To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Kryty lonżownik

Little Bit Of Spice - 2017-01-21, 18:54

Przyszła za kobietą na lonżownik. Znała już to miejsce, więc nie wywarło na niej zbyt dużego wrażenia. Klacz po drodze oczywiście też próbowała jakiś sztuczek, ale za pewne dość szybko została sprowadzona na ziemię przez kobietę. Poprzedni trening w życiu klaczy był przełomową chwilą, bo przyjęła i osprzęt i jeźdźca częściowo. Rzucono ją na głęboko wodę, ale klacz doskonale sobie z tym poradziła. Klacz na lonżowniku zachowywała się już całkiem przyzwoicie, dlatego po zatrzymaniu na środku hali cierpliwie czekała na dalszy ruch Lisy. Nieco się wierciła w miejscu, ale nie uciekała ani nie zachowywała się niepożądanie. Ucieszyła się w końcu z możliwości ruszenia się z miejsca, a tam również nic się szczególnego nie wydarzyło. Chyba wiedziała że jej spokój zostanie w końcu nagrodzony, a nie ukrywajmy na to przecież po cichu liczyła. Po ostatecznym poprawieniu sprzętu i podpięciu lonży klacz została skierowana na koło, gdzie po przejściu do stępa poruszała się naprawdę dość żwawo. Ona tylko czekała na możliwość ruszenia wyższym chodem, a na komendę + cmokanie zareagowała niemalże natychmiast. Przeszła do wyższego chodu dość energicznie, choć samo przejście i tak nie było zarąbiście idealne. Pozwoliła sobie na strzelenie jednego baranka, takiego małego i niewinnego.
Lisa - 2017-01-21, 21:54

Przekłusowała ja po kilka minut na każdą ze stron, tak aby potem nie miała głupich pomysłów z nadmiaru energii. Kiedy już to zrobiła zatrzymała ją i znowu podprowadziła na środek. Odpięła lonżę oraz odwiązała wodze. Porywała się na niełatwe zadanie, bo kilka pierwszych wsiadań powinno być raczej z pomocą drugiej osoby, Liska jednak lubiła pracować sama w ciszy i spokoju. Podstawiła sobie schodki z lewej strony klaczy i weszła na nie.
Początkowo przewiesiła się lekko brzuchem przez siodło, klepiąc karą po szyi z dwóch stron i przemawiając do niej spokojnym głosem. Następnie włożyła lewą nogę w strzemię i bardzo powoli i ostrożnie wsiadła. Wodze starała się mieć luźne aby dodatkowo nie stresować Litki.

Little Bit Of Spice - 2017-01-22, 13:15

Klacz się potem uspokoiła, co za pewne ucieszyło Lisę. Jak na razie nie mogła chyba jej niczego zarzucić, bo klacz spisywała się dość dobrze jak na świeżaka w tej kwestii. Dość spokojnie kłusowała przykładając się do wykonywanej pracy, pracując dość dobrze i wyraźnie swoim ciałem. Na polecenie kobiety ponownie się zatrzymała i poszła za kobietą na środek lonżownika, gdzie czekała na rozwój dalszych wypadków. Klacz tylko raz miała jeźdźca na sobie i to z pomocą stajennego który ją trzymał, bo inaczej prawdopodobnie Blanca by źle skończyła. Klacz zadrobiła w miejscu i nie mogła się doczekać reszty wydarzeń, ale nie spodziewała się chyba takich. Na przewieszenie się przez siodło skuliła tylko jedno ucho, bo znała ten manewr i nie stresował jej. Dopiero kiedy kobieta wsiadła całkowicie do siodła, klacz skuliła drugie ucho i szastnęła ogonem o swoje boki. Na szczęście nie puściła się przed siebie galopem, próbując się jej pozbyć z siodła. Zrobiła krok jednak w bok i dość zamaszysty, mniej więcej wyglądało to w stylu ustępowania od łydki. Jednak nie zrobiła tego ani gwałtownie, jednak może nieco chaotycznie.
Lisa - 2017-01-23, 17:56

- Hola, dobra dziewczynka. Nic się nie dzieje. - przemawiała do niej spokojnym głosem, na razie tylko siedząc i głaszcząc po szyi. Oczywiście miała prawo być zdenerwowana, sytuacja była dla niej całkiem nowa. Dlatego Lisa dała jej dłuższą chwilę na oswojenie się jeźdźcem na grzbiecie. Dzięki temu, że były na lonżowniku Litce byłoby stosunkowo trudno puścić się galopem przed siebie.
Kiedy kara względnie się uspokoiła, dziewczyna cmoknęła cicho, jednocześnie przykładając łydkę żeby mogła skojarzyć te dwa sygnały ze sobą.

