To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Korytarz skokowy

Valjean - 2019-04-20, 14:16

Powoli zaczynał przyzwyczajać się do nowego miejsca, coraz mniej rozproszony nowymi widokami, zapachami i dźwiękami, choć nadal pozostawał ponadprzeciętnie energiczny. W żaden sposób nie wpływało to na jego chód, bo kilkukrotnie upomniany nie próbował już więcej przechodzić do wyższych chodów, zamiast tego zwyczajnie stępując aktywnie, ale cała ta energia gdzieś się w nim kumulowała, czekając na idealny moment dla wybuchu. I stety czy niestety, ale to właśnie otwierane drzwi hali miały okazać się punktem zapalnym - choć w dobrze znanym dźwięku nie było nic strasznego, Valjean potraktował go jako wspaniały pretekst do odpalenia wrotek, podgalopowując momentalnie i sadząc intensywną serię baranów i innych niesubordynacji. Uspokoił się po prawdzie równie szybko, co ruszył, bo wystarczyło kilka półparad lonżą, o które Valentino z całą pewnością się w takiej sytuacji pokusił. Furkocząc cicho, na polecenie mężczyzny już całkiem grzecznie podszedł i pozwolił mu na zmianę stron, choć i to nie przebiegło bez autorskich komplikacji Jeana - tak bowiem przemówił do niego smak marchewki, że musiał jeszcze dobre dwa razy cofnąć się do środka koła aby upewnić się, że żaden kawałek przypadkiem się na dłoni bruneta nie ostał. Ale kiedy i ten etap był już za nim, bez awantur ani scen powrócił na koło, tak samo żywy, ale trochę mniej zaaferowany, bo już nie próbując robić z koła pasa startowego.
Valentino - 2019-04-20, 15:43

Po odpowiedniej dawce stępa pozowlił mu zakłusować, skłaniając go pewnie tylko lekką pomocą, bowiem ogier pewnie i tak chętnie do niego przeszedł. W kłusie przetrzymał go dość długo w jedną stronę, następnie prosząc o przejście do stępa i ponownie zmienił stronę, tym razem nie dając ogierowi marchewki, bo mu nie starczy do końca treningu. XD Po przejściu na koło w lewo, po raz kolejny poprosił o kłus, trzymając go w dość długim czasie w kłusie, następnie zaś proszą co galop lekkim ruchem z wodzy, cmoknięcie i machnięciem batem, jeśli było to koneiczne.
/piszę z telefonu robiąc sałatkę, nie bijcie proszę :c

Aurelie - 2019-04-20, 19:36

Mimo zachęty do podejścia kobieta wolała przeczekać, aż pięciolatek się wyciszy. Dopiero kiedy to nastąpiło, kobieta spokojnym krokiem i w dobrym momencie zbliżyła się do lonżującego.
-Dobrze, że chociaż Ciebie nie wystraszyłam - Z uśmiechem nawiązała do poprzedniej sytuacji, spoglądając wprost w oczy mężczyzny. Szybko jednak zawiesiła wzrok na Valjean'ie, obserwując, w jaki sposób się porusza. Oczywiście nie była tam by przeszkadzać, więc z początku nie była zbyt rozmowna, co pewnie zmieni się podczas puszczania konia na przeszkody.

