To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży piaszczysty

Royal Cherry - 2013-06-23, 23:03

Tak więc wszedł z Luczkiem na czworobok, uważnie rozglądając się dookoła. Przy podpinaniu popręgu standardowo zaczął się wiercić i kulić uszy. Przy wsiadaniu natomiast uspokoił się i zaczekał, aż jego jeździec wygodnie usiądzie w siodle i da sygnał do ruszenia. Domyślam się, że Luke był mile zaskoczony tym oto zjawiskiem :lol2: Jedynie to machał ogonem na boki i poparskiwał, strzygąc uszami na boki. Na sygnał ruszył stępem przed siebie i wyciągnął łeb do przodu, rozglądając się uważnie na boki raźnym spojrzeniem ciemnych, lśniących oczek. Czując na swoich grzbiecie kołyszący się tyłek Luke'a, który wręcz napierał na niego swoimi pośladami, był zmuszony kroczyć raźniej i pobudzać zad :lol2: Zrobili to okrążenie, zmianę kierunku i to samo na drugą stronę. Oczywiście, że pamiętał czworobok. Czego tu się bać? Chyba, że zaraz coś wyskoczy znienacka.
Zatrzymał się przy podpinaniu popręgu i zaczął kręcić na boki, machając na boki ogonem jak opętany. Do tego te uszy i skurwienie na twarzy to już w ogóle :lol: Zaraz po tym, nawet nieco wyprzedzając pomoce mężczyzny, ruszył stępem przed siebie, energicznie maszerując do przodu. Cofnął głowę schodząc nosem w dół, łapiąc kontakt z ręką jeźdźca, po czym na działanie pomocy, ruszył kłusem. Parsknął głośno i strzelił z ogona, raźnie idąc do przodu. Nastawił uszy do przodu i powoli zaczął skupiać się na pracy, odpuszczając stopniowo w potylicy. Czując mocniejszą łydkę i działania wodzy w pysku, powoli schodził w dół, zaczynając żuć wędzidełko, wytaczając piankę z pyska. Jako, że ręka Luke'a była delikatna, nie musiał długo zachęcać karusa do podstawienia i zganaszowania.
Zaraz po tym, jak się okazało doszła gimnastyka, czyli koła, wężyki i serpentyny. Roy wszystko jak na razie wykonywał od niechcenia, będąc jeszcze nie do końca zebranym i odrobinę sztywnym. Ale spokojnie, to dopiero początek. Wyginał się poprawnie nie zmieniając tempa na wykonywanych figurach, idąc z nosem prostopadle do podłoża. Póki co, Luczek musiał mocniej używać pomocy, wyginając ogiera, pokazując mu kierunek i drogę ku dołowi, aby w końcu odpowiadał perfekcyjnie na delikatne pomoce i podstawił mocno zad pod kłodę.

Luke - 2013-06-23, 23:46

Oczywiście chciał dążyć do jak najdelikatniejszego przekazywania pomocy, jednak zdawał sobie sprawę, że konie zdolne są albo leniwe, albo nadpobudliwe. Wisień był i taki, i taki - leń do roboty, petarda do wszystkiego innego! Musiał więc najpierw go rozbudzić porządną rozgrzewką, nieco się z nim dotrzeć i mogli się zabierać za przejazd. Okej, w takim razie teraz zrobimy coś bardzo skomplikowanego: połączenie gimnastyki z ćwiczeniem przepuszczalności. Przykładowo, krótka ściana, skrócenie, wyjechanie narożnika, przekątna, na przekątnej wydłużenie wykroku, przed narożnikiem znów skrócenie, krótka ściana i tak dalej. Przy skróceniach (oczywiście poprzedzanych serią dwóch-trzech półparad) mocniej podtrzymywał impuls do kroczenia naprzód dawany łydką, jednocześnie zamykając go w kolanach i ręku, coby siła wytwarzana przez zad nie poszła się roztentegowywać nie wiadomo gdzie, tylko zostawała wewnątrz tego zamknięcia, sprawiając, że ruch stawał się niby to delikatniejszy, spokojniejszy i bardziej zebrany, a z drugiej strony nie tracił swojej wyrazistości i energii. Dodawanie również poprzedzało od dwóch do trzech półparad. Następnie ręka szła miękko do przodu, utrzymując kontakt dzięki dojeżdżaniu ogiera do ręki od łydki przy jednoczesnym 'przymykaniu' kolanami w razie zbyt gwałtownego wyrywania do przodu byle szybciej zamiast zamaszystego wyrzucania kończyn. Tu znów koło w standardowym tempie, zaraz zmniejszenie koła i skrócenie. Na ścianach również przejścia do stępa, ze stępa do kłusa, z kłusa do stój, ze stój do stępa lub kłusa. Każde przejście zapowiadała subtelna półparada. Parady były wykonywane przez chłopaka zdecydowanie i precyzyjnie. W kłusie siadał miękko w siodło, obciążał mocniej siedzenie napinając tak zwany krzyż, zamykał ogiera w łydkach i kolanach, dopełniając zamknięciem ręki - przy przejściach do stępa pomoce były nieco delikatniejsze, coby mu... koń nie stanął. :lol2: Zatrzymania natomiast były jeszcze wyraźniejsze, coby osiągnąć pożądany efekt. Luke nie pozwalał Royalowi ruszać samemu, blokował go wówczas ręką, gdy ten niespodziewanie próbował postąpić naprzód. Dopiero ruszenie na komendę go zadowalało. Pyknięcie zewnętrzną wodzą, pomoce do ruszenia. Przy zakłusowaniach były one mocniejsze, w przypadku braku odpowiedniej reakcji zatrzymywał ogiera i wykonywał wszystko tak samo, tylko że z udziałem zdecydowanego uderzenia batem. To wszystko miało miejsce między licznymi zmianami kierunku i różnorodnymi figurami. Usrać by się można z takim jeźdźcem. <3
Dobra, to teraz jeszcze galop. Luczyna nie chciał za bardzo konia męczyć, aby ten miał jeszcze dość energii na popisowy przejazd. A zatem jeszcze kilka ćwiczeń już w kłusie ćwiczebnym, stabilna ręka oferująca elastyczny kontakt, pewny, rozluźniony i zarazem stymulujący pracę zadu dosiad, spokojna łydka, ciągnąca i 'sprężynująca' w dół pięta. Plecy proste, broda w miarę wysoko. Jeszcze kilka wolt, zmniejszeń i zwiększeń koła, półwolt i tych takich. Wjazd na koło 20 metrów. Przed punktem X półparada, jedna druga trzecia, zewnętrzna łydka za popręg, wewnętrzna na popręgu, sygnał do galopu = impuls od łydek, szczególnie wewnętrznej plus moce wypchnięcie z bioder. Ręka początkowo trochę przesunięta do przodu, coby ułatwić ogierowi ten pierwszy wskok w szybszy chód. W galopie podobnie, dodania, skrócenia, przejścia do kłusa, stępa, zmiany kierunku, koła większe, mniejsze. W końcu, jako sprawdzian rozgrzewki, skrócony galop po kole, przed X półparady, w X pełna parada. Przestawienie wygięcia, sygnał do zagalopowania na drugą nogę i zmiana koła (cośw stylu takiej zaokrąglonej ósemki z zatrzymaniem na środku co nie). Dalej koło w galopie roboczym, w połowie znów skrócenie, przed X półparady i w X parada. Znów zagalopowanie na drugą stronę, zmiana koła. Przy tym zagalopowaniu ze stój pomagał sobie najpierw bacikiem, żeby Royal załapał o co chodzi - później spróbował i bez. Jeśli dało radę, koło do końca, na ścianie kłus anglezowany, chwila kłusa, później stęp. Długa wodza i przerwa. Jeśli nie, jeszcze chwila ćwiczeń z przejściami typu stój-kłus, kłus-stęp czy stęp-galop.

