiad, oddał wodzę zrównając się z klaczą by zaraz wylądować i znów lekko dodać do tempa dojeżdżając do następnej przeszkody.
Anna Ross - 2015-06-06, 22:46

Kobieta starała się utrzymywać równe tempo jechania by nadrabiać sekundy i precyzyjnie jednocześnie jechać do przodu. Odciążyła jej grzbiet by swobodnie mogła galopować i dojechać do dziewiątki która była podobna do jednej z pierwszych przeszkód co skakały. W odpowiednim miejscu usiadła w siodło zaraz sygnalizując jej odbicie gdzie weszła w półsiad, oddała wodzę. Potem lekko na prawo gdzie wskoczyli na nie wielki nasyp, lekkie przytrzymanie do dziewięć c by klacz nie zaszalała na przeszkodzie i jednocześnie nie rozmyśliła się i oddanie skoku. Po prostej znaczy w miarę prostej najechanie na dziesiątkę, znowu siad w siodło na trzy foule przed przeszkodą, łydka, muśnięcie łopatek, półsiad, oddanie wodzy. Potem dwa kręte zakręty ku jedenastce, tu pilnowała tempa jednocześnie utrzymując je równe co by nie zgubili cennych sekund. Dojeżdżając do jedenastki nie miała pewności co zastanie za przeszkodą, więc skróciła krok klaczy pilnując ją lepiej by mieć większą kontrole nad skokiem. Ale sam schemat skoku niewiele różnił się od poprzednich, jako że do dwunastki był kawał drogi pozwoliła sobie na dodanie tempa odciążając grzbiet gniadej. Dwunastka mogła być lekko przerażająca dla klaczy więc wróciła do normalnego tempa, wysyłając jednocześnie pół parady na skupienie klaczy, dojeżdżając do niej usiadła w siodło, ponownie dając sygnał łydką i do łopatki by wejść w półsiad, oddać wodzę. I znowu dodanie do tempa by szybko dojechać do trzynastki, musiała uważać bo to przeszkoda wodna, Utrzymała równe tempo po wjechaniu do wody poczuła delikatnie przyhamowanie klaczy ale ona wysyłała jej odpowiednie sygnały do jechania na przód oraz wykonania skoku. Z jakiegoś powodu kobieta najprawdopodobnie zagapiła się i zamiast skręcić na czternastkę pojechała prosto na szesnastkę, nim się zorientowała było za późno przeklęła tylko w duchu i zjechały z klaczą na start kończąc przejazd bo i tak dyskwalifikacja.

z.t

Caroline Hathaway - 2015-06-10, 18:27

Spokojnym lecz aktywnym tempem kontynuowali przejazd kierując się na szereg dziewiątki, pierwszy człon taki już podobny wcześniej skakali więc najechała z totalną oazą spokoju do niego. Na trzy foule przed usiadła w siodło, dała łydkę, półsiad, oddanie wodzy by zaraz wylądować lekko na prawo i pokierować siwka na nie wielki pagórek na który wskoczyli by dojechać do c i powtórzyć skok jak przed momentem. Pokierowała w półsiadzie ogiera krótko do przodu gdyż odległość do dziesiątki była nie wielka, okser z belek nie powinien być szczególną nowością dla ogiera więc regularnym tempem skierowała go na niego, siadając trzy foule przed, łydka, półsiad, oddanie wodzy. Jedenastka była jedną wielką nie wiadomą kto to wiedział co kryło się po drugiej stronie przeszkody, to też kobieta z lekką nutą ostrożności pokierowała siwka na nią. Po lekkim łukach w końcu wyjechali na prostą, lekko skróciła krok by mieć większą kontrolę nad sytuacją w końcu odbili się od ziemi, utrzymując krótką fazę lotu by zaraz wylądować na podłożu. Zauważyła jednak że było coś nie tak, ogier wyraźnie nie dociążał jednej z zadnich kończyn, kobieta jako że miała spory dystans do dwunastki zdecydowała się na zwolnienie kroku. Prowadząc go po prostej pilnowała jego nie spływania na boki oceniając sytuację czy zrezygnować by nie spowodować kontuzji czy jednak jechać dalej. Szczęśliwym trafem okazało się że to było chwilowe bo ogier zaraz powrócił do normalności, to dobrze bo wyjechali z łuku dojeżdżając do kolejnej przeszkody. Dojeżdżając do niej i wykonując skok do łydek dodała jeszcze muśnięcie łopatek co by skok był bardziej odpowiedni do przeszkody. Jako że mieli spory dystans do kolejnej przeszkody pozwoliła sobie na dodanie w tempie, trzynastka była przeszkodą wodną więc musiała szczególnie uważać. Na spokoju wjechali do wody by oddać skok, dała mu kilka pół parad przygotowując na to co miało nadejść niebawem, do czternastki wcale nie było tak daleko ale przeszkoda również była mocno wymagająca. Mocne pół parady skierowane do pyska siwka, nieco skrócony krok by miękko najechać na pierwszy człon przeszkody. Udało im się przeskoczyć jednocześnie wpadając do wody, trzy foule do drugiego członu gdzie jednocześnie z niej wyskakiwali. Krótki najazd bardzo uważny na chudą przeszkodę i odetchnięcie z ulgą że im się udało, równie krótki najazd na piętnastkę która była belką jak ta poprzednia więc pokonali w tym samym stylu. Jako że do szestnastki był spory odcinek ponownie pozwoliła sobie na dodanie w tempie, pilnując jego oraz tempa. W końcu zauważyła ową przeszkodę mentalnie się na to przygotowując, dojazd do niej, usadowienie się w siodle, łydka, łopatki, półsiad, oddanie wodzy i lekkie przytrzymanie bo do kolejnej przeszkody był krótki najazd.
Christian Levrull - 2015-06-10, 21:10

