Adele - 2019-07-04, 14:23 Chwaliła go za każde poprawnie wykonane skrócenie, nie chcąc zbyt długo wałkować jednego ruchu, tak więc po niedługim czasie prowadząc go już po ścianie w zebraniu, cały czas pamiętając o tym, aby odpowiednio angażować w pracę jego zad i pilnować właściwego, wyższego ale zaokrąglanego ustawienia, jako że oba te czynniki miały okazać się niezbędne do kolejnego zaplanowanego przez nią ćwiczenia. Ponieważ do tej pory kierunki zmieniała tradycyjnie, poprzez przejście do stępa w ramach przecięcia czworoboku w X na wysokości krótkiej ściany, teraz zdecydowała coś zmienić. Płynnie wyjechała więc narożnik, wyraźnie aktywizując konia, ale półparadami i napiętym krzyżem oraz udami pilnując, aby nie nabierał prędkości, aby wyjechać na przekątną i zainicjować skrócenie, dużo delikatniejsze niż te, w których pracowali przez nóżkę, ale takie, aby wyraźnie zaznaczyć mocną pracę zadu. Przed X zadziałała półparadą, aby już w samej literce przestawić pomoce, cofając łydkę która wcześniej była wewnętrzna, a zewnętrzną wracając na "neutralną" pozycję, podobnie postępując z kontaktem, który mocniej oparła na wodzy, która wcześniej robiła za wewnętrzną, tym samym inicjując lotną zmianę nogi.Naughty Boy - 2019-07-04, 14:33 Pochwały przyjmował z cichym parsknięciem, starając się nie rozkojarzać za bardzo, bo to ćwiczenie wymagało od niego bardzo dużo zaangażowania i skupienia. Skrócenia jednak nie były dla niego kompletnie obce czy nowe i radził sobie z nimi całkiem nieźle, oczywiście jak na wkkw-istę i kucyka. Nie dało mu się jednak zarzucić braku wkładania serca w to, co robił, co dawało rzeczywiste efekty w jego pracy. Wraz z wjechaniem na linię przez X odruchowo się wyprostował, znowu zbierając się i skracając w galopie, choć już mniej efektownie jak poprzednio, to nadal z widoczną pracą zadu i zaokrągleniem sylwetki. Na półparadę nastawił uszu, wyczekując kolejnej komendy, dzięki czemu nie był w stanie pominąć przestawienia pomocy, na które zareagował machinalnie, zmieniając nogę prowadzącą na drugą.Adele - 2019-07-04, 14:36 Po udanej zmianie pochwaliła kuca szczodrze, kończąc przekątną i spokojnym tempem prowadząc go na długą ścianę, gdzie po pojedynczych półparadach mających eliminować ewentualną sztwyność, przesunęła dłonie do przodu, wykonując element samoniesienia. Oczywiście łydkami podtrzymywała galop, ale w żaden sposób nie oddziaływała na pysk izabelowatego, przez dobre kilka kroków utrzymując całkowicie luźną wodzę celem sprawdzenia jego reakcji i zweryfikowania, czy w istocie był odpowiednio rozluźniony. Zależnie od efektu, albo pracowała dalej aby uzyskać to, o co jej chodziło, albo wróciła na kontakt i po kilku krokach, a dokładniej na wysokości C, w połowie krótkiej ściany, po uprzednim mocnym skróceniu zatrzymała ogiera z galopu, działając wyraźną pełną paradą. W samym stój pamiętała o delikatnym odpuszczeniu wodzy, jednak na tyle subtelnym, aby nie było widoczne i nie przekonało kuca o tym, że należy teraz ruszyć. W myślach odliczyła do pięciu i po upłynięciu tego czasu, ruszyła stępem, wydłużając całkowicie wodze i klepiąc swojego wierzchowca entuzjastycznie, dziękując za dobry trening. Zjechała z czworoboku, aby już na trawiastej ścieżce w stronę stajni poprosić o zakłusowanie, decydując się spokojnym kłusem na całkiem luźnej wodzy wrócić do obiektu, zwłaszcza przez wzgląd na nadchodzące urwanie chmury, które zapowiadały pojedyncze grzmoty i błyski w oddali.