Royal Cherry - 2013-06-24, 21:25

Oj tam oj tam! :lol: Jak chciał to potrafił, tylko miał czasem te woje humorki i zawsze niestety było ryzyko przy pracy z nim, że nagle coś mu odbije i zechce urozmaicić jazdę swemu jeźdźcowi <3 :lol:
Jednak wracając do tematu, to teraz przyszła pora na skrócenia i dodania w kłusie, o ile się nie mylę. Póki co, Roy niczego nie komplikował. Szedł o dziwo spokojnie, skracając się bez większych przeszkód na krótszych ścianach, na przekątnych zaś wydłużając wykrok, poruszając się z elegancją i rytmem. Mocniej strzelał ogonem przy dodaniach, zaś przy skróceniu kumulował pod siebie siłę, mocniej wkraczając zadem pod kłodę i powoli ustępował całkowicie w potylicy, pieniąc się na pysku.
Kiedy po wykonaniu koła wyjechali na ścianę, nie wychodząc z kontaktu przeszedł do stępa. Kroczył pewnie przed siebie, bujając spokojnie ogonem, kierując uszy do tyłu na Luczka. Każde kolejne przejście wykonywał podobnie. Zaczynając od siły nośnej zadu, przechodził do wyższego chodu, idąc żwawo do przodu. Lecz już z przejściem z kłusa do stój nastąpił mały problemik, gdyż Roy mocniej szarpnął mordą do przodu i wręcz ociągał się z wykonaniem polecenia :lol: Zapewne został zmuszony do powtórki i w końcu wszystko wyszło idealnie, łącznie z dalszymi przejściami. Zatrzymywał się równo, dostawiając wszystkie kończyny do siebie. Cały czas utrzymywał kontakt z ręką jeźdźca i podstawiał zadek, powoli pocąc się na swoim seksi cielsku. Poparskiwał sobie co raz, aż przyszła pora na pracę w kłusie ćwiczebnym, a zaraz po tym na galop. Wjechał na koło prowadzony przez Luke'a, a wiedząc co się szykuje i czując pomoce aktywizujące, wyskoczył do przodu pierwszą foule i przyciągając pysk do piersi, przeganaszował się i oddał z zadu dwoma seryjkami :D Przeszył ze świstem powietrze i zafurgotał chrapami, rozpędzając się po tym cyrku dalej w galopie, aż Luke go nie zatrzymał <3 :lol: Karus w końcu odpuścił i zwolnił, ponownie zbierając się i podstawiając. Nie oznaczało to, że koniec na dziś! :lol: Skracał się, krocząc rytmicznie do przodu i robił przejścia w dół, nieco napierając na wędzidełko, ciągnąc Luke w dół :lol: Wyjechali tak oto koła w pełnym zebraniu, gdzie Wisień prezentował się naprawdę elegancko. Zatrzymał się przy X, odczekał chwilę mieląc wędzidło w pysku ze skierowanymi do tyłu uszami na jeźdźca, po czym na sygnał, zagalopował na drugą nogę, ponownie wyskakując do przodu jak torpeda, ciągnąc pyskiem w dół i oddając z zadu <3 :lol: Och on nigdy się nie zmieni! I znów ta chwila na ogarnięcie się. Nosz co za Szatanisko. Kolejne zagalopowania ze stój były już spokojne, wręcz perfekcyjne. Ogier miał te ćwiczeniu w małym yy paluszku? :lol: No, nieważne. W każdym bądź razie przeszedł po galopie do kłusa, a zaraz po tym i do stępa, wyciągając przed siebie łeb w dół

Luke - 2013-06-24, 23:13

W małym kopytku. :lol2:

Tylko powiem, że przy tym szaleńczym wejściu w galop i braku chęci zwolnienia Cherry mógł liczyć na znacznie ostrzejszą rękę przy jednoczesnym silniejszym pracowaniu dosiadem, który na tą nieprzyjemną rękę najeżdżał. Luke nie liczył na to, że Wiśnię zmieni, ale chciał, żeby już na dzisiaj się ogarnął. Na treningach podchodził do tego z większym dystansem, ale nie w poważnych chwilach. To była poważna chwila (! :lol2: ). Okej. To uznając, że rozgrzewkę mamy za sobą, zrobili jeszcze ze dwa okrążenia stępem. Później chłopak nabrał wodze, półparada i pełna parada. Zgrabnie zsiadł z ogiera i nie bardzo wiem w jaki sposób, ale w każdym razie jakoś uporał się ze zdjęciem owijek z jego nóg i odłożeniem ich na trawnik koło czworoboku. Przyjmijmy, że pomógł mu jakiś przechodzeń. :33 Okej. Zatem upewnił się, że popręg jest dopasowany najlepiej jak to możliwe, po czym wsiadł z powrotem na swego dzielnego wierzchowca. Poklepał go jeszcze po umięśnionej i nieco spoconej szyi, by zaraz się wyprostować i dać mu sygnał do ponownego ruszenia stępem. Wodze nabierał stopniowo, energicznie najeżdżając na nie Cherry'ego. Jeszcze moment kłusa, w którym to chodzie opuścili czworobok. Zawrócili czymś na kształt półwolty.

Przejazd właściwy - kl. N
(proszę zwrócić uwagę na sposób, w jaki zostały opisane w rozgrzewce niektóre podstawowe elementy takie jak przejścia pomiędzy chodami ruszenia czy zakręty. uważam, że trochę szkoda marnować czasu na pisanie tego po raz enty. z góry dziękuję. c:)

