To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Parkur

Amelie - 2015-10-06, 20:11

PRZYGOTOWANIE


Po próbie na czworoboku Amelie sprowadziła Deadię do stajni. Zatrzymały się na myjce, gdzie Mel dała się jej napić i pozbyła się siodła wszechstronnego, zastępując je skokowym. Na nogach karej pojawiły się ochraniacze i kaloszki. Klacz raczej nie zdążyła się pobrudzić, więc białowłosa poczęstowała ją kilkoma smakołykami i pomiziała. Wyprowadziła ją w końcu ze stajni na rozprężalnię. Tam rozgrzały się w każdym chodzie, zrobiły figury kolejno w stępie, kłusie i galopie, oraz drągi i dwie przeszkody rozmiarów lilipucich, żeby hanowerka zachowała energię na właściwy start

PRZEJAZD


Stępowały na luźnej wodzy, gdy ich wyczytano. Dziewczyna poprosiła dziewięciolatkę o przejście do kłusa, podbierając przy tym wodzę i tak wjechały na parkur. Zrobiły rundkę po parkurze. Co prawda program nie był trudny i Duma, która chodziła już Nkę niemal nie miała prawa mieć problemów z przeszkodami o takiej wysokości. Jednak zawsze warto być przygotowanym. Wróciły na linię startu, z której ruszyły dalej kłusem.
Dziewiętnastolatka nakierowała Deę na pierwszą przeszkodę: półmetrową kopertę poprzedzoną trzema drągami. Pilnowała aktywnego tempa, co też nie powinno być dla karuski problemem. Najwyżej pilnowała, żeby ta się nie wyrywała do przeszkód. Przygotowała ją przed drągami dostosowując do nich tempo kłusa, dawała klaczy odpowiednie sygnały do wysokiego podnoszenia nóg, tak by bez trudności pokonać drągi. W odpowiedniej odległości (która nie była wcale duża) pomiędzy drągami, a kopertą Halley znów przygotowała podopieczną do przeszkody dodając jej łydkę o wybicia, oddając stosowną ilość wodzy, wstając z siodła i ładnie układając się w skoku i podążając za ruchem hanowerki. Po lądowaniu poprowadziła ją do dwójki, najpierw przy barierkach, ładnie wyjechały narożnik, potem skręciły i naprostowały na dwójkę: 70 centymetrową stacjonatę. Wcześniej jasnowłosa poprosiła dziewięciolatkę o przejście do galopu i przygotowała ją w podobny sposób i do tej przeszkody, po której pokonaniu ruszyły na trójkę.

Fleau de Baian - 2015-10-06, 20:21

Na myjce napiła się obficie, nie przeszkadzając Amelie w małych zmianach w ekwipunku. Hanowerka była na tyle rozluźniona, że aż przypominała potulnego baranka, którego z łatwością można byłoby strącić w przepaść. Choć jej kondycja nie była godnej tej sprzed kilku miesięcy to nawet po nieszczęsnym ujeżdżeniu miała wystarczająco duże pokłady energii, by stawić czoło parkurowi. Dlatego też żwawym krokiem pojawiła się na rozprężalni, równie wyśmienicie wykazując się podczas samej rozgrzewki.

W końcu jednak przyszła pora. Deadia odruchowo podniosła łeb, wracając na kontakt i odpuszczając w potylicy. Rżąc krótko, acz głośno, zakłusowała utrzymując aktywne, równe tempo, w którym też wjechały na tak znany sobie parkur. Rozjerzała się, jakby sprawdzić czy nic się tutaj nie zmieniło od jej ostatniej wizyty. Zrobiwszy jedno okrążenie, zatrzymały się przy budce sędziowskiej. Skoki były stosunkowo lżejszą dyscypliną gdyby porównać je do ujeżdżenia, co vel Duma także odczuła. Nie przykładała się już tak w idealne wyjeżdżanie narożników, a jak to miała w naturze próbowała trochę wyprzedzić amazonkę, jednak nie stawiając oporu i utrzymując tempo nadane przez Amelie. Raczej bez trudu odnalazły kopertę. Tak jak Halley przeczuwała nie były to przeszkody godne umiejętnościom karej, która poradziła sobie zarówno z tymi symbolicznymi 3 drągami, jak i samą przeszkodą. Używając małej części swojej siły z zadu przefrunęła nad nią, zostawiając sobie całkiem spory zapas. Wylądowała w miernie dobrej równowadze, choć zawsze mogło być lepiej. Będąc już w galopie nakręciły na prawo, gdzie w końcu czekało karą jakieś większe wyzwanie. Tym razem jednak nie oddawała tak spektakuralnych skoków metr nad samą przeszkodą, a bardziej ekonomiczny niemniej jednak dalej bezpieczny od zahaczenia nogą któregoś z drągów. Zaokrągliwszy grzbiet i obniżając głowę wykazała się swoim doświadczeniem, podkreślając to przy drugim lądowaniu, w którym wyraźnie zaznaczyła lądującą lewą nogę. Zaczęła coraz to głośniej dyszeć, powoli tracąc na siłach, ale i tak niczym niepokonana ruszyła na trzecią przeszkodę, prawie identyczną stacjonatę.

