Sergio - 2018-06-01, 16:25 Przyglądałem się uważnie pracy Despacito w stępie. Byłem zadowolony, że raczej w tempie nigdzie się nie wyrywa i oczywiście pozwalałem mu tak zniżać łeb, o ile przy tym nie poruszał się ani za szybkim, ani też ślimaczym, ale po prostu aktywnym tempem, wyginając się lekko, tak aby tworzyć poprawny rysunek koła. Po kilku minutach stępa, które starałem się rozważnie mu urozmaicać choćby przez zmniejszenie i ponowne zwiększenie koła, ściągnąłem nieco lonżę, prosząc ogiera o podejście do mnie. Wtedy przepiąłem lonżę, tak aby zmienić kierunek i pozwoliłem sobie na krótkie pogłaskanie go po szyi przy tej czynności, po czym znowu rozwinąłem lonżę, zachęcając go do dalszego stępa. Po kilku minutach sprowadziłem go na mniejsze koło, by na nim trochę popracować i wrócić do większego koła, rozwijając lonżę i ponownie dając Despacito możliwość poruszania się po maksymalnym kole. Po kolejnych kilku minutach lonżowania go w stępie, postarałem się o skupienie i zmotywowanie Despacito przez działanie lonżą, następnie prosząc go o kłus. Tym razem chociaż nadal nie wymagałem Bóg wie czego starałem się o większe zaangażowanie ogiera i nie dawałem mu zapomnieć o swojej osobie. I tym razem po kilku minutach w kłusie, ściągając go od czasu do czasu to na mniejsze, to na większe koła w końcu ponownie ściągnąłem lonżę a gdy trzylatek się do mnie zbliżył ponownie przepiąłem lonżę, by znowu poprosić go o kłus w drugą stronę, jednocześnie cały czas obserwowałem jak radzi sobie ze zmianami rozmiarów kół i ogólnie reaguje na moje działania, szukając w ten sposób czy jest coś co mogę zmienić lub poprawić by jak najlepiej porozumieć się z ogierem.Despacito - 2018-06-01, 21:03 Idąc z tak nisko opuszczonym łbem, był na pograniczu przeniesienia ciężaru ciała na. przód, co zdecydowanie ujęłoby jego ruchowi obszerności. Czując, że mężczyzna skraca lonżę, podniósł łeb i niechętnie zwrócił go do środka. Pociągnięcie za lonżę skłoniło go do zmniejsza średnicy koła, po którym się poruszał, ale wówczas nie zadziało się nic dobrego. Despacito był jeszcze młodym koniem, który wciąż szukał równowagi, co było dodatkowo utrudnione przez jego wzrost. Właśnie przez to ciężko było mu się poruszać po kole mniejszym niż dwudziestumetrowe, co prawdopodobnie nie było też dla niego szczególnie zdrowe. Momentalnie wypadł łopatką z okręgu, usztywniając się i skracając krok, co dla Sergio powinno być jasnym sygnałem, że jednak zmniejszanie średnicy koła nie jest dobrym pomysłem. Na pewno nie dla trzylatka...
Wrócił na większe koło z wyraźną ulgą, krótko przy tym parskając. Jeszcze przez chwilę stępował w tę samą stronę, by następnie zostać zaproszonym do środka celem zmiany kierunku. Jakiś czas później ruszył kłusem, od razu wypuszczając nos do samej ziemi. Tym razem Sergio mu jednak nie pozwalał na myślenie o niebieskich migdałach, więc zdenerwowany tym faktem Despacito z kwikiem zerwał się galopem, mocno wyrzucając przody w przód przy pierwszej foule galopu. Lekko wyciągnął mężczyznę z koła, pokazując, ile siły w nim drzemało, po czym przez chwilę galopował po kole, zdecydowanie za szybko. Nie był to wynik spłoszenia, a raczej nadmiaru energii i wybuch emocji, których mu nie brakowało.Sensual Seductress - 2018-06-03, 20:52 Nie chodziła może stuprocentowo idealnie jak w zegarku, tak jakby sobie tego życzył, ale jeżeli ktoś celuje w do tego stopnia posłusznego konia, to Seductress nie byłą jednak dobrym wyborem, chociaż nie to, żeby nie dało się z nią dogadać, było to jak najbardziej możliwe. Dlatego w kłusie zdarzało się przyspieszać i iść nadaktywnie, nadal jednak wpisując się ciałem w koło, nie ponosiło jej na tyle, żeby stwarzała niebezpieczeństwo dla siebie i innych, a jeśli przyszło jej zwolnić do bardziej odpowiedniego, "ugrzecznionego" tempa robił to niechętnie, ale nie robiąc o to awantury. Tak w jej wykonaniu wyglądało kolejne kilka kół w kłusie. Pomimo tego, że miała swoje trzy grosze do dodania jeśli chodzi o tempo, to była dość zaangażowana i skupiona. W końcu dostała sygnał do galopu, do którego też Friedrich nie musiał jej specjalnie zachęcać. I tym razem musiała nieco poszaleć, oczywiście w granicach rozsądku, momentami przyspieszając, na czym jednak jej rysunek koła nie cierpiał. I tym razem niechętnie dawała się sprowadzać do wolniejszego galopu, który jednak cały czas pozostawał aktywny, mimo to dość sprawnie przeszła im również rozgrzewka w galopie. Klacz była porządnie rozgrzana i gotowa na dalsze atrakcje, ale nie zmęczona tą rozgrzewką.
