Jonah Wrens - 2016-08-11, 17:46 Stojąc przy nim nawet nie drgnąłem, wciąż trzymając marchew pod jego pyskiem. Druga ręka, która dotąd gładziła jego szyję, zatrzymała się. Palce wplątały się w grzywę, by zaraz ją puścić i opaść swobodnie przy moim boku. Czekałem, nastawiając się na nieskończoność spędzoną w takiej atmosferze.
Myślałem, czując jak sekundy zmieniają się w godziny, sprawiając złudne spowolnienie czasu, który wręcz ciągnął się w nieskończoność. Tak naprawdę może minutę się nie ruszałem, by po chwili schować marchew, o ile Soldier w końcu się o nią nie pokusił. Przesunąłem się tak, aby stanąć przy jego grzbiecie, na którym wpierw oparłem obie dłonie. Powoli jedna za drugą, zaczęły przesuwać się od kłębu do miednicy ogiera po kręgosłupie. Wpierw delikatnie, lekko ogrzewając ciemną sierść Niemca. Z upływem czasu lekko naciskałem na jego grzbiet, równym pociągnięciem odrywając dłonie dopiero przy wspomnianych biodrach. Masowałem mu plecy, robiąc to automatycznie, bardziej dla odstresowania własnej osoby, niżeli z jakichś logicznych powodów. Nie oczekiwałem jakiejkolwiek w nim zmiany, już nie nastawiałem się na nic. Tym bardziej nie czekałem na cud, w którym koń nagle wyzdrowiał i zaczął funkcjonować jak dawniej. Odpuściłem, a jeżeli potrzebował w jakimś stopniu obecności, mogłem mu ją dać. Jednak na dzień dzisiejszy, nawet nie zamierzałem na niego wsiąść. A może powinienem? Sam gubiłem się w swoich myślach.
-Może chcesz pojechać w teren? Oderwać się od tego wszystkiego.
Odezwałem się, nawet nie patrząc na pysk skarogniadego. Zajmowałem się jego grzbietem, potem masując cały grzbiet. Przechodząc na jego drugą stronę, zacząłem wszystko od początku, uważnie i z wyczuciem dociskając dłoń do jego skóry. Następnym krokiem była jego szyja, którą powoli masowałem.Iron Soldier - 2016-08-11, 20:31 Soldier tkwił pod dłońmi Jonaha jak to chłodne żelazo. Może i faktycznie był ciepły w dotyku, ale dusza mu chwilowo odfrunęła. Była nigdzie. Czy konie pamiętają? Kto to wie. Jeśli tak, może Iron wspominał dawnego Jo i ich śmieszne historie. Może tęsknił. Kto by to wiedział!
Jak już Jo miał schować marchew, ogier drgnął. Nie kierując spojrzenia ani trochę ku mężczyźnie, wbił wąsy w rękę Jo, wąchając przysmak. Zaczął go dotykać wargą, udało mu się w ten sposób podnieść marchewkę i przesunąć ją po dłoni jo. I nic więcej. Po tym krótkim poruszeniu pysk konia znowu się zawiesił.
Dotyk dłoni Portugalczyka był w jakiś sposób kojący. Nie tyle co dla duszy konia, ale dla jego sztywnego ciała. Ogier zaczął mrugać, a jego wargi drżeć, gdy Jo dotknął bolących mięśni. Nic to szczególnego nie znaczyło - ot, informacja, że tam go boli. Tam jest skrócony.
O ile jeżdżenie łapą było neutralne, a nawet przyjemne, to naciskanie zaczęło budzić dyskomfort u ogiera. Zwrócił uszy na chwilę do tyłu i łypnął na mężczyznę białkiem oczu. Coś go tam wyjątkowo zabolało. Jeśli Jo próbował dalej dotykać to miejsce, ogier jeszcze raz spiął się i spojrzał na niego. Jeśli wciąż próbował go tam masować, Iron odszedł od niego ciężkim krokiem.
A jeśli Jo uszanował reakcję Irona i odpuścił z dotykaniem tych najgorszych obszarów, to koń z niejakim spokojem zniósł całą procedurę. Szyja też była bolesna. Potylica, oj, jak sztywna i krótka się zrobiła. Trzeba będzie trochę nad tym popracować, zanim mu to przejdzie.
