To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Korytarz skokowy

Lisa - 2018-04-10, 16:45

Akurat skończyła układać pierwszy szereg kiedy dostrzegła niepokojące ją stmptomy tarzania. Zacmokała więc i lekko zagarnęła batem w stronę Petit, aby uniemożliwić jej położenie się. Zaraz też wprowadziła ją w korytarz, motywując do zagalopowania. Pierwsz kombinacja była łatwa i miała służyć głównie rozgrzewce, ale Liska też chciała obserwować jakie są mocniejsze, a jakie słabsze strony Felicite. Szereg składał się z wskazówki na galop, krzyżaka 50 cm i drugiego krzyżaka na dwie foule w dystansie. Zarówno w środku jak i za szeregiem znajodowały się drągi pomocnicze, mające na celu wyrównanie tempa i kroku galopu.
Petit Felicite - 2018-04-10, 16:56

Pogoniona z pomocą głosu oraz bata zerwała się i odbiegła galopem kwicząc przy tym cicho niczym mały źrebak. W pewnym momencie zatrzymała się i stając na baczność wypuściła głośno powietrze przez rozdęte chrapy. Fukała tak jeszcze przez chwilę, ale ostatecznie pozwoliła Lisie podejść do siebie i zaprowadzić się do korytarza. Puszczona luzem i pogoniona do ruchu od początku miała postawione uszy do przodu. Galopowała spokojnie i bardzo uważnie przyglądała się przeszkodom, oddając skoki nie zapominała o pracy zadu oraz mocnym chowaniu pod siebie podwozia. Pracowała szyją i grzbietem nie zapominając również o tym, aby szybko pracować zadem.
Jedynym problemem mogła być jej momentami dostrzegalna niepewność, aczkolwiek nie bała oddawać się skoków. Po prostu mało pewnie galopowała do przeszkód, tuż przed nim lekko się przytrzymując i skoki oddając niemal z miejsca.

Lisa - 2018-04-10, 17:04

Powtórzyła jeszcze raz tą samą kombinację, dodając jej trochę odwagi cmokaniem a nawet zagarnięciem bata w stronę zadu przed przeszkodą. Jeżeli wszystko poszło dobrze to pozwoliła jej na chwilę luzu i dobudowała jeszcze jeden człon, jednocześnie też zmieniając kierunek skoków. Sytuacja prezentowała się następująco: krzyżak-foula-krzyżak-dwie foule-krzyżak. Zarówno przed, za i w środku leżały drągi pomocnicze. Rudowłosa ponownie wpuściła Petit w korytarz, starała się ją zmobilizować do galopu a potem zachęcała do oddawania skoków. Tą kombinację także klacz miała pokonać dwukrotnie.
Petit Felicite - 2018-04-10, 17:40

Przy kolejnym podejściu poszło jej trochę sprawniej aczkolwiek momentami przez zwiększone tempo gubiła się pomiędzy przeszkodami. Poskutkowało to puknięciem w drągi na ostatniej z przeszkód, czym młoda Petit mocno spięła. Kłusując nieco sztywniej niż poprzednio uniosła wysoko głowę krocząc mniej elastycznie. Nic sobie nie zrobiła, ale mocno wybiło ją to z rytmu.
Raz jeszcze wpuszczona w korytarz weszła z niego nieco mocniejszym tempem tym razem oddając wysokie skoki tak, aby przypadkiem krawędzią kopytka nie musnąć drągów. Ostatni skok oddała ze sporym zapasem tuż po nim oddając radośnie z zadu.
Chwilowe spięcie minęło, a klacz zdawała się cieszyć z możliwości poskakania, tym bardziej, że była puszczona luzem mając przy tym dużo swobody ze strony Lisy.

