To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Kryty lonżownik

Jessie - 2016-11-28, 13:52

Z czasem wprowadziła także przejścia do galopu, zawsze z roboczego tempa kłusa. Zwracała uwagę na to, by przejścia były płynne, a ogier nie rozpędzał się w kłusie przed przejściem w galop. Stosunkowo często zaskakiwała go zmianami, oczywiście uprzedzając Unex'a pojedynczymi półparadami ilekroć miała mu wydać komendę. Gdy tylko czuła, że koń próbuje się uwiesić na ręku lub zauważyła, że się usztywnia, rozluźniała go poprzez półparady dążąc do uzyskania okrągłej, rozluźnionej sylwetki wierzchowca. Powinno jej się to udać, bo patent był tak skonstruowany, by pomóc koniowi w rozluźnieniu - lina biegnąca przez potylicę i opasająca kłodę wywierała nacisk na ciało, które powinno się mu poddać na zasadzie odruchu. Dokładnie takiego, jak ludzie mają przykładowo po uderzeniu 'młotkiem' w kolano - jeżeli wszystko dobrze funkcjonuje, raczej nie sposób się temu przeciwstawić. Tak samo było z naciskiem na potylicę, który skłaniał konia do opuszczenia głowy, lub naciskiem na brzuch, nakłaniającym do podniesienia grzbietu.
Po paru minutach pracy w kłusie i galopie na prawo, zatrzymała konia do stępa, a następnie do stój, by przepiąć lonżę i puścić go z powrotem na koło, tym razem na lewo. Tutaj wykonała ten sam zestaw ćwiczeń, wciąż przykładając ogromną wagę do jakości poszczególnych przejść i do tempa, w jakim poruszał się koń. Po upływie tej samej ilości czasu, ponownie go zatrzymała i zdjęła patent, a następnie odpięła lonżę. Nie był to jednak koniec treningu, a jedynie koniec pracy na wypięciu, z czym przecież nie można było przesadzić. Poza tym mięśniom dobrze zrobi "rozprostowanie" po pracy w dole i zaokrągleniu. Na chwilę zostawiła Unex'a samego sobie, po czym zaczęła wyjmować ze schowka drągi, które zaczęła układać na kole, początkowo na kłus.

Unexpected - 2016-11-28, 20:34

Unex nie miał problemów z przejściami. Zawsze były one dość energiczne, płynne i prawie wykonywane od razu po wydaniu komend/wykonaniu ruchu przez właścicielkę. Nawet częste zmiany nie powodowały zmiany większej w jego pracy, czasem jak każdemu zdarzyło mu się na moment rozkojarzyć czy zagapić. Jak mówiłam początek jego pracy na tym urządzeniu był nieco sztywny i zdawało się że ogier był niepewny, dopiero z czasem zaczął się rozluźniać i lepiej pracować ciałem. Może i powinno się poddać, ale ogier był upartą i twardą bestią. W trakcie walki walczyłby do ostatniej kropli krwi, tu po prostu nowa sytuacja go nieco spięła. Nie wiem czy na pewno, ja np. nie mam tego odruchu w kolanie :lol2: Choć kolana mam sprawne jak talala, to nie wiem nigdy o co w tym chodzi. Zniżył łeb, uwypuklając i pracując znacznie lepiej grzbietem. Minimalnie wygiął też łeb w kierunku Jess, tworząc ze swojej szyi takiego mini rogala. Poruszał się chętnie i energicznie za równo na prawo i lewo, utrzymując stałe tempo i pracę całego ciała. Jego zadnie partię również pracowały, bo przecież potrzebował motorka napędowego do pracy. Nie miał większych problemów z pracą i słuchaniem Jess, może raz czy dwa zdarzyło mu się przesadnie przyspieszyć czy nawet bryknąć. Jednak raczej nie było to coś, co powinno niepokoić lub wkurzyć amazonkę. W końcu się zatrzymał i poniekąd zdziwił na to, co zrobiła Jess. Po prostu zdjęła z niego prawie wszystko, za wyjątkiem ogłowia. Ogier po chwili zdziwienia zaczął krążyć wokół właścicielki, zrzucając z siebie nadmiar energii - tej która tam gdzieś jeszcze była. Nieco bezsensownego biegania wokół lonżownika + kilka baranków, ostudziło w końcu jego młodzieńczy zapał. Podszedł wtedy bliżej właścicielki, albo dał się złapać wcześniej i delikatnie szturchnął ją w ramię. Choć w wykonaniu konia, to idealnie delikatne nie było. Raczej nie myślał teraz o treningu, a o zachęceniu jej do zabawy. Co pewnie jednak mu się nie udało, a szkoda.
Jessie - 2016-12-03, 12:59

