To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Fontanna

Allison - 2015-10-01, 21:40

Od kilku dni miałam ochotę wybrać się na jesienny spacer, w szczególności, że ta pora roku właśnie się zaczęła! Co prawda drzewa nie były całkowicie nagie, kupki wielobarwnych liści jeszcze nie usypane, ale klimat jak najbardziej obecny.
Problem w tym, że czar prysł kiedy tylko wyszłam z domu. Niska jak dla ciepłolubnej persony temperatura dała mi się we znaki od razu, wywołując nieprzyjemny, przeszywający dreszcz. Poprawiając chustę oraz kołnierzyk karmelowego płaszcza, którymi zakryłam połowicznie lico, zostawiając wolną przestrzeń na oczy, szłam przed siebie nieznaną mi drogą. Idąc przeróżnymi uliczkami, przechodząc przez boczne wejście na mały placyk, kierowałam się ścieżką prowadzącą, do jak mi się z daleka zdawało, fontanny.

Anais - 2015-10-01, 22:10

Ciemnowłosa nie miała zbyt wielkiej ochoty wychodzić dzisiejszego dnia z domu. Wystarczyło jedno spojrzenie przez okno, by zorientować się, że na zewnątrz nie panuje zbyt ciepła pogoda. Planowała zostać w domu, wślizgnąć się pod ciepły koc i obejrzeć jakiś ciekawy film, albo przeczytać książkę, w którą niedawno się zaopatrzyła. Jednak wszystkie te plany wzięły w łeb, kiedy otrzymała telefon z niezadowalającą informacją. Nie mówiła na głos co zawierała owa zła informacja i nie zamierzała tego nikomu wyjawiać, lecz wzbudziła w niej tak negatywne emocje, że nagle cała magia jesiennego poranka gdzieś zniknęła. Cała zagotowana od środka, ciemnowłosa zdecydowała się wyjść na krótki spacer, żeby nieco ochłonąć. To działało na nią najlepiej w chwili ogromnego gniewu, więc nie myśląc zbyt długo ubrała cieplejsze buty i zarzuciła na siebie płaszcz, po drodze łapiąc również jakiś szal, czy chustę i klucze do mieszkania.
Wyszedłszy z bloku burknęła coś pod nosem i zapięła swoje wierzchnie odzienie, również oplatając szczelnie swoją szyję kraciastym szalem. Przeszywający wiatr dał o sobie znać już w pierwszej chwili jej wędrówki, aczkolwiek nie zrażała się nim. Właściwie to kompletnie go zignorowała, pochłonięta swoimi myślami. Nie do końca wiedziała gdzie idzie, kierowała się w tę stronę, w którą nogi same ją niosły. Z każdą minutą emocje opadały, a więc również temperatura jej ciała spadała i sprawiała, że dziewczyna zaczynała czuć coraz większy chłód. Nie potrafiąc już zdzierżyć zimna, mocno odbijającego się na jej drobnych dłoniach, ukryła je w kieszeniach płaszcza. Nawet nie spostrzegła, kiedy znalazła się na ścieżce w pobliżu fontanny.

Allison - 2015-10-01, 22:37

Szłam prosto przed siebie ze spuszczonym wzrokiem w ziemię. Zamyśliłam się do tego stopnia, że w mrugnięciu oka znajdowałam się na wysokości fontanny. Naprawdę bujałam w obłokach, przeskakiwałam z jednej myśli na następną, czasem zapominając jak bardzo zmarzłam i trzęsę się z zimna, a jedynym co utrzymuje moją temperaturę ciała jest nieco rozgrzewający, żwawy marsz. Kątem niebieskich oczu zdołałam dostrzec przemieszczającą się prędko osobę, mającą na głowie kaptur, która w ostatniej chwili pchnęła mnie z ogromną siłą ! Zupełnie nie spodziewając się tego, nie zdążyłam nawet napiąć ciała aby z całą tą mocą nie wpaść na dziewczynę wymijaną po stronie mojego lewego ramienia. Pech chciał, że miało to zdarzenie maksymalnie blisko fontanny wypełnioną wodą, radośnie podskakującą, jeszcze radośniej rozbryzgującą się kiedy do niej wpadłyśmy. Dla mnie były to ułamki sekund po tym jak znalazłam się wraz z nieznajomą kobietą w lodowatej wodzie na jesiennym ziąbie, podczas czego zniknął wypadający z mojej kieszeni telefon wraz z cholernym frajerem i zarazem sprawcą tego całego zamieszania. Poderwałam się szybko na równe nogi, jednak po zbójcy nie było już śladu ! Rzucając krótką serię kurw, poczułam jak usta mi sinieją i szczęka trzęsie się obijając o górne uzębienie dolnym.
Nagle ocknęłam się, patrząc, zasadniczo nie wiem o jakim wyrazie spojrzeniem na bogu ducha winną, zresztą jak i ja, dziewczynę.
- Jezu! przepraszam ! nic Ci nie jest ? - rzuciłam, pełnym przejęcia głosem, rozszerzając powieki.