Po rozgrzewce udał się na linię startu z podekscytowanym ogierem. Na pewno była to dla niego nowość, nie do końca wiedział, jak ten się zachowa, bo słyszał, że raczej rzadko był brany na cross, aczkolwiek liczył na to, że jego "odważne serce" się tu odezwie, a doświadczenia tak czy siak musi gdzieś nabrać. Przygotował go ostatnimi czasy tylko kondycyjnie, by w połowie trasy chłopak mu ducha nie wyzionął, ale wiadomo, że w takim wieku zarówno równowaga jak i koordynacja nie są jeszcze w 100% pewne.
Kiedy jedna z osób przekazała by się przygotowali poprosił swojego luzaka, by ten sprawdził wszystko jeszcze (czy glinka ostała się na nogach, czy nic mu nie wisi, popręg z wkładką żelową pod nią, nastawienie zegarka, zapięcia ochraniaczy etc.) kiedy już wszystko było w porządku ustawili się na bramce.
- Dasz radę młody.
Szepnął klepiąc go po szyi subtelnie, by następnie złapać go na kontakt, jako, że już byli po rozgrzewce gotowi do prawidłowej pracy i kiedy otrzymali sygnał do startu po prostu ruszył od razu wprowadzając go na kontakt, samemu wchodząc w odciążający półsiad, łapiąc równowagę w strzemionach i od razu regulując jego temp, które na razie było dość mocno w dystansie do przeszkód.
Po jakimś czasie zaczęli zbliżać się do 1, który mimo swojego wyglądu nie powinien stanowić problemu w przeskoczeniu. Czując, że rudy zaczyna intensywnie przyglądać się przeszkodzie nie omieszkał dodać mu "odwagi" pomocami do przodu - mógł poczuć intensywne działanie łydki, a jeśli trzeba było ostrogi. Ostatecznością był bat. Jakąś odległość przed zaczął bardziej go brać na siebie (półparadami/dosiadem), skracając foule i umożliwiając mu prawidłowe oddanie skoku. W odpowiednim miejscu "kumulując" energię wypuścił do skoku samemu starając się prawidłowo utrzymać równowagę. Po lądowaniu wziął go na siebie od razu, gdyż przed nimi była kolejna wizualnie trudna przeszkoda.
Tak jak wcześniej, jeśli młody się patrzył (a na pewno wytrzeszczał oczy :lol: ) ponownie mógł poczuć pomoce aktywizujące i jego pewny dosiad. Mimo to chłopak troszkę przytupał przed przeszkodą, ale na szczęście dość pewnie wybił się, więc Christian dość szybko musiał nadgonić za nim ciałem. Po lądowaniu jakby zapominając o sprawie ściągnął wodze dodając mu fouli i wchodząc znów w półsiad w dystansie. Nie omieszkał po tych dwóch przeszkodach go pochwalić - nie ukrywał, że traktował ten przejazd dość mocno treningowo, biorąc pod uwagę niedoświadczenie Orchida.
Do następnej przeszkody mieli trochę czasu to zajął się regulacją tempa, zerkając przy okazji zna zegar, na razie czas w normie, więc nie niepokoił się. Kiedy ja horyzoncie pojawił się domek, tak jak wcześniej pewnie podprowadził go do przeszkody, tym razem by uniknąć przytupania w odskoku posłała mu bacika na łopatce, jako dodatkową zachętę. Tym razem był ze skoku bardzo zadowolony, więc znów wracając do tempa i dosiadu w dystansie. Ponownie mógł poczuć pochwałę.
Na czwórce był dość pewny ogiera, jako że ten nie miał raczej problemów z przeszkodami typu stacjonata. Dlatego skracając go i przygotowując do pokonania złożonego zestawu przeszkód siadł pewnie w łydkę kierując na A, w odpowiednim miejscu puścił go do skoku uważając z lądowaniem, by przypadkiem trawa go nie zdradziła - w końcu zazwyczaj jeździł po kwarcu, a tu nie dość, że trawa to hacele są nowością, choć ich nie powinien odczuwać. Bez problemu pokonali całość ABC, a ogier super się prowadził, liczył na to, że jego passa nie zniknie.
Do kolejnej ABC nie było daleko. Tą kombinacje też pokonali bez problemu choć czuł zawahanie ogiera na "rowie", ale na szczęście dobrze prowadził się w pomocach. Nie sprawiło im problemu również to, że mieli "pod górkę, więc po ukończeniu wrócili do ustawienia tempa/dosiadu w dystansie.
Zbliżając się do szóstki ponownie wziął go na siebie, działając półparadami i przygotowując dla ciężkiej do przeskoczenia przeszkody w jego głowie. Stąd do samego końca siedział w siodle oczekując wybicia do którego zresztą sam go zmotywował pomocami. Nie przeszkadzał, ale również nie zostawiał go samego do końca. Znów na otuchę lekki bat na łopatce i następnie wejście pewnie w skok, przy lądowaniu łapał równowagę za dwóch tak na wszelki wypadek uważając. Pochwała i dojazd do kolejnej przeszkody.
Czuł rosnącą w jego ciele ekscytację co objawiało się za mocnym jego tempem do przeszkody, więc starał się go powstrzymywać przed swoimi pomysłami. Dał mu w trakcie dojazdu do 7A popatrzeć chwile na przeszkody, by następnie pewnie wejść w szereg, kosmiczny szereg. (lol) Udało im się prawidłowo wejść w niego, stąd w podejściu do 7B nie było problemów przez niezachwianą równowagę. O dziwo pewnie wszedł w skok do drugiego członu i... Na tym się skończyło. Christian nie do końca potrafił odgadnąć czego ogier spodziewał się po lądowaniu (może zeskoku?), ale w jego trakcie ogier złożył się ja harmonijka.
- Kurwa!
Udało mu się tylko zaklnąć w trakcie upadku. Na szczęście w trakcie upadku wypadły mu nogi ze strzemion, więc, gdy tylko spotkali się z ziemią przeturlał się dość szybko unikając przygniecenia. Czuł pulsujący ból w ramieniu/braku i biodrze, ale dość szybko (nieco bezmyślnie) wstał od razu doskakując do wstającego rudego. Złapał wodze od razu gładząc go po szyi i przemawiając uspokajająca. Widział jego przerażenie, więc od razu szukał wzrokiem weta. Szybko zauważył biegnących w ich stronę lekarzy i wetów. Oddał konia luzakowi, który zaraz pojawił się przy weterynarzach samemu odprawiając lekarzy, mówiąc, im, że wszystko ok (czyli po prostu się odpierdolili). Poszedł z całą tą ekipą do punktu wetów, a kiedy dowiedział się, że prócz przerażenia i przyśpieszonego pulsu nic nie jest tak jak kazali poszedł go uspokoić w między czasie zajmując się małymi rankami po zderzeniu z ziemią na przednich kończynach. Na pewno następnego dnia będzie obity, ale nic poważniejszego mu się nie stało.