Jakkolwiek uroczy by nie był, nie zamierzała się bawić z ogierem, bo jeszcze miłe jej było życie. W końcu mógł jej zrobić krzywdę nawet niechcący. Dlatego też skarciła krótko konia za to pchnięcie nosem, nie chcąc by się uczył takich głupot i z powrotem odesłała go na koło, oczywiście wciąż bez żadnej lonży. Miała jednak w ręce bat, co było wystarczające by utrzymać Unex'a na kole, na którym w połowie lonżownika leżały rozstawione na kłus drągi. Ustawienie ich po łuku wymagało od konia większego skupienia i wysiłku podczas przechodzenia przez nie, bo równowaga w trakcie tego ćwiczenia była zgoła inna niż na prostej. Koń powinien być lekko wygięty, zapewne też obniży i wydłuży szyję, próbując zachować odpowiedni balans ciała. Drągi były ustawione dość szeroko, przez co zdecydowanie prościej było je pokonać z dynamicznego, żywego kłusa, o który Jess zadbała odpowiednio podnosząc energię głosem i mową ciała. Poprosiła gniadego o przejście przez drągi parę razy w obie strony, co któryś raz chwaląc go za współpracę, nawet poprzez mały poczęstunek cukierkiem (po prostu robiła krótką przerwę po przejściu drągów i potem znowu prosiła o kłus).

edit.
Uporawszy się z tym ćwiczeniem, ponownie dała ogierowi chwilę przerwy, podczas której rozstawiła drągi szerzej - na galop. Gdy wszystko było już przygotowane, niejako zagoniła konia do pokonania drągów galopem, w razie potrzeby strzelając końcówką bata w powietrzu, co powinno go dostatecznie zachęcić do ruszenia wyższym chodem. Parokrotnie kazała mu przegalopować się po drągach w obu kierunkach, po czym zakończyła trening przejściem do stępa. Utrzymała konia w tym chodzie zwyczajnie "śledząc" go, przez co nie powinien się zatrzymać ani na chwilę, skoro Jess cały czas szła za nim (niedosłownie, bardziej po drugim śladzie), w ten sposób stępując go po treningu. Po dziesięciu minutach złapała konia na lonżę i opuściła wraz z nim lonżownik, udając się do stajni. /zt

Unexpected - 2016-12-09, 15:32

O tam od razu miała złe myśli. Zabawy z końmi bywają fajne, ale trzeba znać granicę i umiar. Ogier nie planował jej zabić, bo ledwo co ją zyskał. Prychnął i skulił uszy kiedy do odepchnęła, a jako że latał nadal przecież luzem - od galopował kawałek i strzelił po drodze z dwa baranki. Chwilę mu zajęło nim wrócił na koło, bo wcale nie miał na to ochoty. Na widok drągów ustawionych na ziemi postawił uszy ponownie do pionu, ogier już pracował na drągach i wiedział z czym się to je. Nadal dość energicznie się poruszał, idąc wyraźnie od zadu i w pełnym skupieniu. On ogólnie nieco zaokrąglał się na kole do wewnątrz, a przechodzenie nad samymi dragami dla niego było łatwizną. Energicznie i bez problemu unosił nad nimi nogi, balansując całym ciałem i pokonując je w doskonałym stylu. Przechodził te drągi za każdym razem z dużą łatwością, precyzją i w nienagannym stylu. Poruszali się na obie strony, co dodawało brak znudzenia i zawrotów głowy :lol2: Parskał chwalony, a żarcie pochłaniał w każdej ilości. Skorzystał z możliwości przerwy, by nieco podładować akumulatory. W końcu wszystko ponownie było gotowe i czekało na niego, a on był również na to przygotowany. Zachęcony batem skierował się ponownie na koło, przechodząc od razu do galopu. Podobnie jak w kłusie pokonywał je z dużą precyzją i dokładnością, co na pewno było miłe dla oka. W końcu ostatecznie zwolnił do stępa, bo to był koniec treningu na dziś. Stępował po lonżowniku jeszcze jakiś czas, co wymuszała poniekąd na nim Jess. Bez problemu dał się złapać na lonżę i wyprowadzić do stajni.