No cóż, Friedrich zdecydowanie punktował w porównaniu do jej właścicielki, a wszystko przez oferowane jej marchewki. Mniam.
Kiedy odpiął jej lonżę skorzystała z chwili wolności, jednak nie miał powodu by się obawiać, gdyż nie robiła nic podejrzanego szwendając się po korytarzu, lub podchodząc bliżej do Frycka, by się przekonać, co robi. Nie było to aż tak rozrywkowe, żeby nie chciała przywołana do niego podejść. Dała sobie poprawić kantar, kierując jednak swą uwagę na skromne przeszkody, na których mogła się całkowicie skupić, kiedy wpuścił ją w korytarz. Do biegu nie musiał jej szczególnie motywować, ani martwić się tym, aby i tym razem nie przesadzała z tempem. Ruszyła na pierwszą przeszkodę - kopertę 40 cm - aktywnie i chętnie, jednak równo, by wybić się lekko nad przeszkodę i pokonując ją bez najmniejszego trudu. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że te przeszkody są na razie bardzo skromne i na tak wczesnym etapie chciała się pokazać z dobrej strony. Była WKKWistką, chociaż na razie mężczyzna mógł się przekonać o jej skokowym potencjale, który zapewne zaprezentuje jeszcze wyraźniej na dalszym etapie treningu na korytarzu. Następnie w odległości 3 foule przed nią znajdowała się stacjonata 55 cm. Gniada zachowała dotychczasowe aktywne tempo, bez żadnych przeszkód dotarła do ustawionej przeszkody, by i ją pokonać. Nie skakała jakoś na wyrost, bo jak się popisywać, to na wyższych przeszkodach, jednak również stacjonatę pokonała na spokojnie, z niewielkim zapasem. Następnie czekał ją nieco bardziej okazały od poprzednich dwóch przeszkód okser, który nie wzbudzał jednak jej obaw. Dynamicznie wybiła się na niego, tu dopiero prezentując prawidłowy baskil i ułożenie w skoku, by dość lekko wylądować za okserem. Dopiero teraz pozwoliła sobie na odrobinę szaleństwa, oddając z zadu i aktywnie podbiegła do Friedricha, ale spokojnie nie staranowała go (mógł być większy i silny ale z rozpędzonym koniem nie miał szans). Żarłocznie połknęła kolejną marchewkę, jakby od lat ich nie jadła, oczekując aż poprawki przeszkód dobiegną końca. No teraz to wyglądało nieco lepiej. Byłą spokojna dopóki znowu nie została skierowana na korytarz i tym razem ruszając na drąg i kopertę bez potrzeby dodatkowego motywowania. I tym razem jednak nie szalała, zachowując odważny i aktywny najazd na przeszkody i ekonomiczny, płynny skok, prezentując miejmy nadzieję dobry styl swojego skakania.Friedrich - 2018-06-17, 20:03 Po pokonaniu przez klacz kolejnych przeszkód skupił się na sprowadzeniu jej do siebie, aby znów dać jej marchewkę, aby następnie pozwolić jej biegać, zaś sam kompletnie zmodyfikował korytarz. Pojawiły się 4 przeszkody - trzy identyczne koperty, mające 60 centymetrów oraz okser na koniec, mający 75 centymetrów i znajdujący się mniej więcej 4 metry od ostatniej przeszkody. Początkowo zamknął korytarz ganiając jeszcze trochę klacz po wolnym miejscu, aby popatrzeć jak się rusza i ponownie rozgrzać lekko uspokojone mięśnie, zaraz jednak otworzył korytarz, by poprowadzić ją do niego, w razie czego stymulując ją do skoku z pomocą świstu bata czy cmokania. Obserwował przy tym jej baskill, który kuzynka tak sobie chwaliła oraz chęć klaczy do skoków, oceniając to wszystko na bardzo pozytywne.