A zatem delikatne pyknięcie prawą wodzą - w końcu to ona będzie zewnętrzna po wjeździe na ścianę - i mocniejszy sygnał do ruszenia kłusem. Od razu został w siodle, miękko wysiadując każdy takt i aktywizując zadek swojej karej petardy. Łydkami oraz właśnie dosiadem podtrzymywał energiczne, ale i harmonijne tempo. Niewiele przed punktem X uprzedził Royala o nadchodzącej zmianie serią dwóch półparad, aby równiutko w X podsumować je pełną paradą. Czas na ukłon. Wodze, trzymane w lekkim napięciu, przełożył teraz do lewej ręki, coby ładnie się ukłonić. Raz, dwa, trzy cztery pięć. W piątej sekundzie ponowne pyknięcie prawą wodzą i zaraz po piątej sekundzie sygnał do ponownego ruszenia kłusem. Jechał ogiera prosto w stronę punktu C, aby chwilę przed nim wykonać płynny choć dość ciasny zakręt. Podobnie było z narożnikami - starał się kierować ogiera tak, by razem wyjeżdżali je możliwie dokładnie. Luke uważał, że nawet tego typu pierdoły są ważne. Wszystko było ważne, jeśli patrzeć na to oczami dresażowca.
Jechali po ścianie aż do E. Przed E oczywiście półparada, delikatne wygięcie szyi do wewnątrz i rozpoczęli woltę o średnicy 10 metrów. Rozpoczęli i nie skończyli, powiem przed punktem X Luke wyprostował ogiera, by zaraz za X wygiąć go w drugą stronę i zrobić następną połowę wolty. Chłopak ciągle pilnował tempa i impulsu, zwłaszcza przy ćwiczeniach typu ciasny narożnik czy wolta - nie chciał, by wówczas ich kłus tracił na swojej dynamice. Po zmianie kierunku jechali po ścianie w prawo. Do punktu oznaczonego literką V wszystko bez zmian. Po wyjechaniu z narożnika, czyli w okolicy literki K ustawił go na prawą wodzę, gdyż mieli zaraz zrobić ustępowanie w prawo. Mając pewność, że prawidłowo utrzyma prostą łopatkę w chodzie bocznym, ruch bioder skierował na ukos, to znaczy do przodu-w prawo, tymże ruchem i jednoczesnym impulsem od lewego kolana przepychając konia w prawo. Prawą łydką zrobił miejsce do ruchu w prawo, coby nie blokować ogiera, lewą łydkę przesunął trochę za popręg i pykał nią Royala, w ten sposób przesuwając również jego zadek w stronę prawą. Najpierw zamknięcie prawej wodzy, później odpuszczenie i lewa łydka. Łopatka miała w końcu pierwszeństwo nad zadem, a jak łopatka idzie dobrze, to i koń idzie dobrze! W razie przyspieszania hamował karusa impulsem od prawego kolana i przymknięciem prawej ręki. Aby uzyskać odpowiednie rozłożenie ciężaru ciała, odwrócił głowę nieco w stronę kierunku jazdy, czyli do punktu I. Gdy byli już przy tym punkcie, półparada, wyprostowanie, powrót wszystkiego na swoje miejsce i dalej jazda do przodu. Przed C znów ciasny zakręt, tym razem w prawo. do końca krótkiej ściany później kolejny narożnik i zaraz po narożniku zamknął lewą rękę i jakby niewidocznym przesunięciem tej ręki do wewnątrz (razem z prawą ale w nie tak znacznym stopniu) skierował Royala wo wewnątrz, do wjechania na przekątną. Również w M półparada i gdy tylko wyjechali ze śladu nastąpiło przećwiczone na rozgrzewce dodanie w kłusie. No, to może było trochę bardziej ekspresyjne. :lol: Przed końcem przekątnej półparada, powrót do kłusa roboczego. Zaraz ustawienie do nowego 'wewnątrz', narożnik, krótka ściana, znów narożnik. W punkcie F ustawienie na lewą wodzę, znów ustępowanie, tym razem w drugą stronę. Wszystkie czynności tak samo, tylko to, że z zamianą stron - wiadomo, teraz zamiast lewej była prawa łydka i tak dalej. I tak ustępowanie do punktu I, w I znów wyprostowanie, przed C ustawienie na prawą wodzę, zakręt w lewo. Po wyjechaniu z krótkiej ściany znów przekątna, znów z wydłużeniem wykroku. W programach ujeżdżeniowych fajne było to, że poszczególne elementy najczęściej powtarzały się w obie strony, przez co program wydawał się łatwiejszy do zapamiętania. Symetria. Matematyka jest wszędzie! :lol2: Ale wracając. Przed F półparada, F powrót do tradycyjnego kłusa roboczego. Wzdłuż śladu, przed A seria trzech półparad - ta większa ilość głównie ze względu na pobudzenie z powodu dodania, które miało miejsce przed chwilą - po czym w A pełna parada. Po zatrzymaniu wodze napięte, ale nie zamknięta ręka. Raz dwa trzy cztery pięć. W piątej sekundzie pyknięcie lewą wodzą, po czym nastąpił impuls do ruszenia. Sygnał był subtelny i delikatny, w końcu miało to być ruszenie stępem. Stęp nie za wolny, nie za szybki. Kontrolowany dosiadem, podtrzymywany od łydki i dosiadu.

Pomyliłam programy... XDDD Piszę od nowa, ale proszę docenić moje starania powyżej. XD Oczywiście można to przeczytać. XD


