Jonah Wrens - 2016-11-04, 00:47 Czekałem w nieskończoność na młodego, jednak ten sam informował mnie gdzie się znajduję, przez tą jego wymianę powietrza. Nie musiałem się dlatego spinać, chociaż po głowie przebiegła mi myśl, że zaraz młody wskoczy mi na plecy i tak się ta cała zabawa skończy. Nie przestając się jednak bawić, nawet w momencie gdy wszystko niebezpiecznie ucichło, a ja nieświadomie uczestniczyłem w chwilach grozy. Na szczęście nie nastąpiła ucieczka i całkowity zwrot akcji, więc gdy kątem oka zobaczyłem ten młody pychol, a zaraz poczułem gorące powietrze na ramieniu, to aż przypomniałem sobie o tym, jak zimna jest ziemia. Nie zrażony, odłożyłem lonżę i powolutku przemieściłem drugą, tą bardziej zasłoniętą rękę do kieszeni kurtki. Uwielbiałem konie zaskakiwać i bawić się w czarodzieja, więc i tej okazji nie przepuściłem. W tym wypadku jednak nie postanowiłem połamać marchewki na mniejszy kawałek (ale skoro była w kurtce to i tak już wcześniej była złamana chociażby na pół), więc równie ostrożnie przekazałem sobie warzywo i powoli uniosłem dłoń z pomarańczowym skarbem. To była dopiero magia! Wyczarowałem smaczka znikąd i co najlepsze, skarogniady mógł go zjeść!
Poczekałem, aż połknie haczyk i wtedy powoli wyciągnąłem kolejny kawałek (bo w stajni już po nie poszedłem), który pokazałem trakenowi. Jednak poprzeczka poszła w górę, bo postanowiłem się podnieść nim podarowałem mu marchew.Marshmallow - 2016-11-04, 15:25 Zdążył ustalić za pomocą zmysłymu węchu, że mimo dziwnej postaci siedzący człowiek dalej jest tym samym człowiekiem co wcześniej. A to dopiero niespodzianka! Jeszcze większym zaskoczeniem okazało się jednak wyhodowanie połamanej marchewki w dłoni i to w tak błyskawicznym tempie. Jeśli tak dalej pójdzie, Mallow dojdzie jeszcze do wniosku, że warto się zakręcić wokół mężczyzny z tak wyjątkowymi umiejętnościami!
Subtelnie pochwycił wargami warzywo, rzeczywiście jakby przejmował jakiś bardzo drogocenny skarb. Nie zważając jednak ja jego wartość pochłonął go w trybie natychmiastowym, znów brudząc wokół siebie. Był młody więc mógł jeszcze być niezdarką. :3
Kiedy Jonah się podnosił, dzidzia w ramach środków ostrożności cofnęła głowę i pilnie śledziła jego ruchy. Uwaga poświęcona mężczyźnie była wszechogarniająca, w końcu ten jeszcze przed chwilą wyciągnął następne warzywko, a skoro był póki co jego posiadaczem, należało się nim bardziej zainteresować. Skarogniady wyciągnął pyszczek nieśmiało w stronę dłoni stojącego już pana właściciela, zerkając nań rozczulającym wzrokiem.Jonah Wrens - 2016-11-05, 00:53 Jeszcze młody mało widział, a to dopiero początek przygód z magią. Tak czy inaczej gdy już wstałem, a dzieciak rozprawiał się z pierwszym kawałkiem marchwi dosyć niezdarnie, to aż się uśmiechnąłem. Jakby to była nowość w jego towarzystwie. Cały czas szczerzyłem się jak głupi, lub dziecko, które dostało nową, wypasioną zabawkę.
-Powoli bo się jeszcze zaplujesz dzieciaku.
