To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Duży maneż

Sherry Shepherd - 2020-05-06, 16:45

Starała się swoją równowagą nie zaburzać równowagi ogiera, który dobrze sobie radził z kontrgalopem. Nie marnowała więcej jego sił, dlatego też po tym, jak upewniła się, że siwek potrafi element wykonać prawidłowo i bez większych problemów go utrzymać, zwolniła do kłusa, zmieniając kierunek przez półwoltę, gładko wracając na ścianę. Pilnowała odpowiedniego wygięcia do łuków figury, wcześniej posyłając Escudero półparadę, by na środku długiej ściany ponownie wypchnąć go do galopu na drugą stronę. Chwilę poświęciła na uregulowanie tempa i rytmu galopu, po czym zjechali na przekątną, po której ponownie utrzymywała kontrgalop. Jechali obecnie na gorszą stronę siwka, dlatego wspierała go nieco mocniej za pomocą łydek i dosiadu, nie przeszkadzając mu jednocześnie swoją równowagą. Gdyby ten element został poprawnie wykonany, pochwaliła andaluza i przeszła do kłusa, by po jednym, luźnym okrążeniu pokonanym w kłusie roboczym, przejść do stępa. Po chwili stępa pośredniego, oddała mu część wodzy, pozwalając się rozluźnić i przechodząc do ostatniej fazy treningu. Przeniosła wodze w jedną rękę, chwaląc ujeżdżeniowca za dobrą pracę poprzez pogłaskanie go po szyi, poświęcając nawet dwadzieścia minut na to, by ogier mógł uspokoić oddech i rozluźnić mięśnie. Jednocześnie czasami schodzili na szerokie koła, różnego rodzaju przekątne czy na linie proste równoległe do ścian, by siwek się nie nudził podczas czasu przeznaczonego na relaks, po czym wjechała na linię środkową, po minięciu środka przygotowując go do zatrzymania za pomocą skoordynowanego działania łydek i dosiadu. Obciążyła mocniej tylną część siodła, blokując dosiad, a łydki przylegały lekko do boków konia, a wszystko robiła po to, by się zatrzymał. Pochwaliła go ostatni raz, po czym zeszła lekko z siodła, poluźniając popręg i podciągając strzemiona, a na koniec odprowadziła go do stajni.

zt <3

Escudero IV - 2020-05-06, 17:50

Galopując na swoją lepszą stronę nie miał większych problemów z pozostaniu przy jednej nodze także po zmianie kierunku, utrzymując kontrgalop do wyznaczonego momentu, który ku jego uciesze nie należał do długich i już wkrótce mógł przejść do kłusa. Przyjął to z nieskrywaną ulgą, będąc już porządnie zmęczonym po tym treningu, ale domyślał się, że wszystko zmierzało już do końca, co jednak nie oznaczało, że przestał się starać. Zmieniając kierunek, płynnie okręcił się wokół łydki kobiety, żeby już po chwili złapać prostą linię wzdłuż ściany, utrzymując przy tym równe, energiczne tempo kłusa. Parskał głośno co krok, po czym zagalopował na drugą stronę, aby według schematu powtórzyć zmianę kierunku i ponowić kontrgalop, tym razem na swoją słabszą stronę. Z tego powodu mimowolnie nieco spłaszczył swój chód, nieco bardziej obciążając przednie nogi, chociaż nie uwieszał się na ręce Sherry. Zgarnąwszy pochwałę, wrócił do kłusa, w którym już pozostał przez kolejne okrążenie, stopniowo się wyciszając i uspokajając - o ile o jakimkolwiek uspokajaniu się w przypadku tak łagodnego konia można było mówić. W trakcie stępa na długiej wodzy poruszał się po wyznaczonej przez kobietę trasie i nie zbaczał z niej, nie mając nawet siły ani ochoty na jakiekolwiek "urozmaicenia" rozstępowania, które dzięki temu przebiegło sprawnie i zupełnie bezproblemowo. Poproszony o zatrzymanie, przeszedł do stój i pozwolił jej na zejście ze swojego grzbietu, po czym leniwym krokiem ruszył za nią do stajni.
/zt