Lisa - 2018-04-10, 19:10

Dla Lisy cenną obserwacją było zauważenie jak po puknięciu klacz się stara i skacze wyżej niż poprzednio, a także, że ewentualne niepowodzenia mogą wybijać Petit z rytmu. Będzie to pomoce podczas ich dalszej współpracy i pozwoli lepiej dostosować się amazonce do swojej podopiecznej.
Dała klaczy dłuższą chwilę odpoczynku, aby mogła odpocząć i zrelaksować się przed wyższymi skokami. Kombinacja przeszkód zmieniła się w krzyżak 60 cm - dwie foule - stacjonata 80 cm - trzy foule okser 80 cm. Drągi pomocnicze zostały na ziemi, aby pomóc w utrzymaniu rytmu i zapewnić dobre naskoki na pierwszą przeszkodę. Lisa podeszła do Petit, pogłaskała ją po szyi, a następnie skierowała ją ponownie w korytarz, głosem starając jej się pomóc w doborze tempa.

Petit Felicite - 2018-04-10, 19:32

Z samych obserwacji można było wyciągnąć naprawdę wiele wniosków, co też Lisa bardzo skrupulatnie robiła. Petit mimo wszystko wykazywała wolę walki i nie poddała się po tej małej porażce, która stanowiła dla niej dodatkową motywację do samodoskonalenia.
Odpoczywając już nie próbowała się kłaść pamiętając tą lekcję, jaką dała jej Lisa. Pogłaskana po szyi trąciła kobietę nosem w ramię, choć był to zdecydowanie przyjacielski gest, a nie taki mający ją do tego zniechęcić.
Po zmianie kombinacji na nowo puszczona w korytarz rozpoczęła nieco mocniejszym galopem widząc, że wysokości stały się bardziej wymagające. Prezentowała świetną technikę w skoku, w końcu po takich rodzicach nie wypadało być skoczkiem analfabetą. :lol2: Dodatkowo pokazała, że stać ją na znacznie więcej, bo zapas nad przeszkodami miała całkiem spory.

Lisa - 2018-04-10, 19:42

Nie chciała zanudzić Petit wielokrotnym powtarzaniem tej samej kombinacji, dlatego też tak częste zmiany i mała liczba powtórzeń. Jak do tej pory klacz nie miała z niczym problemów, więc mogły iść śmiało dalej. Właściwie samo ułożenie przeszkód pozostało takie samo, ale zmieniły się wysokości na 60 cm - 100 cm - 100 cm.
Lisa ponownie podeszła do swojej podopiecznej, tym razem oprowadzając ją jeszcze chwilę stępem, podczas której wykorzystała okazję i poczęstowała ją talarkiem marchewki. Od taka mała nagroda, pomiędzy skokami. Następnie ponownie wpuściła ją w korytarz, zachęcając do galopu, ale tym razem nie pomagając już pomiędzy skokami ani głosem, ani batem i sprawdzając na ile poradzi sobie samodzielnie.

Petit Felicite - 2018-04-10, 19:58

Różnorodność wysokości i zmian kierunku nie pozwalała jej się nudzić, dzięki czemu klacz cały czas była świeża i nie kombinowała nadmiernie. Prowadzona przez Lisę ze smakiem zwinęła talarek marchwi zjadając go ze smakiem, ale też nie upominając się o więcej. Łapała oddech oraz siły na kolejne podejście, które nastąpiło już po chwili. Galopując odważnie pokonała pierwszą z przeszkód, przy drugiej musząc już nieco mocniej się postarać. Mocno odbiła się od ziemi korzystając z umięśnionego zadu i wychodząc w górę. Naturalnie sama odmierzała sobie odległości robiąc to dość dobrze jak na młodego konia.
Nad okserem rozciągnęła się w locie mocno pracując szyją i lekko uginając grzbiet do dołu. Otworzyła się zadem przy lądowaniu ogon zarzucając wysoko w górę. Po oddanym skoku bryknęła wesoło i przechodząc do kłusa podbiegła do właścicielki z miną "widziałaś jak świetnie mi poszło?!"