z.t

Untouchable - 2016-12-26, 15:58

Delphine napisał/a:
[...]


Faktycznie wiało tu pustkami, może to i lepiej? Dla młodej klaczy to mniej wtedy stresujące, choć w genach odziedziczyła odwagę i wrodzoną ciekawość. Gniada rozglądała się ciekawsko po otoczeniu, starając się jak najwięcej z tego zapamiętać. Odesłana na koło ruszyła dość energicznie stepem po nim, klaczka urodę również odziedziczyła po rodzicach <3 Krążyła dość swobodnie i w rozluźnieniu na kole, wykonując łącznie 5 takich kół 9m. Klacz ucieszyła się z tego że została puszczona na większe koło, dodatkowo mogła przyspieszyć do kłusa. Swoje zadowolenie wyraziła strzeleniem baranka, a potem już szła raczej dość grzecznie. Tutaj również przekłusowała kilka okrążeń, aby na koniec przejść w najwyższy chód. Klacz raczej dostosowywała się do narzuconego jej tempa, nie szalejąc zbytnio. No może nie licząc baranka czy dwóch, ale to chyba nic złego?

Blanca McRuben - 2016-12-28, 22:27

Wprowadziła klacz na lonżownik, zadowolona już nawet z tego, co udało się jej już uzyskać. Z leniwej chabety stojącej w boksie klacz zmieniła się dziś w młodzika, który przyjął w miarę na spokojnie pierwsze kiełznanie i siodłanie. Nie liczyła paru nieposłuszeństw - wiedziała, że klacz była całkowicie surowa, i nikt nigdy nic z nią nie robił.
Zamknęła drzwi i przystąpiła do przygotowania klaczy. Chciała, żeby przyzwyczaiła się do ruchu w sprzęcie, toteż zabezpieczyła wodze o podgardle, zaplątując je parę razy i zabezpieczyła strzemiona, podciągając je do góry i zawiązując je. Po tych akcjach puściła klacz luzem, aby zażyła trochę ruchu.
//Przepraszam za taką kupę, padam na twarz

Little Bit Of Spice - 2016-12-29, 14:54

Przybyła za kobietą na lonżownik. Oczywiście nie byłaby sobą gdyby czegoś nie odwalała po drodze, a to próbowała wyprzedzać, a to oglądać czy się płoszyć. Za dużo nowych wrażeń jak na pierwszą wycieczkę poza stajnie, ale musiała to jakoś znieść. Nadal nie była do końca zachwycona z tego, że miała na sobie te całe gówno - sprzęt do jazdy. Jednak musiała się do tego przyzwyczaić, bo przecież pokładano w niej nadzieje na przyszłość. Miała doskonały ruch i predyspozycję, a rodowód robił z niej ciekawą przyszłościową klacz hodowlaną. Stała nawet dość grzecznie podczas poprawiania sprzętu, jednak puszczona luzem stała dobrą chwilę odębiała. Nie wiedziała po prawdzie co ze sobą począć, bo nigdy tu nie była, nie miała tego na sobie i nie wiedziała z czym się to je. Dopiero po chwili puściła się przed siebie sprężystym kłusem, a następnie galopem. Spuściła z siebie nadmiar energii strzelając kilka baranków, ale raczej nie wielkich.
Blanca McRuben - 2016-12-29, 16:35