Anais - 2015-10-07, 11:20

Nie zwracała zbyt dużej uwagi na osoby, które mijała, jednak zakapturzony osobnik przykuł jej uwagę. Mimo to nie zareagowała na jego obecność, idąc dalej i dopiero w tej chwili uświadamiając sobie gdzie się znalazła. Z piersi ciemnowłosej wydobyło sie ciężkie westchnienie, które w jednej chwili przerodziło się w głuche jęknięcie. Nie zdążyła obronić się przed tym zamachem na jej osobę, więc manifestacja swojego ogromnego zdziwienia i przerażenia była jedynym, co mogła w tej chwili zrobić. W chwili samego upadania nie pokwapiła się, by jakoś mu zapobiec, właściwie to nawet nie miała jak, poza tym to wszystko działo się zbyt szybko, żeby mogła jakkolwiek zareagować. Nim się obejrzała wylądowała w lodowatej wodzie wraz z nieznajomą, na którą wcześnie zupełnie nie zwróciła uwagi. Niemal od razu podniosła się do siadu i bez zbędnych zastanowień wykręciła wodę ze swoich długich włosów, które w tej chwili aż nią ociekały. Mrucząc coś pod nosem, próbowała pozbyć się również nadmiaru wody z rękawów płaszcza i w tej samej chwili usłyszała kilka soczystych przekleństw. Delikatnie zdziwiona odwróciła głowę i ujrzała młodą dziewczynę. Na bladej twarzy Francuzki, teraz jeszcze bielszej niż zwykle, pojawił się krzywy uśmieszek. Zaprzeczyła ruchem głowy na zadane pytanie i z lekkim utrudnieniem wstała, a wtedy z jej obrania spłynęły całe strugi zimnej wody. W mgnieniu oka całe gorąco buchające od ciemnowłosej zniknęło i zapewne już nie powróci.
-Nic się nie stało, jak mniemam to nie twoja wina. Ja jestem cała, a co z tobą?- odrzekła, spoglądając krzepiąco i jednocześnie z przejęciem w oczach w stronę Allison. Spojrzała po sobie. Zadrżała mocno, a następstwem były szczękające zęby i sine od zimna usta. Nawet nie próbowała się ogrzać, wiedząc, że to i tak nic nie da, kiedy ubranie całe jest przemoczone.

Allison - 2015-10-29, 21:52

Byłam przemoczona zdawało się do szpiku kości, momentalnie moje ciało pokryła gęsia skórka, a szczęka trzęsła się mimowolnie. Słychać było wyraźny stukot obijanych o siebie perłowych zębów. Usłyszawszy odpowiedź dziewczyny, wyszłam z fontanny, Jezu, na Boga, fontanny... i tak jak spojrzałam po sobie tak i po niej.
- Fakt, nie planowałam dzisiaj z nikim wpaść do fontanny - stwierdziłam, lekko wywijając kąciki sinych warg ku górze.
- Poza tym, że zamarzłam na kość i stra... - tudzież przerwawszy znowuż rozszerzyłam powieki, chaotycznym ruchem rąk przeszukując kieszenie płaszcza. - Kurwa - warknęłam cicho, będąc pewną, że nie mam telefonu, a rozejrzawszy się dookoła nie było go również w pobliżu.
- I straciłam telefon, jest w porządku ze mną - westchnąwszy, rozejrzałam się jeszcze raz dookoła aby powrócić uwagą do rozmówczyni.
- Poza dość niesprzyjającymi okolicznościami, jestem Allison - przedstawiłam się, nie wiedząc co zrobić w takiej sytuacji gdzie stałam z zupełnie nieznajomą, no i przemoczoną osobą, marznąc z sekundy na sekundę.