Little Bit Of Spice - 2017-01-25, 22:20

Oczywiście słowa kobiety średnio do niej przemawiały, bo jej przecież łatwo było mówić nie? W końcu to nie ją ujeżdżano :lol2: Klacz po chwili zaczęła się stopniowo uspokajać, ale nadal była dość spięta, nie pewna i gotowa do działania w każdej sekundzie. Nie koniecznie zdrowego działania, co stwarzało pewne ryzyko. Może galop nie był wskazany i utrudniony, ale kto wie na co było stać karą. Zareagowała nieco przesadnie na pomoce od kobiety, przechodząc prawie do kłusa z miejsca. Choć bardziej to można było chyba określić chaotycznym szybkim stępem, który nie był na razie kontrolowany i jednocześnie nie niebezpieczny wbrew pozorom. Poza tym kobieta na pewno sobie poradzi, bo przecież wiedziała co robi. Tym nieco przesadnie szybkim stępem i w spięciu klacz kroczyła przed siebie, nerwowo obijając ogonem o swoje boki i strzygąc uszami na boki. Nie czuła się zbyt pewnie w tej sytuacji, jednak czas czas czas odgrywał tu dużą rolę.
Lisa - 2017-01-26, 21:48

Kierowanie na razie było nieco utrudniona bo klacz nie do końca znała sygnały dawane ciałem i wodzami. Dziewczyna starała się pokazać jej kierunek ruchu, zachowując spokój i nie przejmując się nadmiernym tempem. Wodza było stosunkowo luźna, zachowująca delikatny kontakt z pyskiem konia - ale taki, który nie będzie sprawiał jej dyskomfortu.
Cały czas starając się ja uspokoić skierowała ja na pełne okrążenia po lonżowniku, nie wymagając specjalnie dużo. Miała po prostu kroczyć stępem i zachować jeden kierunek ruchu.
EDIT
Kiedy kara względnie odzyskała spokój, Liska powoli skierowała ją tak aby zmienić kierunek. Na tą stronę także wykonały parę okrążeń. Dziewczyna poklepała ją po szyi i zatrzymała, pomagając sobie najbardziej głosem - wszak do tego Litka powinna być przyzwyczajona po lonżach.
Jako, że zajeżdżanie konia jest procesem stopniowym, blondynka postanowiła zakończyć na dzisiaj pracę. Zasiadła, poluźniła popręg i podwinęła strzemiona po czym nakryła derką i wyszła w kierunku stajni.

Little Bit Of Spice - 2017-01-30, 13:23

Lisa napisał/a:
[...]


Faktycznie było utrudnione, ale klacz przecież nie chciała wejść w ścianę. Poniekąd może zadziała tu logika lub chęć życia klaczy, więc jakoś pokrętnie ale jednak skręcała we właściwym kierunku. Bardzo na plus okazał się spokój i opanowanie kobiety, które pozytywnie również wpływało na klacz. Klacz musiała szykować się już do zajeżdżenia całkowitego, bo już jej wiek na to pozwalał i jednocześnie w końcu by wypadało. Klacz stosunkowo akceptowała cały sprzęt i jeźdźca, nie robiąc z tego powodu jakiś cyrków. Nieco koślawie wyszło im te koło po lonżowniku, ale klacz z czasem szła już nie tak szybko i nawet się nieco rozluźniła. Jednak wciąż pozostawała gotowa na wszelką ewentualność, co było widać nieco w jej zachowaniu. Była dość nadal niepewna, a także mogła się spiąć w każdej chwili i odwalić coś. Jednak udało im się przejść te koło bez większego ubytku na zdrowiu :lol2: Jako tako zaczęła łapać wyjeżdżanie narożników i ogarnianie pomocy, ale to wszystko dopiero było na wstępie pracy z nią. Wyjechanie przekątnej na której zmieniły kierunek było nieco krzywe, ale to było do przewidzenia. Jednak klacz załapała gdzie się ma poruszać, a to chyba dobry postęp. Brakowało jej jednak obeznania z podstawowymi jeszcze pomocami, ale wszystko w swoim czasie. Ważne że ogarniała ruszanie-zatrzymywanie, a także jazdę we właściwym kierunku. Udało im się dość poprawnie wyjechać kilka okrążeń, by się w końcu zatrzymać zgodnie z pomocami od kobiety. Parsknęła w zadowoleniu na pochwałę, a koniec pracy przyjęła poniekąd z ulgą. Po ogarnięciu sprzętu przez kobietę, klacz wyszła w końcu za nią do stajni.