Po pokonaniu toru zmodyfikował go znów o podniesienie wszystkiego o 10 centymetrów, i znów puścił klacz do środka, tym razem spotykając się ze zbiciem drąga okseru i spłaszczeniem jednej z kopert.Sergio - 2018-06-19, 16:26 Zauważyłem, że Despacito nie radzi sobie na mniejszym kole, na które go posłałem, co z pewnością było spowodowane jego młodym wiekiem, a też może trochę gabarytami, dlatego postanowiłem wykluczyć mniejsze koła z dalszej pracy, co chyba nam obu wyjdzie na lepsze.
Po przejściu do kłusa, nagłe wskoczenie ogiera do galopu nieco mnie zaskoczyło, dlatego zostałem lekko wyciągnięty z miejsca, jednak następnie już lepiej się pilnowałem. Oczywiście nie miałem tyle siły i pary co młody, ale nie miałem zamiaru dawać się ciągać po całym korytarzu Z resztą podejrzewałem, że to przejście do żywiołowego galopu jest spowodowane nadmiarem energii. Dlatego nie od razu postarałem się o ściągnięcie go z powrotem do porzuconego chodu, dając mu tą chwilę satysfakcji. Potem jednak wyraźnie zasygnalizowałem mu powrót do kłusa, co koniec końców zapewne mi się udało. Despacito będzie miał jeszcze okazję by pozbyć się nadmiaru energii, ale wszystko po kolei. Na kolejnych kołach w kłusie starałem się o odpowiednie tempo. Nie miałem zamiaru ograniczać go do jakiegoś ślimaczego tempa, co zapewne tylko wzbudziłoby jego frustrację, lecz nie przesadzałem również w drugą stronę. Następnie zatrzymałem Despacito, po czym przepiąłem mu lonżę i poprosiłem ponownie o kłus, zmieniając mu kierunek poruszania się. Nadal nie pozwalałem mu całkiem się obijać i dumać, starając się o zaangażowanie. Oczywiście nie wymagałem nie wiadomo czego, moje oczekiwania były raczej dostosowane do wieku i doświadczenia Despacito. W końcu zapewne nadszedł ten oczekiwany przez niego moment. Kiedy byłem zadowolony z pracy w kłusie na lonży zasygnalizowałem mu galop, od razu jednak starając się o jakieś rozsądne tempo.
/przepraszam, że to tyle trwało, ale byłąm przekonana, że dawno ci odpisałam :<Despacito - 2018-06-20, 12:49 Bycie młodym ogierem było niełatwe, nawet przy z natury przyjaznym usposobieniu. Despacito zwyczajnie nie do końca radził sobie z hormonami, które w nim buzowały i właśnie stąd brały się jego niekiedy nad wyraz ekspresyjne reakcje. Ciężko było mu brykać, galopując po kole, więc ograniczył się do paru kółek, po których Sergio sprowadził go z powrotem do kłusa. W nim w dalszym ciągu był mocno nabuzowany, kłusował bardzo obszernie, daleko wyrzucając przed siebie nogi i prężąc mięśnie jak na prawdziwego ogiera przystało. Parokrotnie podrzucił łbem, błękitnym okiem łypiąc na stojącego w środku koła mężczyznę.
W końcu został zatrzymany celem zmiany kierunku; w drugą stronę poruszał się już mniej ekspresyjnie, chwilowo nie mając ochoty się popisywać. Dalej szedł energicznie, ale trudno było mówić o jakimkolwiek wkładzie czy wysiłku, bo po prostu biegał wokół Sergio poza jakimkolwiek ustawieniem, którego nawet trudno byłoby od niego teraz oczekiwać.
