To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Lucas - 2015-11-26, 22:07

Po lądowaniu dał jej jeszcze kawałek galopu i pozwolił przejść do kłusa, a następnie do stępa. Poklepał ją po łopatce, chwaląc za dobrze wykonaną robotę i dał jej chwilę na odpoczynek. W międzyczasie przywołał do siebie stajennego przechodzącego nieopodal i poprosił go o ustawienie szeregu. Szereg po chwili był gotowy i prezentował się następująco: składał się z trzech stacjonat, a każda z nich rosła chronologicznie o 5 cm (tj. 100, 105 i 110).
Podobnie jak wcześniej nakierował Promkę na woltę, na której zagalopował i obrał odpowiadające mu tempo. Najazd był obszerny, a Luc już z daleka uniósł klaczy głowę coby mogła przyjrzeć się kolorowym drążkom. Prowadził ją na zamkniętych pomocach, skracając lub wyciągając galop tak, by skoki wyszły perfekcyjnie. Sygnał do wybicia był mocny i klarowny, by klacz nie miała momentu zawahania przed skokiem. Momentalnie podążył za jej ruchem, mentalnie nastawiając się na pozostałe dwie przeszkody. Tutaj też zastosował podobne pomoce, pilnując by siwa nie spyliła mu na boki ani nie zatrzymała się tuż przed skokiem. O ile obyło się bez komplikacji, pochwalił ją sowicie i poprowadził wzdłuż ściany. Cały czas pilnując jakości galopu, kombinował jak wykonać dogodny najazd na ostatnią z przeszkód. Była to kolejna stacjonata, ale tym razem o wysokości 115cm. Poprowadził klacz obszernie, podganiając nieco i całym sobą mobilizując ją do skoku. Wiedział, że był to jej zakres możliwości, ale liczył się z wyłamaniem bądź innym, podobnym zjawiskiem. Ostatecznie przysiadł ją na kilka fouli i dołożył łydki do jej boków, unosząc się w siodle.

Sergei - 2015-11-27, 22:03

Desperado napisał/a:
Zebranie wodzy było dla niego znakiem do powrotu do pracy, toteż przychodząc jeźdźcowi do ręki, powrócił do wysokiego ustawienia, ciekawsko nastawiając uszy na przód. Ogierowi także od dawna nie było dane pokonywanie wysokich i pełnych parkurów, poza tym wyczuwał ekscytację krążącą po ciele jeźdźca. Reagował więc tym samym, delikatnie kołysząc ogonem i poruszając ruchliwymi nozdrzami, w swoich ruchach zdradzając wysoką elektryczność. Przy tym zachowywał niezły drive, więc jazda na nim, nawet po skomplikowanym parkurze, była przyjemnością, a nie walką o życie.
Po chwili przeszedł do galopu, od razu obierając dość energiczne tempo, co przy jego obszernych foule robiło imponujące wrażenie. Wchodząc na woltę przez moment popracował z jeźdźcem nad ustawieniem, a uzyskawszy je z powrotem wyszedł na prostą, naraz znajdując się na wprost pierwszej przeszkody. Rozpoznając w niej stosunkowo szeroki okser, dodatkowo się w sobie zmobilizował, dodatkowo zachęcany przez jeźdźca i jego mowę ciała. Obszernymi foule krył mnóstwo terenu, w równym tempie zbliżając się do przeszkody, pozostając lekkim przodem i mocno pchając się zadem. W optymalnym miejscu uwolnił skumulowaną energię w odbiciu, oddając wysoki i poprawny skok nad okserem. Przeszkoda była pełnowymiarowa toteż miał okazję do tego, by się nad nią rozciągnąć, jednocześnie pamiętając o podniesieniu i złożeniu wszystkich kończyn. Wciąż miał trochę zapasu, lecz przeszkody wyraźnie były o optymalnej wysokości dla niego. Miał jeszcze szansę w wyższych konkursach, ale najwyższy szczebel raczej pozostawał już dla niego niedostępny. Mniejsze i zgrabniejsze konie miały po prostu łatwiej, co tu ukrywać...
Wylądował na lewo i błyskawicznie odzyskał równowagę po skoku, od razu wbijając się w poprzednie tempo galopu i żwawo idąc po łuku na drugą przeszkodę. Nie dostrzegł w niej niczego zaskakującego, toteż śmiało wydłużył wykrok w odpowiedzi na łydkę. Mimo tego nie oddał płaskiego skoku nad stacjonatą, zachowując do drągów należyty respekt, który ponownie poskutkował niewielkim zapasem. Po skoku niemal od razu został 'ściągnięty' przez Serga, czemu się poddał bez walki. Na łuku kroki jego galopu były wyraźnie krótsze i bardziej sprężyste, ale już po wyjściu na wprost przeszkody ponownie wyciągnął foule, nabierając słusznej prędkości do oksera. Jego barwy i wysokość wzbudziły czujność gniadosza, ale nic poza tym - nie czuł się onieśmielony czy zaniepokojony.
Oddał kolejny, efektowny skok, wyraźnie rozciągając sylwetkę począwszy od szyi, przez lekko uwypuklony grzbiet. Oba przody mocno podciągnął do góry, składając ze sobą równo, podobnie jak tyły, których raczej nie miał w zwyczaju otwierać podczas lądowania. O ile Sergei zanim nadążał, powinien się bawić równie dobrze, co gniadosz, dla którego te przeszkody nie stanowiły ogromnego wyzwania. Wręcz dopiero poczuł, że ma do czynienia z czymś wartym uwagi, nie jak w przypadku niższych przeszkód.