Ruszył uchem wyraźniej na słowo teren. Znal brzmienie tego słowa. Ale co to miało oznaczać? Po postawie Jonaha nie umiał tego wywnioskować. Stał więc sobie dalej tak o, trochę sztywno trochę luźno, znowu zawieszając wzrok i świadomość na czymś, co było daleko za miejscem, w którym aktualnie przebywał.Jonah Wrens - 2016-08-12, 11:17 Westchnąłem krótko nie wiedząc jak inaczej opisać całą tę sytuację. Nie chodziło tu o Irona, bo ten zachowywał się tak jak go nauczyli, to ja miałem problem w odzyskaniu dawnego konia. Może za bardzo liczyłem na cud?
Przestałem go dotykać w momencie gdy zabolały go mięśnie. Nie próbowałem na siłę go rozluźnić, więc odpuściłem. Zamiast tego usiadłem nieopodal skarogniadego, zerkając na zegarek. Wbrew mojemu poczuciu czasu, była już pierwsza w nocy, czas płynął dalej a ja byłem wobec tego wszystkiego bezradny.
Ponownie wyciągnąłem kawałek marchwi, kładąc go sobie na kolanie. Myślałem tyle, że bezskutecznie. Nie mogłem go dotknąć bo wszystko sprawiało mu ból, nie mogłem do niego dotrzeć bo i tak nie chciałby słuchać. Zresztą co bym mu powiedział? Koszmar minął, wyluzuj się?
Bez słowa się podniosłem i podając mu po raz ostatni marchew pod nos, czekałem. Jeżeli nawet się tym nie zainteresował, podpiąłem uwiąz do kantara i delikatnym ruchem pociągnąłem chcąc, aby ruszył za mną. Wprowadziłem go z lonżownika do boksu, nie chcąc go już męczyć swoją obecnością. W końcu podobno konie najbardziej cenią spokój.
/ztIron Soldier - 2016-08-12, 13:01 Gdy Jo odszedł od ogiera, ten skierował lekko łeb ku niemu. Kątem oka go obserwował. Jednak gdy mężczyzna znowu podniósł się i podszedł, Soldier odwrócił pysk tak jak wcześniej - gdzieś na ścianę. Nie zareagował na marchew i po chwili ruszył za Jonahem do stajni.
[zt]
Delfinek - 2016-08-31, 14:58 O tej porze nikogo na lonżowniku nie było stąd swoją młodą Księżniczkę przyprowadziła tutaj bez obaw. Po sprawdzeniu sprzętu a raczej kantara z uwiązem puściła ją stępem po okręgu aby trochę się rozchodziła. Była w małej dosłownie od urodzenia zakochana (no homo przyjaciele) przez co widząc ją teraz jako prawie że dorosłą nie mogła się napatrzyć <3.
Pierwsze 5 okręgów w stępie o średnicy mniej więcej 9 metrów aby następnie puścić ją na odrobinę większe koło i poprosić o kłus w którym kontrolowała tempo, choć zapewne kobyłka chciała się wyszaleć . Jeśli jednak była spokojna pozwoliła jej deczko przyśpieszyć uważnie obserwując jej ruchy.
W kłusie również pokonała z 8 okręgów, aby finalnie przejść w galop z pomocą Delphine. Trzymała ją stałym, średnim tempem trzymając początkowo silnie lonżę, z czasem jednak jeśli Untouchable ładnie współpracowała pozwoliła jej na deczko luzu rozluźniając kontakt z pyskiem oraz przetrzymując pomocnika za sobą, aby ten nawet nieumyślnie nie pogonił klaczy do szybszego tempa.Anais - 2016-10-08, 20:02 / Zakładam, że obiekt jest pusty /
Podczas drogi na lonżownik dziewczyna nie pozwalała wierzchowcowi na zbyt duże swawole, jeśli jednak coś w pobliżu mocno przyciągnęło jego uwagę pozwalała mu na moment zwolnić i bliżej poznać się z owym obiektem. Koniec końców dotarli na halę. Wówczas ciemnowłosa oprowadziła achała dookoła obiektu, by rozejrzał się swobodnie i poznał z zapachami, które mogły pozostawić po sobie wcześniej ćwiczące tu pary. Nie chciała, aby coś podczas treningu go rozpraszało. Później zatrzymała się wraz z koniem i dokładnie sprawdziła jego osprzęt. W końcu wszelkie niezgodności mogły prowadzić do niby drobnych urazów lub dyskomfortu, a