Tyler - 2020-05-07, 14:07

Tyler skorzystał z ładnej pogody i na miejsce treningu wybrał zewnętrzny plac. Jako że czworoboki były oblegane przez osoby trenujące do zawodów, postanowił im nie przeszkadzać i zadowolić się maneżem, który w zupełności wystarczał do zwykłego, ujeżdżeniowego treningu, który nie obejmował ćwiczenia programu.
Zatrzymał Jasia przed wejściem na maneż i wszedł na schodki stojące przy wejściu, z których dosiadł ogiera bez najmniejszego wysiłku. Następnie dał kasztanowi łydkę do stępa i wjechał na plac, wodze wciąż trzymając za sprzączkę. Chociaż początkowy stęp miał być luźny, to mężczyzna od początku aktywnie i luźno podążał dosiadem za ruchem konia, wyjeżdżając każdy jego krok i w łydkach dodatkowo pilnując aktywnego tempa. Po około sześciu minutach zaczął powoli nabierać wodze na kontakt, dojeżdżając przy tym konia do ręki, dzięki czemu wejście na robocze ustawienie powinno przebiec płynnie. Nie wymagał od niego niskiego ustawienia, licząc się z tym, że Johnny ostatnio spadł trochę z mięśni i mogłoby być mu ciężko nieść się w takim ustawieniu bez utraty impulsu. Wolał więc zacząć pracę od nieco wyższego ustawienia, w którym kasztanowi na pewno było prościej iść z ciężarem przeniesionym na zad, o którego zaangażowanie Tyler dbał szczególnie podczas wyjeżdżania łuków w zakrętach czy na woltach, do czego prowokował go przede wszystkim rozkładem ciężaru ciała. Do wszystkich figur wykonywanych na ujeżdżalni bardzo się przykładał, wspierając Johnny'ego w ich wykonywaniu.

Johnny Bravo - 2020-05-07, 23:16

W drodze na maneż Johnny zdradzał już swoją ekscytację, chociaż nie wchodził z jej powodu Tylerowi na głowę. Równym krokiem szedł z nim ramię w ramię i przy wsiadaniu krótko rozejrzał się po placu, który świecił pustkami. Nie stracił jednak swojej pewności siebie przez takie osamotnienie i wkrótce dziarskim krokiem wszedł na maneż. Kroczył po wyznaczonym przez Tylera śladzie i nie próbował obierać własnych ścieżek na spacer, powoli i stopniowo rozgrzewając poszczególne partie mięśni. Miał to być najprawdopodobniej ich pierwszy "porządny" trening od przeprowadzki, więc Jasiu mógł przez to wypaść trochę z wprawy, niemniej utrzymywał równe, aktywne tempo stępa. Głowę niósł raczej wysoko, ruchliwymi uszami wyłapując dźwięki z otoczenia, a mimo to był skupiony na właścicielu. Wraz z nabieraniem wodzy zaczął aktywniej żuć wędzidło i podnosić się, przechodząc do wyższego ustawienia przy jednoczesnym zaangażowaniu zadu, na ten moment całkiem subtelnym, co w miarę pracy miało się zmieniać. Na razie też raczej delikatnie wyginał się na wszelkiego rodzaju łukach, wraz z każdym kolejnym nabierając więcej elastyczności i sprawniej odpowiadając na pomoce jeźdźca.
Tyler - 2020-05-08, 15:36

Łącznie przeznaczył stęp niecałe piętnaście minut. Nigdy, nawet gdy gonił go czas, nie skracał go kosztem konia, któremu zwyczajnie należała się porządna dawka stępa na początku pracy. W pewnym momencie Tyler przygotował Jasia do zakłusowania, wykonując krótką półparadę, po której przyłożył łydki do jego boków i zaprosił go do wyższego chodu. Od razu zaczął anglezować, i upewniwszy się, że robi to na dobrą nogę, dalej pracował nad koniem.
Podobnie jak w stępie, wymagał od ogiera przede wszystkim stałego rytmu i aktywności, w osiągnięciu których pomagał mu rytmicznym anglezowaniem i wspierającymi łydkami. Zanim zaczął wymagać, poświęcił parę minut na wypracowanie aktywnego, lekkiego kłusa i stabilizacji na kontakcie. Wciąż oferował Jasiowi przyjazny, elastyczny kontakt z ręką, wymagając od niego stabilnego oparcia na zewnętrznej wodzy. Podczas wspomnianych minut kłusa przynajmniej dwa razy sprawdził, czy ogier rzeczywiście jest oparty na zewnętrznej wodzy, oddając mu wewnętrzną; jeśli jego łeb pozostawał w tej samej pozycji, wszystko było w porządku. Jeśli jednak od razu leciał na przód lub się potykał, Tyler wracał do doskonalenia kontaktu, zachęcając do oparcia się poprzez 'wpychające' działanie wewnętrznej łydki, przy czym nie zaniedbywał aktywności w jeździe do przodu.
W międzyczasie zmieniał kierunki przez przekątne lub środek ujeżdżalni, tudzież poruszał się po dużych kołach. Głównym celem było jednak osiągnięcie zadowalającej jakości kłusa, a po spełnieniu go, Tyler wprowadził pierwsze ćwiczenie polegające na przejściach. Zaplanował sobie dokładnie trzy przejścia na stronę - po jednym na krótkiej ścianie i jedno w połowie placu - po czym przystąpił do ich wykonywania. Zjeżdżając na krótką ścianę, uprzedził Johnny'ego o nadchodzącej zmianie, usiadł w kłus ćwiczebny na 3-4 kroki, nie pozwalając przy tym kasztanowi zwolnić, po czym mniej więcej więcej na wysokości środka ściany przytrzymał go dosiadem do stępa. W przejściu podparł go łydką, zapobiegając odangażowaniu zadu i po wykonaniu 4 kroków stępa, po półparadzie ponownie zakłusował, wracając do anglezowania.