Amelie - 2015-10-06, 20:31

PRZEJAZD C.D.


Ruszyły na trójkę przez chwilę jadąc po prostej, potem skręciły pomiędzy trójką a linią mety, koło barierek i naprostowały przed trójką, Amelie prowadząc Deadię na środek stacjonaty. Pomogła jej znowu w ocenie miejsca do wybicia, dodając lekko łydkę. Kara nie powinna mieć jednak problemu z odczytaniem zamiarów Mel - były jasne jak słońce. Po tym jak klacz oderwała się od ziemi, białowłosa oddała wodze zostając na kontakcie, przeszła do pól siadu, zgrywając się z koniem podczas skoku i podążyła za jej ruchem.
Po lądowaniu pochwaliła krótko hanowerkę i ruszyły na ostatnią przeszkodę po szerszym łuku, wykręcając za dwójką, za to przyśpieszyły trochę w tempie. Czwórką był okser 70 x 70 cm. Dojeżdżając do oksera dziewczyna poprowadziła dziewięciolatkę przez przeszkodę przez szereg podobnych pomocy: sygnał do wybicia, oddanie wodzy, pół siad, podążenie za ruchem. Po lądowaniu pozostała w pół siadzie, w którym zrobiły okrążenie do linii mety. Dziewiętnastolatka do samego końca pilnowała tempa i sposobu wyjeżdżania zakrętów. 15 metrów przed metą znajdowała się strefa zatrzymania, gdzie Halley zaczęła powoli hamować Dumę, by w końcu w odpowiednim miejscu ją całkowicie zatrzymać. Pochwaliła ją i sprowadziła na rozprężalnię, gdzie znowu rozstępowała i zaprowadziła do stajni, gdzie hojnie obdarowała ją smakołykami i mizianiem

Fleau de Baian - 2015-10-06, 20:33

Nieugięcie walczyła o to, by wypaść jak najlepiej - nie tyle przed sędziami, a Amelie. W końcu hanowerka miała za sobą większą przerwę od aktywnego ruchu, a i tak szła jak burza. Nie mówię tu tylko o tymczasowo czystym przejeździe, ale i klasie z jaką jechała. Przecież musiała jakoż zaprezentować się i to z jak najlepszej strony. To ją skutecznie motywowało do tego, by dbać o każdy krok, każdą foule. Swym okrągłym galopem często upodabniamym do konika na biegunach dorwała trzecią przeszkodę, wcześniej mijając pojedynczy okser. Nie zabrakło też wyjechania zakrętów rodem z Longines, by wręcz wyrywać do przeszkody. Zareagowała na łydkę bez większego czy mniejszego opóźnienia, odbijając się mocno, a zarazem wysoko jak tego wymagała postawiona stacjonata. Składając przody, a rozciągając tyły w ostatnich fazach lotu wysunęła prawą nogę, aby na nią wylądować.
Posłusznie przyspieszyła, znacznie wydłużając foule i odwzorowując zakręt według zamysłów Amelie. Nie bała się nawet nieco trudniejszej przeszkody, bez chwili zawahania ruszyła jej naprzeciw, oddając daleki skok, zostawiając sobie kilka centymetrów zapasu - tak w razie czego :lol: Wylądowała równo, bez utraty równowagi, by następnie ruszyć na wprost. Okrążyły z gracją parkur, narożniki wyjeżdżając dość głęboko, a na prostych pilnujac swojego wyprostowania. Po symbolicznym ukłonie dziewiętnastolatki wróciły na rozprężalnię, gdzie Amelie dopilnowała, aby solidnie rozstępować Deadię.
Została odprowadzona do stajni, gdzie ucięła sobie dłuższą drzemkę po całym dniu męczenia jej osoby :<

zt

Elizabeth White - 2015-10-08, 20:00

Po poprawnie przejechanym czworoboku przyszedł czas zaprezentować się na parkurze. El nie przejmowała się zbytnio, jako że przeszkody były niskie a trasa łatwa. Wpierw jednak musieli udać się do stajni by zmienić siodło na skokówkę, a owijki na ochraniacze. Tak przygotowani ponownie zawitali na rozprężalni. Ogier był raczej rozgrzany po pierwszym etapie egzaminu, toteż kobieta nie chciała go od nowa męczyć. Pokręcili się troszkę w kłusie robiąc wszelakie figury, rozgalopowali się krótko, przećwiczyli jeszcze raz przejścia i zaczęli stępować w oczekiwaniu na ich kolej.