Anais - 2015-10-29, 22:17

Z każdą chwilą ciemnowłosa marzła coraz bardziej, a ku jej niezadowoleniu z bliżej nieokreślonego kierunku począł wiać lodowaty, aczkolwiek niezbyt silny wiatr, który pogłębiał uczucie zimna i skostnienia. Ciało dziewczyny mimowolnie zaczęło mocniej drżeć, na skórze obleczonej zupełnie przemoczonymi ubraniami pojawiła się gęsia skórka. Jej organizm usilnie próbował się ogrzać, lecz nie bardzo mu to wychodziło. Szczęka Francuzki zaczęła drżeć jeszcze szybciej, więc śmiało można było usłyszeć dźwięk obijanych o siebie zębów, co w połączeniu ze szczękaniem rozmówczyni tworzyło swoisty rytm.
Stwierdzenie dziewczyny delikatnie ją rozbawiło, toteż uśmiechnęła się nikle, gdyż na nic więcej zwyczajnie nie miała sił. Jej wargi zupełnie jakby zamarzły, nie mogła wywinąć ich mocniejszym uśmiechu, ten który ujrzała dziewiętnastolatka był jedynym, na co w tej chwili było stać Anais. W międzyczasie ciemnowłosa pochwyciła róg swojego płaszcza i wykręciła go, a wtedy spora strużka lodowatej wody spłynęła na chodnik otaczający fontannę. Znów skupiła całą uwagę na dziewczynie, którą zaczęła lustrować pytającym spojrzeniem. Wulgaryzm, który padł z ust towarzyszki z pewnością nie wskazywał na nic dobrego.
-Co się sta...- urwała od razu, gdy brunetka uprzedziła jej pytanie, od razu stosując odpowiedź. Na bladszej niż zwykle twarzy Anais pojawił się delikatny grymas. Sama wolałaby, żeby jej telefon nigdy nie zaginął, więc mogła się domyślać, co czuła w takiej sytuacji Allison.
-Anais- przedstawiła się, a nawet pokusiła się o delikatny uśmiech, lecz nie wyciągnęła w kierunku rozmówczyni dłoni. -Powinnam była podać dłoń- zaczęła nieco niezdarnie. -lecz czuję, jak zamarzają.- dodała niemal mrucząc.
-Może powinnaś zgłosić sprawę na policję? Wątpię żeby telefon po prostu się zgubił.- odezwała się, starając się zachować pozór wytrzymałej, co nie wychodziło jej zbyt dobrze.

Allison - 2015-10-29, 22:53

Również nie skierowałam dłoni ku dziewczynie, kwitując jej tłumaczenie się z owego niewykonania tego gestu krótkim, pełnym zrozumienia uśmiechem.
Powolnym ruchem przetarłam karmelowym rękawem płaszcza lico, zaraz zaczesując ręką mokre włosy do tyłu.
- Jestem pewna, że ten chłopak go ukradł, Ten sam, który wepchnął nas do fontanny - stwierdziłam, czując jak rozrasta się we mnie uczucie złości. Przygryzając dolną wargę, uniosłam spojrzenie w górę, wzdychając ponownie pomiędzy jedną a drugą salwą drgawek zalewających moje ciało.
- Jak tylko przebiorę się i wygrzeję zgłoszę to na policję, chociaż i tak pewnie nie wiele z tym zrobią ... - wycedziłam, nie wiedząc dlaczego mówię nieprawdę, wcale nie zamierzałam iść na policję, zważywszy na to, że mój były telefon miał taką serię zabezpieczeń, która czyniła go bezwartościowym w rękach kogokolwiek innego niż moje. Pewnie po prostu chciałam wyjść z tej sytuacji z twarzą...
Nie należąc do osób sentymentalnych pal licho moje zdjęcia, ważniejsze były niektóre kontakty.
- Przepraszam Cię, Anais, naprawdę przykro mi, że tak wyszło - mruknęłam drżącym głosem, trzęsąc się, sięgając dłonią do kieszeni. Wyjęłam z niej na wpół mokrą wizytówkę, zaraz chowając ją z powrotem.
- Chciałam dać Ci na siebie namiar ale poza tym, że wizytówka cała zamokła, chwilowo będę niedostępna pod tym numerem - zaśmiałam się, faktycznie kwapiąc się dopiero po momencie, że nic z tego.
- Poszłabym już do domu, przebrać się, bo zamarznę, w ramach rekompensaty możemy spotkać się na imprezie halloweenowej w Ministry of Sound ? -