Pokręciłem głową i delikatnie odsunąłem jego pysk od marchewki. Zrobiłem mu znowu na przekór, bo cofnąłem się kilka kroków, utrzymując w zasięgu jego wzroku marchewkę. Chciałem żeby do mnie przyszedł i trochę się postarał o tą słodycz. Bo nie mogło być tak, że dostawał wszystko za darmo. Jeszcze się przyzwyczai i będę miał wielki problem w szkolnictwie i same bunty na pokładzie. Marshmallow - 2016-11-05, 12:57 Już, już miał pochwycić marchew, już prawie była w zasięgu pysia, kiedy nagle został brutalnie odtrącony. No ale jak to tak? Nieco zdezorientowany spojrzał na oddalającego się Jonaha. Hej, dokąd uciekasz z moją miłością? Taki z Ciebie porywacz? Mallow nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś wymagał od niego inicjatywy do zdobycia przysmaku i nie bardzo wiedział, czy rozpoczynając długą i męczącą podróż za mężczyzną faktycznie na jej końcu otrzyma nagrodę. W ten system nagród i kar będzie się dopiero wdrażać na poważnie, do tej pory jego doświadczenie w tym obszarze nie było wiele większe od konia, który nie był nawet zajeżdżany.
Po chwili namysłu, a już zaczynała mu główka parować, postąpił kilka kroków, tym samym zbliżając się do chłopaka. Zachował jednak pewną rezerwę i nie zatrzymał się tuż przy nim, tylko ponownie w lekkim oddaleniu, na wyciągnięcie szyi. Jeszcze nie czuł się tak znowu całkiem swobodnie, chociaż fakt ten na pewno niedługo go zacznie świerzbić, szczególnie, że pan właściciel to jakiś miły jest chyba. Cóż, na razie trzeba go sprawdzić, nie można tak sobie pozwolić na przypadkowe spoufalanie! Na szczęście podobne podejście sprawi, że po zaprzyjaźnieniu się z Jonahem dzidzia będzie oddana tylko jemu, innych ludzi traktując przy tym z rezerwą. Będzie mógł czuć się wyjątkowy. :3Jonah Wrens - 2016-11-05, 15:19 Oho, dało się zauważyć te jego zawahanie, przez co od razu wiedziałem, że nie mogę od niego wymagać zbyt wiele. Dlatego ucieczka z mojej strony skończyła się w tym momencie i stałem niczym przytwierdzony do ziemi. Poczekałem, co się wyraźnie opłaciło, więc od razu zamierzałem pochwalić młodego.
-Dobra Dzidzia.
Uśmiechnąłem się i sam pokonałem ten dzielący nas kawałek, robiąc to powoli, by nie wystraszyć ogiera. Podałem mu od razu marchew, a wolną ręką poklepałem jego szyję. Delikatnie, by i tego dźwięku się nie wystraszył. -Widzisz jaki jesteś dzielny? Chodź, spróbujemy jeszcze raz tak samo.
Odezwałem się do niego miło, grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu marchwi. To też młodzieniec niestety mógł zarejestrować, skąd właściwie biorą się te marchewki. Więc cała magia skrywana była tuż pod jego nosem! Wracając jednak; wyciągnąłem marchew i pokazując ją Mallowi ruszyłem znowu kilka kroków, tak by ponownie powstał między nami dystans. Obróciłem się do niego przodem i schowałem za plecami marchew, odruchowo. Zapominając, że było to duże utrudnienie dla młodzieńca, któremu z pola widzenia zniknęły moje ręce.Marshmallow - 2016-11-06, 17:15 Nie był takim znowu wielkim gapą i od razu przyuważył marchewkowe źródełko, na pewno będzie tam próbował zaglądać! Dziwne były dla niego te całe podchody i nie bardzo potrafił pojąć istotę łażenia za człowiekiem, żeby zbierać nagrody, dlaczego nie mógłby ich dostać tak po prostu wszystkich? Niemniej jednak przy następnym oddaleniu Jonaha prędzej załapał, o co kaman, albo raczej dlaczego warto za nim pójść. Zdziwił się tylko, kiedy pomarańczowe warzywo zniknęło z jego oczu, chyba faktycznie miał do czynienia z jakimś magikiem! Na szczęście tym razem postanowił doświadczalnie sprawdzić, co stało się z JEGO marchewką, był już trochę bardziej ośmielony i zbliżył się do mężczyzny bez większego zawahania, chrapami przywierając do jego tułowia i błądząc po nim jak szukający brudów odkurzacz po podłodze. Kiedy już obwąchał niemalże cały front pana właściciela zaczął schodzić też bardziej do boku, by już po chwili smyrać go pysiem po plecach. Odnalazł skarb! Naturalnie spróbował go przechwycić, o dziwo uważając na palce pana Wrensa. Jonah Wrens - 2016-11-07, 15:57 Tym razem nie dał na siebie poczekać, więc byłem jeszcze bardziej z niego dumny. Szybko ogarnął, że ma po co przychodzić, a zatem miałem połowę sukcesu. Drugą połową będzie przeniesienie chęci podejścia ze względu na marchewkę na moją osobę. To już było trudniejsze do wykonania, ale nie niemożliwe.