/wynik kolejnego rzutu: Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca. Zrzutka/wyłamanie.


Cóż, nie można zaprzeczyć, że Rus był dość otwartym człowiekiem. Co prawda od dłuższego czasu nie skakał z żadnych wierzchowcem jakiś wyższych przeszkód, dlatego również biło od niego podekscytowanie. A że dosiadowi mężczyzny nie można było nic zarzucić, faktycznie dobrze się bawił podczas pokonywania tych przeszkód. Niemniej cały czas kontrolował swojego podopiecznego, co jakiś czas wewnętrzną ręką masując jego język, by przypomnieć mu o nie wybieganiu poza kontakt. Po trójce bardzo spokojnie, po delikatnym łuku naprowadził go na czwartą przeszkodę, rów z wodą. Zapobiegawczo nieco mocniej docisnął łydki, by podkręcić nieco tempo Desperado. Po pierwsze teraz wymagał skoku na szerokość, a po drugie już po chwili mieli przeszkodę numer 5, stacjonatę 140 centymetrów. Generalnie, czekająca ich teraz kombinacja była wbrew wszystkiemu trudniejsza, niż się wydaje, ponieważ po piątce musiał wpierw dość mocno skrócić gniadosza, a później wypuścić go do przodu, by mógł spokojnie pokonać okser. Wracając jednak do meritum; Rus bez nerwów poprowadził swojego podopiecznego do przodu, odważnie najeżdżając na rów z wodą. Zamknął go zgrabnie w pomocach, chociaż biorąc pod uwagę doświadczenie wierzchowca - teoretycznie nie musiał obawiać się żadnych wyłamań, czy też komplikacji. W praktyce mimo wszystko wolał uważać, dlatego też nie rzucał wodzy na kark gniadosza. Przed czwórką standardowe sygnały; mocniejsza łydka w miejscu wybicia, zgrabne przejście do półsiadu oraz elastyczne oddanie wodzy. Zaraz po pokonaniu rowu mężczyzna usiadł w siodło, by nieco pozbierać do całości ogiera i półparadą zwrócił jego uwagę na piątkę. Raźno, aczkolwiek w pełnej kontroli do przodu i już po chwili znajdowali się za przeszkodą. Jak na razie szło im całkiem nieźle, niemniej teraz Rus dość mocno skrócił ogiera, by odpowiednio wpasować go w ciasny zakręt w lewo. Jak tylko udało mu się naprostować WKKWistę, od razu wysłanie go do przodu. Niestety, dość wyraźnie Serg wyczuł, że zupełnie nagle gniadosz potyka się, tracąc równowagę. Jeździec starał się jak najlepiej balansować ciałem, by nie wytrącać jeszcze bardziej wierzchowca z równowagi, niemniej dążył do pokonania przeszkody - w końcu na zawodach takie sytuacje również mogły się zdarzyć. Teraz pytanie, jak na taką sytuację zareagował Desperado, któremu jak dotychczas szło czysto podręcznikowo.