A zatem delikatne pyknięcie prawą wodzą - w końcu to ona będzie zewnętrzna po wjeździe na ścianę - i mocniejszy sygnał do ruszenia kłusem, zebranym. Od razu został w siodle, miękko wysiadując każdy takt i aktywizując zadek swojej karej petardy. Łydkami oraz właśnie dosiadem podtrzymywał harmonijne tempo. Szczególnie dosiad był tu ważny. Przy mocniejszym zebraniu konia nie można było pozwolić na "zgaśnięcie", to znaczy po prostu przejście do niższego chodu. Obciążające ale i zarazem wypychające do przodu dupsko Luczka oddziaływało na Wiśniowy zadek, jeszcze mocniej go aktywizując i prosząc tym samym o większe podstawianie tyłów pod kłodę. Wodze trzymał trochę bardziej na kontakcie, uzyskując tym samym wysokie ustawienie głowy - już nie prosił, tak jak podczas rozgrzewki, o 'głębokie zejście' w dół z pyskiem. Przy tym rytmicznie przypominał mu łydką, że wcale nie chcą się zatrzymać. Niewiele przed punktem X uprzedził Royala o nadchodzącej zmianie serią dwóch półparad, aby równiutko w X podsumować je pełną paradą. Czas na ukłon. Wodze, trzymane w lekkim napięciu, przełożył teraz do lewej ręki, coby ładnie się ukłonić. Raz, dwa, powrót wodzy na miejsce, trzy cztery pięć. W piątej sekundzie ponowne pyknięcie lewą wodzą i zaraz po piątej sekundzie sygnał do ponownego ruszenia kłusem, ponownie pomoce do zebrania. Jechał ogiera prosto w stronę punktu C, aby chwilę przed nim wykonać płynny choć dość ciasny zakręt. Podobnie było z narożnikami - starał się kierować ogiera tak, by razem wyjeżdżali je możliwie dokładnie. Luke uważał, że nawet tego typu pierdoły są ważne. Wszystko było ważne, jeśli patrzeć na to oczami dresażowca.
Po zakręcie niedługo byli na ścianie, zaraz w punkcie R wykonali woltę - przed R półparada, w R ustawienie do wewnątrz, średnica koła 10 metrów. Po powrocie na ścianę zostawił ogiera w ustawieniu łba do wewnątrz, usiadł na prawo, prawa łydka na popręgu najeżdża na zewnętrzną wodzę, lewa łydka za popręgiem (tak jak była przy wolcie) wygina zad konia do wewnątrz. Obie dłonie przesunął minimalnie w prawo, coby ułatwić Royalowi rozpoznanie ćwiczenia - łopatką do wewnątrz w prawo. Gdyby ogierowi zachciało się przyspieszania przy owym ćwiczeniu, hamował go impulsywnym zamknięciem lewego kolana, aby zaraz odpuścić. Jeśli pojedynczy sygnał nie pomagał, powtarzał go ustawicznie aż do skutku. W takim ustawieniu utrzymywał karusa aż do punktu P, aby tam, po subtelnej półpardzie, wrócić wszystko do normy - ciężar ciała na obu kościach kulszowych, obie łydki na popręgu, ustawienie na zewnętrznej wodzy ale bez nadmiernego zgięcia do wewnątrz. Znów półparada, ciasny zakręt, krótka ściana, kolejny zakręt. Delikatna półparada, bo już w punkcie K miała miejsce zmiana sytuacji - skierowanie na przekątną, teraz też już nie żądał od ogiera zebrania w kłusie. Po prostu utrzymał chód, starając się nie zmieniać za bardzo tempa. Kontakt na pysku był teraz nieco lżejszy, choć w dalszym ciągu pewny - ale tak czy siak, od początku do końca, miał miłą, nie sztywną rękę. Teraz trzymał go prosto po obu stronach, wszystkimi pomocami równomiernie, coby Royal nie wypadał niczym z żadnej strony. Przed M seria dwóch półparad, aby znowu przejść do kłusa zebranego. Ponownie zwiększone oddziaływanie dosiadem na zadzisze i podtrzymywanie chodu łydkami przy jednoczesnym mocniejszym kontakcie. Przed M ustawienie la prawą wodzę, wjazd na ścianę, zakręt, ściana, zakręt. Na początku długiej ściany, przed punktem S, półparada, w S znów wolta 10 metrów. Powtórka z rozrywki - po wolcie wjazd na ścianę w ustawieniu do wewnątrz, pomoce jak wcześniej co łopatki do wewnątrz, tylko że odwrotnie - w końcu ćwiczenie wykonywane jest na drugą stronę. V powrót do normy, znów dookoła. Przejechali w pięknym zebraniu kolejny narożnik, krótką ścianę i znów narożnik. W punkcie F znów przekątna, znów przejście z kłusa zebranego do swobodnego, pod koniec przekątnej powrót do wyjściowego zebrania. Z zakrętu wyjazd na krótką ścianę, przed C seria trzech półparad, aby w C z kłusa zebranego przejść do stania, czyli po prostu Luczysław wykonał pełną paradę. Odczekał kilka sekund w nieruchomości - ręki nie trzymał zamkniętej, ale wodza była dalej na kontakcie, lekko napięta, jako taka forma kontroli nad czasem nieprzewidywalnym Cherrym. Delikatnie pyknął go zewnętrzną wodzą, żeby ten wiedział, że coś się będzie działo. Zaraz po tym zamknął ręce, jednocześnie dając mu łydkę nieco przesuniętą w tył i odciążając dosiad. Ktoś obserwujący ich z boku nie widział zbytniej różnicy pomiędzy pozycją Luczysława w "stój" a tą podczas obecnego ćwiczenia, czyli cofania. Jeden impuls łydką, drugi, trzeci, czwarty. Każdy impuls od łydki miał odpowiadać jednemu krokowi. W tył, oczywiście. Kiedy jego dzielny wierzchowiec wykonał już cztery kroki wstecz, znów pomoce do zatrzymania. Króciutki moment nieruchomości. Znów pyknięcie zewnętrzną wodzą, sygnał do ruszenia stępem. Był to żywy stęp pośredni, Nie zbyt rozlazły, nie zbyt skrócony. W tym stępie wykonali również stosunkowo ciasny zakręt, aby zaraz wjechać na przekątną. Tam Luke oddał Royalowi nieco wodzy, przesuwając jeszcze rękę do przodu. Kołysał rytmicznie biodrami, trzymając ciągle swoją wspaniałą postawę pingwina. Przed K nabrał zwinnie wodze, oczywiście od razu działając łydkami i dosiadem w sposób najeżdżający ogiera na te właśnie wodze. W punkcie K szli już na powrót stępem pośrednim, by na krótkiej ścianie przed punktem A nastąpiła półparada i mocniejsze nabranie wodzy przy jednoczesnym zwiększeniu (brzmi to kolosalnie, ale nie było to takie aż kolosalne XD) działania łydkami i dosiadem - w takim zebranym stępie przeszli niewiele, ponieważ już zaraz nastąpiła kolejna półparada, za nią następna, po czym precyzyjny i zdecydowany impuls do galopu na lewą nogę. Tradycyjnie, ręka minimalnie do przodu dla ułatwienia wskoku, po czym powrót do mocnego kontaktu przy oczywiście mocno działających łydkach w połączeniu z dosiadem. W tymże galopie wykonali zakręt o nieco większym promieniu niż dotychczas, ponieważ rozpoczynali właśnie serpentynę, a zatem zamiast ciasno wyjechać narożnik, by być na ścianie już przed K, oni wkroczyli na nią dopiero pomiędzy K i P, aby od razu wrócić na łuk, na którym byli - a zatem na śladzie byli tylko przelotnie. kiedy ustawieni byli mordkami prostopadle do ściany przeciwnej, zrobili kilka kroków prosto, po czym w kontrgalopie wykonali następny łuk. W kontrgalopie, chociaż nie było zmiany nogi, dlatego, że przecież zakręt był jechany w inną stronę, niż zaczęli galopować. Luke teraz szczególnie mocno podtrzymywał impuls do galopu, coby mu ogier jego nie zgasł. Przy okazji pilnował, aby karus samowolnie nie zmienił nogi, a zatem podtrzymywał prawą nogę za popręgiem, o. Łuk do końca, znowu kilka fouli w zebranym w galopie prosto i znów łuk, tym razem nie było obaw o zmianę nogi, w końcu wracali do kierunku jazdy, w którym zagalopowali. Kiedy zakończyli teoretycznie łuk kończący serpentynę, zaraz w punkcie C, gdzie zakończyło się ćwiczenie, półparada i wolta w galopie zebranym. Po powrocie na ścianę już na niej zostali. Piękny narożnik, półparada i delikatne popuszczenie w ręku i mniej obciążający dosiad, co miało zaowocować galopem pośrednim niemalże do końca ściany. Przed punktem K dwie półparady i ponowne przejście do zebrania. F-X-H przekątna, ładna prosta linia, przed X seria dwóch półparad, w X przejście do kłusa pośredniego. Tempa pilnował kolanem (bo zakładamy, że konie po galopie raczej wyrywają do przodu niż przymulają), pomiędzy X i H przestawił go na lewą wodzę, coby przed H dać mu znów dwie półparady i podsumować je impulsem do galopu na prawą nogę. Tak, znowu był to galop zebrany. I mamy kolejne powtórzenie elementu na drugą stronę - serpentyna. Ponownie trzy łuki, ponownie wolta w zebranym galopie po zakończeniu tegoż ćwiczenia. Kolejna powtórka - w K przejście do galopu pośredniego w tenże sam sposób co wcześniej, w H powrót do zebrania. Zakręt, krótka ściana. Przed C półparada, w C rozpoczęcie koła o średnicy 20 metrów. Na ślad wkraczali tylko w określonych punktach - w R, X oraz S, a także ponownie w C. Jeszcze w trakcie jechania koła, kiedy tylko przecięli linię środka, Luke obdarował (:lol2:) Wiśnię subtelną półparadą, coby zaraz po tym przesunąć wewnętrzną, czyli prawą rękę do przodu, tak, aby nie mieć jej na kontakcie. Przy tym utrzymywał wszystko w takim stanie, w jakim było wcześniej - lekkie wygięcie na kole za sprawą łydek i ciężaru ciała, kontakt na zewnętrznej wodzy, która ograniczała łopatkę, szyję oraz prowadziła konia. Po trzech foulach znów delikatna pólparada i nabranie wodzy wewnętrznej tak, aby utrzymywała taki kontakt, jak zewnętrzna. Dobra, odrobinę lżejszy. Minimalnie. Zawsze wewnętrzna ręka musiała być trochę lżejsza. Pamiętajmy o dosiadzie. Dosiad miał wpływ na wszystko, Luke stale podtrzymywał nim tempo tego majestatycznego, zebranego galopu. W punkcie C powrócili na ścianę, narożnik, przed punktem M dwie półparady i przejście do kłusa, zebranego. Przed B półparada i bardzo ciasny zakręt w prawo jak najbliżej B, coby powtórzyć to samo w punkcie X. Ostatecznie jeszcze wyprostował ogiera, teraz pilnował go już na każdy możliwy dla siebie sposób. Zebranie, jazda prosto, piękny ogier i przystojny jeździec. Idealne wrażenie końcowe. Trzy półparady przed punktem G (hahaha. :lol2: ), w punkcie G pełna parada. Zatrzymania najłatwiej robiło się z zebranych chodów. Pięć sekund nieruchomości, przełożenie wodzy do lewej ręki, ukłon razem ze zdjęciem cylindra. Luke zaraz ponownie umieścił go na swojej łepetynie, oddał ogierowi wodze i dał mu impuls do stępa. Luźniutkiego, wyciągniętego. Dojechali do punktu C, skręcili w prawo i po ścianie skierowali się do punktu A, w którym to opuścili czworobok. Chłopak poklepał Royala obficie, ciesząc przy tym michę. <3 Przez około 7 minut stępowali wokół czworoboku, a Luczek w tym czasie gadał ciągle Wiśni o jakichś pierdołach. W końcu nastąpiło zatrzymanie, chłopak zsiadł, poluźnił popręg i zaciągnął strzemiona do góry. Zdjął ogierowi wodze z szyi i trzymając je w prawej ręce opuścił wraz z karusem teren czworoboku, po drodze zabierając ze sobą leżące na trawie białe owijki.
Udali się do stajni na porządny prysznic. <3