Tak czy inaczej nie drgnąłem kiedy do mnie podszedł. Uśmiechając się szerzej, gdy próbował zrobić rewizję. Na jego nieszczęście marchew nie była z przodu, a za moimi plecami. W dodatku ogier zgubił moją lewą kieszeń, w której chował się jeszcze jeden, ostatni kawałek.
-Znalazłeś? Jesteś pewien?
Zagadałem do niego wesoło, przekładając marchew do lewej ręki, która była dalej od jego poszukującego pyska. Za to otworzyłem mu prawą dłoń, chcąc udowodnić, że niczego tam nie ma. Oszukiwałem dalej, chcąc go non stop zaskakiwać, tak żeby uważał mnie za ,,coś ciekawego".Marshmallow - 2016-11-08, 19:54 W błyskawicznym tempie wcisnął cały swój pychol w dłoń Jonaha, oczywiście tą pustą, po czym furknął niezadowolony. No ale ej, przecież już ją prawie miałem. Cały czas stał przed mężczyzną i zamiast cofnąć łeb aby zajrzeć za jego plecy od drugiej strony (i przy okazji dać mu czas, by przełożyć marchew, ha!) po prostu wyciągnął szyjsko mocniej i w ten sposób naparł na niego, przy okazji nieumyślnie go tym do siebie przyciągając. Za to mógł bez problemu przechwycić ponownie odnalezione warzywo i za zadowoleniem wszamać, cofając się przy tym o pół kroku aby już nie obściskiwać właściciela. Starczy spoufalania, mam co chciałem! Z zadowoleniem podrzucił głową przed mężczyzną, niechcący przy tym ruchu ciskając w niego porcją pomarańczowej śliny. Ups. Kiedy już skończył konsumpcję zmierzył Wrensa od stóp do głów bardzo uważnie, próbując sobie przypomnieć, o czym chciał pamiętać jeszcze chwilę temu. Jakby miało to związek z przekąskami... albo kopalnią? No coś takiego może, ale co dokładnie, to kto by wiedział.Jonah Wrens - 2016-11-09, 20:53 -Hola, hola. My się jeszcze tak nie znamy..
Zaśmiałem się kiedy ten mnie przyciągnął tym swoim szyjątkiem. Nie powiem, że nie czułem się dosyć ściśnięty, dziękując sobie, że jestem wysoki, bo inaczej utonąłbym twarzą w jego sierści. Tak czy inaczej, nawet nie chowałem przed nim warzywa, dając mu je zgarnąć, dzięki czemu odzyskałem swobodę ruchu. Uśmiechnąłem się do młodego, co zaraz zmieniło się w lekki grymas. Wytarłem się z tego jadu Niemca, póki nie zaschło. Podpiąłem za to uwiąz do jego kantara i podrapałem jego kość nosową.
-Chodź, na dzisiaj Ci wystarczy wrażeń, odpoczniesz.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem wyprowadzając Dzidzie do stajni.
/ztMarshmallow - 2016-11-09, 23:55 Młody nawet nie zauważył, kiedy został przyczepiony do "smyczy" a kiedy już nie było odwrotu, cóż, ruszył za właścicielem, zaraz też równając się z nim krokiem i mimo że był już spokojniejszy, i tak podcaplowywał od czasu do czasu.
