Salire In Ignis - 2015-11-08, 21:06 Zastaną już nieco w boksie klacz pozywywnie zaskoczyło pojawienie się właściciela. Niemniej jednak na jego widok postawiła zaraz uszy, rżać w ramach powitania. Bez większych problemów pozwoliła na oporządzenie siebie i przygotowania do treningu. Od czasu crossu nie miała żadnego więksego ruchu, więc cieszyła się na taki obrót spraw.
Wyprowadzona ze stajni od razu ruszyła aktywnym tempem przed siebie, niekoniecznie zwracając uwagę na człowieka znajdującego się na jej grzbiecie. Chciała po prostu pozbyć sie nadmiaru energii, która skumulowała się u niej po staniu w boksie. Dobrze że jej jeździec miał w zwyczaji zwykle odpowiednio ją pilnować i trzymać zamkniętą w pomocach, nawet mimo długiej wodzy. Gdyby nie to klacz po prostu robiłaby na co miałaby ochotę: bo mogła, o.
Po wyczuciu kontaktu od razu zaczęła żuć wędzidło po czym utrzymując aktywne tępo zaczęła wykonywać zadania: stęp-stój i tak dalej. Stanęła przy ogrodzeniu, machając ogonem na boki kiedy Tony wieszał darkę, po czym posłusznie ruszyła dalej, ostatecznie przechodząc do kłusa i zaczynając manewrować między przeszkodami w celu zrociągnięcia się.Lucas - 2015-11-09, 16:38 Prowadził kobyłkę u swego boku na jeden z parkurów. Korzystając ze słonecznej pogody postanowił nie kisić się w hali i wyjść na świeże powietrze. Jak na razie był zadowolony z siwej, która zachowywała się przyzwoicie. Miał nadzieję, że dobra passa się utrzyma i będzie im dane w spokoju trochę poćwiczyć.
Uważając na pozostałą parę/pary, przeszedł z Promką na środek obiektu, ustawił ją przodem do wyjścia i zaczął przygotowywać ją do jazdy. Podciągnął popręg coby siodło nie zsunęło się przy pierwszej lepszej okazji i dostosował sobie strzemiona. Na koniec odział na ręce skórzane, robocze rękawiczki, na głowę kask i teraz obydwoje byli już gotowi. Zebrawszy wodzę w lewej dłoni na wysokości przedniego łęku wsunął stopę w strzemię i miękko zasiadł na grzbiecie kopytnej. O ile ta stała grzecznie i nie uprzykrzała chłopakowi życia, w nagrodę została poklepana w łopatkę. Brunet lubił nagradzać swoich podopiecznych, aczkolwiek równocześnie karcił ich za złe postępowanie.
Usadowił się wygodnie, ułożył wodzę w dłoniach, przyłożył łydki do boków klaczy i posłał ją stepem do przodu. Od samego początku pilnował by tempo było aktywne. Chciał czuć, że koń faktycznie angażuję do pracy wszystkie nogi.
Jak na razie dał jej trochę luzu, podczas którego Integrity mogła powyciągać szyję i się zrelaksować.Anonymous - 2015-11-10, 15:55 /jako, że przyjęłam w ogóle inną porę itd, załóżmy że jesteśmy osobno.
Stale angażował Ignis do pracy, nie wytrącając jej z rytmu niepotrzebnymi przerwami. Oczywiście nie wymagał więcej niż mogła mu dać, uważnie ją obserwując i wsłuchując się w to, co mu "mówiła". Od tego właśnie zależało czy przed zagalopowaniem przeszedł na dłuższą chwilę do stępa, czy też nie. Jeśli jej oddech był wyraźnie przyspieszony i głośny, pozwolił jej odsapnąć po wykonaniu wszystkich ćwiczeń w kłusie - a więc kilkunastu woltach, ósemkach i przejściach - paroma minutami stępa, po których wznowił pracę. Wbrew pozorom nie był to duży wysiłek, choć jeśli miała spadek formy, to mogła się nieco zmęczyć.