Przejazd

Wkrótce z głośników popłynął ten sam głosik co uprzednio, oświadczający że nastała ich kolej. Jakby nigdy nic kobieta pozbierała siwego i kłusem wjechała na parkur. Tam wykonała jedno okrążenie pomiędzy przeszkodami, by ostatecznie zatrzymać się naprzeciwko budki sędziowskiej. Wysunęła prawą dłoń w bok, uśmiechnęła się delikatnie i oddała ukłon. Teraz mogła z powrotem zakłusować i naprowadzić Friskeya na pierwszą z przeszkód. Niziutki krzyżaczek z ułożonymi przed drążkami nie zrobił na kobiecie wrażenia. Pokonanie go z kłusa nie wymagało zbyt dużych umiejętności, aczkolwiek El postanowiła go nie lekceważyć. Chciała się w końcu zaprezentować jak najlepiej, a teraz miała doskonałą okazję by się wykazać.
Ustawiła sobie tempo by ogier szedł aktywnie, ale równocześnie nie gnał przed siebie. Musiał mieć energię by się poprawnie wybić i następnie przejść w wyższy chód. Prowadząc go idealnie prostopadle, nad drążkami wykonała zgrabny półsiad. Starała się kontrolować swój dosiad, pamiętając o ściągnięciu łopatek i wyciśnięciu do dołu pięt. Tuż przed kopertą łydkami zaakcentowała moment wybicia i podążyła za ruchem konia. Nad przeszkodą od razu zasugerowała mu galop na prawą nogę, po lądowaniu pozostając w półsiadzie i ponownie ustawiając sobie konia. Nie mieli żadnego limitu czasu, dlatego też mogli wykonać nieco dłuższy, ale ładniejszy najazd na dwójkę. Tym razem była to niewielkich rozmiarów stacjonata, która również nie wymagała Bóg wie jakich umiejętności. Utrzymując aktywny galop brunetka podprowadziła zamkniętego konia w pomocach, chwilę przed siadając w siodło i dokładając łydkę. Podobnie jak poprzednio uniosła się w siodle, wycofała lekko biodra, ściągnęła łopatki i oddała rękę, sugerując dla odmiany lewą nogę.

Friskey Whiskey - 2015-10-08, 20:13

Podczas rozgrzewki siwy zachowywał się spokojnie, spuszczona energia w trakcie przejazdu ujeżdżeniowego pozwoliła zachować mu zdrowy rozsądek, dzięki czemu nie nakręcał się przez panującą tu atmosferę i widok przeszkód na parkurze.

PRZEJAZD

Słysząc dźwięk kobiecego głosu płynącego z głośników nastawił czujnie głowę, zaraz po tym ruszając kłusem na sygnał Elizabeth. Stając naprzeciw budki sędziowskiej przeżuł kilkakrotnie wędzidło stojąc niczym nie wzruszony i gotowy do pracy. Kłusując pomiędzy przeszkodami przyglądał się im uważnie, raczej z ciekawości niż ze strachu.
Krocząc aktywnym kłusem przed siebie, nad drągami wysoko i ostrożnie unosił nogi, pokonując je wszystkie bez problemu i w rozluźnieniu. Wypchnięty do wykonania skoku, oddał go bez najmniejszego zawachania, lądując na prawą nogę zgodnie ze wskazówkami amazonki siedzącej na jego grzbiecie. Galopując przed siebie, obszernie i dynamicznie, dawał się łatwo prowadzić, zamknięty w łydkach i lekko oparty na wędzidle.
Przed stacjonatą Friskas lekko uniósł łeb przyglądając się przeszkodzie, po otrzymaniu sygnały idącego od łydki, wybił się miękko pokonując przeszkodę szybko i bezbłędnie, wyciągając delikatnie szyję do przodu, złożył przednie kończyny tym samym uzyskując niewielki zapas nad przeszkodą. Ponieważ rozmiary przeszkód nie były dla niego wyzwaniem, nie wysilał się za bardzo. Lądując na lewą nogę, nadal żwawo galopował przed siebie, jedno z uszu mając skierowane do przodu, a drugie na brunetkę.