Anais - 2015-10-30, 15:07

Odwzajemniła delikatny uśmiech, w duchu odetchnąwszy z niemałą ulgą. Czuła się o wiele bardziej komfortowo, gdy dotarło do niej to, że dziewczyna wcale nie ma jej za złe niewykonania gestu podania ręki. Nawet gdyby chciała, zwyczajnie coś silniejszego ją od tego odciągało i jednocześnie blokowało.
-Niewykluczone- zgodziła się z jej słowami i kiwnęła lekko głową, jakby jeszcze raz potwierdzając swoją krótką wypowiedź. Obserwowała uważnie towarzyszkę, która nie wyglądała na zbyt zadowoloną - zresztą nic dziwnego, ciemnowłosa pewnie również nie byłaby pocieszona utratą telefonu, nawet gdyby nie posiadała w nim żadnych ważniejszych informacji. Zwyczajnie, telefon okazywał się być przydatny w różnych sytuacjach.
-W tej kwestii ja również nie liczyłabym na wielkie zaangażowanie policji...- odparła niepocieszona. Nie było w tym niczego dziwnego, takie organizacje uważały po prostu, że istnieją ważniejsze sprawy niż kradzież telefonu czy innych podobnych przedmiotów. Sęk w tym, że nawet gdyby nic nie robili, to i tak nie przyjmą owej sprawy... tj. tak byłoby zdaniem Anais, być może się grubo myliła.
-Już spokojnie, nic się nie stało- zapewniła i ponownie wygięła swoje sine usta w delikatną podkówkę. Chwyciła w dłoń swoje ciemne włosy i przełożyła je na jedną stronę. Ujęła mokre pasmo włosów również drugą dłonią i wykręciła je z nadmiaru wody.
-W takim razie może ja dam tobie namiary na siebie?- zaproponowała nieco niepewnym tonem, choć w rzeczywistości była całkiem zdecydowana, co do udzielenia dziewczynie niektórych informacji o sobie. Nie widziała w tym niczego, co mogłoby spowodować u niej sprzeciw.
-Jasne, dlaczego nie?- odparła uśmiechając się nieco szerzej, lecz ciągle nie na tyle mocno. Odpięła kieszonkę umieszczoną na piersi i to z niej wyjęła swoją wizytówkę. Karteczka była wilgotna, ale zawarte na niej informacje wciąż były dobrze widoczne.
-Proszę. Dzwoń do mnie z jakiegokolwiek numeru, będę czekać.- rzekła podając dziewczynie wizytówkę. Poprawiła jeszcze swoje ubranie, które i tak nie wyglądało tak jak powinno, gdyż całe było mokre, a w końcu zaczęła się powoli oddalać. Uśmiechnęła się ostatni raz - na pożegnanie. Po chwili znikając w pierwszej alejce.

[zt]

Cedella - 2015-11-15, 23:49

Dotarła, nieco szybciej niż przewidywała. Omg, jeżeli Daniel jest punktualny to będzie tu za 4 minuty *-* Chodziła wokół fontanny, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czuła jakieś motylki w brzuchu :o Każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie <3
Daniel - 2015-11-15, 23:58

Szedu i szedu jak najszybciej mógł, aż fajka też szbko wypalił, nawet nie zdążył nię nim na dobra sprawę nacieszyć tak szybko palił. Wyminął rząd różnych dziwnych przeszkód w postaci kup liści i pewnie nie tylko.... Dotarł do tej fontanny, aż go nogi zaczęły boleć tak zapierniczał do niej! I kiedy ją w końcu zobaczył! Aż odetchnął głęboko i mimowolnie uśmiechnął się jakby sam do siebie, że nadal jest taka pjenkna, jaka była ;____;
- Już jestem.- powiedział jeszcze do słuchawki telefonu po czym rozłączył się. Dopiero teraz zauważył, że kaptura na łeb nie założył i już jest mokry :< awww :lol2:

Cedella - 2015-11-16, 00:10

Odłożyła telefon do kieszeni, odwracając się w jego stronę z bananem na mordzie. Podeszła spokojnie, próbując powstrzymać się przed podbiegnięciem i rzuceniem się na niego jak na ofiarę. :lol:
-Cześć Dan.- rzuciła, uśmiechając się słodziusio. <3 Podniosła wyżej parasolkę i się do niego przytuliła. Objęła go wolną ręką w pasie, przyciskając się do niego tak mocno na ile jej pozwalały siły. :c (czyli bieda XD) Podniosła wzrok, patrząc mu w oczy. -Śmierdzisz fajkami.- pokazała mu język.

Daniel - 2015-11-16, 00:20

Próbował ogarnąć ryj jak do niego szła, ale niestety z uśmiechem nie dawał rady wygrać. Coś się ostro tłukło w jego klatce piersiowej, ciekawe to to mogło być i dlaczego to coś się aż tak rwało. Schylił się lekko, żeby nie zostać ugodzonym parasolką w czoło ;__;
- Cześć Ced.- przytulił ją do siebie obiema rękoma mocno, ale oczywiście z wyczuciem, żeby jej nie udusić. To by był dopiero fail!
- Tak, wiem. Jak zwykle.- spojrzał na parasol. - Daj, przejmę go.- złapał za rączkę parasola, trzymając go nieco bardziej w jej stronę. On i tak już był mokry :lol:
- Chodz, bo zmarzniesz.- puknął palcem wskazującym czubek jej nosa.

Cedella - 2015-11-16, 00:29

Nieee, ona już go nie puści ;_; Walczyła chwilę ze sobą po czym się od niego odkleiła. Oddała mu grzecznie parasolkę, zadowolona, że nie musi już jej nieść x3 Skinęła jedynie głową i złapała go pod ramię. Czyli nie mieszka w norze! W jego domu czeka ciepełko, tak! Chociaż tyle ;d A więc prowadź <3 Próbowała zapamiętać drogę, ale ciężko jej to szło przez to, że było już ciemno. Za dnia pewnie trasa będzie wyglądała zupełnie inaczej :c
Daniel - 2015-11-16, 00:33

Norą tego nie można było z pewnością nazwać... Był to miły domek, który przeżył trochę imprez, ale to chyba z poprzednimi właścicielami, bo tych to więcej nie ma jak są :lol:
- Spać miałaś iść, a ja cię biedactwo ciągam po jakiś parkach...- pogłaskał ją po głowie po czym ucałował w skroń. Zasuwał już trochę wolniej, bo nie znał możliwości Ced co do rozwinięcia odpowiednich prędkości :lol: W każdym bądz razie wybyli w pośpiechuuu bo zimno >__<

Chris Moore - 2015-12-23, 18:02

Uczucie było okropne - ciężkie i jakieś niejasne.
Chris wodził zmrużonymi ślepiami po kolejnych ludziach. Wiedział, że wybrał dobre miejsce - zimą rzadko kto bywa, przy fontannie, bo nie ma tu czego podziwiać. Jest wyłączona. On też chciałby się na dłuższą chwilę wyłączyć. Gdzie nie pójdzie jest zimno, gdzie nie pójdzie jest źle. Z jednej strony przytłacza go moralne zepsucie ludzi, które rzuca mu się w oczy na każdym kroku - ich brak umiaru jest ich szaleństwem i końcem. Nie ma jednak już siły, by odezwać się do nich i próbować ich zmienić - nocą męczyłby go stres, że zbyt mocno rzucił się w oczy i że wkrótce powróci do zamknięcia. Mógł próbować znaleźć nocleg u Żulietty, ale zatrzymywanie się u kogokolwiek mogło być tylko niebezpieczeństwem. Powinien się ludziom na oczy nie pokazywać... Ale no właśnie, jest jeszcze druga strona - jako istota społeczna potrzebował innych ludzi. A już od dłuższego czasu czuł się samotny. Marzyła mu się niezobowiązująca pogawędka na mieście - z kimś, kto może go zapomni albo jeśli nie zapomni - nigdy nie pozna jego sekretu, więc i go nie zdradzi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group