Lisa - 2018-04-10, 20:21

Zaśmiała się, jednocześnie klepiąc Petit po szyi. Wszystko wskazywało na to, że był to kolejny mądry zakup ze strony Brytyjki. Kolejne kilka minut spędziła stępując z Petit w ręce, a o pomoc poprosiła jednego z panów zajmujących się obsługą parkuru w Orchardzie. Jemu pewnie zdecydowanie szybciej i sprawnej pójdzie przebudowanie całości niż drobnej Lisca, a ona z kolei mogła poświęcić całą uwagę klaczy. Poprosiła o ustawienie kombinacji - krzyżak 60 cm - foula - stacjonata 100 cm - 3 foule - okser 115 cm w przeciwną stronę niż przed chwilą skakana. Kiedy wszystko było gotowe wpuściła Felkę i głosem zachęciła do galopu, uważnie obserwując jak poradzi sobie tym razem.
Petit Felicite - 2018-04-10, 20:35

W trakcie, gdy mężczyzna ustawił parkur szła u boksu Lisy, co chwilę strzygąc uszami w kierunku hałasu, jaki wiązał się ze zrzucaniem drągów na ziemię i przebudową korytarza. Nie była płochliwa, zwyczajnie kontrolowała sytuację nie pozostając całkowicie obojętną na otoczenie.
Po przebudowie zachęcona do wejścia w korytarz już wiedziała, co ma robić. Rozwinęła galop nabierając tempa, bowiem tego wymagały od niej wysokości. Oddając skoki mocno się starała, aby nie trącić żadnej z przeszkód i pokonać je na czysto. Doping Lisy tylko ją motywował dlatego po wyjściu z korytarza galopowała jeszcze przez dłuższą chwilę finalnie przechodząc do kłusa i parskając głośno.

Lisa - 2018-04-10, 21:47

Na sam koniec zostawiła pojedynczy okser z wskazówką na galop, o wysokości 120 cm. Miała to być ostatnia przeszkoda dla klaczy do pokonania. Reszta drągów została uprzątnięta i Lisa po raz ostatni wpuściła Petit, aby ta mogła oddać skok. Jeżeli wszystko poszło dobrze i nie wymagało poprawek dziewczyna podziękowała panu z obsługi parkuru i zajęła się swoją klaczą. Najpierw poklepała ją czule po szyi, potem dała jeszcze kawałek marchewki. Podpięła lonżę i przekłusowała ją na obie strony dosłownie po dwa kółka. Potem stępowała z nią w ręce około 15-20 minut, by ta mogła odpocząć, wyschnąć i ustabilizować oddech. Mniej więcej w połowie stępa przykryła ją derką. Na sam koniec opuściła korytarz i skierowała się wraz z Petit w stronę stajni.
Petit Felicite - 2018-04-10, 22:14

Po raz ostatni została wpuszczona w korytarz, tym razem z tylko jedną przeszkodą, która wymagała od gniadej niemałego skupienia. Mocno odbiła się od ziemi i poderwała do góry szybując wysoko w górę. Nawet na tej wysokości miała zapas, choć znacznie mniejszy nie chciała w końcu zbyt mocno się przesilać zwłaszcza, że była już trochę zmęczona.
Poczęstowana marchwią zgarnęła ją delikatnie z kobiecej dłoni i grzecznie dała się rozkłusować z głową w dole. Zmęczona była jak z gumy dodatkowo parskając głośno. W trakcie stępa maszerowała spokojnie u boku Lisy to jej pozwalając obrać optymalne tempo.
Po rozstępowaniu ubrana w dereczkę razem z Lisą udała się do stajni.
/zt