Johnny Bravo - 2020-05-09, 15:00

Półparada w zupełności wystarczyła, aby po chwili Johnny płynnie przeszedł do wyższego chodu, w kłusie miękko niosąc Tylera na swoim grzbiecie. Przez pierwsze metry próbował narzucić nieco mocniejsze tempo, ale równe, rytmiczne anglezowanie sprawiło, że musiał się dostosować pod właściciela i podpasować swoją prędkość tak, aby obie strony były zadowolone. Nie kombinował z tego powodu, nie należąc do koni, które zawsze musiały postawić na swoim i nie dawały się "przekonywać" do innych opcji. Był dobrze wychowany, a mimo dość młodego wieku nie miał gorącej głowy i łatwo poddawał się woli człowieka, za którym pewnie byłby w stanie wejść nawet w ogień.
Przez kolejne minuty utrzymywał stałe tempo, coraz intensywniej żując wędzidło w pysku i stopniowo przychodząc do ręki, po przerwie potrzebując do tego trochę więcej czasu. Z tego powodu przy pierwszym oddaniu wewnętrznej wodzy nieznacznie poleciał na przód, chociaż szybko dostał nauczkę i z pomocą Tylera stabilniej oparł się na zewnętrznej wodzy, dzięki czemu kolejne podejście do tego sprawdzenia przebiegło bez większych zastrzeżeń. Utrzymał głowę na tej samej wysokości, a nos lekko przed pionem, pozostając przy tej samej równowadze przeniesionej bardziej na zad i zachowując impuls, również przy ponownym nabraniu wodzy.
Zmiany kierunku oraz wszelkiego rodzaju łuki urozmaicały mu rozgrzewkę na tyle, żeby nie miał kiedy odczuwać znudzenia. Z każdym kolejnym okręgiem czy figurą coraz zgrabniej odpowiadał na zginające pomoce, wpisując się w wyznaczony kształt i nie dając raczej większych powodów do zmartwień. Zdarzało mu się co prawda wypaść zadem, ale łatwo dał się poprawić, powoli wracając do swojej starej formy i coraz lepiej radząc sobie z taką gimnastyką. Już sam powrót Tylera do kłusa ćwiczebnego dał kasztanowi znak, że zaraz będzie chciał wdrożyć coś nowego, więc nie dał się zaskoczyć przejściem do stępa. Zwolnił do niego, nie gasnąc przy tym i od razu narzucając sobie raczej aktywne tempo, chociaż to powrót do kłusa miał być tym bardziej dynamicznym przez to, że w Jasiu było dużo energii, której na ten moment nie miał w co innego przełożyć.

Tyler - 2020-05-15, 16:24

Dopóki krążąca w ciele ogiera energia nie przeszkadzała mu w pracy i rozluźnieniu się, Tyler nie zmieniał zaplanowanego przebiegu rozgrzewki. Co innego gdyby musiał walczyć z Jasiem na każdym kroku i go wyciszać - wtedy na pewno pomyślałby o odwróceniu kolejności poszczególnych elementów. Tymczasem wykonał jeszcze parę przejść, na obie strony, a gdy w wyniku ich uzyskał jeszcze lżejszy przód i podstawiony zad, zdecydował się na wysiadywany kłus. Poprowadził nim kasztana wzdłuż ściany, u końca której zjechał na koło o średnicy dwudziestu metrów, przygotowując pierw na to konia pojedynczą półparadą. Prowadząc go po kole pilnował, by nie wypadał z niego zadem ani łopatką, odpowiednio ograniczając go zewnętrznymi pomocami, podczas gdy wewnętrzna łydka odpowiadała za zgięcie. Tuż po zamknięciu koła rozpoczął z tego samego miejsca kolejne, ale o średnicy wynoszącej około dwanaście metrów, a więc sporo ciaśniejsze. Tym razem jednak nie zamknął koła, tylko w jego połowie, wykorzystując uzyskane wygięcie, wprowadził ruch łopatką do wewnątrz. Pojechał nią dosłownie parę metrów w kierunku ściany, a znalazłszy się na linii ćwiartkowej, wyrównał ze sobą dłonie i "zmiękczył" je, jednocześnie pozwalając Johnny'emu na wyprostowanie i lekkie opuszczenie i obniżenie szyi po zakończonym ćwiczeniu.
Przy najbliższej okazji Tyler powtórzył ten schemat, pierw jednak zmieniając kierunek, by wykonać je w innym miejscu maneżu, tym samym nie dając koniowi zgadywać co będzie dalej. Podczas wykonywania łopatki uważał by trzymać wewnętrzną łydkę dokładnie na popręgu, co miało zapobiegać niechcianemu przesuwaniu zadu w trakcie wykonywania ćwiczenia, a także zwracał uwagę na jakość kontaktu, by nie był zbyt mocny i nie prowokował konia do łamania się w szyi zamiast wygięcia w łopatkach.