Integrity Promise - 2015-11-28, 23:57

Po wylądowaniu pogalopowała jeszcze kawałek, z niechęcią zwolniła do kłusa mieląc mocniej wędzidło w pysku i obijając ogonem o swoje boki. Jednak wbrew pozorom nie wywinęła mu jeszcze żadnego numeru, czyli dobrze ją prowadził. Na pochwałę zareagowała tylko parsknięciem licząc po cichu na to że to nie koniec, obserwowała mężczyzn walczących z szeregiem. Na samą myśl nieco się w duchu podekscytowała choć na zewnątrz zdawała się być opanowana, z lekkim zapłonem (dosłownie drobnym kilku sekundowym) klacz weszła na woltę i zagalopowała na niej parskając i lekko pociągając za wodzę które trzymał, ale nie był to ruch na zasadzie wybryku tylko raczej spowodowany ekscytacją siwej. Słuchała się go uważnie wchodząc w obszerny, ale ładnie przez nią wyjechany łuk, klacz szła mocno do przodu nawet nie myśląc o wyłamaniu, nie teraz. Sugerowała się wyciąganiem/skracaniem wodzy co by kroki były odpowiednio długie/krótkie i dojechali pod samą pierwszą przeszkodę, mocno wybiła się z zadu i wyciągnęła nad przeszkodą niczym struna bez zawahania wyciągając pysk do przodu bo na to pozwoliły jej ręce chłopaka. Po wylądowaniu pojechali na kolejne dwie przeszkody które przeskoczyli w podobnym schemacie - stylu. Siwa była pilnowana więc musiałaby bardzo się natrudzić by coś przeskrobać dosłownie, skierowali się ku ostatniej przeszkodzie. Wysokości nie były jej straszne, jechali obszernie oraz dość szybko jak na zwykłą stacjonatę, dla klaczy chyba odrobinę za szybko, z minimalnym opóźnieniem poderwała się do skoku co skutkowało delikatnym puknięciem górnego drąga, który na szczęście nie spadł, furknęła nie zadowolona ale jednocześnie dumna z siebie, że dała radę.
Lucas - 2015-11-29, 17:49

- Na dzisiaj starczy - mruknął, zadowolony z pracy. Dał siwej jeszcze trochę galopu po ścianie, by następnie zwolnić ją od dosiadu do kłusa, a następnie do stępa. Poklepał ją w nagrodę po łopatce i stępował do czasu, aż ta niego ochłonęła i uspokoiła oddech. Gdy już tak się stało, zaparkował ją i odprowadził na zasłużony odpoczynek.
z/t

Integrity Promise - 2015-11-29, 17:54

Pogalopowała jeszcze trochę po ścianie, potem kłus i stęp, rozstępowali się i ruszyli do stajni.

z.t

Anonymous - 2015-12-19, 20:23

In Ignis napisał/a:
No to chodź, na gołe klaty! :lol2:
Wykonała wioltę, oddalając się nieco od przeszkody, po czym Tony po raz kolejny poprowadził folblutkę w stronę przeszkody. Jednak jak jak poprzednim razem, tak teraz mógł poczuć zdecydowany opór ze strony kobia, co skończyło się na ponownej odmowie najazdu na drągi. Gdyby tylko wiedziała, że trafiła na tym faceta, który nie toleruje sprzeciwów :lol2:
Silniejsza łydka doprowadziły do tego, iż klacz zapierała się jeszcze mocniej, przy każdej kolejnej próbie w ostatniej chwili wyrywając się uścisku pomocy. W końcu jednak miała dość walki na parkurze, dlatego też kiedy po raz kolejny została naprowadzona na przeszkodę po prostu po niej przebiegła. Niekoniecznie wykonała to, jakie było jej przeznaczenie, jednak pokonała ją, a to już coś. Można było zauważyć po niej delikatne zmęczenie, a ruda sierść lśniła od potu. To chyba wystarczająco świadczyło o tym, że klacz nie ma ochoty już "walczyć".