z.t

Nicole - 2017-01-30, 21:10

// Zakładam, iż święci tu pustkami. xd

Weszła na lonżownik w towarzystwie Okayi, dzielnie dzierżąc jej derkę, oraz bat do lonżowania. Tą pierwszą odłożyła gdzieś na bok, od razu kierując się w stronę środka obiektu.
Cierpliwie zaczekała, aż kobyłka zapozna się z otoczeniem i nowymi zapachami ( a raczej mieszanką zapachów) oddając jej większość lonży, a tym samym pozostawiając dużą swobodę ruchów. Przyjmuję, że nie zachowywała się jak rozwydrzony źrebak, ale jeśli się mylę, to Nicole gotowa była zebrać " linę ", sprowadzając ją chociaż trochę na ziemię. Takie szaleństwa, przy zupełnie nierozgrzanych mięśniach mogłyby skończyć się nieprzyjemnymi urazami. Wolala nie ryzykować, i mieć - w tej kwestii - czyste sumienie. :lol:
- To co, gotowa? - cmoknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę, ostrożnie wkraczając dystans ( tak, zwinęła trochę lonży ) - Stęp.
Stanowczo wypowiadając komendę, zachęciła ruchem dzielącej ich liny, do ruszenia. Podejrzewam, że dużo nie trzeba było. Toż to ona mało nie zeszła przez odżywkę w sprayu!
Najprawdopodobniej bat potrzebny nie będzie, jednak dziewczyna zgarnęła go bardziej dla zasady - żeby się stajenni nie czepiali, że z młodym koniem wychodzi bez żadnego "zabezpieczenia." Czemu nikt nigdy nie zwraca uwagi na ręce? Wystarczy wymach jednej ręki, aby większość koni pędziła przed siebie. :lol:
Rozstępowanie trwało kilka minut, podczas których Hiszpanka wyganiała nudę i rutynę, na wszelkie możliwe sposoby. Zmiany kierunków, zwiększanie, zmniejszanie średnicy koła, wszystko oczywiście jednakowym tempem.

Anonymous - 2017-01-31, 01:10

Na samym wejściu, a raczej przed nim już miała duże obiekcje co do pomieszczenia. Wahała się przed postawieniem kopyt na ,,nowym podłożu", które nie było tym, rozciągającym się od stajni, aż po lonżownik. Strasznie patrzyła na to co jest pod jej nogami, więc po chwili negocjacji wręcz wskoczyła do środka. Od razu zadarła wysoko ogon, a nos opuściła do ziemi wpierw kłusując i obwąchując całe pomieszczenie. W tej chwili wyglądała jak pies tropiący, no ale. W stępie bo do niego była zmuszona, znowu zaczęła wąchać i zapoznawać się z obcym dla niej miejscem. Niestety dalszy plan Nicole był wręcz niemożliwy, gdyż kobyła na samo machnięcie lonżą rzuciła się biegiem do przodu. Strzelając baranki, wyrzucając z zadu i galopując jak dzikus przed siebie. Była wystraszona zaistniałą sytuacją co było doskonale widać po jej oczach i tym panicznym galopie, w którym ciągała za sobą dziewczynę. Momentalnie sierść oklapła od zgrzania się, a Okaya powoli zwolniła, nie czując zagrożenia. Zaczęła kłusować z uniesionym ogonem i nawet fazą zawieszenia w kłusie! Dopiero teraz pokazała ładny ruch ze swojej strony, zaakcentowany głośnym oddechem i furczeniem. Cała wyprostowana, rozglądała się na boki, aż do momentu, w którym się zatrzymała i wypuściła głośno powietrze ze świstem.
Nicole - 2017-02-02, 18:30