Elizabeth White - 2015-10-08, 20:14

Zamortyzowała lądowanie nie chcąc przywalić tyłkiem w siodło i pojechała na wprost, by następnie odbić w lewo. Po łuku najechała na przeszkodę nr 3, prostując konia kilka fouli przed i równocześnie siadając w siodło, chcąc poprowadzić go jak najlepiej. Przypilnowała jego ustawienia zarówno na łydkach jak i pysku, chociaż wątpiła, że odmówi posłuszeństwa przy tak niskiej przeszkodzie. W optymalnym do tego miejscu dała mu sygnał do wybicia i odciążyła grzbiet ogiera, nie pozostając ani chwilę w tyle. W fazie lotu depnęła mocniej na prawe strzemię, wzrokiem już poszukując ostatniego elementu parkuru. Okser wymagał nieco żwawszego tempa, toteż brunetka podgoniła odrobinę siwego, gdy wyjechali już na prostą. W razie gdyby miał ochotę wyłamać albo zrobić coś głupiego, amazonka pilnowała go na łydkach, gotowa by efektywniej zmobilizować go do pokonania przeszkody. Chcąc ułatwić koniowi zadanie, zasugerowała mu odrobinę dalsze wybicie. Nie chciała oczywiście by skoczył płasko, ale też by nie zużywał niepotrzebnie energii. Sama uniosła się w strzemionach i balansowała na nich swobodnie, łapiąc równowagę w wydłużonej fazie lotu. Ponownie dociążyła mocniej prawe strzemię, od razu pozostając w półsiadzie. Podczas okrążenia jakie mieli wykonać na sam koniec El pilnowała jedynie trasy i tego, by siwek szedł aktywnie. Na ostatniej prostej zaczęła go podbierać, powoli przygotowując do zatrzymania. Około 15 metrów przed linią mety przeszła do kłusa, a następnie wykonała półparadę i w końcu pełną paradę. Skinęła sędziom i na długiej wodzy stępem opuściła parkur. Wreszcie mogła odetchnąć - część praktyczną mieli za sobą. Teraz pozostało jedynie odpowiedzieć poprawnie na pytania.
Występowała Friskeya, a następnie rozsiodłała go i odprowadziła do boksu.

z/t

Friskey Whiskey - 2015-10-08, 20:15

Na trójkę galopował w równym tempie, nawet nie mając zamiaru wyłamać przed przeszkodą. Lubił skakać i stawiało mu to frajdę, jednak na takich niskich przeszkodach nie miał okazji się wykazać. Podprowadzony do przeszkody wybił się w odpowiednim momencie wznosząc się nad przeszkodę i lądując na prawą stronę, kontynuował galop na prawą nogę.
Przyśpieszając tempo parsknął głośno, rozwijając niego galop i poszerzając jego foule, prowadzony w pomocach wybił się mocno przed przeszkodą, aby pokonać okser z solidnym zapasem. Oczywiście cały parkur pokonali na czysto, po pokonaniu ostatniej przeszkody jaką był okser, siwy wciąż galopował na prawą nogę, spuszczając nieco łeb do dołu. Prowadzony w pomocach nie zmieniał chodu dopóki El go o to nie poprosiła. Czując pomoce proszące o przejście do kłusa, bez problemu wykonał przejście, ostatecznie wyniku pełnej parady zatrzymując się w wyznaczonym miejscu.
Po zakończonym przejdziecie ogier, wypuścił łeb w dół stępując obszernie, do momentu w którym oboje opuścili rozprężalnię i udali się do stajni.


/zt

Taylor - 2015-10-12, 20:37

Udała się ze swoim podopiecznym do stajni, gdzie sprawnie go przesiodłała, a następnie dała okazję do napicia się; znała potrzeby koni i zdawała sobie sprawę z tego, że po wysiłku jakim była próba ujeżdżeniowa gniady powinien mieć choć kilka chwil na to, aby zaspokoić pragnienie. Nie spieszyło się jej aż nadto, bowiem była gdzieś na końcu długiej listy egzaminowanych, stąd mogła sobie pozwolić na to, by spędzić w stajni nieco więcej, niż inni zawodnicy. W końcu jednak ruszyła z Unexem na rozprężalnię, gdzie wsiadła, a po dłuższej chwili rozstępowania zapewniła mu treściwą, porządną rozgrzewkę.