Był pełen podziwu dla jej oporu, a zarazem niezmiennie cierpliwy, nie dając dojść zdenerwowaniu do głosu. Jak się okazało wyszło mu to na dobre, bo wreszcie osiągnął swój cel, a kasztanka przeszła przez drągi, za co pochwalił ją subtelnym klepaniem po lekko spoconej szyi. W ramach nagrody pozwolił jej także przejść do stępa oraz opuścić łeb, co by ochłonęła nie tylko fizycznie, ale i psychicznie po stoczonej "walce".
Po dwóch minutach odpoczynku wznowił trening, zamierzając jeszcze powrócić do tych nieszczęsnych drągów. Chociaż nie spodziewał się powtórki z rozrywki, to tym razem po przejściu do galopu także pilnował Ignis w najeździe. Pokonał drągi parokrotnie, z obu stron, wreszcie naprowadzając konia na pierwszą ze stacjonat, doprawdy niewielkich. Dzisiejszy trening opierał się głównie na rozwijaniu kontroli nad koniem, rozluźnienia oraz wygimnastykowania. W tym celu mieli ustawione same niskie przeszkody, maksymalnie 70 centymetrowe. Pilnując równego galopu doprowadził Ignis do owej przeszkody, trzymając ją w zamkniętym korytarzu pomocy. W optymalnym miejscu umożliwił oddanie skoku, zachęcając do tego poprzez danie łydki i płynnie podążył za ruchem klaczy, oddając jej dostatecznie dużo wodzy i lekko unosząc się w siodle. Łagodnie wrócił w nie po lądowaniu i skręciwszy, jednakowo pokierował Rudą na okser tej samej wysokości, jego chyba też pokonując bez przeciwności losu.

Salire In Ignis - 2015-12-22, 15:01

Była koniem temperamentnym i tylko silna, zdecydowana ręka potrafi wywżeć na niej jakieś pożądane zachowanie. Na szczęście trafiła na osobę, która nie pozwalllała zwieręciu przejąć kontroli przy byle okazji. Potrzebowała jednak odrobinę czasu aby się "przełamać" i wykonać komendę której jeżdziec od niej wymaga. Miała niesłychane opory przed pokonaniem drągów, ale w końcu ustąpiła. Co prawda i tak nie wykonała tego o co ją proszono w stu procntach, bo nie poddała się ćwiczeniu, tylko sztywno pokonała drągi, jakby paliły ją żywym ogniem, jednak sam fakt, że Tony sił na niej to wymusił to było już coś. Mimo to nawet podczas powtarzania najazdu na drągi klkakrotnie, zawsze tuuż przed nimi miała tendencję do wyłamania jeśli tylko wyczuła odrobinę zawahanie u jeżdżca. Była uparta, potrafiła wykozystać każdy błąd na swoją korzyść, aby nie wykonać tego, jeśli coś jej się nie spodoba.
Przy zwykłych okserach nie miała już żadnych oporów. Można powiedzieć, że aż się ku nim wyrywała, choć była ściągana za wczasu by utrzymywać równe tempo galopu. Pokonała jedną przeszkodę po drugiej bez większyc problemów, idąc za ruchem jeżdżca, grzecznie, jakby jej fochy na drągach w ogóle nie miały miejsca...