Johnny Bravo - 2020-05-15, 20:19

Jasiu praktycznie nigdy nie miał złych zamiarów i nawet teraz ta jego nadpobudliwość była oznaką zwykłej beztroski. Mimo tego pobudzenia gładko odpowiadał na pomoce właściciela i płynnie przechodził z jednego chodu w drugi, wraz z każdym kolejnym podstawiając i angażując bardziej zad, a wraz z tym przenosząc swój ciężar do tyłu i unosząc się na przodach. Nos miał ustawiony lekko przed pionem, przy czym w pysku ciągle przeżuwał wędzidło, czemu towarzyszyło pienienie się. Przejście do kłusa ćwiczebnego nie wywołało u niego zaburzenia równowagi czy zmiany tempa, a już po chwili wszedł na dwudziestometrowe koło, na którym zachował delikatne wygięcie. Tym razem tylko z początku zdarzyło mu się nie podążać zadem po śladzie, ale poprawiony przez Tylera, utrzymał już prawidłowe ustawienie i zgięcie w żebrach. Dzięki temu przy drugim, sporo mniejszym okręgu już od początku dobrze się wyginał i nie wypadał zadem czy łopatką, przy założeniu, że akurat poruszali się na jego lepszą stronę. To dało im dobrą podstawę do rozpoczęcia łopatki do wewnątrz, która, choć nie była dla niego żadną nowością, to po takiej przerwie początkowo przysporzyła mu trochę kłopotu i w pierwszym odruchu posypał się z ustawienia już po pierwszych paru krokach, kiedy to nieudolnie próbował po swojemu dokończyć koło, a gdy zostało mu to uniemożliwione, wyprostował się tak, jakby zapomniał, że istniało też coś pomiędzy jednym a drugim. :lol: Jeżeli tylko Tyler nie pozostawił tego bez odzewu i postanowił naprawić tę usterkę, to Johnny nie sprawiał więcej problemów, chociaż czuł się jeszcze dość niepewnie, a przez to nieznacznie zwalniał, stawiając kolejne kroki z większą rozwagą i starannością.
Przy drugim podejściu do łopatki na jego gorszą stronę wbrew pozorom ćwiczenie to poszło mu dużo lepiej, bo w końcu zaczął dobrze odczytywać sygnały mężczyzny i przypominać sobie te podstawy, których został nauczony jeszcze w Australii. Mimo lekkiego usztywnienia wynikającego ze swojej gorszej strony, zachował stały kąt wygięcia i ruch po trzech śladach, już po kilku krokach zostając wyprostowanym i kontynuując energiczny kłus przed siebie.

Tyler - 2020-05-16, 10:16

Oczywiście gdy tylko poczuł, że łopatka nie zaczyna się tak, jak powinna, natychmiast przerwał to ćwiczenie. Jakakolwiek korekta czy kontynuowanie niepoprawnie wykonywanego ćwiczenia przysporzyłoby jedynie problemów, więc Tyler wolał podejść do tego raz jeszcze, na spokojnie.
Skoro za drugim razem się udało, poklepał konia po boku biorąc na chwilę wodze do jednej ręki. Nie zawsze wybierał do tego szyję, wychodząc z założenia, że koń powinien akceptować dotyk wszędzie i nie być zaskoczonym w momencie, gdy coś nagle dotknie jego boku czy zadu. Po chwili z powrotem złapał wodze w obie dłonie i znalazłszy się na przeciwległej długiej ścianie, zjechał na kolejne dwudziestometrowe koło, na którym spróbował wygiąć Johnny'ego do zewnątrz, chcąc uzyskać jeszcze trochę więcej luzu i swobody w pysku, bo prawdę mówiąc, nie grało mu aż tak wyraźne przeżuwanie, które nie do końca było oznaką rozluźnienia. Wolał, by mimo wszystko Jasiu miał nieco spokojniejszy i przez to bardziej miękki pysk, przy którym tylko delikatnie śliniłby wargi.
Po takiej doraźnej próbie dopracowania tego, co mu nie pasowało, Tyler wrócił do wcześniej wykonywanego ćwiczenia z łopatką do wewnątrz w roli głównej, które powinno przepracować nawet problem sztywności na gorszą stronę kasztana, jako że bardzo dobrze działało na takie spięcie i pomagało koniowi uwolnić nabrane w powietrze, jeśli miał skłonność do nadymania się.
Po osiągnięciu zamierzonych rezultatów - w mniejszym lub większym stopniu - wykonał na kole żucie z ręki. Jadąc po okręgu zaczął anglezować, co dodatkowo miało wspomóc kasztana w podniesieniu pleców podczas wydłużania ram. Następnie zwolnił do stępa i dał Jasiowi odpocząć przez minutę w stępie swobodnym, zaś po odpoczynku zaczął z powrotem nabierać wodze i po ponownym uzyskaniu roboczego ustawienia, zakłusował w pełnym siadzie i przygotował Johnny'ego do zagalopowania z najbliższego narożnika na jego lepszą stronę, w którym wypchnął ogiera biodrami do galopu, uprzednio przesuwając zewnętrzną łydkę za popręg, a wewnętrzną tylko lekko muskając jego bok, co by przypadkiem nie przesunąć mu zadu na zewnątrz.