Valjean - 2019-04-20, 20:19

Tak jak można było się tego spodziewać, Valjeana o kłus długo nie trzeba było prosić - natychmiast odbił się od ziemi, by z lekkością przejść do wyższego chodu, utrzymując aktywne tempo i rzucając głową. Z aktywnym jak na luzem biegającego konia zadem, nadmiar energii pożytkował na radosne, czasem trochę komicznie wyglądające wyrzucanie kończyn do przodu, raz po raz wyrzucając je na tyle wysoko, że zahaczało to bardziej o wierzgnięcie aniżeli zwykły krok. Wszystko to było jednak ewidentnie efektem ekscytacji, a nie złośliwości, a więc i po kilku minutach przeszło, zostawiając Valentina i jego towarzyszkę z całkiem przyjemnym obrazkiem aktywnie kłusującego, rozluźnionego konia. Końcowe kółka na drugą stronę robił już całkiem luźny i potulny, ciągnąc swobodnie nosem do dołu, i dopiero prośba o galop obudziła w nim na nowo pragnienie destrukcji i wysokich lotów: momentalnie ruszył do przodu, wyższy chód akcentując nie jednym, a kilkoma barankami i wierzgnięciami. Pierwsze kilka foulee po odzyskaniu równowagi utraconej na wskutek tychże dziwnych ruchów było z kolei przesadnie szybkie, wyglądające bardziej jak środek jakiegoś wymagającego crossu aniżeli lonżę :lol: , ale szczęśliwie, do Valjeana dość szybko przemówił zdrowy rozsądek i sam zwolnił nieznacznie, choć nadal galopując aktywnie. Zaokrąglając lekko szyję, zaczął parskać co krok, zaokrąglając lekko grzbiet i tylko raz po raz prezentując jakiś spontaniczny uskok lub wyskok. Niegroźny, ale za to jaki efektowny!
Desmond - 2019-05-01, 13:16

/ uznając, że jest pusto

Wszedł na halę, w pierwszej chwili się po niej rozglądając, bo prawda była taka, że wchodził do niej pierwszy raz tak jak Peia. Na jego szczęście poprzednicy zostawili już jakieś przeszkody w korytarzu, więc układanie ich na nowo miał z głowy.
Przeszedł się chwilę po hali, pozwalając jej zapoznać się z nowym miejscem, w razie konieczności zatrzymując się, gdy tego potrzebowała, chociaż w dalszym ciągu nie pozwalał jej się wyprzedzać. Kiedy uznał, że klacz zaaklimatyzowała się już, przeszedł na środek hali i wysłał ją na koło, na razie prosząc o aktywny stęp głosem, ewentualnie egzekwując go od niej delikatnym ruchem bata.

Cassiopeia - 2019-05-01, 21:06

Ochoczo weszła do budynku, dopiero w tym momencie podrywając łeb, a co za tym idzie dając spokój dłoni Desmonda. Strzygąc uszami, raz po raz obniżała nos - aż do samej ziemi - sprawdzając jakie konie wcześniej odwiedzały ten obiekt. Oprowadzenie klaczy po hali było dobrym pomysłem, dzięki czemu mężczyźnie powinno udać się uniknąć prób ucieczek z koła na lonży, powodowanych czystą ciekawością. Peia nie była zdziwiona widokiem przeszkód i nie potrzebowała ich oglądać, choć na ich widok nieco się ożywiła. Potrzebowała natomiast chwili przy jednym z narożników, gdzie coś ewidentnie jej się nie podobało, co pokazywała cofając się i bardzo niechętnie wchodząc w owe miejsce.
Odesłana na koło, posłusznie odsunęła się od mężczyzny, w pełni wykorzystując to, ile lonży jej "oddał." Nie trzeba było jej zachęcać do aktywnego stępa, bowiem Peia sama z siebie, zaczęła dość intensywnie iść naprzód. Wewnętrzne ucho skierowała w stronę tymczasowego opiekuna, a sama skupiła się na kole po którym się poruszała. Dopiero po kilku okrążeniach przypomniała sobie o wygięciu jakie powinno jej towarzyszyć, powoli wprowadzając je w swoje ciało. Co więcej, dzięki temu uruchomiła też zad, choć nie w takim stopniu, w jakim powinna.

