To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur trawiasty

Aurelie - 2013-05-16, 17:55

Poklepała go po szyi , zaraz wykonując z nim kilka wolt , niech się przyzwyczaja go zgięć. Mogą przecież trochę dłużej nad tym popracować,prawda ? .Tak więc dalej pilnowała go i starała się by ten wykonywał chociaż prawidłowo te zgięcia .Najeżdżała także co jakiś czas na drągi , w narożnikach dodając wolty.Gdy już minęło kilka minut zmieniła kierunek przez środek parkuru i skierowała jedną nogę za popręg, także wypychając ogiera do galopu. Przeszła w półsiad , kierując go przy ścianie , w razie jakiś bryków czy coś , wysiadywała je , jednak jeżeli ten nic z tego sobie nie robił przeszła do niższego chodu.
Carmargue - 2013-05-16, 22:04

Ogier przez kilka wolt z ogromnym wysiłkiem, starał się wykonywać zgięcie na woltach, którego Reese od niego wymagała. W pewnej chwili zaczął wyginać tylko szyję, zakładając że dziewczyna uzna to jako zgięcie. Jeśli chodzi o drągi, był niezwykle zestresowany podczas ich pokonywania. Jego łeb automatycznie się unosił. koń wyginał się w krzyży i tym samym nie pracował grzbietem. Nogi podnosił niemalże na wysokość piersi, bojąc się o jakiekolwiek puknięcie. I tutaj po jakimś czasie wystąpiły komplikacje. Nie próbował oczywiście wyłamać, robił to tylko w sytuacjach krytycznych. Mniej więcej dwie foule przed drągami przechodził do galopu i pokonywał je poprzez dwa skoki, po nich wyrzucając kilkakrotnie z zadu.
Kiedy dziewczyna nakierowała go na środek parkuru i zarządała zagalopowania, Carmar momentalnie odpowiedział na jej pomoce, uprzednio rzucając delikatnie zadem. Jego galop był aktywny. Trakcja przodów była niemalże perfekcyjna, a zad pracował w zadziwiający sposób. Po chwili jednak, odczuł pomoce do przejścia. I tutaj nie próżnował, momentalnie odpowiadając i przechodząc w niższy chód.

Vivance Roscoe - 2013-05-17, 09:39

Jak wiadomo ona lubiła się angażować, więc to robiła. Czy pracowała lepiej? To tylko jeździec może ocenić, ona sama oceniać siebie nie będzie. Zmieniła gładko kierunek przez półwoltę, następnie znowu zaczęła wchodzić w wolty. Oczywiście nie zdziwiło ją to, że średnice coraz bardziej się zacieśniały, więc i w tym przypadku musiała dobrze pracować stawami. Gdzieś tam w trakcie pracy wkradły się też i serpentyny, gdzie Vivance sprawnie zmieniała swoje wygięcie, pozostając w ustawieniu. A potem przybyły ósemki. Na szczęście trudnym zadaniem nie były, więc luuuuz. Weszła na ślad, by potem ruszyć elastycznie do kłusa. Nie utraciła przy tym manewrze swojej równowagi. Przekłusowała sobie tak trzy okrążenia, by potem znów wykonywać wolty, serpentyny i ósemki. Po tych ćwiczeniach przeszła do stępa, a potem weszła mimowolnie w to dziwne ustrojstwo <3 Na mniejszym kole stępowała, na samym środku zakłusowała, by potem znowu przejść w odpowiednim momencie do stępa. Kiedy została naprowadzona na drągi, to klacz weszła w nie o prostym ciele, na sam środek. Bojąc się o swoje nogi, podnosiła je nad wyraz wysoko. Wyciągając przy tym lekko szyję do przodu. W drugą stronę również wykonywała najazd, jak i przejazd w podobnym stylu. Kiedy skończyli to ćwiczenie, chętnie przeszła do stępa.
Kate - 2013-05-17, 19:08