to z kolei mogłoby zniechęcić wierzchowca do jej osoby czy w ogóle do lonżowania i chęci przyjmowania na siebie osprzętu. Gdy upewniła się, że pas do lonżowania jest prawidłowo zapięty, czaprak leży odpowiednio, paski od ogłowia są dobrze dopasowane i że ochraniacze są na wszystkich nogach, zerknęła jeszcze na wypinacze, które podczas samej rozgrzewki nie powinny w ogóle działać ani też przeszkadzać. Ostatecznie zapięła lonżę i od razu nakierowała Krakatau na koło o około dwudziestometrowej średnicy, a sama cofnęła się na środek. Po odpowiednim zwinięciu lonży poprosiła rumaka o żwawy stęp, którego tempo dyktowała za pomocą własnego głosu oraz batu, stanowiącego przedłużenie jej ręki. Mając w świadomości, że konie zwykle nie lubią być dotykane batem, operowała nim w pewnej odległości od końskiego ciała i trzymała nisko jeśli nie było potrzeby w jego użyciu. Nie pozwalała ogierowi na spanie ani zbyt aktywne parcie wprzód, skutecznie go hamując lub pobudzając do energiczniejszego korku. Po około 5 minutach ponownie przy pomocy batu (tak jak wspomniałam, jedynie lekko przybliżyła go do cielska konia) oraz krótkiej, ale żywiołowej komendy brzmiącej „kłus” zachęciła ogiera do przyśpieszenia. Tutaj również pilnowała właściwego tempa oraz starała się utrzymać stałą średnicę okręgu. Nie marnując cennej energii wierzchowca po kolejnych 5 minutach poprosiła Kraka o galop. W tym chodzie pozwoliła mu odrobinę się wyżyć, choć również nie pozwalała na samowolkę. Po mniej niż 5 minutach zatrzymała go, tym samym kończąc rozgrzewkę na tę stronę. Podszedłszy do konia, przepięła lonżę na drugą stronę i wróciwszy na swoje miejsce powtórzyła od początku wszystkie czynności (w przeciwnym kierunku ruchu). Gdy rozgrzewka dobiegła końca, Anais nagrodziła podopiecznego entuzjastycznie wypowiedzianą pochwałą i chwilą odpoczynku w postaci luźnego stępa.Krakatau - 2016-10-25, 17:17 W Orchardzie stał już tak długo, że nie było tu dla niego miejsc obcych, a na całym terenie ośrodka czuł się bardzo swobodnie. Nie mniej jednak nie było najmniejszej szansy na zapoznanie się ze wszystkimi mieszkającymi tu końmi, toteż ich widok czy zapach w dalszym ciągu intrygował ogiera. Co prawda był koniem wybitnie spokojny, ale nawet największemu aniołkowi czasami w głowie może zawrócić słodka woń klaczy z rują, prawda?
Podczas spaceru na lonżownik nie sprawiał Anais żadnych problemów. Grzecznie dreptał u jej boku, głowę niosąc wysoko i nastawionymi na sztorc uszami rejestrował wszelakie odgłosy. Nie była to jednak oznaka zaniepokojenia, a czystej ciekawości, której Cremello miał w sobie sporo.
Posłusznie zatrzymał się na środku obiektu, cierpliwie czekając, aż brunetka dokona ostatnich poprawek przy jego sprzęcie. Gdy wszystko było gotowe, wszedł na koło, obierając dosyć aktywne tempo. Ów entuzjazm przeszedł mu jednak równie szybko co się pojawił, a Achał próbował się wymigać od roboty. Niestety podążający za nim bat był bardzo skutecznym argumentem do efektywnego przebierania kończynami, toteż ogier co rusz zerkał w jego kierunku, nie ufając temu przedmiotowi. Po odpowiednim rozstępowaniu zakłusował. Pierwsze okrążenie pokonał trochę za szybko, ale wraz z kolejnymi stopniowo się wyciszał. Pod koniec pokusił się nawet o niewielkie obniżenie łba, co w jego przypadku naprawdę nie było codziennością. Z galopem było podobnie - przez pierwsze kółko gnał, by chwilę później odnaleźć swój ''złoty środek'' - co by za dużo się nie zmęczyć, ale też nie dostać batem po dupsku.