Tym razem poruszając się w kłusie poprosił ją o wyższe ustawienie, aż zagalopował na łuku, pilnując ruszenia na właściwą nogę. Także w tym chodzie popracował z Rudą na kołach, jednocześnie pozwalając jej wyszumieć się, czego pewnie potrzebowała w ostatnim czasie mając deficyt ruchu. Z rozgrzewki płynnie przeszedł do sedna treningu, kierując Ignis na drągi ustawione na galop. To ćwiczenie miało ją sprowokować do tego, by foule jej galopu były mniej spłaszczone, a w dodatku stanowiły wyzwanie dla jeźdźca. Mógł bowiem sprawdzić, na ile jest w stanie dogadać się z Rudą, wpierw pokonując drągi na mniejszą ilość foule, a następnie na większą. Prosił ją o rozciąganie i skracanie galopu, przy każdym podejściu do drągów decydując się raz na to, a raz na to.Integrity Promise - 2015-11-11, 20:39 Klacz szła za facetem gdzieś na tereny ćwiczebne, siwa była tylko skoczkiem więc zbyt wielkiego wyboru nie mili. Jest kombinatorką, ale głównie pod siodłem, pewnie będzie miał okazje się przekonać co dopiero potrafi. Po wejściu na parkur, obiła ogonem o swoje boki, stając gdzieś po środku. Czekała w miarę cierpliwie aż facet ogarnie wszystko co ma i w końcu ją dosiądzie, jeśli jej nie zablokował po usadowieniu się w siodle klacz dość mocno ruszyła do przodu, niby nic złego ale za pewne nieco się zachwiał w siodle. Dopiero kiedy ją skorygował stanęła, mieląc wędzidło w pysku, w końcu raczyli ruszyć stępem do przodu, szła dość chętnie i aktywnie. Szła z wyciągniętą swobodnie szyją i luźnym dość grzbietem - na razie, obserwowała wszystko dookoła ciekawsko, czekając na ciąg dalszy.Lucas - 2015-11-12, 13:39 / oks
Ruszenie bez komendy nie zostało puszczone Promce płazem. Lucas zareagował niemalże od razu, cofając jedną rękę i tym samym mocno wyginając siwej szyje tak, by zrobiła bardzo ciasne kółko. Dopiero gdy wrócili do punktu wyjścia zatrzymał ją i dał 5 sekundową nieruchomość. Powtarzał manewr za każdym razem, gdy klacz samowolnie ruszała. Jeżeli jednak nie sprawiała mu dalej problemów, tak jak było powiedziane wcześniej wysłał ją stępem do przodu.
Rozgrzewka w stępie nie była długa, ani nie zawierała skomplikowanych ćwiczeń. Lucas pilnował jedynie by klacz poruszała się żwawo i angażowała wszystkie nogi. Z czasem podebrał jej wodze na kontakt, przygotowując się tym samym powolutku do kłusa. Przejście w wyższy chód poprzedził półparadą, po czym wypchnął nieparzystokopytną do przodu. Od samego początku zaczął ustawiać sobie odpowiadające mu tempo. Nie pozwolił na to by Integrity leciała na łeb na szyję, ale też nie chciał by się ociągała. Odpowiedni rytm nadawał jej swoim anglezowaniem, mocniej akcentując siadanie w siodło. W owym chodzie nie zamierzał już niepotrzebnie jej męczyć - prawie od razu przeszedł do treściwej pracy. A mianowicie zaczął zbierać siwą, chcąc by podstawiła zad, zniżyła głowę i doszła do wędzidła. W tym celu intensywnie pracował z nią na ręce, prowadząc po łukach i pilnując odpowiedniego wygięcia.Integrity Promise - 2015-11-15, 19:09 Klacz była wytrzymałą twardzielką jeśli chodzi o testowanie jeźdźców, więc nie było jej straszne nic. Lekkie pociągnięcie za wodzę nie zmusiło jej od razu do zrobienia koła, znaczy wejścia w nie, nie była ujeżdżeniowcem, znała raptem podstawy tyle co do rozgrzewki. Wystarczyło od razu ją zatrzymać, bez wpychania na koło, po kole na zatrzymanie zareagowała parsknięciem i obiciem ogona o swoje boki. W końcu łaskawie jednak odbili na stęp po śladzie, czasem musiał ją pogonić bo stępowanie dla niej było wyjątkowo nudne i zapomniała iść żwawiej. Przejście na kontakt nawet przyjęła spokojnie i ochoczo, aktywnie działając pyskiem, podobnie jak wcześniej nieco za szybko weszła w wyższy chód, ale sama się skorygowała nim zdążył pomyśleć o kole dla niej. Szła aktywnie takim chyba pośrednim tempie, chyba że on chciał inaczej, musiał nieco mocniej zaakcentować dosiadem prośbę o zaangażowanie zadu, bo była średnio skupiona na nim i te reagowanie na pomoce miała nieco spóźnione. W końcu jednak wyraźnie napęd szedł z zadu, szyja obniżona, pysk aktywny, szła nawet dość ładnie wpisując się w łuki choć ni jak się to nie przydawało jej w skokach nie miała większych problemów.Salire In Ignis - 2015-11-16, 20:55 Faktycznie miała nieco przerwy w treningach, jednak nie odbiło się to aż tak drastycznie na jej kondycji. Co prawda postępowała chwilę, ale nie trwało to aż tak długo. Mogła zaraz znów wrócić do poprzedniego tępa i kontynuować trening, a co.