Po przejściu do stępa krótka pochwała, klepanko po szyi itp. Wodza jednak pozostała na kontakcie, a tempo aktywne z pełnym zaangażowaniem mięśni. Dwie, czy trzy minutki stępa i wypchnięcie do kłusa. Kilka okrążeń w tymże chodzie, zmiana kierunku przez parcour poprzedzona półparadą i znów kilka okrążeń w kłusie na rozruszanie. Następnie w zakręcie dziewczyna wypchnęła klacz do galopu, przesuwając zewnętrzną nogę lekko za popręg, wewnętrzną na i oczywiście wypchnięcie biodrami. Jeśli Vivance pozostała w kłusie, Kate wzmocniła pomoce, choć wątpię, aby skarogniada nagle przestała się angażować. ;> Trzy kółeczka w galopie, po czym przejście do kłusa, zmiana kierunku i jadąc w drugą stronę również zagalopowanie w zakręcie. W tą stronę cztery kółka galopu, po czym naprowadzenie na pierwszą przeszkodę. Przed dziewczynami "wyrósł" krzyżak o wysokości 70cm. Nieco wyższy niż poprzednio, ale jak już pisałam na dziś przygotowane trudniejsze przeszkody. Damy radę. <3
Najazd prosty, przed przeszkodą zamknięcie w pomocach, w miejscu odbicia mocniejsza łydka i półsiad. W razie potrzeby oddanie wodzy i w końcu lądowanie, moment przed którym Kate usiadła miękko w siodło i następnie nakierowała klacz na ślad.

Antoinette - 2013-05-18, 20:44

Weszła tu z ogierem, po czym wsiadła na niego i dała sygnał do stępa na luźnych wodzach.
Champagne - 2013-05-18, 21:42

Przyszedł za dziewczyną ciekawsko strzygąc uszami, cóż powinna wiedzieć, że jest tu pierwszy raz, łatwiej więc o jakiekolwiek problemy. Do rzeczy jednak, kiedy go zatrzymała się z nim on odchylił uszy do tyłu, skupiając się na niej przez tę chwilę. Zagryzł nerwowo wędzidło, kiedy poczuł, że pod wpływem jej wsiadania siodło lekko zjeżdża, no cóż... Niezadowolony tupnął nogą, w końcu wygoda jest najważniejsza, a on zwykł być do niej przyzwyczajony. Czując jak opadła w siodle nie zaczekał nawet na sygnał do stępa i sam ruszył energicznym, żwawym tempem od razu w miarę dobrze pracując zadem. Czuł jednak pewną bierność amazonki, a on potrzebował kontroli.
Błąd, wielki błąd dawać tyle swobodny niepoznanemu koniu. Podrzucił łeb, a czując swobodę na ryju, nieograniczoną do tego kwiknął cicho i nie wiele myśląc (z radości oczywiście) zniżył łeb prawie do samej ziemi i bryknął radośnie, nad wyraz mocno jednak, ponad to popręg był jeszcze przez nią nie dociągnięty, więc... Możliwe, że z tym jego wybrykiem i siodło przesunęło się w tym czasie choć w małym stopniu, więc i równowagę amazonka mogła zgubić. Nie wiele myśląc, z ryjem przy ziemi wypruł w przód - nadmiar energii robił swoje, a brak kontroli ze strony dziewczyny doprowadził do tego, co po nim powinno się spodziewać. Ruszył z miejsca galopem, niezbyt szybkim wokół parkuru i nie będę ukrywać, że jeśli (!) dziewczyna wcześniej nie sfrunęła z siodła, to teraz dał jej ku temu okazję, w ramach okazania swej wesołości ofiarując kolejną silną serię baranów przerywanych wesołym kwikiem ogiera.
Jeżeli dziewczyna nie spadła, to szacun, ale wątpię.