Johnny Bravo - 2020-05-19, 20:33

Cofnął jedno ucho na Tylera, kiedy ten poklepał go po boku, odpowiadając mu głośnym radosnym parsknięciem. Nie sprawiło to jednak, żeby zmienił tempo, z jakim się poruszał, ciągle aktywnie i energicznie kłusując po wyznaczonej trasie. Wkrótce został zabrany na podobne obszerne koło, na którym ustawił się według wskazówek właściciela, jedynie w pierwszym odruchu minimalnie się usztywniając, co jednak nie trwało długo i za chwilę odzyskał poprzednie rozluźnienie i swobodę, które się dało zauważyć w jego ruchu. Dało to dobre podstawy do kontynuowania łopatki do wewnątrz, która przy tym podejściu wyszła mu już dużo płynniej i sprawniej. Utrzymując stały kąt wygięcia w szyi, z wolty ruszył przed siebie po trzech śladach raźnym, równym krokiem, czując się w tym już dużo pewniej, kiedy załapał sens tego ćwiczenia i przez to nie sprawiało mu ono już takich problemów jak za pierwszym razem. Ciągle co prawda było mu daleko do ideału, niemniej wszystkie większe nieprawidłowości stopniowo były eliminowane, a Johnny coraz chętniej je wykonywał wraz z kolejnymi pochwałami.
Podczas żucia z ręki skorzystał z możliwości wyciągnięcia i obniżenia szyi, powoli wyciągając wodze spomiędzy palców mężczyzny, a wraz z tym bardziej uwypuklając i zaokrąglając grzbiet. Mimo że był to dopiero początek treningu, dzięki odpowiedniej pracy zadu i poprzednim ćwiczeniom angażującym go do tego zyskał na lekkości na przodach, a wraz z niższym ustawieniem nie uwiesił się na przodzie ani nie próbował przyspieszać czy zwalniać. Przeszedł do stępa, w którym potrząsnął głową, po tej krótkiej przerwie ponownie zakłusowując, żeby już za chwilę w narożniku przejść do galopu. Od razu narzucił sobie energiczny krok, w którym łatwo było mu się utrzymać, kiedy był kierowany emocjami i siedzącą w nim energią.

Tyler - 2020-05-22, 19:42

Fakt, że rzadko ćwiczył ruch łopatką do wewnątrz w takim położeniu na placu. Zwykle wykonywał ją wzdłuż ściany, tak jak wyglądało to najczęściej na czworobokach, przez co Johnny miał prawo napotkać pewne trudności wykonując łopatkę na "otwartej" przestrzeni. Jednak jako że w jej trakcie przesuwali się w kierunku ogrodzenia, dla kasztana powinno być to spore ułatwienie, jako że konie na ogół same z siebie chętnie lgnęły do ściany.
Niemniej nawet mimo drobnych niedociągnięć Tyler był zadowolony z efektów, tym bardziej, że na treningu nie oczekiwał niczego innego. Bardziej interesowały go efekty płynące z ćwiczenia niż to, czy było idealnie wykonane, a co do nich nie miał żadnych zastrzeżeń.
Galopując czuł tę energię w ciele Jasia i skoro ten był tak posłuszny i cierpliwy w dotychczasowym przebiegu rozgrzewki, mężczyzna postanowił mu to wynagrodzić chwilą swobodniejszego galopu, tym bardziej, że teraz stało się to bezpieczne, gdy koń był rozgrzany i rozciągnięty. Wjeżdżając więc na długą ścianę przycisnął łydki do boków kasztana i przeszedł do niskiego półsiadu, takiego, na jaki pozwalało mu siodło ujeżdżeniowe. Jednocześnie podążył ręką w ślad za ruchem pyska konia, pozwalając mu na swobodne wydłużenie ram na długiej ścianie placu. Dojeżdżając do jej końca wykonał parę półparad i podparł go łydką w zakręcie, zapobiegając utracie równowagi, zaś po pokonaniu krótkiej ściany powtórzył dodanie, tym razem na końcu zjeżdżając na 20 metrowe kło, dopiero w którego połowie z powrotem wrócił do roboczego tempa. Nie było to wiele, jeśli chodzi o pozbycie się nadmiaru energii, ale na pewno ucieszyło kasztana, podobnie jak Tylera, który wbrew pozorom lubił czasem pojechać szybciej.
Wróciwszy z powrotem na ścianę kontynuował galop pełnym siadem i w roboczym tempie, chcąc w przemyślany sposób rozruszać Johnny'ego także w tym chodzie przed rozpoczęciem właściwej pracy. Przy najbliższej okazji zmienił kierunek przez skróconą przekątną, nie zmieniając przy tym nogi, w czego efekcie po powrocie na ścianę poruszał się kontrgalopem. Uważał na to, by nieopatrznie nie sprowokowac konia do samodzielnej zmiany nogi, będąc w tym celu usadzonym w jednakowy sposób i pilnując dotychczasowego ustawienia. W połowie krótkiej ściany zwolnił do stępa i przez zwykłą zmianę nogi zagalopował ponownie, by wkrótce powtórzyć to samo ćwiczenie, ale na drugą stronę.