Mogła się tego spodziewać. Kiedy Okaya ruszyła tym szaleńczym galopem, Nicole mało się nie wyrąbała. Pociągnięta straciła równowagę, lecąc do przodu. Całe szczęście uniknęła upadku ( jakimś cudem! ) i stojąc już stabilnie próbowała uspokoić sytuację. W innej zapewne szarpnęłaby za lonżę, chcąc wybić jej ten głupi pomysł, jednak ta sytuacja... To mogłoby tylko pogorszyć sprawę. No bo gdyby i tego się wystraszyła?
Nie wydziwiała. Bała się. Najzwyczajniej w świecie się bała. Jej oczy, jej ruch - mówiły wszystko. To wszystko bardzo mocno uderzyło Hiszpankę. Zebrała lonżę, uspokajająco szepcząc w jej stronę, oczywiście tak, żeby mogła owe słowa usłyszeć.
- Spookoojnie. - dodając ciche " trr " zaczekała, aż palominka przejdzie do stępa i w końcu do stój.
Powolutku zbliżyła się, zwijając lonżę. Pilnując, żeby ta znów nie zwiała, zatrzymała się dosłownie dwa kroki od niej.
- Dasz radę. To wcale nie takie straszne, jak się może wydawać. Pomoogę Ci. - uśmiechnęła się, tak jakby oczekiwała potwierdzenia, przytaknięcia, czy czegokolwiek.
Ruszyła przed siebie, prowadząc ją niczym na uwiązie. Tak miała zamiar ją rozstępować, bo na tę chwilą wydawało się to być najlepszym rozwiązaniem.
- Widzisz? Idziemy. Nic się nie dzieje.
Nie ciągnęła, nie napierała; to ona miała się zdecydować, to ona miała zrobić ten kroczek w stronę udanego treningu. :lol:

Anonymous - 2017-02-03, 20:09

Stała jak na baczność, kiedy dziewczyna do niej się zbliżała. Właściwie to analizowała czy dalej uciekać, czy jednak zostać. Postawiła na drugą opcję, spoglądając teraz na Nicole. Parsknęła głośno i przemieliła powietrze w pysku, opuszczając nieco głowę. No dobra, nie znały się, ale jednak Okaya znała ją bardziej niż te miejsce. Tak więc po chwili zastanowienia, ruszyła stępem, już przypominającym bardziej stęp, niżeli walkę o życie. Bała się mniej, jednak o kompletnym rozluźnieniu nie było mowy, gdyż jej uszy bacznie nasłuchiwały dźwięków, a ciało było gotowe spiąć się w każdej sekundzie i ponownie rzucić się do ucieczki. Nie mniej jednak póki nie było podejrzanych dźwięków, a dalej tak stępowały, to palominka odpuściła. Rozluźniła się, opuściła głowę na wysokość klatki piersiowej i zaczęła spokojniej podążać za Hiszpanką. To był ogromny krok z jej strony, lub fart, że wolała trzymać się tego co ,,znane".
Nicole - 2017-02-04, 21:14

Odetchnęła z ulgą, kiedy to kątem oka zdołała dostrzec ruch ze strony Okayi. Nachodziła się z nią tak przez 5-10 minut, podczas których nieustannie szeptała coś do palominki. Właściwie, to potem sama już nie wiedziała, co mówiła, a czego nie. Gdyby tak pomyśleć... Nie potrafiłaby też odtworzyć tego monologu.
W końcu Nicole uznała, że wystarczy tego spacerku, i z każdym krokiem zaczęła się coraz bardziej odsuwać od klaczy. Nie zatrzymując jej, oddawała coraz bardziej lonże. " Liną " nakierowując na wprost, przesuwała się w bok. Prościej mówiąc, w niedługim czasie, powinny dojść do ustawienia które osiągnąć chciała już na początku - człowiek " nieruchomy " w środku, koń krążący wokół niego. A jeszcze prościej, czyli w czterech słowach - do standardowego ustawienia przy lonżowaniu. Bo, że da się to zrobić, to userka wie z własnego doświadczenia. :lol:
Musiały zacząć, no bo przecież nie mogły kręcić się tak, w stępie w nieskończoność. Dla pewności, odczekała jeszcze te dwie minutki, po czym cmoknęła dwa razy chcąc uzyskać przejście do wyższego chodu.
W razie problemów - takich większych - natychmiast zaczęła uspokajać pięciolatkę głosowo. A jeżeli zaś nasza bohaterka, nie zareagowała na cmokanie, Nicole wydała jej głośniejsze polecenie, w postaci słowa.