Desmond - 2019-05-02, 13:28

Podczas lonżowania cały czas uważnie obserwował jej ruch, jak i zmiany zachodzące z czasem stępowania. Co jakiś czas zachęcał ją dodatkowo do rozluźnienia półparadami. Dopiero po upłynięciu około pięciu minut obniżonym głosem zwolnił ją do stój, po chwili sam do niej podchodząc. Samoistne podejście konia do środka było raczej nie wskazane, więc gdyby Cassi próbowała właśnie tego, chłopak z powrotem odesłał ją na koło.
Przepiął lonżę na drugą stronę i zasugerował jej zmianę kierunku, oczywiście pozwalając jej ruszyć, dopiero kiedy sam od niej odszedł i wydał stosowną komendę. W taki sposób minęło kolejne pięć minut, po których klacz była gotowa na przejście w górę. Tak więc po następnej zmianie kierunku, chłopak zaprosił ją do kłusa, tutaj także stosując półparady w razie ewentualnych spięć klaczki.

Cassiopeia - 2019-05-02, 14:54

Jej stęp z każdym okrążeniem stawał się bardziej prawidłowy. Idąc już od zadu i pracując nim odpowiednio, zaczęła powoli schodzić głową w dół. Dużą pomocą przy rozluźnieniu, faktycznie były półparady nadsyłane przez Desmonda. Niestety wciąż pozostawała nieco spięta, choć raczej wynikało to z podekscytowania i powoli powinno zaniknąć. Próbując skupić się na odpowiednim wygięciu na kole, zapomniała też chwilowo o wszystkim co dzieje się wokół, więc na zatrzymanie zareagowała z lekkim opóźnieniem. Co prawda nie stanęła od razu równo, jedną nogę pozostawiając w tyle i dopiero po chwili dołączając ją do pozostałych. Wyglądało na to, że ma po prostu braki, ale wszystko było wciąż do wypracowania. W końcu była jeszcze młoda i chętna do nauki.
Nie próbowała wchodzić do środka koła, grzecznie oczekując podejścia mężczyzny. Właściwie do ostatniej chwili nie wiedziała, że podejdzie, no ale. Po przepięciu lonży, postąpiła kilka kroków za nim, myśląc że tak ma właśnie zrobić, ale odesłana znów na koło, ochoczo wróciła na ślad. Przy następnej zmianie kierunku, już nie popełniła tego samego błędu, grzecznie oczekując na komendę. Poproszona o kłus, energicznie przeszła w owy wyższy chód, daleko wyrzucając nogi co przypominało bardziej jakiś wyskok, niż pierwszy krok kłusa. Energicznie przebierając krótkimi nóżkami, wyciągnęła kłus, pierwsze dwa okrążenia pędząc na złamaniu karku. Energia rozpierała ją od środka, ale na ten moment okazywała to tylko w taki sposób.

Desmond - 2019-05-03, 14:23

Widząc, że klacz po przejściu do kłusa zaczęła się spieszyć, chłopak starał się ją nieco uspokoić, oczywiście nie szarpiąc bezmyślnie za lonżę, a ponownie używając swojego głosu, przeciągając słowo wolniej . Również zmienił swoje ustawienie względem środka koła, przechodząc delikatnie przed Cassi, pozostając tak do czasu, kiedy chociaż delikatnie zwolniła. Liczył się z tym, że mogła mieć nadmiar energii, ale nie chciał, by na rozgrzewce się nie sforsowała, bo czekały ją jeszcze skoki.
Kolejna zmiana strony nastąpiła też po 5 minutach, nie chciał jej w końcu zanudzić, bo samo chodzenie w kółko mogło się dla wielu koni wydawać strasznie monotonne. Ostatecznie, kiedy minęło razem około 10 minut kłusa, rozwinął delikatnie lonżę, ale nie tracił kontaktu z jej pyskiem i zachęcił do przejścia w galop. Po zrobieniu dosłownie paru okrążeń na lewą i prawą stronę uznał, że jest już odpowiednio przygotowana. Już od początku darzył ją zaufaniem, więc odpiął lonżę i puścił ją wolno, samemu idąc w stronę stojaków. Może nie było to zbyt rozsądne z jego strony, ale miał nadzieje, że zacznie nagle szaleć po całej hali :lol:

Cassiopeia - 2019-05-03, 15:29

Peia była koniem raczej uciekającym przed mocniejszym działaniem wędzidła, przez co szarpanie nie mogło tutaj pomóc, a wręcz przeciwnie. Całe szczęście Desmond spróbował innej taktyki, która już po dwóch szaleńczych okrążeniach, zaczęła działać. Jego głos niekoniecznie został zrozumiany przez izabelowatą, jednak wystarczająco ją zainteresował, aby zajęła się właśnie nim. Odwróciła więc łeb w stronę chłopaka, stawiając uszy na sztorc, a że szybki bieg w takim ustawieniu nie był zbyt wygodny, zwolniła znacznie. Wciąż energicznie wyrzucała nogi w górę, jednak zdecydowanie wolniej i robiąc przy tym mniejszy wykrok. Po chwili ponownie opuściła głowę, zaokrąglając szyję i ładnie się wyginając. Co więcej, dzięki zwolnieniu, zaczęła swobodniej poruszać łopatką, nie spinając się już tak bardzo. Pierwszy nadmiar energii troszkę ją opuścił, więc w drugą stronę również zachowywała się naprawdę przyzwoicie.
Kiedy chłopak lekko rozwinął lonżę, Peia chętnie skorzystała z możliwości powiększenia koła. Niestety lekko się rozsypała z tego odpowiedniego już ustawienia, ale szybko powróciła do niego, jeszcze przed rozpoczęciem następnego zadania. Przejście w galop w wykonaniu Cassiopeii odbyło się naprawdę szybko i dynamicznie. Wyglądało to trochę jak taki nagły zryw, ale było ono całkiem poprawne, bo wyszło przede wszystkim od zadu. Prezentując okrągłą, choć niezbyt obszerną foule, oddała parę razy z zadu, jednak mimo to nie zgubiła rytmu. Baranki te były zupełnie niegroźne dla Desmonda, bo Peia nie zeszła ze śladu, a i nie podnosiła nóg zbyt wysoko. Poparskując co krok, chętnie przegalopowała tyle ile pozwolił na obie strony, choć z przejściem w kłus nie było już tak dobrze - ociągała się z tym, wykonując jeszcze parę kroków, ale ostatecznie posłuchała opiekuna.
Puszczona wolno trochę zgłupiała, nie będąc pewna o co chodzi. Śledziła wzrokiem odchodzącego mężczyznę przez chwilę, później zerwała się wykonując ze dwa baranki, ale widocznie bardziej zainteresowana człowiekiem, skierowała się kłusem w jego stronę. Dopiero przy nim zatrzymała się, szturchając go zaczepnie. :lol:

Valentino - 2019-05-04, 12:52

Wcale nie miał problemu z angażowaniem się konia w to co robi. Miał dużo energii, był młody, nikt by się tutaj nie dziwił szybkości i chęci wyrzucenia energii. Kiedy było to już przesadne mężczyzna zmniejszał okrąg, skłaniając tym samym ogiera do większej uwagi - w końcu na małym kole ciężej było o równowagę i tempo. Silnym napięciem lonży i ruchem w stronę ciała spróbował zwolnić ogiera do kłusa, po czym podszedł bliżej Aurelki.
- Polonżujesz go, a ja ułożę przeszkody? - Uśmiechnął się lekko, obrzucając wzrokiem jej twarz, by powrócić do oczu. Po tym momentalnie przeniósł wzrok na ogiera i o ile kobieta się zgodziła, dał jej lonżę, zabierając się za ustawianie przeszkód. W innym przypadku po prostu spuścił Jean'a z liny.
Na początek były dwa krzyżaki po 40 centymetrów odległe od siebie na jedną foulę. Nie wymagały ogromnych skoków, niektóre konie pokonywały je dosłownie w kłusie, ale były dobrym przygotowaniem i możliwością skupienia ogiera. Zaraz po nim na odległości dwóch fouli znajdowała się pierwsza z 2 stacjonat, ta niższa, mająca zaledwie 50 centymetrów. Zaraz po niej, kolejne dwie foule i stacjonata o wysokości 60 centymetrów, aby po pokonaniu ostatnich dwóch przeszkód znajdował się okser o wysokości 65 centymetrów i szerokości 40 centymetrów. Owszem, mężczyzna rzucił Vala od razu na głęboką wodę, ale mimo tego, że ten chodził konkursy L, skakał już na pewno wyżej a takie przeszkody nie powinny stanowić problemu.
- Dobra, puszczamy go. - Rzucił, aby pomóc dziewczynie w odpięciu lonży przy wejściu na korytarz, aby tam go pogonić z pomocą bata, obserwując uważnie, jak piekny ogier się sprawuje.

