Brian - 2018-06-10, 13:07 - Mam to uznać za komplement? - zapytał, kiedy stwierdziła, że widząc go na ulicy, nie uznałaby go za kogoś normalnego. Normalność jest przereklamowana, zwłaszcza w tych czasach - a przynajmniej tyle mógł wywnioskować ze zwierzeń stetryczałych dziadków w barach. Zaśmiał się cicho, lekko pochylił w jej stronę by wyszeptać: - Nie ma się czym przejmować.
Jeżeli chciał sprawiać pozory normalności, to chyba mu się to nie udawało. Zresztą nie, nie chciał.
- No przepraszam, że zżera mnie ciekawość. - odpowiedział z irytującym uśmieszkiem na twarzy, którego działąnie wiele razy wypróbował. Chociaż tak na serio to wcale nie oczekiwał, że powie mu od razu o wszystkich swoich niezbyt normalnych pasjach. Kiedy mu opowiedziała o swojej kolekcji aby cokolwiek odpowiedzieć musiał poczekać, aż przestanie się śmiać. Niektórzy zbierają pocztówki, inni znaczki, inni niezbyt normalne konie, a jeszcze inni sztuczne penisy. Czemu jedno miałoby być mniej lub bardziej normalne od drugiego?
- Aż trudno mi w to uwierzyć, byłem przekonany, że na osiemnastowieczny sztuczny penis będzie popyt. No wiesz, te obrzydliwie bogate świry lubią kupować na aukcjach różne rzeczy. - stwierdził, w jego wyobrażeniu dość zgodnie z prawdą. Skoro ludzie mogą nabywać za tysiące, setki tysięcy, czy całe miliony mniej i bardziej starożytne dzieła sztuki, to czemu nie sztuczne penisy, czy inne zabawki.
- O nie, nie ma mowy, nie będę udawać, że tego nie słyszałem. Ale spokojnie, twoja tajemnica jest przy mnie bezpieczna/ - odpowiedział i wykonał rozpoznawalny ruch, udając że sznuruje usta i nie puści z nich nawet pary. No może parę tak, ale nic poza tym w tym temacie.Eviline - 2018-10-28, 00:03 - Oczywiście, że tak! Jesteś wyjątkowym człowiekiem, dawno nie miałam okazji kogoś takiego pozn... nie znać - poprawiła się, w końcu dla niej ta znajomość była bardzo inna, nie miała porównania. - Ale już to naprawiam jak widzisz - dodała po chwili, by nie miał wrażenia, że dziewczyna traktuje go jak jakiegoś dzikusa, który zaraz ucieknie do lasu i swojej hodowli liści bananowca - Też tak myślałam, ale wiesz... Jednak chyba nikt nie chce się przyznawać do poszukiwania takich skarbów, a w niektóre kręgi, gdzie miałabym szansę to sprzedać, nawet nie mam zamiaru się wkręcać. Jeszcze mnie porwą, zgwałcą, zabiją i zjedzą i bór tucholski wie co jeszcze zrobią. Nie, nie będę ryzykować. - Wyznała z masą przemyśleń po drodze, bo czemu by się tym nie podzielić? Brian chyba i tak jej jeszcze do końca nie ogarnia, więc cóż... Nic nie stoi na przeszkodzie, a później? Później będzie się martwić resztą.
- Uff... To dobrze. Ja też nikomu nie powiem, że jesteś seryjnym mordercą z biblioteką rodem z kryminału - wyszczerzyła się z zadowoleniem, że też może jakiejś tajemnicy dochować, bądź co bądź i tak nikt by jej nie uwierzył, ale to już jest mniej ważne.
Tak im się gadało, że godzina to była już powoli raczej poranna, niż nocna. Ev zauważyła, że chyba jednak się zasiedziała i zmartwiała od razu. Nie tak miało być, o nie. Zerwała się na równe nogi.
- Ja... To nie tak miało... Ja przepraszam, ale muszę... Przepraszam! - Rzucała słowa w pośpiechu, jednocześnie się pakując, przez co nie skleciła ani jednego porządnego zdania. Rzuciła jedno spojrzenie mężczyźnie, jakby szukała słów, ale nie mogła ich znaleźć. Zerwała się do biegu w kierunku miasta, a raczej szeroko pojętych obrzeży. Cóż, trzeba było przyznać, że zachowała się jak wariatka, jednak nie zrobiła tego specjalnie. Tak szalenie się pakowała, że aż wypadł jej portfel, może i bez pieniędzy, za to z dokumentami. No tak, to teraz będzie miała dziewczyna wyrabiania, taki koszt nocnej zabawy na plaży
/zt.Brian - 2018-11-27, 20:40 - Powinienem się zarumienić? - zapytał na jej komplement, ale zamiast się zarumienić dwornie się ukłonił. Tak, to też umiał, pomimo swojego zwykłego braku poszanowania dla manier. Zazwyczaj taki ukłon był formą drwiny, jednak to nie był ten wypadek. Brian rzeczywiście traktował te słowa jako komplement. Dla niego obelgą byłoby uznanie go z całkiem normalnego, przeciętnego faceta. Przeciętność jest ble. Hodowla liści bananowca w środku lasu jest natomiast na plusie.
- Też nie miałem dawno okazji nie znać kogoś takiego jak ty. - odpowiedział ze śmiechem, bo w jego odczuciu Eviline też była dość wyjątkową towarzyszką, choćby picia whisky na placu zabaw przy plaży.
- No tak. Pewnie takie aukcje istnieją tylko w wielkiej tajemnicy, otoczone teoriami spiskowymi i ludźmi z tajemniczych kręgów, z którymi rzeczywiście lepiej nie mieć nic wspólnego. - odpowiedział, chociaż w sumie on sam może i by się w coś takiego wmieszał, ale no nie miał takiej kolekcji jak blondynka.
- Hah, dzięki. Mogę spokojnie mordować i uzupełniać swoją kryminalną biblioteczkę. - odpowiedział tonem, który wskazywał, że mówi pół żartem, półserio i niech się biedna Eviline domyśla, które stwierdzenie było żartem (i tu powinien nastąpić diaboliczny rechot).
Na nagły zryw Eviline jedynie uniósł brwi i chciał nawet coś powiedzieć, ale kobieta tak się zapętliła i skupiła na pakowaniu, że w pierwszej chwili tego nie zrobił.
- No to chyba.. na razie? - rzucił w końcu za nią, zanim zdążyła odejść za daleko, by go usłyszeć. Gdy zniknęła z horyzontu wstał z piasku przeciągając się, aż coś mu strzyknęło w krzyżu. Może to już nie na jego lata, takie nocne posiadówy na plaży?
E, bzdury. Dopiero wtedy zauważył portfel. Eviline musiała go zapomnieć, tudzież wypadł jej podczas gorączkowego pakowania. Oczywistym było, nawet przy całym braku przyzwoitości, że Brian nie może go po prostu tak zostawić na pastwę piasku i potencjalnych złodziei. Schował go więc do kieszeni i postanowił postanowić co z nim zrobić po powrocie do domu. Dla odmiany on ruszył w stronę centrum miasta.