Desperado - 2015-12-27, 22:00

Nie miał problemów z utrzymaniem emocji na wodzy, dlatego nawet po serii skoków z szybkiego tempa pozostawał obecny myślami przy jeźdźcu. Niektórym koniom zdarzało się ponosić czy wymykać spod kontroli w inny sposób, ale nie Desperadosowi. Wieńcząc skok po trzeciej przeszkodzie, wpadł w spokojne tempo galopu, aczkolwiek wciąż trudno było nazwać to galopem "przez nóżkę". Wychodząc na wprost czwartej przeszkody, jaką był rów z wodą, odpowiedział na przyciśnięcie łydek poprzez znaczące wydłużenie foule galopu. Nie miał najmniejszej awersji do przeszkód tego typu - inaczej nie sprawdzałby się w crossie - za to dość problematyczne było wytłumaczenie mu, że takie przeszkody należy mimo wszystko skakać, a nie radośnie w nie wgalopowywać xP. Mocniejsza łydka kategorycznie wybiła mu ten pomysł z głowy i nie naruszając przeszkody w żaden sposób, potężnym susem pokonał rów. Takie przeszkody sprawiały obu stron chyba najwięcej radości - skok był daleki i płaski, a przy tym na tyle wysoki, by Sergei mógł doświadczyć przyjemnego uczucia lotu. Ogier rozciągając się nad przeszkodą w pełni zaprezentował swoją sylwetkę, podczas lądowania głęboko wkraczając zadem pod kłodę, by po zetknięciu się kopyt z ziemią odbić się prężnie od ziemi, czemu tym razem towarzyszyło krótkie machnięcie łbem i na swój sposób urocze kwiknięcie <3. Trzeba przyznać, że gniadosz bywał bardzo pocieszny, właśnie na takie sposoby wyrażając swoją radość, co nie zdarzało mu się wcale tak często. Błyskawicznie powściągnął swoją radość w odpowiedzi na mocniejsze działanie dosiadu oraz upominającą półparadę, która skoncentrowała jego uwagę na kolejnym zadaniu, stacjonacie. W jego ciele krążyło jeszcze wspomnienie tejże chwilowej radości, więc chód ogiera był wyraźnie bardziej elektryczny, co akurat wychodziło mu na plus. Reagując żywiej na zmieniającą się sytuację, bezbłędnie poradził sobie z pokonaniem stacjonaty. Skrócony po skoku posłusznie dostosował się do oczekiwań jeźdźca, by po wyjściu z zakrętu ponownie wydłużyć sylwetkę, aby zaatakować okser ze słuszną ku temu energią. Niestety, po drodze powinęła mu się noga - zapewne źle stanął na jednej z 'dziur' wyżłobionej przez inne konie, która nie została jeszcze zrównana przez obsługę - co poskutkowało znacznym zaburzeniem równowagi, a raczej wytrąceniem z rytmu. Nie było to jednak wystarczające, by zniechęcić gniadego przed oddaniem skoku, dlatego też z przytupem oddał skok. Niestety spod samej przeszkody, co kończyło się dobrze bardzo rzadko... Po prostu nie zdołał nakryć tej, bądź co bądź, szerokiej przeszkody i zgarnął ze sobą drągi niedostatecznie podciągniętymi kończynami, przy lądowaniu spektakularnie je łamiąc. Wyglądało to dość groźnie, a już na pewno narobiło sporo huku, czym jednak folblut nie przejął się ani odrobinę. Błyskawicznie otrząsnął się z tej porażki i pogalopował dalej, dość spokojnie, oczekując na polecenia Sergeia, który miejmy nadzieję, nie był zbyt zdezorientowany tym, co właśnie zaszło. Ogier prawdopodobnie trochę go wyszarpał tam na górze, walcząc o swoją równowagę, ale na koniec końców nic takiego się im nie stało, prawda?
June - 2016-01-01, 18:07

Ciemnooka przybyła na parkur wraz z gniadą klaczą. Tym razem trafiła tam gdzie chciała za pierwszym razem. Nawet jeśli plac nie był do końca pusty nie przejęła się tym specjalnie. Był na tyle duży, by komfortowo pomieścić nawet kilka par. Zaczęła od spaceru wokół areny by obie zapoznały się z tym miejscem, a jeśli Złośnik się nadymała, był to idealny czas na to, by spuściła z siebie nadmiar powietrza i pozwoliła na prawidłowe dopięcie popręgu. Kiedy tor przeszkód przestał być dla nich zupełną nowością podeszły pod schodki do wsiadania. June oczywiście dałaby radę wsiąść na gniadą z ziemi ale po pierwsze była na to zbyt leniwa, a po drugie nie chciała obciążać nadto jej jednej strony. Przedtem ponownie sprawdziła sprzęt i dociągnęła wyżej wspomniany popręg, by nie musieć oglądać klaczy od dołu. Lekko usiadła w siodle blokując młodą w razie ewentualnej chęci wyprucia naprzód kiedy tylko poczuła obciążenie. Ciało dziewczyny niemal automatycznie przyjęło prawidłową postawę. Pamięć mięśniowa, którą zawdzięczała solidnym podstawom wpajanym jej, z początku trochę na siłę, od maleńkości. Kiedy klaczka stała spokojnie June poprosiła ją o stęp przez delikatną łydkę i wypchnięcie z krzyża. Jeśli nie odpowiedziała za pierwszym razem stopniowo zwiększała siłę pomocy aż do osiągnięcia pożądanej reakcji. Póki co Fly dostała pełną swobodę jeśli chodzi o głowę i szyję. Długie wodze pozwalały jej machać baniakiem ile wlezie, by rozgrzać i te mięśnie, pod warunkiem, że utrzymywała właściwe tępo i rytm chodu.
Fly Away - 2016-01-01, 18:28