Przeszła do kłusa, by w narożniku poprawnie zagalopować, a dzięki temu, że Tony ją pilnował zrobiła to na dobrą nogę. Po wykonaniu potrzebnych ćwiczeń w najwyższym chodzie mogli przejść do konkretów, dlatego też została skierowana na drągi. Jednakże klaczy nie spodobało się to ani trochę, co można było zauważyć już po sekundzie - położyła uszy wzdłuż potylicy, szarpiąc łbem na boki i wyhamowała ostro tuż przed samą przeszkodą. Jeśli chłopak nie był na to odpowiednio przygotowany, to mógł zaliczyć spotkanie z jej grzebieniem grzywy. Nie, ona zdecydowanie nie przepada za drągami. Nie będzie po nich przebiegać i kropka. Zdecydowanie to one stanowiły jej najsłabszy punkt. I mimo, że dla ludzi wyglądały nieszkodliwie, to ona miała z nimi inne doświadczenia. Zrobiła zwrot o czterdzieścipięć stopni, mając zamiar po prostu ominąć przeszkodę i ją zignorować. Trzeba będzie zrobić najazd jeszcze raz, taki lajf.Lucas - 2015-11-17, 21:09 Po rozgrzewce w stępie która obejmowała wszelakie figury wykonane na obie strony, Luc postanowił sprawdzić siwą na drążkach, które zauważył nieopodal. Jak na razie był zadowolony z jakości kłusa i z ładnego zebrania, które udało im się wykonać. Teraz mógł mieć jedynie nadzieję, że dalej również obędzie się bez problemów, a on nie będzie musiał się zbytnio zmagać z klaczą.
Tak jak było wcześniej powiedziane, aktywnym aczkolwiek nie szaleńczym kłusem naprowadził Promkę na drążki. Już po wyjechaniu na prostą pilnował by kopytna szła prostopadle do przeszkody, zamykając ją nieco w pomocach i ograniczając na łydkach. Z momentem gdy jej pierwsza noga podniosła się nad drążkiem, mężczyzna uniósł się na strzemionach, cofnął biodra, ściągnął łopatki i delikatnie oddał rękę. O ile obyło się bez komplikacji, siwa została pochwalona a on wykonał półwolty i poprosił o identyczny najazd z drugiej strony.Anonymous - 2015-11-18, 20:13 Już w trakcie najazdu na drągi poczuł opór ze strony Ignis, któremu nie zdołały zaradzić zdecydowane pomoce. Pomimo mocnego pchania jej biodrem do przodu, wyraźnego podpierania łydką oraz wodzy na kontakcie, folblutka w ostatnim momencie zatrzymała się, co czasami się zdarzało pomimo starań. Wszakże nie mógł się mierzyć z siłą konia, gdy ten postanowił postawić na swoim niezależnie od okoliczności; to jednak nie oznaczało, że zamierzał tak to pozostawić. Nastąpiła więc typowa akcja-reakcja, na chamstwo (bo inaczej trudno było nazwać tę fanaberię Ignis. Mógł tylko sobie dziękować, że nie przyszło mu do głowy skoczyć czegoś na dzień dobry z ustawioną wskazówką...) odpowiedział tym samym, od razu każąc Ignis ponownie zagalopować, na wolcie. Mocniejsze użycie pomocy mogło jej nie odpowiadać - w końcu karą była tutaj mocniejsza łydka - więc był gotów na ewentualne bryknięcia, które mogła mu zafundować w