p r z e j a z d


Po tym, gdy wyczytano jej nazwisko, skróciła znacząco wodze, prosząc wierzchowca o kłus i tym oto chodem kierując się w stronę parkuru. Przy okazji pokazała ogierowi przeszkody, by następnie podjechać w stronę budki sędziowskiej, zatrzymać się i złapać za daszek kasku, kiwając głową, a tym samym - kłaniając się w ich stronę. Uśmiechała się przy tym serdecznie, niby to do komisji, a właściwie - do samej siebie. Wreszcie coś, w czym rzeczywiście była dobra; skoki były jej znacznie bliższe niż deptanie kapuchy, dlatego cieszyła się z tego, że wreszcie miała szansę podjąć się czegoś, co zwyczajnie uwielbiała. Prosząc głowę konia do wewnątrz posłała mu sygnał do zagalopowania, okrążając parkur i przechodząc do kłusa dopiero kilka metrów przed miejscem, w którym miała wykonać zakręt na przeszkodę. Jadąc w półsiadzie płynnie wyjechała łuk, by w linii prostej do przeszkody zamknąć konia na pomocach i w ten sposób doprowadzić do pierwszego drąga. Przenosząc większość swojego ciężaru na strzemiona balansowała na nich na tyle sprawnie, by nie przeszkadzać Unexowi w pokonywaniu tych nikłych wysokości. Oddała mu rękę na tyle, na ile było to konieczne, nie widząc potrzeby, by kłaść mu się na szyję przy takiej wielkości przeszkody; ustawieniem łydek sugerowała mu wyraźnie lądowanie na prawo. Upewniając się, że noga jest dobra, w dystansie jechała w półsiadzie, prowadząc go pewnie w stronę drugiej przeszkody. Wyprostowała go po wyjeździe z ciasnego łuku zza piątki, znów zamykając w pomocach i pilnując, by do głowy nie przyszło mu wyłamać, etc. Po pokonaniu tej przeszkody {dla jasności powiem, że Tay pilnowała się ze swoją postawą, dbała o właściwy półsiad, wysyłane sygnały, etc} poprowadziła go w lewo, wykonując coś na wzór koła, z tymże zamiast ostatniej części łuku w odpowiednim momencie prostując ogiera i w takiej oto pozycji utrzymując go aż do samej stacjonaty. W optymalnym miejscu wybicia posłała mu wyraźny sygnał, swoje działanie łydki podpierając cmoknięciem - ale takim niepozornym, coby sędziowie nie zechcieli tego zauważyć - by następnie cofnąć biodra, pogłębić półsiad i oddać adekwatną do wysokości pokonywanej przeszkody ilość wodzy. Już w locie ustawieniem łydek sugerowała gniademu, że lądowanie powinno zostać wykonane na prawą nogę, ale jeśli się nie dogadali, to zwyczajnie skorygowała to w dystansie, pewnie galopując do oksera. Taka sama procedura: prosty koń, zamknięty w pomocach, dopilnowany do samego wybicia. Podczas skoków płynne podążenie za ruchem konia, oddanie ręki, lądowanie w równowadze o własnych siłach, amortyzując upadek za pomocą strzemion i na nich balansując w półsiadzie, także w pokonywanym dystansie; wyjechała dosyć ciasny łuk za dwójką, by przejeżdżając tuż obok samego stojaka i wyprowadzić ogiera na linię prostą do osiemdziesięcio-centymetrowej stacjonaty, by ją pokonać w równie dobrym stylu, co poprzednie przeszkody, z dbałością o postawę i drobne szczegóły takie jak ułożenie łydek przed, podczas i po skoku. Lądowanie tym razem na lewo, płynny łuk, podczas którego wykonywania przykleili się do barierki i od niej odbili dopiero gdy znaleźli się w miejscu, w którym należało wykonać zakręt na szereg. Kilka foulee przed pierwszym członem usiadła w siodło, wycofując ramiona i nie pozwalając Unexowi, aby pędził na stacjonatę. O ile pierwszą pokonali bez trudu, to Taylor wkładała wiele wysiłku w to, żeby zmieścili się w ciasnych odległościach i przypadkiem nie ucięli jednej foulee. Wyraźnie przytrzymując konia i nieco mocniej dociążając grzbiet wyczekała drugiego skoku, podczas którego oddawania złożyła się - rzecz jasna adekwatnie do wysokości i poziomu trudności przeszkody. Po wylądowaniu na prawo przegalopowała jeszcze kilkanaście metrów, by następnie przejść do kłusa, a następnie zatrzymać przed budką sędziowską. Ukłoniła się, uśmiechając się krótko a następnie zjechała z parkuru kłusem, klepiąc swojego kotlecika i obficie nagradzając za tą udaną formę treningu.
/zt.

Unexpected - 2015-10-12, 20:39

Udali się do stajni między czworobokiem, a parkurem by zmienić siodło. Myślał wpierw że to koniec ale mylił się, więc napił się kilka łyków wody na zapas i był gotowy do dalszego działania. W końcu ruszyli na rozprężalnie gdzie i tu odpowiednio się rozgrzali do próby jaką mieli za chwilę przejść.