Dała Lit czas. Wiedziała, że dzisiaj miała mnóstwo pracy umysłowej z tym, co już zrobiła, i jest naraz zdenerwowana i zmęczona. Potrzebowała przerwy, stąd ta chwila luzu.
Kiedy klacz ruszyła, Blanca ją jeszcze trochę pogoniła. Chciała, żeby naprawdę spuściła z siebie trochę pary. Po chwili odpuściła presją, czekając, aż klacz zwolni lub zatrzyma się. Jeżeli to się stało, wzięła dwie wiszące nieopodal lonże i podpięła jedną do wędzidła, przewlekła ją przez strzemię i wzięła do ręki. To samo uczyniła z drugą taśmą. Tak uzyskała pomoc, przyzwyczającą młódkę do działania wędzidła pod wpływem ręki "jeźdźca". Zacmokała, pociągając lekko za zewnętrzną lonże, żeby skierować klacz na koło. Po chwili prostego stępa na zupełnie luźnej wodzy weszła na lekki kontakt, a następnie poprosiła klacz o kłus cmokając i lekko przysuwając się do niej. Trzymała obie lonże z równą siłą, w razie potrzeby lekko korygując jej zgięcie przesuwając łeb do wewnątrz.

Little Bit Of Spice - 2017-01-01, 20:54

Czy była zmęczona? Raczej nie, choć nie posiadała najlepszej obecnie kondycji świata. Luz na pewno wyszedł na dobre dla nich obojga, bo klacz nieco się wyciszy po tych szaleństwach. Po spuszczeniu z siebie nadmiaru energii w końcu się zatrzymała, a wtedy kobieta znów zaczęła coś kombinować. Obserwowała ją uważnie i czujnie, nie będąc do końca zadowoloną z jej poczynań. Ubrany sprzęt + dziwnie przeplecione lonżę i szurnięta klacz, to nie było dobre połączenie. Na działanie "ręki jeźdźca" zareagowała dość gwałtownie, przysiadając na zadzie i szarpiąc się. Trwało to jednak parę dosłownie sekund 2-3, bo zaraz wystrzeliła jak z procy kłusem przed siebie. Chwilę jej zajęło ogarnięcie się życiowe, a co za tym poszło pewnie dopiero wtedy zwolniła do stępa. Zaczynała się ponownie stopniowo uspokajać, miała oczywiście spore opory przed wejściem na kontakt. Wszystko trwało, ale w sumie opłacało się. Klacz dość chętnie przeszła z powrotem do kłusa, gdzie poruszała się dość energicznie. Można by odnieść wrażenie że próbowała spierdolić przed kobietą :lol2:
Blanca McRuben - 2017-01-01, 21:13

W końcu się udało, no po prostu trzydniowy zaciesz świata i padanie na kolanka przed wspaniałą Lit.


:lol2:

Zatrzymała klacz pełną paradą, równą i poprawną. Nie miała gdzie uciec, niech się chociaż zatrzyma ten koń. Jeżeli to się udało, Blanca podeszła, odpięła lonże, te wszystkie ustrojstwa i odłożyła je na bok. Powoli przyłożyła do klaczy schodki, trzymając ją jedną ręką, po czym zawołała stajennego, żeby to on teraz trzymał diablicę. Weszła na schodki, odbiła się z gracją i przewiesiła się spokojnie przez grzbiet klaczy. Jeśli ta jej nie zabiła, stajenny zrobił z nią i z Blanką na końskim grzbiecie koło stępem.