Wkrótce nadeszła pora na galop, w który Despacito wszedł z opóźnieniem, chyba jeszcze nie do końca rozumiejąc idee komend głosowych. Była to jedna z pierwszych jego lonży, więc zwyczajnie nie miał o tym pojęcia i musiał polegać tylko na mowie ciała, która tymczasowo była dla niego bardziej zrozumiała.Jennifer Frost - 2018-06-21, 01:28 /Zakładając, że jest pusto - dla wygody
Przyprowadziła Volstrupa na pusty obiekt i zamknęła za sobą drzwi. Przed skokami zamierzała go odrobinę rozgrzać na lonży, toteż zatrzymawszy się gdzieś na wolnym skrawku terenu, posłała ogiera na koło.
Początkowo wymagała od niego jedynie aktywnego stępa, co usiłowała wyegzekwować batem, który skrupulatnie podążał za zadem gniadosza. Przyglądała mu się z uwagą, chcąc by nieco oswoił się z nowym miejscem nim zaczną właściwą pracę. Z czasem zaczęła bawić się ręką, zaciskając i odpuszczając nacisk na lonży, co miało oddziaływać na wędzidło i zarazem zachęcić kopytnego do żucia i rozluźnienia się. Po pewnym czasie zmieniła stronę, kontynuując stęp w przeciwnym kierunku. W dalszym ciągu respektowała odpowiednie tempo, serwując skoczkowi identyczną dawkę ów chodu.Sensual Seductress - 2018-06-21, 13:32 Chętnie do niego podeszła, jeszcze chętniej zgarniając marchewkę, a podczas gdy modyfikował ustawione przeszkody nieszkodliwie kręciła się w pobliżu. Przyglądała się jego pracy przy ustawianiu przeszkód, jednak przez cały ten czas nie stała tylko w miejscu. Pozwalała sobie na wędrówki po otwartej przestrzeni hali. Toteż kiedy Friedrich na początku zamknął korytarz, żeby nieco ją poganiać Seductress absolutnie nie miała z tym problemu. Nadal miała mnóstwo niewykorzystanej energii, jednak nie szalała, poruszając się jedynie aktywnie i żwawo, co swoją drogą pozwalało jej na zachowanie rozgrzanych i gotowych do pracy mięśni. Następnie mężczyzna otworzył korytarz, by wypuścić ją na niego. Sensual od razu obrała właściwy chód i tempo, kierując się na pierwszą z trzech kopert. Wszystkie były ustawione na takiej samej wysokości. O ile sygnały od mężczyzny były pomocne, to klacz nie miała problemu z prawidłową reakcją, wybijając się przed pierwszą z kopert w takim miejscu, by spokojnie, na czysto i w niezłym stylu pokonać przeszkodę, prezentując przy tym tak podobno zachwalany baskil. Podobnie poradziła sobie z dwoma pozostałymi kopertami. Nieco dalej stał okazalszy jeżeli chodzi o rozmiary okser. Odległość pomiędzy nim a ostatnią kopertą pozwolił hanowerce bez trudu wszystko dograć, by ponownie dynamicznie się wybić, wznieść nad przeszkodę, by ją również pokonać.
Podczas gdy Friedrich podnosił przeszkody o 10 centymetrów pięciolatka kręciła się w pobliżu - oczywiście nie tak blisko, by mu w tym przeszkadzać - oczekując aż wszystko będzie gotowe, zanim znowu została puszczona na korytarz. Podniesione do 70 cm koperty zdecydowanie były chociaż trochę bardziej interesującym wyzwaniem. Dwie pierwsze pokonała bardzo ładnie, prezentując idealnie swój skokowy potencjał. Jednak za drugą przy lądowaniu nieco się zachwiała, co zburzyło jej równowagę, a następnie zaważyło na momencie odbicia. W efekcie skok nad ostatnią z kopert został spłaszczony, chociaż obyło się bez dalszych konsekwencji. Nie można było powiedzieć tego samego o okserze i fakt, że on także '"urósł" nie miał tu znaczenia. Raczej dało o sobie zdenerwowanie po spłaszczonym skoku, przez co uwodzicielce tak naprawdę nie udało się pozbierać do kupy przed okserem i w efekcie zbiła jeden z drągów. Za okserem zarżała, niezadowolona z samej siebie.Volstrup'gaards - 2018-06-25, 14:14 Wszedł nieśpiesznie za dziewczyną na teren obiektu rozglądając się na boki z chwilowym zaciekawieniem, dawno go tu nie było, więc musiał obczaić teren wroga. Kiedy dziewczyna wysłała go na koło odkłusował na nie, dopiero na reprymendę przechodząc ponownie do stępa. Jakie ożywienie z jego strony!