/ztNaughty Boy - 2019-07-04, 15:02 Wróciwszy na ścianę, kontynuował galop, miękko niosąc dziewczynę na swoim grzbiecie z adekwatnym wyprostowaniem, parskając co foule z narastającego zmęczenia, które jednak nie odbiło swojego piętna na prędkości galopu, której pilnował razem ze swoim odpowiednim zaangażowaniem. Luźna wodza nie wpłynęło zanadto na jego ustawienie, był w stanie pozostać w tym samym bez jakichś zgrzytów czy innych problemów, sprawiając wrażenie, jakby sam się niósł, nie mając też problemu z powrotem na kontakt, wkrótce odpowiadając na jej sygnały, aby zatrzymać się w miejscu z galopu, przez te kilka sekund głośno oddychając przez szeroko rozwarte nozdrza. Mimo zmęczenia ruszył stępem bez zawahania, wyciągając szyję, aby rozluźnić jej mięśnie. Przez zakłusowaniem wykazał się minimalną niechęcią, ale ostatecznie wszedł w ten chód, kuląc lekko uszy w reakcji na zbliżającą się burzę.
/ztMia - 2019-07-04, 23:51 Niewątpliwie woląc samotność, zauważywszy, że czworobok piaszczysty jest zajęty, zaprowadziła izabelowatą na trawiasty, który znajdował się odrobinę dalej, przez co dała jej też większą swobodę dla rozglądania się i zapoznawania z nowymi okolicami. Oprowadziła ją dookoła czworoboku raz w ręce, po czym podprowadziła do schodków, z pomocą których znalazła się na jej grzbiecie miękko. Usadowiwszy się w siodle, przyłożyła łydki do jej boków z piętami opuszczonymi do dołu i zainicjowała ruszenie stępem po śladzie, na razie dając jej długą wodzę. Dosiadem nadawała jej rytmu, łydkami działając aktywizująco i na razie nie wymagając niczego więcej. Dopiero z czasem zaczęła stopniowo nabierać wodzy, aby wejść na delikatny kontakt.Papillon Rouge - 2019-07-04, 23:58 Otrzymawszy trochę więcej swobody, mimowolnie skorzystała z niej - tu nieśmiałości ustąpiła obawa przed nieznanym i ostrożność, które zwyczajnie wymusiły na izabelowatej uważne rozejrzenie się. Wszystkiemu przyglądała się niezwykle uważnie, na widok tych bardziej strasznych rzeczy furkocząc w lekkim przerażeniu, choć bardzo szybko dając się uspokoić, w bardzo widoczny sposób nerwowa i rozemocjonowana samym faktem bycia w nowym miejscu, a nie konkretnymi obiektami, wobec których po raptem kilku sekundach zyskiwała całkowicie neutralne nastawienie. Z kolei sam czworobok i znajomy widok białych szranek wzbudził w niej trochę inny rodzaj zainteresowanie, a wkrótce i skupienie - to miejsce kojarzyła sobie z pracą, podobnie jak i obecność jeźdźca na grzbiecie, nic więc dziwnego, że znacząco uspokoiła się w momencie w którym właścicielka ją dosiadła, ruszając stępem i teraz jedynie rozglądając się nieufnie, ale nie zatrzymując sparaliżowana ani nie uskakując na widok potencjalnych straszaków. Łeb niosła na wysokości łopatek, nierozluźniona w pełni, a więc i nie przeżywając tak bardzo wejścia na kontakt, reagując lekkim usztywnieniem, jako że zabrano jej pewną wygodę obserwacji - tak więc choć dawała wprowadzić się we właściwe ustawienie, było to trochę pozorne, ponieważ nerwowość zabierała część uroku z jej potulności i całkowitej karności.Mia - 2019-07-05, 00:13 Krążenie wokół czworoboku nie należało do najciekawszych, szczególnie, kiedy Mia szybko