Aurelie - 2019-05-04, 13:34

Z przyjemnością obserwowało jej się pracującego na kole pięciolatka, któremu nie brakowało wigoru. W międzyczasie poruszała się zgodnie z ruchem ich obu, nie mając ochoty ciągle stać w miejscu. Dopiero kiedy Valentino się odezwał, dziewczyna spuściła wzrok z konia i ciałem zwróciła się bardziej w kierunku mężczyzny.
-Jasne, możesz na mnie liczyć.- Odpowiedziała i odebrała od niego lonżę w najwygodniejszym do tego momencie. Po odejściu Valentino do przeszkód, próbowała skupić się na ogierze, chociaż martwiło ją to, że mógł zacząć nagle szaleć, a ona nie miała na dłoniach rękawiczek. Nie mniej jednak szybko przestała sobie tym zawracać głowę. Aurelie zbytnio nie ingerowała w jego tempo, jedynie, gdyby znowu przesadzał z prędkością, próbowała go uspokoić głosem. Kiedy Włoch ustawił przeszkody, zwolniła stopniowo Valjean'a do stój i podeszła z nim pod korytarz, gdzie został odpięty.
-Zobaczymy, na co go stać - Rzuciła raźno, uśmiechając się i spoglądając z zaciekawieniem na rozpoczynającego korytarz konia.

Desmond - 2019-05-04, 13:54

Odwrócił się na chwilę w jej stronę, kiedy usłyszał jak daje rura, uśmiechając się przy tym szeroko. Przenosił drągi ostrożnie drągi, kiedy nagle zjawiła się przy nim Cassi, wyraźnie chcącą zwrócić na siebie uwagę. Przerwał wtedy to, co robił i obrócił się do niej.
-Chyba nie dasz mi spokoju mała.- Rzucił i potargał jej grzywkę. Najgorsze było to, że nie miał serca ją odganiać, więc musiał sobie jakoś poradzić z ustawianiem i ewentualnymi zaczepkami z jej strony. Wkrótce na korytarzu zaistniał taki układ przeszkód: 3 cavaletti na galop, dwie foule, koperta, dwie foule, kolejna koperta, dwie foule i taki sam zestaw cavaletti. Wysokość na razie nie była ani zbyt niska, ani wysoka, odpowiednia na takie wstępne "skoki". Finalnie podprowadził Peję na początek korytarzu i użył bata, rzucając przy tym stanowczo słowo galop.