ztAnais - 2016-11-23, 20:12 Po chwili stępa zatrzymała ogiera i ponownie do niego podeszła. Była z niego całkiem zadowolona toteż pochwaliła go kolejny raz, klepiąc delikatnie po łopatce. Nie chcąc jednak tracić czasu zabrała się za poprawne przymocowanie patentów, tudzież wypinaczy. Chciała rozpocząć pracę z pomocami stopniowo zwiększając ich działanie, dlatego paski zapięła tak, by umożliwić wierzchowcowi zupełnie naturalne ułożenie głowy. Wpierw planowała sprowokować go do odnalezienia kontaktu, a później dalszego działania. Upewniwszy się, że wszystko wygląda należycie, powróciła na swoje miejsce. Zmniejszyła średnicę koła do około 16 metrów, chwilę później prosząc ogiera o kłus. Z miejsca narzuciła mu dość aktywne tempo, nie pozwalając na ociąganie się. Pilnowała właściwego tempa kłusa, który trwał mniej więcej 5 minut, a następnie głosem oraz z drobną pomocą batu (jeżeli sama komenda głosowa nie zadziałała) zasugerowała Krakowi galop. Tym razem bardziej przypilnowała jego zachowania, by nie zdecydował się ponownie pognać za prędko. Praca w galopie trwała pół minuty krócej. Następnie zatrzymała kopytnego i ponownie zmieniła kierunek, nie chcąc obciążać tylko jednej strony. Ćwiczenie powtórzyła. Po tym czasie ogier powinien być już na elastycznym kontakcie, a jeżeli wciąż miał z nim problem ciemnowłosa kontynuowała kłus, ewentualnie poprawiając wypinacze, by z ich pomocą uzyskać oczekiwany efekt.Jessie - 2016-11-25, 23:59 /Się wbiję, bo pewnie i tak szybciej skończę tę lonżę niż wy .
Weszła z koniem na lonżownik i w zasadzie od razu odesłała go na koło, stopniowo rozwijając lonżę. Zaczynając od stępa na lewo, lonżę trzymała w lewej dłoni, trzymając na niej zaciśnięte palce tak samo jak na wodzy, by móc odpowiednio operować liną i komunikować się z pyskiem konia. W prawej dłoni trzymała bat, którym niejako "domknęła" Unexa z tyłu, sprawując kontrolę nad jego tempem, które od początku miało być energiczne. Nie zwracała uwagi na nic innego, ogier zresztą nie był jeszcze w żaden sposób wypięty, bo byłoby to zwyczajną głupotą, dopóki był jeszcze nierozgrzany. Dała mu na to parę minut, w których zmieściło się parę okrążeń w stępie, a następnie w kłusie. Niewykluczone, że również w galopie, gdyby tylko Unexa bardzo nosiło. Nie zamierzała się z nim szarpać, więc jeżeli miał potrzebę rzucenia się galopem czy wybrykania się - proszę bardzo. Podłoże na lonżowniku było zadbane, także nie bała się, że nowemu nabytkowi coś się stanie przy odrobinie szaleństwa. Jeśli jednak nie zaistniała potrzeba zrzucenia nadmiaru energii w taki sposób, niebawem zmieniła kierunek, nie zapominając o przepięciu lonży.Unexpected - 2016-11-26, 19:59 Ogier kroczył dumnie u jej boku, prężąc się i prezentując z każdej strony. Nawet odesłany na koło szedł aktywnie, wyraźnie napinając mięśnie i zaokrąglając się. Dość intensywnie mielił wędziło, pieniąc się już pewnie przy tym co nieco. Wynikało to z podekscytowania konia i możliwości ruchu, co trochę odbijało się na jego gniadej głowie. Mniej więcej jakimś cudem zarzucił w stępie zadem, strzelając mini baranka. Nie za wiele mógł się odbić, bo to co miał na sobie mu to nieco utrudniało. Zresztą pewnie kobieta zbytnio z tego nie była zadowolona, ale jednego chyba może wybaczyć? Raczej nie miał zapędów destrukcyjnych czy zabójczych, stosował się do poleceń kobiety i robił to wyraźnie chętnie. Skorzystał z możliwości kłusa, a nawet galopu. Jednak nie narzucał jakby sam tego kobicie, szedł jednak nadal dość spięty. Łypał badawczo na kobietę okiem i zostawił na nią wewnętrzne ucho, skupiając się jednocześnie na ruchu w przód. Problemu z przepięciem też prawie żadnego nie