Gdy skończyli rozgrzewkę na jedną stronę, ogier zmienił kierunek i ponownie wykonał wszystkie elementy. Otrzymując pochwałę, zastrzygł wewnętrznym uchem i korzystając z okazji zaczął stępować, zniżając szyję i głęboko oddychając.Jonah Wrens - 2016-11-03, 14:37 Przychodząc z dzidzią na lonżownik, zamknąłem za nim wejście, a jako że nikogo tutaj nie było to odetchnąłem spokojnie. Od razu ściągnąłem derkę z jego grzbietu i odpiąłem lonżę. Zacmokałem i odsunąłem się od niego, lokując się bardziej na środku lonżownika. Nie chciałem mu przeszkadzać, miał okazję do wytarzania się, zwiedzenia miejsca i wygłupów. Dlatego z czystą przyjemnością oglądałem skarogniadego przy okazji oceniając jego ruch. W końcu mogłem go zobaczyć na żywo, a nie z jakichś filmików.Marshmallow - 2016-11-03, 18:54 Wspomniana dzidzia wkroczyła na lonżownik caplując zacięcie, na co dzień nie był wprawdzie aż tak ogierzy ale emocje związane z podróżą i nowym miejscem działały jak dodatkowa dawka hormonów głupoty (czyli samczych). Lekko dreptał w miejscu przy ściąganiu derki, a kiedy już został uwolniony, solidnym susem odskoczył w bok by w bezpiecznej odległości od bezbronnego człowieka rozpocząć salwę baranów i innych wierzgów. Lonżownik był nieporównywalnie mniejszy niż padok czy chociażby biegalnia, skarogniady miał więc tylko trochę miejsca na dziwne wybryki, o zbyt szybkim galopie nie było mowy jeślo nie chciał się wywalić. Cóż zatem, najpierw wykonywał najrozmaitsze akrobacje powietrzne od czasu do czasu w najmniej spodziewany sposób zmieniając kerunek, a kiedy nadmiar energii troochę z niego zszedł, więcej w tym już było galopu, niestety typowego dla jelonka z długą szyją, która póki co lubiła być jeszcze w górze. Stopniowo się wyładowywał i przeszedł do kłusa, który to mimo niewielkiej przestrzeni świetnie uwydatniał jego długie nogi i dobrze przepływający ruch. Całość na razie pozbawiona była harmonii, jednakże już było widać sporą swobodę ruchową trakena i tę lekkość nie ujmującą jednocześnie siły, z jaką parł do przodu, albo raczej po łuku. Sierść na szyi już mu odrobinę pociemniała, kiedy to Marsik w końcu zaczął iść w stronę rozluźnienia, szyja nieco się opuściła i wyciągnęła swobodniej przed siebie, ruch kończyn zaczął przypominać eleganckie kroczenie zamiast tępego i zbyt szybkoego przebierania. Mimo to na filmiku mógł robić lepsze wrażenie, bo był na nim o wiele spokojniejszy Mallow.Jonah Wrens - 2016-11-03, 19:33 Ignorowałem ten fakt, póki ogier robił to w granicach szacunku do mnie. W końcu nie zabronię mu caplować, skoro miał tyle powodów do dzikich bryków nawet na uwiązie, a jednak skusił się tylko na nikomu nieszkodliwe "podbieganie". Miło mi się patrzyło na tą jego radość w postaci każdego bryknięcia, kiedy już był oswobodzony. Przy okazji mogłem zobaczyć jak skarogniady chwali się swoją siłą, którą niewątpliwie wkładał w te wygibasy. Złapałem się na tym, że ciągle się uśmiecham i nie odrywam spojrzenia od szalejącej Dzidzi, jakbym po raz pierwszy widział radość u konia.
Nie przeszkadzałem mu w niczym, więc gdy zmienił kierunek sam również się przestawiałem, żeby na niego swobodnie patrzeć. Nie ingerowałem w jego zabawę, nie chcąc wymagać dzisiaj od niego niczego. Miał się zapoznać z miejscem, rozluźnić i wyszaleć według jego zapotrzebowania.
Może nie był rozluźniony tak jak na filmiku, jednak niewątpliwie z każdą upływającą minutą mógł się pochwalić coraz lepszym ruchem, młodzieńczym ale urokliwym. Wiedziałem na co się piszę kupując tak młodego konia, jednakże warto było mieć taki materiał do wyrzeźbienia. Bo byłem święcie przekonany, że z Niemca powstanie coś pięknego.
-Chodź Dzidzia.