POST ŻYCIA. XDDD

Royal Cherry - 2013-06-25, 14:51

Na sygnał ruszył zebranym kłusem w pełnym podstawieniu, prezentując swą dostojną, potężną sylwetkę. Idąc z nosem prostopadle do podłoża, gdzie najwyższym jego punktem była potylica, podstawiał z gracją zad pod kłodę, akcentując przodami każdy krok. Utrzymywał wysokie ustawienie, nos kierując delikatnie do przodu, postawił uszy na sztorc i zaokrąglił sylwetkę, obniżając zad. Dzięki aktywnej łydce Luke', utrzymywał dynamizm wykroku oraz grację. Prowadzony przez mężczyznę, wyjechał przy punkcie A łagodnie na środek i szedł równo do przodu, kierując uszy na Luke'a. Czując przygotowujące go półparady, zwolnił i zatrzymał się w punkcie X. Dostawił jednocześnie równo wszystkie cztery kończyny, zad podstawiając pod siebie, z lekka obniżony. Odczekał chwile i po pięciu sekundach, gdy jego jeździec pozbierał wodze, ruszył energicznie do przodu, trzymając pion i rytm. Nie robił żadnych slalomów, ani nic nie kombinował. Prowadzony przez Sugarman'a w łydkach, dosiadzie i zamkniętej ręce, szedł prosto na punkt C, aby minimalnie przed nim skręcić w prawą stronę. W narożniku wygiął się lekko do środka, zachowując tempo oraz kontakt. Nic nie ścinał, ani nie wyprzedzał ruchów jeźdźca. Był teraz niemalże ostoją spokoju, skupiony na jeźdźcu i zadaniach, jakie przed nim stawiał.
Kiedy wyminęli narożnik, tuż przed R delikatnie skręcił po łuku do środka. Wygiął się łagodnie, jakby owijając dookoła łydki Luke'a i wyjechał równym i dynamicznym tempem woltę o średnicy 10 metrów. Opierając się na zewnętrznej wodzy, nie wypadał łopatką, ani zadem, czy nawet nie wpadał do środka. Jak się zaraz okazało, tuż przy powrocie na ścianę, Luke pozostawił jego łeb zgięty do środka i zmienił ustawienie ciała, oddziałując w tenże sposób na Roy'a, który dzięki ustawieniu pomocy rozpoznał ćwiczenie. Wszedł przodami nieco do środka, krocząc jednocześnie w bok. Szedł teraz w czterech śladach, każdą kończyną krocząc po innej linii. Nie przeginał się, acz stabilnie trzymał kontakt z ręką jeźdźca, kontynuując ćwiczenie łopatki do wewnątrz, aż do literki P. Dopiero wtedy powrócił na pierwszy ślad, wyprostowując się i krocząc energicznie dalej w kłusie zebranym. Wyjechał delikatnie narożniki i skręcił na przekątną tuż przy K. Obniżył nieco pysk w kłusie pośrednim, zachowując energiczny wykrok. Szedł równo, przed siebie, mijając idealnie X. Powoli, tuż przed M, czując ponownie mocniejsze nabranie wodzy i przy tym aktywizującą łydkę w połączeniu z wypchnięciem z bioder, powrócił do wysokiego ustawienia, krocząc kłusem zebranym.
Ponownie wyminął pierwszym śladem narożniki i przy S, skręcił delikatnie w lewo, opierając się teraz na lewej, zewnętrznej wodzy. Średnica koła wyniosła i tym razem dziesięć metrów. Oplótł się dookoła wewnętrznej łydki jeźdźca i w idealnym ustawieniu wyjechał okrąglutkie koło. Przy powrocie na ścianę, czując zmianę pomocy oraz pozostanie w ustawieniu z łbem do wewnątrz, wyszedł przodami lekko do środka, poruszając się ciągle kłusem do przodu. Kroczył po czterech śladach, każdą z kończyn na oddzielnej linii, idąc łopatką do wewnątrz. Pozostał w tym ustawieniu do literki V, gdzie Luke wyprostował ogiera. Od razu kłus zebrany z mocnym podstawieniem zadu i jazdą od tyłu do przodu, od łydki i dosiadu do ręki. Tak właśnie wyjechali krótką ścianę, aby po ostatnim narożniku w literce F wyjechać na przekątną. Obniżył pysk w kłusie pośrednim, pozostając w ustawieniu oraz tym samym tempie. Ogonem swobodnie obijał o swoje stawy, będąc rozluźnionym i zrelaksowanym. Po linii prostej, na samym środku minął X, aż przy H powrócił do kłusa zebranego z wyższym ustawieniem głowy. Wyjechawszy mały zakręcik przy narożniku, wrócili na pierwszy ślad, aby tuż przed C zwolnić i zatrzymać się przy samym punkcie. Ogier zareagował od razu i zatrzymał się płynnie, dostawiając wszystkie kończyny do siebie. Odczekał sekundę, a czując napór ze strony ręki jeźdźca oraz przesunięta do tyłu łydkę, spokojnie, po linii prostej, cofnął się o cztery kroki. Dopiero wtedy się zatrzymał i na delikatny sygnał, ruszył do przodu stępem pośrednim. Szedł energicznie, z nosem lekko przed pionem, podstawiając zad. Wyjechali mały zakręt i wkroczyli na przekątną przy literce M, gdzie ogier wyciągnął mocno szyję przed siebie, żując wędzidło. Dzięki aktywnej łydce oraz dosiadowi, idąc aktywnie do przodu, pozostał z nosem przy ziemi w stępie swobodnym. Przed K powrócił do wyższego ustawienia, ponownie prezentując się w stępie swobodnym. Nie miał z tym żadnych problemów, gdyż Luke konsekwentnie i precyzyjnie operował swoimi pomocami, poprawnie kierując ogierem. Nie mieli tutaj wiele czasu, gdyż w A musiało nastąpić zagalopowanie. Zostawszy mocniej dojechanym do ręki, zebrał się w stępie i tuż przy literce A, zagalopował płynnie na lewą nogę. Zaczął od zadu, ładnie zaokrąglając grzbiet, idąc nie tyle co do przodu, ale i w górę, przyjemnie bujając mężczyznę w siodle. Wyjechali większy łuk i teraz za zadanie mieli wykonać na długiej ścianie serpentynę o trzech falach. Dzięki temu, że galopował w zebraniu i szedł mocno pod górę, bez problemu wykonywał ćwiczenie kontrgalopu, wjeżdżając łagodnie na łuki. Nie zmieniał nogi dzięki pilnującym łydkom Luke'a, ładnie przychodząc do ręki w wygięciach. Wyjeżdżał, aż do połowy czworoboku i wracał po sam pierwszy ślad zaraz przy płotku. I tak przez całą długą linię, aby przy C wjechać na woltę o średnicy 10 metrów. Łagodny łuk, ustawienie do środka bez zbędnego wygięcia.