Gniada nie była spokojna w nowym miejscu, niemal bez chwili wytchnienia dla swych uszu strzygła nimi, bystrymi ślepiami lustrowała otoczenie, natomiast chrapy wpuszczały doń przeróżnych zapachów wraz z wdechami skierowanymi prosto do pojemnych płuc. Furkając, unosząc czarną kitę u nasady, cały czas kłusowała u boku drobnej kobiety, przeżuwając nerwowo wędzidło. Wydobywszy z siebie głośne rżenie, równie niespokojnie weszła na plac, kręcąc się już przy wsiadaniu. Bijąc przednim kopytem o kwarcowe podłoże ruszyła spod June gwałtownie, gdy tylko ta znalazła się w siodle. Odczuwając blokadę ze strony jeźdźca, zrobiwszy krok, zarzuciła głową na boki, momentalnie wyskakując w powietrze wpierw przednią częścią ciała, a później drugą, tylną, wyrzucając zadnie kończyny, bijąc nimi precyzyjnie w schodki, co wydało dźwięki huku oraz trzasku. Powtórzyła ową czynności jeszcze parokrotnie, poruszając się susami w przód, starając stracić blondynkę po drodze, dodatkowo chowając głowę pomiędzy przednimi nogami.
June - 2016-01-01, 18:46

Mimo, że dziewczyna nie spodziewała się aż tak gwałtownej reakcji udało jej się wysiedzieć pierwszy wyskok, potem było już nieco łatwiej, bo była na to przygotowana. Co nie zmieniało faktu, ze w utrzymanie się w siodle wkładała całe swe siły i wykorzystywała całe wieloletnie doświadczenie. Pomiędzy poszczególnymi wybiciami się w przestrzeń kosmiczną jasnowłosa próbowała uspokoić kobyłkę spokojnym, cichym i kojącym głosem, choć nie było to łatwe na takim rodeo, jakie urządziła jej Fly. Jeśli to nic nie dało stwierdziła, że postara się ją po prostu przeczekać. W końcu przecież się musi zmęczyć i odrobinę ogarnąć. Starała się nie szarpać klaczy za pysk, bo to zwykle daje efekty przeciwne do zamierzonych. Cały czas jednak blokowała ją krzyżem, musiała wtedy wkładać więcej wysiłku w te wszystkie akrobacje. Wiedziała, że tak czy inaczej w końcu uda jej się osiągnąć to co chciała, bo to cholernie uparte babsko. Nawet jeśli w którymś momencie zaliczyła bliskie spotkanie z podłożem wsiadła znów nie zrażając się tym wcale. Ale miejmy nadzieję, że jednak nie będzie musiała podziwiać piachu z bliska.
Fly Away - 2016-01-01, 19:02

Kiedy gniada oddała ostatni raz, machając głową na boki zagalopowała, co w rezultacie wyglądało dość niezgrabnie. Prędko przyśpieszając, unosząc wysoko przednie kończyny, najzwyczajniej mając ich wysoką pracę, odbijała się mocno zadnimi, tym samym naturalnie wkraczając zadem pod kłodę. Poruszając się tak, niczym elastyczna sprężyna, wyginając szyję w łagodny łuk, parsknęła parokrotnie, szeleszcząc włosiem ogona, w końcu finalnie po raz kolejny zwolniwszy gwałtownie tempo wyskakując do góry. Wtenczas chowając łeb pomiędzy nogi, dostrzegła ze swojej lewej strony niepokojący obiekt, który odleciał z krzewu znajdującego się za ogrodzeniem parkuru, na którego zareagowała już w locie skręcając ciało i zmieniając zupełnie kierunek biegu. Ponadto nie dawała ani na setne sekundy odpocząć refleksowi dziewczyny, od razu wybijając zadnimi nogami w wewnętrzną stronę placu, do środka.
June - 2016-01-01, 19:18