rewanżu. Dopóki były umiarkowanym kopaniem w powietrze czy wyrzucaniem tyłów to nie powinien mieć problemów z wysiedzeniem ich. Tak czy inaczej, uzyskawszy spokojny galop, ponownie nakierował Rudą na drągi, tym razem pilnując jej od początku. Jeżeli i tym razem zaczęła machać łbem w trakcie najazdu, burząc rytm galopu, upomniał ją mocniejszą łydką, zwyczajnie chcąc przejechać ten bunt. Podobnie jak ostatnio mogła się spodziewać pilnowania po sam koniec, a także wręcz przerysowanych pomocy, jeżeli go do tego zmusiła. Mogą się długo sprzeczać, zobaczymy kto pierwszy się podda d: .Salire In Ignis - 2015-11-18, 21:08 No to chodź, na gołe klaty!
Wykonała wioltę, oddalając się nieco od przeszkody, po czym Tony po raz kolejny poprowadził folblutkę w stronę przeszkody. Jednak jak jak poprzednim razem, tak teraz mógł poczuć zdecydowany opór ze strony kobia, co skończyło się na ponownej odmowie najazdu na drągi. Gdyby tylko wiedziała, że trafiła na tym faceta, który nie toleruje sprzeciwów
Silniejsza łydka doprowadziły do tego, iż klacz zapierała się jeszcze mocniej, przy każdej kolejnej próbie w ostatniej chwili wyrywając się uścisku pomocy. W końcu jednak miała dość walki na parkurze, dlatego też kiedy po raz kolejny została naprowadzona na przeszkodę po prostu po niej przebiegła. Niekoniecznie wykonała to, jakie było jej przeznaczenie, jednak pokonała ją, a to już coś. Można było zauważyć po niej delikatne zmęczenie, a ruda sierść lśniła od potu. To chyba wystarczająco świadczyło o tym, że klacz nie ma ochoty już "walczyć".Integrity Promise - 2015-11-20, 22:31
Lucas napisał/a:
[...]
Klacz na razie stosunkowo szła grzecznie, musiał jednak jej pilnować bo chwila nie uwagi mogła kosztować go zwolnieniem w tempie, czy nie dokładnie wykonaną figurą. Starała się, a jak na nią to sporo, nie ukrywajmy :D Nie była łatwa w obejściu, ale jak jej imię wskazywało, obiecuj, a może coś ci się przydarzy dobrego :D Zamknięcie ją w pomocach było rozsądne jak sam nie chciał przelecieć nad drążkami, klacz szła równo na środek mniej więcej. Parsknęła krótko kiedy miała unieść pierwszą nogę, potem drugą i kolejną aż do przejechania wszystkich, dość wysoko je unosiła więc nie było ryzyka że jakiegoś stuknie. Zrobili półwotlę i najazd z drugiej strony o ile nadal była zamknięta w pomocach przejechali bez problemu.Lucas - 2015-11-21, 17:04 Zadowolony z pracy na drążkach, postanowił nie dręczyć dłużej klaczy tym ćwiczeniem. Przyszli tu w końcu by co nieco poskakać!
Wiedział, że Promka chodziła aktualnie klasę P, ale na początku chciał sprawdzić jej technikę skoku i podejście do przeszkody. Przez ten krótki okres ich współpracy zdążył zauważyć też, że potrafi wykorzystywać wszystkie błędy jeźdźca na swoją korzyść, toteż musiał pamiętać by prowadzić ją jak najdokładniej.