{zt}

Christian Levrull - 2015-06-11, 01:12

Po odpowiednim rozgrzaniu i przygotowaniu karego do startu pojawili się w okolicy linii startowej. Christian jeszcze poprosił o ostatnie sprawdzenie sprzętu i stanu konia tak na wszelki wypadek, wykorzystując do tego swojego luzaka. Kiedy wszystko było w porządku, a osoba puszczająca pary na trasę zawołała ich parę pojawili się na starcie.
- Dasz radę, jak nie Ty to kto.
Zaśmiał się cicho, klepiąc go uspokajająco po szyi, gdyż nie dało się nie poczuć jego ekscytacji. Na wspólny cross nie mieli jeszcze okazji, choć wiedział, że ogier jest odważny. Co zresztą pokazywał w parkurach, do tego rozjeździli się na tyle, by spodziewać się tego, by go raczej powstrzymywać przed "nagłymi pomysłami", by przypadkiem we dwójkę się nie pozabijali.
Skrócił wodze biorąc go ponownie na kontakt, tak jak przed chwilą na rozgrzaniu, oczekując na sygnał do ruszenia. Kiedy go otrzymali ruszył galopem pierwsze foule nieco skracając by przyzwyczaił się do podłoża, które było mocno niepewne. Wreszcie wyregulował tempo dostosowując je do konia na razie (jako, że początek trasy bak punktu wyjścia czasowego).
Kiedy zaczęli się zbliżać do jedynki zaczął skracać go półparadami (subtelnie/niesubtelnie w zależności jak dzisiaj "działał"), biorąc go na siebie i przygotowując do skoku. Kontrolował każdy jego krok, jako, że podłoże nie pozwalało na za wiele. Kiedy znaleźli się w miejscu wybicia puścił go do skoku, samemu wchodząc w półsiad i starając się pozostać w równowadze, by nie zakłócić lądowania Loczka. Po lądowaniu od razu pozbierali się wracając w nie za szybki galop i kierując się do dwójki, która nie znajdowała się daleko.
Tu tak jak wcześniej ok. 10 fouli przed zaczął go skracać, "kondensować" energię tak by nie wyrwał się za szybko i nie zrobił sobie krzywdy (jemu też ;x). Czuł, że przeszkody jak na razie nie robią na nim wrażenia, ale cały czas kontrolował go pomocami aktywizującymi, by w razie czego szybko zareagować przed ew. odmową skoku. Dał mu "zobaczyć" przeszkodę, a kiedy znaleźli się w odpowiednim miejscu puścił go do skoku. Półsiad, pozostanie na kontakcie i powrót w siodło po lądowaniu i jazda do przodu. Dodał teraz trochę w dystansie, ale nie tak, by karosz przesadnie się ślizgał, starał się też wybrać tor trasy nie wyrobiony przez wcześniejsze konie, by kopyto ogiera miało jak łapać przyczepność podłoża.
Do domku, czyli trójki również podprowadził go skróconego, w równowadze pewnie wchodząc w miejsce wybicia i posyłając mu pomoce do skoku. Cały czas kontrolował miejsca wybicia, gdyż przeszkody na crossie - nie ma co ukrywać - nie wybaczały. Prawidłowo weszli w domek i bez problemu go pokonali od razu po skoku wracając we wcześniejszy rytm galopu w dystansie. Zerknął na zegarek, mimo słabego tempa nie było aż tak źle, dlatego zdecydował się na razie pozostać w nim, licząc, że nadgonią gdzieś w trasie.
Czwórki się nie obawiał - i to był błąd. Okazało się, że wszystkie człony mają tak wyrobione najazdy, że kiedy zakręcali do B ten poślizgnął się niefortunnie tak, że gdyby kontynuował najazd o wpadliby na przeszkodę przez niefortunne miejsce wybicia. Zdecydował się więc na zrobienie wolty, po której pokonali bez problemu zarówno człon B i C, ponownie wracając do galopu w dystansie jak wcześniej.