Little Bit Of Spice - 2017-01-02, 15:05

Padaj na kolanka ! I całuj po nich, no inaczej nie ma przebacz. Pamiętajmy że klacz nie znała takich podstaw nawet, więc nie wymagajmy od niej cudów. Pewnie Blanca jej w tym nieco pomogła, bo inaczej klacz raczej średnio się zatrzymała. Nikt z nią nie pracował, a więc podstawy jak wspominałam były jej obce. Pewnie w końcu się zatrzymała i za furgotała chrapami, czekając na ciąg dalszy wydarzeń. Obecność stajennego wcale jej nie zadowoliła, skuliła uszy i przebrała przodem w ziemi. Nie mal odgryzła mu twarz, gdy się zbliżył za nadto :lol2: Dopiero czując na sobie ciężar kobiety, zapomniała całkowicie o facecie. Zrobiła gwałtowny krok w bok, by wystrzelić do przodu jak z procy. Na szczęście dla kobiety na grzbiecie, zdołała przeżyć i się utrzymać. Stajenny nieco zdziałał cuda, sprowadzając karą na właściwy tor. Głównie chyba ucierpiała na szarpnięciu, ale skoro przetrwała to i przeżyła 8-) Znaj jej litość.
Blanca McRuben - 2017-01-02, 16:01

O ja cię panie, co ta Lit odwaliła :lol2: . Na szczęście Blanca w porę zginęła rękę w łokciu, cofnęła ją i złapała się grzywy, a drugą tylnego łęku, bo inaczej spadłaby i zepsuła całą swoją pracę. Tak to jakoś wytrzymała dziwne zachowania klaczy, podziękowała stajennemu i zsunęła się na ziemię. Tam poluźniła popręg, złapała za wodzę i wyprowadziła konia na zewnątrz, a potem do stajni.
Zt

Delfinek - 2017-01-16, 16:33

Untouchable napisał/a:
...


Nie, skądże. Tylko za każdy baranek lekko dała jej znak lonżą, że nie powinna tak robić. Ot, dla sportu :lol2: .
Następne dwa kółka pokonały w galopie aby ruchem lonży sprowadzić ją znów do kłusa. Tutaj przetrzymała nieznacznie pysk na lonży a batem lekko pomachała następnie wykonując machnięcie lonżą w przód aby przekonać klacz do szybszego ruchu i o ile to wyszło pochwaliła ją słownie.
Po trzech kolejnych kołach w kłusie zwolniła klacz do stępa podchodząc pod nią i zmieniając poprzez skręt kierunek jej ruchu ażeby następnie pogonić ją do koła stępa i 5 kółek kłusa w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara.

Little Bit Of Spice - 2017-01-21, 14:40

Klacz szarpnęła się pod wpływem pociągnięcia za grzywę, ale na szczęście obyło się bez ofiar. Była nieco zdziczała i nie ogarnięta w tej kwestii, więc nic dziwnego że zareagowała tak a nie inaczej. Klacz jak wspominałam na szczęście dla niej została szybko ogarnięta, więc mogli zrobić spokojnie kilka kroków bez szaleństw. To się nazywał postęp <3 Krótko później została oddana w ręce kobiety i wyszła za nią z powrotem do stajni.

z.t

Lisa - 2017-01-21, 17:32

Weszła z Litką na lonżownik - wybrała to miejsce bo nie do końca wiedziała na ile przyjęła jeźdźca a na ograniczonej przestrzeni zawsze łatwiej. Zatrzymała ja na środku, gdzie zdjęła derkę i odwiesiła na bok a także podciągnęła popręg. Co jakiś czas mówiła do klaczy uspokajającym głosem i głaskała ja po szyi, o ile tylko tak stała grzecznie w względnym bezruchu.
Na początek oprowadziła ją stępem dookoła w obie strony, by zaraz podpiąć lonżę, zabezpieczyć wodze i skierować ją na okrążenia. Sama Liska stanęła w środku. Uznała, że lepiej jak najpierw ja trochę przelonżuje i pozwoli spuścić część energii zanim wsiądzie. Po kilku minutach stepa zacmokała, ewentualnie machnęła lekko batem w stronę zadu karej.
- Kłusem - chciała od początku używać słów, bo po pewnym czasie Litka powinna się do nich przyzwyczaić i rozumieć mniej więcej co znaczą.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group