Jessie - 2013-06-28, 14:54

Na terenie czworoboku pojawiła się wraz z Insostenible. Dzisiaj po raz pierwszy miała wystartować z nią w ujeżdżeniu, co ciekawsze w dość wysokiej klasie, co na sam początek przygody konia z dresażem może okazać się ryzykownym zagraniem, ale... no play, no gain. Wcześniej trenowała z nią poszczególne elementy i z wiedzą, że nie są one obce klaczy, czuła się po prostu pewniej.
Dzień wcześniej odpowiednio przygotowała ją do startu w sensie wizualnym, piorąc ogon i robiąc generalną kąpiel, przez noc przetrzymując w zabandażowanym ogonie, co by starania nie poszły na marne. Wypastowała i wyczyściła także sprzęt. Rano wykonała piękne, równe koreczki, które podkreślały kształt szyi hanowerki. Nie zapominajmy przy tym wszystkim o podstawowej pielęgnacji - z pewnością było na czym oko zawiesić. Jeżeli chodzi o samą zawodniczkę, w niczym nie odstawała od klaczy i to oraz dłuższa współpraca z nią zdecydowanie była mocniejszą stroną w zestawieniu z innymi parami. W gruncie rzeczy mało jeźdźców startowało na własnych koniach, ale nie o tym...
Weszła z Insostenible na rozprężalnię, krótko spoglądając na czworobok, na którym toczył się przejazd. Sprawdziła, czy wszystko dobrze leży, po czym podpięła popręg, by następnie wsiąść zgrabnie i miękko usiąść w ujeżdżeniowym siodle. Biorąc wodze na lekki kontakt, pozostawiając je jednak dość długie, dała łydkę do stępa, póki co nie korzystając z ostróg, z których rzadko korzystała, a które były znane Insostenible. Dzisiaj wymagała od niej 101% skupienia oraz poprawnego reagowania na wysyłane sygnały. Póki co prosiła ją jedynie o aktywny stęp, którego pilnowała dosiadem oraz łydką, całkowicie rozluźniona. Pokazała siwej czworobok z każdej strony, robiąc w tym celu liczne zmiany kierunku, do których wkrótce włączyła także zatrzymania czy obszerne wolty, choć bardziej poprawne w tym momencie byłoby użycie słowa koła. Stopniowo zaczęła nabierać wodze, przy jednoczesnej pracy dosiadu oraz łydek; dojeżdżając klacz do ręki, oraz aktywizując łydkami, zachęcała do wejścia na kontakt, do którego zachęcała także ręką. Ustawiając ją delikatnie do wewnątrz, zewnętrzną wodzę trzymała napiętą, odpowiadającą za prowadzenie, zaś wewnętrzną na przemian odpuszczała i napinała, prowokując do zabawy wędzidłem.

Insostenible - 2013-06-28, 15:27

U boku Jessie wkroczyła energicznym , wręcz na szybkim tempem na teren czworoboku , na którym to miała dzisiaj po raz pierwszy wystartować w zawodach ujeżdzeniowych ,więc towarzyszył jej lekki stres ,który zwiększył się wraz z ujrzeniem innych koni i ludzi ,którzy siedzieli na widowni i stali gdzieś , na razie koncentrując się na ogierze, który właśnie kończył przejazd,więc raczej nie zwrócili na nią uwagi .Cała czysta świetnie się prezentowała , dodatkowo koreczki dodawały jej więcej elegancji itp.

Już spokojnym krokiem weszła na rozprężanie , spinając się lekko i zadzierając łeb ,mierząc wzrokiem ogrodzenie,które widocznie wzbudziło u niej ciekawość. Nawet nie zauważyła kiedy właścicielka podpięła jej popręg,jednak znając życie i tak nie odstawiała by żadnej szopki. Gdy już Jessie wylądowała w siodle ta zeszła z łbem na wysokość piersi , zaraz skubiąc się w nią i ostatecznie po łydce ruszając aktywnym stępem , znów powracając łbem do "chmur" , obserwując otoczenie, przecinając co kilka kroków ogonem powietrze .Wszelkie zmiany kierunków , koła i inne ćwiczenia tego typu wykonywała poprawnie, wyginając się podręcznikowo i wpisując się ładnie w łuk , widocznie mocno angażując się w prace.Zatrzymania szły jej całkiem dobrze, równomiernie obciążając każdą z kończyn podczas stój .Prawidłowo reagowała na jej pomoce, będąc prawie całkowicie skupiona i rozluźniona , wkrótce także weszła na kontakt , zaczynając rzuć wędzidło .Cud ,miód i orzeszki normalnie.