Po przygodach na wcześniejszej przeszkodzie w dojeździe do piątki stanowczo zwolnił, koncertując się na dobrym wyborze wjazdu w całość układu przeszkód, tym bardziej uwzględniając nierówność podłoża i jazdę pod górkę. Kontrolował swoje ciało tak, by nie zakłócał go w trakcie pokonywania całej sekwencji, w razie czego korygując jego foulę półparadą czy przypominając się łydką (choć nie było to w jego przypadku konieczne - chyba, że w okolicy odbicia). Tu również udało się bez większych problemów pokonać całość.
Doszli do momentu trochę lepszego podłoża, więc mężczyzna zdecydował się na mocniejsze tempo. Pewnie zbliżali się do szóstki, która technicznie nie powinna być dla ogiera problemem. Ponownie zajął się skracaniem go przed dojazdem do przeszkody, następnie regulując tempo, prostując go, pozostawiając na pomocach podprowadził do miejsca wybicia dając od razu sygnał do skoku. Płynnie pokonali przeszkodę, zaraz po niej znów wchodząc w bardzo dobre, aktywne i niezachwiane tempo.
W okolicach siódemki znów zaczął go półparadami skracać, dając mu popatrzeć na przeszkody, aczkolwiek cały czas pewnie i dobrym tempem się do nich zbliżając. Czuł jego lekkie zawahanie, ale przypomniał się łydkami, samemu pilnując prawidłowego dosiadu i zachowania w dojeździe do pierwszego członu. Tuż przy nim wypuścił go do skoku, by przy lądowaniu od razu zająć się powrotem na pomoce i przygotować go od razu do drugiej równie dziwnie wyglądającej przeszkody, którą już pokonał bez wahania. Po lądowaniu powrót do sytuacji jak wcześniej w dystansie (tempo/dosiad etc.), nie zapominając o soczystej pochwale na zachętę. Jak na razie dobrze mu szło.

Anonymous - 2015-06-11, 23:43

Dziewiątka nie była dla niej aż tak obcą przeszkodą. Podobna do tej pierwszej, co jej nawet ułatwiało przeskoczenie jej. Wiedziała już, czego się spodziewać, a i sygnały jeźdźca były pewne i dodające jej otuchy. Zakręciła się ładnie, wpisując w zakręt i na nasyp pogalopowali, co nie stanowił dla niej problemów. Dziesiątkę przeskoczyli bez problemów, jednak klacz wahała się przy przeszkodach. Była coraz bardziej zestresowana tymi zawodami. Tyle hałasu, różnych przeszkód, rozpraszających przedmiotów... Jak żyć?
W zakręty wpisywała się ładnie, odzyskując nieco swojej pewności siebie, jednak ona ponownie została podkopana, kiedy to ujrzała jedenastkę. Skróciła jednak grzecznie krok, nieuchronnie zbliżając się do przeszkody, a jednak przeskoczyła ją na czysto. Przyspieszyła na drodze do dwunastki, jako że odległość była dość spora. Przed nią powrót do normalnego tempa i niczym nie zakłócony skok. Hej, nawet zaczęło jej się podobać pokonywanie dziwnych przeszkód... Chociaż i tak były nieco przerażające. Potem ponowne dodanie, zwolniła nieco przy wodzie, jednak nieznacznie. Dawno po prostu nie miała styczności z wodą, stąd to zwolnienie. Skok ładnie wykonany, a potem niefortunny zakręt na szesnastkę, na co nie zwróciła uwagi. W końcu jest koniem, nie?
Po tej przeszkodzie nie nastąpiły jednak kolejne. Koniec? Całe szczęście! Już miała powoli dosyć. Zjechała posłusznie z toru crossowego, zdziwiona nieco, że nikt jej oklasków nie bije. Dlaczego?