Johnny Bravo - 2020-05-23, 00:28

Johnny pracując z Tylerem już od dawna, wiedział, że takie posłuszeństwo opłacało mu się dużo bardziej niż usilne stawianie na swoim. Był zresztą koniem o dobrych manierach, któremu nie dało się zarzucić większych niesforności czy złośliwości. Jak każdemu ogierowi zdarzało mu się wymyślać, ale nigdy nie było to na tyle dokuczliwe, żeby kogoś tym zaniepokoić. Niejako więc oczekiwał jakiejś "nagrody" za ten pozorny spokój, jaki utrzymywał po zagalopowaniu, nawet jeśli nie upominał się o nią w żaden sposób.
Kiedy jednak mężczyzna pozwolił mu na swobodniejszy i szybszy ruch wzdłuż dłuższej ściany, Johnny'ego ciężko było wtedy powstrzymać. Od razu mocniej wyciągnął swój wykrok, stawiając także częstsze kroki, a przez to zyskując na prędkości, nawet jeśli nie była to pełnia jego możliwości. Zwolnił nieznacznie dopiero z końcem tej ściany, zmuszony do tego, żeby przejechać krótką ścianę, jako że nie miał w zwyczaju wyskakiwać z placów. :lol: Przy dodaniu na drugiej długiej ścianie zdarzyło mu się parę razy niegroźnie bryknąć z radości, ale wprowadzony na koło bez większych oporów dał się zwolnić do bardziej przystępnego, roboczego tempa galopu. Taki odcinek nie był w stanie spożytkować jego energii, ale pozwolił mu na jakiekolwiek wyszalenie się, więc nie był już tak nabuzowany na tej figurze, raczej delikatnie wpisując się w jej kształt, chociaż nie zaburzając go.
Zakończywszy koło, po powrocie na ścianę był już dużo spokojniejszy i łatwo poddawał się decyzjom Tylera, nie zastanawiając się dłużej nad ich sensem, jako że była to dopiero niewymagająca rozgrzewka. Wkrótce zszedł na przekątną, na której pozostał wyprostowany na długości całego kręgosłupa, utrzymując na niej równy, aktywny galop. Mimo dłuższego odcinka i chęci przyspieszenia pozostawał w ryzach i nie dawał się ponieść chwili, utrzymując galop na wcześniejszą nogę także na przeciwległej ścianie. Kosztowało go to trochę więcej skupienia, więc znowu minimalnie zwolnił na rzecz większej rozwagi i opanowania w tym ćwiczeniu, szczególnie przy przejeżdżaniu narożnika kontrgalopem. Na krótkiej ścianie zwolnił do stępa, po paru krokach zagalopowując na drugą nogę i ponawiając kontrgalop na swoją gorszą stronę, przez co nie dało się zauważyć zbyt dużej poprawy, choć dalej zachowywał poprawność tego chodu.