Odezwałem się do niego w końcu i zacmokałem, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Byłem ciekawy czy odpuści sobie dalsze biegi na rzecz podejścia do mnie, czy raczej będzie obserwował i dalej trzymał dystans.Marshmallow - 2016-11-03, 19:52 Marsik był koniem zaliczających się do tych przyjemniejszych, na pierwszych jazdach zaskakiwał wybitnie małą liczbą protestów, bardziej się dziwił niż buntował i to robiło z niego rzeczywiście świetny materiał na konia do sportu, bo zaczął w ten sposób już uczyć się myśleć nad wykonywaną pracą. Mimo, że na razie praca ta była naprawdę lekka.
Gdy już zaczął się uspokajać a jego kłus stał się rzeczywiście swobodny, miał wreszcie czas i dostateczną ilość uwagi, by móc skierować wewnętrzne ucho na Jonaha i łypać na niego okiem. Z czasem przeszedł do luźnego, gumowego wręcz stępa, w którym nieświadomie prezentował obszerny ruch, bezproblemowe przekraczanie tylnymi kopytami śladów przednich kopyt i lekko zaokrąglony, choć na razie słabo jeszcze umięśniony grzbiet. Poparskiwał sobie teraz w rytm chodu, łypiąc uważnym okiem na postać mężczyzny, który wyciągnął do niego w pewnym momencie dłoń. Skarogniady zatrzymał się prawie od razu i unosząc wysoko łeb, postawił uszy na sztorc i bystrym wzrokiem mierzył mężczyznę, nie całkiem wiedząc, jak chce się wobec niego zachować. Rozwartymi chrapami głośno wciągał powietrze od czasu do czasu obijając swobodnie ogonem o tylne nogi.Jonah Wrens - 2016-11-03, 20:01 Patrzyłem się na niego uważnie, nie gubiąc żadnej zmiany zachodzącej w jego postawie. A przynajmniej starałem się żeby tak było. Więc gdy ten już zaczął swobodnie stępować, mogłem śmiało zauważyć jaki ma ruch. Dlatego oderwałem spojrzenie od jego głowy, by skupić się dłużej na nogach. Łatwo było zobaczyć na równym i nie zapadającym się podłożu lonżownika, jak jego tyły przekraczają ślad przodów. Miło było na to patrzeć, jednak nagle ogier się zatrzymał. Właściwie to ja mu dałem powód do zadumy, bo chciałem go do siebie zaprosić - jak widać reagował, ale jeszcze nie do końca wiedział jak. Ponownie cmoknąłem, robiąc krok w jego stronę i ustawiając się swobodnie.
-Chodź.
Starałem się być jak najbardziej rozluźniony, nie wywołując u ogiera sprzecznych sygnałów. Nie oczekiwałem też, że przyjdzie do mnie po minucie. Mogłem długo czekać, a nawet ostatecznie samemu do niego podejść. W końcu mnie nie znał, mógł się wahać. Byleby pozwolił w ogóle do siebie podejść i to będzie nasz duży sukces.
Tak czy siak, skorzystałem z chwili zastanowienia Niemca, by rozejrzeć się za jakimiś stojakami (magicznym sposobem były gdzieś z boku). Kusiło, żeby tak dla sprawdzenia postawić mu niskiego krzyżaka.Marshmallow - 2016-11-03, 23:00 Młody po dłuższej chwili stania w bezruchu i nawet wstrzymania oddechu opuścił szybkim ruchem głowę i wypuścił głośno powietrze w podłoże. W takim ułożeniu ciała połaził kilka kroków w tę, kilka w drugą stronę, od czasu do czasu lekko grzebiąc kopytem w podłożu. Nie położył się jednak i nie wytarzał, ostatecznie przypomniał sobie o stojącej na środku sylwetce Jonaha. Ponownie uniósł łeb, tym razem nie zadzierał go już do chmur, po prostu umiejscowił go na tak zwanej naturalnej wysokości i pomachał radarami na strony, ostatecznie kierując oba na mężczyznę. Wyciągnął nawet nieznacznie szyję z głową w jego stronę, niestety nie postąpił nawet kroku do środka. Przekręcił tylko łepetynkę nie spuszczając wzroku z kowala, zastanawiał się, czy w tej ręce kryje się coś, dla czego warto tam podejść. Cóż, nie był świadomy swojej przynależności do owego osobnika a zatem i poniekąd konieczności