zt

Taylor - 2015-06-13, 10:55

Cieszyła się, że wraz z ogierem zaszli aż tak daleko - zupełnie nie znała swojego wierzchowca, dosiadała go technicznie poraz pierwszy w życiu. Sprawował się całkiem dobrze, a ich przejazd był jak na razie też całkiem dobry - a przynajmniej w porównaniu z tym, co działo się podczas przejazdu na Deadii przy kosmicznym szeregu... Mając krótką chwilę między ósemką a dziewiątką, wykorzystała ją na krótkie poklepanie konia; była pewnie jednym z nielicznych zawodników, którzy robili to w trakcie przejazdu, ale w jej wypadku to nie wytrącało jej z należytego skupienia, a może nawet i motywało do kontynuowania jazdy. Widząc znów ten sam typ przeszkód, co przed kilkoma chwilami przewróciła nieznacznie oczyma, ale nie miała wpływu na to, co będą skakac, a przynajmniej nie teraz :lol: A więc w pewnej odległości (na oko okolo 10 kroków galopu karusa) od szeregu usiadła w siodło, zamykając ogiera na pomocach i za sprawą krótkich, ale jakże czytelnych syngałów prowadząc go do pierwszego członu. Na całe szczęście dalej wszystko szło bez najmniejszych komplikacji: dwudziestolatka we właściwej chwili zabrała się z koniem do lotu, cofając lekko biodra i wysuwając nadgarstki przed siebie, by umożliwic Saverowi wyciągnięcie szyi i złapanie równowagi w locie. Szybko pozbierała się na lądowaniu, wykonując ciasny zakręt na 9b i powtarzając całą procedurę. Wstała w strzemionach nad baskilującym koniem, tak jak przedtem oddając mu tyle wodzy, ile było to koniecznie by znalazł należytą równowagę i nie stracił odpowiedniego rytmu. Nie minęła chwila, a znów oboje znaleźli się bezpiecznie na ziemi; wraz z nastąpieniem tej chwili Taylor gwałtownie - chociaż nie nazbyt, jak już wiemy dbała o to, by wspólnie się nie wywrócili - zakręciła Savera w inną stronę. Fakt, że ogier już niejednokrotnie startował w zawodach trochę jej pomagał, bo pozwalał na szybszą, bardziej dynamiczną jazdę. Ciekawe co tu się będzie działo na Kotleciku? Po pokonaniu 9c, czego nie będę już znów tak szczegółowo opisywac, wznowiła galop w dystansie, nawet nieznacznie wypuszczając konia na krótkim odcinku, by po chwili znów go skrócic za sprawą mocnego działania półparad i domkniętych ud. Dziesiąta przeszkoda mogła budzic wątpliwości: była spora, szeroka, w całości wykonana z drewna i zlewająca się z otoczeniem; mimo to kobieta bardzo pewnie podjechała do prowizorycznego oksera, w odpowiedniej chwili posyłając Saverowi sygnał do wybicia i zbierając się z nim do lotu. Ku jej zdziwieniu w boku złapał ją nagły, nieoczekiwany ból, na który tylko syknęła przeciągle. Z trudem wylądowała w strzemionach po skoku, tym razem nie wchodząc w półsiad w dystansie, bo nie pozwalał jej na to niemal przeszywający ból. Przez kilka chwil kontynuowała jazdę w pełnym siadzie z zaciśniętymi zębami, co oczywiście nieco ich spowolniło, ale na całe szczęście ból ustąpił wyjątkowo szybko, dzięki czemu