Valjean - 2019-05-04, 15:08

Choć niechętnie, sygnałami lonżą i stopniowo zmienianym okręgiem dał się w ostateczności przekonać do przejścia do kłusa, dla pewności swoje niezadowolenie akcentując stuleniem gniadych uszu i rzuceniem łbem. Szczęśliwie, nie zamierzał manifestować tego poprzez usilne przyspieszanie, już wystarczająco dużo razy dziś upomniany, by nie próbować samoistnie zagalopowywać, tak więc nawet przejęty przez dziewczynę, zachowywał się grzecznie, choć zdawał się być wyraźnie ożywiony dźwiękiem przestawianych przeszkód. Jego ekscytacja tylko wzrosła, gdy został zatrzymany celem odpięcia, na sam dźwięk odpinanego karabińczyka ruszając najpierw kłusem, a zaraz potem mocnym galopem, którym wpadł w korytarz. Trochę zbyt szybkie tempo sprawiło, że na pierwszego krzyżaka, choć tak niewielkiego, odbił się z daleka, wykonując długi, płaski skok. Wylądowanie daleko za krzyżakiem sprawiło, że kompletnie pochrzaniła mu się odległość, ale nie zdawał się tym przejęty, w ułamku sekundy wybierając nie robić ani jednego kroku galopu pomiędzy krzyżakami, umyślnie robiąc sobie z nich skoki-wyskoki. Niewielka wysokość pozwoliła mu bez kłopotu przelecieć nad przeszkodą i tym razem wylądować trochę bardziej sensownie, a tym samym lepiej uporać sobie z odnalezieniem dystansu do stacjonaty przed nim. W optymalnym miejscu oderwał się od ziemi, mocno odpychając się zadnimi nogami od podłoża i mimo niewielkich wysokości, składając mocno nogi w obawie przed dotknięciem któregokolwiek z drągów. Podobnie postąpił w wypadku bliźniaczej, zaledwie 10 centymetrów wyższej stacjonaty - bez kłopotu zabrał się do lotu, nie dość, że zostawiając spory zapas, to jeszcze z uwagą składając nogi do lotu. Wylądował w równym, spokojnym galopie, ale widok oksera mocno go obudził - strzygąc uszami w kierunku przeszkody, poszerzył mocno krok, wysoko unosząc łeb. Nie do końca jeszcze pewny, gdzie się odbić, do lotu poderwał się z dosyć daleka, praktycznie przysiadając na zadzie na wybiciu i wykonując skok zdecydowanie nieadekwatny do gabarytów przeszkody, z okrągłą parabolą i dużym zapasem. Mocno pociągnął przy tym szyję w dół i do przodu, starając się ułatwić sobie lądowanie w równowadze, które nawet pomimo tego było odrobinę chwiejne - to jednak wcale nie powstrzymało go przed tym, by zaledwie krok po przeszkodzie oddać mocno dwukrotnie z zadu w geście swojej wielkiej escytacji.
Cassiopeia - 2019-05-04, 20:48

Desmond napisał/a:
...


Parskając z zadowolenia, pozwoliła się poczochrać po grzywce i czółku, podstawiając łeb jak kotek do głaskania. Jako, że Desmond nie odgonił jej, cały czas była w pobliżu. Mimo wszystko nie utrudniała mu jakoś bardzo, bo po chwili zajęła się obwąchiwaniem tego co dotykał, idąc parę kroków za nim. Podprowadzona na początek korytarzu, postawiła uszy na sztorc i omiotła wzrokiem przeszkody. Na komendę energicznie zerwała się, zarzucając łbem. Pomoc w postaci bata faktycznie się przydała, ale nie dlatego, że kobyłka była niechętnie nastawiona, a dlatego że dzięki temu faktycznie od razu zagalopowała, a nie ruszyła kłusem. Galopując od zadu, z ładną i okrągłą foule, weszła w cavaletki. W tym momencie opuściła nieco łeb, zaokrągliła szyję i uwypukliła grzbiet. Nosem wyszła przed pion i w takim stylu pokonała drążki, choć miała trochę problemu, bo ze swoim krótkim krokiem, musiała się trochę nagimnastykować. Ucząc się na błędach, wyciągnęła nieco wykrok, kiedy tylko tylnymi nogami przekroczyła ostatni koziołek. Szybko podniosła łeb, strzygąc uszami i wybierając sobie miejsce do wybicia. Dzięki temu, że między przeszkodami były dwie foule, Peia zdążyła odpowiednio się przygotować. W odpowiednim miejscu, wybiła się do skoku, szybko składając podwozie i ładnie baskilując nad kopertą. Była przygotowana na większe wysokości, więc z zapasem pokonała przeszkodę, zgrabnie lądując po drugiej stronie. Kolejną kopertę również pokonała bez zrzutki, choć znów nie zagrała jej odległość, przez co wybiła się trochę zbyt późno, dodając jeszcze jeden mini kroczek. W cavaletki weszła już odpowiednio, wysoko podnosząc nogi i uważając, aby ich nie pozrzucać.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group