Ponownie po ich wywołaniu weszli na kontakt i odpowiednio zaangażowanie w wykonywane ćwiczenie, przeszli również do kłusa i w tym że chodzie pojechali na parkur. Obejrzał sobie przeszkody choć nijakie robiły na nim wrażenie i kolejno zatrzymał się pod budką sędziowską czekając na ukłon i dalsze działania. Przechylił łeb do wewnątrz, zagalopowując jednocześnie, obrkążyli parkur, zwalniając do kłusa przed zakrętem na przeszkodę. Na pierwsze trzy drągi najechał ochoczo wysoko unosząc gniade nogi do góry co by nie stuknąć żadnego z nich, kolejno najazd na kopertę po prostej, odbicie się z zadu i podciągnięcie przodów, wyciągnięcie się nad przeszkodą, złożenie tyłów z jednoczesnym wyciągnięciem przodów i lądowanie. Wylądował na prawą nogę by skierować się ku drugiej przeszkodzie w tym że właśnie kierunku, dość ciasno wyjechali z zakrętu za piątki, koń ochoczo dojechał do niej i przeskoczył jak poprzednią bez żadnego "ale". Dalej pojechali na lewo, wykonali coś podobnego do koła ale nie pełnego by w ostatniej fazie wyprostować tor jazdy i znaleźć się na wprost trzeciej przeszkody. Bez trudu przeniósł się w fazę lotu by wylądować na prawą nogę, długi dość galop do oksera który był czwórką. Gdzie dość mocno wybił się z podłoża, złożył, wyciągnął i wylądował, wyjechali dość ciasny zakręt za dwójką na piątkę i ją przeskoczyć. Lądowanie tym razem na lewo i najazd na podwójny szereg, ogier bez trudu przeskoczył pierwszą z przeszkód, nieco skracając krok co by wyrobić się do oksera na jedną foule, udało im się na szczęście na czysto go przeskoczyć i pojechać do mety, przeszli do kłusa, zatrzymanie przed budką i ostatecznie zjazd w kłusie z parkuru.

z.t

Brian - 2015-10-14, 20:10

Po próbie ujeżdzeniowej odprowadził Red Star d'Argent do stajni, gdzie dał jej się napić, odpocząć i poczęstował smakołykiem. Wymienił siodło i skompletował sprzęt o niezbędne na parkurze elementy. Musiał przyznać, że czuł się o wiele pewniej przed próbą skoków Wysokość przeszkód dochodziła maksymalnie do 80 cm, więc klacz powinna sobie z nimi poradzić.
W końcu zaprowadził ją na rozprężalnię, gdzie znów zrobili rozgrzewkę w każdym chodzie, figury, kilka drągów i cavaletti Trzeba było zachować energię na start.

PRZEJAZD


Gdy przyszła ich kolej Brian przeszedł z westfalką do kłusa, podebrał wodze na lekki kontakt i wjechali na parkur. Okrążyli go, aby siedmiolatka zapoznała się z obiektem i przeszkodami i zatrzymali przed linią startową. Brunet ukłonił się, zgłaszając gotowość do startu i poprowadził Argent ku pierwszej przeszkodzie, na razie utrzymując ją w stałym, pośrednim tempie. Doprowadzając ją do koziołków zachęcił ją do wyższego podnoszenia nóg, dokładnie wyliczając tempo. Po pokonaniu koziołków poprowadził ją na kopertę 60 cm, dając jej łydkę do wybicia w odpowiednim miejscu, następnie oddając wodze na kontakcie i przechodząc do pół siadu, przybierając właściwą pozycję na grzbiecie Red Star. Po pokonaniu koperty pochwalił krótko klacz, o ile przeskoczyła płynnie przeszkodę, a nie powinno to jej sprawić kłopotu. Ruszyli po obszernym łuku na dwójkę Mieli czas by przejść do galopu i nieco przyśpieszyć, stosownie do następnej przeszkody, którą pokonali podobnie jak pierwszą.
Na trójkę: stacjonatę 80 cm ruszyli kawałek po prostej, a potem wykręcili z naprostowaniem na przeszkodę Brunet znowu pomógł w oceni miejsca do wybicia, oddał wodze, przeszedł do pół siadu i podążył nadgarstkami za ruchem konia. Ruszyli z kolei na czwórkę, skręcając pomiędzy kopertą i szeregiem, znów z naprostowaniem i najazdem na środek oksera 70 x 80 cm, gdzie wszystko odbyło się podobnie jak wcześniej.
Kolejno ruszyli na stacjonatę 80 cm, nieco przyśpieszając w tempie, jednak bez szarżowania Brytyjczyk utrzymywał klacz w aktywnym tempie, a przynajmniej się starał. Przed piątką znowu łydka do wybicia, oddanie wodzy przy szyi westfalki, pół siad, zgranie się z koniem w skoku, podążenie za ruchem i lądowanie, przy którym Donney starał się odciążyć siedmiolatkę. Pozostał im już tylko szereg złożony ze stacjonaty 70 cm i oksera 75 x 80. Był to dla dwudziestosześciolatka najtrudniejszy w sumie element, ze względu na bliskość przeszkód.
Zbliżając się do 6a zadbał o precyzyjny najazd, znów łydka, wybicie, oddanie wodzy, pół siad, podążenie za ruchem i lądowanie. Ruszyli na 6b w odległości jednego foule. Brian wcześniej przygotował Argent do skoku prosząc o siłę napędową z zadu, doprowadzając ją precyzyjnie do przeszkody i powtarzając pomoce. Po pokonaniu ostatniej przeszkody ruszyli w stronę mety, wykręcając koło trójki.
Po opuszczeniu parkuru Brian rozstępował klacz i odprowadził do stajni Na myjce ją rozsiodłał, wyczyścił i zaprowadził ją do boksu, gdzie zostawił jej kilka smakołyków, żeby go dobrze wspominała.