ciemnowłosa znów weszła w lekki siad i pozwoliła sobie wykonac nieznaczne dodanie, w tym wypadku - powrót do należytego tempa. Ale pech znów do nich powrócił: podłoże w tym miejscu było wyjątkowo nierówne i niesprzyjające, dlatego Taylor wykonywała dużo obszerniejsze i łagodniejsze zakręty. Widząc przed sobą nijaki żywopłot herberta minimalnie przytrzymała Savera, informując o nadchodzącym skoku. I tu dokładnie ten sam schemat, co zwykle: półsiad, oddanie wodzy, powrót w siodło i wznowienie galopu. Między 11 a 12 czekał ich wprost ogromny odcinek galopu, więc Taylor weszła w lekki siad, odciążając grzbiet konia i zachęciła go do aktywnego tempa, wypuszczając i zwalniając jedynie w zakrętach. Chociaż ich czas nie zachwycał, jeśli dobrze by poszło zmieściliby się w normie - ale kto wie, co czychało w dalszej części toru? Po pokonaniu dystansu dzielącego dwie przeszkody znaleźli się w linii prostej do numeru dwunastego. Taylor siadła w siodło, utrzymując stały kontakt i stanowczym domknięciem łydek pilnując, by Saver pokonał zapewne budzącą niepokój 'V'. A co dalej? Kolejny długi odcinek galopu! Zrobiła dokładnie to samo, co przed chwilą, trzymając się tych samych zasad, etc. Pozwalam już sobie pominąc szczegółowy opis i zakładam, że znaleźli się w punkcie wyjścia, to znaczy przy przeszkodzie trzynastej. Właśnie miała się przekonac, czy hanower boi się wody. Na dwóch równych wodach prowadziła konia w kierunku hyrdy, mając nadzieję, że obejdzie się bez spektakularnego zatrzymania tuż przed zeskokiem. Niesłyszalnie westchnęła z ulgą, gdy oboje - wspólnie! - znaleźli się w wodzie, skupiając się jednak na tym, by właściwie skoczyc trzynastą przeszkodę. Posłała Saverowi krótką łydkę, licząc na to, że woda nie odwracała jego uwagii od jeźdźca. Po wylądowaniu skierowała się ku 14abc, które jak mniemam również pokonali bez większych kłopotów - długoletnie doświadczenie Taylor jednak się przydało. Na każdej przeszkodzie zrobiła to samo - półsiad, oddanie wodzy, wysunięcie nóg do przodu na lądowaniu i powrót w siodło, a nastepnie wznowienie galopu. Nieopodal już czekała kłoda, do której ciemnowłosa podjechała równie pewnie, co do każdej innej przeszkody w tym crossie. We właściwym miejscu za sprawą sygnału łydką poinformowała Savera o tym, że powinien się odbic, składając się z nim do lotu i przesuwając nadgarstki o kilkadziesiąt centymetrów do przodu, wzdłuż grzebienia grzywy. Dzięki bogu między kłodą a tripplem miała chwilę na 'odpoczynek', więc w dystansie to klepnęła konia, to poprawiła swoja pozycję w siodla. Następnie znów usiadła, wycofując ramiona do przeszkody, która jak podejrzewała mogła zrobic na karym niemałe wrażenie. Pomocami działała niemal uspokajająco, stanowczo i z zimną krwią prowadząc konia do dosyc trudnej przeszkody. Tu nieco uważniej wyliczyła dystans, co zagwarantowało im bezproblemowe pokonanie tripplebara.
Lockhard - 2015-06-13, 15:50