Aurelie - 2013-05-18, 22:16

No cóż ,zauważyła to iż ten wygina samą szyję więc cicho westchnęła .A co do tych drągów to próbowała go przytrzymać , w końcu nim mu się nie stanie od jednego puknięcia, a jeśli jej się nie udawało to nakierowywała go na bok , robiąc woltę i próbując od nowa. R. chciała jak najbardziej urozmaicić mu pracę ,praktycznie cały czas dodawała jakieś nowe rzeczy czy coś x3.Pochwaliła go jednak gdy ten galopował , także z przejściem w niższy chód nie było problemu więc kłusując przywitała się z nową parą.Niestety ale musiała być światkiem bolesnego upadku albo po prostu utrzymaniem się jakoś w siodle przez nieznajomą .Jednak wracając do nich, dziewczyna nakierowała Kalmarka na z początku małego krzyżaczka ,który mierzył tak z 60 cm. Nie pozwalała mu się napalać, przechodzić do galopu, także zamknęła go w pomocach .Po dokładnym wymierzeniu miejsca w którym mieli się wybić dziewczyna dała mu stanowczą,lecz nie za mocną łydkę, zaraz przechodząc w półsiad, podążając ręką za jego ruchem,więc mógł zapracować ładnie szyjką bez problemu.W czasie lotu lekko obciążyła jego lewą stronę , sugerując lądowanie na tą nogę .Po lądowaniu , jeżeli obyło się bez jakichkolwiek komplikacji poklepała go i skierowała na kolejną przeszkodę, stacjonatę 80 cm ,raczej nie było to wyzwaniem dla gniadosza więc , znów zamknęła go w pomocach , łydka ,półsiad ,oddanie wodzy i lądowanie, jeszcze należyta pochwała głosowa <3
Antoinette - 2013-05-19, 10:10

//popręg był podpięty już przy siodłaniu, jednak nie pisałam tego, bo myślałam, że to oczywiste//

Kiedy bryknąl, jakoś to wysiedziała cudem. Zaczęła skracać wodze, aż w końcu utrzywała go na dosyć mocnym kontakcie. Przy wypurciu dzikim galopem w pierwszym narożniku zrobiła z nim wolte, przy okazji dosiadem i wodzami próbując zwolnić go do kłusa.

Champagne - 2013-05-19, 15:53

{Gdyby na tym forum wszystko było oczywiste, to nie byłoby sensu pisać. ;) Niestety ja jestem zwolenniczką tego, by wszystko opisywać w poście, a tym bardziej z siodła. Taka logika tego typu for, ofc, według mnie.}

Kiedy więc ta zaczęła skracać kontakt, on wpierw otworzył pysk jakby w obronie przed ową ręką, by następnie położyć uszy po sobie i nie zrobić nic innego jak po prostu zagryźć wędzidło, zrolować się schować za nie, ot, tyle z kontroli. W galopie nadal był w takim stanie, czyli całkowicie poza pionem, z pyskiem prawie tuż przy klatce piersiowej, co jakiś czas teraz już w irytacji podbijając zadem. Kiedy ta starała się wprowadzić go na woltę, wjechał na nią ze skręconym do środka łbem, robiąc to tak ostro, że potknął się w pewnym momencie. Szybko jednak wrócił do pionu, nadal galopując po wyjeździe z wolty nie było mowy po przejściu do kłusa. No moja droga, to nie jest typ z którym można się tak cackać. Na niego trzeba się po prostu wkurzyć, by się ogarnął. Obchodzenie się jak z jajkiem przyniesie odwrotne skutki.