spotkała się z usztywnieniem klaczy, z którym szybko zaczęła walczyć, wjeżdżając na pierwsze koło o średnicy 20 metrów, gdzie zewnętrzną wodzę trzymała napiętą, z kolei wewnętrzną łydką delikatnie zachęcając ją do zgięcia się na figurze, której średnicy pilnowała wewnętrzną wodzą. Nie wywierała żadnej presji na izabelowatej, a jedynie stopniowo zaczęła wdrażać coraz więcej łuków, a również zatrzymań, które poprzedzała półparadą, kończąc je pełną paradą i wyraźnym zablokowaniem miednicy i napięciem krzyza. Parę razy również zmieniała kierunek przez przekątną czworoboku, w trakcie której pilnowała odpowiedniego wyprostowania poprzez równo rozłożony ciężar i równe wodze, którymi subtelnie zachęcała ją do żucia wędzidła i lekkiego odpuszczenia w potylicy.Papillon Rouge - 2019-07-05, 00:21 Koło i wyraźne półparady nie do końca zadziałały, przynajmniej nie od razu - wówczas Papillon w lekkim zdezorientowaniu po prostu pogłębiła swoje ustawienie, tym samym niekomfortowo cofając nos za pion i chowając się za wędzidłem, unikając przy tym jego działania. Połowa koła przebyta w taki sposób dała jej jednak trochę do myślenia: po kilku sekundach spróbowała wycofać się z tego niewygodnego ustawienia, nie bardzo wiedząc, jak sobie z tym poradzić, więc zarzucając lekko łbem i wyciągając pysk do przodu, być może wyciągając właścicielkę z siodła, jeżeli w porę nie otworzyła palców. Była młodym, niedoświadczonym i w dodatku lekko rozemocjonowanym koniem, co było bardzo ewidentne w jej zachowaniu - nie bardzo wiedziała, czy uwagę poświęcić Mii, czy poszczególnym obiektom, takim jak stojące nieopodal kolorowe crossówki. W końcu jednak, po tym niefortunnym usztywnieniu, z którego wybrnąć nie dało się działaniem dłoni, raz jeszcze pozwoliła właścicielce zadziałać celem uzyskania prawidłowego ustawienia, wchodząc w nie bez spięć pod warunkiem, że Mia zdecydowała postawić nie na mocniejsze ręce, a delikatny, choć stabilny kontakt i wyraźniejsze działanie łydek - na takie "przepchnięcie" Papi miała zareagować już dużo lepiej, wówczas na kolejny łuk wchodząc bez zarzutów, podobnie w wypadku zatrzymania, jedynie w sytuacji w której było one zrobione od ręki łapiąc stresa i zagryzając i zaciskając się na wędzidle jak tonący na kole ratunkowym.Mia - 2019-07-05, 18:03 Chociaż zawsze starała się tego unikać, Mia miała sporą tendencję do nadużywania ręki, co dało się odczuć w tym momencie. Była świadoma tego, że kupując tak młodego konia, nie powinna oczekiwać za wiele, a już na pewno nie po Papillon, co bardziej po sobie. Widząc niezbyt zamierzane efekty na kole, zrezygnowała z tak mocnego kontaktu, oferując jej bardziej przyjazny, a przy tym stabilniejszy, skupiając się bardziej na łydkach i dosiadzie, którymi sugerowała zgięcie się w kłodzie, zewnętrzną pilnując wypadania zadem. Po zakreśleniu pełnego okręgu i powrocie na krótką ścianę, zdecydowała się na wyjechanie na linię ćwiartkową i tam wyjechanie obszernej ósemki, na miejscu styku kół zatrzymując ją przez pełną paradę. Jeśli tylko Papillon wykazała się odpowiednim zaangażowaniem i skupieniem, o które zabiegała Mia subtelnymi półparadami, otrzymała nagrodę pod postacią oddania wodzy tuż po wyjechaniu na przekątną celem zmiany kierunku jazdy. Powtórzyła czynność na drugą stronę, chcąc dobrze rozgrzać wszystkie partie