Jessie - 2013-06-28, 19:37

Po ustawieniu klaczy w pożądane przez Jess ustawienie, postanowiła przejść do kolejnego ćwiczenia, które miało zakończyć rozgrzewkę w stępie. Poruszając się energicznym stępem w prawo, wychodząc na długą ścianę, poprosiła ją o ustępowanie do łydki do przeciwległej ściany, od której bezpośrednio z powrotem odbiły, robiąc dokładnie to samo. Wykonując owe ćwiczenie pilnowała tego, by zad Insostenible nie wyprzedzał, a więc prawą łydką przesuniętą delikatnie za popręg pilnowała go, wysuwając także lewe biodro do przodu. Lewą łydką zaś aktywnie popychała ją do przodu i jednocześnie w bok, nie zapominając o prawidłowym ustawieniu głowy do wewnątrz, czyli do lewej strony. Po odbiciu analogicznie - przestawione pomoce i jedziemy z tym koksem. Kończąc ustępowania, wróciła na ścianę i dosiadem oraz łydkami poprosiła o przejście do wyższego chodu, czyli kłusa. Początkowo prosząc o robocze tempo, wyprostowała siwą, by w prostej linii poruszać się wzdłuż ściany. Na drugiej długiej ścianie wolta o średnicy dziesięciu metrów w ćwiczebnym, przy czym zadbała o prawidłowe wygięcie i kształt figury; później analogicznie to samo, lecz z drugiej strony. Jeszcze chwila roboczego, po czym zebranie, a w narożniku wejście na przekątną, na której poprosiła o wyciągnięcie kłusa. Jadąc w ćwiczebnym, zamknęła klacz w łydkach, po daniu jednego, wyraźnego sygnału nimi, oraz przesunęła trochę rękę do przodu, zachęcając Insostenible do naturalnego, energicznego wyrzucania nóg w przód i ruchu po prostej linii. Wracając na ścianę, zebrała ją, ograniczając w tym celu dosiadem oraz działając łydką oraz wodzami. Na długiej ścianie dodanie, później skrócenie kroku, znowu dodanie, skrócenie... i w połowie krótkiej ściany półparada, przejście do stój od dosiadu, pełna parada i stoimy. Po chwili ruszenie stępem na lekki sygnał łydką, nieco później ponowne zakłusowanie, znowu roboczym, i jeszcze parę przejść do stój, ze stój do kłusa i ze stój do stępa, ogółem rzecz biorąc różne kombinacje. Poza tym, w celu odświeżenia informacji, po krótkiej przerwie na długiej ścianie zrobiły sobie łopatkę do wewnątrz, na obie strony. Kończąc rozgrzewkę, poprosiła o zagalopowanie na wprost, w owym chodzie koncentrując się jedynie na poprawności zagalopowań, a więc były to przejścia różnego rodzaju, wykonane w obie strony, z powtórką lotnych jak i zwykłych zmian nogi. Nie zabrakło także kontrgalopów, które ćwiczyły ostatnim razem i które miały udoskonalić równowagę Inso przed startem. Odechciało mi się rozpisywać, zostawiam wenę na przejazd :lol: . Przejście do stępa i oddanie wodzy, czekamy na naszą kolej.
Insostenible - 2013-06-28, 20:59

Wjeżdżając na dłuższą ścianę po odpowiednio odczytanych przez klacz pomocach wykonała ustępowanie do łydki , wyginając się prawidłowo itp. , kierując się energicznym tempem w stronę przeciwległej ściany , zaraz po dotarciu zawracając i znów powtarzając to ćwiczenie z taką samą starannością. I znów kolejne ćw. Robiła starannie ,wręcz podręcznikowo ,oczywiście nie wyprzedzała zadem , ogólnie było bardzo dobrze na takiego typowego skokowca. Wkrótce wróciła na ścianę , gdzie płynnie przeszła do kłusa , wchodząc zadem mocniej pod kłodę . Utrzymywała stałe ,robocze tępo , nie wypadając z pożądanego przez Jessie ustawienia. Poruszała się wzdłuż linii prostej , kłusując, zerkając na chwilę na czworobok , i tracąc zainteresowanie jazdą. Szybko jednak jej zapał i uwaga wróciła ,więc już na kolejnej długiej wykonała woltę , wpisując się idealnie w łuk , nie wypadając ani zadem ani łopatką , angażując najbardziej w pracę zad , który ją tymczasowo napędzał. Powtórzyła to z drugiej , strony robiąc to wręcz identycznie .Zebrała się , zaokrąglając nieco grzbiet , kierując łeb w stronę piersi , niefortunnie się przy tym opluwając. Nie wiedziała że zniszczyła owoc J. pracy nad siwą , no ale wracajmy do rozgrzewki. W narożniku wydłużyła krok i odciążyła zad, tym samym unosząc przody .Powrót na ścianę i kolejne zebranie , przeciągłe parsknięcie. Nadszedł czas na skrócenia i dodania , które siwe wykonywała nawet dobrze, widocznie lepiej radząc się z tym drugim. W połowie krótkiej ścianie po pomocach zatrzymała się , przeżuwając wędzidło i chwilowo kierując uszy w stronę właścicielki. Po chwili znów ruszyła , ostatecznie znów przechodząc do kłusa, przejścia , które robiła gładko ,płynnie i bezproblemowo .Przerwa i czas na łopatki; poruszała się na trzech śladach prawidłowo wyginając się , przy okazji podrzucając przodem podczas wykonywania ćwiczenia na drugą stronę. Przejścia do galopu z początku nie były zachwycające , jednak z czasem siwe poprawiło się i już praktycznie było gotowe na przejazd, jednak jeszcze ten okropny kontra galop ;< . Przechodząc do niego ,czuła się już pewniej i raczej nie mogła narzekać ,że jej nie wygodnie . Stęp i wyciągnięcie szyjki trochę dalej ,korzystając z długiej wodzy ;3
Jessie - 2013-06-28, 22:34

Po wyczytaniu przez organizatorów nazwiska oraz nazwy klaczy, zawodniczka pozbierała ją i prosząc o przejście do kłusa, opuściła rozprężalnię. Nim weszły na czworobok, przez chwilę kłusowały dookoła czworoboku w oczekiwaniu na zakończenie przejazdu przez poprzednią parę. Napięcie nieznacznie wzrosło, co Jessie próbowała stłamsić. Nie chciała się nastawiać na wygraną, by za wszelką cenę ją osiągnąć. Nie musiała przecież nikomu niczego udowadniać... i z takim nastawieniem właściwie było lżej. Była pewna, że pójdzie im dobrze, ale nie wybiegała poza to.

PRZEJAZD KLASY N

Kiedy poprzednia para zeszła z czworoboku, zawodniczka zebrała klacz w kłusie, w tym celu ograniczając ją łydkami oraz wodzą, lecz wciąż zachęcając do aktywnego ruchu w przód dosiadem. Owym sprężystym, harmonijnym krokiem skierowała Insostenible na linię środkową czworoboku, prosząc o zatrzymanie na jej samym środku, czyli w punkcie X. Zatrzymanie poprzedziła półparadą, po której nastąpiło niemal niezauważalne odchylenie się do tyłu i napięcie mięśni nóg, a także parada, co zatrzymało hanowerkę w miejscu. Obie łydki były dociśnięte jednakowo, co wręcz powinno zagwarantować równe, poprawne zatrzymanie. Ukłoniła się sędziom z uśmiechem, po czym kolejną półparadą ściągnęła na siebie uwagę klaczy, sekundę później dając łydkę oraz wypychając subtelnie z bioder do kłusa, wciąż zebranego. Zachowując równowagę na prostej linii, u jej końca ustawiając już hanowerkę na prawo, przygotowała ją do skrętu w tę właśnie stronę, pilnując tego, by wyjechać narożnik możliwie najdokładniej i uniemożliwić koniowi ścięcie go. Jednocześnie dbała o to, by nie tracić impulsu oraz nie wypaść z ustawienia, nie mówiąc już nic o własnej postawie, która przez lata treningów samoistnie się wyrobiła. Zawodniczka nie miała kłopotu z utrzymaniem rąk i nóg w jednym miejscu, z utrzymaniem wyprostowanych pleców, czy cofniętych choć rozluźnionych ramion. Wszechstronność naprawdę pozwalała na zachowanie rozluźnienia niezależnie od sytuacji. Wracając jednak do samego przejazdu; prowadząc ją po połowie krótkiej ściany, wprowadziła w kolejny zakręt, którego dokładności również przypilnowała. Chwilę przed literką R półparada, ustawienie głowy do wewnątrz, czyli w prawo i wejście na woltę o średnicy dziesięciu metrów. Starała się zakreślić rysunek możliwie najdokładniej, nie zwężać wolty oraz zachować jej kształt, poprzez pilnowanie Insostenible. Wewnętrzna wodza nadawała kierunek, zaś zewnętrzna ograniczała zgięcie szyi. Wewnętrzna łydka nadawała kształt i moc wygięcia, zaś zewnętrzna, delikatnie cofnięta za popręg, pilnowała zadu, by hanowerka nim nie wypadała. Wracając do literki R, delikatna półparada i bezpośrednio po pomoce do dobrze już znanego klaczy ćwiczenia; łopatki do wewnątrz. Korzystając z wygięcia jakie miały na wolcie, na ścianie nie prostowała klaczy, a od razu dała stosowne pomoce. Obciążając wewnętrzną kość kulszową, w tym przypadku prawą, zewnętrzną łydkę pozostawiła w tym samym miejscu, czyli nieco za popręgiem - wciąż miała za zadanie odpowiadać za pilnowanie zadu. Podobnie zewnętrzna wodza, wciąż odpowiadała za ograniczanie zgięcia w szyi, ale też za nadawanie kierunku, choć w bardzo subtelny sposób. Minimalnie odsunęła dłoń od kłębu, lewą zaś trzymała blisko kłębu, nadając wygięcie. No i finalnie wewnętrzna łydka, ta z kolei nadawała kierunek, do przodu i w bok, działając aktywizująco, równo i czytelnie, by nie utracić rytmu. Po kilkunastu metrach, w literce P, wyprostowała Insostenible, wciąż utrzymując w zebraniu. Następny narożnik, harmonijna, aktywna jazda po krótkiej ścianie, przed narożnikiem półparada i wyjście z narożnika na przekątną. Przejście do kłusa pośredniego, zmniejszyła wówczas ograniczenie w łydkach i pysku, wciąż pilnując równego tempa i jazdy na wprost. Nim wyszły z przekątnej i weszły z powrotem na ścianę, pyknęła lekko lewą wodzą, ustawiając już klacz na tę stronę, po czym zepchnęła ją nieco łydką na ścianę, by poprawnie wyjechać narożnik. Jednocześnie ponownie ograniczyła ją w łydkach i pysku, nie dopuszczając jednak do przejścia do niższego chodu, o co dbała aktywną pracą dosiadu.