Po skontrolowaniu stanu pary, udał się w stronę startu pokierowany przez Christiana. Szedł sprężystym stępem, zawzięcie mieląc wędzidło w pysku i mając nieustannie postawione do przodu uszy. Był wyraźnie zaoferowany całą sytuacją. W zasadzie był to jego pierwszy start w crossie, więc odwaga Lockharda była tu znaczącym atutem. Parę razy miał okazję przeskoczyć proste, crossowe przeszkody, ale te tutaj nijak się do nich miały, choć wcale nie były trudniejsze. Raczej bardziej wymyślne.
Wszedł na kontakt, po czym po otrzymaniu stosownego sygnału, ruszył galopem. Wyjątkowo nie rozpędzał się, zwyczajnie nie wiedząc, czego może się spodziewać. Mimo wszystko szedł pewnie i energicznie - jedyna różnica polegała na tym, że oddał się pod kierownictwo Christiana, na ten moment nie wychodząc z własną inicjatywą. Trochę zakopywał się w rozmiękłym podłożu, czasami nawet potykał, co po prostu sprowokowało go do bardziej okrągłego galopu. Na widok pierwszej przeszkody naturalnie zagotował się w sobie, kumulując mnóstwo energii, acz utrzymując ją dzięki nawet lżejszym półparadom. Uwolnił ją dopiero w momencie odbicia, nawet chwili nie wahając się przed oddaniem skoku. Skoczył ekonomicznie, nieznacznie przeczesując żywopłot, by po ułamkach sekund wylądować bezpiecznie po drugiej stronie. Szastnąwszy ogonem pogalopował w stronę następnej przeszkody, już z daleka rzucając jej uważne, ale też wyzywające spojrzenie. Jego apetyt na skoki rósł w miarę pokonywania kolejnych przeszkód, ale wciąż nie rozwijał charakterystycznego dla siebie bardzo mocnego tempa. Pozostawał sterowny i stosunkowo przyjemny w prowadzeniu, ale wciąż odpowiednio waleczny. Puszczony do skoku, odbił się we wskazanym miejscu, skacząc na tyle wysoko by nawet nie musnąć przeszkody. Instynktownie czuł, że byłoby to głupie, a wręcz opłakane w skutkach. Poskładał się, acz nie tak starannie jak na parkurze, stawiając raczej na dalekie niż wysokie skoki i mocny galop. Po wylądowaniu po drugiej stronie puścił się szybszym galopem, rozbryzgując błoto kopytami. Był już zbyt nakręcony aby zwracać uwagę na to, że momentami wpadał w drobny poślizg - na szczęście miał dobrą równowagę i te drobne potknięcia nie wpływały na ich bezpieczeństwo.
Kolejna, trzecia przeszkoda, także nie wywarła na nim większego wrażenia. Była bliźniaczo podobna do poprzedniej; poddając się pomocom Christiana, skrócił przed nią galop, by zaraz skoczyć ją tak samo, jak poprzednią. Skakał starannie, jakby przeczuwając, że tutaj nie ma miejsca na błędy. Po wylądowaniu i odzyskaniu równowagi powrócił do wcześniejszego tempa, w którym skierował się na kolejne przeszkody - tym razem szereg. Pierwszą z przeszkód pokonał bez problemu oddając pionowy skok, celując dokładnie w sam środek przeszkody. Niestety po wylądowaniu nieco go poniosło - wszedł w zbyt mocny galop, za późno wszedł w zakręt w rezultacie niszcząc doskonały najazd na drugi człon. Wprowadzony na woltę siłą rzeczy zwolnił galop, by po jej wyjściu ponownie dodać - tym razem na wprost przeszkody. Po przeskoczeniu jej już nieco rozważniej, zapewne przypilnowany przez jeźdźca, zaatakował trzeci człon, także jego skacząc bez zawahania. Później dodał w dystansie, by do samej piątki podejść już spokojniej. Przed rowem odbił się stosunkowo wcześnie, oddając daleki i bardzo płaski skok. Tuż po nim został skrócony, w czego efekcie skumulował więcej energii w zadzie, którą wykorzystał do sprawnego wskoczenia na wzniesienie, a następnie oddania skoku przez hyrdę. Później pogalopował w prawo na wąski front, bez problemu celując między chorągiewki w trakcie oddawania skoku. Po drugiej stronie wyciągnął galop, wreszcie odnajdując bardziej przyjazne podłoże, na którym nie ślizgał się na każdym kroku. Przed szóstką ponownie został wycofany na tył, co pomogło mu w zebraniu odpowiednio dużo energii na pokonanie tej przeszkody - która chociaż nietypowo ułożona, to nie wzbudziła w Lockhardzie jakiegokolwiek wrażenia. Odbił się mocno we wskazanym miejscu, nad przeszkodą składając 'podwozie' i rozciągając się, chwytając równowagę, pracując grzbietem i szyją. Zaraz po przeszkodzie znów wszedł bardzo dobre, aktywne i niezachwiane tempo.
W okolicach siódemki znów zaczął został skrócony półparadami, rzucając uważne spojrzenie przeszkodom. Ich nietypowy wygląd budził w nim lekkie zawahanie, co jednak nie przeszkodziło mu w utrzymaniu stałego, odważnego tempa galopu. Pokonał pierwszą z przeszkód, skacząc trochę wyżej niż zwykle, tak aby na pewno nie mieć żadnej styczności z konstrukcją. Parsknął przy tym głośno, zaraz lądując i już bez stresu podchodząc do drugiego członu. Po pokonaniu go powtórnie rozwinął prędkość w galopie.