zt

Red Star d'Argent - 2015-10-14, 20:11

Chwila odpoczynku zrobiła dobrze dla jej biednego serduszka, bo w przeciwnym razie mogłaby paść w czasie przejazdu :< Trochę wody, jedzenia i odpoczynku przywróciły ją do życia, więc z radością weszła na rozprężalnię, by stoczyć bitwę tym razem z przeszkodami. Lubiła skakać, a po ojcu miała świetną dynamikę skoku. Poza tym wypielęgnowana przez Briana wyglądała wręcz onieśmielająco, gdy delikatny zarys mięśni wyróżniał się na tle czystej, jasnoczekoladowej sierści.

Przeszedłszy do kłusa parsknęła głośno. Skoki nie były tak "sztywną" dyscypliną co ujeżdżenie, więc teraz pozwalała sobie na takie formy okazywania szczęścia. W końcu była w centrum uwagi, co tak uwielbiała. Okrążyła parkur z ciekawością przyglądając się przeszkodom i szacując swoje umiejętności. Nie była świadoma ile siły krył jej zad, więc nawet najwyższy okser nie powinien stanowić dla niej problemu. Kiedy Donney ukłonił się przed sędziami, ponownie zakłusowała, jadąc na wprost na kopertę z koziołkami. Przed tymi ostatnimi odruchowo uniosła wyżej nogi, by przypadkiem nie zahaczyć i, nie daj Boże, wywrócić się. Do takiego czegoś na szczęście nie doszło, zgrabnie odbiła się przed samą kopertą. Ta nie była na tyle wysoka, by holsztynka mogła pochwalić się swoimi umiejętnościami, które stopniowo były rozwijane.
Na obszernym łuku nałożonym przez bruneta w pewnym momencie zapewne przeszli do galopu. Z lekkimi przodami, a mocną siłą zadu pruła na stacjonatę. Zdawanie na odznakę miało swój plus, gdyż nie było na czas. Dynamiczny ruch siedmiolatki jednak pomógł jej w aktywnym tempie, by ostatecznie dopaść stacjonaty. Strzygąc uszami odbiła się, zaokrąglając szyję w kształtny rogal. W ostatnich fazach lotu wysunęła przody, by w nienagannej równowadze wylądować. Następnie dojechali do trójki, by w czasie wszystkich zakrętów być godną tych koni z Longines B) Druga z rzędu stacjonata była wręcz taka sama co poprzedniczka, więc i ją klacz pokonała bez problemu. Teraz oddała może nieco bardziej ekonomiczny skok, nogi odpowiednio dopasowując - przody składając pod sobą, natomiast tyły rozciągając. Zażarcie wpatrywała się przed siebie, na ten krótki moment zaciskając pysk na kiełźnie. Zaryła kopytami ziemię, lądując za trójką, ale ułamek sekundy później była już dalej. Nie czując żadnych ograniczeń ze strony Briana pędziła przed siebie, nie oszczędzając resztek zregenerowanej energii. Może to też spowodowało zepsucie jej kolejnego skoku, gdyż nie oceniła oksera na tyle, by oddać wystarczająco daleki skok. Poskutkowało to strąceniem górnego drąga z drugiej stacjonaty, co było tylko spowodowane przez holsztynkę, która na tę chwilę położyła uszy po sobie. Chwila dezorientacji sprawiło też lekkie poślizgnięcie przy lądowaniu, lecz mężczyzna zareagował na tyle szybko, by pomóc siedmiolatce. Kontynuowała galop, teraz biegnąc wyraźnie rozważniej i znowu próbując przeprosić się z Anglikiem. Bez namysłu słuchała jego sygnałów, co jednak nie zgubiło ich do reszty, gdyż mężczyzna widocznie wiedział, co robi. Doprowadził ją do stacjonaty, która pełniła funkcję drugiej i piątej przeszkody. Tym razem Argent była gotowa zabrać go w kosmos, oddając skok godny metrowej przeszkodzie. Nawet nie wiedziała, że do takiego czegoś jest zdolna, więc lekko zgłupiała. To tak można? :lol2:
Czekał ich ostatni szereg, przed którym już gniadoszka sama się przygotowała. Zaokrąglając galop zaatakowała pierwszy człon, który był miernie prosty. Dopiero kolejny okser miał sprawić jej jakiś problem, a skoro Brian postanowił go pokonać na skok-wyskok to co pozostało jej niż głupiego słuchania go? Poszerzyła foulee, by rzeczywiście zrobić tam tylko jedną foulee, gdyż była stosunkowo mała względem innych przedstawicieli jej gatunku. Nad okserem obniżyła szyję i zaokrągliła grzbiet, by lądując wysunąć przednie nogi, aby chociaż trochę zamortyzować upadek. Na szczęście nie mieli więcej przygód ze strąceniem, więc już na spokojnie dojechali do mety, by ostatecznie zjechać z parkuru.

zt

Nicol Illas - 2016-01-03, 22:50

Krótko później zawitaliśmy na rozprężalni do skoków, nieco pokręciłam się z karoszem dookoła. Po krótkim odpoczynku, ponownie się lekko rozgrzali, przeszli przez drągi z trzy razy, dwa razy skoczyli kopertę i stacjonatę i ponownie czekali na wezwanie.