Jacob - 2013-06-28, 23:19

Wszedł z Don'em w ręku. Poprawił sobie kask, wyregulował strzemiona na długość ujeżdżeniową po czym wsiadł na konia, trzymając w jednej ręce wodze i starając się wykonać ten ruch energicznie, po czym delikatnie opadł w siodło. Złapał wodze w dwie ręce, poprawił sobie palcat w dłoni po czym gdy usiadł już wygodnie w siodle rozejrzał się po czworoboku i dał ogierowi delikatny sygnał łydką aby ten ruszył stępem. Od samego początku pracował dosiadem, by stęp był energiczny jednak na razie utrzymywał z koniem nikomu kontakt, pozwalając mu wyciągnąć szyję do przodu i rozluźnić się. Nie wymagal zebrania, tylko podstawienia zadu i aktywnego tempa. Zaczął w glowie przypominać sobie program na Lkę ujeżdżenia. W sumie niezbyt lubił tę dziedzinę sportu, była mniej ekscytująca niż skoki, ale wiadomo - podstawą skoków jest właśnie ujeżdżenie.
Anonymous - 2013-06-28, 23:25

Przyszedł wraz z mężczyzną, uważnie rozglądając się po nowym miejscu. Był tu dopiero jeden dzień. Jeszcze to całe napięcie z niego nie zeszło, toteż rozglądał się nieufnie po okolicy, bacznie strzygąc uszami dookoła.
Zatrzymał się na środku, a gdy chłopak podpiął popręg, ogier skulił uszyska po sobie i zagryzł wędzidło, zarzucając pyskiem. Nadął chrapy i zaczekał, aż ten na niego wsiądzie. Gdy tylko poczuł na sobie ciężar, ruszył do przodu, wyprzedzając sygnał jeźdźca, wyciągając przy tym szyję przed siebie i w dół. Smygał białym ogonem po swoich bokach i zerkał co raz dookoła siebie, krocząc energicznie do przodu.

Jacob - 2013-06-28, 23:31

Po paru kółkach w prawą i lewą stronę chłopak zaczął stopniowo zbierać wodze i wchodzić z ogierem na kontakt, nieprzerwanie pracował dosiadem i łydkami. Ruszył delikatnie wodzą, by zainteresować konia wędzidłem i zachęcić do żucia go oraz rozluźnienia. Wjechał na wolty, półwolty oraz serpentyny różnej średnicy. Przekładał za każdym razem łydkę wewnętrzną na popręg a zewnętrzną delikatnie za, wymagając od konia delikatnego zgięcia oraz pomagając mu tym samym rozluźnić się. Następnie wyjechał na prostą po czym przyłożył mocniej łydki i wypchnął ogiera dosiadem do kłusa. Od razu wymagał również energicznego tempa. Na razie tylko po prostych, nie wchodził na żadne wolty. Jacob robił wszystko po kolei, nie lubił wymagać od razu zbyt wiele od koni i rozluźniać ich na siłę.
Anonymous - 2013-06-28, 23:42

Szedł od dosiadu oraz łydek jeźdźca, będąc jednak jeszcze spiętym i podekscytowanym. Już tak miał z natury, że mogło go dosłownie wszystko przestraszyć. Jednak czując zachęcające go do zejścia w dół nosem wędzidło, zaczął powoli skupiać się na pracy, odpuszczając minimalnie w potylicy. Najeżdżany od łydek i dosiadu na rękę, zaczął stopniowo odpuszczać, zaczynając aktywniej pracować zadem, który podstawiał mocniej pod kłodę.
Wyjeżdżał wolty, półwolty oraz serpentyny, na początku trochę ścinając i robiąc to dość sztywno. Wszystko u niego przychodziło z czasem. Po kilku powtórkach owe figury wychodziły mu nienagannie, acz wymagały jeszcze rozjeżdżenia. Poparskiwał od czasu do czasu, a gdy wyjechali na prostą, na sygnał zakłusował mocno do przodu. Zarzucił lekko łbem, ciągnąc nim do dołu i strzelił z ogona, nastawiając uszy na sztorc. Rytmiczny i dynamiczny kłus.

Jacob - 2013-06-28, 23:47

Gdy ogier szedł zbyt szybko Jacob korygował jego tempo wykonując półparady poprzedzone łydką, by ogier skupił się na nich. Jego komendy były jasne i wykonane perfekcyjnie. Starał się pokazywać wszystko co wykonywać ma koń w jak najprostszy sposób. Po paru kółkach w dwie strony ze zmianą kierunku poprzez przekątną wjechał na wolty, półwolty i serpentyny tym razem w kłusie. Pinował od samego początku by ogier nie ścinał i skupiał się na wykonywanych zadaniach. Gdy rozpraszał się działał lekką półparadą, aby skupić go ponownie na sobie oraz na treningu. Cały czas pracował łydkami, nie pozwalając ogierowi na obijanie się. Po paru powtórzeniach, gdy wszystko wychodziło okej wjechał na woltę o wielkości połowy czworoboku i zaczął kłusować ćwiczebnym kłusem, starając się mocniej podjechać ogierem pod wędzidło by rozluźnić go jeszcze bardziej. Wiadomo, rozluźneienie i kontakt to podstawa, dlatego tak dużą wagę przykładał on do tych szczegółów.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group