końskich mięśni, a także dojść do lepszego porozumienia z izabelowatą.Papillon Rouge - 2019-07-05, 22:40 Błyskawicznie zareagowała na przerzucenie energii wkładanej w dane pomoce na dosiad i łydki, w pierwszych krokach naturalnie nie będąc bezbłędna i idąc jeszcze chwiejnie, nie do końca czytając te sygnały, ale wkrótce komfortowo opierając się o wędzidło, dając jeźdźcowi miłe poczucie konia samoistnie poszukującego kontaktu. Udało jej się przy tym trochę mocniej zapracować zadem, wyraźniej wkraczając zadnimi nogami pod kłodę, dzięki temu w dobrej równowadze wchodząc na pierwszy łuk zaplanowanej ósemki, z takimi subtelnymi podpowiedziami diametralnie zmieniając podejście. Była młoda i część jej problemów siedziała trochę w głowie - miała tendencję do paniki i szamotania się w reakcji na wyraźniejszą rękę; miało to jednak swoje plusy, bo choć był to problem długofalowy, jego korekta nie zajmowała długo. Wystarczyło tylko uspokoić i siebie, i swoje ręce, aby ten spokój w pewnym momencie przeszedł również na Papi. Bezbłędnie poradziła sobie więc z pierwszym łukiem, bez zwłoki odpowiadając na paradę, która choć tym razem już dużo delikatniejsza, nadal zdołała delikatnie wytrącić ją z wcześniejszego ustawienia - był to jeden z problemów wiążących się z ogromną wrażliwością w pysku. Działanie łydek celem ruszenia z powodzeniem ją jednak z tego wyprowadziła: poprawiła się, znów nabierając pewności i mocniej dokraczając zadem, przy okazji zaczynając przeżuwać intensywniej kiełzno, żywo krocząc wzdłuż przekątnej.Mia - 2019-07-06, 14:22 Uznawszy, że na razie tyle pracy w stępie wystarczy, po zjechaniu z przekątnej i pojawieniu się na ścianie zainicjowała kłus, mocno wypychając ją biodrami, samej zaczynając z kolei anglezowanie po upewnieniu się, że robi to na dobrą nogę. Delikatnym działaniem aktywizującym łydkami zachęcała ją do aktywnego poruszania się, licząc się też z tym, gdyby postanowiła wykorzystać to jako możliwość wyszalenia się, nawet jeśli w pierwszym wrażeniu nie wydawała się takim typem konia. Nie chciała kręcić się po czworoboku bez większego namysłu, więc w narożniku zjechała na pierwszą woltę o średnicy 8 metrów, wcześniej wracając do siodła celem lepszej kontroli. Lekko cofnięta za popręg zewnętrzna noga pilnowała zadu, wewnętrzną z kolei pracowała nad nieco mocniejszym zgięciem, przy czym uważała też, aby nie przekrzywiać bioder ani nie przeginać jej w szyi przez wodze, zewnętrzną utrzymując napiętą, choć dalej pilnowała tego, aby nie zaciskać zbyt palców i ograniczać ich działanie. Po zakończeniu okręgu wyjechała głęboko narożnik i wraz z wkroczeniem na długą ścianę oddała jej nieco wodzy przy pracy łydką i dosiadem, którymi zachęcała ją do poszerzenia swojego kroku i ram, tak więc przejścia do kłusa pośredniego.Papillon Rouge - 2019-07-07, 00:35 Zjechanie z przekątnej i wejście w kłus było strzałem w dziesiątkę dla poprawy morale Papillon - był to chód z którym radziła sobie najlepiej, co Mia sama mogła odczuć podczas samego ruszenia i pierwszych kilku kroków. Choć nie była jeszcze w ustawieniu stricte ujeżdżeniowym, a od zebrania dalsza mogłaby być tylko stojąc w boksie, zachowała ogromną, imponującą wręcz lekkość ruchu, zadem nadając sobie dużo dynamiki i delikatnie wyrzucając przednie nogi przed siebie, prowadząc ten impuls od