Carmargue - 2013-05-19, 19:29

Jeśli chodzi o drągi, ogier nadal bał się pokonać je w sposób sugerowany przez dziewczynę. Nie daj boże zabolą go nogi i co on by wtedy zrobił ? Przecież to okropne uczucie, dostać drewnianym heblem w kończynę.
Bez większych trudności, wchodził na woltę przed drążkami. Przez cały czas próbował kombinować z pokonywaniem ich. Raz przeskakiwał 3, raz 2. W końcu jednak, zdenerwowany owym nakazem, zagalopował trzy foule przed "przeszkódkami" i pokonał je wszystkie na raz, zaraz po tym wyrzucając mocno z grzbietu.
Jeśli chodzi o krzyżaka, kiedy przed jego oczami pojawiła się owa przeszkoda, natychmiast sam z siebie się skrócił. Jego galop momentalnie stał się o wiele okrąglejszy. Dziewczyna mogła mieć wrażenie, że gniady galopuje przed nią. Chód stał się momentalnie bardzo mało wygodny i jednocześnie o 50 % efektowniejszy. Kalmar wsłuchując się w pomoce dziewczyny, dał jej doprowadzić się do przeszkody i w sugerowanym momencie, wyskoczył niemalże 80 cm wyżej niż było trzeba, ukazując niemalże perfekcyjną pracę szyi, a także nadzwyczajny baskil, który według nie jednego był godny podziwu.
Wylądował tak jak Reese chciała, na lewą nogę. Jego chód nadal pozostawał taki jak poprzednio. Można powiedzieć, że koń niemalże nadzwyczajnie się angażował, kiedy dochodziło już do pierwszego skoku. Co prawda nie był dostatecznie rozluźniony. Na przeszkodach przekraczających poprzeczkę 140cm byłoby to bardzo widoczne, ale w tej to było niemalże niezauważalne.
Nakierowany na stacjonatę, sam zaczął sobie domierzać do przeszkody. Skrócił więc chód jeszcze bardziej, chcąc wyskoczyć w odpowiednim momencie. Dziewczyna podpowiedziała mu kiedy owy skok ma wykonać. Nie usłuchał jej, tym razem wyskakując definitywnie za wcześnie. Ogier śmiało mógłby zmieścić jeszcze jedną foule i spokojnie skoczyć. Jednakże nie był jeszcze w stanie sam sobie dobrać odpowiedniej odległości. Niezwykle się jednak popisał. Jego skok nazwano by teraz BYCZYM, ze względu na to, w jaki sposób Carmar pokonał stacjonatę. Wybił się bardzo wysoko w górę, chcąc za wszelką cenę uchronić się przed jakimkolwiek uderzeniem. Owy skok, został według gniadego wykonany jak na 120cm przeszkodę, oczywiście nie pomijając uderzającego zapasu, którym stacjonatę potraktował. Po wylądowaniu, bryknął kilkakrotnie, niezmiernie ciesząc się z pokonania danej mu poprzeczki.

Aurelie - 2013-05-19, 19:46

Wysiedziała owe bryki ,widząc jaką radość sprawiają mu te skoki :lol: . Jeszcze raz go poklepała i pozwoliła mu się poruszać w galopie jeżeli tylko ponownie nie zwolnił do kłusa.Zrobili obszerną woltę i znów naprowadziła go na ów przeszkody.Zamknęła w pomocach , piłowała by się nie napalał i w końcu zasugerowała mu miejsce do odbicia , zaraz unosząc tyłek i oddając mu wodzy, równomiernie opierając się na strzemionach , gotowa na jakieś wyższe loty.I po krzyżaczku zwolniła go do kłusa, pochwała i w końcu po jednym okrążeniu przejście do stępa , chwila odpoczynku .