Svea - 2018-04-12, 15:03

Victim of Virtue napisał/a:
Klacz jeszcze po drodze na korytarz walczyła z tym czymś, co miała w pysku. Nawet nie myślała o wyprzedzaniu, raczej miała tendencję do zwalniania. Dopiero po jakieś chwili się do tego czegoś przywykła, jednak wcale nie była z tego zadowolona w ogóle a w ogóle. Spacerowała za kobietą po obiekcie jakąś chwilę, przyzwyczajając się do miejsca i ogłowia na pysku. Kontakt z kobietą pomagał jej na pewno nawiązać jakąś więź, ale trudno było mówić o sympatii. Klacz przyjrzała się drągom, ale podobnie jak z ogłowiem nie miała wcześniej z nimi styczności. Po odpięciu uwiązu spojrzała na kobietę badawczo, by puścić się zaraz całkiem efektownym kłusem przed siebie. Po chwili przeszła do galopu, strzelając przy tym kilka baranków. Zrzuciła nieco energii zmieniając w odpowiednich miejscach (niedaleko ścian) kierunek, co by nie zabić się na konstrukcji budynku.


Dziewczyna w tym czasie przyglądała się klaczy badawczo. Na początku dała jej wolną rękę w tym jak chciała spożytkować swą młodzieńczą energię. Inna sprawa, że była nad wyraz ciekawa w jaki sposób ją spali i co tak naprawdę pokaże jej prawdziwe końskie ja. Kobieta nie wzięła pod uwagę, że Victim mogła mieć po raz pierwszy wędzidło w pysku. Ale może to i lepiej, że poznała go w sposób nieinwazyjny. W tej chwili po prostu był w jej pysku, a ona mogła się nic swobodnie bawić. Wszak nie było tu żadnych wodzy, więc z czasem powinna się oswoić z obecnością. W pewnym momencie Svea uznała, że należałoby przytrzymać ją nieco w ruchu, który nie kończył się nagłymi zwrotami. Zaczęła podążać za klaczą, a kiedy widziała jak jej ciało tężnieje, chcąc wykonać nagły zwrot, wówczas unosiła nieco końcówkę bata za jej zad, wyraźnie cmokając, nie pozwalając tym samym klaczy zatrzymać się. Zależało jej na ruchu w kłusie, nie zachęcała ją szczególnie do galopu. Przy drągach, Svea uginała się lekko na kolanach, jakby chcąc pomóc klaczy przez nie przejść. Co prawda były dwa, samotnie leżące po obydwu ścianach, ale wciąż. Ale nadszedł czas, by Victim nieco złapała oddechu. Młode konie mają to do siebie, że kondycję mają stosunkowo słabą, a program treningowy trzeba rozpracować. Zatem odrzuciła swe pomoce, bat jak i lonżę. Wyciągnęła na płaskiej dłoni talarek z marchewką, zapraszając ją ciałem do siebie. Pewnie będzie jej trochę ciężko zaufać, zwłaszcza, że uprzednio bat był w dłoni. Ale musi być kij i marchewka, a to sprawia to spotkanie lekcją, która nie powinna zostać zapomniana.