otwartych, swobodnych łopatek. Dzięki temu łatwiej było jej odnaleźć równowagę nawet w obliczu ewentualnego nieumyślnego mocniejszego działania ręki; płynnie weszła na woltę, nie do końca jeszcze rozluźniona, co dało się rozpoznać przede wszystkim po tym, że nie do końca wpisała się grzbietem w kształt figury, ale mimo wszystko zachowała się bardzo przyzwoicie, szyją, łopatkami i zadem nadążając już z odpowiednią do łuku postawą. Powróciwszy na ścianę mocniej przeżuła wędzidło, dzięki tej intensywniejszej gimnastyce z jaką wiązał się ciasny łuk odpuszczając lekko w plecach, co dało oszałamiający wręcz efekt z momentem wyjścia na przekątną. Odesłana w pośredni, momentalnie mocniej pchnęła się zadem, zadnimi nogami wędrując mocno pod kłodę i tym samym nadając swojemu wykrokowi ogromnej sprężystości i siły, tym efektywniej otwierając już wcześniej dobrze ruszane łopatki, maksymalnie poszerzając ramy. Mimo, że było to coś co wymagało dużo skupienia i energii, zdawała się to robić z ogromną lekkością, nie usztywniając się też w obliczu tego trudniejszego zadania, udawadniając, że była po prostu koniem, który miał swoje lepsze i gorsze punkty. A to - to był jeden z najlepszych.Mia - 2019-07-07, 18:35 Już w trakcie zapoznawczej lonży Mia wyłapała to, że Papillon najlepiej poruszała się w kłusie, więc sama mimowolnie nie mogła doczekać się tego momentu, jak na urodzonego pingwina przystało ciesząc się z tego jak dziecko. Nie traciła jednak swojego skupienia, aby wraz ze zbliżaniem się do końca przekątnej zacząć ją skracać i wracać do kłusa roboczego. Pochyliła się lekko do przodu, aby poklepać klacz po łopatce w ramach pochwały, wkrótce jednak powtarzając schemat ćwiczenia na drugą stronę - wolta w narożniku o średnicy ośmiu metrów, a następnie kłus pośredni na przekątnej. Tutaj też kobieta była nieco dokładniejsza, spotykając się wcześniej z paroma problemami na okręgu, które łatwo zniwelowała łydkami i dosiadem, inicjując dość mocne wygięcie, nad którym pracowała lekko napiętą wewnętrzną wodzą. W ten sposób zakończyła woltę, następnie zjeżdżając na przekątną, aby tam użyć pomocy łudząco podobnych do tych sprzed paru minut - działaniem łydek i dosiadu zachęciła ją do dodania, oddając też nieco wodze, aby mogła wygodnie zawędrować nosem do przodu. Nie zapomniała nagrodzić ją za zapewne równie dobry kłus, chociaż myślami była już do przodu. Kończąc przekątną w, dajmy na to, F, wyjechała głęboko narożnik w ten sam sposób, w jaki jeździła na kołach, aby następnie wjechać na linię środkową w A i w D rozpocząć ustępowanie od łydki na lewo. W tym celu przesunęła prawą łydkę lekko do tyłu, aby z jej pomocą działać na tylną nogę klaczy i powodować ruch w bok przy jednoczesnym poruszaniu się w przód, drugą pilnując zbytniego uciekania w bok. Jej głowę delikatnie ustawiła w kierunku przeciwnym do jazdy, uważając na to, aby nie przegiąć jej, a jedynie nadać ustawienie. Dużo uwagi przykuła do tego, aby izabelowata krzyżowała obie pary nóg, w szczególności tylne, o wiele bardziej woląc pokonać dwa-trzy kroki prawidłowo niż dociągnąć ją do ściany na siłę.Papillon Rouge - 2019-07-08, 22:44 W pełnej płynności i równowadze wyraźnie skrócił wykrok po kłusie pośrednim, pomimo utraty części tempa zachowując wcześniejszą siłę zadu, teraz mocno podstawionego tak, aby nawet w