/sory wena :c

Antoinette - 2013-05-19, 20:05

Zapowiada się wesoła współpraca tej dwójki. Może mniej lub bardziej przyjemna dla którejś ze stron, ale jednak praca. Kiedy tak galopował, próbowała obmyslić jakiś w miarę inteligenty plan ogarnięcia ogiera. Niestety nic mądrego jej nie wyszło, więc działała całkowicie instynktownie i nie zbyt inteligentnie.
-Hoooola, wariacie-powiedziała, siadając głębiej w siodło. Chce biegać? Będzie to miał.
Pozwoliła mu biec, poganiała go ciągle łydkami do ruchu na przód. Każde bryknięcie wysiadywała lepiej lub gorzej, ale jakoś trzymała się w siodle. W końcu znów próba z woltą na lżejszym kontakcie, jeżeli znów wyginał ten łeb jak paralityk lekko dostawał palcatem po łopatce czy też za łydką dziewczyny. Żałowała, że pozwoliła mu na taką swawolę na początku.

Mistrz Gry - 2013-05-19, 20:30

O, gej master nadciąga z pomocą. Bynajmniej nie dla Antki; wybacz, kochana!
Jak co dzień, do stajni sobie przyjechali jacyś ludzie, co się często tu pojawiają. Norma, prawda? Mieli ze sobą psy, znane wszystkim. Też norma. Ogólnie były to zwierzaki ogarnięte, właściciele potrafili je raczej bez większego wysiłku sprowadzić do pionu. Jeden z nich to samiec beagle, dwuletni, więc jeszcze miał dużo wigoru. Drugim psem była jego matka, już sporo starsza. Jakieś dziesięć lat. W obliczu innych psowatych nieco zaborcza, zwłaszcza jeśli idzie o syna.
Goście wysiedli z auta, kierując się najpierw zajrzeć co tam się dzieje na parkurze. O, a działo się sporo! Natychmiast więc chcieli zwołać psy, by te nie rzucały się gdzieś tam pod nogi Szampanika, który sobie radośnie brykał i walczył z biedną dziewczyna na jego grzbiecie. Jako, że psy jednak święte nie były, a zwykle widywały raczej posłusznie pracujące, wyluzowane konie, to trochę je zdziwiły tańce ogiera, zwłaszcza wydawane przez niego dźwięki. O, te kwiknięcia to dopiero była jatka dla beaglów!
Zerwały się z groźnym szczekiem, najpierw nieco opierając się przed wskoczeniem między belami ogrodzenia na parkur. I pewnie by tego nie zrobiły, ale jakiś nierozmyślny człowiek chciał wkroczyć na plac, by ewentualnie pomóc dziewczynie, bo się zmartwił. A psy wykorzystały otwarcie przez niego bramki śmignęły mu pod nogami. Młody szybciutko przebierał nóżkami, szaleńczo młócąc ogonem. nie był wrogo nastawiony, ale niezmiernie nakręcony. Pocwałował wręcz w kierunku ogiera, po chwili biegnąc w dzikim będzie równoległe z nim, ciągle nie przestając beztrosko szczekać. Nie był jednak na tyle głupi by mu biegać pod kopytami. Znajdował się w jakiejś sensownej odległości trzech metrów od niego, powiedzmy.
Za to suczka, mamuśka młodego , taka radosna nie była. Z jakiegoś powodu okropnie sę wkurzyła i wyskoczył przed konia, jeżąc się i warcząc niesamowicie głośno jak na takiego kurdupla. Ogon miała sztywno wyprostowany, skierowany po prostu do tyłu, twardo stanęła na ziemi. Gdy jednak Champagne zaczął zbliżać się do niej, ta odwróciła się i uciekła prędko znów tę parę metrów dalej przed niego, po czym znów stawała przodem i zaczynała warczeć. I tak w kółko, w ramach zdrowego rozsądku jednak raczej uważając na nogi i zęby konia, coby nie stracić życia na tym parkurze.
Właściciele tymczasem zaczęli je wołać, ale te zbyt się nakręciły po prostu, no i nie bardzo reagowały. Mężczyzna zaczął wkraczać powoli na plac, ale wiedział, że w sumie i tka nic nie wskóra, skoro psy gonią konia, który nie daje się zatrzymać. Szaleństwo!