Na pierwszy ogień miała pójść 80cm stacjonata, w ładnym, błękitnym kolorze. Zakłusował i od razu wprowadził siwą na obszerną woltę. Cały czas pilnując jej ustawienia wykonał półparadę, po czym wypchnął klacz do galopu. Na początku ustabilizował sobie tempo i rytm - nie chciał by kobyła leciała na łeb i szyję, ale też pilnował by się nie ociągała. Gdy udało im się uzyskać w miarę dobrej jakości galop, wypuścił ją na ścianę. Na przeszkodę najechali obszernym łukiem. Tutaj też mężczyzna starał się prowadzić klacz prostopadle, kilka fouli przed odskokiem siadając w siodło i zamykając ją na pomocach. Dołożył łydkę i nie zwlekając podążył za jej ruchem, wykonując półsiad, cofając biodra i ściągając łopatki. Jednocześnie oddał jej również wodze, co by mogła wyciągnąć sobie mordkę i mocniej depnął na prawe strzemię, sugerując jej nogę.Integrity Promise - 2015-11-22, 21:19 Klacz zdecydowanie wolała skoki prawdziwe niż takie nieco lewe, ale nie od niej to zależało. W sumie to chyba P1, ale nie wiem czym się to specjalnie różni. Klacz wysoko i ładnie skakała, przynajmniej według sędziów, ale to każdy ma własny gust. Gdy nabierze więcej zaufania do kogoś staje się bardziej potulna, ale to w ich przypadku za krótka była ta znajomość, zdecydowanie. Przyjrzała się stacjonacie by parsknąć krótko, przygotowana przez faceta i odpowiednio nastawiona nie powinna mieć większych problemów z nią. Zakłusowała dość miękko na wstępie by zrobić spore koło, by po wyjściu z niego zagalopować, nieco wpierw wyrwała do przodu ale szybko wróciła do odpowiedniego tempa. Zjechali na ścianę by zaraz wejść na łuk który prowadził do stacjonaty, przytrzymana i zamknięta w pomocach widziała już tylko przeszkodę którą zaraz miała skoczyć. W odpowiednim miejscu uniosła przody mocno odpychając się z zadnich nóg by się ładnie złożyć w powietrzu oraz wyciągnąć, potulnie również wylądowała na prawą nogę.Lucas - 2015-11-24, 21:30 O ile się nie mylę P od P1 różni się 5 centymetrami No ale mniejsza...
Był zadowolony z ich pierwszego wspólnego skoku. Technika klaczy przypadła mu do gustu i równocześnie zapragnął więcej. Tak, jemu też włączył się demon prędkości (a raczej wysokości).
Tak jak było powiedziane, po przeszkodzie skręcili w prawo. Przez kilka fouli poruszali się po łagodnym łuku, by następnie najechać na metrową stacjonatę. Tutaj wysokość była odrobinę wyższa, ale wierzył, że pomimo tego klacz nie napotka żadnych problemów. Poprowadził ją identycznie jak wcześniej, na zamkniętych pomocach. W momencie wybicia odciążył jej grzbiet i dla odmiany poprosił o lądowanie na lewą nogę. Nie zwlekają od razu naprowadził ją na metrowego oksera ustawionego nieopodal. Dokładnie wymierzył odległość i bardzo starannie poprowadził siwą do przeszkody.Integrity Promise - 2015-11-24, 22:20 Nie wnikam, w sumie dla siwej nie miało to obecnie większego znaczenia co będzie skakać. Dopóki prowadził klacz twardo nie zamierzała nic robić, poza tym co od nie wymagał, jednak musiał się pilnować bo siwa była zdolna prawie do wszystkiego. Po przeszkodzie skręcili w prawo, gdzie poruszali się krótką chwilę po łuku. Na widok przeszkody tylko majtnęła ogonem na boki, szukając sygnałów od chłopaka, na szczęście szybko się uczył (więc mieli coś wspólnego ) I bez większego trudu doprowadził ją pod przeszkodę, gdzie klacz ponownie się odbiła od ziemi, by przeskoczyć gładko nad przeszkodą. Wylądowali na lewo by zaraz w tamtym kierunku skręcić, na okser który również nie był niczym specjalnym dla niej. Z jego przeskoczeniem w odpowiednim tempie i pomocach również nie miała większych przeszkód, nieco chyba zbyt płasko skoczyła bo lekko stuknęła w drąg, który nie spadł na szczęście.