PRZEJAZD

Szybko pojawiła się z ogierem na terenie parkuru, zaraz po tym jak go na nią wezwano. Lekko zebrała karosza w sobie i w ustawieniu, przypominając mu półparadami o swoim istnieniu. Postępowali dookoła aż czterech przeszkód po czym stanęli na środku parkur, kobieta delikatnie się ukłoniła i ponownie wypchnęła ogiera do aktywnego kłusa. Po lekkim zakręcie najechali wprost na drągi leżące na ziemi, łydką wyraźnie zasugerowała mu wcześniej podniesienie nóg utrzymując się w półsiadzie. Kiedy je przejechali dla odmiany siadła w siodło, po sygnale ponownie się w nim uniosła wysuwając nadgarstki do przodu, docisnęła prawę strzemię co by ogier właśnie na tą nogę wylądował. Przed wejściem w łuk jeszcze wypchnęła ogiera do kłusa, zdecydowanym lecz delikatnym dla niego ruchem, poprosiła go o wyższy chód. Dość głęboko zdecydowała się wyjechać narożnik, by nie odczuwać stresu z wyrobieniem się na zakręcie czy oddaniem prawidłowego skoku, kiedy dojechali do drugiej przeszkody na krótki moment siad w siodło, mocniejszy sygnał łydką, podniesienie się do półsiadu, oddanie mu tyle wodzy ile trzeba, oraz dociśnięcie lewego strzemienia co by na tą nogę właśnie wylądował.

El Dorado - 2016-01-03, 22:51

Po czworoboku przyszedł czas na parkur. Na rozprężalni miał czas, żeby trochę odpocząć. Po okrążeniu i kilku skokach na niższych przeszkodach czekał na swoją kolej.

Nie musiał czekać długo, bo już po chwili znalazł się na parkurze. Przeszkody nie były straszne, nie dla konia z jego umiejętnościami. Okrążył parkur dookoła, aż ostatecznie zatrzymał się przed komisją sędziowską. Poczekał chwilę, aż otrzymał sygnał do kłusa. Po lekkim zakręcie czekały na niego leżące na ziemi drągi. Przeszedł przez nie, unosząc wysoko nogi do góry. Na pierwszej przeszkodze pozwolił sobie nieco przyspieszyć, do bardziej pasującego mu tempa i oddał czysty skok. Przeszedł do galopu przed drugą przeszkodą, głęboko wyjechał narożnik i wybił się w dobrym miejscu, by bez problemu oddać kolejny czysty skok. Wylądował na lewą nogę tak jak kazała mu dziewczyna i pogalopował dalej, na kolejne przeszkody.

Nicol Illas - 2016-01-03, 22:51

PRZEJAZD CZ.2

Zostały im zaledwie dwie przeszkody do pokonania, dadzą radę nie ma co. Po wylądowaniu po drugiej przeszkodzie, kilka kroków po prostej by ponownie obszernym łukiem w lewo, wykręcić na przeszkodę numer trzy. Była to zwykła stacjonata bliźniaczo podobna do tamtej tylko o innej wysokości, trzymając cały czas ogiera w ryzach i siebie w odpowiednim ustawieniu wykręciła na prostą do owej stacjonaty. W odpowiednim miejscu dała mu pomoce do skoku, kiedy ten się w niego uniósł wysunęła nadgarstki do przodu i podążyła ruchem ciała za ogierem. Docisnęła prawą stronę co by właśnie na tą nogę wylądował, po lądowaniu puściła go nieco szybszym galopem w kierunku ścian okalających czworobok i tam skręciła łagodnie w prawo raz i potem drugi raz po kilku foule ogiera, na prosto wyjechali na ostatnią przeszkodę - okser. W odpowiedniej odległości siadła w siodło, skupiła konia maksymalnie na sobie wysyłając mu półparady do pyska, trzymała go mocno nie dając mu szans na wyłamanie się i oddanie ostatniego skoku. Zrobili dość spore koło w galopie dookoła parkuru by 20m przed metą zacząć stopniowo zwalniać. Wpierw do kłusa, potem stępa, a na linii mety do stój, po chwili zjechała z parkuru dziękując ogierowi za przejazd.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group