Tyler - 2020-05-28, 00:29

Te bryknięcia, choć nie zdarzały się tak rzadko, za każdym razem wprawiały Tylera w zaskoczenie. Za każdym razem robił zaskoczoną, jeśli nie przerażoną minę, żeby po chwili się szeroko uśmiechnąć, bo tak naprawdę wcale nie czuł strachu w związku z tym niegroźnym, wesołym podrzucaniem zadkiem. Nie inaczej było dzisiaj, kiedy aż 'zawołał' woah, Johnny! z tą swoją zaskoczoną miną, która po sekundzie ustąpiła uśmiechowi. :lol2:
Konsekwentnie gimnastykując ogiera na obie strony, także w trakcie tych bardziej wymagających ćwiczeń jak kontrgalop, spodziewał się, że z czasem wrodzona asymetria zaniknie lub przynajmniej się zmniejszy. Wiedział, że na gorszą stronę Jasiowi zawsze będzie trochę trudniej, ale nie odpuszczał mu z tego względu.
Nie szczędził mu za to pochwał za większy trud, dlatego po wykonanym ćwiczeniu i powrocie do stępa na krótkiej ścianie, pochwalił ogiera głosem, zanim ponownie zagalopował na dobrą nogę. Podczas dzisiejszej rozgrzewki wziął sobie na tapetę kontrgalopy, po części czyniąc je też elementem dzisiejszej pracy, więc kolejne ćwiczenie również się ich tyczyło. Galopując na prawo, czyli ponownie zaczynając od lepszej strony Johnny'ego, Tyler zjechał między literami M i B do środka placu, w centrum którego zabrał ogiera na dziesięciometrową woltę, skrupulatnie podpierając go na niej wewnętrzną łydką i nie tracąc napięcia zewnętrznej wodzy. Zbliżając się do zamknięcia wolty, pojechał dalej na wprost, tym samym płynnie wjeżdżając na pół koła o średnicy 20 metrów, a więc zbliżając się do ściany czworoboku. Nie zmienił przy tym nogi, więc owe półkoła poprowadził Jasia kontrgalopem, który jednak w tym układzie "dział" się w sposób w miarę naturalny i niewymuszony. Kończąc pół kole, bezpośrednio wjechał na jeszcze jedną woltę 10 metrów, jak na obrazku, tylko w drugą stronę. xD Wykonując to ćwiczenie, w trakcie kontrgalopu Tyler szczególnie zwracał uwagę na to, by siedzieć zgodnie z tym, na którą nogę galopował koń, żeby nie prowokować go do samodzielnej zmiany nogi ani nie wybijać go z równowagi, jak i by jego ramiona były równolegle ustawione do łopatek konia. Wolty na początku i końcu tego ćwiczenia były fajnym sposobem na szybkie zaradzenie ewentualnemu spięciu, które miało się prawo pokazać w trakcie kontrgalopu. Jeśli jedna wolta była niewystarczająca, to Tyler nie miał problemu z zostaniem na niej na dłużej lub przerwaniu ćwiczenia poprzez powrót do stępa, żeby potem zacząć wszystko od nowa. Gdy za którymś razem wyszło im dobrze, przerwał odpoczynkiem w stępie, "rzucając" wodze by koń swobodnie wyciągnął szyję, podczas czego poklepał go po niej, a nawet wydobył z kieszeni jakiegoś cukierka, co by niezbyt wychowawczym sposobem podać go Johnny'emu z siodła.

Johnny Bravo - 2020-05-28, 18:15

Choć Johnny był dość dojrzały mentalnie, to mimo to młody wiek dawał mu się we znaki w takich momentach jak ten, kiedy ciężko było mu zapanować nad swoją ekscytacją i radością. Nie trwało to znowu tak długo i szybko mogli o tym zapomnieć, tym bardziej, że Jasiu szybko skupił się na stawianych przed nim ćwiczeniach.
Pochwały upewniały go w przekonaniu, że dobrze wykonywał dane zadanie, a to nie tylko podbudowało jego ego, ale też wskazało dobrą drogę w ich kontynuowaniu. Po zmianie nogi, na którą galopował, zachował równe tempo, mocno angażując przy tym zad i nadając sobie lekkości, kiedy zjechali na pierwszą dziesięciometrową woltę na środku maneżu. Jej pokonanie nie stanowiło dla niego większego problemu, chociaż wymagało już dużo wyraźniejszego zgięcia. Utrzymał jego stały kąt wygięcia dzięki zdecydowaniu i wyczuciu swojego jeźdźca, dzięki czemu także nie próbował zwalniać, będąc wystarczająco na tym skupiony. Niestety, dał się nieco zaskoczyć, kiedy Tyler zabrał go na łuk szerszego, dwudziestometrowego koła w lewo. Tak jak zbliżanie się z powrotem do długiej ściany było dla niego na porządku dziennym, tak nie spodziewał się tego, że ostatecznie miało to utworzyć półkole, przez co dość mocno je spłaszczył, w zdezorientowaniu usztywniając się w szyi. Tym bardziej nieoczekiwana druga wolta na linii środkowej była dla niego nowością, więc przy pierwszym podejściu ten element mógł wyjść dość chaotycznie. Odbijając od E przy ćwiartce dużego koła początkowo chciał też zmienić nogę, będąc zwyczajnie zbyt pogubionym i zestresowanym, by się odnaleźć i załapać sens tego ćwiczenia. Jeśli tylko Tyler dopilnował tego i podkreślił galop na prawo, to ogier pozostał w nim, chociaż teraz galopował bardziej płasko i wolniej, co także wynikało z tego krótkiego spięcia pomiędzy nimi wynikającego z tego niedogadania się. Druga wolta zaradziła temu w miarę, kiedy Johnny został poproszony o zgięcie na “normalną” stronę, robiąc to jednak bardziej ostrożnie i subtelniej niż w przypadku tej pierwszej. Z tego powodu przetrzymanie go na niej było wskazane, bo za chwilę zapomniał już o tym i odzyskał swobodę i rozluźnienie przez taką krótką gimnastykę.
W stępie odetchnął krótko i nieco się uspokoił przed powtórzeniem tego ćwiczenia, które nie było już dla niego taką niespodzianką. Już przy pierwszej wolcie domyślał się, co jest grane, więc dwudziestometrowe półkole łączące obie wolty wypadło mu dużo płynniej niż przy pierwszej próbie, nawet jeśli ciągle było to dalekie ideału, to jednak zachował jego poprawność. Nie było to znowu tak trudne ćwiczenia, ale Johnny’ego po takiej przerwie kosztowało dość dużo samozaparcia, więc z niemałą ulgą przyjął dłuższą przerwę na dłuższej wodzy. Mając taką możliwość, wyciągnął szyję i potrząsnął nią, zaraz jednak interesując się zaoferowanym cukierkiem, który zabrał, wycierając w jego dłoń zaśliniony pysk. Po tym kontynuował spokojne stępowanie po maneżu, głowę niosąc nisko i obijając ogonem o stawy skokowe.