Champagne - 2013-05-19, 20:50

A no zapowiada się, nie ukrywajmy. Z jego strony nie będzie mogła narzekać na nudę. Galopując więc nieograniczenie stulił uszy jedynie na jej głos, brnąć jak głupi przed siebie. Zgłupiał jednak już całkiem, kiedy ta zaczęła dodawać mu łydki i poganiać go, tym oto sposobem zagryzając nadal wędzidło i robiąc po prostu beton na ryju wypruł przed siebie, wyciągając łeb maksymalnie w przód, tak, że wyciągnął dziewczynę z siodła, czując lekki luz na siodle, znów z dość sporą siłą wybił tyłami w górę, prężąc kręgosłup z dość widowiskowym bryknięciu. Biedne dziewczę, kręgosłup jej dziś trochę oberwie.
Tym razem już nie wjechał na woltę, nie był na tyle głupi, by w takim tempie wjechać na koło i się wywalić, dlatego, gdy ta próbowała skręcić, jedynie odstawiał łeb w bok, galopując przed siebie dalej. Pomału zaczynała się pojawiać siatka żył na jego szyi, ale nie było widać, by jak na razie był zmęczony.
Wszystko miało się zmienić kiedy to przed parkur przeszło echo szczekających psowatych, łypnął białkami oczu zadzierając pysk w akcie ucieczki od jej ręki i nie spuszczał z nich wzroku. Najgorsze było to, że ta dwójką czworonogów upatrzyła sobie na cel właśnie jego. Nie przejął się młodym, lecz wrogo nastawiona do niego suczka nieco go przyhamowała. Widząc jak jeży się na niego zarył przodami po trawie, by automatycznie podbić przodami w górę i stanąć wysokiego dęba; dziewczynę jakby całkowicie ignorując, jej delikatne pomoce w żadnym wypadku nie robiły na nim wrażenia, a "lekkie puknięcia" batem jakby nie wyczuwał. Gniady był przyzwyczajony do krótkiego trzymania i twardego charakteru jeźdźca, a nie ostrożności i pewnej niepewności.
Opadł na przednie nogi (cokolwiek z dziewczyną teraz się nie działo - czy utrzymała się czy nie), położył uszy po sobie, by w geście irytacji z miejsca zacząć szarżę na starszą suczkę, znów pojawiły się białka oczu, i czasem jego białawe zęby z charakterystycznym "kłapnięciem". Czyli znów zaczęła się zabawa i jego galop - tym razem za psami.
Wesolutko my tu mamy, nie powiem.

Mistrz Gry - 2013-05-19, 20:59

Gdy ogier stanął sobie widowiskowego dęba, młody beagle pokicał do jego tylnych nóg radośnie i na nie wskoczył i zaczął jedną... dominować. :lol2: Taki tam biedny, niewyżyty piesek :lol: - a właściciele już zrobili potężnego facepalma widząc co ich podopieczny wyczynia.
A jeśli Antka spadła z Szampanika, to młody odczepił się zmyślnie do nogi ogiera i pobiegł do nogi dziewczyny by tam kontynuować. Przy tym popiskiwał chwilę. Ale dobra nie zagłębiam się w to, co robił!
Suczka natomiast widząc jak koń wspiął sie na tyłach uniosła sie takim szczekiem jakiego świat chyba nigdy nie słyszał. Trajkotała jak szalona - głośno, bezczelnie, wysoko. Przy tym ciągle warcząc i jeżąc się niczym jeżozwierz.
Gdy Champagne zaczął na nią szarżować, ta tylko zawarczała groźniej i wydała z siebie ostatni jak na razie, najdonośniejszy szczek. W tej samej chwili chciała rzucić się przez ogrodzenie na zewnątrz, bo uznała, że juz pokazała rogi, no ale cóż. Nie trafiła w dziurę między belkami, tylko w belkę. Przywaliła z głowy tak mocno, że padła, zamroczona.
Boże, ja sie teraz znęcam! D:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group