Na początku szedł nieco leniwie, ale irytujący go za zadem bat nieco go obudził i maszerował w miarę aktywnie, tym bardziej jak na niego. Szyję trzymał swobodnie, lekko opuszczoną, a na pulsację na lonży zareagował skierowaniem ucha do dziewczyny i czasami faktycznie przeżuciem poruszającego się w jego pysku wędzidła. Podobnie było w drugą stronę, był rozluźniony, raczej rzadko usztywniając się ostatnimi czasy.Jennifer Frost - 2018-06-27, 00:04 Jenny zareagowała automatycznie po zakłusowaniu, sprowadzając Volstrupa do stępa. Na szczęście ten się nie opierał, więc dała mu dość długą lonże, pozwalając na ruch po obszernej średnicy, co nie wymagało od niego jakiegoś okrutnego zgięcia.
Ogółem była zadowolona z uzyskanego póki co obrazka - dobrego tempa i rozluźnienia, których się początkowo wcale nie spodziewała. Po kilku minutach stępa na obie strony, zaprosiła ogiera do kłusa, posługując się w tym celu głównie komendą głosową. Dopiero jeśli to zawiodło, a kopytny kompletnie nie był skory by przyspieszyć, wspomogła się batem, który przecież po coś trzymała. Nie zamierzała go tu jednak lać, ale znęcać się nad gniadoszem w inny podobny sposób. Bat był jedynie przedłużeniem jej ręki i Jenny nawet na moment o tym nie zapominała.
Jeśli jednak Vols już na komendę zakłusował, pochwaliła go, po raz wtóry zaczynając od wyegzekwowania dobrego tempa. Przed zmianą strony, postanowiła jeszcze chwilę pobawić się w przejścia kłus - stęp i stęp - kłus, w tym przypadku również operując głosem i bez zwłoki chwaląc Cometa, jeśli zachował się prawidłowo. Dalej zmieniła stronę i zapełniła mu identyczną ilość ruchu co przed chwilą.Volstrup'gaards - 2018-07-10, 12:19 Na pierwszą komendę nie zakłusował skupiony na rozglądaniu się dlatego dopiero lekko podniesiony bat nakłonił go do ruszenia cielska. Kłus na początku miał nieco „ciapowaty”, nawet potknął się z dwa razy, do tego idąc z wysoko uniesionym łbem. Dopiero przypilnowany przez Jenny ostatecznie rozkręcił się jeśli chodzi o tempo. Przejścia dobrze na niego wpłynęły, gdyż ogier zaczął rozluźniać się i stopniowo obniżać łeb, podnosząc widocznie plecy i nieco bardziej angażując zad. Chętnie przyjmował pochwały, rozumiejąc ich ton i strzygąc na nie uchem. Po zmianie kierunku jakość chodu nie zmieniła się i tym razem polecenia wykonywał znacznie szybciej i lepiej. Rozluźniony, łeb zaczął nieść praktycznie przy ziemi, nie tracąc przy tym aktywności.Friedrich - 2018-07-15, 21:32 Kiedy klacz pokonywała kolejne przeszkody obserwował, jak się sprawuje, ewentualnie cmokając ku jej zmotywowaniu. Następnie zaś, kiedy ta wybiegła z korytarza pozwolił jej biegać, biorąc się za przestawianie całkowicie parkuru. Dwie stacjonaty oddalone po 5 metrów - jedna 60, druga 70 a trzecia 80 centymetrów. Po tym zaś ponownie przywołał klacz do siebie, wygłaskał jej szyję i pysk po czym ponownie posłał do korytarza. Obserwował jak kieruje się na dość proste przeszkody, w których całym problemem było odpowiednie tempo co do odległości. Nie obawiał się jednak, znając możliwości klaczy i jej waleczność.
/kupa, wybaczJennifer Frost - 2018-07-24, 23:29 Po przejściach również na drugą stronę, Jennifer zaprosiła Volsa do galopu. W tym przypadku również - jeżeli zachowywał się dość opornie - zagarnęła batem tuż za zadkiem gniadosza, nie zamierzając prowadzić z nim żadnych negocjacji. Trzymała go w ów chodzie przez jakieś 10 okrążeń, po czym znowu dołożyła trochę przejść, tym razem na płaszczyźnie galop - kłus - stęp i odwrotnie. Starała się używać głównie głosu, którego ton zmieniała wedle potrzeby i chwaliła ogiera za każdym razem, kiedy spisywał się dobrze. Wtedy po raz wtóry zmienili stronę, powtórzyli całą sekwencję i na tym zakończyli etap rozgrzewki.