Tyler - 2020-06-21, 22:42

Stępując konia w trakcie przerwy, delikatnie głaskał go po gorącej i lekko spoconej szyi. Jeździło mu się na nim tak dobrze, że z trudem akceptował fakt, że Johnny nie jest w szczytowej formie i w związku z tym trening będzie musiał być krótszy i mniej obciążający. W związku z tym nie planował już jeździć przez dłuższy czas w kłusie czy w galopie, tylko skupić się na krótkich zagalopowaniach i przejściach, tym bardziej, że podczas rozgrzewki podopieczny jasno dał mu do zrozumienia, że ze wszystkich chodów to galop sprawia mu dziś największy problem, nawet jeśli na co dzień to stęp był jego piętą achillesową.
W związku z tym, po krótkim odpoczynku, Tyler ponownie nabrał wodze na kontakt, dojeżdżając przy tym łydką, żeby ogier bez zbędnych spięć z powrotem się podniósł. Tym razem spróbował ustawić go nieco wyżej, niż dotychczas, przyjmując typowo ujeżdżeniowe ustawienie, jakie widywało się na czworobokach. Pojeździł w nim przez chwilę w stępie i kłusie na woltach, chcąc uzyskać stabilne oparcie na zewnętrznej wodzy i rozluźnionego, ustawionego na pomocach konia, po czym ostatecznie zszedł do stępa. Poruszając się w nim na prawo, wzdłuż ogrodzenia, starannie wyjechał narożnik, za którym przygotował Jasia do zakrętu na linię środkową. Uprzedził go o nim półparadą, po czym precyzyjnie zakręcił i po paru krokach na wprost, rozpoczął ustępowanie w kierunku ściany. Z racji tego, że dzisiaj jeszcze nie ćwiczyli tego elementu, przed wykonaniem tego ćwiczenia w całości Henderson zaproponował podopiecznemu samo ustępowanie, bez jego dalszej części w postaci zagalopowania, czym mieli zająć się dopiero później.
Wykonując ustępowanie, zewnętrznymi pomocami pilnował, by ogier nie wypadł łopatką ani zadem na zewnątrz podczas odpowiadania na spychające działanie wewnętrznej łydki. Dzięki temu Johnny powinien pozostać niemal wyprostowany w trakcie ustępowania, nie licząc delikatnego ustawienia do wewnątrz, które Tyler jeszcze zminimalizował po dojechaniu do ściany. Z powrotem przesunął wewnętrzną łydkę na popręg i dojechał nią ogiera do zewnętrznej wodzy, by na kolejnej krótkiej ścianie powtórzyć ustępowanie, także zaczynając od wjechania na linię środkową. Dopiero gdy nabrali płynności w tym ćwiczeniu, Tyler uzupełnił je o brakujące zagalopowanie, które miało nastąpić tuż po zakończeniu kolejnego ustępowania, czyli po powrocie na ścianę. W wyniku ustępowania Johnny powinien mocniej wejść wewnętrzną, tylną nogą pod kłodę i w efekcie zyskać większą swobodę w zagalopowaniu pod górę, do którego Tyler zaprosił go po krótkiej półparadzie. Jeśli się udało, po dojechaniu do końca ściany i pokonaniu narożnika zwolnił do kłusa, zawrócił przez półwoltę i w połowie długiej ściany znowu zwolnił do stępa, by przygotować kasztana do powtórzenia tego ćwiczenia raz jeszcze.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group