Anonymous - 2017-02-04, 22:59

Gdy tylko lina zaczęła ją ograniczać, nawet nie kombinowała ustępując jej, czyli zostając na swoim kole. Stąd łatwo Nicole udało się zostać wewnątrz koła. Okaya spokojnie stępowała, nawet stabilizując oddech, który już nie był tak łapczywy jak wcześniej. Na cmokanie zareagowała nagłym pobudzeniem, czyli uniesieniem szyi, oraz głowy, odchyleniem uszu do tyłu, a także podbiegnięciem dosłownie trzech kroków w kłusie. Przeszła po tym do żwawego stępa, zerkając w stronę dziewczyny. Nie wiedziała czemu cmokała, a raczej co to miało znaczyć, a na komendę głosową nie zareagowała. Dla niej był to tylko dźwięk, nie polecenie. I tutaj tylko utwierdziła nastolatkę, że całkiem dobrze sobie radzi poruszając się w pewnej odległości od człowieka i to tyle. Sama sobie zawsze wybierała tempo, nie będąc kompletnie ruszaną w żadną ze stron. Czyli nigdy nie była lonżowana tak naprawdę. Tylko biegała.
Untouchable - 2017-02-20, 13:13

Delphine napisał/a:
[...]


Ta pozdro jeśli sądziła że klacz się posłucha od tak po prostu :lol2: Miała nieco wybuchowy charakterek, który zdecydowanie odziedziczyła po ojcu. Klacz nie szalała zbyt długo na tej lonży w kontekście baranków i innych dziwactw. Pokonała już kolejne kółka w galopie dość spokojnie, by z lekkim opóźnieniem przejść do kłusa. Klacz poruszała się nieco chaotycznie, ale miała całkiem niezły ruch i wiedziała jak pracować ciałem. Wykonały kolejne trzy koła w kłusie, by gniada niekoniecznie chętnie przeszła z powrotem do stepa. Zmieniła wraz z kobietą kierunek ruchu, by zaraz wrócić ponownie do stępa. Wykonała kolejnych pięć kółek i dopiero przeszła do kłusa, robiąc to wręcz ochoczo i energicznie. Jednak nie przesadzając za nadto, poruszała się z każdym kołem coraz pewniej i zdecydowanie lepiej niż na początku.

Delfinek - 2017-02-21, 17:10

Pochwaliła po wszystkim trzylatkę przekonując ją cmoknięciem do stałego kontrolowania sytuacji. Jej pomoce były silne i pewne a ręka mimo drobniutkich gabarytów stawiała opór godny bokserom. Praca z młodziakami, nawet tymi o ostrym charakterze ,,po tatusiu'' nie sprawiała jej takich problemów a do tego rozpierała ją duma. Widząc postępy każdego z podopiecznych - nawet te najmniejsze były one dla niej powodem do zadowolenia i pewności swoich czynów.
Przekonała klacz na kolejne koła następnie pozwalając na dość nielubiane przez konie ćwiczenie. Otóż robiąc obecnie koło wzdłuż wskazówek zegara prowadziła klacz wciąż kłusem trzymając stałe tempo. Następnie po 360 stopniach zwolniła tempo oraz skupiła klacz cmoknięciem na sobie aby przenieść ją do stępa i po dosłownie kilku sekundach znów poprosić o kłus. Ćwiczenie te powtarzała przez kolejne kilkanaście minut jak nie więcej, z czasem dodając zmiany stęp-kłus-galop bądź same stęp-galop w których im mniej kroków kłusa tym większa nagroda.
Finalnie pozwoliła jej na swobodny galop aby trochę pozwolić się jej wyszaleć i dokładnie ocenić ruch klaczy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group