Victim of Virtue - 2018-04-22, 21:44

No ona miała tej energii aż za nadto, ale trudno jej się dziwić jak nic nie robiła poza przebywaniem w boksie i na pastwisku. W sumie spalała ją chyba w dość typowy sposób? Jak większość koni, a przynajmniej tak się mnie wydaje. Na pewno lepiej spożytkuje spalanie energii w korytarzu skokowym, niż biegając po hali w te i we wte. Fakt faktem klacz już niemal zapomniała o tym metalowym czymś w pysku, a raczej ignorowała je na zasadzie było to było po prostu. Nie miała jak na razie z nim złych wspomnień, więc akceptowała je jakoś coś nowego i dobrego. Kiedy Svea przemieściła się za jej zad w bezpieczną odległość, no ale jednak. Klacz odchyliła na nią jedno z uszu, łypiąc kątem oka co zamierza. Kiedy przed planowanym zwrotem dostrzegła ruch z jej strony automatycznie szybciej zabrała zad za sobą do przodu, a po chwili z niego strzeliła w geście nie zadowolenia. Oczywiście ten ruch nawet nie dosięgał kobiety, acz był z pewnością w jej kierunku dyktowany. Klacz kłusowała energicznie przed siebie, a drągi? No cóż pierwsze próby ich pokonania były dość dziwne, bo klacz robiła nad nimi susa zamiast po prostu nad nimi przejść. Dopiero potem odkryła że można inaczej, eureka ! Klacz w końcu faktycznie dość się zmachała, dlatego chętnie przeszła do stępa jak miała ku temu okazję. Podeszła do kobiety i pożarła ze smakiem oferowany smakołyk, pozostała przy kobiecie nie oddalała się jak na razie. Jednak nie spuszczała z niej uważnego wzroku, bo nie ufała ludziom w pełni. W ogóle im niemal nie ufała ni nie miała szacunku, miała tak zwane braki w wychowaniu. Nie bała się kobiety jako tako bez kija w ręce, bo bądźmy szczerzy mogłaby ją staranować w odwecie za zamach na jej życie i kto by gorzej na tym wyszedł?
Svea - 2018-04-23, 17:58

Właśnie zależało jej na typowym spalaniu energii, ponieważ widziała jak energia kipi pod warstwą jej mięśni. Widząc jak kobyła wysyła w jej stronę zadnie kopyta, uchyliła się i cofnęła o krok mimowolnie. Co jak co, ale instynkt samozachowawczy jest sprawny i wie, kiedy się włączyć. Jednak nie sprawiło to, że dziewczyna wystraszyła się gniadej. Po prostu wróciła automatycznie do tego, co planowała. Widząc jej pierwsze próby przechodzenia przez drągi, mimowolnie się uśmiechnęła. Wszak to był dla niej ważny początek jako konia sportowego. Tym bardziej się uradowała, kiedy przez drągi przechodziła o wiele spokojniej, odkrywając, że nie trzeba przeskakiwać każdego. Kiedy Victim zdecydowała się przyjść do niej i zgarnąć nagrodę za swe pierwsze próby, Svea zdecydowała już co dalej. Dorzuciła po jednym drągu na wyliczoną odległość kłusa i ponownie poprosiła Holenderkę o wejście w korytarz, ale w druga stronę. Zauważyła, że kobyła była zielona w temacie, więc nie mogła jej rzucić od razu na głęboką wodę, ponieważ najprawdopodobniej zabiłaby się o własne nogi. Kiedy Virtue odkryła i tutaj swój balans, Elyse dorzuciła jeszcze po jednym drągu po każdej stronie, kiedy klacz była na drugiej stronie. Tak, żeby jej nie zatrzymywać nie potrzebnie. Chciała mieć pewność, że jak klacz zobaczy drągi, a potem przeszkodę, że najzwyczajniej w świecie nie sfiksuje. Musi to się stać dla niej naturalne. W końcu nadszedł czas, kiedy ponownie poprosiła ją o podejście na sam środek, za które naturalnie czekała nagroda. Pogładziła ją delikatnie go głowie, by dać jej chwilę dla siebie, a w tym czasie dziewczyna zaczęła budować już ten właściwy tor. W sumie wiele się nie zmieniło, więc dużo czasu jej nie zajęło to. Trzy drągi na kłus pozostały na miejscu, a tuż za nimi została postawiona zwykła, niska koperta. Dwa drągi, po drugiej stronie hali, zniknęły. Został jedynie jeden drąg, który miał przypominać klaczy o uwadze. Podeszła ponownie do klaczy i wprowadziła ją do korytarza, posyłając ja tym samym do kłusa i wtedy patrzyła, co miało stać się potem. Wtedy rudej przyszło do głowy to, że w sumie powinna w pierwszej kolejności wziąć ją na lonżę, a dopiero potem na korytarz.. Ale no cóż, patrzyła na jej rozpiskę, a dokładniej na to, co Orchard Stable miało dla niej zaplanowane.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group