podporządkowania się mu prędzej czy później. Gdyby tak znaleźć takiego, kto umiałby koniowi podobny fakt wyłożyć i wbić do móżdżka, o ile świat byłby prostszy... a o ile mniej ciekawy. Mallow najwyraźniej czekał teraz na ruch Jonaha, ruch albo bezruch, bo był tym typem konia, który po jakimś czasie faktycznie byłby skłonny kroczek po kroczku podejść. Oczywiście o ile wszystko pozostałoby w stanie constans, nie mogła nawet kropelka kapnąć z dachu, bo inaczej po wszystkim! A tak serio, to zwyczajnie przeciągał wszystko, chciał popatrzeć, jak bardzo pan Wrens jest w stanie się ugiąć. Albo przekonać się, że jest nieugięty.Jonah Wrens - 2016-11-03, 23:53 Patrząc tak na jego podchody do położenia się i całej mojej osoby, aż się uśmiechnąłem. Chciał, a nie wiedział czy może - nie był głupi, wiedział że mógłbym mu śmiało zrobić krzywdę. Więc był poniekąd dojrzały, co mnie cieszyło. Poczekałem jeszcze chwilę cierpliwie i już zamierzałem do niego podejść, kiedy do głowy wpadł mi pomysł. Skoro się wahał z podejściem do mnie, mogłem zrobić coś innego. Stać się bardziej tajemniczy czyli interesujący dla młodego konia. Jeśli nie wiedział co robię, mógł próbować podejść, tylko wtedy nie mogłem sobie pozwolić na szybszy ruch bo bym go spłoszył. Dlatego zerknąłem na ziemię i odwróciłem się do niego plecami, robiąc krok, może dwa w zupełnie przeciwnym kierunku, niżeli znajdował się skarogniady. Posadziłem tyłek na piachu i usiadłem sobie luźno, ręce opierając o kolana przez co byłem nieco pochylony. Nie cmoknąłem, ani nie odwróciłem się w jego stronę, kompletnie ignorując obecność dzieciaka. Siedząc tak, spokojnie czekałem nie próbując usilnie nasłuchiwać czy koń do mnie idzie czy nie. Miałem czas, a to było najważniejszą cechą jeżeli chodzi o zdominowanie konia i wymaganie od niego podjęcia jakichkolwiek kroków. Dlatego nawet wbiłem spojrzenie w ziemię i zacząłem sobie obracać w palcach kawałek lonży, którą zresztą cały czas miałem przy sobie. Zatem nie dość, że go ignorowałem, to jeszcze czymś się zajmowałem. Zawsze jeszcze miałem plan B, ale raczej skłaniałem się ku temu, że jego młodzieńcza ciekawość zaważy nad zachowaniem Marshmallowa.Marshmallow - 2016-11-04, 00:34 A to ci heca! Ogier jakby trochę zbaraniał i widząc, co robi człowiek przed nim się znajdujący, nie mógł wykminić, o co chodzi. Rzeczywiście był ciekawski, jednakże na co dzień także bardziej powściągliwy, teraz jednak Jonah przegiął i wzbudził w nim pragnienie małego odkrywcy. Co prawda nie uśpił ostrożności, ta wzrastała nierzadko proporcjonalnie razem z ciekawością, tak czy siak po niemalże minucie dalszego stania jak słup soli finalnie drgnął i zrobił kilka małych kroczków, tym samym rozpoczynając podchody. Nie kierował się bowiem na wprost, upatrzył sobie raczej plecy do podejścia do nich, wydawały się znacznie pewniejsze, takie stateczne i zamknięte...
Strzygąc zgrabnymi uszkami przemieszczał się w żółwim tempie, co jakiś czas przystając i opuszczając chrapy do samej ziemi, dokonując głośnej wymiany powietrza w płucach i obijając ogonem o tylne nogi. Trwało to wszystko i trwało, ale kiedy już był na wyciągnięcie pyska, nagle wydało mu się, że coś usłyszał w pobliżu, a przez to urojenie drgnął momentalnie i chociaż nie zerwał się do ucieczki, spiął wszystkie mięśnie i zamarł na kilka sekund, łypiąc okiem na najbliższe otoczenie - czyli nie tak wielki obszar. Kiedy doszedł do wniosku, że chyba jest bezpiecznie, ponownie podjął drogę pyskiem do ramienia mężczyzny, jednakże nie dotknął go a jedynie chuchnął weń ciepłym powietrzem z rozwartych chrap. Co tam robisz, zastanawiała się mała główka.