Frost po 2-3 okrążeniach stępach na złapanie oddechu, przywołała ogiera do siebie i odpięła lonże, dając mu chwilę luzu, podczas którego sama zabrała się za ustawianie przeszkód. Dziarsko przesuwała stojaki i nosiła drążki, co jakiś czas zerkając na Cometa i upewniając się, że nie robi niczego głupiego. Finalnie otrzymali trzy przeszkody: koperta 50cm - trzy foule - stacjonata 60cm - trzy foule - stacjonata 70cm. Ot, na rozgrzewkę. Gdy wszystko było gotowe, wprowadziła ogiera do korytarza i przy pomocy bata zachęciła go do galopu i jednocześnie pokonania wszystkich trzech przeszkód, w międzyczasie chwaląc go - jeśli oczywiście spełnił jej oczekiwania. Potem od razu wykonała podejście z numerem dwa.Sensual Seductress - 2018-10-14, 13:13 Motywacji jej nie brakowało, ale wyszło jak wyszło. Kiedy Friedrich skupił się znowu na przebudowie korytarza oddaliła się od niego trochę, wykorzystując ten moment, żeby trochę się uspokoić, jednak zachowywała aktywne tempo, wałęsając się po wolnej przestrzeni, dopóki nie została ponownie przywołana przez mężczyznę. Dała się oczywiście pogłaskać.
No głaskaj, głaskaj, ale coś dobrego do przegryzienia też mógłbyś dać.
W końcu jednak Friedrich otworzył przed nią korytarz, więc nie nagabywała go dłużej o słodkości. Zostawi to na później. Ruszyła do pierwszej z przeszkód, stacjonaty o wysokości 60 centymetrów. Mężczyzna ustawił jej tym razem trzy stacjonaty o różnych wysokościach w odległości 5 metrów od siebie. Nie było to ani trudne, ani skomplikowane ustawienie, o ile obierze się optymalne tempo. Seductress ruszyła na stacjonatę, nie czując przed nią najmniejszych obaw, ale też nie szarżowała, obierając aktywne i żwawe tempo, które jednak było dopasowane do przeszkody. W dobrym miejscu wybiła się nad stacjonatę, podrywając najpierw przody, potem tyły i układając się ładnie w skoku, aby dopasować się do kształtu przeszkody Bez trudu pokonała na czysto pierwszą przeszkodę i ruszyła ku kolejnej, utrzymując mniej więcej równe tempo. Cały czas zwracała minimum uwagi na Friedricha, kierując możliwie w jego stronę jedno ucho. Pokonanie drugiej stacjonaty, dziesięć centymetrów wyższej przebiegło w podobny sposób. Jak na razie chyba nie miała problemu z właściwym tempem dopasowanym do stacjonat i odległości między nimi. Trzecia stacjonata byłą jeszcze dziesięć centymetrów wyższa i chociaż klaczy to nie zaskoczyło, ani nie przestraszyło, postanowiła odrobinę zaryzykować, jeżeli można to tak nazwać. Wyrównała nieco przed stacjonatą, wybijając się dynamicznie z podłoża, oddając w ten sposób skok "w kosmos", przesadzony jeśli chodzi o wysokość przeszkody. Bez problemu wzniosłą się nad stacjonatę, na szczęście pokonując ją na czysto, nawet jeśli lądowanie nie było koniecznie lekkie, a przy tym odrobinę chaotyczne. Uwodzicielka zdawała się jednak całkiem zadowolona z siebie.Friedrich - 2018-11-05, 15:24 Po pokonaniu ostatnich przeszkód ponownie przywołał ją do siebie, aby nagrodzić marchewką oraz wziąć na krótką lonżę. Klacz pracowała dzielnie, jak na pierwszy raz, nie wspominając już o fakcie, że to nie tylko nowe miejsce, nowy opiekun, ale nawet totalnie inny język komunikacji. Oczywiście, konie reagowałby bardziej na intonację głosu, ale to także trochę różnica.
Początkowo rozkłusował ją na obie strony, usilnie starając się, aby nie przyśpieszała do galopu. Następnie zaś rozstępował przez dobre 15 minut, początkowo na lonży, póżniej zaś w ręku, gładząc przy tym jej szyję i grzbiet, aby finalnie udać się do stajni.
/zt