miała, może w ramach lekkiej draki próbował raz uciec jej łbem. Jednak nie sądzę by Jess sobie z tym nie poradziła, więc zaraz poruszał się na drugą stronę. Może nawet nieco bardziej rozluźniony, ale nadal chętny do ruchu i pracy.Jessie - 2016-11-26, 21:17 Na prawo także oddała ogierowi parę minut na rozgrzanie mięśni w swobodnym ruchu w trzech chodach. Po ich upływie zatrzymała go i podeszła, zwijając lonżę by nie plątała jej się pod nogami, podczas gdy będzie "ubierała" konia w niedawno nabyty, bo nowy na rynku system do lonżowania. Było to niejakie połączenie liny do lonżowania oraz gum, co prezentuje się mniej więcej w taki sposób. Owy wynalazek jest jednak pozbawiony wad wspomnianych dwóch patentów, czyli efektu tarki w pysku czy możliwości uwieszenia się lub walki, bo innowacyjne rozwiązanie wykluczało jakiekolwiek siłowe działanie lub wiązanie na sztywno. Łączyło za to w sobie sporo plusów; swoją konstrukcją delikatnie zachęcało do opuszczenia głowy, jednocześnie nie blokując ruchów szyją na boki. Gdy tylko koń podejmował próbę zadarcia głowy, lina opasająca jego kłodę wywierała nacisk, prowokując do napięcia mięśni brzucha, a co za tym idzie - podniesienia grzbietu i opuszczenia głowy, co było czystym odruchem. Innymi słowy prawidłowo pracujący na tym patencie koń mocno pracował nad muskulaturą grzbietu, a także poszerzał wykrok.
Uporawszy się z tym (a trwało to doprawdy krótko, bo założenie lin nie było niczym skomplikowanym), wróciła na swoją pierwotną pozycję i poprosiła konia o kontynuowanie stępa na prawo, dając mu chwilę na oswojenie się z patentem. Nie powinien z nim walczyć, bo istotnie nie było z czym; nawet jeśli, to dosłownie przez chwilę, bo system był naprawdę przyjemny dla koni. Gdy tylko Unexpected się z nim oswoił, poprosiła go o ruszenie kłusem, nie poprzestając jednak tylko na wydaniu komendy. Po ustaleniu stałego tempa, wniosła zmiany w obrębie danego chodu, raz wymagając od konia wyciągnięcia kłusa, a raz skrócenia, operując w tym celu batem (unosząc go na wysokość stawów skokowych i zagarniając powietrze motywowała do poszerzenia wykroku) lub ręką (zwykłe półparady, mające na celu zwolnienie).Unexpected - 2016-11-26, 22:09 Poruszał się nadal dość energicznie, chętnie i pracując dobrze swoim gniadym cielskiem. W końcu zatrzymał się na polecenie właścicielki, prychając krótko do niej. Spojrzał się dość dziwnie na nowe urządzenie, nie będąc do końca do niego przekonanym. W końcu Jess uporała się z tym, a gniadosz zaraz ponownie wrócił na koło. Nie mógł się z początku na tym odnaleźć, szedł tak na dziko i to dosłownie. Jego krok był nieco chaotyczny, jakby próbował się tego z siebie pozbyć. Gniadosz był nieco inny w tej kwestii, bywał oporny i niechętnie akceptował nowe rzeczy. Podobnie było w tym przypadku, dopiero po chwili znów się uspokoił i nieco rozluźnił. Energicznie przeszedł do kłusa, pracując swoim nieco spiętym ciałem stosunkowo prawidłowo. Poproszony przez kobietę o wyciągnięcie kroku, przyspieszył nieco na kole i poszerzył jednocześnie swój wykrok. Mielił wędziło w pysku, mając jednocześnie nieco opuszczony łeb. Powrót do wcześniejszego wykroku również okazał się mało problematyczny, ale nadal brakowało mu nieco płynności, lekkości i harmonii. Mimo że wykonywał polecenia kobiety, to jakby nie dawał z siebie maksimum. Nie wynikało to z lenistwa, broń boże ! Zdawało się że nowy jeździec i nowy patent nieco przerastał tego starego wyjadacza, ale nie należało się tym raczej przejmować. Po pewnym czasie dopiero można go poznać w pełni i docenić jego możliwości, umiejętności i klasę. Niestety nigdy nie dzieje się to od razu, a czasem jest to wielka szkoda.