Mistrz Gry - 2015-06-13, 17:40

CHRISTIAN LEVRULL & LOCKHARD



    70; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
    Opis
    Parokrotnie podczas tego odcinka trasy ogier napotykał mocno dekoncentrujące go elementy, czy to publiczność czy dziwnie zbudowane przeszkody. Mimo wszystko nie odmawiał jednak ruchu na przód, wciąż dzielnie trzymając wyznaczone tempo i pokonując przeszkodę za przeszkodą.



    53; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);

    Opis
    Na tym odcinku trasy, obejmującym kolejne przeszkody, podłoże było znacznie lepsze, co dało wam szansę na odważniejszą jazdę.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Saver - 2015-06-13, 21:15

Tak jako jednym z nielicznych uda im się chyba dojechać do mety (oby), on nie był trudnym koniem więc doświadczony jeździec jak ona powinien spokojnie sobie poradzić z nim. Ogier był już nieco doświadczonym koniem i nie miał problemów z trudnymi przeszkodami. Pochwałę skwitował krótkim parsknięciem ale nadal pozostawał skupiony na jeździe, zauważył szereg ale nie przejął się nim za bardzo. Pierwszy człon wyglądał jak samochodzik który nie dawno skakali więc pokonał go bez większego trudu, na nasyp wskoczył gładko lekko kuląc uszy na trzecim członie na który dość mocno skręcili ale wcale a wcale mu to nie przeszkadzało przywykł do ciasnych zakrętów w końcu jako wkkw-ista był ich wyuczony. Po przeskoczeniu owej przeszkody galopowali dalej ku przygodzie, a tak na prawdę ku kolejnym przeszkodą. Szybko jednak weszli w skrócony chód faktycznie ogier miał lekkie zawahanie przed przeszkodą ale pilnowany i prowadzony przez Tay bez problemu większego zaatakował przeszkodę odbijając się od ziemi, podkurczając nogi, wyciągając się by zaraz wylądować na ziemi. Poczuł zmianę w zachowaniu kobiety na co szastnął ogonem po bokach, nieco jechali wolniej przez dociążony grzbiet i lekkie za nie możenie kobiety ale jednak szedł energicznie do przodu. Szybko jednak kobieta ogarnęła to co jej się przytrafiło i ogier normalnie galopował już szybszym tempem ku następnej przeszkodzie. Popsuta pogoda dała się wcześniejszym parą we znaki im natomiast zostało do dupy podłoże, przez co wchodzili w obszerniejsze i zarazem ostrożniejsze łuki co by się na nich nie wyłożyć. Najechanie na każdą z przeszkód oraz skoki odbyły się w takim samym schemacie co poprzednio, Między jedenaście a dwanaście czekał ich kawał trasy więc przyspieszyli choć dalej uważali na zdradliwe podłoże. Kolejna przeszkoda z typu dziwnych, ogier lekko odchylił uszy do tyłu ale równo zaatakował przeszkodę odbijając się, składając, wyciągając by zaraz wylądować. Kolejny spory odcinek galopu więc kolejne przyspieszenie i nadrobienie straconych sekund, dojechali tym samym do trzynastki. Zdziwił się na widok wody ale nie umierał ze strachu, wbiegł do wody gładko także pokonując przeszkodę by zaraz z niej wyskoczyć i pognać dalej. Szereg czternastki również był prawie że wodną przeszkodą ale pokonali go w tym samym stylu co tamtą. Kolejna była kłoda: najazd, odbicie, złożenie, wyciągnięcie, wylądowanie i galop do kolejnej przeszkody. Do trippla mieli kawałek więc wrócili do normalnego stanu, tempa a ogier znał nie jako przeszkodę więc bez trudu ją przeskoczył.
Integrity Promise - 2015-06-13, 22:09

Przygotowanie na pewno było pomocne dla obojga, choć los im miał nie sprzyjać. Promka była dość problematyczna więc dobrze zrobił poznając ją choć trochę w przed dzień zawodów. Jak miało się okazać chyba nie była dobrym wyborem ale co poradzić? W dzień zawodów bo wyczyszczeniu, osiodłaniu i krótkiej rozgrzewce ruszyła z facetem na podbój świata, a raczej toru crossowego. W końcu nadszedł długo upragniony moment stanęli na linii startu, klacz aż przebierała w miejscu gotowa do biegu. Po sygnałach szybko przeszła do aktywnego galopu, klacz w sumie jechała po raz pierwszy na poważnie cross więc przeszkody były dla niej praktycznie całkiem nowe. Po najechaniu na przeszkodę lekko odbiła się od podłoża, złożyła, wyciągnęła i zaraz wylądowała po drugiej stronie. Podczas najazdu na dwójkę nieco zwolnili bo odległość była krótka, bez trudu pokonali na czysto tą przeszkodę. Po wylądowaniu od razu pokierowali się na kolejną przeszkodę, najazd był nieco dłuższy więc nadrabiali czas. Chiński domek dość dziwnie wyglądał ale i jego pokonali w schemacie wybicie, złożenie, wyciągnięcie i lądowanie. Nie potrzebowała intensywnego pilnowania gdyż sama ładnie szła do przodu, kiedy to było możliwe nadrabiając cenne sekundy. Szereg czwórki był dość specyficzny ale co poradzić? Każdy człon pokonali tak samo, na każdy następny najeżdżając po lekkim łuku by było to dość precyzyjnie. Przed nimi był kolejny szereg dla odmiany piątki, rów był dla niej nowy więc automatycznie skuliła uszy ale przeskoczyła go. Lekki skok na wzniesienie i oddanie skoku nad autkiem, kolejno pokierowali się na wąską nie typową przeszkodę przed którą klacz parsknęła nerwowo. Na szczęście udało im się dość gładko bez większego trudu ją przeskoczyć i od razu pokierowali się na szóstkę, dała się ładnie prowadzić na przeszkodę przygotowując się do oddania skoku. Jednak coś poszło nie tak felerny los sprawił że facet zgubił strzemię a klacz przy wybiciu chcąc nie chcąc wyrzuciła biedaka z siodła. Klacz pogalopowała dalej ale w końcu została złapana przez luzaka, oddana Brianowi zeszła z toru.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group