kłusie roboczym napędzać wykrok do góry, sprawiając, że był lekki i bardzo naturalnie aktywny. Zastrzygła uszami w odpowiedzi na pochwałę, pomimo własnej uciechy i satysfakcji związanej z możliwością zadowolenia właścicielki pozostając skoncentrowana na tyle, aby ponownie wejść we wcześniej odrobinę problematyczną woltę, tym razem już bez większego zamieszania, dzięki wyraźniejszym wskazówkom dużo mocniej gnąc się na łuku, tym razem bezbłędnie wpisując się w jego rysunek także grzbietem, odpuszczając spięte mięśnie prawej części pleców. Powrót z okręgu i narożnik były tym łatwiejsze w obliczu zadania sprzed chwili, podobnie jak i kolejna przekątna, z którą Papillon poradziła sobie równie śpiewająco co z poprzednią, udowadniając, że efektowność tamtego dodania nie była w żadnym stopniu przypadkowa. Choć taki kłus sprawiał jej zdecydowanie najwięcej radości, dając szansę do dosłownego otworzenia się, pokojowo przyjęła ponowną konieczność skrócenia, z zaangażowaniem wchodząc w narożnik, z którego wkrótce odbiła na linię środkową, dość szybko łapiąc środek, choć w wyniku własnego braku równowagi przez pierwsze kilka kroków "pływając" lekko na boki. Pomimo tego ustępowanie rozpoczęła poprawnie, pierwsze dwa lub trzy kroki wykonując bez zarzutu, z czasem tracąc odrobinę na skupieniu, co odbiło się echem przede wszystkim na pracy zadu, co w efekcie sprawiło, że za mało szła przed siebie, a trochę za dużo w bok, generując nierównomierność w tym ustępowaniu. Naturalnie, nie trzeba było wiele aby ją poprawić - był to kolejny drobny mankament wynikający bardziej z jej braku doświadczenia i rozkojarzenia nowym miejscem, aniżeli nieumiejętności czy niechęci wykonania danego ćwiczenia.Mia - 2019-07-09, 14:04 Oczywiście starała się zapobiec temu pływaniu na boki, wspierając klacz w łydkach i stabilizując swój dosiad tak, aby nie zaburzać jej równowagi. Większy problem spotkała przy samym ustępowaniu, choć nie był to kłopot ciężki do zażegnania - dostawiła lewą łydkę tak, aby ograniczyć ruch w bok, co powinno w zupełności wystarczyć. Wszystko znowu postanowiła powtórzyć, ze ściany wracając na linię środkową i stamtąd wykonać ustępowanie, już na drugą stronę tak, aby równomiernie rozgrzać obie strony konia, jak i siebie samej. Jeżeli tym razem izabelowatej nie sprawiło to już takich problemów, zjechała z nią na koło o średnicy 20 metrów, gdzie powtórzyła ustępowanie, tym razem naturalnie na okręgu. Było to trudniejsze zadanie, ale przy nakładzie skupienia i zaangażowania konia, a także wszelkich potrzebnych pomocach od jeźdźca miały przebrnąć przez to prawidłowo. Nigdzie się nie spieszyła i była gotowa poświęcić na to tyle czasu, ile było potrzebne, tym razem nie wymagając też przejechania całego koła, parę kroków miało ją w zupełności usatysfakcjonować.
Po takim krótszym czy dłuższym sprawdzeniu wyczulenia Papi na pomoce, wróciła na ścianę, gdzie zainicjowała parę kolejnych przejść do stępa i zatrzymań i zmian kierunków przez przekątną lub półwoltę, na sam koniec pozostawiając sobie żucie z ręki. Po minucie takich ćwiczeń skierowała je na kolejne, obszerne koło, w trakcie którego zaczęła delikatnie wypuszczać wodze spomiędzy palców, przy tym działając delikatnymi półparadami tak, aby zachęcić klacz do bardziej intensywnego żucia wędzidła i zejścia głową do dołu.