Ze spękanych ust drobnej osoby wyrwała się wiązka słów tak nieprzyzwoitych, że przysłowiowy szewc by się ich nie powstydził.
- Złośnik, Złośnik, ogarnij się nieco - powiedziała już spokojniejszym tonem trzymając się w siodle jakby od tego zależało jej życie. Cóż, właściwie to zależało. Dziewczyna nie nosiła toczka. Nie dlatego, że chciała się przed kimkolwiek popisać jaka to ona świetna czy inne takie banały. Nie za bardzo zależało jej na własnym zdrowie, a prawdę mówiąc, wcale. Z resztą, co to za życie, że chciałaby je w jakikolwiek sposób bronić. Powoli zaczynała się już męczyć. Ostatnimi czasy nie była w najlepszej kondycji. Podczas tych dzikich ewolucji używała więcej energii niż podczas intensywnego nawet treningu. Nie tyle wysiłek fizyczny dawał jej się we znaki ile martwiła się o zdrowie gniadej i to męczyło ją trochę bardziej. Nie dość, że na początku przyrżnęła kopytem w schodki to szalała jak opętana a dopiero co wyszła ze stajni. Robiła co mogła, by uspokoić Fly, a w myślach wyryła sobie, że zawsze musi lonżować gniadą przed próbą dosiadania jej. Cóż, człowiek uczy się na własnych błędach.

Fly Away - 2016-01-01, 20:40

Poprawiła jeszcze parę razy na tej długiej prostej, w przerwach pomiędzy wyrzutami galopując poszerzoną fulom. Trzymając głowę na wysokości piersi, podbijała do niej przodami, oddychając przez szeroko rozwarte nozdrza. Siateczka żył pojawiła się na ciele gniadej, zaś na skórze pokrytej ogoloną, krótką sierścią pojawiła się cienka warstwa potu. Rozpędzając się tuż przed narożnikiem, zmieniła parokrotnie nogę z lewej na prawą i z prawej na lewą, nie wliczając w to zadnich nóg, które cały czas podtrzymywały ustawienie na lewo. Zahamowała raptownie przed ogrodzeniem, podrywając wysoko głowę do góry z donośnym furknięciem, napinając całe ciało. Cały czas drżała, strzygąc nieustająco uszami.
June - 2016-01-01, 20:51

Podczas tych dzikich galopów dziewczyna próbowała skierować ją na woltę, by zwolniła trochę a w efekcie zatrzymała się jednak najwidoczniej jej wysiłki na nic się zdały. Po drodze udało jej się zgubić jedno strzemię, którego nie mogła złapać. W końcu wylądowały przed ogrodzeniem i całe szczęście, bo nie wiadomo ile jasnowłosa by jeszcze wytrzymała. Gwałtowne zatrzymanie poderwało ją z siodła tak, że musiała podeprzeć się na szyi gniadej, żeby nie wykonać salta w przód. Szybko jednak odzyskała równowagę i ponownie twardo usiadła w siodle. Odetchnęła głęboko pamiętając o tym, by nie spinać się za mocno. Teraz jednak zamknęła klaczkę w pomocach i czekała aż się uspokoi. Cały czas mówiła doń spokojnym głosem i pogłaskała ją po spoconej już lekko łopatce. Nie był to najlepszy początek ich znajomości, ale Złośnik sprawił, że ciemnooka miała okazję obejrzeć całe swoje życie, które przemknęło jej przed oczami podczas tych wszystkich wygłupów. Przy okazji przemyślała niektóre życiowe wybory i była TAK BLISKO odnalezienia sensu istnienia, ale niestety Fly akurat ten moment obrała sobie na to by się zatrzymać. Z dwojga złego lepsze to niż lot nad ogrodzeniem, bo wtedy nie wiadomo czy ktoś by je ponownie ujrzał. Imię gniadej okazało się idealnie pasować do jej zachowania.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group